Portal Sklep Bazar Tygodnik Ryby Domowe Klub Reklama Pomoc
Archiwum 1
English pages

UWAGA! ZNAJDUJESZ SIĘ NA STRONACH ARCHIWALNYCH !!! NOWY ADRES => Wędkarstwo - Rybie Oko - http://www.fishing.pl

 
Artykuły
Forum
Foto
Baza
Co i kiedy
Linki
Brania
Hyde Park
Humor
Znad wody
Filmy i pliki
Kartki
Encyklopedia
Ryby i prawo
Ściąga
 
 
 
 
mniej ostatnich wiadomości 82114
To był fragmnet większej całości, niżej więcej :)
pytanie o połów
pomocy!
pomocy!
Odp: odp:Kłusownicy na śląsku
Odp: dorsz
.......................
Odp: Zapora na Wisłoce
Odp: Oj Panie Bogusz .....
Odp: Żyłka
pytanie o połów
pomocy!
pomocy!
leszczyńskie
"okonek"
Wróżka
W obronie jazgarza
Zawody? Również! Bo dlaczego nie?
Wisiel :/
Łowic bez nęcenia ?
Opowieśc znad wody..
Zanęty produkcji polskiej a zagranicznej
Konińskie kanały
Kupię szpulę do Okumy Avenger AV 30!!!!!!!!!!!!
POŻEGNANIE :) - godz 14!!!
Fajna rybka
Szkoda tytułować
 
 
więcej
Zawody wędkarskie
 4/145
Ten okropny żarłok - JAZGARZ
 
Opowieści znad wody.... cz.1
 6.9/85
Leszczowisko
 7.1/202
 8.8/115 hit
Łakomiec
 7.9/66
Oszuści na Bazarze Rybiego Oka.
 7.3/64
KOMUNIKAT
 
Stało się...
 5.6/30
Kłusownik ukarany! Lepiej późno niż wcale.
 4.9/71
 
 
więcej
Petycja!!!!!!!!!!!!!
Pstrąg Roztocza
Uroczyste otwarcie
 
 
Inne ankiety
Żyłka
Co robisz z niepotrzebnym kawałkiem żyłki?
wyrzucasz gdziekolwiek
rzucasz do wody, bo tam jej nie widać i ptak się nie zaplącze
tniesz na mniejsze kawałki i wyrzucasz
zabierasz ze sobą, by spalić w ognisku
zabierasz ze sobą, by wyrzucić do śmietnika
to inaczej, jak podaj w komentarzu

Wyniki Wyniki wszystkich

Komentuj
 


Wszystkie Rybim Okiem

Hit  Dysgrafia, czy zwykłe niechlujstwo?

Autor: Piotr Łopaciński
Data:17.3.05 19:45
Czytano:4760



Czytając ostatnie komentarze, czy artykuły umieszczone na Rybim Oku mam mieszane uczucia. Czy naprawdę tak źle jest z tym naszym językiem polskim ?
Na pewno cieszy to, że coraz więcej młodych ludzi próbuje swoich sił w pisaniu. Ale patrząc na styl ich pisania, potworne błędy zarówno stylistyczne, jak i ortograficzne nachodzi mnie smutna refleksja:
Czy ci ludzie nie chodzili bądź nie chodzą do szkoły?
Jakże często w ostatnich latach nadużywa się mądrych określeń typu „dysleksja”, „dysortografia”, czy dysgrafia, próbując usprawiedliwić zwykłe niechlujstwo i nieuctwo.
Zastanawiam się, czy ci, którzy używają tych określeń wiedzą tak naprawdę, co one oznaczają?
Zdaje sobie sprawę z tego, że używam tu bardzo mocnych słów, ale nie potrafię inaczej.
Na pewno zdarzają się przypadki dysortografii i to nie tylko u młodzieży, ale są to przypadki sporadyczne.
Z czystej ciekawości zajrzałem do słowników i co w nich znalazłem…

„Dysleksja rozwojowa” –specyficzne trudności w czytaniu i pisaniu u dzieci o prawidłowym rozwoju umysłowym, u których współwystępują zaburzenia funkcji poznawczych, percepcyjno-motorycznych, zaangażowanych w procesy nabywania tych umiejętności.

„Dysortografia” – zaburzenia w pisaniu u dziecka o prawidłowym rozwoju umysłowym, którego pismo wykazuje różnego rodzaju odstępstwa od prawidłowego zapisu wyrazów, w tym błędy ortograficzne pomimo znajomości podstawowych zasad pisowni i odpowiedniej motywacji do poprawnego pisania.

„Dysgrafia” – to trudności w opanowaniu umiejętności pisania poprawnego pod względem graficznym, którego objawami są:
- niedokładności w odtwarzaniu liter, ich połączeń, niekształtność liter,
- niewłaściwe proporcje liter w obrębie wyrazów /zróżnicowanie wielkości/,
- nierównomierne zagęszczenie pisma,
- niejednolite położenie pisma /nachylenie liter/,
- litery /drżące/ o niepewnej linii.
Znaczne nachylenie tych cech powoduje, że pismo jest nieestetyczne oraz mało lub zupełnie nieczytelne

Czemu więc tak okropnie piszemy?
To nie dysleksja, dysgrafia, czy dysortografia są tego przyczyną. Przyczyną jest zwykłe niechlujstwo, niechęć do sprawdzenia swojego pisma, poprawienia błędów. Piszemy przecież na komputerach, z których większość posiada edytora Worda. W czym więc tkwi trudność?
Nie chodzi już o sam styl, w jakim obecnie się pisze.
Młodzieżowy slang przeniknął całkowicie internetowe strony i z tym jakoś można się pogodzić. Ja też łapie się na tym, że „siadam do Kompa i chodzę po Necie”…
Ale na Boga uszanujmy tych, którzy chcą nas przeczytać, bo przecież nie piszemy tego dla siebie…
Mnie osobiście niedobrze się robi, kiedy po kilka razy czytam jakiś tekst, w którym nie dość, że roi się od błędów ortograficznych, to jeszcze nie wiadomo o co twórcy chodzi…

Zdaje sobie sprawę z tego, że wszyscy robimy błędy pisząc coś. Ale starajmy się przynajmniej to ograniczyć.

KOLEDZY – apeluje do Was – starajcie się przynajmniej pisać w miarę poprawnie. To świadczy o Was.
Jeżeli nie szanujecie czytelnika – to przynajmniej uszanujcie sami siebie.

Wiem o tym, ze po publikacji tych kilku zdań oberwie mi się od części z Was, że czepiam się nie wiadomo czego. Od dłuższego czasu mnie to jednak gryzie i musiałem podzielić się tymi wątpliwościami z czytelnikami Rybiego Oka.
Ja jestem prostym człowiekiem, ale tak się stało, że w młodości wpojono mi pewne zasady obowiązujące w języku polskim i jestem im wierny do dzisiaj.
Nie napisałem tego, aby kogokolwiek zniechęcić do pisania – daleki jestem od tego.

Pozdrawiam wszystkich tych, którzy zmusili się do przeczytania tych moich
paru zdań…Piotr


drukuj drukuj wyślij wyślij

Lista komentarzy


Temat: Autor:
Czas:
na temat języka
Elżbieta Andruszaniec 19.3.05 07:50
Cieszę się, że ten temat wywołał taką burzę dyskusyją. Jest to sprawa ważna w każdym gronie zainteresowań. Pozdrawiam . E.A.
     Odp: nie na temat języka, kulturalny seksiarz na prywatny eM
Marek Andrzej 21.3.05 09:35
    
>Temat: Odp: Dydgrafia, dyslekcja i inne >dys..komforty
>(http://www.rybieoko.pl/forum/message/79622)
>Wysłana: 01.1.70 01:00
------------------------------------------------------------------------

Miłego sexu z partnerem :)))

------------------------------------------------------------------------
Odwiedź ten link: http://www.rybieoko.pl/forum/message/79622.
aby odpowiedzieć na tę wiadomość.

