Portal Sklep Bazar Tygodnik Ryby Domowe Klub Reklama Pomoc
Archiwum 2
English pages

UWAGA! ZNAJDUJESZ SIĘ NA STRONACH ARCHIWALNYCH !!! NOWY ADRES => Wędkarstwo - Rybie Oko - http://www.fishing.pl

 
Artykuły
Forum
Foto
Baza
Co i kiedy
Linki
Brania
Hyde Park
Humor
Znad wody
Filmy i pliki
Kartki
Encyklopedia
Ryby i prawo
Ściąga
 
 
 
 
mniej ostatnich wiadomości 82114
To był fragmnet większej całości, niżej więcej :)
pytanie o połów
pomocy!
pomocy!
Odp: odp:Kłusownicy na śląsku
Odp: dorsz
.......................
Odp: Zapora na Wisłoce
Odp: Oj Panie Bogusz .....
Odp: Żyłka
pytanie o połów
pomocy!
pomocy!
leszczyńskie
"okonek"
Wróżka
W obronie jazgarza
Zawody? Również! Bo dlaczego nie?
Wisiel :/
Łowic bez nęcenia ?
Opowieśc znad wody..
Zanęty produkcji polskiej a zagranicznej
Konińskie kanały
Kupię szpulę do Okumy Avenger AV 30!!!!!!!!!!!!
POŻEGNANIE :) - godz 14!!!
Fajna rybka
Szkoda tytułować
 
 
więcej
Zawody wędkarskie
 4/145
Ten okropny żarłok - JAZGARZ
 
Opowieści znad wody.... cz.1
 6.9/85
Leszczowisko
 7.1/202
 8.8/115 hit
Łakomiec
 7.9/66
Oszuści na Bazarze Rybiego Oka.
 7.3/64
KOMUNIKAT
 
Stało się...
 5.6/30
Kłusownik ukarany! Lepiej późno niż wcale.
 4.9/71
 
 
więcej
Petycja!!!!!!!!!!!!!
Pstrąg Roztocza
Uroczyste otwarcie
 
 
Inne ankiety
Żyłka
Co robisz z niepotrzebnym kawałkiem żyłki?
wyrzucasz gdziekolwiek
rzucasz do wody, bo tam jej nie widać i ptak się nie zaplącze
tniesz na mniejsze kawałki i wyrzucasz
zabierasz ze sobą, by spalić w ognisku
zabierasz ze sobą, by wyrzucić do śmietnika
to inaczej, jak podaj w komentarzu

Wyniki Wyniki wszystkich

Komentuj
 


Wszystkie Poradnik O rybach

Hit  Troć dla każdego! - dywagacje żółtodzioba.

Autor: Michał Sopiński
Temat: Troć i łosoś
Data:15.1.02 16:32
Ocena:8.25 hit (84)
Czytano:11343

W wędkarstwie wiele zależy od szczęścia. Bardzo wiele. Ale szczęściu można dopomóc. Trocie nie są rybami dla wybrańców. Złowić je może każdy. Jestem tego najlepszym przykładem. Nad rzekami trociowymi byłem zaledwie cztery razy. Nie mam więc dużego doświadczenia. Jednak dwa ostatnie wyjazdy na salmonidy wynagrodziły mi trudy wyjazdu - rzeki obdarowały mnie rybami. Średnia więc, zwłaszcza jak na żółtodzioba, imponująca.


Nad pomorskimi rzekami słyszy się opowieści o tamtejszych wędkarzach, którzy od kilkunastu lat bezskutecznie próbują złowić swoją pierwszą trotkę.
Trociowa woda
Słyszy się jednak również o wczasowiczach, którzy mają dosyć wakacyjnego leżenia plackiem na plaży. Zostawiają więc wystawiające swoje ciała na zgubne działanie promieni UV żony oraz taplające się w błocie dzieci i przerobiwszy gruntowy teleskop, służący na co dzień do połowu karpi pędzą nad Słupię, Regę lub Parsętę, by w jednym z pierwszych rzutów zapiąć życiowego srebrniaka. W łowieniu troci wiele zależy od pogody, miejsca, czasu, przynęty, sprzętu i wielu, wielu innych czynników. Najważniejszy z nich to jednak wędkarski fart. Ale jak mówi stare, polskie porzekadło - "szczęściu można pomóc".

