Portal Sklep Bazar Tygodnik Ryby Domowe Klub Reklama Pomoc
Archiwum 2
English pages

UWAGA! ZNAJDUJESZ SIĘ NA STRONACH ARCHIWALNYCH !!! NOWY ADRES => Wędkarstwo - Rybie Oko - http://www.fishing.pl

 
Artykuły
Forum
Foto
Baza
Co i kiedy
Linki
Brania
Hyde Park
Humor
Znad wody
Filmy i pliki
Kartki
Encyklopedia
Ryby i prawo
Ściąga
 
 
 
 
mniej ostatnich wiadomości 82114
To był fragmnet większej całości, niżej więcej :)
pytanie o połów
pomocy!
pomocy!
Odp: odp:Kłusownicy na śląsku
Odp: dorsz
.......................
Odp: Zapora na Wisłoce
Odp: Oj Panie Bogusz .....
Odp: Żyłka
pytanie o połów
pomocy!
pomocy!
leszczyńskie
"okonek"
Wróżka
W obronie jazgarza
Zawody? Również! Bo dlaczego nie?
Wisiel :/
Łowic bez nęcenia ?
Opowieśc znad wody..
Zanęty produkcji polskiej a zagranicznej
Konińskie kanały
Kupię szpulę do Okumy Avenger AV 30!!!!!!!!!!!!
POŻEGNANIE :) - godz 14!!!
Fajna rybka
Szkoda tytułować
 
 
więcej
Zawody wędkarskie
 4/145
Ten okropny żarłok - JAZGARZ
 
Opowieści znad wody.... cz.1
 6.9/85
Leszczowisko
 7.1/202
 8.8/115 hit
Łakomiec
 7.9/66
Oszuści na Bazarze Rybiego Oka.
 7.3/64
KOMUNIKAT
 
Stało się...
 5.6/30
Kłusownik ukarany! Lepiej późno niż wcale.
 4.9/71
 
 
więcej
Petycja!!!!!!!!!!!!!
Pstrąg Roztocza
Uroczyste otwarcie
 
 
Inne ankiety
Żyłka
Co robisz z niepotrzebnym kawałkiem żyłki?
wyrzucasz gdziekolwiek
rzucasz do wody, bo tam jej nie widać i ptak się nie zaplącze
tniesz na mniejsze kawałki i wyrzucasz
zabierasz ze sobą, by spalić w ognisku
zabierasz ze sobą, by wyrzucić do śmietnika
to inaczej, jak podaj w komentarzu

Wyniki Wyniki wszystkich

Komentuj
 


Wszystkie Poradnik O rybach

Hit  Wąsaty birbant

Autor: Jacek Jóźwiak
Temat: Sum
Data:24.1.02 10:40
Czytano:5357

O ciepłolubności suma już wspomniałem. Poza kanałami zrzutowymi przy elektrowniach jest to ryba lata. Można ją złowić już od maja, pod warunkiem, że będzie to miesiąc ciepły, potem - najczęściej w czerwcu - następuje krótka przerwa tartalna, podczas której sum niemal nie interesuje się jedzeniem. Złowienie go przy gnieździe należy do rzadkości.






Sumowym rajem dla wędkarza jest lipiec i sierpień, czasem pierwsza połowa września. Szczególnie upalne lata, dni, gdy woda w rzekach osiąga temperaturę 25 stopni, są chwilą, kiedy trzeba nastawić się na sumy. Inne ryby w takiej ciepłocie wpadają w odrętwienie - na dobrą sprawę żeruje jedynie kleń na dobrze napowietrzonych kamieniskach. Sum używa natomiast na całego, wpada w obżarstwo. Trawi, jak gdyby miał w żołądku stężony kwas solny - dzienną porcję zdobyczy spala w niespełna dobę. Żeruje co dzień, odwiedza miejsca gromadzenia się zdezorientowanej przez upały drobnicy i po brzegi napycha żołądek. Podczas chłodniejszego lata apetyt suma nie jest aż tak niepohamowany, ale na ogół wąsaty drapieżca żeruje dobrze.

Żywiołem suma jest noc, i to ta ciemna, najbardziej bezksiężycowa. Dzień spędza w głębokich, najczęściej pełnych zawad, wyrw i jam, dołach. W dni słoneczne kryje się szczególnie głęboko - suma szokuje intensywne światło. Ale nawet w takie dni rzadko popuści przynęcie podanej pod nos, potrafi się podnieść z dna, gdy ujrzy w zasięgu paszczęki błysk niewielkiej rybki.

