Portal Sklep Bazar Tygodnik Ryby Domowe Klub Reklama Pomoc
Archiwum 1
English pages

UWAGA! ZNAJDUJESZ SIĘ NA STRONACH ARCHIWALNYCH !!! NOWY ADRES => Wędkarstwo - Rybie Oko - http://www.fishing.pl

 
Artykuły
Forum
Foto
Baza
Co i kiedy
Linki
Brania
Hyde Park
Humor
Znad wody
Filmy i pliki
Kartki
Encyklopedia
Ryby i prawo
Ściąga
 
 
 
 
mniej ostatnich wiadomości 82114
To był fragmnet większej całości, niżej więcej :)
pytanie o połów
pomocy!
pomocy!
Odp: odp:Kłusownicy na śląsku
Odp: dorsz
.......................
Odp: Zapora na Wisłoce
Odp: Oj Panie Bogusz .....
Odp: Żyłka
pytanie o połów
pomocy!
pomocy!
leszczyńskie
"okonek"
Wróżka
W obronie jazgarza
Zawody? Również! Bo dlaczego nie?
Wisiel :/
Łowic bez nęcenia ?
Opowieśc znad wody..
Zanęty produkcji polskiej a zagranicznej
Konińskie kanały
Kupię szpulę do Okumy Avenger AV 30!!!!!!!!!!!!
POŻEGNANIE :) - godz 14!!!
Fajna rybka
Szkoda tytułować
 
 
więcej
Zawody wędkarskie
 4/145
Ten okropny żarłok - JAZGARZ
 
Opowieści znad wody.... cz.1
 6.9/85
Leszczowisko
 7.1/202
 8.8/115 hit
Łakomiec
 7.9/66
Oszuści na Bazarze Rybiego Oka.
 7.3/64
KOMUNIKAT
 
Stało się...
 5.6/30
Kłusownik ukarany! Lepiej późno niż wcale.
 4.9/71
 
 
więcej
Petycja!!!!!!!!!!!!!
Pstrąg Roztocza
Uroczyste otwarcie
 
 
Inne ankiety
Żyłka
Co robisz z niepotrzebnym kawałkiem żyłki?
wyrzucasz gdziekolwiek
rzucasz do wody, bo tam jej nie widać i ptak się nie zaplącze
tniesz na mniejsze kawałki i wyrzucasz
zabierasz ze sobą, by spalić w ognisku
zabierasz ze sobą, by wyrzucić do śmietnika
to inaczej, jak podaj w komentarzu

Wyniki Wyniki wszystkich

Komentuj
 


Wszystkie Łowiska Rzeki

Hit  Nocne jazie spod latarni

Autor: Wojciech Łęcki-Węgrzyn
Temat: Jaź i kleń
Data:16.7.02 12:18
Ocena:9.03 hit (72)
Czytano:13642

Chciałbym już na wstępie rozwiać domysły wynikające z tytułu, jako by jazie były łatwymi rybami, nic bardziej mylnego. Opisać tu pragnę doświadczenia, jakie nabyłem w czasie nocnych potyczek z tymi rybami, łowiąc nocą na spinning, nad wielką rzeką, w wielkim mieście.






Gdy przeglądniemy literaturę chcąc uzyskać informację o jaziu, jednego dowiemy się z każdej książki, że jest to ryba, zamieszkująca dolne biegi dużych rzek. Chętnie gromadzi się w stada i preferuje górne warstwy wody. Dlatego nic bardziej prostszego niż znaleźć się nad dużą rzeką, a najlepiej od razu nad największą-, czyli Wisłą.
To, co tu przedstawię dotyczy nocnego spinningu w centrum miasta. Właśnie wśród nadbrzeżnych latarni.