Sprzęt

Ileż to razy słyszeliście opowieść o tym jak uzbrojony po zęby w supernowoczesne, wysokomodułowe kije z tytanowymi dwunastołożyskowymi kołowrotkami i nawiniętą na nie plecionką, z błyszczącymi woblerami wędkarz gryzł palce obserwując pogardzanego "gumofilca" łowiącego efektywnie pomimo ubogiego sprzętu. Jest to często możliwe, bo przecież nie sprzęt łowi ryby a wędkarz. Ważna jest wiedza, doświadczenie, umiejętność czytania wody. Ale aż strach pomyśleć ile ryb złowiłby ów doświadczony "gumofilc" łowiąc dobrym sprzętem. Faktem jest, że na trocie potrzeba solidnego ekwipunku. Pamiętajmy, że oprócz dochodzących do kilkunastu kilogramów wagi salmo trutta, do polskich wód coraz częściej wstępują na tarło łososie. A waga tych ostatnich nierzadko znacznie przekracza 20 kilo.
Parsęta zimą
Taką rybę ma się na wędce raz w życiu. Warto być przygotowanym do jej wyjęcia. Z drugiej jednak strony stosowanie ciężkiego, długiego wędziska utrudnia poruszanie się po zakrzaczonych brzegach trociowych rzek, pogarsza czucie pracy przynęty, słowem odbiera przyjemność wędkowania. Trzeba więc znaleźć kompromis. "Trockiści" na ogół używają spinningów o długości 3,00-3,20 m. Jest to podyktowane porą roku, w której poławia się łosośki. Zimą, przy utrzymujących się ujemnych temperaturach brzegi rzek często są poobmarzane. Dłuższy kij pozwala na wystawienie szczytówki poza lodowy nawis i precyzyjne prowadzenie przynęty. Do połowów letnich z powodzeniem wystarcza długość 2,60 m. Istotnym parametrem jest wytrzymałość wędziska. Podawany przez producentów ciężar wyrzutu jest moim skromnym zdaniem mało miarodajny. Duże ryby udaje się często wyholować wędką o niewielkim ciężarze wyrzutu, natomiast kilkudziesięciogramowe "trociowe lole" pękają jak suche witki podczas niezbyt forsownego holu. Spinning powinien być przede wszystkim solidny. Dobrze wykonaną wędkę można podczas wyrzutu przeciążyć nawet ponad dwukrotnie. Gorzej natomiast z poprowadzeniem przynęty.
Uważam, że moc i akcję wędki trzeba dobierać nie tyle do ciężaru stosowanych przynęt, ile do charakterystyki ich pracy i do specyfiki (zwłaszcza uciągu) wody. W przypadku łowienia troci jest to szczególnie istotne. Poprowadzenie karlińskiej, ciężkiej wirówki typu long w bystrym nurcie Parsęty na zbyt delikatnym kiju wygnie wędkę w pałąk nie pozostawiając rezerwy na zacięcie w razie brania.
Test wędziska
Dlatego też wędka powinna mieć raczej szczytową akcję. W czasie holu, troć z pewnością poradzi sobie z jej ugięciem. Niezwykle istotnym parametrem trociowego spinningu są przelotki. I wcale nie mam na myśli wkładu pierścienia. Przyjęło się, że dobra wędka musi mieć przelotki z pierścieniem typu SiC. Nie wszyscy wiedzą, że największy udział w cenie końcowego produktu ma ostatni etap procesu produkcji - szlifowanie pierścieni. Mniej istotne jest więc użyte tworzywo. Uwagę należy zwracać przede wszystkim na jakość wykonania oraz - uwaga - na średnicę zastosowanych przelotek. Podczas zimowych połowów mają one tendencję do obmarzania. Jeśli weźmiemy nad wodę kij z przelotkami o zbyt małej średnicy, zamiast łowić będziemy mrozić sobie ręce roztapianym z przelotek lodem.