Ujrzy to może niezbyt dobre słowo - wzrok nie jest jego mocną stroną. Gawędziarsko nastawieni ichtiologowie zauważyli wśród ryb pewną typową odwrotną proporcjonalność: im mniejsze oczy, tym większa gęba. Sumowa paszczęka jest tego najlepszym przykładem. Podwodne obserwacje dowodzą, że sumy niemal nie interesują się nieruchomymi rybami, biją natomiast bardzo ostro w stadka, np. uklei, rybek nieustannie się poruszających. Rozdziawiają wówczas szeroko wielką swoją gębę, startują z nadspodziewaną prędkością i zasysają niewiarygodną ilość wody. Potrafią na raz połknąć kilka rybek. Podczas takiego ataku - aczkolwiek nie stronią od zjadania pojedynczych ryb, żabek, gryzoni - nad wodą unosi się charakterystyczny dźwięk, znany przez Rosjan kwokaniem. Przypomina on nieco cmokanie żerujących karpi, ale choćby z racji rozmiarów paszczęki, jest znacznie głośniejszy, głębszy. Często towarzyszy mu specyficzny chlupot - nie jest to plusk gwałtowny, jak przy ataku bolenia, czy mocne chlapnięcie o powierzchnię, jak podczas żerowania sandacza czy szczupaka, a raczej odgłos rozstępujących się wód. Nie odnalazłem w literaturze dobrego opisu spławiania się suma, doskonałe porównanie odszukałem natomiast w zbiorze relacji o potworze z Loch Ness. Otóż wędrujący w okresie wakacji po Szkocji porucznik Marynarki Królewskiej dwukrotnie słyszał niosący się we mgle odgłos "jakby na powierzchnię wody wyskoczył źle wytrymowany okręt podwodny, który w mgnieniu oka zanurzył się w toń". Tak właśnie w nocy, a czasem rano lub wieczorem, żerują sumy pod powierzchnił wody. Z reguły są samotnymi myśliwymi, obce są im zbiorowe łowy okonia czy gromadne przeszukiwania toni przez sandacze. Są jednak nadzwyczaj wyczulone na dźwięki i wibracje wody. Sum, który znalazł obfite żerowisko i regularnie "kwoka", musi liczyć się z tym, że z odległych nawet rejonów nadciągną jego pobratymcy, by wziąć udział w uczcie. Tę cechę znakomicie wykorzystują wędkarze ze Wschodu, wabiąc sumy tzw. kwokami, specjalnie wykonanymi urządzeniami, które po chlapnięciu o powierzchnię wody udatnie naśladują dźwięk wydawany podczas sumowego żerowania.


Sumy żerują głównie w nocy, ale przecież wiele z nich pada łupem wędkarzy w ciągu dnia, nawet w samo południe. Żywiec podany głębiej w sumowe ploso, błystka czy wobler przeciągany nad dzienną ostoją, pęk rosówek czy pijawek, żaba położona na dno w bezpośredniej bliskości kryjówki, może procentować medalowym okazem na kiju. Wędkarze rosyjscy, ukraińscy, a także Mołdawianie i Węgrzy zalecają dużą ruchliwość w czasie dziennych połowów suma. Częsta zmiana miejsc, wielokrotne przestawianie wędki, ściąganie zestawu, staranne "wachlowanie" podczas spinningowania - to recepta na złowienie suma w blasku dnia.

Wąsal trzyma się kurczowo swojej jamy wyłącznie w słoneczne, bardzo jasne dni. Podczas zachmurzenia, w mglistą pogodę, gdy światło jest rozproszone, sumy co i raz "wyskakują na małą przekąskę". Nie są to długie rajzy, wyprawy pod wierzch, ale obmacanie wąsami dna na powierzchni kilkudziesięciu metrów kwadratowych. Doświadczeni łowcy sumów znają słabość tych drapieżników do drobnych kąsków i podają w pobliże dziennych ostoi niewielki hak z pęczkiem robaków kompostowych. Warto tu przypomnieć że jest to przynęta wyjątkowo aromatyczna, pomarańczowy płyn wydobywający się na powierzchnię dżdżownicowej skóry podczas nawlekania robaka na hak zdaje się smakować sumowi jak kawior arystokracji.