Miłego tobie foolish menie, zamelduje sie
na na jednej z gield z pochodnymi, to chetnie zdejmie skalp-stajac po drugiej stronie sell/buy lub buy/sell lub swiss
spartan w realu.

Co wybierarz myszolowie?

Pozdrowienia z forexu www.waluty.com.pl
chamstwo??
Romek Liebner 18.3.05 21:01
Witam
Po pierwsze: rozumie twoje rozgoryczenie i trochę się z tobą zgadzam i nie wiem czy inni co komentują ten tekst krytykują go czy podpisują się pod nim .Wiem jedno kiedy 2lata temu napisałem pierwszy artykuł byłem z niego dumny (mimo, że dzisiaj śmieje się z niego i pod względem stylu tak i błędów) ale okazało się, że zamiast samych pozytywów wszyscy mnie zjechali od najgorszego. Powiem szczerze wkurzyło to mnie i przez jakiś czas nie pisałem nic.
Dzisiaj na swoim koncie mam już sporo atrakcyjnych artykułów, dużo udzielam się na różnych stronach i pisze chyba coraz lepiej bo lepsze oceny i komentarze dostaje a nawet ostatnio dostałem propozycje zostania redaktorem nowego portalu wędkarskiego który już niedługo ukaże się.

Ale wracając do tematu . Błędy wynikają nie z tego, że Polacy to analfabeci . Po prostu nikt nie zwraca uwagi na ortografie. Początkujący autor pisze z miejsca (tak jak ja w tym momencie ) to co ma na myśli. Większą uwagę zwraca na tekst a nie na błędy bo nie jest świadomy, że je popełnia.


Zgadzam się –trzeba o tym mówić ,upominać itd.
Lecz trzeba to robić delikatnie .Bardzo irytuje mnie to jak widzę komentarze typu :
-daje ci zero bo masz błędy
-ale ty jesteś głupi bo w zdaniu zrobiłeś aż 2błedy
-pisanie to ty zostaw innym bo ty się nie nadajesz
i wiele, wiele innych tekstów które można napotkać codziennie w ogromnej ilości

Uważam, że to już przesada ,można zwrócić uwagę zamiast np. 9dać 8 .W komentarzu lekko nadmienić ale bez przesady nie róbmy z tego okazji do wyżycia się bo np. nam w pracy czy w szkole nie poszło.
Przecież to jest tylko Internet każdy z nas udziela się tutaj za darmochę i nie chodzi tutaj o to żeby napisać referacik bezbłędny obszerny na 10 stron A4 tylko o to żeby pomagać początkującym ,wprowadzać w wędkarstwo ,wymieniać się doświadczeniami ,opowiadać swoje przeżycia ......Dlatego nieraz jak komuś się noga podwinie i np. wróbel napisze przez ,,u,, nie róbmy z tego sensacji tylko przymknijmy oko

Pozdrawiam i powodzenia nad wodą jak i w twórczości przez Internet

Ps. A tak korzystając z okazji mam prośbę-piszcie więcej opowiadań ,historii z wyprawy ,zasiadek itd. Bo ostatnio takie nudy na tym RO (jak nie pierdoły to znowu o naszych rządach PZW –ja rozumie to jest ważne ale nieraz nudne –co za dużo to niezdrowo )

Miłej nocy
Roman Liebner
     Odp: chamstwo??niezdrowe , a nocą???
Marek Andrzej 19.3.05 01:49
    
niestety rybie oko ma to do siebie ze ma inny kąt widzenia i stare wyzeruchy nie dadzą złapać się na byle kit. Po za tym
jest bystrzejsza w bystrzejszej wodzie.

To znaczy przed ekranem telewizora
widziała by dwie klatki np. z małpami.

A co na to delfin z dwoma mózgami?

miłej nocy i snów o 2 metrowym sumie
lub rekinie.
Dysonans bez komentarza perfix-rdzen-sufix;przedrostek-?-kon
Marek Andrzej 18.3.05 17:38
b./k.
chamsto, brak zrozumienia ................. :>
Maciej Dąbrowski 18.3.05 16:36
ehhhhhh

Człowieku z textu wynika, że Ciebie nic nie męczy i jesteś very happy.

"Ja jestem prostym człowiekiem, ale tak się stało, że w młodości wpojono mi pewne zasady obowiązujące w języku polskim i jestem im wierny do dzisiaj. "

I dysortografik też może je bardzo dobrze znać, nawet lepiej od Ciebie i też będzie robił błędy :]

Dysgrafia - człowiek nawet, jeśli bardzo się stara to i tak jego pismo będzie mało czytelne, a jak będzie pisał szybko to jush zupełnie nie odczyta.

Twój text to trochę takie winienie kulawego, że kuleje...
Jeśli to Ciebie nie dopadło to się, po prostu ciesz i tyle.

Mac
     Odp: chamsto, brak zrozumienia ................. :>
Piotr Łopaciński 18.3.05 17:55
    
Wczytaj się kolego w tekst, zanim go skomentujesz. Ja nie obwiniam jak to piszesz kulawego, że kuleje...
Na dysgrafię może cierpieć człowiek, a nie edytor komputera z którego człowiek ten korzysta - i to jest chyba zasadnicza różnica...
Komputer skoryguje błędy - ale tego trzeba chcieć, a nie wszyscy tego chyba chcą...
Piotr
         Odp:Komputer niekoryguje (skoryguje) błędy-
Marek Andrzej 18.3.05 19:19
        
i o tym powinien wiedziec kazdy hamlet
w mowie i pismie :ą albo a , ę albo e

Prosze tez poczytac o sposobach manipulacji , wystarczy wprowadzic swidomie chochlika zeby wiedziec czy ktos czytal tekst albo nie.

hochlik wędkarski wedkuje
         Odp: chamsto, brak zrozumienia ................. :>
Maciej Dąbrowski 18.3.05 18:19
        
ehhhh nie ma co dalej odpowiadaćbo powsatnie istny burde*l na forum :)

Pozdro, Mac
Dyskogłowie w instytucjach publicznych i mediach
Marek Andrzej 18.3.05 14:47
Szanowny kolego każdy język ma :
semantyke, semiotyke, idiomy,slangi,frazy,
narzecza ...etc.

O "Litwo ojczyzno moja ..." można tomy
napisać , albo było i nie ma.

A z wesołej twórczości pismaków i urzędasów, legistlatów, bankowych wybrałem

xBank
Umowa o prowadzenie bankowych rachunków ...

§5.1 "bla", "bla" ... na skutek niedochodowania przez Posiadacza warunków ... "bla", "bla"

czyli nowomówiony niedochodowania
wchodzimy w neologizmy-A od kiedy gramatyka ma coś wspólnego z logiką.

W monitorach europejskich czytamy "agregacje" pojęcia często nowe pochodzące z indoeuropejskich języków
i stosowane w informatyce UML.

czy sławne ... lub czasopisma.

Czasami styl powinien być konkretny.

that was all-alles wszystko

z podrowieniami
Marek Cezary
reformy kolejne, a świat
Marek Kaczmarczyk 18.3.05 09:21
Na marginesie tej dyskusji o róznorakich "dys-" oraz reformach jaich ofiarą stała się oświata chciałbym jako ciekawostkę wrzucić takie coś:

Znajoma całkiem niedawno wyjechała na stałe do Zjednoczonego Królestwa. Jej syn (jednojęzyczny) ukończył w Rzeczypospolitej 3 klasę podstawówki. Na ocenach "państwowych". Piątek i szóstek ze świecą by szukać. Za "małą wodą" został poddany testom kwalifikującym go do "ichniej" szkoły... I... koniec świata! Kazali startować od piątej klasy. Jeno z "angola" ma specjalne kursa coby gonić...

