Portal Sklep Bazar Tygodnik Ryby Domowe Klub Reklama Pomoc
ARchiwum sklep
English pages

UWAGA! ZNAJDUJESZ SIĘ NA STRONACH ARCHIWALNYCH !!! NOWY ADRES => Wędkarstwo - Rybie Oko - http://www.fishing.pl

 
Artykuły
Forum
Foto
Baza
Co i kiedy
Linki
Brania
Hyde Park
Humor
Znad wody
Filmy i pliki
Kartki
Encyklopedia
Ryby i prawo
Ściąga
 
 
 
 
mniej ostatnich wiadomości 82114
To był fragmnet większej całości, niżej więcej :)
pytanie o połów
pomocy!
pomocy!
Odp: odp:Kłusownicy na śląsku
Odp: dorsz
.......................
Odp: Zapora na Wisłoce
Odp: Oj Panie Bogusz .....
Odp: Żyłka
pytanie o połów
pomocy!
pomocy!
leszczyńskie
"okonek"
Wróżka
W obronie jazgarza
Zawody? Również! Bo dlaczego nie?
Wisiel :/
Łowic bez nęcenia ?
Opowieśc znad wody..
Zanęty produkcji polskiej a zagranicznej
Konińskie kanały
Kupię szpulę do Okumy Avenger AV 30!!!!!!!!!!!!
POŻEGNANIE :) - godz 14!!!
Fajna rybka
Szkoda tytułować
 
 
więcej
Zawody wędkarskie
 4/145
Ten okropny żarłok - JAZGARZ
 
Opowieści znad wody.... cz.1
 6.9/85
Leszczowisko
 7.1/202
 8.8/115 hit
Łakomiec
 7.9/66
Oszuści na Bazarze Rybiego Oka.
 7.3/64
KOMUNIKAT
 
Stało się...
 5.6/30
Kłusownik ukarany! Lepiej późno niż wcale.
 4.9/71
 
 
więcej
Petycja!!!!!!!!!!!!!
Pstrąg Roztocza
Uroczyste otwarcie
 
 
Inne ankiety
Żyłka
Co robisz z niepotrzebnym kawałkiem żyłki?
wyrzucasz gdziekolwiek
rzucasz do wody, bo tam jej nie widać i ptak się nie zaplącze
tniesz na mniejsze kawałki i wyrzucasz
zabierasz ze sobą, by spalić w ognisku
zabierasz ze sobą, by wyrzucić do śmietnika
to inaczej, jak podaj w komentarzu

Wyniki Wyniki wszystkich

Komentuj
 


Wszystkie Rybim Okiem

Hit  Porozumienie ponad podziałami

Autor: Tomasz Statek
Data:07.3.05 19:14
Ocena:7.88  (16)
Czytano:2804

Chyba czas przestać się okładać po głowach w sprawie sportu, a zająć się konstruktywnym rozwiązaniem tego problemu.


Czytam, czytam, czytam... Nadziwić się nie mogę. Rozumiem, że targają nami namiętności i sprzeczności, ale przez wyzwiska do niczego nie dojdziemy. Poziom dyskusji spadł już poniżej średniej sejmowej. Co gorsza – obie strony ostrzeliwują zawzięcie swoje pozycje z coraz cięższej artylerii, ale nikt nie próbuje rozpocząć rokowań pokojowych. Linia frontu ani drgnie. Może więc czas zawrzeć jakiś rozsądny kompromis?

Czy sport wędkarski jest potrzebny? Może to głupio zabrzmi w ustach przeciwnika zawodów (nie cierpię tej atmosfery współzawodnictwa, podejrzliwości i zawiści), ale TAK. Sport jest potrzebny.
Dlaczego? Ponieważ jest nim zainteresowana pewna grupa wędkarzy. Obowiązkiem PZW jest im zapewnić możliwość realizacji swojej pasji, zaś naszym obowiązkiem jest uszanować odmienność ich zainteresowań.

Demokracja nie polega bowiem na tym, że większość ma rację, tylko na tym, że rację mają wszyscy.

Nie jest jednak demokratycznym rozwiązaniem, że – sumując wszystkie wydatki na sport ponoszone na poziomie koła, okręgu i ZG (koszty organizacji, delegacji, diet, nagród, pucharów, dorybień itp.., itd., etc) – nakłady na przeciętnego sportowca są wielokrotnie wyższe niż na przeciętnego wędkarza. I czas to zdecydowanie zmienić.