Idąc się na nocne spinningowanie nad Wisłę, wybieram jej lewostronny brzeg. Jest to typowy miejski brzeg, wysypany dużymi głazami, z których zbudowano kamienne opaski i betonowe nabrzeże z nielicznymi niskimi krzakami. W związku z łatwym podejściem do wody oraz ciągnącymi się wzdłuż brzegu spacerowymi alejkami, jest w ciągu dnia oblegany przez łowiących na grunt, którzy posyłają swe pancerne zestawy ku środkowi rzeki. Nie brakuje też moczących tyczki, lub ciężkie przystawki ze spławikiem. I właśnie z tego powodu oraz znacznej ilość spacerowiczów jak i miejskiego zgiełku, jest omijany przez rasowych spinningistów szerokim łukiem. Dno rzeki jest twarde i kamieniste, pełne zawad, zaczepów oraz wymytych dołów. Powodem tego jest użycie niezliczonej ilości gruzu, podczas budowy mostów i umacniania brzegów, jak i wszelkich miejskich odpadków.
Najlepszym okresem do rozpoczęcia nocnych wypraw, jest druga połowa czerwca. Noce są krótkie i ciepłe, a pogoda i stan wody sprzyjający. Drapieżniki, w tym wyrośniętej jazie, chętnie polują na tegoroczny i podrośnięty narybek, zapuszczając się pod sam brzeg i przybrzeżne, płytkie kamieniste blaty.






Nad wodą zjawiam się zwykle godzinę przed zachodem słońca. Mam wtedy wystarczająca dużo czasu na złożenie i przetestowanie zestawu oraz odpowiednie uporządkowanie osprzętu w kamizelce.
Tak jak miejsce, które wybieram do nocnej wędrówki jest mi dobrze znane z wcześniejszych dziennych wypraw, tak i sprzęt mam sprawdzony i przetestowany. W nocy nie ma czasu ani warunków do szukania rzeczy po kieszeniach kamizelki i rozwiązywania kłopotów ze sprzętem lub eksperymentowania. Podstawowe zasady nocnego spinningu to prostota i niezawodność.

SPRZĘT

Spinningując łowię tylko na woblery, a na noc zabieram sprawdzone i nienagannie pracujące egzemplarze. Zawsze mam dwa pudełka. W jednym tonące-lewa kieszeń, w drugim pływające – kieszeń prawa. Wszystkie woblery mają dwie wspólne cechy. Są pękate i nie przekraczają 2,5cm.
Moja "ciężka" artyleria

Najczęściej używam jedno i dwu centymetrowych, białych, lub w jasnych ciepłych kolorach. Pokryte są często różnokolorowym brokatem. Ale tak naprawdę to liczy się ich praca. Mają agresywnie zamiatać ogonkami, co wyraźnie jest odczuwalne na szczytówce i dolniku wędziska. Charakteryzują się dużymi szerokimi sterami, ustawionymi prawie pionowo. Zapinam je na najmniejszych agrafkach dowiązanych do żyłki, co znacznie ułatwia i przyspiesza wymianę. Kij 3,05m o akcji szczytowej i gramaturze, do 20g. Długi kij nad durzą rzeką znacznie ułatwia wyrzut i prowadzenie przynęty. Kołowrotek z nienagannie nawiniętą żyłką o średnicy 0,16 i 0,18mm. Do wyboru. Dobrze mieć drugi zapasowy kołowrotek, tak na wszelki wypadek. Nie będę wymieniał dodatkowego sprzętu gdyż jest to podyktowane indywidualnymi uwarunkowaniami i upodobaniami, jednak warto mieć przy sobie małą latarkę paluszka (posługując się nią,trzymam ją zębach,aby mieć wolne ręce) oraz drugą np. czołówkę do „grubszej roboty”. Po kilku przykrych niespodziankach zabieram muchowy podbierak, przytroczony do boku kamizelki na karabińczyku, z odpowiednim zapasem linki , skróconej samo rozwiązującym się węzłem strażackim. Dobrze mieć w plecaku letnią nieprzemakalną kurtkę lub sweterek. Obowiązkowo kanapki i coś do picia. Należy pamiętać o wszystkim, co może się przydać do walki z komarami. Wszelkie płyny, żele i maści. W nocy nie brodzę, nie warto ryzykować kąpieli.

TAKTYKA

Łowiąc poruszam się w dół rzeki przemykając pod mostami. W nocy wędkarz jest nie widoczny dla ryb, co pozwala podejść blisko nad sama wodę oraz do maksimum skrócić odległość rzutu, co nie jest bez znaczenia przy małych i lekkich przynętach.