Wnioski: mozna wyciągać różne, ale jest jeden, który mi się pcha na początek. Wiedza naszych milusińskich nabywana w szkole jest na wystarczająco wysokoim poziomie merytorycznym. I od razu pytanie: czy również na praktycznym. Czy Nasze dzieci nafaszerowane "mądrością" naukową rzeczywiście są przygotowywane do życia. Czy może jedynie pakowane jak twarde dyski naszych komputerów "oprogramowaniem", z którego choćby podstawowym wykorzystaniem mają problemy. To tak jak władowanie Excela by zrobić budżet urlopowy...
Co absolwentowi po całkach, modułach i innych takich jeśli nie potrafi obracać się w życiu codziennym, a na matematykę, czy inną fizykę się nie wybiera. Matematyka jest podstawą wszelkich nauk. PRAWDA ŚWIĘTA I NIEPODWAŻALNA. Jednak ucząc jej nie uczymy dzieci logicznego myślenia, wyciągania wniosków ogólnych ze zdarzeń jednostkowych, lecz przebiegi zmienności, momenty obrotowe i spiny elektronów. Ucząc polskiego, nie uczymy zasad pięknego wysławiania się, poprawnego pisania, genezy takich a nie innych określeń, zjawisk ortograficznych, czy form gramatycznych, lecz wymuszamy jedynie słuszne interpretacje tego "co poeta miał na myśli". Do dziś pamiętam swoje dyskusje sprzed lat ponad 20 z polonistką na temat Wyspiańskiego i "przekazów", które jego twórczość niesie. "Uczycielka" uparcie oczekiwała jedynie słusznych bogoojczyźnianych wynurzeń z mojej strony na ten temat. Ja zaś widziałem jedynie (no prawie) majaczenia, które bywają i moim udziałem po nadmiernym spożyciu. I co... Po latach wydało się, że "poeta" pisał był głównie na ciężkim fleku lub wręcz po opiatach... Malował równiez, gdyż On i wielkim malarzem był :-))).
MOże to wszystko trochę nie na temat główny, ale tak mi się nasunęło niejako przy okazji.
Niech więc Ewa swoje "potworki" wyciąga na rybki ze szkolnych ław czasem, niech pozwoli im podłubać w sprzęcie, który mam nadzieję spływa nieprzerwanym strumieniem...
Marek
     Odp: reformy kolejne, a świat
Ewa Ćwikła 19.3.05 21:22
    
Masz rację. I podobno ta nasza nowa reforma miała uczyć umiejętności a nie wiedzy. Wynik jest taki, że chyba jednego nie uczy JUŻ a drugiego JESZCZE i nie wiadomo, czy będzie kiedykolwiek bez nakładów finansowych. Syn Twojej znajomej nie jest wyjątkiem, raczej potwierdzeniem standardu: nasze dzieci wiedzą wiecej, to sprawdzone. Ale to większa wiedza ogólna. Gdy przychodzi do specjalizacji- zaczyna się problem, bo nie starcza zapału, miejsca i siły na więcej. Trzeba to wszystko uporządkować, tylko kto się za to weźmie?
     Odp: reformy kolejne, a świat
Zajęcia wyrównawcze ? 18.3.05 09:36
    
Sorry Ewo z całym szacunkiem dla pracy prawdziwych belfrów nie rozumiem pojęcia zajęcia wyrównawcze. Przez stulecia były jednostki żądne wiedzy i....tumany. Tym drugim nic nie pomoże. Teraz tłumaczą się dysgrafią i .... przyzwyczajeniem z czatów i sesemesów a najdłuższy tekst przeczytany w życiu to numer miejsca w kinie. Ci pierwsi są wszędzie lecz niestety jest ich znacznie mniej. Oni sami sobie tworzą większe szanse. Zamiast ciągnąć za uszy ynteligentnych inaczej wystarczy stworzyć więcej miejsc pracy gdzie umiejętność trzymania łopaty wystarczy.
PS. Statystycznie żecz bioronc procent disgrafikuf i obcionrzonyh dyskalkulią powinien być jednakowy. Ino jakby tyh drógih mniei. Czyrzby dlatego rze tżeba kase liczyć ???
         Odp: reformy kolejne, a świat
Ewa Ćwikła 19.3.05 21:26
        
Zajęcia wyrównawcze są także a właściwie przede wszystkim dla tych, którzy chcą. Tych, co nie chcą i grabiami na nie nie zawleczesz. Szkoda prądu dla łuczywa.
         Odp: reformy kolejne, a świat
Marek Kaczmarczyk 18.3.05 10:08
        
Statystycznie żecz bioronc procent disgrafikuf i obcionrzonyh dyskalkulią powinien być jednakowy

a niby dlaczego? Wszak to inne obszary istoty szarej?


Czyrzby dlatego rze tżeba kase liczyć ???
nie myl arytmetyki z matematyką... Dodawanie i odejmowanie to da radę na odruchach Pawłowa opanować. Logicznego myślenia nie...
         Odp: reformy kolejne, a świat
Marek Kaczmarczyk 18.3.05 10:04
        
