Portal Sklep Bazar Tygodnik Ryby Domowe Klub Reklama Pomoc
ARchiwum sklep
English pages

UWAGA! ZNAJDUJESZ SIĘ NA STRONACH ARCHIWALNYCH !!! NOWY ADRES => Wędkarstwo - Rybie Oko - http://www.fishing.pl

 
Artykuły
Forum
Foto
Baza
Co i kiedy
Linki
Brania
Hyde Park
Humor
Znad wody
Filmy i pliki
Kartki
Encyklopedia
Ryby i prawo
Ściąga
 
 
 
 
mniej ostatnich wiadomości 82114
To był fragmnet większej całości, niżej więcej :)
pytanie o połów
pomocy!
pomocy!
Odp: odp:Kłusownicy na śląsku
Odp: dorsz
.......................
Odp: Zapora na Wisłoce
Odp: Oj Panie Bogusz .....
Odp: Żyłka
pytanie o połów
pomocy!
pomocy!
leszczyńskie
"okonek"
Wróżka
W obronie jazgarza
Zawody? Również! Bo dlaczego nie?
Wisiel :/
Łowic bez nęcenia ?
Opowieśc znad wody..
Zanęty produkcji polskiej a zagranicznej
Konińskie kanały
Kupię szpulę do Okumy Avenger AV 30!!!!!!!!!!!!
POŻEGNANIE :) - godz 14!!!
Fajna rybka
Szkoda tytułować
 
 
więcej
Zawody wędkarskie
 4/145
Ten okropny żarłok - JAZGARZ
 
Opowieści znad wody.... cz.1
 6.9/85
Leszczowisko
 7.1/202
 8.8/115 hit
Łakomiec
 7.9/66
Oszuści na Bazarze Rybiego Oka.
 7.3/64
KOMUNIKAT
 
Stało się...
 5.6/30
Kłusownik ukarany! Lepiej późno niż wcale.
 4.9/71
 
 
więcej
Petycja!!!!!!!!!!!!!
Pstrąg Roztocza
Uroczyste otwarcie
 
 
Inne ankiety
Żyłka
Co robisz z niepotrzebnym kawałkiem żyłki?
wyrzucasz gdziekolwiek
rzucasz do wody, bo tam jej nie widać i ptak się nie zaplącze
tniesz na mniejsze kawałki i wyrzucasz
zabierasz ze sobą, by spalić w ognisku
zabierasz ze sobą, by wyrzucić do śmietnika
to inaczej, jak podaj w komentarzu

Wyniki Wyniki wszystkich

Komentuj
 


Wszystkie Rybim Okiem Wyłowione z forum

Hit  Długie pięć minut...

Autor: Ryszard Siejakowski
Temat: Boleń
Data:07.6.02 10:13
Ocena:8.56 hit (25)
Czytano:4985

Senną ciszę nadrzecznego łęgu przerwał szum silnika samochodu.Wspaniała maszyna, pomalowana w modny kolor i wyposażona w najnowsze zdobycze techniki powoli wtoczyła się na zieloną łąkę. Po chwili szczęknął zamek drzwi i na miękki kobierzec traw wyszedł najgroźniejszy drapieżnik od czasów Tyranosaurusa Rexa-Homo Sapiens.