Po przerzuceniu kilkunastu różnych wędek do trociowania wybrałem sobie spinning o długości 2,75 o akcji szczytowej i ciężarze wyrzutu do 35 gr. Podczas holu siedmiokilogramowej ryby wykazywał duży zapas mocy.
Ważnym elementem jest kołowrotek. Przy jego wyborze trzeba znów kierować się w pierwszej kolejności solidnością wykonania. Widziałem kiedyś nad Wartą hol dużego sandacza, podczas którego kołowrotek rozsypał się w rękach wędkarza. Nie wytrzymał. Faktem jest, że był mocno zaniedbany. Wówczas nawet dobra marka nie uchroni przed stratą wymarzonej ryby. Skończyło się na komicznych zawodach w przeciąganiu liny, oczywiście wygranych przez rybę. Kołowrotek powinien mieć szpulę pozwalającą na nawinięcie ok. 200 metrów żyłki o średnicy 0,30.
Uwalniacz przynęt bywa niezastąpiony
Odjazdy łososi bywają bardzo gwałtowne. Dlatego też kołowrotek musi być wyposażony w precyzyjny hamulec. Zdecydowanie polecam te umieszczone na szpuli - tzw. przednie. Prostota wykonania w bezpośredni sposób przekłada się na precyzję i trwałość. Przed pierwszym zimowym wyjazdem należy sprawdzić jakość zastosowanych smarów. Podczas jednego z moich wyjazdów okazało się bowiem, że kołowrotek odmówił współpracy. Niemal przestał się kręcić. Pod wpływem mrozu ściął się smar. Szczęśliwie miałem zapasowy kręciołek. Warto więc, nie bacząc na salwy śmiechu rodziny, nie testowany wcześniej kołowrotek na trochę włożyć do zamrażalnika. Po wyjęciu powinien nadawać się do użytku. Jeśli nie - należy wymienić smar. Najbezpieczniej jest zlecić konserwację profesjonaliście.
Trocie i łososie z powodzeniem można łowić zarówno na żyłkę jak i plecionkę. Pamiętać trzeba jedynie, iż ta ostatnia podczas mrozu będzie zamarzać. Jeśli więc zdecydujemy się na zastosowanie plecionki, zimą trzeba mieć w zapasie na drugiej szpuli nie chłonącą wody żyłkę. Wytrzymałość około 9 kilogramów nie jest przesadą. Pamiętajmy, iż oprócz holu ryb moc linki pozwala na uwalnianie zaczepionych w wodzie przynęt. W pomorskich wodach nie brakuje zawad.
Nie warto też oszczędzać na dobrych agrafkach. Osobiście stosuję wyłącznie rozmiar nr 3 agrafek z krętlikami Meteor firmy Yo-Zuri. Im ufam.
Ze względu na mnogość zaczepów nie wybieram się na trocie bez uwalniaczy przynęt. Zawsze zabieram dwa: Groma i Snageway'a. Świetnie się uzupełniają. Przyznam, że obydwa dostałem w prezencie, jeśli jednak straciłbym je, jestem gotów za każdy zapłacić po 100 zł. Wiem po prostu ile musiałbym wydać pieniędzy na wszystkie odzyskane przy ich pomocy przynęty. To dobra inwestycja.