Oczywistym warunkiem jest zachowanie ciszy. W nocy ryby są tak samo płochliwe jak w dzień, a wyruszające na nocny łów drapieżniki, szczególnie wyostrzają swoje zmysły by zlokalizować i dopaść ofiarę. Nie spieszmy się zbytnio i z uwagą stawiajmy stopy po brzegu, Nie tylko by nie płoszyć ryb, ale i dla własnego bezpieczeństwa.
Cisza nocnego miasta zalegająca nad wodą sprawia, że nie tylko jazie, ale i inne ryby nieosiągalne w ciągu dnia, podpływają bliżej brzegu oraz na płycizny, by żerować na owadach i narybku.
Maszerując z biegiem rzeki wypatruję wszelkich oznak żerowania. Jak nagły ruch spłoszonej drobnicy, oczkowanie czy spławianie się większych sztuk. Nie od dziś wiadomo, że nocą budzą się potwory, również w wodzie.
Interesują mnie szczególnie wszelkie zaburzenia przepływu wody: bystrza, wystające kamienie, przelewy, rafki lub powstające przy niskim stanie rzeki, szybkie przepływy między piaszczystymi lub kamiennymi wysepkami oraz średnio głębokie napływy przed licznymi przeszkodami w wodzie. Godne uwagi są miejsci określane potocznie jako granica nurtu, czyli miejsce gdzie wolny nurt przy brzegu łączy się z szybszym nurtem głównym, lub długie przy brzegowe rynny z równym i wyraźnym uciągiem, które za dnia obstawione są przez łowiących leszcze. W prądzie szybciej znajdziemy klenia, jazia szukamy na granicy, bardziej w cieniach prądowych i na napływach, zawsze bliżej brzegu. Lokalizację tych miejsc ułatwiają mi właśnie nadbrzeżne i świecące z mostu latarnie oraz reflektory tworzące iluminacje mostów, podświetlając je od spodu.
Łowię na woblery kilkoma sposobami, lecz jednego nie zmieniam nigdy łowiąc jazie, szybkości ściągania przynęty. Wolno, a nawet bardzo wolno.
Pierwszy sposób stosowany najczęściej przez wędkarzy, to rzut ku środkowi rzeki, lekko na skos z prądem. Mając tak lekką przynętę trudno pokusić się o znaczną odległość rzutu. Rzucam, więc ile się da. Następnie pozwalam spłynąć woblerowi swobodnie z nurtem, co najmniej 20m, zamykam kabłąk robiąc to ręką i po naprężeniu żyłki czekam, aż napierający na wobler prąd rzeki ściągnie go pod brzeg. Wtedy prowadzę go bardzo wolno do siebie, z częstymi zatrzymaniami. J tu w zależności od tego, czy łowię na wobler tonący czy pływający, stosuję podział w prowadzeniu. W nocy i nie tylko, dobrze jest, gdy wobler od czasu do czasu zmarszczy powierzchnie, smużąc jak owad, który spadł do wody.
Na spokojnym odcinku, pływający wobler w czasie prowadzenia ściągany jest pod wodę do głębokości swojej pracy. Przeważnie nie głębiej niż od 0,5 do 1 metra, Gdy zastawimy go w spokoju, w niezbyt mocnym uciągu przerywając zwijanie, podnosi się do powierzchni. Ważne, aby cały czas pracował.
Czekam, aż wynurzy się całkowicie i zacznie, smużyć. Po dłuższej chwili ponownie go sprowadzam pod wodę powolnym zwijaniem żyłki, z jednoczesnym łagodnym pociągnięciem kija w bok i z zanurzeniem szczytówki pod wodę. Kilka powolnych przekręceń korbką kołowrotka i stop, wobler się wynurza. Trochę do przodu, przerwa, wynurzanie, smużenie i cykl się zamyka.
Woblery tonące, których używam, pływają podobnie tylko dokładnie odwrotnie. Gdy zostawić je w spokoju, zanurzają się. Przy ściąganiu z powodu swojego kształtu i ustawienia steru, idą do góry. Więc ściągam je dopóki nie zauważę, że smużą. Trochę do przodu i przerwa. Zanurzając się powoli, imitują rybkę, która opada ze zmęczenia lub senności, aby za chwilę ruszyć do przodu i w górę.
Brania często następują tuż przed wynurzeniem, lub, gdy wobler zacznie smużyć albo zanurzać. Zawsze na początku któregoś z cykli. Smużenie woblerem ma jeszcze tę zaletę w czasie nocnego spinningowania, iż pozwala na zlokalizowanie miejsca, w którym, właśnie znajduje się przynęta, co daje nam na większą kontrolę w jej prowadzeniu.
Oczywiście nie tylko jazie dają się skusić na nocnego woblera. Również i kleń nie gardzi łatwym łupem.