Skoro doszliśmy do wniosku, że nadszedł czas płacenia za swoje pasje, to dlaczego za sport nie mieliby płacić sportowcy? Z własnej kieszeni.

Po pierwsze – wszelki Zmiany w organizacji sportu wędkarskiego powinny zapewnić SAMOFINANSOWANIE się sportu. W jaki sposób?

Otóż można z góry przewidzieć, jaki jest koszt organizacji zawodów. Jeśli wiadomo, ilu wystartuje zawodników, wiadomo również, ilu będzie potrzebnych sędziów i jakie z tego tytułu organizator poniesie koszty. Dodajmy do tego koszt nagród, upominków, ewentualnie posiłku czy też napojów i jest to mniej więcej koszt zorganizowania zawodów.
Ta kalkulacja nie jest wcale szczególnie trudna i skomplikowana. Nawet statystyczny działacz z trzydziestoletnim stażem powinien objąć ją umysłem.
Zawody mogą częściowo sfinansować sponsorzy. O takich raczej trudno i ich zdobycie – na co wskazuje moje doświadczenie – przekracza możliwości statystycznego działacza z trzydziestoletnim stażem. Załóżmy jednak, że statystyczny działacz wykombinował jakiegoś sponsora, który dał się naciągnąć na zdotowanie 25% zawodów. Skąd zatem wziąć pozostałą kwotę? Z wpisowego. Czyli z pieniędzy, które KAŻDY zawodnik wpłaci na konto organizatora.

Teraz konkretny przykład.
Zawody o Puchar Sołtysa Pcimia Dolnego dla 50 zawodników. 10 sędziów – 10 diet + 3 delegacje = około 220 zł. Do tego posiłek – 8 zł na osobę, czyli 400 zł. Puchary – 300 zł. Nagrody rzeczowe – 300 zł. Razem – 1220 zł.
Sołtys Pcimia Dolnego stanął na wysokości zadania i ufundował puchary. Taki miał gest. Do tego sklep wędkarski w Pcimiu Dolnym pokrył koszt 100 zł z nagród. Też ładny ukłon w stronę sportowców. Łącznie od kosztu zawodów odejmujemy więc 400 zł, dzięki czemu do pokrycia zostaje 820 zł.
Teraz 820 zł należy podzielić na 50 (ilość zawodników). Wychodzi 16,40 na twarz. Zaokrąglmy to do 20 zł (o przyczynach zaokrąglenia w dalszej części). 20 zł to dużo? Chyba nie, zwłaszcza dla kogoś, kto deklaruje gotowość płacenia składki o 1000% wyższej niż obecna.

Jeśli do tego zaznaczymy, że wyjazdy sportowców na zawody nie mogą być dotowane z funduszy PZW (żadnych diet, delegacji, dofinansowań do zanęty itp), to odpada jeden argument przeciwników sportu – wyciąganie nań kasy ze wspólnego wora pod nazwą PZW.

Drugi problem to bezsensowne mordowanie ryb w imię współzawodnictwa.
A jaki problem WSZYSTKIE zawody rozgrywać na żywej rybie? Podlodowe i spinningowe również? Oświadczam, że po wprowadzeniu w naszym kole obowiązku posiadania wiaderek z wodą i wrzucania do nich ryb bezpośrednio po złowieniu śmiertelność spadła drastycznie. Odpadły przy okazji podejrzenia o podkładanie ryb (w przypadku zmrożonych na kość egzemplaży przechowywanych w reklamówkach było to znacznie łatwiejsze).
Skoro na jednego muszkarza przypada jeden sędzia, to czy nie może również przypadać jeden na spinningistę? Może. Ryba złowiona, zważona, wypuszczona. Żyje. Co przeszkadza, by tury w spławiku skrócić, dając tym samym większą szansę uwięzionym w siatkach rybom. By waga szła wzdłuż stanowisk, aby zminimalizować czas, gdy ryby przebywają poza wodą? By uregulować przepisami wielkość siatek, materiał z którego zostały wykonane, średnicę oczek itp w celu zwiększenia przeżywalności ryb?

