Portal Sklep Bazar Tygodnik Ryby Domowe Klub Reklama Pomoc
Archiwum sklep 1
English pages

UWAGA! ZNAJDUJESZ SIĘ NA STRONACH ARCHIWALNYCH !!! NOWY ADRES => Wędkarstwo - Rybie Oko - http://www.fishing.pl

 
Artykuły
Forum
Foto
Baza
Co i kiedy
Linki
Brania
Hyde Park
Humor
Znad wody
Filmy i pliki
Kartki
Encyklopedia
Ryby i prawo
Ściąga
 
 
 
 
mniej ostatnich wiadomości 82114
To był fragmnet większej całości, niżej więcej :)
pytanie o połów
pomocy!
pomocy!
Odp: odp:Kłusownicy na śląsku
Odp: dorsz
.......................
Odp: Zapora na Wisłoce
Odp: Oj Panie Bogusz .....
Odp: Żyłka
pytanie o połów
pomocy!
pomocy!
leszczyńskie
"okonek"
Wróżka
W obronie jazgarza
Zawody? Również! Bo dlaczego nie?
Wisiel :/
Łowic bez nęcenia ?
Opowieśc znad wody..
Zanęty produkcji polskiej a zagranicznej
Konińskie kanały
Kupię szpulę do Okumy Avenger AV 30!!!!!!!!!!!!
POŻEGNANIE :) - godz 14!!!
Fajna rybka
Szkoda tytułować
 
 
więcej
Zawody wędkarskie
 4/145
Ten okropny żarłok - JAZGARZ
 
Opowieści znad wody.... cz.1
 6.9/85
Leszczowisko
 7.1/202
 8.8/115 hit
Łakomiec
 7.9/66
Oszuści na Bazarze Rybiego Oka.
 7.3/64
KOMUNIKAT
 
Stało się...
 5.6/30
Kłusownik ukarany! Lepiej późno niż wcale.
 4.9/71
 
 
więcej
Petycja!!!!!!!!!!!!!
Pstrąg Roztocza
Uroczyste otwarcie
 
 
Inne ankiety
Żyłka
Co robisz z niepotrzebnym kawałkiem żyłki?
wyrzucasz gdziekolwiek
rzucasz do wody, bo tam jej nie widać i ptak się nie zaplącze
tniesz na mniejsze kawałki i wyrzucasz
zabierasz ze sobą, by spalić w ognisku
zabierasz ze sobą, by wyrzucić do śmietnika
to inaczej, jak podaj w komentarzu

Wyniki Wyniki wszystkich

Komentuj
 


Wszystkie Rybim Okiem Opinie

Hit  ranking opłat za łowiska specjalne PZW

Autor: Piotr Wroński
Data:18.3.05 16:29
Ocena:5.54  (26)
Czytano:5518

proponuję licytację głupoty,niechlujstwa, nieróbstwa, bezmyślności itd. , który z gospodarzy wylicytuje najwyższą licencję na połów w wodach PZW


rozdział II par.6 statutu PZW "celem związku jest organizowanie wędkarstwa, rekreacji,sportu wędkarskiego,użytkowanie wód,działanie na rzecz ochrony przyrody i kształtowanie etyki wędkarskiej"
ciekawy jestem opinii innych wędkarzy na temat opłat PZW,oraz opłat dodatkowych na wodach użytkowanych przez PZW.w celu uzyskania jakiegoś punktu zaczepienia,podaję cennik łowiska specjalnego wilcza wola (około 160 h) zatwierdzonego przez zo w rzeszowie pzw
-całoroczna człon.pzw-140 zł. cudzoziemiec 420 zł
- 3-dobowa człon.pzw-40 zł. cudzoziemiec 120 zł.
- 1-dobowa człon.pzw-20 zł. cudzoziemiec 60 zł.
opłaty dodatkowe za wędkowanie ze środków pływających odpowiednio jw
100 zł i 300 zł, 40 zł i 120 zł, 20 zł i 60 zł.
jako ciekawostkę podam,że zo rzeszów już zdążył sprzedać pewną część licencji nie będąc gospodarzem łowiska. przetarg na ten obwód rybacki wygrał zo tarnobrzeg.ironia czy głupota.


Skorzystaj z przyznanego Ci prawa i oceń ten artykuł
« « « « || » » » »  
5  10 

drukuj drukuj wyślij wyślij

Lista komentarzy


Temat: Autor:
Czas:
Zamiast
Andrzej Trembaczowski 29.3.05 15:44
Z anonimami się nie dyskutuje, anonimy wyrzuca się do kosza, więc nie odpiszę na post niżej. Zamiast tego krótki komentarz na temat takich wypowiedzi.

Typowy tekst populisty. Naładowany emocją, brak w nim konkretów, są jakieś oskarżenia bardzo ogólne, niezbyt precyzyjne do jakichś "onych". Takie walenie na oślep. I oczywiście brak odwagi, by się własnym nazwiskiem pod czymś takim podpisać. I oczywiście typowe postpeerelowskie roszczenia: "nam się należy". Należy, za samo to, że jesteśmy. Należy, bo wszystko jest wspólne, woda, ryby. Wspólne więc wszystkich i niczyje (wspólne do brania, bo gdy trzeba dać z siebie trochę trudu, to już nie). Ryby są nasze, bo... myśmy za nie przez lata płacili. One są z "naszych składek". Itp. demagogia.

Tu warto przypomnieć - okręgi prowadzą samodzielną gospodarkę od bardzo dawna. I ryb w okręgu X, do których może sobie rościć niechby najbardziej wydumane prawo wędkarz z okręgu Y nie ma. Nie ma ryb pamiętających czasy początków PZW. Dawno zjedzono je lub zdechły ze starości. Są natomiast w wodach okręgu X ryby wpuszczone za składki wędkarzy z okręgu X. Ile takich ryb może wypaść na jednego wędkarza nie chcę mi się liczyć, wyjdzie śmiesznie mała liczba. Może jeden kilogramowy szczupak rocznie? Może piętnaście płotek? Odsyłam do artykułu Jurka Kowalskiego "Co nam się należy".

To wszystko zresztą nie ma znaczenia, gdyż, czy się to komuś podoba, czy nie, to zarządy okręgu są gospodarzami na dzierżawionych przez siebie wodach. I mogą prowadzić taką gospodarkę, jaką uznają za stosowne (uzależnioną umowami dzierżawnymi).
Jeżeli prowadzący gospodarkę zarząd okręgu zechce na jakiejś swojej wodzie ustanowić łowisko, na którym będą obowiązywać inne zasady, np. ostrzejszy regulamin, mniejsze limity czy też dodatkowe opłaty, to ich prawo gospodarza! Nawet jeżeli gospodarz ustanowi, że wędkujący ma obowiązek chodzić na tym łowisku w garniturze i pod krawatem :)))). Ktoś, komu takie reguły nie odpowiadają, niech szuka innej wody - po prostu.
I czy się to komuś podba, czy nie łowiska się zróżnicują. Niektóre będą lepiej zadbane, lepiej chronione, więc bardziej rybne i przez to bardziej atrakcyjne. Dlaczego niektóre? Bo nie stać nas, by taką opieką otoczyć wszystkie od razu. Nie ma dobrego wujka, który nam za to zapłaci. Sami musimy ponieść te koszty. I zasada kto więcej łowi, niech więcej płaci jest chyba najsprawiedliwszą.

Pewnie, że najpiękniej byłoby móc łowić do woli w wodach dzikich i rybnych. Ale to jest niewykonalne. Nie da się setkom tysięcy ludzi zapewnić możliwości codziennego wędkowania w dowolnie wybranej wodzie i obfitych połowów.

Pewnie, że byłoby znacznie taniej, gdyby nie trzeba było wód chronić ani zarybiać. Ale to nie jest możliwe niestety w naszym kraju.

Nawołyywanie do bojkotu jest kwestionowaniem prawa gospodarza do decydowania o swoim, jest nawoływaniem do kłusownictwa. Jest takim bolszewickim hasłem. Komuna na szczęscie już się skonczyła, czas na normalność.
Wodom cześć i dobrym gospodarzom!
Andrzej
     Odp: Zamiast
Krzysztof Janaszczyk 29.3.05 20:29
    
Krótko.
1) Domeną internetu jest to , że można się różnie podpisać nawet Andrzej T- i nikt kartki nie wyrzuci cel natomiast został osiągnięty i inni koledzy może też rzucą okiem na mój tekst ,a nawet bym tego wolał.
2)Jakt to mawiali starożytni VOX POPULI-(vox Dei)
Mawiali też "homo homini lupus
Moim marzeniem by było aby populistycznie działały władze PZW. A cosik mi się widzi że kol.jest bliziutko ,oj bliziutko - może jest to przykład arogancji władzy.
3) Radzę jeszcze raz przeczytać mój tekst - może jednak jakieś konkretne przykł. tam są - które jednocześnie świadczą jedynie o braku kontretnego działania władz PZW(czyt. zagarnięcie starorzeczy na ter parku krajobrazowego przez niezrzeszonych w PZW)
4)"Bolszewickie hasło" no no - słyszałem już nad wodą ,a nawet na zebraniu PZW różne brzydkie wyrazy ale żeby aż tak...
Chociaż bolsze - oznacza dużo - jak dużo kolegów nie zapłaci za ten " nowy " dorybiony akwen to może jednak nic z tego nie wyjdzie.
5)Pomysły ,pomysły-prawie jak z mównicy sejmowej -do realizacji jednak potrzebne są pieniądze najlepiej wydoić kolegów - czas pokaże czy pomsły są dobre i czy się damy...
6)Jeśli z opłat rocznych - jak tu czytam - wpuszcza się 1 szczupaka lub 15 płotek... to jednak chyba miałem rację o sposobach zarybiania.
7)I to by było tyle -z uwagi na wtorek wielkanocny przebaczam koledze wszystkie złe intencje w stos. do mnie . Jednocześnie mam nadzieję ,że inni wędkarze mi wybaczą .Może to ja się mylę?
Pozdrawiam.Krzysztof.
RESPICE FINEM{łac}
         Odp: Zamiast
Andrzej Trembaczowski 30.3.05 09:39
        
Witaj!
Nie miałem i nie mam złych intencji ani w stosunku do Ciebie ani do nikogo. Zwykle jestem pogodny i życzliwie usposobiony do wszystkiego co żyje, nie tylko od Święta :))))). Skoro się przedstawiłeś (a jest to dobrym obyczajem i obowiązującą zasadą na tym portalu) to Ci odpowiem.

Ad. 1 Na Rybim Oku najstarszym wędkarskim portalu taką przyjęto zasadę - podpisujemy się własnym nazwiskiem. I jest to dobry obyczaj. Zobacz inne dyskusje i rozmaite - zwykle żałosne w treści - wypowiedzi anonimków choćby na Onecie.