Podobnie rzecz ma się z inną typowo sumową przynętą - turkuciem podjadkiem. Owad ten wydziela charakterystycznł woń prowadzącą do kompletnego zaniku odruchów samozachowawczych u suma. Mój przyjaciel, ukraiński dziennikarz Dmytro Machnia, potrafi z motyką przeleźć pokołchozowe pole kartoflane, byle tylko nałapać podjadków. Twierdzi, że sum w zetknięciu z tą przynętą zachowuje się jak kot przy misce z walerianą - dostaje fioła. Jednak sum odżywia się przede wszystkim rybami. Preferuje drobnicę, jego żołądek bowiem przypomina pękaty trzos na drobniaki. Łupem wąchala padają jazgarze, kiełbie, ukleje, płotki, drobne krąpie, okonki... Stąd sumowy obyczaj długich wędrówek żerowych i uganiania się za zdobyczą. Drapieżca musi się zdrowo napracować, by napełnić brzuch drobniakami. Zdarza się jednak, że bardziej leniwy wąchal lub ten, który nie natknie się na stado drobnicy, atakuje z powodzeniem duże płocie, krąpie, nawet leszcze. Przytrafia się to najczęściej podczas krótkich okresów dziennej aktywności żerowej. Wzmożony apetyt sumy przejawiają szczególnie tuż przed burzą, podczas gwałtownych spadków ciśnienia, przejść ciepłych i wilgotnych frontów atmosferycznych, gwałtownych ulew... Czasami trudno odnaleźć przyczynę śróddziennego obżarstwa, choć stosunkowo łatwo ją dojrzeć. Sumy żerując za dnia trzymają się raczej strefy przydennej, choć niekiedy wychodzą do wierzchu, by zakąsić jakąś uklejką. Drobnica wyskakuje na powierzchnię, zaś na wodzie zaznacza się bezgłośny wir. Jeden z moich sumowych kolegów - Janusz Fajfer - twierdzi, że nie musi czekać na objawienie się tej ryby na powierzchni. Jest meteoropatą, fizycznie odczuwa zmiany pogody. Kiedy tylko nad wodą zacznie go boleć głowa, gdy usłyszy szum w uszach, poczuje ucisk w zatokach, natychmiast przezbraja wędki, ugania się za żabkami, łowi żywce, ryje za dżdżownicami... I najczęściej z któregoś wiślanego dołu wyciąga pokaźnego suma.

Zasadą, którą wpajano mi podczas moich wypraw nad Dniepr czy Prypeć było szukanie suma we właściwym miejscu. W zależności od pory dnia przestawia się zestaw - w samym środku łowi się z dna lub tuż nad dnem w głębokich, pełnych zawad dołach albo przeszukuje strefę pełnego nurtu przy samym dnie, jeżeli zalegają w nim duże głazy, zatopione drzewa lub zbudowane jest z pełnych jam iłowych płyt i brył. Sumy, wbrew utartej opinii, bardzo lubią przebywać w rozległych cieniach nurtowych i mieć nad sobą pędzącą wodę, która przynosi pożywienie. Zlokalizowanie sumowej płani to niemal pewny sukces - nawet w samo południe drapieżnik uderzy w spływającego żywca czy w pęk rosówek.

Jeśli dzień jest mglisty, słońce przytłumione, jeśli na niebie zalega gruba warstwa chmur, zbiera się na deszcz, nadchodzi burza, sum staje się bardziej ruchliwy i często opuszcza swoje schronienie, by wybrać się na mały rekonesans. W takie dni wędkarze ze Wschodu podają przynętę nieco wyżej, metr nad dno. Zwracają uwagę na budowę sumiej paszczy - jest ona przystosowana do ataków od dołu, to typowy pysk górny.


Gdy niebo przykryją bardzo ciemne chmurzyska, gdy w ciągu dnia ziemię ogarnie ciemność podnosi się przynętę w pół wody, ale pozostawia zestaw nad samym dołem. Podobnie czyni się w dni wyjątkowo parne, duszne, bijące gęstą wilgocią. Sumy w środku dnia rzadko wychodzą na skraj głębiny, chociaż w sprzyjających okolicznościach żerują bardzo intensywnie. Trzymają się jednak strefy przydennej, wychodząc ku powierzchni wyłącznie podczas ataku na zlokalizowaną ofiarę. Inaczej ma się rzecz z porannymi i przedwieczornymi okresami aktywności. Sumy penetrują wówczas skraj swojego rewiru, podchodzą tuż pod brzeg, pływają wzdłuż kantu, sprawdzają strome stoki ustalonych przykos, pogranicze spokojnej wody i nurtu, kontrolują warkocze za ostrogami, krawędzie główek, zarówno za nimi, jak przed nimi. Wychodzą wyżej - potrafią atakować ławice uklei pod samą powierzchnią. Ukraińcy i Rosjanie podnoszą przynętę wysoko - obowiązuje miara dwie trzecie powyżej dna. Zestaw podają w strefy łowiska, o których była mowa wyżej. Specjaliści o świcie, o zmierzchu i w nocy nigdy nie łowią z gruntu, z reguły korzystają z ciężkich zestawów spławikowych. Jedynie ci, którzy liczą na zdobycz w samym kancie, kładą na dno pęk czerwonych robaczków, pijawek, pojedynczą rosówkę czy nawet kostkę wonnej mielonki z puszki.

