Portal Sklep Bazar Tygodnik Ryby Domowe Klub Reklama Pomoc
Archiwum 1
English pages

UWAGA! ZNAJDUJESZ SIĘ NA STRONACH ARCHIWALNYCH !!! NOWY ADRES => Wędkarstwo - Rybie Oko - http://www.fishing.pl

 
Artykuły
Forum
Foto
Baza
Co i kiedy
Linki
Brania
Hyde Park
Humor
Znad wody
Filmy i pliki
Kartki
Encyklopedia
Ryby i prawo
Ściąga
 
 
 
 
mniej ostatnich wiadomości 82114
To był fragmnet większej całości, niżej więcej :)
pytanie o połów
pomocy!
pomocy!
Odp: odp:Kłusownicy na śląsku
Odp: dorsz
.......................
Odp: Zapora na Wisłoce
Odp: Oj Panie Bogusz .....
Odp: Żyłka
pytanie o połów
pomocy!
pomocy!
leszczyńskie
"okonek"
Wróżka
W obronie jazgarza
Zawody? Również! Bo dlaczego nie?
Wisiel :/
Łowic bez nęcenia ?
Opowieśc znad wody..
Zanęty produkcji polskiej a zagranicznej
Konińskie kanały
Kupię szpulę do Okumy Avenger AV 30!!!!!!!!!!!!
POŻEGNANIE :) - godz 14!!!
Fajna rybka
Szkoda tytułować
 
 
więcej
Zawody wędkarskie
 4/145
Ten okropny żarłok - JAZGARZ
 
Opowieści znad wody.... cz.1
 6.9/85
Leszczowisko
 7.1/202
 8.8/115 hit
Łakomiec
 7.9/66
Oszuści na Bazarze Rybiego Oka.
 7.3/64
KOMUNIKAT
 
Stało się...
 5.6/30
Kłusownik ukarany! Lepiej późno niż wcale.
 4.9/71
 
 
więcej
Petycja!!!!!!!!!!!!!
Pstrąg Roztocza
Uroczyste otwarcie
 
 
Inne ankiety
Żyłka
Co robisz z niepotrzebnym kawałkiem żyłki?
wyrzucasz gdziekolwiek
rzucasz do wody, bo tam jej nie widać i ptak się nie zaplącze
tniesz na mniejsze kawałki i wyrzucasz
zabierasz ze sobą, by spalić w ognisku
zabierasz ze sobą, by wyrzucić do śmietnika
to inaczej, jak podaj w komentarzu

Wyniki Wyniki wszystkich

Komentuj
 


Wszystkie Poradnik O rybach

Hit  Wiosna płoci - płytko i mięsnie

Autor: Jacek Jóźwiak
Temat: Płoć i Wzdręga
Data:01.2.02 10:31
Czytano:8546

O tym, ze wiosenna płoć nade wszystko ceni sobie płycizny, dobrze wiedzą mieszkańcy położonych przy ukraińskiej granicy nadbużańskich wsi. Niejeden raz zdarzało mi sią obserwować, jak brodzą wraz z bocianami po zalanych łąkach wybierając co dorodniejsze sztuki. Nie tylko płotki zresztą - wiosną ich łupem padają także leszcze, krąpie, karpie a nawet spore szczupaki, które niechcący zabłądziły na rozlewiska. Na szczęście dla ryb, na tamtejsze tereny nie dotarło jeszcze "kłusownictwo przemysłowe", więc proceder ten nie jest tak szkodliwy, jak może to wyglądać na pierwszy rzut oka. Do chłopskiego worka trafia tyle ryb, ile potrzeba na rodzinną kolację, a nie wytarte jeszcze, czy niewymiarowe sztuki z reguły wracają na łąkę.





