Portal Sklep Bazar Tygodnik Ryby Domowe Klub Reklama Pomoc
ARchiwum sklep
English pages

UWAGA! ZNAJDUJESZ SIĘ NA STRONACH ARCHIWALNYCH !!! NOWY ADRES => Wędkarstwo - Rybie Oko - http://www.fishing.pl

 
Artykuły
Forum
Foto
Baza
Co i kiedy
Linki
Brania
Hyde Park
Humor
Znad wody
Filmy i pliki
Kartki
Encyklopedia
Ryby i prawo
Ściąga
 
 
 
 
mniej ostatnich wiadomości 82114
To był fragmnet większej całości, niżej więcej :)
pytanie o połów
pomocy!
pomocy!
Odp: odp:Kłusownicy na śląsku
Odp: dorsz
.......................
Odp: Zapora na Wisłoce
Odp: Oj Panie Bogusz .....
Odp: Żyłka
pytanie o połów
pomocy!
pomocy!
leszczyńskie
"okonek"
Wróżka
W obronie jazgarza
Zawody? Również! Bo dlaczego nie?
Wisiel :/
Łowic bez nęcenia ?
Opowieśc znad wody..
Zanęty produkcji polskiej a zagranicznej
Konińskie kanały
Kupię szpulę do Okumy Avenger AV 30!!!!!!!!!!!!
POŻEGNANIE :) - godz 14!!!
Fajna rybka
Szkoda tytułować
 
 
więcej
Zawody wędkarskie
 4/145
Ten okropny żarłok - JAZGARZ
 
Opowieści znad wody.... cz.1
 6.9/85
Leszczowisko
 7.1/202
 8.8/115 hit
Łakomiec
 7.9/66
Oszuści na Bazarze Rybiego Oka.
 7.3/64
KOMUNIKAT
 
Stało się...
 5.6/30
Kłusownik ukarany! Lepiej późno niż wcale.
 4.9/71
 
 
więcej
Petycja!!!!!!!!!!!!!
Pstrąg Roztocza
Uroczyste otwarcie
 
 
Inne ankiety
Żyłka
Co robisz z niepotrzebnym kawałkiem żyłki?
wyrzucasz gdziekolwiek
rzucasz do wody, bo tam jej nie widać i ptak się nie zaplącze
tniesz na mniejsze kawałki i wyrzucasz
zabierasz ze sobą, by spalić w ognisku
zabierasz ze sobą, by wyrzucić do śmietnika
to inaczej, jak podaj w komentarzu