Z powodu zaokrąglenia wpisowego w kieszeni organizatora zawodów zostanie blisko 200 zł. Ta kwota powinna zostać przekazana na zarybienie zbiornika. Nie ma bowiem wątpliwości, że pomimo najusilniejszych starań zawodników i organizatorów część ryb zakończy swoje życie w wyniku wzięcia udziału w zawodach. Można nawet odgórnie zaznaczyć, że taki to a taki procent kosztów organizacji zawodów ma być przeznaczony na zarybienie (nie Robercie, nie 300%, zachowajmy umiar...J). Jedynym skutkiem takiej ragulacji będzie podniesienie wpisowego z 20 na 25 zł.

Powyższe zasady powinny obowiązywać na KAŻDYM szczeblu organizacji. Od Pcimia Dolnego z jego Zawodami o Puchar Sołtysa po Mistrzostwa Polski w Połowie Cierników. Odstępstwem mogłyby być objęte jedynie zawody międzynarodowe, w których startuje Reprezentacja Polski w Czymkolwiek - choć tu akurat wiele łatwiej powinno być uzyskać sponsorów...

Taki mam pomysł. Pozwola pogodzić miłośników sportu z jego przeciwnikami, ponieważ (w moim mniemaniu) sprawiedliwie traktuje obie strony sporu. I pozwala jednym wyciągnąć korzyści z drugich. Jeśli ktoś ma lepszy, a rozsądny, niech się nim podzieli. Może uda się wypracować projekt, który dogodzi wszystkim.

Pozostanie tylko jeden problem. Jak ten wypieszczony przez nas, poddany obróbce, kompromisowy projekt przepchnąć przez ZG?


Skorzystaj z przyznanego Ci prawa i oceń ten artykuł
« « « « || » » » »  
5  10 

drukuj drukuj wyślij wyślij

Lista komentarzy


Temat: Autor:
Czas:
Nie ma i nie będzie!
Robert Hamer 09.3.05 17:24
A póki co, ZO zasypało Cię tymi samymi papierami co mnie w których próbuje wymusić na nas organizowanie zawodów towarzyskich. To oczywiście próba minięcia reformy i ciągnięcia tej zabawy w nieskończoność. Nadal przewidują ekstra 1000 zł dla tych co przepuszczą najwięcej na tych imprezach. A przecież do zorganizowania zawodów towarzyskich potrzeba towarzystwa. Nie wiem czy w Pcimiu Dolnym jest jakieś towarzystwo wędkarskie. Jak coś, to niech się czują się zaproszeni, my stawiamy ;) ZO zapominało o jednej rzeczy. Aby ta mijanka miała sens, muszą jeszcze narzucić stosowanie w zawodach towarzyskich regulaminu jaki obowiązywał w zawodach rangi mistrzostw koła, inaczej każdy je rozegra jak mu się podoba. Jak mnie tak jeszcze trochę wkurzą, to zorganizuję zawody, „Boleń Wisły” z pulą nagród 5000 zł. Wygrywa oczywiście największy boleń :))) Przeciwnicy sportu mile widziani :) Są chętni? ;)
zawody-zawodowcy
Romek Liebner 09.3.05 14:59
Po pierwsze gratuluje wspaniałego artykułu .
Zgadzam sie z Tobą w 100 procentach nieiwem jak tam u was ale u mnie narazie co się spotkałem to przed zawodami zawsze są zbierane wpisowe (5-10zł) i jak ktoś chce wziąść udział w zawodach to sie wpisuje i płaci -wieć czy on przyjdzie na zawody czy nie to organizatorzy mają jego kase i ją dobrze wykorzystują .
A co do samych uczestników hmmmmm kto chodzi na zawody to ,,zazwyczaj łowi na pożądne(bądz jak ktoś woli drogie) wędki na spławikowych to wywala sporo kasy na zanente a jak na spiningowych to zazwyczaj kupuje niezłe cacka za sporą kase .
Tak czy inaczej niejest to jakiś biedak tylko stac go na wpisowym zamiast zapłacić 5-10zł to stac go zapłacić 20-25 co wpełni pokryje koszty zawodów .
Niechce tu zachwile żeby ktoś mnie posądził o fanatyzm kariarstwa czy coś ale macie prawdziwy pryzkład jak to jest :
Zawody karpiowe
wpisowe od 50zł po nawet 400-500zł
ale zawsze są to zawody na najwyższym poziomie -niczego niebrakuje wszytsko dograne ,poczęstunki ogniska napoje itd itd
Kto ma kase to płaci i łowi kto nie to musi sie zadowolić łowieniem w samotności .
Ale jak dotąd chętnych niebrakuje(ja sam w tym roku już zbieram od stycznia bo mam zamiar wziąść udział w jakiś zawodach)
chętnych niebrakuje ,wszystko jest na wysokim poziomie a jednak nikt członków PZW nieodczuwa tego-no i co warto tu nadmienić niema aż tak wielkiej zawźiętości typu,,musze wygrac i koniec!!,,
-wszystkie ryby zawsze wracają w spaniałej kondycji do wody
-niema podkładania ryb i chyba mimo nawet ,że się przegrywa to zawsze z uśmiechem i wspaniale się wspomina takie zawody
A więc poprostu cyzsty dowów ŻE IDZIE tylko trzeba chcieć