Ad. 2 Gospodarka nie może być prowadzona według życzeń, ale według zasad. Musi być dostosowana do wody, prowadzona zgodnie ze znajomością ichtiologii, zgodnie z ustaleniami umów dzierżwnych (!) i na miarę możliwości finansowej. Życzenia wędkarzy mogą być tu spełniane na tyle, na ile się w to wpasują. Jeżeli te życzenia są rozsądne, to są spełniane (wiem jak jest u nas i myślę że i w innych okręgach też jest podobnie). Z tą arogancją władzy też nie trafiłeś - nie mam żadnej władzy :))))

Ad. 3 Nie wypowiadam się na ten temat, bo nie znam sprawy.

Ad. 4 Tak, tak mi to zabrzmiało, jak hasła bolszewickich agitatorow nawołujących lud do brania "swego". Piszesz, że jak wielu nie zapłaci itd. Niech nie płacą. Mają do tego prawo. Niech płacą za te wody, gdzie chcą łowić. Może być opłata minimalna (obecnie składka okręgowa) i różne dodatkowe, za inne wody. Te są zresztą stosowane od dawna, jak ktoś jedzie na sąsiednie wody, to tam płaci. I to jest słuszne, nie? Rzecz w tym, by zróżnicować system opłat. Najsprawiedliwszym rozwiązaniem jest by więcej płacił ten, kto więcej łowi. Nie da się tego zrobić wszędzie, na wszystkich wodach, ale właśnie na wybranych, tych krytykowanych przez Ciebie łowiskach specjalnych, taka zasada jest wprowadzana. Opłata dzienna, opłata kilkudniowa. Za przyjemność się płaci.

Ad. 5 Najpierw muszą być pomysły, potem jakaś dyskusja. Pieniądze - oczywiście, co dziś zrobisz za darmo? I rzecz w tym, by je znaleźć. A gospodarka kosztuje. Kosztuje nie tylko materiał zarybieniowy, także ludzka praca (tu można zaoszczędzić, jeżeli ludzie coś zrobią dla swojej wody), kosztuje ochrona (tyle narzekamy na jej brak). Podlicz to wszystko, podziel przez chętnych do korzystania i Ci wyjdzie opłata za łowienie. Podlicz dobrze, by nie było strat (bo kto je pokryje?) i ta dzienna opłata za dobrze zadbane łowisko wyjdzie nie taka mała... Wyjdzie mniejsza, jak się rozłoży na więcej korzystających, ale wtedy ryb będzie więcej ubywać. To wszystko trzeba policzyć i to się daje policzyć. Owszem, można zostawić jak jest, a jak jest każdy widzi...

Ad. 6 Przyznaję, ten "jeden szczupak i piętnaście płotek" to dane sufitowe, ale nie sądzę bym się bardzo pomylił. Koszty prowadzenia gospodarki nie są małe. Zobacz w swoim kole w materiałach dostarczanych pewnie co roku z ZO. Wiem, jak jest moim okręgu. Zarybia się różnymi gatunkami i za duże pieniądze. Ale podziel to na wody, podziel na wędkarzy. Odlicz straty spowodowane przez kłusownictwo. Odsyłam do wcześniejszych dyskusji na temat gospodarki na naszych wodach. Zobacz w artykułach. Możesz nie wierzyć - Twoja sprawa - ale czy masz lepsze rozwiązanie? Jeżeli chcemy mieć szansę na łowienie w rybnych wodach, to nasze podejście do wód musi się zmienić. Wędkarstwo nie może być tak traktowane, jak zbieranie grzybów. Sama Natura nie nastarczy naszej ludzkiej chciwości. Dawno już żeśmy nadwyrężyli jej zasoby i dalej to robimy. Wprowadzenie innych zasad, choćby na początek na wybranych, nielicznych zresztą łowiskach, jest jakimś wyjściem. Widzisz lepsze?
Pozdrawiam
Andrzej
     Odp: Zamiast
KristJ 29.3.05 20:25
    
Krótko.
1) Domeną internetu jest to , że można się różnie podpisać nawet Andrzej T- i nikt kartki nie wyrzuci cel natomiast został osiągnięty i inni koledzy może też rzucą okiem na mój tekst ,a nawet bym tego wolał.
2)Jakt to mawiali starożytni VOX POPULI-(vox Dei)
Mawiali też "homo homini lupus
Moim marzeniem by było aby populistycznie działały władze PZW. A cosik mi się widzi że kol.jest bliziutko ,oj bliziutko - może jest to przykład arogancji władzy.
3) Radzę jeszcze raz przeczytać mój tekst - może jednak jakieś konkretne przykł. tam są - które jednocześnie świadczą jedynie o braku kontretnego działania władz PZW(czyt. zagarnięcie starorzeczy na ter parku krajobrazowego przez niezrzeszonych w PZW)
4)"Bolszewickie hasło" no no - słyszałem już nad wodą ,a nawet na zebraniu PZW różne brzydkie wyrazy ale żeby aż tak...
Chociaż bolsze - oznacza dużo - jak dużo kolegów nie zapłaci za ten " nowy " dorybiony akwen to może jednak nic z tego nie wyjdzie.
5)Pomysły ,pomysły-prawie jak z mównicy sejmowej -do realizacji jednak potrzebne są pieniądze najlepiej wydoić kolegów - czas pokaże czy pomsły są dobre i czy się damy...
6)Jeśli z opłat rocznych - jak tu czytam - wpuszcza się 1 szczupaka lub 15 płotek... to jednak chyba miałem rację o sposobach zarybiania.
7)I to by było tyle -z uwagi na wtorek wielkanocny przebaczam koledze wszystkie złe intencje w stos. do mnie . Jednocześnie mam nadzieję ,że inni wędkarze mi wybaczą .Może to ja się mylę?
Pozdrawiam.Krzysztof.
RESPICE FINEM{łac}
Specjalne łowiska?!?
KristJ 28.3.05 12:10
W związku z artyk. prowokującym dyskusję nie wytrzymałem i też dorzucam swoje trzy grosze.
Nie znam zbiornika ,o którym mowa,pewnie nigdy tam nie będę łowił (inny rejon Polski)-natomiast mam dziwne przeczucie ,że pomysł "chwyci"i że za cudze pieniądze w innych reginach kraju zechce sie to samo zrobić .
Jakże "szczytny cel" - zbiornik,w ktorym ryby będą się przepychać (tyle ich będzie ) ,żeby dostac sie do przynęty na haczyku. Jest tylko takie pytanko,jak rozróznić ryby z zarybień poprzednich lat od tych komercyjnych. Dla wędkarzy którzy łożyli składki dotychczas to już wszystko jedno i tak nie wolno im łowić na tym zbiorniku - ci co opłacą dodatkowo zacierają radośnie ręce.
A może wprowadzić dodatkowo łowiska - "PEWEXY" oplata za EURO z możliwścią zlowienia np. jesiotra,bassa czy innej egzotycznej ryby .Nie podoba się komuś (jak już przeczytałem takie stwierdzenie) -to nie musi łowić- można się dalej posunąć z uogulnianiem - jak ktoś jest biedny i nie ma pieniędzy to nie musi żyć.
Przy okazji przy tworzeniu takiego super łowiska należaloby utworzyć jakiś "kolektywik" aby dobrze dzielić te nowe wpłaty.Doświadczenia pewne są zwłaszcza jak się słyszy od kol. wędkarzy i czyta nawet w prasie lokalnej np. materiał tzw. zarybieniowy po licznych meandrach po stawach prywatnych trafia wreszcie w wersji uszczuplonej do zarybianego celu.
I tu mój apel!
Wędkarze nie dopłacajcie do i tak wysokich opłat rocznych za wędkowanie bojkotujcie tego typu akcje.
Uważam że należaloby się przyjrzeć gospodarowaniu pieniędzmi które są do dyspozycjio okręgów i oczyw. ZG i tu należy szukać rezerw.
A zarybianie.
Uważam że ryby sobie same znakomicie poradzą jeśli im zapewnimy czystą wodę zostawimy w spokoju zakola rzeczne(prostowanie rzek) a przede wszystkim może by też wydłużyć okres ochronny dla wszystkich ryb - dajmy im trochę pożyć może od listopada do maja- bez względu na gatunek poza tymi które w ogóle są zagrożone i powinny być traktowane odrębnie.Już dzisiaj widać ,że skutkiem upadku niektórych zakładów trócicieli - w dotychczasowych ciekach (juz nie ściekach ) pojawily się ryby bez dodatkowego zarybiania.

Można też powiedzieć że specjalne łowiska to forma prywatyzowania i tworzenie enklaw dostępnych tylko dla wybrańców reszta motłochu możesz sobie popatrzeć.W ostatnich latach daje się zauważyć nagminne wbijanie tablic ŁOWIENIE ZABRONIONE TEREN PRYWATNY na starorzeczach np. parku krajobrazowego rz WARTY okol. Książ Wlkp i co - i nic tzw. nowi właściciele oprócz wbicia tychże tablic nic tam nie zrobili a korzystają z ryb które wchodzą z rzeki podczas przyboru wód - korzystają bardzo efektywnie ciągną sieci biją prądem -są na "swoim" sam widziałem i jednocześnie jako wędkarz byłem tam bezsilnym intruzem z takim śmiercinośnym narzędziem jakim jest spinning.
Czekam na dalsze równie ciekawe pomysły.
Acha czy to prawda że zapomniano podpisać umowę o korzystaniu przez wędkarzy ze zbiornika JEZIORSKO, może ktoś zna aktualny stan rzeczy.
A może juz tam też jest taki specjalny akwen.

Na koniec rzyczę wszystkim dużo swobody w wędkowaniu i od czasu do czasu jakieś rybie trofeum.
Organizowanie wędkarstwa
Andrzej Trembaczowski 22.3.05 14:59
"Celem związku jest organizowanie wędkarstwa, rekreacji,sportu wędkarskiego, użytkowanie wód, działanie na rzecz ochrony przyrody i kształtowanie etyki wędkarskiej"

Kiedyś, gdy można było jeszcze czerpać do woli z zasobów przyrody, organizowanie wędkarstwa mogło skupiać się głównie na sprzedawaniu licencji. Użytkowanie wód mogło wtedy polegać jeszcze głównie na samym wędkowaniu. Przypomnijmy sobie, wiele gatunków ryb nie miało ani okresów ochronnych, ani wymiarów, ani limitów (m. innymi sum!). Limitowano połów ryb łososiowatych i szczupaków (7 szczupaków na dobę!). Ograniczenia ilościowe okoni, płoci i innych ryb przyszło potem, wprowadzono wymiary ochronne i okresy także i na miętusa. To wszystko są zmiany konieczne, gdyż nasza wędkarska eksploatacja wód jest ogromna.