Wyniki Wyniki wszystkich

Komentuj
 


Wszystkie Rybim Okiem

Hit  A jednak kłusol

Autor: Irek Szymański
Data:05.3.05 09:20
Ocena:8.48 hit (25)
Czytano:3104


A jednak kłusol


Irek Szymański

I znowu przyszedł ten dzień, gdy już w żaden sposób nie mógł się skupić, na czym kolwiek, gdy tylko próbował coś robić,po chwili przyłapywał się na tym, że myślami jest tam - nad swoją rzeką,przed oczami ciągle przewijały mu się widoki jego stanowisk,które zawsze sam bardzo misternie przygotowywał starał się to robić tak, aby jak najmniej zmieniać w otoczeniu, a jednocześnie żeby było można wędkować i nie zawsze robił to w trosce o przyrodę w dużej mierze chodziło mu oto, aby nikt po prostu nie odkrył jego stanowisk.
Wcześniej nie starał się tego robić,ale często widywał sceny, z których nie był zadowolony,kilogramy nie wykorzystanej podczas wędkowania zanęty,nie zjedzone kanapki a nawet puszki po piwie to wszystko lądowało w rzece,kiedyś próbował interweniować, ale skończyło się to obelgami pod jego adresem i groźbami ze strony młodych pseudo wędkarzy a że był mizernej budowy i lubił na wyprawy jeździć sam, dał sobie spokój z nauczaniem młodzieży po prostu starał się wybierać swoje stanowiska w miejscach trudno dostępnych i mało widocznych zresztą po pewnym czasie przyłapał się, że stanowiska, do których nikt nawet nie zaglądał a umieszczenie zestawu W wodzie bez porwania go o zwisające gałęzie graniczyło z cudem dawało mu najwięcej satysfakcji i nie, dlatego że efekty połowów w takich miejscach były lepsze, chociaż powodów do narzekania nie miał i nigdy nie narzekał cieszyło go każde nawet najmniejsze drgnięcie spławika lubił w ciszy przyglądać się swojej ukochanej rzece często było tak, że z tyłu za jego plecami, co raz przechodził jakiś wędkarz w poszukiwaniu jakiegoś dobrego stanowiska i nikt go nie zauważał cieszył się wtedy w duchu ze swojego kamuflażu.
Kiedyś siedział tak cicho w swojej dziurce, już dobrą godzinę a spławik jak zaklęty tkwił w miejscu i wcale niemiał ochoty zachowywać się inaczej,nie przejmował się tym bardzo, bo już od dłuższej chwili przyglądał się parze beztrosko baraszkujących Zimorodków i niemógł się nadziwić jak te małe pięknie ubarwione ptaszki z łatwością raz po raz chwytają pod wodą małe rybki a po napełnieniu brzuszków zajmują się toaletą swoich piórek jego obecność po drugiej stronie rzeki wcale im nie przeszkadzała, być może nie dostrzegły go cicho przycupniętego wśród zarośli tak jak Bóbr, którego zauważył o jakieś pięć metrów od jego stanowiska, Płynął sobie cichutko wzdłuż brzegu wystawiając tylko z wody nosek i kawałek łebka,skulił Się, znieruchomiał,wiedział bardzo dobrze, czym to się może skończyć dla jego zestawu, gdy Bóbr odkryje jego obecność,(spotkania z nimi już od paru lat w tej rzece były czymś normalnym wystarczyło się tylko w miarę cicho zachowywać) starał się nawet nie oddychać gdyż dobrze wiedział jak ostrożne są te ssaki, ale na nic się to jednak zdało, zwierzę dostrzegło go i z impetem dało nurka pod wodę zestaw, co prawda nie ucierpiał, ale on był lekko przemoczony i o dalszym łowieniu w tym miejscu mowy Już nie było, śmiał się potem dłuższą chwilę z małego rozrabiaki, w pewnym momęcie uzmysłowił sobie, że właśnie dzięki takim spotkaniom kochał tę rzekę i tak chętnie spędzał nad nią całe dni.
Już od miesiąca niebył nad swoją rzeką więcej niebył nigdzie nad wodą wcale przyczyną nie był czas czasu miał aż za wiele powód był zupełnie inny
Od piętnastu lat był członkiem koła wędkarskiego, co prawda aktywnym członkiem to on bardzo nie był aktywność jego ograniczała się prawie zawsze do jednej wizyty w kole w ciągu roku robił to wówczas, gdy musiał opłacić składki,kiedyś, gdy zaczynał dopiero przygodę z wędką był na dwóch czy trzech zebraniach, koła ale to, co wtedy tam usłyszał tylko go zraziło do tych ludzi i więcej już nigdy nie bywał na zebraniach,co prawda wiedział o takich czy innych decyzjach koła od swoich znajomych po kiju, jedne aprobował inne mniej, ale na zebrania nie chodził.