Przynęty


Karlinka 1
Trocie najczęściej łowione są na błystki oraz woblery. Z błystek wyśmienicie sprawdzają się mocno wykrępowane wahadłówki w kolorach miedzi, brązu, mosiądzu, niekiedy łączone ze srebrnymi elementami wtapianymi w korpus. Cięższe wersje, wytwarzane pomiędzy Białogardem i Kołobrzegiem przez wędkarzy znad Parsęty, .
Karlinka 2
zwane są popularnie karlinkami. Nad Regą używa się nieco lżejszych trzebiatówekDobrą przynętą są duże wirówki o mocno przeciążonych korpusach. Błystki łososiowo-trociowe można kupić nad pomorskimi rzekami oraz nad Drwęcą.
Obrotówka 1
Dla miejscowych wędkarzy produkcja przynęt jest dodatkowym sposobem na zarabianie pieniędzy. Warto jednak wiedzieć, iż z reguły sprzedawane są w wersji nieuzbrojonej. Przed wyjazdem trzeba więc zaopatrzyć się w zapas mocnych kotwic i kółeczka łącznikowe.
Obrotówka 2
Z woblerów, w trociowych połowach dobrze sprawdzają się duże rozmiary Gębali, Sieków, Sendali i Salmiaków. Dominują barwy karnawałowe. Wyśmienite są pomarańcze, róże, jaskrawe odcienie zieleni i żółci. Warto eksperymentować z wielkością przynęt.
Cykada 25g - przynęta spinningowa
Widziałem ponad pięciokilowego srebrnego samca, zapiętego na czterocentymetrowy wobler z Lędyczka.
We wszystkich przynętach trzeba pamiętać o bardzo ważnej rzeczy. Mianowicie o wymianie kółek łącznikowych wraz z kotwiczkami.
Wobler 1
Wielu wędkarzy bagatelizuje tę sprawę dochodząc do wniosku, że woblery i błystki są i tak już dostatecznie drogie, więc podwajanie ich kosztów drogimi kotwicami to przesada. Owszem, dobre kotwiczki nie są tanie. Pamiętajmy jednak co jest naszym celem - branie troci samo w sobie, czy jej zapięcie i wyholowanie.
Wobler 2
Jeśli wydaje się kilkadziesiąt lub więcej złotych na dojazd, po to by mieć być może jedno branie, to trzeba je wykorzystać do końca. Nie żałujmy więc nawet dwóch złotych za jedną kotwicę, bo po zapięciu ryby
Wobler z dociążeniem
zamiast martwić się czy wytrzyma, będziemy mogli spokojnie wyjąć jedną ręką z torby aparat fotograficzny i uwiecznić hol pięknej ryby.

Akcesoria

Poza niezbędnymi każdemu spinningiście atrybutami gorąco namawiam do zabrania nad wodę kilku dupereli. Przyda się obcinaczka do linki. Stosowane przy trociowaniu średnice żyłek mogą nadwerężyć stan szkliwa na zębach źle wyposażonych wędkarzy. Przy zastosowaniu plecionki bez ostrza nie będziemy w stanie sobie poradzić. Tym bardziej, że chciałbym gorąco was zachęcić do systematycznej wymiany węzłów podczas wędkowania.
Wymarzone miejsce
Sam, kilkakrotnie w ciągu dnia obcinam ostatnie kilka centymetrów linki przed krętlikiem, po to by zawiązać nowy węzeł. Robię to także każdorazowo po twardszym zaczepie jednocześnie rezygnując z kilu metrów linki. Celem tych zabiegów jest komfort psychiczny podczas holu.
Co więcej, w kieszeni noszę małą tubkę szybkoschnącego kleju typu Super-Glue lub Kropelka. Każdy węzeł, wiązany zgodnie z zasadami sztuki na mokro, po niezbyt silnym zaciągnięciu zabezpieczam kropelką kleju.
Kwestię wzięcia podbieraka a zwłaszcza osęki pozostawiam wyborowi wędkarzy. Chodzenie z dużym sitkiem w zakrzaczonym terenie jest mocno kłopotliwe. Z kolei stosowanie osęki uważam za nieetyczne i dziwię się, że jest akceptowane przez RAPR. Przyznam, że mam osękę. Za każdym razem pakując trociowy sprzęt wędkarski patrzę na nią i chwilę się waham. Jak do tej pory nie była jeszcze nad wodą. I chyba nie będzie. Obydwie swoje trocie podbierałem do ręki. Dwukrotnie się udało. I wierzcie mi, z tego powodu moja satysfakcja była większa. Być może zmieniłbym zdanie, gdyby któraś z ryb wyślizgnęła mi się z ręki. Ale wraz z ilością lądowanych w ten sposób ryb nabiera się doświadczenia.