Organizowanie wędkarstwa to także gospodarka. Obecnie zarybienia są znacznie większe niż kiedyś, są też wymogiem dotrzymania umów dzierżawnych.
Organizowanie wędkarstwa, to także skuteczna ochrona wód. A to wszystko kosztuje... Kosztuje tyle, ile musi.

Na temat gospodarki i kosztów był już niejeden artykuł i niejedna dyskusja i co by jeszcze na ten temat nie pisać - praw ekonomii się nie przeskoczy.

Organizowanie wędkarstwa, współczesnego wędkarstwa, to także zapewnienie nam - wędkarzom odpowiedniego komfortu nad wodą. A nasze wymagania są takie: chcemy wód rybnych, ładnych, dzikich i nie chcemy nad wodami tłoku. A już na pewno nie życzymy sobie spotykać podczas wędkowania różnych typów i psuć sobie przyjemności użereniem się z kłusolami.

Jak więc zapewnić dziś ten wymóg statutowy: organizowanie wędkarstwa?

Zadbać o wodę, o zachowanie jej dzikości - stanu bliskiego naturze? Odpowiedniej dla danej wody struktury gatunkowej, zasobności w ryby? I jeszcze zapewnić nam możliwość częstego kontaktu z rybą? I ten komfort łowienia?

Takie dobre zadbanie o każdą wodę jest dziś niewykonalne i samymi chęciami tego nie zmienimy. Od czegoś jednak trzeba zacząć. Koniecznie trzeba objąć natychmiastową opieką wody najcenniejsze, np. krainy pstrąga i lipienia, a to wymaga zatrudnienia strażników. A to z kolei wiąże się z kosztami. A te z kolei muszą przełożyć się na większy koszt wędkowania...

Co by nie robić, nie da się dalej utrzymać takiego modelu wędkarstwa, by zapewnić ogromnej rzeszy ludzi wyławianie ryb w ramach dotychczasowych limitów! Zasoby wód już są nadwyrężone. Nie da się też zapewnić lepszej ochrony i większych zarybień bez większych środków.
Jak jednak pogodzić nieuchronny wzrost kosztów wędkarstwa z naszymi skromnymi możliwościami? Wyjście jest tylko jedno: zróżnicowanie opłat. Inaczej powinno kosztować łowienie ryb łososiowatych, inaczej szczupaków, inaczej karasi czy leszczy. Inny powinien być koszt wędkowania w dużej rzece, niż w małym pstrągowym potoczku.
Na drogich łowiskach wyjściem są także opłaty dzienne. Łatwiej zapłacić za jeden dzień np. 20 zł niż 1000 zł za cały rok. Rachunek prosty i sprawiedliwy – kto łowi częściej – więcej płaci.

Te zmiany są nieuchronne i pomimo oporu populistów w tą stronę pójdzie organizowanie wędkarstwa. Innej możliwości w naszym kraju (czy innym kraju o podobnej liczbie mieszkańców i podobnych możliwościach przyrody) nie ma.

Najtrudniej jednak ludzi przekonać, że to jest nieuchronne, że takie zmiany są konieczne po to, by każdy członek wędkarskiego związku miał tą możliwość spotkania z atrakcyjną rybą. Najtrudniej ludzi do nowego przyzwyczaić, zwłaszcza gdy wiąże się to z jakimkolwiek ograniczeniem (np. limitem) z jakąkolwiek podwyżką opłat lub jakąkolwiek fatygą (np. wpis ryby do rejestru). Nie lubimy ograniczeń, podwyżek i dodatkowych obowiązków, nawet symbolicznych. Nie lubimy zmian.

I tu się zbliżam do łowisk specjalnych. Nie można zmienić sytuacji wszędzie, ale można zacząć od wybranych wód. I takimi są łowiska specjalne PZW. Komercyjne, „pozazwiązkowe”, prowadzone przez prywatnych właścicieli istnieją już od lat kilkunastu. Przywykliśmy do nich i nie narzekamy, że tam się za łowienie i za rybę płaci. Uważamy to za normalne. Wiem, że są takie łowiska odwiedzane nawet przez ludzi niezamożnych. Dlaczego taki sprzeciw budzi organizowanie łowisk specjalnych przez PZW? Przecież nawet jeżeli na wędkowaniu na takim łowisku Związek zarobi dodatkowe (czyli nieco większe niż z wpływu składek) środki, to je przeznaczy na poprawę organizacji wędkowania na innych wodach.

Opłata całoroczna w wysokości 150 zł wcale nie jest wysoka. Na rybnej wodzie jest nawet moim zdaniem niska. Skoro taka została wprowadzona, widocznie uznano że sumaryczne wpływy będą wystarczające.

Przywykliśmy do niskich opłat. Przywykliśmy, że wędkowanie w „państwowych” (w domyśle: „dzikich i niczyich”) wodach nam się należy za friko. Czas się odzwyczaić. Napiszę coś niepopularnego – nawet całomiesięczne swoje wynagrodzenie zgodziłbym się poświecić jako całoroczną opłatę licencji, jeżeli w zamian będę mógł wędkować na dobrze zadbanym łowisku. Bez bólu zgodzę się też na płacenie np. 50 zł za dzień wędkowania na wodzie, która będzie dzika, rybna i gdzie nie spotkam żadnego kłusola. Według różnych szacunkowych obliczeń taka stawka wcale nie jest wygórowana, lecz ledwie pozwoli na dobre zagospodarowanie atrakcyjnej wody.

Wędkarstwo nie jest obowiązkiem – jest przyjemnością, rozrywką. Przyjemność kosztuje, za rozrywkę się płaci, a ryby najtańsze są w sklepie.
Andrzej
p.s.
Dodam dla jasności, że jako pracownik sfery budżetowej najbiedniejszej części UE nie zarabiam dużo.
     Odp: Organizowanie wędkarstwa
Ryszard Siejakowski 22.3.05 16:21
    
Andrzeju, ja nie neguję wielokierunkowości organizowania wędkarstwa. Neguję sposoby ich realizacji. Sytuacja w PZW żywcem przypomina sytuację w górnictwie polskim. Podobnie jak w górnictwie, sytuacja w PZW jest tragiczna. Do górnictwa dopłaca budżet czyli my. Do łowisk specjalnych dopłaca stowarzyszenie czyli my. Dokładna paralela z takimi samymi skutkami. Pieniądze gdzieś wsiąkają, nikt nie raczy przedstawić efektywności całego przedsięwzięcia. To Andrzeju nie jest działalność gospodarcza, to jest zwykła patologia. Jeśli chcemy rozwijać ten kierunek a zakładam hipotetycznie, że chcemy, to przede wszystkim ustalmy określone ramy takich działań, aby zapewnić przeźroczystość przepływów środków finansowych. Jeśli tego się nie zrobi, to powtórzymy skarlały system ośrodków zarybieniowych PZW. System zły, niefektywny i wegetujący, dzięki zagwarantowanemu monopolowi zbytu. Wystarczy spojrzeć na stronie ZG PZW na "oferty" materiału zarybieniowego. 60% materiału zarybieniowego /gatunkowo/ to jedna ryba, karp. Celowo napisałem oferty w cudzysłowiu, gdyż zapewne nikt w ZG PZW nie wie jakie kryteria musi spełniac oferta. To co przedstawiono na stronie ZG to zwykła informacja i na dodatek niepełna. Do oferty to jeszcze długa droga.
Rysz@rd
Pozdrawiam, Rysz@rd
         Odp: Organizowanie wędkarstwa
Andrzej Trembaczowski 23.3.05 10:47
        
Sposoby realizacji są w okręgach - nie ZG. Okręgi mają wszystko, by prowadzić właściwą gospodarkę. Czy i jak to zrobią - to zobaczymy. Najbliższe lata to pokażą. A wędkarze będą tam jeździć, gdzie będzie warto i to się przełoży na wpływy. Ja nie widzę analogii do górnictwa, analogia byłaby, gdyby kosztem dobrych okręgów wspierano słabe, ale tak przecież nie jest. Ja widzę w tym urozmaiceniu jedyne wyjście z obecnej tragicznej jak napisałeś sytuacji. Cudów nie ma, życie wszystko zweryfikuje.
Pozdrawiam!
Andrzej
p.s.
w lubelskim okręgu zarybia się różnymi gatunkami, dopasowanymi do wody.
Komercja
Romek Liebner 18.3.05 21:28
Jeżeli dobrze zrozumiałem no to komentarz będzie na temat a jeżeli nie to przynajmniej dam co niektórym do myślenia .
Rozpocznę dosyć ostro lecz inaczej nie potrafię opisać tego co czuję.
Wkurza mnie to , że coraz więcej się spotyka jak łowiska pzw zmieniają się w łowiska pzw lecz łowiska specjalnie na których za łowienie trzeba uiszczać dodatkowe pieniądze.
Skoro ja płace opłatę całoroczną to dlaczego mam jeszcze płacić za łowienie na wodzie, która znajduje się 1km od domu (tylko dlatego , że tam są jeszcze ryby ???)
Ja rozumiem gdyby te łowisko było sobie Pana Kowalskiego , który wtopił trochę kasy wykopał bądź wydzierżawił gotowe łowisko zarybił i liczy teraz kasę (kto chce to płaci kto nie to nie ) ale jeżeli te łowisko jest PZW to wychodzi z tego , że to jest po prostu łowisko dla vip-ów i zwykły kolejny kowalski który ledwo uzbierał na opłatę coroczną sobie tam nie połowi. Następuje segregacja na 2 stany (wiadomo biedny i bogaty lub jak kto woli bardziej delikatniej –mniej biednych )

Z drugie lecz strony, patrząc obiektywnie to dobrze, że takie łowiska są, nie ma co się oszukiwać w tym przypadku nie da się już nic zrobić i za niedługo idąc na ryby będzie trzeba kupić z 10 uprawnień zanim się zarzuci wędkę .Wszyscy podziwiamy inne kraje, że są takie rybne itd. Może właśnie taki system pozwoli doprowadzić nasze wody też do takiego stanu.
No korzyści jest na pewno więcej .