Tu jednak, gdy wcześniej opisane sposoby nie przynoszą efektów, próbuje skusić klenia płynnymi, szerokimi pod ciągnięciami woblera, robiąc to samym wędziskiem.
Ruch wędką wykonuję bardziej lub mniej energicznie z przerwą miedzy kolejnymi pod ciągnięciami. Kleń jest rybą wyjątkowo ostrożną, ale i ciekawską. Można go sprowokować do brania, zatrzymując się przed bystrzem lub małym przelewem, rzucając woblera pod sam brzeg na próg przelewu lub granicę wody i kamieni. Wobler ma mocno uderzyć o powierzchnię wody. Takie chlapanie małej, pływającej przynęty zaalarmuje i przywoła klenie. Dlatego warto w obiecującym miejscu poświęcić trochę czasu na „biczowanie” wody, niż gonić rybę po rzece.
Zawsze dłużej i dokładniej, bez zbytniego pośpiechu, obławiam miejsca gdzie przede mną zajmowali je łowiący ryby spokojnego żeru.
Wędkarze ci, prawie nigdy nie zostają dłużej niż do zmroku. Kończąc łowienie wyrzucają do wody pozostałość niewykorzystanej zanęty. J to jest to, co tygrysy lubią najbardziej.
Mam do dyspozycji spory kawał zanęconej wody. A zjawiają się tu na wyżerkę jazie, klenie i spore leszcze. Nie ma obawy, że zanęta zawróci im w głowie. Przekonamy się o tym, wyciągając ryby obżarte zanętą, a mimo to zajadle atakujące woblery. Takie miejsca obławiam krok po kroku, zmieniając głębokość prowadzenia przynęty, szukając różnych gatunków ryb, w różnych warstwach wody.
Następnym sposobem podania woblera jest „rzut pod cel”. Jest to podanie woblera równolegle wzdłuż brzegu, na przelew lub bystrze, z nurtem rzeki. Gdy przelew wcina się do środka rzeki, sprawdzam całą jego szerokość, od szczytu w stronę brzegu. Tu sprawdzają się małe jasne pływające woblery, które zaczynam ściągać w momencie dotknięcia przez nie tafli wody. Przy tym sposobie rzuty wykonuję przeważnie z pozycji klęczącej z najbliższej odległości. Tu staram się trafić tuż za próg przelewu, aby wobler w pełnej gotowości pracował przechodząc przez granicę przelewu na napływ. Na progu warto trochę zwolnić lub przytrzymać ostro pracującą przynętę. Dlatego do takich miejsc podchodzę wyjątkowo ostrożnie. Odmianą jest spławianie woblera z prądem rzeki np. na przelew lub na wystające z wody kamienie. Tu wymaga się szczególnej uwagi i opanowania techniki kontrolowania spływu przynęty i odpowiedniej reakcji na branie. Popuszczać żyłkę można „z ręki” przy otwartym kabłąku, lub z kołowrotka, gdy prąd rzeki nie jest zbyt szybki i możemy „odkręcać” żyłkę ze szpuli. A gdy uda nam się podejść blisko, wystarczy pochylenie kija. Zbyt szybka i nerwowa reakcja na branie, może doprowadzić do zerwania przynęty. W jaziowym łowieniu najlepszy efekt przynosi zacinanie z nadgarstka. Wymaga to jednak ciągłej koncentracji i odpowiedniego ułożenia kija w ręce, trudno jednak jest dokładnie realizować te zamierzenie, gdy łowi się trzy metrowym kijem z długim dwuręcznym dolnikiem, wykonując wiele rzutów przez kilka godzin i starając się skupić nad prowadzeniem przynęty, dlatego nie uda nam się uniknąć wielu pustych lub spóźnionych zacięć, co nie powinno nas denerwować i rozpraszać. Gdy już zatniemy rybę, starajmy się jak najprędzej odciągnąć ją z łowiska robiąc to zdecydowanie, ale spokojnie trzymając rybę na odpowiedniej bezpiecznej głębokości, ponieważ zacięty jaź często podczas holu podchodzi do powierzchni chlapiąc się niemiłosiernie, co skutecznie odstraszy nasze następne potencjalne zdobycze na jakiś czas.