Taktyka

W zależności od pory roku troci szukać należy w innych miejscach. Wstępujące na tarło srebrniaki mają zakodowaną w genach walkę z nurtem. Szukać ich należy w miejscach o bystrym prądzie, we wlewach, w rynnach. W końcówce sezonu trociowego niekiedy zajmują już miejsca na taliskach. Natomiast wymęczone tarłem kelty odpoczywają na spowolnieniach, wykorzystując naturalną osłonę znajdujących się w wodzie przeszkód. Trocie przebywają w pobliżu dna. Aby prawidłowo podać przynętę warto się przygotować do dociążenia wabików. Wyśmienicie nadają się do tego kilkugramowe ołowiane ciężarki z wlutowanymi drucikami, które można dowiązać do pierwszej kotwiczki woblera. Należy jednak zwrócić uwagę, by ciężar ołowiu nie popsuł pracy przynęty. Wówczas lepiej jest założyć obciążającą ołowianą oliwkę kilkadziesiąt centymetrów przed przynętą, na lince. Wówczas jednak niemożliwe staje się skorzystanie z uwalniaczy, które opierać się będą na dociążeniu.

Inicjacja - kelt (64 cm)

Z reguły przynęty podaję pod przeciwny brzeg i pozwalam im swobodnym łukiem spłynąć na moją stronę. Wówczas powoli wybieram linkę. Cały czas obserwuję wodę. Niekwestionowany autorytet w połowach troci na muchę - Edmund Antropik twierdzi ponoć, że w każdym miejscu wystarczy oddać po dwa rzuty. Jeśli trocie są w tym miejscu któraś z nich nie wytrzyma, weźmie. Pamiętam jednak opowieść pewnego spotkanego podczas pierwszego mojego pobytu nad Parsętą wędkarza. Miał branie. Nawet nie tyle branie co trącenie przynęty. Łowił dalej w tym samym miejscu przez pół godziny. W końcu "wkurzył" rybę - poprawiła. Moim zdaniem jeśli uda się namierzyć stanowisko troci - możemy już wyjmować aparat. Chyba, że ryba tylko przepływa w drodze do następnego stanowiska.
Podczas swojego ostatniego wyjazdu nad trociową wodę kątem oka dostrzegłem szary grzbiet na powierzchni. Najpierw sądziłem, że to kaczka lub wydra. Nie byłem nawet pewien czy nie było to przewidzenie. Ale ani kaczka, ani wydra nie wynurzyła się w zasięgu wzroku. Czyżby ryba? Z krótkimi przerwami "czesałem" to miejsce przez dwie godziny. Już zaczynałem wątpić. Po kolejnych trzydziestu minutach spławiła się ponownie. Teraz już byłem tego pewien.