Składki opłacał regularnie może nie zawsze zaraz z początkiem roku, ale zawsze przed pierwszą wyprawą na ryby,tak było do tego roku w Tym roku nie opłacił,po prostu zabrakło funduszy,dorastające dzieci coraz więcej potrzebowały środków na naukę,co prawda żona też zaczeła pracować, ale to wszystko gineło w morzu potrzeb, firma, w której pracował miała też trudności i pieniążki na konto zaczeły spływać nie regularnie i w coraz mniejszej ilości,sytuacja ta zaczeła go przerastać, niemógł się odnaleźć w nowej rzeczywistości próbował jeszcze walczyć chciał znaleźć jakąś dodatkową pracę, ale w jego zawodzie nie było to takie łatwe, W końcu musiał się pogodzić, że w tym roku wędkowania zero, takie przynajmniej miał zamiary.
Ale już po miesiącu takiej nieobecności nad wodą niemógł dla siebie miejsca znaleźć wiedział, że Tam nad rzeką sezon na Jazia, rozpoczoł się już na dobre, już od dobrych dwóch tygodni powinien nęcić grochem, w latach wcześniejszych do tego czasu już kilkanaście razy był nad rzeką,nawet po dwa razy dziennie,rono przed pracą, chociaż półtora godzinki nad wodą o świcie to nic, że później w pracy nie zawsze był wyspany a robota nie kleiła się za bardzo, zawsze sobie tłumaczył w ten sposób jeszcze tylko dzisiaj jutro już nigdzie nie jedzie odpocznie zajmie się domem, ale gdy przychodził dzień Następny w perfidny sposób łamał daną sobie obietnicę i już o piątej rano gnał na złamanie karku nad swoją rzekę, wiedział, że takie szaleństwo potrwa miesiąc może trochę więcej to będzie zależało od pogody.
Tak było, co roku odkąd dobrze poznał tę rzekę wiedział dobrze, kiedy i co założyć na haczyk gdzie warto nęcić a gdzie nie,czasem, gdy ryby słabo żerowały zanosił sprzęt do samochodu i całymi godzinami łaził wzdłuż brzegu poszukując nowych stanowisk, szedł tak, co raz przysiadając w ciekawszym miejscu palił papierosa i dobrą chwile obserwował wodę, wstawał i szedł dalej potrafił tak przejść 2-3 kilometry i co z tego, że miał pełną świadomość, że w te miejsca nigdy z wędką nie przyjdzie lubił takie wycieczki, czasem spotykał na swej trasie wędkarzy wtedy zamieniał z nimi parę słów, ale nigdy pogawędka nie trwała zbyt długo, nieraz zastanawiał się, dlaczego tak jest, że w pracy w otoczeniu, w którym żył uchodził za człowieka raczej towarzyskiego i jak mu się wydawało lubił przebywać z ludźmi i miał z nimi niezły kontakt, ale gdy tylko wybierał się na ryby stawał się samotnikiem często było tak, że jechali we dwóch nad rzekę, bo nie wypadało mu nie zabrać kolegi z pracy, które jeszcze był jego sąsiadem, ale ich drogi rozchodziły się zawsze, gdy tylko dotarli nad rzekę.
Każdy szedł w swoim kierunku i spotykali się znowu, gdy trzeba już było wracać.
Jeszcze parę dni tak chodził nie mogąc znaleźć miejsca dla siebie aż pewnego ranka a była to sobota nie wytrzymał,szybko spakował potrzebny sprzęt groch miał zawsze parowany, po porcjowany i zamrożony zaraz na początku Marca robił tak od lat,szybko wypił kawę i już gnał nad rzekę swoim starym Polonezem, gdy dojechał było już dobrze widno,niemiał w tym roku przygotowanych miejsc, więc postanowił odwiedzić swoje stare miejsca z lat ubiegłych niektóre nie zmieniły się prawie wcale a w niektórych nie dało się wędkować, szybko wybrał stanowisko rozłożył sprzęt i po paru chwilach zestaw był już w wodzie.
Liczył się z tym, że efekty raczej będzie miał dzisiaj mizerne, ale może coś przynajmniej skubnie, - tak też było już po paru minutach drobne ploteczki usiłowały dobrać się do przynęty tylko jego to bardzo nie interesowało przyłapał się na tym, że zamiast interesować się spławikiem, on interesuje się tym, co się dzieje wokół niego każdy szelest powodował, że wstawał ze stołka i rozglądał się dookoła, po prostu się bał.
Chociaż straż rybacka w ten rejon rzeki prawie nigdy nie zaglądała i on o tym dobrze wiedział, bo w przeciągu prawie piętnastu lat, jakie spędził w tych miejscach nad tą rzeką zaledwie jeden raz miał kontrol, ale to chyba nie oto chodziło po prostu źle się czuł się tak jak by był normalnym KŁUSOLEM i chyba był.
Posiedział jeszcze może pól godziny zebrał sprzęt i odjechał.
Tamten wyjazd był ostatnim wyjazdem nad jego ukochaną rzekę w tamtym sezonie,ten rok nie zapowiada mu się ciekawiej, ale jest optymistą,jedno wie na pewno kłusolem nie będzie.