Natura co prawda pozbawiła go pazurów i kłów ale wyposażyła w niesamowitą broń, intelekt.
Krótki rzut oka na otoczenie i milcząca akceptacja.
Miejsce wyglądało na dobrze wybrane. Rzeczne, długie przylane ostrogi były gwarancją bytności drapieżnej ryby.
Wystarczyło kilka chwil, aby uzbrojony w sprzęt, podchodził do nasady ostrogi. Tutaj krótki dylemat. Z jaką rybą się zmierzyć?
To nie miejsce dla sandacza. Ten mętnooki rabuś raczej nie przepada za takim ukształtowaniem rzeki. Ostrogi typu ziemnego i wzmocnione faszyną, a i nurt zbyt daleko ucieka od czoła ostrogi. To raczej dobre miejsce dla szczupłego lub bolenia.
Na potwierdzenie tego na sąsiedniej ostrodze nastepuje wściekły wybuch furi. To rapa dobiera sie do stada uklei.
Przyklęka na chwilę w woderach i z torby wyciąga pudełko z przynętami.
Wspaniałe wyroby przemysłu wędkarskiego cieszą oko.Od bajecznie kolorowych twisterów i ripperów różnych rozmiarów, po wyrafinowane pod wzgledem kształtów i kolorów błystki.W oddzielnej części ręcznie wypieszczone cudeńka z balsy.
Chwila zastanowienia się co wybrać i decyzja zapada. Na początek 6 cm ripper typu Jankes, biały z niebieskim grzbietem.To doświadczenie podpowiada mu ten wybór. Gdy był dwa dni temu na rybach, właśnie na niego udało mu sie zapiąć niezłego bolenia.
Katem oka dostrzega potężny wir u czoła ostrogi. To chyba boleń zamierzał zaatakować i w ostatniej chwili zawrócił rezygnując z ataku.
Ripper uzbrojony lekką główka, miękko ląduje w wodzie.Rzucił lekko pod skosem w stosunku do przylanej ostrogi, tak, aby przeciągnąć przynętę tuż nad zalanymi trawami porastającymi ostrogę. Błyskawiczne zamknięcie kabłąka i szybkie ruchy korbką kołowrotka. Wie, że musi szybko zwijać żyłkę aby spływająca przynęta jak najbardziej przypominała przestraszoną ukleję.
Ten pierwszy rzut tylko zasiał niepokój wsród uwijających się małych rybek i nie sprowokował czychającego drapieżnika. Nastepne kilka rzutów też nie przynosi efektów.
Król rafy to nie bezmyślny szczupak, któremu wystarczy przeciągnąć przed pyskiem uzbrojoną przynętę aby nie wytrzymał i zaatakował. To stary cwaniak, który zauważył podchodzącego i zapadł się głębiej w rzecznej rynnie. To instynkt podpowiada mu nie ryzykuj, nie atakuj, poczekaj...
Tylko łowca jest coraz bardziej rozdrażniony. Gdzieś w myślach kotłują się pytania.
Dlaczego? Co robię źle?
Rozdrażnienie potęguje kolejny wybuch furi na ostrodze, po przeciwnej stronie rzeki.
Wzrastająca nerwowość powoduje kolejne błędy.Tak, ten rzut był zupełnie nieudany. Zamiast przyhamować żyłke w ostatniej fazie rzutu, spóźnił się i głośny plusk wpadającego do wody rippera spłoszył ponownie drobnicę.
Kolejne przeciągnięcie przynęty i pusto, ciągle pusto.
Zaczyna się wkradać zniechęcenie. Jeszcze kilkanaście rzutów i siada na trawie. Reka bezmyslnie trafia do kieszeni kamizelki. Nawet sam nie wie kiedy zapalił paierosa. Tyle się mówi o szkodliwości palenia ale dym paierosa lekko go otumania. Ten cholerny nałóg, z którym bezskutecznie walczy od tylu lat.
