Wyprawy na sumy

Plan wyprawy
Wyniki połowów
Relacja z wyprawy
Przegląd zdjęć
Filmik - hol suma
Katalog zdjęć


English pages
Catfish in Kazakhstan

The program
Fishing results
Slideshow
Films
Photo catalogue


Na SUMY Panowie i Panie!


Temat: Sum

Powstała pod czujnym okiem Darka Żbikowskiego strona poświęcona Kazachstanowi a właściwie jego sumom. Nie oszukujmy się tak naprawdę właśnie o te ryby chodzi najbardziej. Robią wrażenie; wielkością, dostojeństwem i odległością, którą trzeba pokonać, aby się z nimi zmierzyć. Zawsze staram się dotrzymywać obiecanych redakcyjnych terminów, ale przyznać się muszę, że tym razem bardzo ciężko siadało mi się do pisania. Dopiero trzeci telefon opatrzony delikatnie mówiąc "gorącą prośbą" poskutkował. Nie chodzi tu o moje lenistwo, choć i takiego się nie wypieram, ale może o pewną formę zachowania sentymentalnego, bardzo osobistego przeżycia.


Z sumem
Czas tu nie ma nic do rzeczy. Emocji i przygód związanych z moją podróżą w tamte strony było tak wiele, że nie jestem tu w stanie nawet ich części opisać. Nie zatraciły nic a nic ze swej ostrości wspomnienia napotkanych ludzi, krajobrazów zatrzymanych w stopklatce pamięci, czy wreszcie wspomnień najprzyjemniejszych powodujących jeszcze dzisiaj ten trudny do opisania atawistyczny dreszcz emocji gdy przywołuję we wspomnieniach stoczone wędkarskie pojedynki.

Słowo pojedynki najlepiej chyba oddaje to co działo się w ciągu tych kilkunastu dni spędzonych w Azji. Były to prawdziwe boje toczone jak równy z równym. Siła jaką dysponują ogromne sumy mieszkające w tej rzece przeszła moje najśmielsze oczekiwania. Składa się na to wiele czynników, na pewno jednym z nich jest fakt, że ogromna Ili płynie z prędkością trzykrotnie większą niż nasza Wisła. Już samo to zmusza ryby do znacznie większego wysiłku towarzyszącego zdobywaniu pokarmu. Proszę mi wierzyć, ale to co pokazują holowane ryby (nawet te mniejsze) potrafi zaskoczyć. W Polsce łowiłem sumy mające około 40-50 kilogramów. Mimo iż wiślane potwory są godnym przeciwnikiem to ich żółtobrązowi pobratymcy przewyższają ich siłą i fantazją. Akurat tu najlepiej znajduje zastosowanie powiedzenie o szansie, którą powinna mieć ryba, aby jej pokonanie sprawiło jak największą przyjemność. Nie chodzi bynajmniej o finezyjny sprzęt. To czym łowiliśmy przypominało raczej kije od szczotki (tylko z przelotkami) Kołowrotki swymi rozmiarami bliższe były małym betoniarkom niż temu, co stosujemy u nas chodząc za dużą rybą. Nieużywaliśmy również żyłek tylko plecionki o wytrzymałości 70 kilogramów i agrafki przeznaczone do połowów morskich ryb.

Sprzęt nie był delikatny był wręcz mocarny ale i tak moje trzy o koszmarnie wielkiej masie wyrzutowej kije zostały gdzieś tam daleko w formie połamanych nieprzydatnych do niczego strzępów. Wszystkie warunki gwarantujące wędkarski sukces przynajmniej teoretycznie zostały spełnione, mimo to kilkadziesiąt sumów mówiąc najprościej zwiało prostując monstrualnych rozmiarów kotwice. Skuteczne zacięcie w tamtej specyficznej rzece wcale nie gwarantowało sukcesu.