Sławek,
to trochę nie tak. Każde cywilizowane społeczeństwo ma swój program "wyrównywania szans". Inaczej faktycznie miałbyś kilka procent "elity", która dobiła się do wiedzy i stołków i całą resztę "operatorów koparek ręcznych". Niestety, dzisiejsze technologie takich nie za bardzo potrzebują, a jeśli już to niewielu. Potrzebni są, nawet przy prostych pracach, operatorzy urzadzeń ciut bardziej skomplikowanych. Choćby łopaty sterowanej numerycznie :-))). Te programy mają na celu również zaspokojenie popytu na takich fachowców. Poza tym niejednokrotnie okazuje się, że wystarczy niewielkie wsparcie i delikwent pozornie skazany na łopatę przełamuje swą niemoc/niechęć i... wkracza na ścieżkę przewidzianą dla tych nielicznych.
Znów przykład z mojej edukacji. MOja nieodżałowana matematyczka z ogólniaka prof. Walentyna C. miała niezbyt nowoczesną jak na obowiązujące standardy metodę przekazywania wiedzy. Miała jednak niesamowite efekty. Geniuszy pozostawiała samych sobie. Być może wychodziła z założenia, że sami dadzą sobie radę. Gniotła zaś niemiłosiernie "dolne strefy stanów niskich". Przy tablicy spędzali więcej czasu niż w ławkach. Ja zaś przez 4 lata byłem przy niej może dwa razy. Efekt? Każdy z tej klasy, który gdziekolwiek matematykę na studia zdawał... ZDAŁ. Gdyby Pani Walentyna poświęciła się "szlifowaniu diamentów" być może jakiegoś drugiego Banacha by wyszlifowała, lecz tych kilkanaście osób pozostawionych samych sobie nie skonczyłoby nawet liceum, nie zostaliby inżynierami, nie nauczyliby się stosować matematyki i jej zasad nacodzień...
Nie ma, Sławek złotego środka. Być może szkoda takiego "niedoszlifowanego", ale szkoda też by była gdyby ta reszta zasiliła szeregi "wielkoprzemysłowego proletariatu"...
Trzeba więc stwarzać szansę na "wyrównanie"...
Marek
Dydgrafia, dyslekcja i inne dys..komforty
Ewa Ćwikła 17.3.05 23:17
Nie żebym się zaraz wymądrzała, ale... macie wszyscy po troszkę racji i nie macie. 25 lat stuknie we wrześniu jak uczę w szkole. Przeszłam chyba wszystkie szczeble- od podstawówki, przez liceum do nowego pomysłu : gimnazjum. I stwierdzam z perspektywy ćwierćwiecza, że niechlujstwo językowe to jedno, a dysfunkcje edukacyjne to drugie. I - niestety- obie kwestie narastają lawinowo.Kwitnie niefrasobliwe bałaganiarstwo i flejtustwo językowe. Dziś bajka o Czerwonym Kapturku zaczynała by się tak - oczywiście opowiadana np. przez gimnazjalistów z dużego miasta: " Zapina ziomalka Kaptur na miejscówke do starszej jareckiej. Pokitrane ma po kieszeniach troche bakania i jakiś szamunek. Przylukał jom wilk- wypas..." Koszmarek? To nasza ojczysta mowa wieszcza Adama w nowym wydaniu.Bardziej podobna do więziennej grypsery niż do języka Słowackiego i Boya. Da radę "skumać" bez tłumacza? Taka "gadka" jest teraz "cooltowa".Ale ma drugie dno: pokryć braki edukacyjne, ubóstwo słownictwa, brak wiedzy o pisowni i składni. Ignorancja zamierzona staje się modą, kamuflażem , skrywającym niewiedzę. Młodzież 15-16 letnia, która dziś powinna kończyć gimnazjum (a parę lat temu byli to licealiści) nie dorasta do pięt tej, która kończyła ostatni rok ośmioletniej podstawówki, jeżeli chodzi o zasób słów i umiejętności poprawnego pisania. Zna się za to na "kompie" i "Necie". Umiejętności może i większe, ale wiedza z pewnością mniejsza. Byłam fanem reformy, zarówno jako nauczyciel jak i dyrektor szkoły. Miało być pięknie a ...tradycyjnie po polsku - jest, jak jest. Ta reforma mogła być sukcesem, gdyby zrealizowano wszystkie jej założenia i dofinansowano ją na poziomie zaplanowanym.Bez kasy nie da się zrobić zajęć wyrównawczych, kół zainteresowań, zajęć pozalekcyjnych, nie wprowadzi się komputera na każdy przedmiot, bo trzeba ich mieć wystarczająco dużo i kadrę całkowicie przeszkoloną. To se ne da bez kasy jak mówią bracia Czesi!!!!! Ileż nauczyciele mogą nadrabiać wolontariatem? Moi robią to trzeci rok - dobrowolne opodatkowanie w postaci 2 godzin tygodniowo.Bo widzimy jak jest. Reforma w praktyce może wyrównała szanse dzieci ze wsi i wielkich miast. Ale czy w tę stronę miało iść wyrównywanie szans? I do czego równać? W górę czy w dół? A może to się nie da równać? Może ktoś zapomniał o uwarunkowaniach środowiskowych, kształtujących młodzież, jej charaktery, normy społeczne i systemy wartości? Wyniki kolejnych egzaminów gimnazjalnych nie są z roku na rok lepsze- jak oczekiwano. Próbna Nowa Matura też nie pokazała oczekiwanych efektów. Wręcz rozległy się trąby na alarm. To nie krakanie - to smutna refleksja belfra, który kocha swoją robotę i dzieci.Nie będzie lepiej, jeśli nie będzie bazy. Z pustego zaś i Salomon nie naleje. Język pokraczny , koszmarkowaty, będzie nas straszył codziennie.Wysoki urzędnik MENiS-u powiedział o dzieciach , które nie mogą sprostać wymaganiom szkolnym "odpad edukacyjny". Ilość tego "odpadu" rośnie z roku na rok. Widzę to po ilości uczniów trafiających w gimnazjum do klas z przygotowaniem do nauki zawodu.A przecież "takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie". To jaka nas przyszłośc czeka?
Apel jest super: czytają nas młodzi. Może naszym standardem, znakiem firmowym na Forum będzie dbałość o język? Czasem odpuszczałam sobie literówki , te wszystkie "ą" i "ę". Postaram się uważać. Wchodzę w tę akcję. Kto ze mną?
P.S. Przepraszam, znów się rozgadałam, ale ten temat leży mi szczególnie na sercu i bardzo się cieszę i dziękuję Ci, że wypłynął.
     Odp: Dydgrafia, dyslekcja i inne dys..komforty
Elżbieta Andruszaniec 19.3.05 07:37
    
Kontynuacja na temat błędów.
Czytałam tekst ze 3 razy i dopiero jak go wysłałam, odkryłam jeszcze błąd. Napewno Pani go zauważy.
Przepraszam za przeoczenie. Pisząc ręcznie nie popełniłabym go. Jednak komputer przyczynia się do mnożenia błędów niezamierzonych.
E.A.
     Odp: Dydgrafia, dyslekcja i inne dys..komforty
Elżbieta Andruszaniec 19.3.05 07:23
    
Pani Ewo!
Nic dodać, nic ująć. Podpisuję się obiema rękami i przyłączam do akcji.
Jestem bardzo mile zaskoczona ogólnym zainteresowaniem dla tematu i to na stronie, wydawałoby się, nie mającej z tym nic wspólnego.
Nie spodziewałam tak obszernego forum.
Ja osobiście pisząc cokolwiek, niezależnie do kogo, zawsze czytam tekst kilkakrotnie. Znajdę jakąś literówkę czy zawiłość stylistyczną i poprawiam. Jeśli piszę coś "na szybko", to najwyżej parę słów komentarza. Na dłuższy tekst zawsze rezerwuję trochę więcej czasu. Ale ja jestem "starszej daty" i tak mnie kiedyś nauczono, że "niechlujstwo", w języku czy ubiorze, jest brakiem szacunku dla osoby, do której jest to kierowane.
Wyniosłam to głównie z domu ale i ze szkoły też, poczynając od zwyczajnej podstawówki. W moich czasach nie było szkół prywatnych i społecznych. Chodziło się do szkoły, która była najbliżej miejsca zamieszkania.
Fakt, że każde pokolenie rządzi się swoimi prawami. Moje czasy edukacyjne przypadły na lata 70-te i przyznam, że też mieliśy swoją młodzieżową "grypserę", ale do dzisiejszej to było nam baaaaardzo daleko i używaliśmy jej między
sobą. Nie byliśmy "skażeni", w każdej chwili potrafiliśmy posługiwać się normalnym, polskim językiem.
Jako "belfrowi", opowiem Pani pewną humorystyczną sytuację, która jest w 100% prawdziwa i w gronie dawnych, szkolnych przyjaciółek nieraz ją wspominamy.
Już w szkole średniej, przy odpowiedzi na języku polskim, a trakcie omawianiu pewnej epoki, prawie każda wywołana do odpowiedzi uczennica zaczynała od słów: "w tamtym czasie dola chłopa była....ciężka". Po paru takich wypowiedziach Pani polonistka zapowiedziała, że jeżeli jaszcze raz usłyszy takie zdanie, to nie czekając na ciąg dalszy stawia od razu 2 !
I moja przyjaciółka wstając do odpowiedzi, kręcąc nerwowo kosmyk włosów od razu zaczęła tradycyjnie, że "dola chłopa była ........... i tu doznała szoku, przypominając sobie zapowiedź Pani profesor. W sali zpadła cisza, ręka Hanki z kosmykiem znieruchomiała a po chwili dokończyła przerwane zdanie .......nielekka. Trzeba tu oddać sprawiedliwość Pani profesor - przerwała ciszę słowami: wybrnęłaś z sytuacji, doceniam, możesz mówić dalej. Chyba nawet dostała 4.
Nie chcę się też za bardzo rozgadywać, ale osobiście słysząc takie teksty w rodzju tego ze współczesnej bajki "O Czerwonym Kapturku", to wydaje mi się (może trochę przesadzam, bo często pod tą zaschnietą i plugawą skorupą skrywa się gorąca lawa i powinniśmy się jej doszukiwać), że ktoś taki jest wyzuty ze wszystkich normalnych ludzkich uczuć i pozbawiony logicznego rozumowania i oceny sytuacji oraz swojego postępowania. I wtedy zdarzają się "zatłuczenia" bejsbolem, bo dla tego młodego "człowieczka" ta "skorupa" jest cool!!! Jest na topie!!
I to jest niestety (przynajmniej ja tak uważam), wpływ wszelkiego napływającego do nas "zachodniego śmiecia", który nie jest filtrowany przez rodziców, zjętych zapewnieniem przynajmniej minimalnego bytu rodzinie. Sama wiem co to znaczy, bo od 25 lat tylko ja jestem odpowiedzialna za zapewnienie bytu sobie i synowi.
I odbywało się to kosztem czasu dla dziecka, bo etat i "chałtury" zajmowały większość doby. Na szczęście mój ojciec wpajał wnukowi te same zasady, co mnie, 20 lat wcześniej. Ale tu znów pojawił się problem przegięcia w drugą stronę.
Nie jest przystosowany do dzisiejszego, brutalnego życia. Trochę odbiegłam od ogólnego tematu, ale wydaje mi się, że "nadajemy na podobnych falach" i jeśli mogłabym z Panią wymienić pewne poglądy na temat psychologicznego podejścia młodzieży do dzisiejszego życia, to podam Pani swój adres:
311ela@wp.pl
Bardzo serdecznie pozdrawiam Pani Ewo.
Życzę pogodnych Świąt.
z poważaniem
Elżbieta Andruszaniec
     Odp: Dydgrafia, dyslekcja i inne dys..komforty
Piotr Łopaciński 18.3.05 11:03
    