Gdy znajdę się w miejscu długiego i szerokiego bystrza lub rafki, kończącego się często przelewem, zakładam małego pływającego woblera, przypominającego landrynkę lub biedronkę. Rzucam nim prostopadle do nurtu, jak najdalej do środka rzeki lub trochę pod prąd i pozwalam mu swobodnie spływać. Od czasu do czasu smużę nim lekko, potrząsając szczytówką na napiętej żyłce. Przypomina to prowadzenie kijem suchej muchy z prądem. Na pewno należy spróbować tej metody w miejscu, w którym zauważymy kręgi oczkujących ryb. Brania z powierzchni są niezapomniane. Jazie w takich miejscach lubią stać na napływach gdzie występują przewężenia nurtu. Wygląda to jak lejek u wylotu, którego jaź zbiera płynące po powierzchni owady. Należy pamiętać,że klenie i średnie jazie, atakują woblera dość agresywnie. Ich ostre brania potrafią nieźle szarpnąć wędziskiem. Zupełnie inaczej zachowuje się wyrośnięty jaź, potrafi z dostojeństwem płynąć za woblerem, czasami go podskubując delikatnie, co przypomina lekkie trącenia sterem o przeszkody. Gdy poczujemy delikatne haczenie woblera, należy zachować spokój i nie zmieniać gwałtownie tempa prowadzenia przynęty oraz powstrzymać się przed energicznym zacięciem. Lepiej zadbać o należycie ostre kotwice i z wyczuciem wyregulowany hamulec kołowrotka. Przypominam,iż łowienie odbywa się z wykorzystaniem sztucznego światła.
Unikajmy zatrzymywania się w blasku lamp i łowienia w tylko jasnych plamach na wodzie. Będziemy dobrze widoczni, a przy okazji nasz cień będzie rzucany na wodę. „Zło czai się w mroku”
Drapieżniki ustawiają się na granicy cienia, mając przegląd sytuacji na drobnicę i inne płynące kąski w jasnym snopie światła. Przy sprzyjającej sytuacji,robią wypady w oświetlone miejsca gdzie skupia się drobnica, lub chwytają nieostrożne rybki, które prąd wody zniósł im pod pyski.
Tu dobrze jest, wolno spławiać woblera z prądem, z oświetlonej części w stronę zacienionej. Robiąc to wolno z przytrzymaniem woblera tuż przy granicy cienia, lekko nim smużąc na zmianę z zanurzaniem go,przez włożenie szczytówki pod wodę.
Jak nigdy, można w nocy przechytrzyć ostrożnego i cwanego, miejskiego bolenia .
Często zajmuje on stanowiska w prądzie przed lub za mostami, ukryty między kamieniami przy brzegu. Czasem lokuje się pod mostem, szczególnie, gdy wzdłuż filarów pada cień, atak przeprowadza w plamach przytłumionego światła, padającego wysoko z mostu. Uderzenie może nastąpić już za pierwszym razem, gdy tylko wobler zacznie pracować. Tu oprócz klasycznych sposobów, można spróbować ściągania woblera z prądem. Aby odpowiednio daleko posłać małego, lekkiego woblera, w odległości, co najmniej 25cm od wiązania, zaciskam dwie lub trzy małe śruciny, zachowując 5cm odstęp między nimi. Przy głębszej wodzie i małej ilości zaczepów, pozwałam sobie na jedną większą.
Dodatkową nagrodą jest zacięcie buszującego w pół wody sandacza. Ryby tej jednak nigdy nie udało mi się złapać w miejscach, na które choć trochę padało sztuczne światło. Potwierdza się również to, że sandacze chętniej chwytają smuklejsze woblery. Dobrze sprawdzają się podwójne, łamane i tonące. Sandacze często zacinałem łowiąc z kamienistych opasek na spokojnych napływach, przed skupiskiem cumujących przy brzegu barkach. Pozwalam tonącemu woblerowi opaść na dno, skąd go podrywam. Tu jednak należy się liczyć z częstą utratą przynęty. Brania sandaczy zdarzają się tuż pod powierzchnią przy brzegu, wzdłuż kamienistych, wysokich opasek w rynnie, z wyraźnym przepływem nurtu, lub bystrza.
Kolejną niespodzianką, są atakujące woblery, całkiem przyzwoite rzeczne leszcze. Sztuki, które zdecydowały się łyknąć woblera, zawsze miały powyżej 40cm i były zacięte za pysk. Równie przyzwoicie walczą, uciekając w silny nurt.
Nie jest natomiast żadną rewelacją to, że od czasu do czasu natkniemy się na szczupaka. Te najczęściej ukryte są za kamieniami w ciemnościach przy brzegu, na dnie, lub blisko niego.
Dobrze jest, więc wiedząc, na jakim odcinku można spotkać szczupaka niespodziankę, zabezpieczyć się, zakładając odpowiedni, ale najcieńszy z możliwych, przypon anty szczupakowy. Uchroni nas to od niepotrzebnego zdenerwowania. Jeśli zaś chodzi o wszędobylskie okonie. Te najlepiej biorą tuż po zachodzie słońca, a przed zapadnięciem ciemności. I to z reguły właśnie one jako pierwsze testują mój sprzęt. Nocą jakoś się nie trafiają.