Niekiedy na zbyt zachłannym osobniku mści się sama natura. Słynna była swego czasu w tamtejszych okolicach historia faceta, który na zalanej łące miał nieszczęście spotkać się oko w oko z potężną samicą karpia. Rzecz jasna, obok takiej ilości mięsa rzeczony chłop nie był w stanie przejść obojętnie, niewiele więc myśląc chwycił rybę "pod pachy" i zaczął wlec w kierunku suchej ziemi. Dopóki karpica czuła pod brzuchem wodę, nie protestowała zbytnio przeciwko niespodziewanej zmianie swoich planów. Dała się nawet załadować do siatki. Ale, jako że była duża, a osobnik niezbyt trzeźwy - transport jej w owej siatce nadal odbywał się drogą holu.

Gdy orginalny zaprzęg dotarł do miejsca, w którym nie było już wody, w rybę wstąpił nowy duch. Przypomniała sobie, że nie jest stworzeniem lądowym, odwróciła się więc i z całą mocą poczęła przeć w kierunku swego naturalnego środowiska. Nie było jej łatwo - trafiła bowiem na osobnika równie zdesperowanego jak ona. Niefortunny chłop ani myślał rozstać się ze zdobyczą. A że siły w nim były już nie te, co przed pół litrem, pogodził się z faktem, że chwilowo to karp dyktuje kierunek marszu. Rozumował słusznie - po pewnym czasie samica, zmęczona ciągniętym za sobą ludzkim balastem dała się zatrzymać i nasza para ponownie rozpoczęła długą drogę w kierunku skraju rozlewiska.

Niestety, historia milczy o tym, ile razy człowiek i karp przemierzyli mokrą trasę. Wiadomo tylko, że razy wiele i że ostatecznie wygrał karp. Bohaterski łowca wrócił do domu mokry, zziajany i bezrybny, a to, co miała mu do powiedzenia żona, było ponoć bardzo atrakcyjne dla sąsiadów, nie mających na codzień do czynienia z wyszukanymi obelgami. Od tego czasu - jako że większość tamtejszych panów ma żony - liczba chętnych do łapania karpi rękami wyraźnie zmalała...


------------------------------------------------------------

Wiosną płoć przejawia gusta zdecydowanie mięsne. Wiadomo - trzeba nadgonić zimowy czas postu, tarło to także spory energetyczny wysiłek... Ryba ustala więc dietę tak, by minimalnym kosztem odzyskać maksimum sił.

Czasami jednak nie wystarczy nakupić różnego rodzaju robactwa, by wyjść zwycięsko z pojedynku z wiosenną płotką. Zawodzą także przynęty z łowiska - te wszystkie larwy, skorupiaki i wypłukane z ziemi dżdżowniczki, które tak chętnie nadziewają na hak fani "naturalnego" wędkowania. Płocie bowiem, przy całej wiosennej namiętności do białka zwierzęcego potrafią w tym czasie wykazać się potrzebami co najmniej osobliwymi...

Pierwsza połowa kwietnia, starorzecze Narwii. Pogoda przepiękna - ciepło, słonecznie, lekki wietrzyk. Do szczęścia brakuje nam - mojemu przyjacielowi i mnie - tylko płoci, które jak na złość nie chcą brać. Nie kusi ich ani dendrobenka, ani biały robaczek, ani ochotka, ani nawet podawane wbrew wiosennym regułom pęczaczek czy konopie. Zniechęceni coraz bardziej postanawiamy wracać, zwłaszcza, że na wypożyczonej od chłopa łodzi coś zaczyna lekko śmierdzieć. Źrodłem niemiłej woni okazują się być czerwone robaki, widać zapomniane przez jakiegoś poprzednika w płociowym nieszczęściu.

Nie pamiętam, kto z nas pierwszy wpadł na głupi pomysł, a kto tylko podchwycił go ochoczo. Dość, że po chwili na końcach naszych haczyków dyndają smętnie robale zwłoki, które - wśród radosnych komentarzy na temat stanu naszych umysłów - niezwłocznie wrzucamy do wody. Na efekty nie trzeba długo czekać - po kilku minutach łapiemy pierwszą płoć, potem drugą, następną i jeszcze następną... Niestety, wszystko co dobre, kiedyś się kończy - tak i nam skończyły się w końcu "przechodzone" czerwońce. Posiedzieliśmy na łodzi jeszcze z godzinkę, smętnie mocząc na patykach świeże dżdżownice, lecz ryby nie wykazy najmniejszego nimi zainteresowania.