Mój pierwszy srebrniak (89 cm i 7 kg)

Znalazłem właściwe miejsce. W kilkuminutowych odstępach czasu następowały po dwa spławy. Był ostatni weekend września, ryba szykowała sobie tarlisko. Przez dwadzieścia minut bezskutecznie zmieniałem przynęty. W pewnym momencie zaczepiłem srebrną obrotówką o korzeń tkwiący w dnie. Opuściłem uwalniacz. Troć dwukrotnie spławiła się tuż obok pędzącego w stronę dna sznurka. Tuż po wyjęciu zmieniłem przynętę na wobler. Potężne uderzenie nastąpiło po pierwszym rzucie. Hol trwał około dwudziestu minut. Pierwszy raz w życiu niedoszacowałem wagi ryby. Do chwili wyjęcia jej z wody sądziłem ,że jest to "trójka", może "czwórka". Jak się później okazało ważyła siedem kilo. Po raz drugi w życiu moja sześciokilowa wędkarska waga była bezużyteczna. Przydała się natomiast miarka. Wskazała 89 cm. Do tej pory, mimo konsultacji fachowców ichtiologów nie wiem czy to troć czy łosoś.
To był mój czwarty wyjazd na trocie. Drugi z kolei, który przyniósł mi rybę. Zacząłem się po nim zastanawiać co jeszcze może stać się moim celem w połowach ryb łososiowatych. Doszedłem do wniosku, że złowić większą łosośkę będzie szalenie trudno. Nie chciałem ustawiać poprzeczki aż tak wysoko. Postanowiłem dobrać się do troci za pomocą muchówki. Opiszę to w kolejnej części. Słowem zachęty nadmienię jednak, że moja szczęśliwa passa trwa nadal...


Skorzystaj z przyznanego Ci prawa i oceń ten artykuł
« « « « || » » » »  
5  10 

drukuj drukuj wyślij wyślij

Lista komentarzy


Temat: Autor:
Czas:
Dywagacje na temat fachowców i autorytetów
Wyatt Earp 23.10.03 13:00
Ostatnie zdjęcie przedstawia oczywiście stuprocentową samicę łososia (Salmo salar). Dziwię się, że ichtiolodzy mieli jakiekolwiek wątpliwości. No cóż, nie wszystko można z książek wyczytać albo, jak to słusznie zauważyłeś, to byli "fachowcy" (tyle że od łososi norweskich).

Co do Pana Antropika, z całym szacunkiem dla jego osiągnięć, jeżeli faktycznie propaguje taką teorię ("dwóch rzutów"), to jakim cudem schodzi o kiju z wody, czyżby na odcinku kilku kilometrów były "trociowe pustynie". A może wylansować bardziej awangardową tezę - jeżeli Pan Antropik nie złowił na danym odcinku troci, to oznacza to ni mniej, ni więcej, że jej tam poprostu nie było. W tym samym duchu ustosunkuję się również do Twojej teorii (cyt. :"Moim zdaniem jeśli uda się namierzyć stanowisko troci - możemy już wyjmować aparat."). Ja raczej powiem tak: na trociach byłem troszkę więcej niż cztery razy więc mam moralne prawo powiedzieć Ci, że jesteś w wielkim błędzie a stałych bywalców trociowych rzek Twoje stwierdzenie zapewne nieźle ubawiło.