Pozdrawiam
Gacuś
Jakie porozumienie?
Tomek Płonka 09.3.05 12:22
Nie będzie żadnego porozumienia ani żadnego wspólnego "lobbowania" czy jakiś działań. Skoro to forum, które służy aby sobie po prostu pagadać z innymi wedkarzami stało się areną bitwy na słowa, wzajemnego obrażania, wyśmiewania, budowania przepaści to jak ty sobie wyobrażasz zmienianie czegoś w PZW przez internautów, zawodników i niektórych działaczy PZW udzielających się w internecie? Skoro prawie każdy kto się wypowiada ma monopol na rację to nie ma żadnych szans. Nikt prawie nie zadaje pytań tylko ostateczne opinie bez względu na to jaką ma wiedzę. Możemy co najwyżej stworzyć kilkuosobowe grupy, każda z innymi postulatami, zrobić zrzutkę na flaszki i oflagować się przy Twardej. Przy okazji tocząc wojnę na śnieżki :-)
T.P.
     Odp: Jakie porozumienie?
Tomasz Statek 09.3.05 14:17
    
Imienniku!

Ludzi bolą różne rzeczy. Jednych ząb, innych korzonki, a jeszcze innych sport wędkarski.

Myślę, że na portalu czasami bywają "ludzie władzy". Działacze, prezesi, delegaci. Może czasami nawet Generał zerka na nasze wypociny i uśmiecha się pod wąsem widząc naszą bezsilność. Jest jednak pewna szansa, że ktoś z Wybranych raz na jakiś czas weźmie sobie do serca cokolwiek z tego, o czym my tu sobie gadamy.

Bardzo mocno w to wierzę. Niewiele bowiem poza wiarą mi zostało.

P.S. Jak na siedemdziesięcioletnią gospodynię domową całkiem wojownicza z ciebie babka:-)
         Odp: Jakie porozumienie?
Tomek Płonka 09.3.05 14:53
        
No to z perspektywy gospodyni bijącej pianę do ciasta oświadczam ci, że to gadanie na internecie to też bicie piany z tą różnicą, że "ciasta" z tego nie będzie. Od gadania "co trzeba zrobić" nic się nigdy samo nie zmieni.
Nawet jak sobie tu "czajniki" zagladają to dlatego że mają ekstra zabawę. Ja tu zagladam po prostu żeby se poklepać zamiast jęzorem w realu to "palcyma" po klawiaturze. Inni to robią na zebraniach aktywu, na zawodach, na rybach, a my w necie. Ale i tak nic nigdy z tego nie wynikło i nie wyniknie dobrego dla PZW. Jak ktoś chce coś zmieniać w wędkarstwie to niech działa w PZW, KWI czy jakimkolwiek innym klubie a nie mysli, ze jak klepnie posta to ktoś inny weźmie sobie za punkt honoru zadowolić biednego internautę co o kiju wrócił z ryb i spowoduje że będzie więcej ryb w wodzie.
O kurna! Kotlet się przypali - spadaaaaaamm!!!
T.P.
             Odp: Jakie porozumienie?
Tomasz Statek 09.3.05 19:34
            
Imienniku!