Obecnie jedyne co nam pozostaje to wierzyć, że kasa z takich łowisk nie idzie w przelew lecz na dobre cele (aha i zapomniałbym –musimy zbierać kasę żeby móc dostać się na takie łowiskaJ)
Pozdrawiam
Roman Liebner
     Odp: Komercja
Piotr Łopaciński 19.3.05 12:15
    
Romek - dużo jest racji w tym co piszesz.
Już obecnie, chcąc łowić w moich dawnych tradycyjnych łowiskach muszę wykupić oprócz stałych opłat okręgowych i krajowych,
trzy dodatkowe, które dwukrotnie przekraczają wartość opłat podstawowych.
To jest wynik ostatnich przetargów na wody.
Wszystko według mnie zmierza do komercjalizacji, czy to się komuś podoba, czy nie.
Można sobie tylko zadać pytanie:
Kogo na to będzie stać?
Na dzień dzisiejszy sytuacja finansowa znacznej grupy naszych kolegów jest taka, że ciężko jest im wyskrobać fundusze na podstawowe opłaty PZW.
A co będzie dalej?
W jednej z ostatnich dyskusji na temat kondycji PZW ktoś napisał:
...Jak kogoś nie będzie stać na płacenie, to niech nie łowi...to nie jest obowiązek...
Pod takim stwierdzeniem ciężko się podpisać.
Boje się tylko, że w niedługim czasie to stanie się faktem.
Pozdrawiam...Piotr
         Odp: Komercjalizacja, segregacja, dyskryminacja...?
Jarosław Szczepaniak 19.3.05 22:01
        
Ja osobiście, dopatrywałbym się w tworzeniu łowisk specjalnych przez PZW, podstępu. To jest moim zdaniem sprawdzian, jak przyjmą taki "twór" wędkarze i ilu będzie chętnych? Reklamowanie w programach wędkarskich, jak to można sobie tam połowić "do bólu", itp. Następny krok PZW będzie taki, że w całym kraju będziemy mieli tylko łowiska specjalne. To jest nic innego jak szukanie kasy. Nie można od razu wywindować opłat za wędkowanie, więc szuka się innego skutecznego sposobu. Te "twory" mogą mieć katastrofalny wpływ na ilość członków PZW. Masa wędkarzy przestanie płacić, może wzrosnąć kłusownictwo. Jeśli miałbym wybierać między łowiskiem specjalnym, 1 km od domu, a normalnym łowiskiem na dzikiej rzece, 30 km od domu, to choćbym miał nie złowić nic wolę to drugie. Nie łowię dla mięsa i nie lubię tłoku. Nawet złota rybka nie byłaby w stanie mnie zachęcić. Czasami zastanawia mnie, co przyciąga wędkarzy w takie miejsca i nasuwa mi się tylko jedna odpowiedź, MIĘSO! Bo na pewno nie przyjemność czytania rzeki, znalezienia ryby, dobrania odpowiedniej przynęty i podania jej, a dopiero hol ryby. Myślę, że lepszym wyjściem byłoby uświadomienie wszystkim wędkarzom, iż łowienie dla "mięcha" jest chore i nieetyczne i prowadzi do wyniszczenia łowisk. To właśnie doprowadziło do ruiny Nasze wody i kłusownicy. W jednym z postów ktoś pisze o segregacji. Ja nazwę to inaczej, to jest dyskryminacja. Bo czy osobę z niskim dochodem, rencistę lub emeryta będzie stać na te koszty? Chyba, że będą łowić i sprzedawać.
"... W jednej z ostatnich dyskusji na temat kondycji PZW ktoś napisał:
"...Jak kogoś nie będzie stać na płacenie, to niech nie łowi...to nie jest obowiązek...
Pod takim stwierdzeniem ciężko się podpisać..."
Pod czymś takim rzeczywiście trudno byłoby się podpisać, aby nie być uznanym za snoba lub "szpanera". Takie wypowiedzi świadczą jedynie o braku szacunku dla innych, a przecież uczciwych wędkarzy, choć nie majętnych. Gdyby ten człek miał zapłacić za wędkowanie tak jak pisał, 2000 zł, to żona szybko wybiłaby mu z głowy rybki.
Należałoby raczej zorganizować jakieś akcje na wielką skalę, przeciwko kłusownikom, tak żeby im proceder bokami wyszedł. Wszyscy powinniśmy wziąć w tym udział. Tylko czy to realne?
             Odp: Komercjalizacja, segregacja, dyskryminacja...?
Andrzej Trembaczowski 22.3.05 15:31
            
Napisałeś, że wolisz rzekę dziką - ja też, i jak przypuszczam większość z nas. Jedno nie wyklucza drugiego - "łowisko specjalne" nie musi być sztucznym bajorkiem do którego wpuszcza się ryby w piątek, by je wyłowić w sobotę. Nie musi być łowiskiem dla mięsiarzy. Łowisko specjalne może być także na rzece - na dzikiej rzece. Ale by takiej rzece zapewnić tą dzikość, by ją uchronić przed najazdem barbarzyńców, muszą być strażnicy. W dzisiejszej Polsce muszą. Taka niestety jest nasza rzeczywistość. I kto tych strażników zatrudni? Kto im zapłaci? Państwo? Państwowa Straż Rybacka nawet gdyby została kilkakrotnie powiększona, nie wystarczy. Policzmy, aby zapewnić skuteczną (codzienną!) ochronę kilkudziesięciokilometrowej dzikiej rzeczce ilu trzeba ludzi? A ile jest takich rzek? Jaki to koszt?
Łatwiej godzić się na stan obecny, aby było tanio i dalej narzekać na kłusownictwo, na bezczynność straży, PZW i wszystkich dookoła. Ale czy to jest wyjście???

Nikt z nas i tak nie jest w stanie łowić wszędzie, na wszystkich wodach. Nikt nie jest w stanie łowić przez 360 dni w roku. Dla większości z nas wędkowanie ogranicza się do niektórych dni weekendowych i częsci urlopu. Ile to będzie? 20? 30? 50? wyjazdów na kilka - kilkanaście łowisk. Zróżnicowanie opłat i wprowadzenie opłat dziennych, przynajmniej na niektóre łowiska jest naprawdę dobrym wyjściem. Łowiska specjalne mogą iść w tym kierunku. I takie łowiska nie muszą być dla wybrańców. Są dla każdego, kto zapłaci opłatę niekoniecznie dużą i spełni ustalone przez gospodarza warunki. Dla wybrańców były kiedyś łowiska darmowe, na wodach dla zwykłych ludzi niedostępne.
Nie bójmy się zmian i nie brońmy obecnego modelu wędkowania, bo jest - jak sami wielokrotnie tu pisaliśmy - niedostosowany do dzisiejszych warunków. Nie bójmy się tego, że część ludzi odejdzie - odejdą mięsiarze, którym się "karta nie zwróci" prawdziwi miłośnicy wędkarstwa pozostaną, nawet ci niezamożni. A kłusownictwo nie wzrośnie, jeżeli zatrudni się za te pieniądze strażników - popędzą łobuzów.
Pozdrawiam
Andrzej
p.s
Zobaczmy, jak to rozwiązali inni, w innych krajach. Choćby na Słowacji. Tam wcale nie jest tanio, a na niektórych pstrągowych rzeczkach wolno łowić wędkarzowi tylko ileś razy Wprowadzono ograniczenia, są strażnicy i ryb im nie brakuje.
                 Odp: Komercjalizacja, segregacja, dyskryminacja...?
Piotr Łopaciński 23.3.05 11:29
                
Łowiska specjalne - prowadzone w sposób prawidłowy, rozsądny są jakimś wyjściem z sytuacji.
Tak jak piszesz Andrzeju - wielu z nas wędkarzy ogranicza swoje wyjazdy nad wodę do dni wolnych od pracy. Gdyby wprowadzić na takich łowiskach opłaty dzienne, byłaby to fajna sprawa.
Nasuwa się jednak pytanie:
Na terenie działania ilu okręgów w kraju takie łowiska z prawdziwego zdarzenia są,
czy mogłyby powstać?
Przypuszczam, że na niewielu.
Po ostatnich przetargach na wody, PZW delikatnie określając "dało ciała" tracąc najlepsze łowiska na okres 20 lat.
A chyba nie chcielibyśmy łowić w sztucznych bajorach z karpiami /widzi mi się, że taka jest ogólna wizja PZW dot. łowisk specjalnych/.
Jestem daleki od tego, aby bronić obecnego modelu wędkarstwa. Jest ono do bani.
Zmiany muszą iść w kierunku komercializacji i nikt tego kierunku nie zmieni.
Kiedy jednak te zmiany się zaczną?
Nadchodzący sezon 2005 zastał nas wędkarzy uboższym o kilometry najlepszych łowisk, a nasi "wybrańcy" nie tracą dobrego nastroju...;
Pozdr...Piotr
                     Odp: Komercjalizacja, segregacja, dyskryminacja...?
Andrzej Trembaczowski 24.3.05 11:37
                    
Obaj macie racje i też podzielam Wasze obawy. Tych zmian się nie wprowadzi zaraz, nie wprowadzi się ich wszędzie. To będzie proces dość powolny i będzie odbywał się z pokonywaniem oporu ludzi, którzy nie lubią zmian. Będą protestować dla zasady, ich opór niekoniecznie będzie racjonalny, ale przeciwników będzie jak przypuszczam więcej niż zwolenników. Rzecz w tym, by nie zabrakło w okręgach ludzi, którzy nie tylko zrozumieją potrzebę zmian, ale będą mieli odwagę na ich przeprowadzenie, często wbrew populistom. Na pewno nie będzie tak we wszystkich okręgach. Nie wszystkie zresztą mają dość atrakcyjnych wód.

Łowiska specjalne (nie chcę używać nazwy "komercyjne" bo, nie chodzi o samo zarabianie na wędkarzach) będą jak przypuszczam w najbliższym czasie tylko na nielicznych wodach, na większości zostanie "po staremu". Takie łowiska łatwiej będzie też tworzyć na wodach stojących (najłatwiej na sztucznych zbiornikach) i takie już istnieją. Są dodatkowe opłaty (niewielkie) i dodatkowe ograniczenia. Ale to są łowiska "ryb nizinnych", karpi, szczupaków. I dobrze, takie też są potrzebne i niech takie będą.

Zrobienie takich łowisk na rzece jest znacznie trudniejsze, to zadanie bardziej ambitne, ale warte zrealizowania. Kto się za toweźmie? Jest już takie na kawałku Sanu, zrobione pzrez okręg Krosno dzięki staraniom Piotra Koniecznego. Jest, ludzie tam jeżdżą, płacą i są zadowoleni mimo że nie wolno satmtąd zabierać ryb. Każdy taki wyjazd do znacznie większy koszt, ale jak widać wart poniesienia. Są oczywiście i przeciwnicy, dla których ten mały procentowo kawałek rybnej wody jest solą w oku. Taka jest widać nasza polska mentalność - nie lubimy, by gdzieś było lepiej. To boli...