Ewo - do tej pory byłem przekonany, że już wszystko słyszałem i widziałem na tym naszym pięknym świecie.
Kiedy jednak przeczytałem zacytowany przez Ciebie wstęp do "Czerwonego Kapturka Anno Domini 2005" przeżyłem szok.
Jakie te Rzeczypospolite będą?
Kilka dni temu oglądałem "Ojczyznę Polszczyznę" prof. Miodka.
Po co ten chłop się nadwyręża?
Kto oprócz nas - starych wapniaków jeszcze go słucha?
Pozdrawiam serdecznie...Piotr
         Odp: Dydgrafia, dyslekcja i inne dys..komforty
Jurek Kowalski 18.3.05 11:17
        
Piotrze,

Ci młodzi sądzą, że wymyślają coś nowego, a tu "nihil novi suib sole". Ja słyszałem ten tekst już dobre dwadzieścia lat temu tylko wtedy zaczynał się on "Kitra się Krasna Kanioła na hawirę do starszej jareckiej..."

Mało twórczą mamy tę młodzież. To jest najgorzsze. twórczośc wymaga wysiłku, a ta nasza "pajdokracja" nie jest na nic takiego gotowa.

Gdyby lepiej pogrzebać w archiwach to nie wiem czy źródłem nie był np. Fredro :-)) :-)).

Pozdrawiam serdecznie

Jurek Kowalski
             Odp: Dydgrafia, dyslekcja i inne dys..komforty
Ewa Ćwikła 19.3.05 21:32
            
Teraz bajeczke dostosowano do języka a właściwie jęzora blockersów i hip-hopowców, tych "ziomali" co w kapturach i portkach z krokiem w kolanach latają. No i kiedyś nikt nie mówił tak otwartym tekstem o "bakaniu" (jaraniu baczki, czyli skręta z marychą). A że wilk był "wypas".....No cóż, lepszy wilk wypas niż facet ABS (Absolutnie Bez Szyi).Pozdro.
             Odp: Dydgrafia, dyslekcja i inne dys..komforty
Krzysztof Komoszka 18.3.05 11:54
            
O czym wogóle mowa. Realia przeczą zdroworozsądkowemu podejściu do jakiejkolwiek edukacji, czy to szkolnej czy pozaszkolnej. Moja żona jest pedagogiem szkolnym. Skończyła studia pedagogiczne na kierunku społeczno-wychowawczym i ten kierunek, o zgrozo nie uprawniał jej do, uwaga - pracy w świetlicy szkolnej! Tymczasem jej koledzy kończący studia rok wcześniej(przed reformą p...dy Łybackiej) mieli specjalizację opiekuńczo-wychowawczą i oni mogą w zsadzie pracować i świetlicy i w poradni szkolnej i innych. Sens tego żaden. Mało tego aby moja żona mogła dalej pracować, musiałaby skończyć, wart 1500pln, kurs dopuszczający do pracy w swietlicy. Kurs obejmują te same przedmioty, które już miała i ma wpisy w indeksie, mało tego kurs prowadzą ci sami wykładowcy. Toż to totalne złodziejstwo i bezmózgowie. Obecnie ma pół etatu pedagoga w szkole, kilka godzin świetlicy(kurs potrzebny jest do pełnego etatu, sic!) i dwie godziny muzyki, bo szkołę nie stać na zatrudnienie muzyka na dwie godziny, a ichętni "pchają" się drzwiami i oknami. Obecnie kończy podyplomowe studia logopedyczne i walczy o etat logopedy. Szkoły są w sytuacji wręcz koszmarnej, bo nie ma kasy na najbardziej istotne rzeczy jak chociażby etat psychologa czy logopedy. Poza tym dzieciaki są tak jak widać powyżej raczej niechętne do nauki(nie wszystkie oczywiście) z powodu oczywistej magii pieniądza, kultu chipsów i pokemonów. Dramat.....
                 Odp: Dydgrafia, dyslekcja i inne dys..komforty
Ewa Ćwikła 19.3.05 21:34
                
Krzysiu, toż to sama szkolna rzeczywistość i bezmiar oświatowej nędzy( nie tylko finansowej, także tej twórzcej, ale przez duże TFU :-(((((
             Odp: Dydgrafia, dyslekcja i inne dys..komforty
Marek Kaczmarczyk 18.3.05 11:33
            
ta wersja bajki została opracowane przez "grypserę". Uczono na jej przykładzie lat dwadzieścia temu młodych adeptów resocjalizacji.
Coby o grypserze nie powiedzieć to jednak bardziej twórcza pod względem leksykalnym od ówczesnej młodzieży była. Choć niekoniecznie w kierunku właściwym :-)))))
     Odp: Jo mom recht roztomili a wy ni mocie
Tomek Płonka 18.3.05 10:44
    
Masz szczęście że nie jesteś moim "dyro" bo za te 2 godziny dziennie za darmochę to byś szybko przepadła w najbliższym konkursie :-)
Prócz wyjątków, gdzie nauczyciele przejmują rolę wychowawczą (tak jak w przypadku waszej szkoły) odpowiedzialni za przekazanie pozytywnych wzorców w 99% są rodzice. To do nich należy wyrobienie w małym dziecku ochoty do czytania, podsuwanie pomysłów na czas wolny - najcvzęściej jakiś sport, szkoła muzyczna itp. Czyli - Rysiu - nie kadra nauczycielska jest winna za niedouczanie. Winni są rodzice oraz system, który z powodu niskich płac powoduje odpływ z branży ludzi najlepszych, inteligentnych, a pozwala pracować w szkołach (przepraszam Ewa !) nieudacznikom życiowym, frustratom, albo babom co nie muszą porządnie zarabiać bo mąż trzepie kasiurę. Wiem bo byłem belfrem 6 lat. Z mojej byłej budy to bym wywalił 10% kadry na początek. Z innych szkół pewnie trzeba by wywalić więcej. Ja miałem fajnych uczniów, inteligentnych, cwanych też, a kilku degeneratów, którym nic nie pomogło oprócz jednego przypadku który miał na imię Seba - dostał po ryju od księdza, ode mnie też zarobił w czajnik a potem to już rozrabiał tylko na zajęciach z babami, które go prosiły grzecznie o spokój i wzywały matkę do szkoły :-)
Brak facetów w szkołach i niskie zarobki powodują obniżanie poziomu kadry oraz spadek autorytetu przeciętnego nauczyciela. Dotego bezstresowe wychowanie - i mamy taki poziom jaki mamy wśród młodzieży. Nie przejmujmy się jednak za bardzo. Ziomale, gity, punki i inne będą musieli nauczyć się tylko pojęcia czasoprzestrzeni, czyli "masz tu szpadel i kop stąd do 16-tej". Takim płacę 4 dychy za dniówkę + 1,5l wody mineralnej :-)
T.P.
         Odp: Jo mom recht roztomili a wy ni mocie
Ewa Cwikła 19.3.05 21:48
        