Żeby nie być gołosłownym, podzielę się z Tobą kilkoma spostrzeżeniami. To, że troć w morzu jest rybą stadną nie dziwi już chyba nikogo. Niewiele osób jednak zdaje sobie z sprawę z tego, że również w czasie ciagu troć przemieszcza się w rzece w wiekszych lub mniejszych stadkach. Dlatego zdarza się czasami kilka srebrniaków na krótkim odcinku danego dnia, podczas gdy na innych wyniki są słabe, mimo że jest on równie atrakcyjny. Czasem wystarczy zaledwie jeden dzień by oblicze fragmentu rzeki się odmieniło tzn. aby na łowisku, w którym przez wiele dni nie notowano troci nagle pojawiła się (czyt. zainteresowała się przynętami) ich spora ilość. Nie oznacza to jednak wcale, że właśnie napłynęły (bo w poprzednie dni się nawet nie spławiały) a raczej, że w danej chwili zostały pobudzone przez "jakiś" czynnik (ten "jakiś" to temat na osobny artykuł). Mówiąc innymi słowy, jeżeli "świeża" troć pojawia się w rzece i w danym miejscu zaobserwujemy jej obecność to istnieje wysokie prawdopodobieństwo przebywania innych osobników w jej pobliżu. Dlatego słysząc o spławiającej się troci, która złowiono po kilkugodzinnym biczowaniu, zastanawiam się czy aby na pewno to była ta, na która wędkarz polował. W przypadku ryb "zasiedziałych" te reguły już się raczej nie sprawdzają, właściwie nie sprawdzaja się żadne. "Miedziana" troć, przebywająca w rzece więcej niż miesiąc jest praktycznie nie do złowienia, dopóki nie odbędzie tarła. Nie odkryję nic nowego mówiąc o grupowaniu się troci na tarliskach. Nawet w lutym czy w marcu kelt potrafi przebywać nadal w tarlisku lub jego pobliżu i jest to miejsce, w którym przeważnie stoi kilka ryb, czasem kilkadziesiąt na odcinku 20 metrów rzeki. Wiem, że ciężko w to będzie niektórym uwierzyć, ale nawet jeżeli dopisze szczęście i trafi się na takie zgrupowanie ryb (keltów czy srebrnych) to dalej nie gwarantuje to sukcesu. Krótko mówiąc można rzucać od świtu do zmierzchu, stosując nawet najbardziej finezyjne przynęty, które niemal muskają pyski dziesiątek troci, a i tak efekt będzie zerowy jeżeli ryby nie są aktywne. Czasem jednak coś "drgnie" i można dosłownie rzut po rzucie wyjąć komplet i niejednokrotnie trudno wytłumaczyć ich nagłą zmianę w zachowaniu.

Podsumowując moje "wymądrzania", myślę że pozwoliłeś sobie na lekką nadinterpretację słów Pana Antropika, który zapewne sugerował "dwa rzuty" jako wystarczające do ustosunkowania się troci, czyli w momencie jej aktywności powinna pochwycić przynetę. Jest to dobry sposób zwłaszcza, gdy łowimy srebrnego metodą "po omacku". Z rybami jest bowiem podobnie jak z ludźmi, każda ma inny charakter i temperament, jest więc spore prawdopodobieństwo, że trafimy akurat na tą, która w danym momencie wykazuje "ochotę". Jeżeli jednak jesteśmy pewni obecności kilku troci w określonym miejscu, mam na myśli zwłaszcza tarlisko, to powinniśmy poświęcić sporo czasu (o ile nie cały dzień) by trafić na te "magiczne pięć minut", w których trocie wreszcie "zagryzają".

Ogólnie artykuł jest bardzo przyzwoity, nie tylko patrząc przez pryzmat "zółtodzioba", ale także z punktu widzenia trociarza. Podoba mi się, że lekko i bez żadnej pikanterii przeszedłeś przez tematy sprzętu, który w obecnych czasach schodzi (lub powinien) na drugi plan i ma na celu raczej zwiększenie komfortu wędkującego, niźli gwarancję sukcesu. Bo z trotkami to jest tak, jak przyjdzie pora to i na "puszkę po koserwie" uderzy, ale częściej jest tak, że chce się tę puszkę gnieść ze złości, nie wiedząc w czym tkwi szkopuł. A tkwi on w niczym innym jak tylko w "trociowym farcie". Coraz bardziej utwierdzam się w tym, że trociarzem trzeba się urodzić.

Wyatt



Valid XHTML 1.0!
Wszelkie prawa zastrzeżone - All Rights Reserved - ©1999-2004 Krokus Sp. z o.o. - powered by eZ publish
Za publikowane treści odpowiedzialność ponoszą ich autorzy, jednocześnie wyrażając tym samym zgodę na ich bezterminową publikację.
Reklamy Krokus: Sprzęt wędkarski