W lubelskim okręgu chcemy takie łowisko utworzyć na małym kilkukilometrowym kawałku Bystrzycy. To będzie tylko niewieklki procent całej pstrągowej Bystrzycy, łowisko symboliczne, ale obawiamy się, że nie obejdzie się bez protestów. Ludzie nie lubią nowości, nie lubią zmian, nie lubią ograniczeń. Już wprowadzenie w tym roku limitu "jednego pstrąga" spotkało się z oburzeniem bardzo wielu mięsiarzy. To przykre, ale wciąż jest wcale niemała "grupa ludzi łowiących pstrągi" bo pstrągarzami ich nie nazwę, którzy uważają, że te swoje zawsze z wody wydrą i nic nie należy zmieniać. 30 cm i 3 sztuki (a jak nikt nie widzi to 28 - 29 cm) i dwa komplety dziennie, bo kto to sprawdzi? Bez wprowadzenia zmian żadne zarybienia niczego nie poprawią. Pazerni wymordują prawie wszystko.

Na tym kawałeczku Bystrzycy chcemy wprowadzić inne zasady, dzienny limit łowiących, opłatę dzienną, zakaz zabierania ryb i najważniejsze - starżnika, który by był codziennie na łowisku. Dla zwiększenia atrakcyjności wpuszczono by niewielką ilość większych pstrągów. Przynajmniej na małym kawałku wody byłoby inaczej, nie byłoby wyścigów, nie byłoby gliździarstwa, nie byłoby mięsiarzy zabierających wszystko co żyje. Byłby dobry przykład, że można.

Na razie to projekt, ale projekt to już trochę więcej niż marzenia i jest szansa, że coś z tego wyjdzie. Trzymajcie proszę kciuki, by się udało.

Andrzej
                         Odp: Komercjalizacja, segregacja, dyskryminacja...?
Piotr Łopaciński 24.3.05 12:48
                        
Jeżeli ten projekt uda Wam sie wprowadzić w życie to tylko przyklasnąć.
Jestem pewny, że mimo krytyki sporej grupy tradycjonalistów "czyt. amatorów rybiego mięcha", znajdziecie dużą grupę ludzi, którzy są otwarci na zmiany.
To, że my tutaj narzekamy, marudzimy, to tylko pozory.
Znam masę ludzi z mojego najbliższego otoczenia, którzy czekają tylko na dobry przykład, na hasło aby zacząć ten bajzel
porządkować.
I to nie są tylko pstrągarze, spinningiści...
To przede wszystkim ludzie młodzi, którzy nie godzą się z tym co dzieje się dookoła.
Moj Okręg w wyniku przetargów utracił kontrolę nad dobrymi, od lat zarybianymi łowiskami.
Jak można ocenić osoby za to odpowiedzialne?
Jeżeli eksperyment o którym piszesz się powiedzie, to trzeba to nagłośnić.
My wszyscy czekamy na takie informacje.
Będziemy za Was trzymać mocno kciuki.
Pozdrawiam i życzę powodzenia...Piotr
                             Odp: Komercjalizacja, segregacja, dyskryminacja...?
Andrzej Trembaczowski 24.3.05 13:15
                            
Dzięki!!!

Czy się powiedzie? Zobaczymy. Na razie jest projekt i oby udało się uzyskać akceptacje dla tego pomysłu. Jeżeli będzie "zielone światło", łowisko zacznie funkcjonować nie wcześniej, jak od przyszłego sezonu, a pierwszą ocenę będzie można dopiero zrobić po roku. Więc dopiero pod koniec roku 2006 będzie można powiedzieć, czy się powiodło. Chciałbym. I byłby to na pewno dobry przykład.

A dalej chciałbym, by każda dzika atrakcyjna rzeczka pstrągowa miała swojego opiekuna/gospodarza/strażnika - mniejsza o nazwę, który sprzedawałby określoną ilość licencji dziennych i który byłby codzienie nad wodą. To by uchroniło rzeczki przed zadeptaniem, a ktoś, kto naprawdę kocha łowienie pstrągów, miałby satysfakcję z wędkowania w ciszy, spokoju, miałby przyjemność kontaktu z dziką przyrodą i miałby szansę na spotkanie dużego kilkuletniego pstrąga. Jedyny problem, to zarezerwowanie sobie dnia i zapłacenie dziennej licencji - w dzisiejszych czasach żaden problem.
W porównaniu ze stanem obecnym to utopia, ale czy naprawdę utopia? To jest możliwe i to od nas zależy. Od dzierżawców wód (okręgów PZW) i od nas wędkarzy, od naszej akceptacji dla takich zmian i od naszych nacisków na wprowadzenie takich zmian.

Pewnie, że byłoby fajnie za jedną opłatą móc jechać wszedzie, według chwilowego natchnienia. I mieć tam zawsze dziką rybną wodę. I łowić na niej do woli i w samotności. I łowić duże ryby i zabierać je wedle uznania. Ale tak już nie będzie i żadne zaklęcia nie pomogą. Tajne zarybienia rzeczek, o których nikt nie wie też. To się skończyło i już się nie wróci. Pozostaje tylko dobra gospodarka na takich wodach, jakie są.
Nasze wędkarstwo musi się zmienić. Czas, by żądny łupu prymityw zniknął znad naszych wód.

Ależ się rozmarzyłem, to przez to wiosenne powietrze.
:)))))))
Pozdrawiam!
Andrzej
                     Odp: Komercjalizacja, segregacja, dyskryminacja...?
Jarosław Szczepaniak 23.3.05 12:25
                    
Ja też zastanawiam się w ilu Okręgach powstaną łowiska specjalne i czy na pewno z myślą o wszystkich wędkarzach? Obserwując działaczy PZW, widzę, że większość z nich to spławikowcy, czy będą mieli na uwadze spinningistów? W swoim kole próbowałem powalczyć kiedyś o zarybienie pstrągiem jednej z rzek przepływających przez Tomaszów Maz, a mamy ich trzy. W ten sposób mogłoby powstać pstrągowe łowisko specjalne. Niestety PZW woli zarybiać je karasiem i jaziem, po jak najmniejszych kosztach, ale nikt nie powie, że nie ma zarybień. Zamiast jeździć na pstrąga aż za Częstochowę czy za Bełchatów, wolałbym pieniądze przeznaczyć na łowisko należące do mojego koła. To samo dotyczy Pilicy, kiedyś rybna rzeka, teraz znalezienie ryby nawet tej drobnej jak ukleja czy płoć, to nie lada wyczyn. Czym więc miałyby żywić się drapieżniki? Ich też już prawie nie ma. Pamiętam, dawniej, lubiłem w drodze na ryby zatrzymać się na jednym z mostów i popatrzeć na ogromne stada uklei i nieustannie atakujące je bolenie i klenie. W Pilicy od wielu już lat nie ma nawet cierników. Jeśli w PZW nie zaczną działać natychmiast to może dojść do tragedii we wszystkich Naszych wodach.
Pozdrawiam. Jarek
                 Odp: Komercjalizacja, segregacja, dyskryminacja...?
Jarosław Szczepaniak 22.3.05 16:22
                
Jeżeli pieniądze z opłat za łowiska specjalne pójdą na zarybianie i ochronę wód, to oczywiście chętnie dołożę coś od siebie. Czas najwyższy ratować to, co jeszcze Nam zostało do uratowania i czas najwyższy odbudować to, co zostało zrujnowane.
Pozdrawiam. Jarek

PS. Choć mam blisko nad Zalew Sulejowski, to zawsze nr 1 będzie dla mnie Pilica.
                     Odp: Komercjalizacja, segregacja, dyskryminacja...?
Andrzej Trembaczowski 23.3.05 10:57
                    
Lepsze zagospodarowanie i skuteczna ochrona wód - tylko takie wykorzystanie wpływów z tych łowisk jest usprawiedliwione. Ma nadzieję, że tak będzie.
Pozdrawiam!
Andrzej
     Odp: Komercja
Sadowski Stanisław 19.3.05 01:09
    
Panie Romanie ma pan racje segregacja to nic dobrego i tu się zgadzamy.Problemy są zawsze w szczegułach bo ja myśle że za brak ryb w łowiskach my wędkarze odpowiadamy na równi z kłusolami.Czytałem posty z ocenami minionego sezonu i zauwarzyłem że podstawowym miernikem jest ilość złowionych ryb i do czasu kiedy złapanie limitu i zabranie go do lodówki dla wielu znas będzie najwarzniejsze o poprawie łowności ogólnodostępnych akwenów niemoże być mowy.Niejestem vipem i musze omijać łowiska komercyjne ale nie jestam ich przeciwnikem bo jak dalej wielu znas będzie traktowało wędkarstwo jako sposób na napchanie zamrażarki tylko tam będą ryby.Dlatego zgadzam się z panem że narazie pozostało nam zbieranie kasy albo patrzenie na nieruchome spławiki ,marudzenie o zbyt dużej presji na łowiska i że wszstkiemu wini są oni.
Przyjemności kosztują
Jurek Kowalski 18.3.05 17:08
Ironia to na pewno nie jest, bo nie znajduję zastosowania dla znaczenia tego słowa w tym przypadku.

Czy głupota. Na pewno mądrym nie było startowanie do jednego przetargu dwóch okręgów PZW, bo skoro wygrał Tarnobrzeg to znaczy, że Rzeszów mógłby te samą wodę użytkować "taniej". Pewnie jakieś lokalne ambicje wzięły górę.

Woda ta zapewne wczesniej była użytkowana przez okręg rzeszowski na podstawie pozwolenia wodno-prawnego, a przetargi zostały rozstrzygnięte później niz wprowadzono regulamin łowiska, wprowadzony pewnie zgodnie z terminowymi oczekiwaniami wędkarzy i w oczekiwaniu, że dotychczasowy użytkownik będzie gospodarował na zbiorniku.

A wykonywanie przytoczonego artykułu Statutu pociąga za soba koszty. Albo pracę społeczną wędkarzy. O tę drugą trudniej więc trzeba płacić. Każda przyjemność kosztuje. Mimo, że niekórzy próbują tę oczywistośc unieważnić, nazywając zbieranie środków na gospodarowanie a to "haraczem" a to innymi epitetami wskazującymi na nieprzyzwoitość. Celują w tym zwłaszcza tacy, którzy z gospodarowaniem na wodach nie mają wiele wspólnego. Tylko korzystają.

Powszechne krytykowanie warto byłoby zastąpić konstruktywnymi propozycjami i własną praca. Skoro wie się lepiej to można zastąpić tych "głupich,niechlujnych, bezmyślnych nierobów". Ale zazwyczaj jak do tego przychodzi to chętnych do zastapienia obecnych nie ma. Albo potrafiących zrobić lepiej.

Takie jest moje zdanie o tej sprawie, od dawna prezentowane w wielu dyskusjach i artykułach.

Może być lepiej tylko trzeba to "lepiej" zrobić, a nie czekać że od marudzenia samo się zrobi. Zawsze może być lepiej.