Do tej pory kłócimy się z przyjacielem na ten temat. On twierdzi, że widocznie w tamtym miejscu leżało mnóstwo wypłukanych z ziemi, martwych już robali i niechcący trafiliśmy na naturalny pokarm tamtejszych płoci, ja - że zwyczajnie oszalały. Rację mam prawdopodobnie ja, jako że nigdy potem nie wykazały się równie dziwacznym gustem...


------------------------------------------------------------

KLASYKA


Płoć jest rybą silną, wytrzymałą, potrafiącą sprawić wiele kłopotów najlepszym nawet wędkarzom. To wymagający przeciwnik, ostrożny, umiejący unikać pułapek, doskonale "zapamiętujący" przykre doświadczenia. Jeżeli chce się łowić dorodne płocie, należy korzystać z najdelikatniejszych zestawów, sprawnych kołowrotków, śmigłych wędek.

Nie namawiam do porzucenia nowoczesności, ale łowienie płoci w niewielkich zbiornikach wodnych jest najbardziej tradycyjną, konserwatywną odmianą wędkowania. Leśne oczka, starorzecza, gliniaki, wyrobiska pożwirowe, doły kopalniane, parkowe stawy, nasłonecznione fosy starych zamczysk, zadbane wiejskie sadzawki, opuszczone karpniki wymuszają stosowanie klasycznej wędki.

Nie ma lepszego spławika na płytkie łowiska w wodach stojących od kolca jeżozwierza. Wędka także powinna być klasykiem jak się patrzy. Długa na cztery metry, lekka, cięta i mocno wyginająca się podczas holu. Ideałem są kije matchowe, choć wiosenne polowanie na płocie nie ma nic wspólnego z wędkowaniem odległościowym. Także wszelkiego rodzaju delikatne, węglowe teleskopówki sprawdzają się znakomicie podczas kwietniowych wypraw. Nawet zadbanej i doskonale wyważonej bambusówki nie trzeba się wstydzić.

Tu dygresja - Brytyjczycy twierdzą, że po wędce płociowej poznaje się, jakim kto jest wędkarzem. Nie chodzi tu, rzecz jasna, o określenie stopnia zamożności właściciela sprzętu, a o jego stosunek do uprawianego hobby. Ktoś, kto potrafi wiele pracy włożyć w konserwację bambusowego wędziska czy tonkinowej klejonki, kto co sezon wymienia na nowe druciane przelotki, lakieruje blank, ozdabia wędkę akcentami z omotki jest dla wyspiarzy prawdziwym miłośnikiem sportu wędkarskiego. Anglicy nie twierdzą jednak, że ktoś posługujący się najdroższym kijem i kołowrotkiem jest złym wędkarzem. Poziom bowiem poznaje się nie po wartości sprzętu, ale po sposobie postępowania - ktoś, kto przy rozmontowywaniu wędziska posługuje się wilgotną flanelką, kto pędzelkiem fotograficznym usuwa kurz i piach z kołowrotka, kto obmywa spławiki i starannie przechowuje pozostałe akcesoria, ten jest wędkarzem na poziomie. Bez względu na to, czy jego wędki kosztowały 30 czy 3000 funtów.

cdn.

drukuj drukuj wyślij wyślij

Lista komentarzy


Brak komentarzy.


Valid XHTML 1.0!
Wszelkie prawa zastrzeżone - All Rights Reserved - ©1999-2004 Krokus Sp. z o.o. - powered by eZ publish
Za publikowane treści odpowiedzialność ponoszą ich autorzy, jednocześnie wyrażając tym samym zgodę na ich bezterminową publikację.
Reklamy Krokus: OpenERP