Sum ma opinię nałogowego birbanta, który przeszukuje łowisko niczym pijak dzielnicę portową, gna do każdego odgłosu wyżerki i nie potrafi sobie odmówić żadnego smacznego kąska. Zje zarówno turkucia, rybkę, glistę, jak kawałek konserwy, drobiową wątróbkę i świeży filecik z ryby morskiej. Ustalenie, co jest szczególnym przysmakiem sumów w danej okolicy, do czego wąsal ma nieodpartą słabość jest dla wędkarzy ze Wschodu pierwszoplanowym zadaniem. Nad Zalewem Kijowskim na przykład, poznałem wędkarzy, którzy 24 godziny przed połowem wkładają czerwone robaki czy rosówki w puszkę z tuszonką. Sum, którego głowa i część przedniej połowy ciała nafaszerowana jest komórkami smakowymi, i który dysponuje znakomitym węchem, do przetłuszczonych dżdżownic pędzi ponoć z dużej odległości.

Dmytryj Machnia i Hryhor Liwicz, moi przewodnicy podczas ostatniej wyprawy nad Dniepr, udowodnili mi, że sumy nie potrafią sobie odmówić przekąski. Tuż przed zachodem słońca wrzucili tuż pod urwisty brzeg, między krzaczki, garść czerwonych robaczków. Po trzech kwadransach woda w tym miejscu zagotowała się. Do dna może było półtora metra, może nieco więcej - na powierzchni ukazały się potężne zawirowania, zbełtania, odkosy. To wielki sum pazernie wybierał robaki - jak bezdomny, który wśród odpadków znalazł szynkowe roladki. Ukraińcy cichutko podali na sumowy stół kostkę mielonki na przystawkowym zestawie. Wąsaty smakosz połakomił się na nią w trzy minuty, ale czy hamulec był źle uregulowany czy przepon przetarty, po kilku niesamowitych przygięciach długiego wędziska pękła żyłka. Wędkarze znad Dniepru orzekli, że drapieżnik miał z półtora puda (ok. 24 kg). Wierzę w ich "wyceny", gdyż wyjmowane przez nich sumy miewały na ogół tyle, ile orzekali po minucie zmagań. Jeśli mówili, że piętnaście kilo, to mogło być czternaście, czy szesnaście, ale w żadnym wypadku trzynaście bądź siedemnaście, Tyle, że Dmytro i Hryhor łowią sumy od kilkunastu lat. Wyłącznie sumy - wyjątkiem są ukleje, kiełbie i jazgarze używane przez nich na żywca.

Noc, to te same miejsca w łowisku, w których łowi się na przedwieczerzu i o poranku, ale przynęta podniesiona jest bardzo wysoko. W ciemnościach sum staje się rybą powierzchniową - grunt ustalony jest pół metra, sześćdziesiąt centymetrów pod powierzchnią. Przynęta powinna być ruchliwa - a więc żywiec albo wytarte w fusach prawdziwej kawy dżdżownice. Ponoć robaki przytrzymane przez kilka godzin w takich fusach są tak dziabnięte przez kofeinę, że wiją się na haku jak oszalałe przez kilkadziesiąt minut. Regułę wysoko podanej przynęty przełamuje jedynie przystawka ze spławikiem podana na kant, tuż przy brzegu. Na pełnej wodzie sum jest zapatrzony w górę, przy stromej burcie natomiast starannie obmacuje dno ruchliwymi wąsami. W ciemną noc wędkarze ze Wschodu przestawiają zestawy na płycizny - trzeba jednak myśleć relatywnie: płycizna dla wielkiego suma to np. przykosa, nad którą jest co najmniej półtora - dwa metry wody.

Odległości, jakie dzielą miejsca podawania przynęty za dnia od stref obławianych nocą, są często znacznie od siebie oddalone. W znacznym uproszczeniu można powiedzieć, że za dnia wyrzuca się zestaw daleko na wodę, a w miarę pogłębiających się ciemności przestawia go bliżej brzegu.

cdn.

drukuj drukuj wyślij wyślij

Lista komentarzy


Brak komentarzy.


Valid XHTML 1.0!
Wszelkie prawa zastrzeżone - All Rights Reserved - ©1999-2004 Krokus Sp. z o.o. - powered by eZ publish
Za publikowane treści odpowiedzialność ponoszą ich autorzy, jednocześnie wyrażając tym samym zgodę na ich bezterminową publikację.
Reklamy Krokus: Open source ERP i CRM - OpenERP - obecnie nazywany Odoo