A do płacenia za przyjemność zapewnianą przez innych trzeba się przyzwyczaić. Chyba, że zapewnia się ją sobie samemu. Wtedy może być taniej.

Pozdrawiam serdecznie

Jerzy Kowalski
     Odp: Przyjemności kosztują
piotr wroński 19.3.05 06:39
    
krótko.jestem trzecią kadencję w zarządzie koła.po raz drugi delegatem na okręgowy zjazd.podcz ubiegajacej kadencji - członek komisji d/s zagospodarowania wód.ponadto pełnię funkcję komendanta powiatowego ssr.jestem czynny zawodowo i to bardzo.to tyle na temat nieróbstwa.po drugie rzgw w krakowie (przedstawiciel skarbu pańswa , właściela wód),tak podzielił wody ,że nie pokrywają się z rejonizacją okręgów pzw. wilcza wola znajduję się w samym górnym biegu zlewisk rzeki łęg. i dosłownie moze ze cztery km poniżej zapory były na terenie o/rzeszowskiego,natomiast pozostały bieg rzeki,aż do ujścia do wisłay był w o/tarnobrzeskim. kiedyś na tej rzecze były dwa obwody rybackie,teraz jest jeden.w myśl porozumienia miedzy okręgami o ten obwód wystepował tylko o/tarnobrzeski pzw.myślę,że zaspokoiłem w pełni twoja ciekawość.a na marginesie,z racji pełnionych funkcji jestem blisko wiadości z sąsiednich okręgów. z duza dozą prawdopodobieństwa mogę przypuszczać,że z opłat licencyjnych została wybudowana stanica wędkarska,którą można teoretycznie wypożyczyć, ale teoretycznie. zapewniam cię ,że albo koszty będą dla ciebie za wysokie ,albo będzie brak wolnych terminów. pozdrawiam.
         Odp: Przyjemności kosztują
Stanisław Mączka 21.3.05 11:34
        
Witam,
Łowisko Wilcza Wola funkcjonuje od 1991 roku; w latach 1996-2000 dokonywano odpisów na budowę Stanicy, ale kupujący licencję posiadali wiedzę o tym. Mając na uwadze rozwój rekreacji wokół zbiornika posiadanie miejsca gdzie można zanocować, czy zostawić samochód, było jak najbardziej na rzeczy. Są na to stosowne uchwały ZO jako gospodarza łowiska. Pierwszeństwo wynajmu Stanicy mają wędkarze, a stanicę można bez trudu wynająć gdy jest czynna (maj-wrzesień). Opłata 120 za dobę za cały domek nie jest wygórowana - jest tam 12 stałych miejsc noclegowych a ze śpiworam zmieści trzy razy tyle osób za tę samą cenę (zdjęcia stanicy na stronie okręgu). Przed stanicą dużo miejsca na zaparkowanie samochodu, miejsce na ognisko i rozbicie nawet kilkudziesięciu namiotów - z powodzeniem może tam miejsce znaleźć całe nawet 100 osobowe koło wędkarskie, trzeba tylko chcieć.

To że poniżej zbiornika rzeka Łeg była/jest w okręgu tarnobreskim nie znaczy wiele, umowa była i owszem, że kto ma więcej wody (ha) ten występuje o obwód. Więcej jest w Rzeszowie.
W rozmowach między okręgami status łowiska miał pozostać bez zmian jako licencyjne i w Rzeszowie, Tarnobrzegowi zależało "niby tylko" na Łęgu, poniżej zbiorniku do ujścia. I tak się umówiono i zapisano w porotokołach. Jak widzę albo to nieprawda że tarnobrzegowi zależało tylko na Łęgu, lub Kolega sieje tu zamieszanie - albo nie mając wiedzy na ten temat, albo specjalnie - posiadając tę wiedzę.
Przypominam, że mamy (Tarnobrzeg i Rzeszów) porozumienie międzyokręgowe na inne wody, wyłączające zbiorniki licencyjne, i dla wędkarzy czy z Tarnobrzega czy Rzeszowa a nawet z Warszawy czy Gdańska Wilcza Wola jest dostępna na tych samych zasadach - opłata członkowska i okręgowa macierzystego okręgu oraz licencja.
NIedaleko Tarnobrzega zalewany jest ogromny zbiornik wodny pewnie z 5 razy większy od Wilczej Woli (dzięki wodzie powodziowej stanie się to szybciej niż planowano) - sądzę, że sporo wędkarzy z obu okręgów będzie się nim już niedługo interesować oczywiście wędkarsko. No i przed Komisją gospodarczą duży problem skąd wziąć pieniądze na jego zarybienie, podpowiadam więc: pożyczyć z pieniędzy z licencji na Wilcza Wolę ...

Jak już wyjaśniłem Koledze Wilcza Wola jako łowisko specjalne funkcjonuje od 1991 roku, a więc nie jest to coś co dopiero powstało. Dlaczego Zarząd Okręgu w Rzeszowie nie ma mieć w swej ofercie skierowanej do wędkarzy takiego łowiska? W ub. roku na łowisko wykupiło licencje ponad 2000 wędkarzy !

PS: wstrzymaliśmy sprzedaż licencji, a jeśli będzie trzeba to zwrócimy pieniądze za już sprzedane.
cytując Kolegę odbywało się to w "myśl porozumienia między okręgami" - przykro mi, że kolega jako członek Komsji ds. zagospospodarowania wód przy okręgu tarnobrzeskim pisze takie rzeczy.
Ni z gruszki ni z pietruszki na przykład swoich rozważań wybrał Pan akurat Wilczą Wolę, w momencie gdy stają Państwo przed koniecznością wywiązania się z danego słowa i zapisanych protokołem ustaleń co do gospodarzenia na tym zbiorniku. Bardzo to przypadkowe, bardzo.

Swoją drogą jak dobrze już musi być w okręgu tarnobrzeskim, że kolega zabiera się za naprawę okręgu rzeszowskiego ....


PS2: proponuję też "wylicytować" "dużą dozę prawdopodobieństwa" Pańskiej: prawdomówności, intencji i koleżeństwa.


Zapraszam na stronę Okręgu Rzeszów, do części poświęconej łowisku:

http://pzwrzeszow.w.interia.pl/satnn.html

i jeszcze w uzupełnieniu zarybienie 2004 (bo na stronie jest tylko plan 2004): 9.951,00 kg na wartość 81.547,60 zł. Z czego: karp handlowy: 7.300 kg; lin kroczek: 200 kg; szczupak narybek: 323 kg; karaś kroczek: 400 kg; karp kroczek: 1,500 kg; jaź kroczek: 100 kg; sandacz narybek: 88 kg; płoć narybek: 40 kg;


Wodom Cześć,
Stanisław Mączka
W-ce Prezes Okręgu Rzeszów ds Sportu
             Odp: Przyjemności kosztują
piotr wroński 21.3.05 16:10
            
nie wywołałem problemu bez potrzeby. ustalenie opłat w takich wysokościach jakie są obecnie nijak się mają do działania na rzecz wędkarzy. składki obowiązkowe plus licencje na dwa,trzy łowiska to spory wydatek , czy ktoś się nad tym zastanowił? dla informacji roczna licencja na zbiornik ponad 300 ha , na rzece wieprz kosztuje 20 zł! ( wg 2004 r.)jeżeli mozna wiedzieć to jestem ciekawy ilu członków decydujących o wysokości opłat wykupiło te pozwolenia. z tego co wiem to żaden, choć mogę się mylić. zapisanie w regulaminie łowiska o tym, że zbiornik będzie zarybiany z licencji(po potrąceniu kosztów)jest dla mnie niezrozumiałe. jezeli członek pzw opłaca składki to oczekuję ,że z tego będzie dorybiana woda,a licencje powstają po to aby tę wodę uczynić jeszcze bardziej atrakcyjną. budowa stanicy wędkarskiej za wykupione licencje nijak się mają do regulaminu łowisk specjalnych. co do porozumienia miedzy okręgami to go na dzień dzisiejszy nie ma . a proponowanie porozumienia między okręgami w nowej formie za wykupienie znaczka na łowiska o/rzeszowskiego tez ma wiele do życzenia.na koniec z własnego doświadczenia wiem ,że w poprzednich latach nie było tak różowo. co do zalewania zbiornika machów k/tarnobrzega to bardziej martwiłbym się spadku sprzedaży wysokich licencji na zbiornik wilcza wola , ponieważ lwia część pieniędzy pochodzi od wędkarzy o/tarnobrzeskiego. a tak między nami to u nas w okręgu wszystko wpoprządku, życzę udanych wyborów (prezesa?)
serdecznie pozdrawiam !
                 Odp: Przyjemności kosztują
Robert Hamer 21.3.05 17:39
                
Panie Piotrze, nieuczciwość zaczyna się wówczas, kiedy łowisko licencyjne jest dorybiane z puli ZO a nie TYLKO z licencji. Nie wiem jak funkcjonuje stanica w Wilczej Woli i nie wiem czy był to dobry pomysł. To powinno wynikać z rachunku ekonomicznego. Ja jestem generalnie przeciwny takim inwestycjom w PZW. Najbardziej bulwersującym przykładem jest dla mnie biurowce nad Wisła ZO Tarnobrzeg. Wybudowano go dla 3-5 osób. Mam nadzieję, że odnajmowanie go pokrywa koszty utrzymania a nie jak to było niegdyś ze skałek wędkarzy. Jak by nie liczyć, to utopiono w nim spora kasę. Od wielu lat problemem ZO Tarnobrzeg polega na tym, że posiada ono dużo wody i mało wędkarzy. Dlatego dziwi mnie wyciąganie ręki po nowe zbiorniki. Bardzo mnie ciekawi ile np. ZO Kielce dopłaca do porozumienia z ZO Tarnobzreg. Ja łowię w Wiśle w okolicy Połańca i wędkarzy z Tarnobrzeskiego których spotykam mogę policzyć na palcach. Reszta to w 90% Kieleckie. Oceniając ZO Tarnobrzeg po stanie Wisły w tej okolicy, mam POWAŻNE wątpliwości czy u Was jest wszystko w porządku. Nie jest w porządku jeśli o wszystkim decyduje pani kierownik biura a nie zarząd. Tak przynajmniej było 5 lat temu. Mam nadzieję, że już uporaliście się z tą dyktaturą. Wyrównywaniu poziomu zarybienia miała służyć opłata krajowa. Do czego służy w praktyce, wiedzą delegaci na zjazd krajowy. W końcu ta plaga boleni na Śląsku skąd się wzięła, a miłościwie nam panujący Eugeniusz, do geniuszy nie należy, jak można wnioskować z jego niekończącej się kadencji :))) Czy ta sytuacja żywo nie przypomina czasów gierkowskich? Co do zbiornika w Machowie to mam nadzieję, że będzie zalany wkrótce. Likwidacja tej dziury w ziemi, trwał rekordowo długo i kosztowała podatników majątek. Ale tym było zainteresowane zbyt wielu ludzi w Machowie, zwłaszcza kadra kierownicza która przeżarła odpis na likwidacje kopalni. To oni powinni łopatami to zsypywać a nie dano im jeszcze niezłe pensyjki przez kilkanaście lat. Ciekawią mnie bardzo szczegóły wygranego przetargu na obwody rybackie na Wiśle. Takie informacje powinny być podawane do publicznej wiadomości zwłaszcza szczegółowy plan zarybienia, czyli co gdzie i kiedy. Jeśli ZO Tarnobrzeg będzie sumiennie realizować zarybienie tej zdewastowanej rzeki, to obiecuje pomoc w zarybieniu. Jeśli ZO Tarnobrzeg i ZO Tarnów będą olewać odcinek na styku swoich obwodów, to Was zagnębię listami do RZGW wykazując, że rabunkowa gospodarka traw nadal. Pozdrawiam : -/
                     Odp: Przyjemności kosztują
piotr wroński 21.3.05 20:39
                    
