Portal Sklep Bazar Tygodnik Ryby Domowe Klub Reklama Pomoc
Archiwum 1
English pages

UWAGA! ZNAJDUJESZ SIĘ NA STRONACH ARCHIWALNYCH !!! NOWY ADRES => Wędkarstwo - Rybie Oko - http://www.fishing.pl

 
Artykuły
Forum
Foto
Baza
Co i kiedy
Linki
Brania
Hyde Park
Humor
Znad wody
Filmy i pliki
Kartki
Encyklopedia
Ryby i prawo
Ściąga
 
 
 
 
mniej ostatnich wiadomości 82114
To był fragmnet większej całości, niżej więcej :)
pytanie o połów
pomocy!
pomocy!
Odp: odp:Kłusownicy na śląsku
Odp: dorsz
.......................
Odp: Zapora na Wisłoce
Odp: Oj Panie Bogusz .....
Odp: Żyłka
pytanie o połów
pomocy!
pomocy!
leszczyńskie
"okonek"
Wróżka
W obronie jazgarza
Zawody? Również! Bo dlaczego nie?
Wisiel :/
Łowic bez nęcenia ?
Opowieśc znad wody..
Zanęty produkcji polskiej a zagranicznej
Konińskie kanały
Kupię szpulę do Okumy Avenger AV 30!!!!!!!!!!!!
POŻEGNANIE :) - godz 14!!!
Fajna rybka
Szkoda tytułować
 
 
więcej
Zawody wędkarskie
 4/145
Ten okropny żarłok - JAZGARZ
 
Opowieści znad wody.... cz.1
 6.9/85
Leszczowisko
 7.1/202
 8.8/115 hit
Łakomiec
 7.9/66
Oszuści na Bazarze Rybiego Oka.
 7.3/64
KOMUNIKAT
 
Stało się...
 5.6/30
Kłusownik ukarany! Lepiej późno niż wcale.
 4.9/71
 
 
więcej
Petycja!!!!!!!!!!!!!
Pstrąg Roztocza
Uroczyste otwarcie
 
 
Inne ankiety
Żyłka
Co robisz z niepotrzebnym kawałkiem żyłki?
wyrzucasz gdziekolwiek
rzucasz do wody, bo tam jej nie widać i ptak się nie zaplącze
tniesz na mniejsze kawałki i wyrzucasz
zabierasz ze sobą, by spalić w ognisku
zabierasz ze sobą, by wyrzucić do śmietnika
to inaczej, jak podaj w komentarzu

Wyniki Wyniki wszystkich

Komentuj
 


Wszystkie Rybim Okiem

Hit  IB- iloraz bezczelności, czyli sport w PZW

Autor: Ryszard Siejakowski
Data:03.3.05 23:20
Czytano:7121

Pod pojęciem IQ, mieści się iloraz inteligencji. Ma go podobno każdy człowiek. Od pewnego czasu wiem, że to, nie jest prawdziwe do końca. Jest grupa ludzi, która nie ma takiego współczynnika. Natura po prostu nie dała. W zamian dała im iloraz bezczelności.