Nie to, że tak sobie po prostu klepię i już. Ja to w czyn wprowadzam. Powolutku, pomalutku, za rok będziemy na rozgrywanych przez nas zawodach ZARABIAĆ. I to jest przyszłość sportu wędkarskiego. Nie tylko ciągnąć z dojnej krowy, jaką jest PZW, ale dać zarobić nie tylko producentom sprzętu i zanęt, ale również organizatorom zawodów.

I gwarantuję, że pieniądze te wydane zostaną na zbożny cel.
                 Odp: Jakie porozumienie?
Robert Hamer 09.3.05 19:42
                
Proponuję kupić sex bieliznę dla "pingwinów" ;)
     Odp: Jakie porozumienie?
Jurek Kowalski 09.3.05 13:32
    
Obawiam się, że porozumienia nie będzie wtedy kiedy ludzie rozsądni zamiast wspólnie podkreślać, że warto zasypywać przepaści, budować mosty, doceniać różnorodność wędkarstwa i popierać sensowne działania w różnych jego przejawach, wyciągając z nich jak najwięcej korzyści dla rozwoju wedkarstwa będą jeszcze ugruntowywać przekonanie o podziałach, budować barykady i twierdzić, że porozumienie jest niemożliwe.

O tym pisałem wspominając, że rzeczywiście "ludzi dobrej woli jest wiecej" ale muszą zebrać się razem żeby tę dobrą wolę realizować.

Warto wyjaśniać sobie sprawy podstawowe, bo nieporozumienia wynikają często z niezrozumienia tych podstaw.

Warto też podnosić nasze wędkarstwo na wyższy poziom, bo jeżeli ma to być to samo tylko z innymi ludźmi to jakieś nieporozumienie. Wymiana ludzi niczego nie przyniesie. Zmiana jakościowa będzie istotna, niezależnie od tego kto będzie "u władzy".

A "oflagowanie się przy Twardej" niczego nie da poza uznaniem, że stan obecny jest niezmienny.

Pozdrawiam serdecznie

Jurek Kowalski
         Odp: Jakie porozumienie?
Tomek Płonka 09.3.05 14:17
        
Skoro nawet tu w internecie nie ma życzliwej atmosfery mimo różnic w poglądach to dalej może być tylko gorzej. A przecież forum to tylko gadulstwo kilku facetów o naszym hobby a nie posiedzenie zarządu PZW, które wydaje jakieś decyzje. Nawet się nawzajem nie znamy a już nienawidzimy za to, że ktoś inny ma inne zdanie. Podsumuję słowami piosenki Sex Pistols, które nie raz widzi się na murach:
"...No Future for You..."
T.P.
             Odp: Jakie porozumienie?
Jurek Kowalski 09.3.05 15:42
            
Nie jest to gremium decyzyjne, choć nic nie stoi na przeszkodzie żeby wpływ miało. A przynajmniej żeby niektórzy jego członkowie takiej "mocy decyzyjnej" nabrali. Z tego co wiem niektórzy tak właśnie robią. :-)). Mając za sobą wpływ tego forum. I innych forów. Co już jest warte tych godzin spędzanych na dyskutowaniu.

Mam nadzieję że nie zarzucasz mi nieżyczliwości czy wręcz nienawiści wobec innych, czy szczególnie wobec Ciebie. Skąd to przekonanie o powszechnym braku życzliwości? Czyżbyś Ty był nieżyczliwy wobec Kolegów? Ja tak nie uważam. Nie zawsze ta życzliwość jest nam dana. Czasem trzeba nad nią popracowac, do czego Cię zachęcam. Poprzyj mnie w wypowiedziach do Ryszarda i do Roberta. Jeżeli uważasz podobnie. Albo życzliwie skomentuj i przedstaw pozytywne propozycje. Buduj.

All future belongs to you ... unless you refuse to grab it.