Oj, synek, i Ciebie sie cóś pociulało;-)))
Dom , rodzice? Oni albo tyrają od świtu do zmierzchu, żeby utrzymać jaki taki standard życia (np. na żarełko żeby było), albo nie mają gdzie tyrać i chleją z żalu ( albo z innego, zawsze usprawiedliwionego ich zdaniem powodu) i czniają dzieci, które same sobie muszą organizować życie ( i wspomniane żarełko tyż). Tomku, nie wiem jak dawno temu pracowałeś w szkole, ale z roku na rok jest gorzej, Ostatnie 3 lata przyniosły zmiany tragiczne w konsekwencjach: bezrobocie i bieda pociągnęły za sobą zmianę systemów wartości a to z kolei - patologie społeczne wszelkiej maści. Wykształcenie nie jest w cenie - bo rzadko kiedy popłaca. Modne pojęcia to"zakombinować", "załatwić" , "skręcić".
Mądry to "frajer" i "gołodupiec", bo się męczy za lichutką kasę. Rodziców nie obchodzi, co się dzieje z dziećmi. Na wywiadówki przychodzi co piąty rodzic. Na konsultacje comiesięczne- co dziesiąty. Jak mamy wspierać ich i ich dzieci, kiedy brak zainteresowania. To tak, jak robienie prezentu na siłę temu, co nie chce. Mam nadzieję, że się nie obraziłes za poczatek. A na marginesie: u mnie na 43 osoby z rady pedagogicznej jest 12 facetów ( 12 gniewnych ludzi;-)))), którzy robią tę robotę, bo chcą. Reszta się wykruszyła.
     Odp: Dydgrafia, dyslekcja i inne dys..komforty
Robert Hamer 18.3.05 04:50
    
To było do przewidzenia kilkanaście lat temu. Wszystkie reformy w Polsce doprowadzały do polaryzacji. Edukacja tego nie uniknęła. Tak jak na zachodzi, a zwłaszcza w USA, będziemy mieli elitarne szkoły dla bogaczy i edukację na niskim poziomie dla reszty. Elity mają produkować elity a reszta ma dawać ciemną tanią siłę roboczą. Ten model się właśnie u nas realizuje i wątpię aby ktoś to powstrzymał.
         Odp: Dydgrafia, dyslekcja i inne dys..komforty
Ewa Ćwikła 19.3.05 22:15
        
Robert, ktoś to musi powstrzymać, bo jak nic grozi nam nawrót do teorii "nad" a zwłaszcza "podludzi". Ciemna masa, tłuszcza bez mózgu, kierująca się emocjami bez głębszych przemyśleń. Kurcze- blade-zdechłe i jakieśtam!!! Zaborcy i okupanci zamykanli nam szkoły, żeby ciemny naród utrzymać w ryzach. Tylko czy to jeszcze miał być naród? Tłum pozbawiony języka ojczystego (a czyż dziś mowa dzieci ulicy przypomina literacką polszczyznę o którą walczyli nie tylko wieszcze ale i uczniowie z Wrześni?), pozbawiony historii ( spytajcie, ilu uczniów zna jeszcze datę bitwy pod Grunwaldem, ilu rozpozna na portrecie Piłsudskiego czy Mieszka I?) przestaje być narodem. Przestaje być siłą i jednością. Mówię to z całą odpowiedzialnością ja - belfer i historyk w dodatku. Tradycyjne wychowanie patriotyczne poszło w kąt. Kwiecień przestaje być miesiącem Pamięci Narodowej, zaczyna być nieustającymi obchodami Dnia Ziemi, sprzątania świata i szczepienia kasztanowców przet szrotowiaczkiem .Jeżeli nie będziemy sami pielęgnowali tradycji - to ona zginie wraz z wigilijnymi pierogami i pastorałką o "Maluśkim", wypartą przez "Jingle Bell" i renifera Rudolfa.Dlaczego w średniowieczu, podczas rozbicia dzielnicowego arcybuskup gnieźnieński, Jakub Świnka gardłował, żeby w kościele kazania i modlitwa "Ojcze Nasz" po polsku była, a kierownikiem szkoły klasztornej nie mógł być ten, co językiem polskim sprawnie nie władał? Bo wiedział, że język spaja naród w jedność. Znów powtórzę: takie będą Rzeczypospolite.... Europa miała byc Europą "małych ojczyzn". Jaka będzie nasza? Kosmopolityczne bzdurstwo i urawniłowka w bezmyślnej nijakości zatapiają nas.OKI,JUSH STOP. TAJM NA HIP-HOP.
             Odp: Dydgrafia, dyslekcja i inne dys..komforty
Robert Hamer 20.3.05 05:20
            
DZIENX IVA ;) NARTA ;)
Tak serio to wiele zależy tu od sytuacji ekonomicznej kraju. Narody bogate w mniejszym stopniu wchłaniają kulturowy szlam z USA. U nas w przewadze jest byt kształtujący świadomość z wszystkimi tego konsekwencjami. To w dużym stopniu zależy od rządzących. Niestety w latach dziewięćdziesiątych, Polką rządzili „obywatele świata” i „obywatele Europy”, dla których najważniejszym było ekonomiczne otwarcie Polski na świat. Polska weszła do Europy jak naga dziewczyna na wieczór kawalerski. Każdy zrobił swoje i dziękuję. Jeśli się coś zmienia w naszej sytuacji, to alfonsi. Tak to niesyty wiedzę - a widzę czarno. Pozdrawiam.
                 Odp: Dydgrafia, dyslekcja i inne dys..komforty
Marek Andrzej 20.3.05 06:23
                
Tys z gruszki spadl?, czy z wierzby? tak rano:(jak gubernatorzy kolonialnii przy korycie, to nie dziwota sie ludkowie, dlatego wole isc do sklepu po 200 gramm
mrozonego pstraga niz moczyc bata za 300$ na bezrybiu i konkurowac z kusownikiem z agregatem pradotworczym np.Wielkigo Elektryka.