Wreszcie się pokazał
Ili to trudne do łowienia miejsce, jej majestatyczne, mętne, niosące pustynne iły wody, to raj dla króla tej rzeki - suma. Przepływając przez pustynię rzeka podmywa nieprzerwanie drzewa rosnące na jej piaszczystych brzegach, potem niesione prądem osiadają w zakolach tworząc znakomite kryjówki, gdzie z wielką werwą starają się dotrzeć natychmiast po zacięciu jej wąsaci mieszkańcy. Wreszcie co ważne; praktycznie zerowa presja wędkarska spowodowana odległościami od ludzkich osad (najbliższe miasto oddalone było o około 350 kilometrów a z wioski z której wypływaliśmy było drogą wodną około stu kilometrów) też mają wpływ na wielkość i ilość łowionych ryb.

Tych jest tutaj pod dostatkiem. Rekord ustanowiła czwórka wędkarzy, która złowiła w przeciągu 14 dni ponad 700 (słownie siedemset sumów). Wychodzi jakaś "chora" cyfra przypadająca na jedną osobę. Nie jest tam tak zawsze, zwykle łowi się mniej (około 40- 50 sztuk na głowę). Tylko pierwszego swojego Półtorametrowca obfotografowałem dokładnie, potem takie ryby nie były nawet wciągane do łodzi. Delikatnie wyjmowaliśmy kotwice i po krótkim pożegnaniu ryby spokojnie sobie odpływały. Nikomu nie przyszło do głowy zabijanie tych królewskich stworzeń w celu pozyskania trofeów. Nawet mała sztuka nie została zjedzona. Nie udało się nikomu w ciągu ostatnich kilku dni pobytu mimo próśb Nataszy (naszej kucharki) ) złowić suma takiego, około 12 kilogramów, którego mięso zostałoby zjedzone przez mieszkańców obozu za jednym razem. Akurat taki mały nie połakomił się w ostatnich dniach na żadną z przynęt. Więc nie dowiedzieliśmy się, jak smakują tamtejsze stwory. Może to i dobrze. Za to przywiozłem wspaniałe zdjęcia, slajdy, morze wspomnień i coś najcenniejszego szczere i trwałe przyjaźnie.



Przegląd zdjęć Oto relacja (zdjecia pojawiają się automatycznie co 5 sekund).


Wyprawa w której uczestniczyłem, miała miejsce na przełomie lipca i sierpnia. Wraz ze mną łowili trzej Austriacy, dwaj Niemcy i dwaj Holendrzy. Wszyscy piszący do wędkarskich miesięczników.
Sasza
Wypływaliśmy na połowy tylko w towarzystwie miejscowych przewodników. Samodzielne eskapady nie wchodziły w grę przy wielkości obszaru, po którym się poruszaliśmy i braku łatwych do uchwycenia punktów orientacyjnych. Ich fachowa pomoc była dla nas bezcenna i zapewniała bezpieczeństwo w trakcie trwania wyprawy. Ci twardzi ludzie wyśmienicie znający rzekę potrafili pokazać, jak i gdzie łowić, umieli w trakcie holu perfekcyjnie pokierować łodzią i potrafili pewnie podebrać wyholowaną sztukę.

Polowania na kazachskie potwory właściwie nie można do niczego porównywać, no może tylko do filmu "Szczęki". Zwłaszcza brania dużych ryb przypominały obrazy, jak ze szpilbergowskiej opowieści.

Tak naprawdę to ryby liczyły się dopiero wtedy, gdy ich długość przekraczała 2 metry. O takie sztuki nawet tam nie jest łatwo. Mnie jednak dopisało szczęście. Udało mi się złowić cztery ryby przekraczające "tamtejszą normę". Największy sum mierzył 254cm długości i ważył 102 kilogramy, ale to już materiał na drugą opowieść ...

Marek Pokutycki

cdn.