Gdy już zaliczę całą zaplanowaną trasę widokową. Powracam do punktu wyjścia. Nigdy nie zabieram złowionych ryb, zawsze starając się delikatnie je wypuszczać z powrotem do wody w miejscu ich złowienia, co czasami powoduje chwilowe zaprzestanie brań. Jeśli jest to przyzwoita ryba na pamiątkę robię jej zdjęcie. Jeżeli mam czas, siadam na ławce pod latarnią i posilając się czekam. Godzinkę czasem dłużej, aby rozpocząć kolejny etap łowieckiej przygody, jakim jest spinning przed świtem, w wielkiej wodzie w wielkim mieście.
Ale to, jest już całkiem inna historia......


Skorzystaj z przyznanego Ci prawa i oceń ten artykuł
« « « « || » » » »  
5  10 

drukuj drukuj wyślij wyślij

Lista komentarzy


Temat: Autor:
Czas:
Świetnie!
Piotr Jedliński 31.7.02 16:05
Bardzo dobry tekst... DYCHA!
Pioter
Należy się...
Zbigniew Szwab 26.7.02 12:19
Bez dwóch zdań - 10 się należy.

Pozdrawiam Zbyszek :)
Warsaw by night
Maciek Wróblewski 17.7.02 16:58
Brawo Wojtuś :)
A kiedy wreszcie powalczymy z sandałami na zalewie???
Będzie motywacja do kolejnego tekstu;))
Pozdrowionka - dla mnie bomba - Maciek...
Poradnik za dychę
Krzysztof Caban 16.7.02 20:12
Wojtku a nie myślałeś aby pisać poradniki lub nawet coś więcej?
Dla mnie dycha!!!

Aby tak dalej......
K..............
Nocne łowy w wielkim mieście
Ryszard Siejakowski 16.7.02 14:55
Tak Wojtku to jest to. Bardzo fajnie to wyszło. Tekst palce lizać bo napisany z pasją i znawstwem.Winietka tytułowa bardzo fajnie skompilowana bo i ryba i most najnowszy w Warszawie i najładniejszy. Zdjęcia dobrze uzupełniaja tekst. Jednym słowem bardzo mocna "10" postawiona z czystym sumieniem. Dojrzewało to dzieło, dojrzewało i wyszło to co wyszło czyli HIT.
Rychu.
     Odp: Nocne łowy w wielkim mieście
WŁW 16.7.02 16:07
    
Rychu pozwolisz że wspomne o tym jak to w ramach natchnienia, w marcu kopnąłeś mnie w tyłek ,abym coś takiego napisał. Tak jak pierwszy tak i ten--Tobie dzięki.
Pozdrawiam WŁW
PS zobaczymy w ostatnim tygodniu cudów.
         Odp: Nocne łowy w wielkim mieście
Ryszard Siejakowski 17.7.02 11:26
        