Ale ta krótka chwila wystarczyła aby rozdraznienie znikło. Umysł, który dała mu matka natura i który tak wspaniale rozwinął przez tysiąclecia, zaczyna intensywnie pracować. Podpowiada mu, że podchodził do wody zbyt nonszalancko. Cień rzucony od jego sylwetki na pewno ostrzegł władcę rzecznej rafy.
Poczekaj cwaniaku mówi sobie w duchu, przyjdę tutaj jeszcze po ciebie. Na razie dam ci spokój ale na pewno wrócę. Jeszcze dzisiaj.
Optymizm wraca. To już nie zniechęcony wędkarz, to pełen pasji łowca. Lekko podnosi sie z miejsca odpoczynku i miekkim krokiem podchodzi do nastepnej ostrogi. Pochylony aby byc jak najmniej widocznym, przyklęka na kolano. Rzut z nadgarstka lekko pod prąd, przyhamowanie żyłki, zamknięcie kołowrtka, ruch korbką. Tak, smieje się w duchu.Teraz to zupełnie co innego.
Ripperek szybko przecina wodę, prowadzony tuż pod powierzchnią. Woda w miarę czysta pozwala nawet dostrzec jego niebieski grzbiet. Szybko zbliża się do zalanej ostrogi. Atak był tak błyskawiczny, że nawet nie zdążył go zauważyć. Tylko potężne łupnięcie w kij powiedziało mu, że rapa uderzyła. Intuicyjne zacięcie i potworny wizg hamulca, potwierdziło, że się nie spóźnił, że ma, nareszcie ma. Adrenalina. Czuje ten gorzki smak na ustach. Ale to nie smak goryczy porażki. To preludim zwycięstwa.
Dwadzieścia metrów poniżej ostrogi woda kotłuje się jak w gejzerze. Nagle gwałtowny wyskok w górę i srebrna torpeda z głosnym pluskiem wpada do wody. Nie, nie spięła się, tylko pokazuje cały repertuar sztuczek. O, teraz dla odmiany ciągnie w dół. Ale ten pulsujący życiem ciężar jest bezsilny. Włókna węglowe wspaniale korygują drobne błędy popełnione przez łowcę. Już czuje, że ataki nie są tak dynamiczne. Byle tylko nie popełnić błędu. Spokojnie. Spokojnie. To jeszcze nie ten moment. Daj mu się wyszaleć daleko od przybrzeżnych zawad. Każda sekunda zbliża cię do zwycięstwa.
Teraz dla odmiany rapa zmienia taktykę i nabierając rozpędu zbliża się do niego. Korbka kołowrotka smiga jak fryga, wybierając luz, cały czas kontrolując napięcie linki. Znów zawróciła. Ale to już nie ta dynamika. To trochę jak w zwolnionym filmie. Jeszcze kilka nawrotów i zaczyna się pomału wykładać na boki. Tak, teraz nadszedł ten moment. Byle nie zdążyła odpocząć. Jest zdecydowany na lądowanie. Wykorzystuje mała piaszczystą plażę w połowie ostrogi i wyślizgiem wyprowadza bolenia na brzeg. Szybkim ruchem reki odciąga rybę od krawędzi wody.
Patrzy na swoje ręce i zaczyna się smiać na głos. Każdy palec drga winną stronę. To nerwy dotychczas spiete jak postronki zaczynają puszczać. Te odruchy są niezależne od niego. Musi nastąpic gwałtowne rozładowanie nagromadzonej adrenaliny. Jest sam zdziwiony, gdy zauważa, że już nie stoi tylko siedzi na ziemi. To wata w kolanach spowodowała, że bezwolnie oklapł.
Dopiero teraz zaczyna odczuwać zmęczenie. Wykończyła go ta walka.