Tu znajdziesz Plan takiej wyprawy i koszty

| drukuj | wyślij |

Lista komentarzy


Temat: Autor:
Czas:
Te ceny
Mariusz Rojek 18.2.04 19:44
Ceny z kosmosu tym bardziej ze tam jest bieda.
Na tej wyprawie ktoś chce za robic kokosy.My robimy wyprawy na rzekę Ebro do Hiszpani.Hiszpania jest bardzo droga ale ta wasz wyprawa bije rekordy.Pobyt w Hiszpani kosztuje -Domek 600e plus ludka 120e na tydziec 720e .To jest3456zł przy czterech osobat to jest864zł na osobe.
















c
o tych sumach troszke
Patryk Niewazne 16.12.03 21:54
a wiec tak ... panowie ... przesadziliscie z tymi sumami .. sa po prostu nie do wyjebania .. ... z pozdrowieniami od michcia z domu ... bydzia wita i pozdrawia
     Odp: o tych sumach troszke
zdenek smetana 12.1.05 11:03
    
litr wody na głowe przez cały dzień?
Sumy
Michał Wytrykowski 20.7.02 13:57
Olbrzymie sumy złowiliście!!!
Chciałbym i to bardzo złowić takiego suma.
Jak takiego słonia wyjeliście?
last minute-Kazachstan
Krzysiek Kosturkiewicz 13.6.02 17:03
Panie Pokutycki więcej informacji na temat tej oferty !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Co, jak,za ile ????????????
Jestem zainteresowany taką wyprawą.
pozdrawiam
     Odp: last minute-Kazachstan
Marek Pokutycki 13.6.02 17:38
    
Kazachstan oferta lastminute.

W zasadzie lista wyjężdżających jest zamknięta. Brak miejsc w samolocie KLM.
Z tym, że można jeszcze korzystać z rezerwacji w przypadku rezygnacji innych chętnych na lot do Ałmaaty. W obozie może łowić nawet 10 wędkarzy. Jedzie pieciu.

Wyjazd do Kazachstanu 29.06.2002. Przez Amsterdam. Powrót 9.07.2002 Też przez Amsterdam.
Cena biletu : 845-1000$ (może udałoby się coś załatwić z (chodzi o miejsce z list rezerwowych). Różnice w cenie ze względu na linie lotnicze np którymi dolatuje się do Amsterdamu.

Pobyt na miejscu : z pływaniem, łowieniem, spaniem i jedzeniem - 1000$
Wiza 40-50$ .

To po krótce w pigułce tyle.

Marek Pokutycki
     Odp: last minute-Kazachstan
Dariusz Żbikowski 13.6.02 17:09
    
Może zerknij tu

Darek
czekamy na sumy...
Pitt Jarczany 02.5.02 22:24
Zaniecierpliwiony czekam na relacje i opisy ze szczegółami tych wypraw. Wrocławska Odra nie daje tyle sumowych emocji. Ciekawe jaki jest przybliżony koszt takiej wyprawy. Kiedy najlepiej jechać? Gdybym miał złapać chocby jednego takiego "drania" -20 kg to i warto.
pozdrawiam...
     Odp: czekamy na sumy...
Dariusz Żbikowski 06.5.02 16:16
    
Niebawem pojawi sie komplet informacji na ten temat, będzie i relacja, będą i ceny. Już za chwilkę. Właśnie organizujemy komplet informacji na temat wypraw na Sumy, przez duże S :-).

Pozdrawiam,
Darek

 


Wszelkie prawa zastrzeżone - All Rights Reserved - ©1999-2004 Krokus Sp. z o.o.
90-223 Łódź, ul. Rewolucji 1905r 82 , tel. +48 42 678 77 03 fax +48 42 678 77 09
Reklamy Krokus: Tygodnik Wędkarski - pierwszy, bezpłatny, internetowy Tygodnik Wędkarski wydawany przez wydawcę: Krokus Sp. z o.o, adresowany do wszystkich zainteresowanych tym hobby. Pierwsze wydanie ukazało się już w roku 1999.