Portal Sklep Bazar Tygodnik Ryby Domowe Klub Reklama Pomoc
Archiwum sklep 1
English pages

UWAGA! ZNAJDUJESZ SIĘ NA STRONACH ARCHIWALNYCH !!! NOWY ADRES => Wędkarstwo - Rybie Oko - http://www.fishing.pl

 
Artykuły
Forum
Foto
Baza
Co i kiedy
Linki
Brania
Hyde Park
Humor
Znad wody
Filmy i pliki
Kartki
Encyklopedia
Ryby i prawo
Ściąga
 
 
 
 
mniej ostatnich wiadomości 82114
To był fragmnet większej całości, niżej więcej :)
pytanie o połów
pomocy!
pomocy!
Odp: odp:Kłusownicy na śląsku
Odp: dorsz
.......................
Odp: Zapora na Wisłoce
Odp: Oj Panie Bogusz .....
Odp: Żyłka
pytanie o połów
pomocy!
pomocy!
leszczyńskie
"okonek"
Wróżka
W obronie jazgarza
Zawody? Również! Bo dlaczego nie?
Wisiel :/
Łowic bez nęcenia ?
Opowieśc znad wody..
Zanęty produkcji polskiej a zagranicznej
Konińskie kanały
Kupię szpulę do Okumy Avenger AV 30!!!!!!!!!!!!
POŻEGNANIE :) - godz 14!!!
Fajna rybka
Szkoda tytułować
 
 
więcej
Zawody wędkarskie
 4/145
Ten okropny żarłok - JAZGARZ
 
Opowieści znad wody.... cz.1
 6.9/85
Leszczowisko
 7.1/202
 8.8/115 hit
Łakomiec
 7.9/66
Oszuści na Bazarze Rybiego Oka.
 7.3/64
KOMUNIKAT
 
Stało się...
 5.6/30
Kłusownik ukarany! Lepiej późno niż wcale.
 4.9/71
 
 
więcej
Petycja!!!!!!!!!!!!!
Pstrąg Roztocza
Uroczyste otwarcie
 
 
Inne ankiety
Żyłka
Co robisz z niepotrzebnym kawałkiem żyłki?
wyrzucasz gdziekolwiek
rzucasz do wody, bo tam jej nie widać i ptak się nie zaplącze
tniesz na mniejsze kawałki i wyrzucasz
zabierasz ze sobą, by spalić w ognisku
zabierasz ze sobą, by wyrzucić do śmietnika
to inaczej, jak podaj w komentarzu

Wyniki Wyniki wszystkich

Komentuj
 


Wszystkie Rodzaje Wędkarstwo Spinningowe

Hit  Cykady Pokutyckiego

Autor: Iza i Waldek Ptak
Temat: Wyposażenie
Data:05.10.02 17:48
Czytano:5888

Przez ostatnie dwie dziesiątki moich wędkarskich lat wiślane ryby bezlitośnie płatały mi figle. Sprawiały mi tym permanentny ból głowy, i jednocześnie przyciągały nad rzekę jak magnes. Ileż to razy w letnie popołudnia stałem na brzegu bezradny, obserwując harcujące w nurcie rapy, leniwie i bezgłośnie przewalające się sumiska, zaś znalezione tuż obok dziewięciometrowe dołki - ich siedliska - mogłem tylko pogłaskać przynętami, jakimi wówczas spinningowałem.



W takich chwilach czułem, że muszę założyć zupełnie inną przynętę, by dobrać im się do skóry. Cóż z tego, że ją czułem, skoro nie potrafiłem jej nawet skojarzyć z kształtem każdej innej, już znanej mi przynęty. Tak więc popadłem w stan prostracji; czekałem na natchnienie, impuls, może nawet na objawienie.
A rapy i marmurkowe wąsacze wyciągały mnie z domowych pieleszy coraz częściej, i bez pardonu tytłały moje obolałe ciało po wiślanych chaszczach, przykosach i wykrotach. Właśnie tam ciapkałem się jak fleja po namuliskach przybrzeżnych, upadałem w jeżyny, skąd później mozolnie wybierałem rozrzucone przynęty... Barbarzyństwo!