Skorzystaj z przyznanego Ci prawa i oceń ten artykuł
« « « « || » » » »  
5  10 

drukuj drukuj wyślij wyślij

Lista komentarzy


Temat: Autor:
Czas:
komentarz
Elżbieta Andruszaniec 07.3.05 19:56
Zgadzam się z Ewą (i co do pisowni, też i ortografii i co do treści).
Napewno więcej szkody robią ci, którzy odławiaja "wszystko jak leci" i każdym sposobem, od zamiłowanego wędkarza, który nie opłacił składki. Taki ktoś, kochający przyrodę, będzie przestrzegał zasad i przyrodzie krzywdy nie zrobi.
Druga sprawa: jeżdżę często nad morze, na Kaszuby. Tam wielu ludzi łowi po prostu, żeby mieć co włożyć do garnka, bo nie mają pracy i żadnych dochodów. Teoretycznie kłusują, ale nie niszczą jednocześnie wszystkiego co pływa. Łowią w kanałach, w rzeczce, na jeziorku, na jeden kij, często własnej produkcji. Nie twierdzę, że tak powinno być, ale napewno nie złożyłabym "donosu". W życiu oprócz czerni i bieli są jeszcze różne odcienie szarości.
odnośnie !!!
hornetpsr 06.3.05 22:23
... na tej samej zasadzie mozna wejść do sklepu po ulubione papierosy - bez kasy , pojechać na polowanie i strzelać do byków bez pozwolenia , jeździć niezarejestrowanym samochodem z braku kasy na remont , czy tonę innych przypadków . Mysle , że nie tędy droga w zastanawianiu sie nad istotą sprawy .... nie mam to po prostu nie jadę i tyle ... - połów bez ważnych dokumentów uprawniających do polowu ryb naraża nas na mandat karny w wysokości 200 zł ... ( tyle)
"Moralna" definicja kłusola...
Piotr Łopaciński 06.3.05 14:15
Opisałeś w swoim artykule sytuacje, jakie obecnie
często zdarzają się w życiu i na pewno zdarzać się będą coraz częściej.
Winna temu jest pospolita bieda - coraz bardziej dotykająca społeczeństwo. Emeryci, renciści, ludzie, którzy nagle stracili pracę...
Ilu wśród nas jast takich. Wielu "uzależnionych" ma do wyboru - wydać ponad 100 zł na opłacenie podstawowych składek, czy wykupić leki, opłacić prąd...
Co to jest kłusownictwo?
Definicja prawna jest tego prosta, znajduje sie w każdej encyklopedii.
Z punktu widzenia moralnego wygląda to troszkę inaczej.
Czy związek mógłby i powinien w jakiś sposób takim ludziom pomóc?
Wiemy, jak wiele nieprawidłowości jest we właściwym gospodarowaniu funduszami PZW.
Na tym Forum dużo już dyskusji na ten temat było.
Nasuwa się jednak pytanie :
Jak będzie wyglądać wędkarstwo w Polsce za 10 - 20 lat?
Wszystko wskazuje na to, że bezwzględne prawa
rynku wkroczą i tutaj. Nie może być inaczej.
Czarny scenariusz przedstawiony przez Ewę, że
będzie to hobby dostępne tym, którzy mają kasę może się spełnić.
Myślę, że w każdym z nas tkwi odrobina romantyzmu, wspomnienia przeszłości nie dają spokoju.
Taka jest jednak rzeczywistość 2005r i z tym niestety musimy się pogodzić.
Brutalna prawda jest jedna: o tym, czy będziemy mogli cieszyć się naszą pasją decydują pieniążki i nie ma na to rady.
Tekst ogólnie fajny. Pozdr...Piotr
a jednak kłusol