Serdecznie pozdrawiam

Jurek Kowalski
                 Odp: Jakie porozumienie?
Tomek Płonka 09.3.05 16:25
                
Czy ja ci coś zarzucam? Nikomu nic nie zarzucam, tylko przykro się robi jak widzę na jakim poziomie odbywają się dyskusje między ludźmi, których albo znam i poważam albo nie znam ale z tego co pisali uważam za "bratnie dusze" .
Poważni faceci, nieraz starsi ode mnie, bardziej doświadczeni i wedkarsko i życiowo obrzucają się błotem z powodu różnic w indywidualnym podejściu to tegoż hobby. Przykro jest, że nie spotkam się nigdy jednocześnie z Rysiem, Jarkiem, Robertem i Tomkiem na jakimś wyjeździe wedkarskim, zawodach towarzyskich czy wieczornym ognisku po nich. Ale tragedii z tego też nie będzie, wiosna idzie :-)
T.P.
                     Odp: Jakie porozumienie?
Jarek Krempa 10.3.05 00:00
                    
Wiesz Tomku, że na bobrzańskich spotkaniach goszczę co roku wędkarzy różnych, niekiedy całkiem skrajnych opcji :) Pomimo zażartych debat po świt udało się do tej pory bez strat w ludziach (i rybach) :)
Jestem w stanie rozmawiać rzeczowo z każdym mimo różnicy zdań. Dyskusja zawsze jest wartościowa, bo z każdej dyskusji coś w nas pozostaje ...no chyba, że jest to ciupaga w plecach ;)
                     Odp: Jakie porozumienie?
Ryszard Siejakowski 09.3.05 16:53
                    
No coś Ty Tomek. Przy porządnym Burbonie, czemu nie? To co jest antagonistyczne na odległość, z bliska często wyglada całkiem, całkiem. A jak jeszcze dodasz Jacka Danielsa to hohoho a może jeszcze lepiej :o)))))
Pozdr, Rychu
Zawody po mojemu.
Jarek Krempa 09.3.05 00:22
Przyznam, że miałem dać już spokój z tematyką zawodów wędkarskich. Sprowokował mnie jednak artykuł Tomka. Pomimo, że znowu narażę się na wyzwiska i pomówienia, spróbuję pokrótce opowiedzieć jak wygląda to w moim kole. Być może ułatwi to w pewnym stopniu wytłumaczyć też mój stosunek do sportu i zawodników.

Zaczęło się w 2002 r. Podczas Muchowych Mistrzostw Okręgu doszło do skandalu - podjęło decyzję o obniżeniu wymiaru lipienia z 30 na 28 cm. Zawody oczywiście rozgrywano na bitej rybie i przynajmniej kilkanaście niewymiarowych lipieni trafiło wówczas do piachu. Dzięki postawie ZAWODNIKÓW sprawa została nagłośniona, a winni ukarani wyrokami sądowymi. Ponieważ jednocześnie prowadzono mnóstwo działań aby aferę zatuszować i ukarać niepokornych, ci chcąc odciąć się od ataków działaczy - przestępców, założyli koło wędkarskie do którego obecnie należę. To w wielkim skrócie.
Mówię o tym, gdyż chcę pokazać, że jest to koło wędkarskie z zarządem składającym się niemal WYŁĄCZNIE Z ZAWODNIKÓW. Jest wśród nich Muchowy Mistrz Polski Przemek Jedliński, Marek Ciemny, a jednym z inicjatorów powstania koła był Spinningowy Mistrz Polski Andrzej Leśnik. Jak zatem wyglądają sprawy sportu w tak bardzo "zawodniczym" kole ? Mam wrażenie, że doszło do jakiegoś paradoksu. Otóż zasady o których pisze Tomek, przedstawiając je jako teoretyczny schemat do zaakceptowania, funkcjonują u nas od dawna. A dokładnie od powstania naszego koła w 2003 r.