szczerze powiadziawszy informacje na temat stanu zarybienia zwłaszcza wisły bardzo mnie zaskoczyły, bowiem sam wędkuję w tej rzece. co do dopłat zo kielce, to przypominam sobie porozumienie , kiedy w myśl umowy zo kielce miało samodzielnie dorybić wisłę. konsternacja nastąpiła wtekiedy, jak na koniec roku przedstawiono rozliczenie i okazało się że szczupak kosztował ponad 20 zł/kg. czyli prawie dwukrotnie więcej jak można go było nabyć. co do wędkujących nad wisłą "scyzoryków" , to wybieram miejsca w miarę niedostępne , ponieważ okolice miast połańca czy sandomierza są obstawione przez w/w. czyli twoje 90% ma rację bytu , ale to dotyczy miejsc wymienionych. co do pani , to ma na imię sławek i panuje nam miłościwie piaty rok, ze znakomitym skutkiem. z wędkarskim pozdrowieniem
     Odp: Przyjemności kosztują, głupota jeszcze więcej
Ryszard Siejakowski 18.3.05 17:52
    
Zawsze Jurku podkreślałeś fakt, jednolitości Związku, którego podobno nam zazdroszczą wędkarze z innych krajów. I teraz mamy przykład tej spójności. Okręg A podebrał wodę Okręgowi B. Zapewne zrobił to z całą premedytacją. Swego czasu napisałem na RO, że nie zdziwię się gdy Okręg z południa wygra konkurs na wodę w Okręgu słupskim, np Słupię. I być może doczekamy się takich czasów. Gdyby Drawa nie podlegała pod DPN, to zapewne trole z Warszawy już by ją wykupili. Co sobie pomyślą wędkarze, którzy być może włożyli w jakąś konkretna wodę, dużo tej zalecanej przez Ciebie pracy społecznej, a teraz zostali wystawieni rufą do wiatru, zapewne nikogo nie interesuje. Liczy się kasiora, spryt i tupet. Jednego jestem pewien, nikt już tych wędkarzy nie namówi na żadne prace na rzecz stowarzyszenia. Bo po co? Wystarczy się rozglądnąć i sprzątnąć komuś sprzed nosa dorobek może kilku lat. Parafrazując Wyspiańskiego, Związek swój widzę "ogromny". Na Twardą chopy, na Twardą.
Rysz@rd
         Odp: Przyjemności kosztują, głupota jeszcze więcej
Jurek Kowalski 18.3.05 18:16
        
Ryszardzie,

Dobrze zapamietałeś ale nie wszystko.:-))

Oczywiście, że wedkarze z innych krajów zazdroszczą nam jednej organizacji ogólnokrajowej. Zajrzyj na WCWI - tam dyskutowałem o tym z jaj'em przytaczając m .in. wypowiedź jednego z Kolegów, który pracuje w Irlandii jako ichtiolog. On ma dystans i porównanie.

Ale to stwierdzenie to był dopiero wstęp. Napisałem też, że oni wiedzą co dzięki takiej organizacji można osiągnąć. Zazdroszczą nam bo mierzą taką organizację swoja miarą. Miarą zaangażowania członków, finansami, sprawnością organziacyjną itp. Zazdroszczą nam bo nie wiedzą jak to na prawdę u nas wygląda. Cały czas piszę o tym jak ta nasza organizacja mogłaby świetnie funkcjonować gdyby była autentycznie nasza. I gdybyśmy się do niej przyznawali i ją autentycznie tworzyli.

Ja znam wszystkie niedomagania tej organizacji tylko nie mam w zwyczaju emocjonować się tym, co niedomaga. Marudzenie, że jest źle i nie będzie lepiej oraz włączanie "komplikatorów" przy każdej nadarzającej się okazji nie motywuje do lepszego działania ani do poprawy sytuacji. Wręcz przeciwnie - zniechęca do czegokolwiek. Wolę poświęcać czas na poszukiwanie propozycji rozwiązań problemów.

Mam nadzieję, że zainteresowani wędkarze wykażą więcej rozumu niż im przypisujesz i porozumieją się ze sobą, prowadząc to łowisko, chyba atrakcyjne skoro proponowane za dość wysokie opłaty dzienne.

Tu masz obraz tego, że wszędzie czai się ta hydra, która sprawia, że nie jeteśmy jako organizacja sprawni i efektywni. Nie tylko "na górze". A "na Twardą" będzie sens ruszać kiedy zabezpieczone zostaną miękkie części. Kiedy "doły" będa funkcjonowały należycie. Za sprawą pojedynczych członków organizacji i ich środowisk, kół i okręgów.

Pozdrawiam serdecznie

Jurek Kowalski
             Odp: Przyjemności kosztują, głupota jeszcze więcej
Ryszard Siejakowski 18.3.05 19:29
            
Jurku, przytoczę Ci stare pytanie.
Jaka jest różnica pomiędzy głupim a mądrym?
Zasadniczo żadna. Madry po prostu wie trochę prędzej.
Jeśli Ci "wędkarze" nie mogli się porozumieć przed, to tym bardziej, nie znajdą wspólnego języka po. Zamiast wspólnie wystartować w konkursie, jeśli już tak sie stało, to każdy na własną rękę. Zapewne cena zapłacona, była przez to wyższa. Stracili wędkarze, zyskał SP. Fajny interes. Tylko pogratulować hihihi... Nie ma to, jak wolny rynek. Zwyciężcy konkursu ofert, prawdopodobnie studiowali ekonomię polityczną socjalizmu. Był kiedyś taki przedmiot na uczelniach, za czasów Władka Gomułki i Edwarda Śląskiego. Uważam, że wspólczynnik głupot, osiagnął w stowarzyszeniu, stan krytyczny. Czterdzieści kilka rodzajów rejestrów połowów, nie wiadomo po co? Prościej byłby jeden typ, bo taniej. Okazuje się, że jest to niemożliwe. Brak spójnej polityki w stosunku do głównych rzek polskich. Zapewne skończy sie to totalnym bajzlem. Nieskorelowane konkursy ofert w imię ersatz osobowości prawnej poszczególnych Okręgów. I nad tym wszystkim, Zarząd Główny, który w ogóle nie wie o co chodzi. Jurku przeczytałem z uwagą epistołę Prezesa Grabowskiego na okoliczność 125-lecia ruchu wędkarskiego w Polsce. Ostatnim sześćdziesięciu latom, pan Prezes poświęcił trzy zdania. Całe trzy zdania. Zapewne nie miał nic więcej do przedstawienia. Nie było osiągnięć. Była degrengolada, indoktrynacja Związku i trwanie za wszelką cenę. Mizerne osiągnięcia i pogłębiający się stan agonii. Rozumiem intencje autora tego tekstu, że nieporęcznie było o tym pisać i dlatego napisał o wiatrach historii. A na zakończenie hicior czyli Twój konik. Prezes pisze o aktywnym uczestnictwie 600 tyś rzeszy wędkarzy w rozwoju wędkarstwa w Polsce. I komu tu wierzyć, Jurku? Prezesowi, który akcentuje aktywność wędkarzy w stowarzyszeniu, czy Tobie, piętnującemu brak aktywności wśród wędkarzy? Mam zagwozdkę na weekend :o))
Pozdr, Rysz@rd
                 Odp: Przyjemności kosztują, głupota jeszcze więcej
Jurek Kowalski 21.3.05 11:04
                
Ryszardzie,

Sądząc z wypowiedzi Piotra Wrońskiego powyzej chyba wędkarze z sasiadujących okręgów porozumieli się wcześniej, co raczej potwierdza istnienie całkiem sporego pierwiastka rozsądku w tej organizacji, co staram się podkresalć, mimo zapiekłego zaprzeczania temu przez wielu ludzi.

Z kolei przetargi na wody, jak Ci zapewne wiadomo, zostały tak skonstruowane, że opłaty dzierżawne na rzecz SP są dość niskie, w związku z tym płacone przez wszystkich dzierżawców na tym samym poziomie, ustalonym w stosownym rozporządzeniu. Natomiast różnice są w nakładach na zarybienie jako części kosztów zagospodarowania wody. Patrząc na to w ten sposób to może lepiej żeby gospodarował ten Okręg, który stać na wydanie większej kwoty na zagospodarowanie wody. Bo te pieniądze idą do wody, a nie do kasy "fiskusa".

Może nie do końca wiedzą Ci, którzy piszą o tym co wie , a czego nie wie ZG czy ZO. Zazwyczaj tacy nigdy sami do niczego ręki nie przyłożyli, a do komentowania, zwłaszcza krytycznego, pierwsi. Często krytykujący na podstawie własnych wymysłów.

Natomiast co do wypowiedzi prezesa ZG. Gdybym ja był na tym stanowisku to tak samo pisałbym o członkach Związku, nawet gdybym o nich uważał to co uważam. Teraz mam komfort tego, że mogę napisac to, co chciałbym widzieć. Pewnie, z mojego punktu widzenia, lepiej byłoby gdyby Prezes napisał o potrzebie doskonalenia i zwiększania wysiłków wobec nowych wyzwań czekających wędkarzy. Tylko to też byłoby pewnie zinterpretowane przez Ciebie jako kombinowanie jak to wykorzystać tych biednych wędkarzy dla swoich korzyści ;-)).