Przemogłem się i przeczytałem materiały związane z tzw. sportem wędkarskim oraz wprowadzanymi zmianami. Przeczytałem raz, przeczytałem drugi raz i … Zamurowało mnie dokładnie. Zacząłem się zastanawiać, jak długo jeszcze członkowie PZW dadzą się robić w konia, przez działaczy ZG PZW. Za wprowadzone zmiany do „Zasad organizacji sportu wędkarskiego”, przyznaję tym „DZIAŁACZOM”najwyższą wartość ilorazu bezczelności. Tym sposobem wyrównałem niesprawiedliwość natury, która pozbawiła ich wcześniej ilorazu IQ.
Sytuacja w ZG przypomina trochę sytuacje w największym polskim cyrku, czyli sejmie. Kadencja się kończy, przyszłość niepewna, jest potrzeba zabezpieczenia sobie tyłów. Na szybko dokonano zmian w dokumencie „Zasady organizacji sportu wędkarskiego”. Jest to o tyle kuriozalne, że tzw. sport wędkarski /już sama nazwa powoduje rozbawienie/ raczej jest na cenzurowanym wśród wędkarzy. Chociaż właściwie nie, gdyż ta ekipa, robi zawsze to, czego robić nie powinna. Klasycznym przykładem jest rzeź okoni ma tzw. zawodach wędkarskich. Aby rzeź była bardziej krwawa, nie wprowadzono wymiaru ochronnego do RAPR i mamy eksterminację okonia przez wysoce etycznych zawodników kadry narodowej, kadry okręgowej, kadry kołowej /bardziej śmiesznie kadra wykołowana/ i indywidualistów, biorących przykład z mistrzów rzeźnickich, tfu pomyliło mi się, mistrzów sportu wędkarskiego. Jak Polska długa i szeroka, rżnie się okonia na zawodach, bez opamiętania. Już pojawiają się głosy, że ciutek przymało okonia i zawody, tego no nie bardzo. Teraz przerżną bolenie, klenie i jazie /szczupaki i sandacze już dawno wyrżnęli/. Słusznie i naukowo. Dajmy możliwość hodowcom ryb, aby mogli produkować narybek w większej ilości i tym samym zmniejszać poziom bezrobocia w Polsce o 0,000001%. PZW to przecież organizacja wrażliwa na problemy społeczne, co niejednokrotnie podkreślał Ojciec Wielebny Związku. Ale przejdźmy do meritum, czyli zmian. Szalenie ciekawy jest paragraf, 7 pkt. 3 zmienionego dokumentu. Ciekawy, bo dotyczy źródeł finansowania Funduszu Sportu Wędkarskiego. Zasadniczo przewiduje się dwa źródła finansowania, ze składek członkowskich członków Związku i z Polskiej Konfederacji Sportu. Pewne jest tylko jedno źródło, czyli portfel członka Związku, Polska Konfederacja Sportu może zlecić zadanie, ale nie musi i co za tym idzie przepływ środków może nie nastąpić. Uzupełnić tą pulę mają opłaty z udzielonych licencji zawodniczych, przelewane bezpośrednio na konto Funduszu Sportu Wędkarskiego. Fajny sport. Płać za licencję, aby zostać sportowcem. Większej głupoty nie wymyślono nawet w państwach bananowych. Daję 100 punktów IB. Ciekawa jest tez formuła działania tzw. klubów sportu