Dzięki za miłe słowa pod moim adresem ale aby oddać sprawiedliwość to Ty Wojtku jesteś twórcą tego artykułu i moja rola jest doprawdy znikoma. Jest fajnie, że potrafimy się wzajemnie stymulować na tym FORUM i dzięki temu powstaje coś ciekawego. Czasami zastanawiam się czy Żbiku organizując Forum w takim kształcie zakładał, że nabierze to takich form i treści. Jeśli miał to wkalkulowane w swój pomysł to czapka z głów za perspektywiczne widzenie. Śmieję się czasami w duchu, że nie będąc zawodowcami w dziedzinach literacko-dziennikarskich udało się stworzyć coś konkurującego z pismami tematycznymi w kategoriach wędkarskich a jednocześnie ze względu na duże spektrum osób przewijających się na Forum unika sie sztampy. Tak więc Wojtku, stymulujmy się, nakręcajmy i róbmy najlepszą witrynę o treściach wędkarskich zarówno w Polsce jak i mam nadzieję w Europie. Posądzasz mnie o megalomaństwo? Może troche i tak ale poprzeczkę trzeba zawsze podnosić a nie opuszczać ku pożytkowi ogólnemu.
Pozdrawiam Rychu.
Nocne jazie spod latarni
Jarosław Krystkowiak 16.7.02 14:33
Cytat „Zło czai się w mroku” najlepiej obrazuje sytuacje jakie mają miejsce w ciepłe noce nad Wartą w Poznaniu. Kilka dni temu podjąłem próbę nocnego polowania na jazie i bolenie. Jednak skończyła się ona szybką ucieczką przed bandą podpitych wyrostków wracających z dyskoteki. Na szczęście na nogach miałem adidasy zamiast zwyczajowych kaloszy. Poza tym pobiłem rekord świata w nowej konkurencji - setka z 3-metrowym kijem w ręce. Na razie skutecznie znięchęciło mnie to do nocnych połowów w mieście. Może w Warszawie jest lepiej ?
Pozdrawiam
Jarek
Świetny tekst
Jacek Jozwiak 16.7.02 13:44
Naprawdę. Żyszę dalszych owocnych studiów Wielkiej Rzeki.
     Odp: Świetny tekst
WŁW 16.7.02 16:26
    
Drogi Jacku ,nie chcę nic mówić, ale to powinien być Twój "ciąg dalszy" z "jaziów ciemnych jak noc". Przecież wszyscy nie mogą robić wszystkiego :-))))
Pozdrawiam WŁW
     Odp: Świetny tekst
Marek Kaczmarczyk 16.7.02 13:50
    
bez komentarza....
Po pochwale z tych rąk/ust(?), panteon sławy Piewców Wielkiej Rzeki czeka na Ciebie...

Marek
PS. Bardzo serio i bez podtekstów to napisałem....
Nu pagadi....
Sławek Rybicki 16.7.02 13:42
Tak, tak jeszcze się odegram. Pięknieś to asan opisał choć ja wolę po drugiej stronie rzeki kij moczyć. I ryby ciut większe, i widoki ładniejsze.
PS. Coś dziwna ta punktacja że tak dobry artykuł a tak nisko wyceniony. Może admin wprowadzi obowiązkowy dubelt - punkty i komentarz. Niech autor wie za co baty dostaje
     Odp: Nu pagadi....
Marek Kaczmarczyk 16.7.02 13:46
    
Coś dziwna ta punktacja


ano.....

ja dałem 10.
1. bo dobre,
2. no niespotykane (Światła Wielkiego Miasta)
3. po znajomości :-)))))
         Odp: Nu pagadi....
Sławek Rybicki 16.7.02 14:03
        
Nooo może inaczej - sędzia nie powinien być anonimowy :)))
Super
Marek Kaczmarczyk 16.7.02 12:55
NO Wojtuś!
Teraz biura turystyczne organizujące dla Zagranicy wycieczki do Warszawy mogą dopiąć do oferty programowej punkt:
"Nocne jaziowanie w światłach wielkiego miasta" - prowadzi ekspert - WŁW

Wyobraź sobie te dzikie tłumy miłośników miejskiego survivalu. Jeden rzut, jedno piwko w ogródku, drugi rzut...... Idąc od mostu Siekierkowskiego do Toruńskiego.... Na końcu czeka "eRka" i na... Kolską...
Jezuuuuu! Ile oni dolców zostawią...
A Ty zgarniesz śmietankę....
_k84



Valid XHTML 1.0!
Wszelkie prawa zastrzeżone - All Rights Reserved - ©1999-2004 Krokus Sp. z o.o. - powered by eZ publish
Za publikowane treści odpowiedzialność ponoszą ich autorzy, jednocześnie wyrażając tym samym zgodę na ich bezterminową publikację.
Reklamy Krokus: Tworzenie systemów CMS (Content Management System) oraz CRM (Customer Relationship Management) to jedna z podstawowych działalności i specjalności firmy Krokus SP. z o.o. Specjalizujemy się we wdrożeniach CMS eZPublish czyli systemów interetowych zarządzania zarówno cała firmą, jej relacjami z klientami, jak i treścią stron.