Coraz częściej zapinałem sandacze. Takie ładne, pod 3-5 kilo. Zbierałem je z powierzchniowej warstwy wody, bo przecież głębiej nie mogłem poprowadzić małych przynęt. I brała mnie wtedy wielka cholera, gdy pomyślałem: jak duże musiały być sandały stojące dwa-cztery metry niżej? Potwory! Wielkie potwory!
Miotałem się po okolicznych sklepach wędkarskich: Sandomierz, Tarnów, Rzeszów. Jeden ze sprzedawców podsunął mi amerykańską cykadę. Odetchnąłem z ulgą może wreszcie znalazłem upragnioną przynętę? I niewiele brakowało, by los uśmiechnął się do mnie, na pohybel rzecznym drapieżnikom. Wkrótce jednak wyrwałem na uwadach kupione cykady, a w sklepach więcej ich nie mieli. Tak, życie bajką nie jest, sielanka szybko się skończyła...
Wtedy, pełen determinacji, sięgnąłem do rodzinnej kolekcji sztućców po osiemnaście srebrnych stołowych noży przerobiłem je na osiemnaście srebrnych przynęt. W swoim krótkim życiu żadna z nich nie spotkała się z rybią paszczą do dzisiaj dyndają na podwodnych karczach. Trochę mi ich jednak żal...

I kiedy tak rozmyślałem o losie straconych przynęt, przed oczami stanął mi widok uklei ocierającej się o podwodne przedmioty i nagle jej łudzące podobieństwo w tych ruchach do moich utraconych przynęt stało się dla mnie oczywiste! Mam, mam objawienie, na które tak długo czekałem!
Od tej chwili wszystkie moje życiowe zajęcia podporządkowałem jednemu celowi: doskonaleniu konstrukcji tak długo oczekiwanej przynęty.
Tworzenie zacząłem od wycinania jej kształtu nożycami, a ołów kleiłem do blachy; nieco później korzystałem ze ślusarskiej wiedzy mojego krewniaka, aż w końcu dopracowałem się czterech wersji wagowych mojej ukochanej cykady. Przez dwa lata konstrukcyjno-spinningowych prób zerwałem ich kilka setek, a wraz z nimi parę kilometrów żyłki. Padło wtedy wiele ryb małych, i nieco mniej dużych, a ile drapieżników w ostatniej chwili odpuściło prowadzonej cykadzie nigdy się nie dowiem.

Dzisiaj łowię na 28-gramowe cykady sumy i grube sandacze, na 14-gramowe wszystkie drapieżniki rzeczne, i ni to, ni owo karpie, sporadycznie brzany, a na 8-gramowe wymieniony już skład ryb plus klenie, jazie, i okazjonalnie leszcze; mam jeszcze dwugramowe cykadki, ale one czekają letniej pory. Wtedy to podam je jaziom, kleniom i boleniom, szczególnie tym z przelewów.
Zatem letnią i jesienną część tego sezonu spędzę w rzece, stojąc na zniszczonych i zalanych główkach, ostrogach, prostkach, przemiałach... A na końcu Loomisa podwieszę dwugramową, zabójczą rybeńkę.

Nazywam się Marek Pokutycki, mieszkam w Tarnobrzegu. Zawsze można do mnie zadzwonić pod numer: 015 8233908, lub wysłać list internetowy pod grzecznościowy adres: ptaki@motronik.com.pl?


Od redakcji Rybiego Oka: pierwotnie tekst opublikowano na naszym serwerze w Tygodniku Wędkarskim NR 3 - 17 kwietnia 1999.

drukuj drukuj wyślij wyślij

Lista komentarzy


Brak komentarzy.


Valid XHTML 1.0!
Wszelkie prawa zastrzeżone - All Rights Reserved - ©1999-2004 Krokus Sp. z o.o. - powered by eZ publish
Za publikowane treści odpowiedzialność ponoszą ich autorzy, jednocześnie wyrażając tym samym zgodę na ich bezterminową publikację.
Reklamy Krokus: Nasze studio DTP dysponuje nowoczesnym sprzętem i doświadczoną obsługą. Świadczymy Przygotowanie druku Zapewniamy profesjonalną i szybką obsługę.