wędkarskiego. Ma to być ni pies ni wydra, coś na kształt świdra. Twórcy zapisów byli zbyt głupi, aby to sformułować i dlatego pozostawili zapisy enigmatyczne. Nie pozostawili natomiast przypadkowości rozdział środków finansowych oraz zakres obowiązków, jakie mają ciążyć na osobach odpowiedzialnych /w właściwie nieodpowiedzialnych/ za ten śmieszny sport. Bardzo ciekawie wyglądają zadania GKS. Tak na zdrowy rozum tych zadań praktycznie nie ma. Jest to zbiór banałów i frazesów przy braku jakiejkolwiek odpowiedzialności. Podstawowe „zadania” to inspirowanie, wdrażanie, występowanie, podejmowanie i rozpatrywanie, jak wynika z Regulaminu GKS /patrz par.4/ Nie znajdziesz tam szanowny czytelniku tak oczywistego sformułowania jak to, że GKS odpowiada za uzyskane wyniki przez zawodników reprezentujących barwy PZW np. na arenie międzynarodowej. Rozumiem towarzysze z GKS inspirować, podejmować byle nie odpowiadać. Genialne. Jak zawalicie sprawę nawet nie będzie Was można za przeproszeniem kopnąć w dupę, bo zapewniliście sobie kadencję czteroletnią. Dodaję 50 punktów IB. Pikanterii dodaje fakt, że skład GKS ustala ZG PZW. Jednym słowem sami swoi. Sitwa i koteria. Poruja i poróbstwo. Dalsze 20 punktów do ilorazu bezczelności. A napracują się ci towarzysze, z GKS jak jasna cholera. Spotkają się cztery razy w roku, popier…lą, wypiją małe co nieco, odbiorą diety, wezmą nagrody za wniesiony wkład i pojadą do domu w poczuciu dobrze spełnionego obowiązku. Dodaję 50 punktów IB. Aby kluby miały gówno do powiedzenia w GKS-ie, mogą być reprezentowane tylko przez cztery osoby na 12 osób w GKS-ie. Następne 20 punktów, do IB. Macie tupet towarzysze, oj macie.
Najśmieszniejsze jest to, że według zasad sportu wędkarskiego senior, seniorowi nierówny. Senior spławikowy rozpoczyna się od 20 lat a senior spinningowy już od 18 lat. Szalenie skomplikowana jest ta dyscyplina spławikowa, że wymaga podwyższenia limitu wieku. Rozumiem, machać czternastometrową tyczką nie może osiemnastolatek, ale może dwudziestolatek. Daję 30 punktów, tym razem do ilorazu IG. /IG – iloraz głupoty/.
Tyle na szybko uwag, odnośnie wiekopomnego dzieła, jakie stworzono w ZG PZW. Oj pardon, zapomniałbym o jednym, w swej bezczelności ZG PZW stworzył wzorcowy regulamin dla klubów. Zamiast wymogów, jakie musi spełniać regulamin, spreparowano wzorcowy regulamin. Można wnioskować, że każdy inny regulamin nie będzie wzorcowy i może być zakwestionowany. Nie powiem, demokratycznie jak cholera.
I już kwiatek końcowy tego artykułu. Czytam dwa fragmenty zapisów o przyznawaniu licencji i cosik mi nie pasuje. Może ktoś mi wytłumaczy czy zawodnik musi być członkiem klubu czy nie, aby uzyskać licencji?.