Ewa Ćwikła 05.3.05 20:16
Tomek ma słuszne uwagi "redakcyjne". Styl "osłabiają" zbyt długie zdania i chyba to, że pisząc szybko nie wbijasz altu i nie naciskasz mocniej kropki. Ale w tym materiale forma jest znacznie mniej ważna od treści, która niesie z sobą bardzo istotne przesłanie. Niestety, coraz więcej wędkarzy znajdzie sie w takiej sytuacji jak Twój bohater. Łatwo mówić " kłusolem nie będę". Ale chyba nie można wrzucac do jednego wora kogos takiego, jak on i zwykłych łobuzów, ktorzy nie mieli w zyciu karty, wędkują prądem, szarpakiem czy nawet zwykłą wędą, ale po mięsiarsku, dla zysku. Predzej dla mnie jest kłusolem opłącający składki "członek", który zgarnia dez litości rybę niewymiarową, ponad limit, lub "żeby sie składka wróciła" niz ktos taki, jak Twój bohater. któryś z kolegów napisał, że nie było by kłusowania lub "mięsiarstwa", gdyby to był sport elitarny i nie każdego byłoby stac na wykupienie składki. Myślę, że ten artykuł jest w pewnym sensie odpowiedzią. Ilu z nas, kochających wodę i rybę, wręcz "uzależnionych"(oczywiście w pozytywnym znaczeniu) od wędkowania wypadnie z gry, straci swoje ukochane hobby tylko dlatego, że powiększjąc rzeszę bezrobotnychlub mając wybór między potzrebami zyciowymi bliskich a swoimi nie zapłaci składki? Odejdą przyjaciele wody i ryby. Może to czarny scenariusz, amoże wcale nie taki nierealny? Zastąpia ich nad wodą młodzi, butni "dresiarze " przy kasie (choć może akurat oni będą mieć w nosie opłatyi całe szacowne PZW). Widzę często w aptece kupując cotygodniową porcje leków dla męża chorego na serce- jak od okienka odchodzą z przeraźliwym smutkiem w oczach starsi ludzie, którym emerytura nie pozwala na wykupienie recepty. Biorą tylko część leków- lub wcale. To nie jest widok, który normalny człowiek łatwo odbiera. Może zastanówmy się, czy można cos zrobić, by wędkarze, tacy jak Twój bohater nie musieli stawać pzred wyborem: albo zupełnie nic albo kłusol. Wydajemy związkowe pieniadze w sposób, który jak widac nawet na naszym Forum, nieustannie budzi kontrowersje. Może warto zamiast szastać kasą w sposób nie zawsze do końca zasadny- zadbać o to, by dać szanse takim, którzy od lat płacą a teraz znależli sie w trudnej sytuacji? Oczywiście w uzasadnionych im udokumentowanych przypadkach! pewnie to jeszcze jeden kontrowersyjny pomysł, ale kto z nas wie, jakie bedzie jego jutro? A jeśli twoja firma, jego zakład, moja szkoła- pójdą do likwidacji? Czy tez zostanie nam tylko taki dylemat po miłości życia?
     Odp: a jednak kłusol
Andrzej Trembaczowski 08.3.05 15:52
    
Tu jest problem; jak z jednej strony uporządkować naszą wędkarską gospodarę? Jak wymusić poszanowanie prawa? I jak jednocześnie nie postawić szlabanu przed kimś, kto jest w sytuacji trudnej... Tu nie ma żadnej gotowej recepty, rozwiązania muszą być różne, przemyślane, dostosowane do konkretnej sytuacji. Koła mogą sytuację kogoś takiego rozpatrzeć.