A oto konkrety z 2004 r.:
1. Zapis w uchwale walnego ogranicza wydatki na sport do 15 % budżetu (średnio w kołach jest to 30 - 40 %). W tym:
- Delegacje sędziów: 0 %. Sędziowie albo to robią społecznie, albo korzystamy ze wspólnego sędziowania z innymi kołami i uprzejmości sponsora
- Finansowanie startów w zawodach ogólnopolskich: 3,5 %. Obowiązuje zasada, że opłatę startową pokrywa się tylko zawodnikom odnoszącym sukcesy krajowe. Przy czym nie dotyczy to Mistrza Polski lub sytuacji gdy zawodnik otrzyma dotację okręgową (bardzo powszechne jest w niektórych kołach podwójne wykorzystywanie dotacji lub łączenie delegacji). Tutaj zasada jest prosta. Aby otrzymać zwrot startowego w zawodach ogólnopolskich trzeba sobą coś reprezentować i nie mieć innego źródła finansowania. Na razie sama zasada eliminuje koszty niemal do zera :)
2. Sponsorzy. Praktycznie każde zawody są sponsorowane. Od zakupu pamiątek, po prosiaka na grilla. Bardzo często do sponsorowania włączają się zasobniejsi zawodnicy. Koło funduje najwyżej dyplomy lub puchary - nie ma nagród rzeczowych. Nikt nie pobiera delegacji i diet (np za dowóz miar lub oznakowanie rzeki).
3. Ochrona wód.
- Wydatki na zarybienia (wyłącznie szczupak, jaź i lin) wynoszą 35 % budżetu. To rekord w jeleniogórskim (średnia kół to od 0 - 20 %).
- Dzięki upierdliwości naszych zawodników po raz pierwszy w historii okręgu zawody okręgowe (mucha) na Bobrze rozgrywane są na żywej rybie. To oni doprowadzili do przeszkolenia odpowiedniej liczby sędziów, załatwili sponsora na wykonanie specjalnych miar i sami znakowali rzekę
- W wyniku naszej akcji (również dzięki pomocy internautów) zablokowano pomysł obniżenia wymiaru ochronnego okonia do 15 cm w czasie zawodów okręgowych (spin).
- Wszystkie nasze zawody organizowane są w taki sposób i na takiej wodzie, aby nie było wyścigów z kompletami okonków lub lipieni (mucha zawsze na żywej)

I wiele innych "drobiazgów" takich jak chociażby program ochrony Bobru autorstwa (ZAWODNIKA) Przemka Jedlińskiego. Całkowita ochrona lipienia w 2005 r. na najbardziej przełowionych odcinkach rzeki, walka o zatrzymanie wycinki drzew, o melioracje, o głazy narzutowe (trafią niedługo spowrotem do koryta). To też ci przeklinani zawodnicy.
Gotów jestem zaryzykować tezę, że gdyby nie zawodnicy już dawno gliździarze wycięliby z Bobru wszystko co żywe, a melioranci zrobili kanał.

A w 2005 r. będą oczywiście zmiany. Pierwszą z nich jest powstanie Klubu. Na początek wpisowe 100 zł. To w zupełności wystarczy na zawody wewnętrzne i pozwoli na gromadzenie środków jeśli w przyszłości będzie jakaś potrzeba. Na razie każdy opłaca sobie startowe i delegacje. Zawody wewnętrzne będą rozgrywane razem z innym klubem, co ograniczy koszty sędziowania i przyciągnie sponsorów (już wiem, że są :).
Zresztą wcale nie o nagrody w tym zawodniczeniu chodzi :)

Wydaje mi się Tomku, że Twoje odkrycia wcale nie są odkrywcze, a nawet dość ostrożne w swej odkrywczości :) To co opisałem już funkcjonuje i znakomicie się sprawdza tutaj na prowincji. Może kiedyś trafi na salony ;)
     Odp: Zawody po mojemu.
Tomasz Statek 09.3.05 08:56
    
Nie przeczę, że w niektórych kołach sprawy poszły dalej, niż wysunięte przeze mnie propozycje. Chwała i szacunek. Nie chodzi mi jednak o odwoływanie się do "ekstremizmów", tylko wypracowanie modelu mogącego w miarę możliwości zaspokoić oczekiwania różnych grup.
Na przykład: gdyby znieść diet dla sędziów większość zawodów musiałaby obyć się bez takowych, co niosłoby ze sobą wiadome komplikacje. Sędziowie traktują bowiem dietę jako należne im wynagrodzenie. Dwie diety to flaszka i zapojka - w Polsce obowiązuje nadal ten swoisty przelicznik walutowy.

Jeśli zaś chodzi o sponsorów, to aby ich zdobyć potrzeba trochę więcej operatywności i wyobraźni, niż wystarczyło dotychczas do pełnienia działaczowskich stanowisk. Niestety - zmiany na stołkach postępują w tempie ślimaczym i zbyt rzadko na odpowiedzialnych stanowiskach znajdują się ludzie o kwalifikacjach zgodnych z naszymi czasami. Większość przyzwyczaiła się do operowania finansami na linii koło - ZO i nie potrafią odejść od tych schematów.