Alternatywa pozostaje finladia lub nord ameryka eventualnie piranie w Amazonce albo Orinoko.Nikt nie liczy jeszcze krokodyli z Nilu?Jest ich w Polsce duzo, prawie na kazdej stacji biopaliw i zapleczu.

pozdrowienia od szejkow i milej niedzieli partyjno-mafijnych
                     Odp: Dydgrafia, dyslekcja i inne dys..komforty
Andrzej Marek 20.3.05 09:55
                    
Miłego sexu z partnerem :)))
     Odp: Dydgrafia, dyslekcja i inne dys..komforty
Ryszard Siejakowski 18.3.05 00:22
    
Ewuniu, ilość dyslektyków i dysortografów, rośnie w postępie geometrycznym, z roku na rok. To zaczyna przybierać rozmiary pandemii. Przerażającym jest, że pokutuje przyzwolenie społeczne na niechlujstwo językowe, o wulgaryzmach nie wspominając. Czasami, gdy przez przypadek, jestem świadkiem wymiany zdań pomiędzy przedstawicielami młodszej generacji, to mam wrażenie, że znajduje się w jakimś obcym kraju. To jest język dla mnie niezrozumiały. Jest prawdą, że ilość reform, jest wprost proporcjonalna do ilości Ministrów Edukacji. To co nawywijała w szkolnictwie towarzyszka Łybacka, przechodzi ludzkie pojęcie. Ja bym tą towarzyszkę nie zatrudnił nawet w "zerówce" a znalazła się w Ministerstwie. I słowo znalazła się, najlepiej oddaje metodologię obsadzania stanowisk ministerialnych. Najlepsze programy nie nauczą dzieciaka prawidłowego pisania czy wysławiania się. To zależy przede wszystkim od nauczyciela /-lki/. Kadrę nauczycielską, mamy taką, jaką mamy. Są bardzo dobrzy pedagodzy i są niestety tacy, którzy nigdy nie powinni znaleźć się w szkolnictwie. Summa summarum, przekłada się to na poziom nauczania daleko odbiegający od średniej wymaganej. Miernota nauczycielska przekłada się na miernotę nauczania. Dla mnie jest całkowicie niezrozumiałe zjawisko powszechności korepetycji. W tym czasie gdy ja pobierałem nauki, korzystanie z usług korepetytora było hańbą i powodem do wstydu. Mam wrażenie, że nauczyciele celowo wygenerowali zapotrzebowanie na usługi korepetycyjne, dorabiając do swoich niezbyt rewelacyjnych pensyjek. Nie chcę się rozwodzić o patologiach tego środowiska, bo nie czas i pora. Mamy problem z poprawnością posługiwania się językiem polskim. Mamy też problem z prawidłową nauką tego języka. Statystyczny Polak czyta podobno pół książki rocznie. Jeśli te dane są rzeczywiście prawdziwe, to dysleksja czy dysortografia jest dopiero na początku swej oszałamiającej "kariery".
Pozdrawiam, Rysz@rd
         Odp: Dydgrafia, dyslekcja i inne dys..komforty
Ewa Ćwikła 19.3.05 22:31
        
Rysiu, nauczyciele nie musieli nic generować.MEN zrobił to za nich. Ja jestem matura rocznik 1977. Też bez korków. Też był to wówczas obciach. Dziś bez korków na studia dostaje się tylko geniusz, któremu szkoła nie zaszkodziła a mądrzy nauczyciele na kółkach poszerzyli wiedzę. I nawet nie o to chodzi, ze szkoła jest zła. Mamy rewelacyjne licea, liczące się w świecie, nie tylko w Europie, jak choćby łódzki "Koper" , czyli I LO. Ale totalnie brak korelacji między tym , czego zdoła nauczyć ucznia szkoła a tym, czego na wstępnym egzaminie wymagają wyższe uczelnie. Fachowo mówi się na to "brak drożności systemu edukacyjnego". Miała to zmienić hurtem reforma wraz z nową maturą. Jesteśmy po próbnej nowej maturze.No i co?Miało być tak pięknie, a jest - jak jest. Wyniki kiepściutkie a uczelnie nie zawsze chcą honorować nową mature i mają własne pomysły na nabór.I czasem trudno im się dziwić, jak się na te wyniki popatrzy. Czyli - jak zwykle. Ale tandem ministrów Handtke - Łybacka trzeba by do Ksiegi Rekordów, nieprawdaż?
         Odp: Dydgrafia, dyslekcja i inne dys..komforty
Ewa Ćwikła 19.3.05 22:31
        
Rysiu, nauczyciele nie musieli nic generować.MEN zrobił to za nich. Ja jestem matura rocznik 1977. Też bez korków. Też był to wówczas obciach. Dziś bez korków na studia dostaje się tylko geniusz, któremu szkoła nie zaszkodziła a mądrzy nauczyciele na kółkach poszerzyli wiedzę. I nawet nie o to chodzi, ze szkoła jest zła. Mamy rewelacyjne licea, liczące się w świecie, nie tylko w Europie, jak choćby łódzki "Koper" , czyli I LO. Ale totalnie brak korelacji między tym , czego zdoła nauczyć ucznia szkoła a tym, czego na wstępnym egzaminie wymagają wyższe uczelnie. Fachowo mówi się na to "brak drożności systemu edukacyjnego". Miała to zmienić hurtem reforma wraz z nową maturą. Jesteśmy po próbnej nowej maturze.No i co?Miało być tak pięknie, a jest - jak jest. Wyniki kiepściutkie a uczelnie nie zawsze chcą honorować nową mature i mają własne pomysły na nabór.I czasem trudno im się dziwić, jak się na te wyniki popatrzy. Czyli - jak zwykle. Ale tandem ministrów Handtke - Łybacka trzeba by do Ksiegi Rekordów, nieprawdaż?
niechlujni wnioskodawcy
Elżbieta Andruszaniec 17.3.05 23:06
Panie Piotrze!
Od dawna mam takie same odczucia jak Pan, czytając niektóre artykuły i komentarze, ale odkładałam poruszanie tego tematu, żeby nie przeczytać potem, "że się czepiam". Pan mnie wyręczył i widzę, że może nie jest tak żle, bo aż zaskoczyła mnie ilość pozytywnych odpowiedzi na Pana artykuł. Szczęśliwie nie z samych "niechlujnych pisarzy" składa się nasze społeczeństwo ale w ogólnym rozrachunku jest ich bardzo wielu. Spotykam się z tym na codzień pracując jako inspektor w Starostwie. Bardzo często muszę wysilać wyobrażnię i mój jakiś tam średni intelekt, żeby zrozumieć, "co poeta miał na myśli" w swoim piśmie, a nabazgrolone wnioski z których nie da się odczytać ani nazwiska, ani adresu są codziennie. Zdarzył sie taki przypadek, że trzeba było wysłać odpowiedzieć na absolutnie nieczytelny adres i nazwisko petenta. Zrobiliśmy eksperyment i nakleiliśmy na kopercie wycięte dane z kopii tego pisma. Chwała naszej poczcie! Pismo dotarło do adresata!!!
Serdecznie pozdrawiam E.A.
Wstyd
Sebastian Pietrykowski 17.3.05 21:32
Cóż pozastaje mi tylko walnąć się w pierś i przeprosić za te fatalne błędy. Mam też nadzieję, że to tylko nie z mojego powodu Piotrze napisałeś swój artykuł.. Pozdrawiam
     Odp: Wstyd
Piotr Łopaciński 17.3.05 21:46
    
Pisząc ten tekst naprawdę nie miałem nikogo konkretnego na myśli.
To zaczyna niestety robić się regułą.
Pozdr...Piotr
Bon ton
Joanna Korczyc 17.3.05 21:11
tak jest, kultur k...wa przede wszystkim! :))
     Odp: Bon ton
Elżbieta Andruszaniec 17.3.05 23:11
    
A uważa Pani, że brak kultury powinien być przede wszystkim?
         Odp: Bon ton
Joanna Korczyc 18.3.05 07:44
        
Ależ skąd! Z chamstwem należy walczyć siłom i godnościom osobistom. I z humorem bo pouczanie na ogół powoduje eskalację wulgaryzmu. Pozdrawiam serdecznie.
             Odp: Bon ton
Elżbieta Andruszaniec 19.3.05 07:54
            