„2.1.2.Licencja na uprawianie wędkarskich dyscyplin sportowych przyznawana jest członkom wędkarskich klubów sportowych. Licencję przyznaje i pozbawia Główny Kapitanat Sportowy. Licencję przyznaje się na czas określony lub nieoznaczony”

„Licencję na wyczynowe uprawianie określonej dyscypliny wędkarskiej przyznaje i pozbawia Polski Związek Wędkarski na pisemny wniosek osoby ubiegającej się o jej przyznanie”

Poniewaz dawałem punkty do ilorazu IB, pora podsumować tą klasyfikacje i znaleźć punkty odniesienia. Łącznie ilośc przyznanych punktów wyniosła 240 dla twórców zmian w zasadach organizacji sportu wędkarskiego. Przecietny członek partii "Samoobrona" ma iloraz IB na poziomie 150 pktów. Szef "Samoobrony", jako jednostka wybitna ma ich około 300. Towarzysze z ZG PZW, osiągnęliście doskonały wynik. Już możecie zakładać nową partię "Samogwałt", oczywiście na swój koszt. Odpieprzcie się raz i ostatecznie od pieniędzy członków.

drukuj drukuj wyślij wyślij

Lista komentarzy


Temat: Autor:
Czas:
IB czyli sport i pieniądze
Henryk Pokrzywa 14.3.05 20:52
Kol.Ryszardzie czyż nie jest prawdą że 90% wędkarzy przychodzi do koła raz w roku wykupić talon na ryby?,czyż nie jest prawdą że stanowiska wędkarskie to jeden wielki śmietnik?czyż nie jest prawdą że najważniejszym pytaniem jakie zadaje przeciętny wędkarz to ile wpuszczone zostało karpi do zbiornika?,czyż nie jest prawdą że najwięcej ryb różnej wielkości a często niewymiarowych łowi wędkarz mięsiarz?,można by mnożyć przykłady ale że po zawodach trochę małych ryb zginie to uważacie to za wielką tragedię(w większości jest to pokarm innych ryb)często bywam na różnych zawodach i życzyłbym sobie aby było tak czysto po innych wędkarzach.Jestem Prezesem klubu wędkarskiego od trzech lat i jeszcze do tej pory nie skorzystaliśmy z żadnych środków PZW i większość klubów nie korzysta i dlatego nie rozumiem protestów w tej sprawie.Sport opłacany przez PZW to w większości przypadków grupy towarzysko-alkocholowe nie przynoszące żadnych wyników ani efektów.Jestem wielkim zwolennikiem nowych zmian przyjętych w uchwale 83i84,może nareszcie niewielkie środki finansowe będą rozsądnie wydawane i przyniosą efekty w rozwoju sportu.W moim okręgu (jest to okręg Wałbrzych) sport działał na zasadzie towarzysko-wódczanej kto stawiał pracownikom i działaczom w ZO ten był finansowany przez ZO.Jestem wielkim optymistą że na najbliszym zjeżdzie może uda coś się zmienić,ale czytając niektóre wypowiedzi na forum i brak zrozumienia istoty sportu coraz częściej dochodzę do wniosku że walimy gołą głową w mur.Zwędkarskim pozdrowieniem.
     Odp: IB czyli sport i pieniądze
Ryszard Siejakowski 15.3.05 14:27
    
Heniek /chyba mogę użyć takiej formy?/, ależ ja się z Tobą zgadzam. To jest paralela, tak charakterystyczna dla naszego kraju. Ponad 90% ludzi uznających się za katolików, chodzi do kościoła 2 razy w roku /Wielkanoc i Boże Narodzenie/. Wędkarstwo polskie jest zaściankowe i stare jak stary jest prezes PZW /ja też zresztą jestem już walniety przez rydwan czasu hihihi../ Tego żaściankowego i siermiężnego wędkarstwa nie zmieni Uchwała 83 czy 84. Proszę uprzejmie przeczytać jeszcze raz moje teksty aby stwierdzić, że nie atakowałem zawodników czy kluby wędkarskie. Wręcz odwrotnie, akcentowałem, że właśnie kluby wędkarskie wyszły na tych Uchwałach jak Zabłocki na mydle. Sytuacja jest podobna jak zapisy Statutowe i prawa członka PZW. Członek PZW prawa ma i co z tego? Ano nic. Może się zapytać i czekać tatka latka czy mu ktoś odpowie. Podobnie jest z klubami. Mogą się organizować, ale nie jest to równoznaczne z tym, że dostaną jakiekolwiek wsparcie finansowe z koła czy Okręgu. Wszystko będzie zależeć od układu personalnego w Zarządzie Koła. I takim patologiom jestem przeciwny, tak samo jak zapisom z których nic nie wynika. Jest jeszcze jedna rzecz istotniejsza w tej całej polemice. Niezależnie od tego czy dotyczy to wędkarza szaraka czy wędkarza zawodnika, cała ta dyskusja jest nie warta funta kłaków, gdy rybostan będziemy mieli taki jaki mamy. I tu dochodzimy do sedna sprawy. Co jest ważniejsze w tej chwili, emitowanie Uchwał dla stosunkowo wąskiej grupy członków PZW czy skoncentrowanie się na podstawowej problematyce, czyli zapobieżenie nadciągającej katastrofie. W starożytnym Rzymie, gdy nastroje w społeczeństwie nie były najlepsze, organizowano igrzyska. Obecna sytuacja w PZW śmierdzi mi takim samym zabiegiem socjtechnicznym. Nie dajmy z siebie robić idiotów i to na dodatek przez kogo?
Rysz@rd
         Odp: IB czyli sport i pieniądze
Henryk Pokrzywa 15.3.05 17:18
        