Sięga po papierosa ale już go nie zapala. Bezmyślnie trzyma go w ustach. Wreszcie po chwili odkłada z powrotem do pudełka. Nastepuje otrzeźwienie po chwilowym amoku.
Rzut oka na zegarek i konsternacja. Wydawało mu się, że trwało to długo, strasznie długo, ale czasomierz nie kłamie. To trwało zaledwie pięć minut. Jedne z najdłuższych pięciu minut w jego wędkarskiej karierze.
W trawie poruszyła sie ryba. Zrazu delikatnie, a potem bardziej zdecydowanie. Patrzy na nią. Jest piękna. Słoneczne światło gra barwami tęczy na łusce. Cisnie się pytanie. Ile waży? Szacuje, że będzie ważyć około pięciu kilogramów. Wspaniała sztuka. Największy boleń złapany przez niego. Już widzi te zazdrość w oczach kolegów gdy im pokaże. Uśmiech triumfu zabłąkał się na jego usta. To takie ludzkie, próżność i triumf.
Spogląda jeszcze raz na rybę. Jest naprawde piękna. Szeroko otwarty pysk gwałtownie łapie powietrze. Zaczyna sie dusić. To nie jej środowisko. Natura ukształtowała ją do pobierania tlenu przez skrzela.To powietrze ją dusi.
Łowca patrzy na nią i wie, że za kilka godzin, gdy będzie ją pokazywał kolegom, nie będzie już taka piękna. Srebrzysta łuska spierzchnie i cały urok tego cudu przyrody minie bezpowrotnie.
Szybko zrywa sie na nogi. Przypomniał sobie, że w samochodzie, w schowku, leży aparat fotograficzny. Zapomniał go wyjąć gdy był kilka dni temu na pstrągach. Wtedy nie przydał się. Dwa niewymiarowe kropkowańce to cały połów. Ale teraz ta japońska zabawka uwieczni jego zwycięstwo. Wybiera odpowiednie tło na zielonej trawie i kładzie paczkę papierosów aby znaleźć odniesienie do wielkości ryby. Trzy, cztery zdjęcia i gotowe. Spieszy się. Decyzję już podjął gdy wracał do samochodu po aparat. Zamyka obiektyw i chowa aparat w futerale. Szybciej, szybciej. Dlaczego to tak długo trwa? Chwyt za ogon, druga ręka pod głowę. Ostrożnie wkłada rapę do wody. Chwilę przytrzymuje na płytkiej wodzie.Widzi, że boleń dochodzi do siebie. Jeszcze kilka delikatnych ruchów rybą w wodzie aby dotlenić skrzela i wolno wypuszcza. Jest jeszcze oszołomiona ale jej ruchy sa coraz bardziej zdecydowane. Wreszcie ruch płetwą ogonową i pomału odpływa od brzegu.
Tak. To już koniec. Zniknął ostatni żywy ślad jego sukcesu. Jeszcze tylko iskierka żalu gdzieś zatliła sie wewnątrz i zgasła. Ale to był tylko krótki moment zwątpienia w swoją decyzję. Wie, że to co zrobił to nie tylko zwycięstwo nad rybą ale także nad samym sobą. Gdy jechał nad rzekę nawet o tym nie myślał.
Szybko złożył swój wspaniały kij z włókna węglowego. Kołowrotek zapakowany w pokrowiec już spoczywał w torbie. Jeszcze tylko troche porządku w w pudełku z przynętami i gotowe.
Wolno podszedł do samochodu. Zapakował sprzęt do bagażnika. Już miał wsiąść, gdy sobie coś przypomniał.
Odwrócił się do rzeki i na cały głos zawołał.
Obiecałem ci, że po ciebie jeszcze dzisiaj wrócę. Cwaniaku. Wrócę ale nie dzisiaj. Jutro, pojutrze.. Ale na pewno wrócę! Na pewno....