To super!
Przepraszam, że może opacznie zrozumiałam Pani komentaż. Jesteśmy chyba po tej samej stronie.
E.A.
Bardzo delikatnie powiedziane
Tomek Płonka 17.3.05 21:01
Kolejny "delikates" się znalazł. Co ty się tak pieścisz z takimi? Ja się dalej nie wypowiem bo zaczną się bluzgi w odpowiedziach :-)
T.P.
Psycha
Robert Hamer 17.3.05 20:39
Piotrze, sprawa jest chyba bardziej skomplikowana niż Ci się zdaje. To sfera bardzo złożona, bo dotyczy ludzkiej psychiki. Każdemu rozwojowi psychicznemu towarzyszy wiele czynników które formują psychikę w taki czy inny sposób. Czasem takie mocne odkształcenia, nazywamy wypaczeniami, dewiacjami czy dziwactwami. Wiele z nich powoduje coś co psycholodzy nazywają, neurozami. Te z kolei odpowiadają za cały wachlarz przeróżnych problemu natury psychicznej. Dysleksja czy dysortografia, to tylko czubek góry lodowej. Oby na tym się kończyło. Ja jestem daleki od potępiania ludzi mających problemy na tym polu. Może z racji wieku i znajomości tematu bardziej staram się to zrozumieć niż piętnować. Obydwoma rękami podpisuje się pod apelem o korzystanie ze słowników. W końcu napisano je dla ludzi. Niestety niechlujstwo jest też wynikiem takiego a nie innego wychowania. Gdyby niechluj był świadom jak postrzegane jest niechlujstwo przez czyściochów, to pewnie dołączyłby do ich grona. Niestety jest inaczej. Ja jestem za apelowaniem o dbałość języka. To leży w interesie wszystkich, bo ułatwia nam komunikację. Natomiast piętnowanie i ośmieszanie, da skutek odwrotny od zamierzonego. Ludzie ośmieszani zamykają się w sobie a nie biegną po słownik. To ABC psychologii. Pozdrawiam
     Odp: Psycha czy pójście na łatwiznę?
Ryszard Siejakowski 17.3.05 21:44
    
Profesorem Miodkiem nie jestem,to fakt niezaprzeczalny :o)) Są jednak pewne granice tolerancji. Dysleksja czy dysortografia stały się modne. Co dziwne każdemu /no prawie każdemu/ jest to na rękę. Nauczycielowi, bo ma wymówkę, że nie zdołał nauczyć ucznia podstawowych zasad języka ojczystego. Uczniowi bo ma w pompie naukę. Rodzicom, bo synek czy córka jest przepychana z klasy do klasy. I tak sie toczy ten chybotliwy wózek dysleksyjno-dysgraficzny od bodajże 15 czy 20 lat. Jest tajemnicą poliszynela, że osób rzeczywiście skażonych tymi wadami jest bodajże 3% w stosunku do ilości deklarowanej /sic/. I jest to jeden element tej układanki. Drugi, to należyta dbałość o język ojczysty. Powinniśmy go przede wszystkim szanować. A szacunek to prawidłowe wysławianie się czy pisownia zgodna z obowiązującymi zasadami. Dla osób korzystających z komputera, sprawa jest trywialnie prosta. Można korzystać zarówno z edytora tekstu wraz z włączonym korektorem jak i posiłkowo korzystać np ze słowników na dowolnym portalu. I od każdego z nas, zależy czy skorzystamy z tych narzędzi czy nie? Ja raczej nie mam kłopotów z ortografią ale zdarzają mi się wpadki stylistyczno-interpunkcyjne. Już się parę razy wstydziłem za popełnione błędy :o((( Mogę jeszcze zrozumieć jakąś wpadkę przy postach, bo to i czasami brak czasu, czy brak zastanowienia się. Natomiast gdy widzę artykuł, w którym roi sie od błędów, to mnie delikatnie mówiąc, szlag trafia. Jeżeli jest czas na napisanie, to musi być czas na sprawdzenie. To podstawowa zasada. Jeśli jej nie przestrzegamy, to na miłość boską, dajmy sobie spokój z pisaniem artykułów. Lepiej zająć się śpiewem, nie będzie słychać błędów ortograficznych.
Rysz@rd
     Odp: Psycha
Mariusz Szalej 17.3.05 21:00
    
Poprawność pisania nabywa się w pewnej części podczas czytania. Niestety to zjawisko jest u nas w zdecydowanym odwrocie. Większość młodych ludzi nie czyta i nie chce czytać. Książki i prasę zastępuje wszechobecna telewizja. Oglądanie jest łatwiejsze, więc większość z tego przywileju korzysta. Przywilej zmienia się w przyzwyczajenie, a przyzwyczajenie w nałóg. O książkach się zapomina.
W internecie również zaczynają "grasować" potworki słowne. Coś takiego jak "wobki" zamiast woblerów czy "sandały" zastępujące sandacze to przykłady uważane przez niektórych za wędkarski język. Potem idzie się dalej i w treść zaczyna się wkładać przekleństwa (bo to takie modne i ekspresyjne), obelgi (bo w końcu trzeba komuś do...) itp. I jawi się język internetowy jako skrótowy, powierzchowny, wulgarny i niestety bezwartościowy, a najgorsze jest to, że nie można tego przeczytać (odrzuca od ekranu). Brać sieciowa zaczyna to akceptować, nikt nie zwraca uwagi bo ci, którzy dbają o słowo wynoszą się jak najdalej od tego miejsca i taki styl staje się normą.
W obecnej chwili czytając niektóre wypowiedzi aż żal, że tak niski poziom inteligencji reprezentują ich autorzy. Nie należy zatem oczekiwać od nich chociażby odrobiny samozaparcia, które kazałoby im posłużyć się słownikiem. To lenistwo i ignorancja. Poza tym to nieumiejętność posługiwania się czymś takim, wszak ostatnią książką, którą przeczytał ów jegomość był jakiś komiks.
Gorzka refleksja u progu nowego weekendu.
Mariusz
         Odp: Psycha
Krzysztof Komoszka 21.3.05 07:59
        
No właśnie dialogi z większości filmów mozna by spisać ciurkiem na pięciu stronach maszynopisu. W porównaniu z tym książka to dopiero wyzwanie, a nie daj Boże jak ktoś jeszcze każe z takiej książki wnioski wyciągnąć, tu już zwoje nie wytrzymują i zazwyczaj kończy się na tendencyjnych streszczeniach lektur szkolnych. Zero myslenia, zero zadumy, zero twórczego myslenia nad tematem zadanym w pracy domowej. Gdzie te czasy gdy pisało się wypracowania na pół zeszytu?
         Odp: Psycha
Ewa Ćwikła 19.3.05 22:36
        
Nooo, spoks! Siadasz do kompa i jush surfujesz po necie. THX za odp. Nara, pozdro! Joł, ziomale wszystkich krajów... ;-P ..
     Odp: Psycha
Piotr Łopaciński 17.3.05 20:58
    
Robert - nie chciałbym aby odebrano to co napisałem, jako potępianie dyslekcji, czy dysortografii. Jestem naprawdę daleki od tego. Irytuje mnie tylko zwykłe niechlujstwo i lekceważenie innych ludzi
/tak odbieram to/. Zawsze czytając jakiś tekst staram się zrozumieć osobę piszącą, ale jak sam chyba widzisz nie zawsze jest to możliwe.
Byłbym naprawdę szczęśliwym człowiekiem, gdyby ten mój krótki tekst choć odrobinę
przyczynił się do zmiany tego stanu.
Pozdrawiam...Piotr
         Odp: Psycha
Mądrale 22.3.05 21:21
        
b/k



Valid XHTML 1.0!
Wszelkie prawa zastrzeżone - All Rights Reserved - ©1999-2004 Krokus Sp. z o.o. - powered by eZ publish
Za publikowane treści odpowiedzialność ponoszą ich autorzy, jednocześnie wyrażając tym samym zgodę na ich bezterminową publikację.
Reklamy Krokus: OpenERP