Pozdrawiam serdecznie

Jurek Kowalski
                     Odp: Przyjemności kosztują, głupota jeszcze więcej
Ryszard Siejakowski 21.3.05 17:33
                    
Rozumiem. Wiemy, widzimy ale nie mówimy o tym głośno. To się nazywa .... ech, nie będę mówił. Każdy sam to sobie dopowie. To jest tak jak w dowcipie z brodą po kolana.
"Mówimy Aurora, myślimy rewolucja. Mówimy rewolucja, myślimy Lenin. Mówimy Lenin, myślimy komunizm. I tak już od prawie dziewięćdziesięciu lat co innego mówimy i co innego myślimy".
Nie mam nic przeciwko łowiskom komercyjnym. Rynek to zweryfikuje a nie moje poglądy. Jest tylko jeden warunek zabawy panów działaczy w działalność gospodarczą. Niech to robią w sposób profesjonalny i z własną odpowiedzialnością. Cztery lata temu pewien Okręg na literę powiedzmy "P" utworzył łowisko komercyjne za pieniądze .... no właśnie ze składek na zarybianie i ochronę wód. Wysmyczył za to opłatę roczną powiedzmy na poziomie 150 zeta od twarzy za rok. Jeszcze nie jest najgorzej. Da się żyć. Zarybiono wodę raz i dano sobie spokój. Dziś po czterech latach woda jest..... normalna jak wszystkie pozostałe, czyli pogłowie poniżej wymaganej i to sporo. Opłaty oczywiście Okręg bierze nadal, jak za łowisko specjalne. Mógłbym powiedzieć, gucio mi do tego. Ta woda mnie nie interesuje, bo nie będę się ścigał z "wędkarzami" w łowieniu sandaczy celem zapełnienia lodówy. Łobuzerstwo tego przedsięwzięcia polega na tym, że tzw biznesmeny z ZO PZW zabrali pieniądze szeregowym członkom i wsadzili je w łowisko o ograniczonej możliwości dostępu. Tym cwanym pociągnięciem praktycznie nie ponoszą żadnego ryzyka, operując nie swoimi środkami finansowymi. A może by tak te biznesmeny zaciągnęły kredyt komercyjny i z niego realizowali łowiska specjalne. Wtedy rachunek ekonomiczny byłby przejrzysty i łatwy do zweryfikowania.
Co zaś do oceny historycznej ruchu wędkarskiego w Polsce, to pan Prezes może pisać o potrzebie doskonalenia i zwiększenia wysiłków ile chce. Nie ma żadnego znaczenia, czy wodolejstwa jest więcej czy mniej. Nie ma to zresztą cech historycznych. Historyczne cechy ma pogłębiający się kryzys w stowarzyszeniu, woluntaryzm i autokracja. No ale o tym jak sam napisałeś, pisać nie wypada. Zwłaszcza przed elekcją :o)))
Rysz@rd
                         Odp: Przyjemności kosztują, głupota jeszcze więcej
Robert Hamer 21.3.05 19:41
                        
Rysiu, ja jak mówię Aurora, to myślę, „Mały Modelarz”. Ja myślę „Mały Modelarz”, to mówię, majsterkowanie. Jak mówię majsterkowanie, to myślę, przynętą na bolenie i biorę się do piłowania. I tak powstają nowe rewolucyjne wabiki na bolka :))) Właśnie pracuję nad kolejnym. URAAAAA!
                             Odp: Przyjemności kosztują, głupota jeszcze więcej
Ryszard Siejakowski 21.3.05 23:36
                            
Jeszcze tylko sześć tygodni i będziesz mógł sprawdzić, czy różnica między mówieniem a myśleniem, przekłada się na różnicę między łowieniem a "niełowieniem" :o)))
Robert, jeszcze jeden suchar z minionego okresu.
W kolejce za mięsem stoja dwie kobitki i tak tam sobie trajkoczą o wszystkim czyli o niczym. W pewnym momencie jedna mówi do drugiej. A wie pani, ja z tego mojego starego to nie mam żadnej pociechy. A czemu to, sąsiadko? Bo wie pani, mój stary to jak sam Karol Marx. Praca, nauka, nauka, praca. I tak cholewka na okragło. O kochana pani, a mój stary to jak sam Lenin. Więzienie, tułaczka, tułaczka, więzienie.
Pzdr, Rysz@rd
PS. Robert, nie pokazuj ich szerszemu gronu, bo ci wyrżną resztę bolków na Wisełce. Mówię poważnie.
                                 Odp: Przyjemności kosztują, głupota jeszcze więcej
Robert Hamer 22.3.05 03:37
                                
To ja też coś zapodam i mam dzieję, że nie zostanie to odebrane przez kogokolwiek jako aluzja do czegokolwiek :)
Jeden z komunistycznych agitatorów trafił z prelekcją na zapadłą wieś. Do remizy spędzono wszystkich mieszkańców którzy z rozdziawionymi ustami w niemym skupieniu słuchali wykładu na temat życia i twórczości Karola Marxa. Po dwóch godzinach wykład dobiegł końca i prelegent zapytał, czy ktoś z sali ma pytania. Przez dłuższa chwile nikt się specjalnie nie wychylał, kiedy nagle odezwał się jeden staruszek. „Panie, no to jak to w końcu, jest życie na tym Marksie, czy nie?”
PS. Ja swoje patenty powianiem chronić bardziej przed producentami. Po raz kolejny mnie zatkało kiedy zobaczyłem w katalogu Cabelasa jaką furorę za oceanem robi mój pomysł na segmentowe przynęty. Tam rozdźwięk pomiędzy tym co się widzi, mówi, myśli i robi, jest jakby mniejszy :)
                         Odp: Przyjemności kosztują, głupota jeszcze więcej
Jurek Kowalski 21.3.05 19:04
                        
Ryszardzie,

Dorośli często nie zawsze mówią wszystko co myślą. Albo mówią coś, co może innych wprawić w dobry nastrój albo motywować do pozytywnego działania. Przynajmniej w oficjalnych lub publicznych wystąpieniach. Co nie znaczy, że kłamią. Idealistyczne podejście zakładałoby zbyt małą komplikację tego świata. Świat nie jest czarno-biały. Trzeba wyważyć czy zwracać uwagę na ciemniejsze strony czy na jaśniejsze. I jak mówic o tych ciemnych żeby nie powodowały więcej destrukcji niż rzecz tego warta.

Co innego w dyskusjach pragmatycznych, które mają prowadzić do rozwiązań i do radzenia sobie z problemami. Tu z kolei samo nazywanie problemów i złoszczenie sie na nie lub oswajanie ich przez drwinę, szyderstwo czy krzyk nie wystarcza. Te ostatnie sposoby i reakcje są oznaką słabości.

Piszesz o tych łowiskach jakby to był prywatny interes bez kapitału i bez ryzyka. A gdzie są "właściciele" tego interesu - wędkarze, których pieniądze są przeznaczane na tworzenie łowisk. Czy to ich nie interesuje? Czy to zbyt małe pieniądze żeby się nimi zajmiować? Bo gdyby to były rzeczywiścuie istotne pieniądze to nie wyobrazam sobie żeby ktoś tak uważający mógł stać obojętnie jednoczesnie twierdząc, że powinny byc lepiej wydatkowane. I w dodatku wiedząc jak powinno być lepiej.

Mówienie o kryzysie, woluntaryznmie i autokracji nie sprawi, że znikną. Znajdowanie rozwiązań takich, które zmniejszą te problemy i przekonywanie do nich innych może te zjawiska ograniczyć lub zlikwidować. Właśnie za przyczyną skoordynowanej, mądrej aktywności członków stowarzyszenia. I podejmowanych przez nich działań. Prowadzonych przez wybranych przez nich przedstawicieli.

Pozdrawiam serdecznie

Jurek Kowalski
                             Odp: Przyjemności kosztują, głupota jeszcze więcej
Ryszard Siejakowski 21.3.05 23:15
                            
Widzisz Jurku, moja optyka jest ciutek inna. Jeśli nie chcę powiedzieć wszystkiego, to nie mówię nic. To prostsze i nie budzi kontrowersji. Pan Prezes nie musiał nic pisać i też by się nikomu krzywda nie stała. To znaczy nie wiem czy Pan Prezes to pisał? Na pewno się pod tym podpisał, co oznacza, że przyjął na siebie odpowiedzialność za zawarte treści. Pominąć praktycznie 60 lat w historii stowarzyszenia, to nie jest przeoczenie. To jest świadomy zabieg. Jakimi przesłankami się kierowano, nie wiem. Mogę sie tylko domyślać. Ponieważ przeżyłem nie tylko tego Prezesa, mam możliwość porównania. Pamietam też wielkiego poprzednika czyli Prezesa Grochala. Gdybym musiał wybierać pomiędzy Prezesem G1 a Prezesem G2, to raczej oddałbym głos na G1 :o)))
Wędkarstwo komercyjne w dosłownym tego słowa znaczeniu, w Polsce jeszcze długo się nie urodzi. Bieda na to nie pozwala. Mogą być próby, co ma miejsce, ale jest to praktycznie marginalna sprawa. Prędzej uwierzę w sukces prywatnych inwestorów niż w sukces rynkowy PZW. Tak jak nie dało się uzdrowić PGR-ów w dochodowe gospodarstwa, zachowując jednocześnie ich strukturę, tak nie da się osiągnąć sukcesu w zmurszałych strukturach stowarzyszenia. Zapewne pamiętasz MZGRiW i jakie były jego osiągnięcia? To są właśnie problemy, które musimy rozwiązywać i to od zaraz. Tylko gwoli wtrętu przypominam "wielki eksperyment" stowarzyszenia czyli Ruciane-Nida i łowisko specjalne Wiartel. Dla mnie osobiście tzw. łowiska specjalne, to tworzenie kolejnych mitów. Łowiska specjalne nie uzdrowią wędkarstwa polskiego. Stworzą tylko niepotrzebnie pewien miraż, że nie jest najgorzej. Można to przyrównać do nieużytku rolnego, na obrzeżach którego posadzono kukurydzę i nie widać, że w środku kompletnie nic nie rośnie. Mówienie o woluntaryźmie i autokracji, nie ma na celu czarowania różdżką, która spowoduje zniknięcie tych patologii. To jest rok zjazdu i dyskusji o przyszłości stowarzyszenia. Zło należy pokazać, bez żadnych ogródek. Bo zło jest złem.
Bardzo ogromnie serdecznie pozdrawiam, Rysz@rd.
Hmmmmm.....
Ryszard Siejakowski 18.3.05 16:44
Zapewne jedno i drugie, okraszone łajdactwem.
Rysz@rd



Valid XHTML 1.0!
Wszelkie prawa zastrzeżone - All Rights Reserved - ©1999-2004 Krokus Sp. z o.o. - powered by eZ publish
Za publikowane treści odpowiedzialność ponoszą ich autorzy, jednocześnie wyrażając tym samym zgodę na ich bezterminową publikację.
Reklamy Krokus: OpenERP