Natomiast muszę potwierdzić, że właśnie ci pogardzani i piętnowani sportowcy bywają najaktywniejszymi członkami koła, nie ograniczającymi swojej działalności do startu w konkurencjach zawodniczych. To jest kolejny powód, by uszanować ich upodobania (nawet jeśli wydają się nieco dziwne).

Pozdrawiam i życzę owocnej działalności

P.S. A co to jest "prowincja"? Chyba też się do niej zaliczam. Żeby było śmieszniej - w PZW to "prowincja" jest motorem pozytywnych zmian, zaś siedlisko wsteczniactwa znajduje się w "stolycy"...
Popieram!!!
Tomek Wojda 08.3.05 20:05
Popieram w 100%.. Problem polega na tym , ze nalezy przekonstruowac status PZW, uwazam , ze nasza organizacja powinna wymazac slowo "sportowa", a zajac sie ochrona i zarybianiem czyli tym co dotyczy kazdego czlonka PZW, sport natomiast umiescilbym w samofinansujacych sie niezaleznych klubach sportowych, kluby same w zaleznosci od srodkow powinny sobie organizowac zawody na roznym szczeblu , w klubach oraz miedzy klubami i tak do zawodow ogolnopolskich gdzie prawo startu droga eliminacji mieliby prawo najlepsi zawodnicy ale zawodnicy klubowi a nie PZW, oczywiscie kazdy klubowicz musi nalezec do PZW bo jednak lowi ryby, natomiast nie kazdy lowiacy musi byc sportowcem. Co do finansowania klubow , pasjonaci zaplaca sami , najlepsi beda mieli sponsorow , a reszta . coz , poadaja w Polsce kluby w kazdej dyscuplinie . Co do zabijania ryb , mozna ustalic jakas stawke tzw oplate za organizacje zawodow , i za te pieniazki zarybic odcinek przelowiony przez zawodnikow . Co do zawodow na zywej rybie , jest to wykonalne w zeszlym roku zoorganizowalismy zawody spinnigowe gdzie nie ucierpial nawet ciernik, nie to ze nic nie zlowilismy:).
     Odp: Popieram!!!
Jarosław Szczepaniak 08.3.05 21:01
    
Drogi Panie. Już raz wymazano słowo „sportowego”, a zastąpiono słowem „amatorskiego”. W czasach, gdy już samo zdobycie ochotki, czy rapalki, graniczyło z wyczynem, mieliśmy Regulamin Sportowego Połowu Ryb. Należy dodać, że sport wędkarski w tamtych czasach nie był aż tak popularny jak teraz. Jak na ironię, gdy obecnie znalezienie rybnej wody graniczy z wyczynem, mamy Regulamin Amatorskiego Połowu Ryb, a sport wędkarski graniczy już z zawodowstwem.
** Porozumienie ponad podziałami **
Zdzisław Zakrzewski 08.3.05 14:24
Szczerze mówiąc, takie rozwiązanie również i mi chodziło po głowie.
Popieram, bo proste, jasne, zdejmuje garba a obciąża zainteresowanych.

Pozdrawiam,
Zdzisław Z.
Popieram
Arkadiusz Żurowski 07.3.05 23:54
W pełni popieram.
Dobry pomysł.
Świetny pomysł
Grzegorz Dezuu 07.3.05 20:17
10 - tyle daję za artykuł.
A tak naprawdę świetny artykuł. Bardzo mi się spodobał pomysł z zarybianiem łowisk.
Nigdy nie brałem udziału w zawodach, ale jestem ich przeciwnikiem. Wędkarstwo traktuję jako hobby, sposób spędzania wolnego czasu, kontaktu z naturą. Nie rozumiem ,dlaczego ryby mają ginąć w imię współzawodnictwa, łowione na czas. Nie jestem przeciwnikiem współzawodnictwa, ale PRZECIWNIKIEM takiego traktowania, i takiego podejścia do wędkarstwa.
Takie jest moje zdanie na ten temat.
Wszystkich pozdrawiam, życzę połamania kija.



Valid XHTML 1.0!
Wszelkie prawa zastrzeżone - All Rights Reserved - ©1999-2004 Krokus Sp. z o.o. - powered by eZ publish
Za publikowane treści odpowiedzialność ponoszą ich autorzy, jednocześnie wyrażając tym samym zgodę na ich bezterminową publikację.
Reklamy Krokus: Open source ERP i CRM - OpenERP - obecnie nazywany Odoo