Są wody wymagające kosztownej gospodarki (zarybienia, ochrona) i takie, które nie wymagają wielkiej troski. Inaczej powinno kosztować wędkowanie w takiej wodzie, inaczej w rzeczkach z rybami łososiowatymi. Opłaty powinny być ZRÓŻNICOWANE.

Mimo wszystko może być tak, że koszt wędkowania na niektórych wodach wypadnie znaczny - nie może być mniejszy niż wyniknie z rachunku ekonomicznego, bo kto to sfinansuje? Czy godzić się na bylejakość tylko ze względu na koszty? Też nie jest to żadne wyjście. Jest inne: OPŁATY JEDNODNIOWE. Są najbardziej sprawiedliwe. Kto łowi częściej, niech płaci więcej.

Co ma zrobić jednak ktoś, kto MIESZKA NAD TAKĄ WODĄ i nie stać go będzie na częstsze wędkowanie? Czy ma się tylko przyglądać? Też może być wyjście - jeżeli jest na miejscu i ma czas bywać często (może i codziennie) nad wodą, to warto ZATRUDNIĆ GO w charakterze strażnika, gospodarza łowiska (mniejsza o nazwę) i dać mu możliwość zarobienia pieniędzy albo za nieodpłatne usługi - prawo do wędkowania. To też da się rozwiązać.

Koła mogą też rozpatrzyć sytuację kogoś takiego i dopłacić mu do składki. Budżety większych kół nawet tego nie odczują, jeżeli takich osób nie będzie wielu. Rzecz w uczciwym i wiarygodnym przedstawieniu sytuacji. To jest w tej chwili najprostsze wyjście. Najprostsze, bo do rozwiązania na szczeblu Koła.

Na pewno rozwiązań jest wiele, żadne nie jest automatyczne, każda sytuacja będzie inna. Jesteśmy ludźmi i nie powinniśmy być wobec innych obojętni, ale nikt nie może samowolnie się usprawiedliwiać ciężką sytuacją finansową. Zdrowy i w pełni sił człowiek nawet gdy jest chwilowo bez pracy, powinien zająć się jej szukaniem - dla własnego dobra i dobra swoich bliskich. Trudno - takie życie. Są przyjemności i są obowiązki - wędkarswto obowiązkiem nie jest, nawet, gdy jest życiową pasją...
Pozdrawiam!
Andrzej
     Odp: a jednak kłusol
Irek Szymański 05.3.05 20:56
    
Dzięki za uwagi napewno je wykorzystam
Mała rada jeśli pozwolisz
Tomek Płonka 05.3.05 12:40
Jak piszesz to rób zdania złożone z 2, 3 zdań pojedynczych. Twoje jedno zdanie złożone jest chyba z dwudziestu, tego się nie da czytać prawie - kilka wątków w jednym zdaniu, potok słów i człowiek się gubi. Spróbuj przeredagować ten artykuł i wysłać do Admina wersję poprawioną. Będzie dobrze - zobaczysz.
T.P.
rzeczywistość
Łukasz Woroń 05.3.05 11:57
Prawda , źle sie dzieje w tym kraju !!!!!
??????
Łukasz Stefanowski 05.3.05 10:25
Bez wypowiedzi. Czas na przemyślenia



Valid XHTML 1.0!
Wszelkie prawa zastrzeżone - All Rights Reserved - ©1999-2004 Krokus Sp. z o.o. - powered by eZ publish
Za publikowane treści odpowiedzialność ponoszą ich autorzy, jednocześnie wyrażając tym samym zgodę na ich bezterminową publikację.
Reklamy Krokus: Pozycjonowanie