Skorzystaj z przyznanego Ci prawa i oceń ten artykuł
« « « « || » » » »  
5  10 

drukuj drukuj wyślij wyślij

Lista komentarzy


Temat: Autor:
Czas:
Wreszcie
Wojciech Łęcki-Węgrzyn 07.6.02 12:37
Wreszcie i nareszcie Drogi Rychu ponownie ujawniłeś swoje skrywane talenty. To jest to. Właśnie Twoje autorskie prawie liryczne teksty były dla mnie natchnieniem. Proszę o więcej.
Pozdrawiam WŁW
PS. czy to konkursowy?
Niech nam żyje
Zbigniew Szwab 07.6.02 11:53
Piękne!

Twój tekst Ryśku chwyta za serce. Choć sam jestem wyznawcą zasady "zabieraj to co najbardziej potrzebujesz, a jeżeli już zabrałeś to niczego nie zmarnuj", to po Twoim artykule, jakoś głupio mi będzie "zaprosić pstrąga na kolację" ;)

Pozdrawiam Zbyszek :)
     Odp: Niech nam żyje. Chyba się zapłoniłem jak dziewica.
Ryszard Siejakowski 07.6.02 13:21
    
Szanowny Zbyszku i pozostali sympatyczni Koledzy po kiju a także Rybim Oku. Jakby powiedział Imć Zagłoba, czuje sie skonfudowany. Dla przypomnienia ten tekst był już, raz prezentowany na starym Forum ale jako post-artykuł w ubiegłym roku. Nasz dobroczyńca kochany czyli Darek popularnie zwany Żbikiem odnalazł go przeglądając stare zasoby i zaproponował aby go umieścić w artykułach. Tak więc prezentacja tego tekstu jest nie tylko moją zasługą ale także Pana ADE :o)))) Z drugiej strony Żbiku musiał włożyc wiele trudu w przeglądnięcie tej masy postów. Dzielcie więc zasługi po połowie, tym bardziej, że to właśnie on go aktualizował. A ja? No cóż bardzo się cieszę, że Wam mili moi też trochę przypadł do gustu.
Korzystam z okazji Zbyszku i chciałbym Ci przypomnieć Twój przepiękny tekst z ubiegłego roku. Z wielką szkodą dla RO było by gdyby go nie powtórzyć aktualnie w Artykułach. Serdecznie namawiam dla naszego wspólnego dobra. Naprawdę warto tą perełkę zaktualizować.
Pozdrawiam wszystkich Ryszard.
         Odp: Niech nam żyje.
Zbigniew Szwab 07.6.02 14:57
        
Wisi, wisi ;) jest tutaj chyba przegapiłeś link na pierwszej stronie, może zły tytuł wybrałem :)

Pozdrawiam Zbyszek :)
             Odp: Niech nam żyje.Przepraszam, przegapiłem.
Ryszard Siejakowski 07.6.02 16:58
            
Sorry Zbyszku jakoś mi tak przeleciało i rzeczywiście nie zauważyłem. Ale najważniejsze, że jest i pozostanie w annałach RO. To przepiękny tekst i stąd moja troska. A tak już nawiasem mówiąc a właściwie pisząc, Twój tekst stał sie zalążkiem moich prób literackich.
Nie wiem czy mam do końca rację ale mam takie odczucie, oczywiście całkowicie subiektywne, że RO zaczyna sie robić coraz ciekawszą witryną internetową, mogącą śmiało konkurować z pismami komercyjnymi o tematyce wędkarskiej. I co najważniejsze teksty te nie są obarczone sztampą tak charakterystyczną dla niektórych pism. I co istotne, mozna je poddać krytyce publicznej co raczej trudne jest w przypadku periodyków.
Pozdrawiam Ryszard.
PS. A może Zbyszku fakt, że nie robi się tego za pieniądze tylko dla własnej przyjemności jest przyczyną tego?
                 Odp: Niech nam żyje.Przepraszam, przegapiłem.
Zbigniew Szwab 07.6.02 18:08
                
Pisząc poprzedni post pomyślałem o tym samym /z braku czasu nie napisałem/, że RO ma niesamowicie bogate archiwa. Martwi mnie tylko to, że nawet my stali bywalcy, nie potrafimy korzystać, nie docieramy do zakamarków portalu kryjących prawdziwe perełki. /Na marginesie w tej chwili nasunęła mi się pewna sugestia dla Admina, zaraz ją rzucę na Ogólne/.

Na koniec zwrócę się do koleżanek i kolegów. Panie i Panowie piszmy co nam w duszy gra, nie dla własnej sławy, nie dla nagród, ale ku radości innym. Piszmy tak jak potrafimy, po prostu - od serca :))))

Pozdrawiam Zbyszek :)
No i...
Sławek Rybicki 07.6.02 10:26
masz babo placek. Drapieżnik i uczucia !!! Niebywałe. A może jeszcze w niedzielę łowił ???? Świat się przewraca !!!
PS: Sam znam kilka takich okazów drapieżnika. Choć czasem i ja...... biorę rybę.



Valid XHTML 1.0!
Wszelkie prawa zastrzeżone - All Rights Reserved - ©1999-2004 Krokus Sp. z o.o. - powered by eZ publish
Za publikowane treści odpowiedzialność ponoszą ich autorzy, jednocześnie wyrażając tym samym zgodę na ich bezterminową publikację.
Reklamy Krokus: eZ Publish