Kol.Ryszardzie czas który robi nam nieustannego psikusa jest bezwzględny wobec nas a na draństwa w PZW próbuje w różny sposób protestować i liczę na to że może ci którzy czytają na forum pomogą w odnowie PZW.Zal mi jest najbardziej dobrych działaczy w kółach którzy poświęcają swój własny czas dla innych i często dostają pstryczka w nos.Zgadzam się z tobą Ryszrdzie/chyba nie przeszkadza Ci że będę używał takiego zwrotu/że zostaniemy wyrolowani bo tak naprawdę czymś to śmierdzi ale na dzień dzisiejszy i na to co było w sporcie lepszy rydz jak nic.Pamiętam wprowdzenie opłat okręgowych jeden związek a wyrolowani zostali jego członkowie.Mamy za to jeden plus pracownicy PZW czują się dobrze mają zpewnioną pacę bez żadnej odpowiedzialności ale za to dobrze płatną,a w kuper biorą społecznicy.Jestem z Okręgu Wałbrzych gdzie na zrybienie wydaje się 340tys.zł.a na utrzymanie biura ZO 380tys.zł a zatrudnionych jest 5 lub 6 osób/kasjerzy w kołach na prowizji/więc można zadać sobie pytanie dla kogo jest PZW?uważam że dużo winy jest po stronie społeczników w Kołach i w ZO.Nasuwa się następujące pytanie czy w najbliższym czasie jest ktokolwiek aby dokonać zmian na lepsze?obawiam się że nie,a dlatego że wędkarstwo jest w dalszym ciągu zaopatrzeniem domowego stołu w rybę,ryba która była dla biedaków stała się atrakcyjnym towarem na domowym stole.Biorę udział w dyskusji z tą nadzieją że może przeczyta ktoś kto przystąpi do nieformalnej koalicji dążącej do zmian w PZW,jeśli na tym forum czyta ktoś z regionu Wałbrzych i jest delegatem na Zjazd Okręgu a znajdę w nim przyjazną duszę to znaczy że warto było wyrazić swoje poglądy.Z wędkarskim pozdrowieniem.
sport,wędkarstwo i pieniądze
Henryk Pokrzywa 11.3.05 19:58
Z dużą ciekawością przeczytałem teksty na forum dyskusyjnym i chciałbym podzielić się moimi wnioskami i spostrzeżeniami,zauważyłem że znajomość statutu PZW jest kolegom wędkarzom jakby mało znana,wstępując do PZW każdy w swojej deklaracji podpisuje że zna statut i zobowiązuje się do jego przestrzegania oraz że dobrowolnie wstępuje do PZW,najgorsze w członkostwie jest to że zdecydowana większość traktuje PZW jak sklep z rybami "płacę składkę i mi się należy"a mój kolega mówi że mamy taką władzę na jaką zasługujemy i ja całkowicie się z nim zgadzam.Wędkarzem jestem 35 lat społecznie działam około 25 lat od sekcji przez koło a obecnie w klubie wędkarskim to tak dla informacji.Z wypowiedzi kolegów na tym forum padają słowa/skostniała organizacja,wszystko należy się nam,władze to są be na wszystkich szczeblach,i chyba najważniejsze że ryb to już wogule brak/a może w tym zwariowanym świecie trochę tolerancji,dla tych co chcą uprawiać sport,dla tych co jeżdżą na ryby dla wypoczynku,dla tych co łowią ryby i rozdają wszystkim znajomym przechwalając się jaki to jestem wielki wędkarz.Trochę komentarza dla przeciwników sportu w wędkarstwie,sport uczy etyki wędkarskiej /złap i wypuść/uczy szacunku do przyrody i zmusza producentów do stosowania nowych technologii w wędkarstwie.A co mamy nad wodą od statystcznego wędkarza-zapijaczoną ,wulgarną,chamską osobę niszczącą siłę swojego środowiska więc nasuwa się pytanie kto więcej ryby niszczy ,czy wędkarz sportowiec na zawodach czy przeciętny wędkarz.Na tym forum dużo dyskutuje się na temat pieniędzy ze składek,wszyscy kłócą się o drobne a wydaje mi się że najwięcej naszych pieniędzy ze składek przejadają pracownicy i biura ZO ta mała grupka ludzi pochłania tyle samo pieniędzy co wydaje się na zarybienia w roku obrachunkowym,każdy niech popyta u siebie w okręgu jak to wygląda i może wtedy podyskutujemy czas rozliczeń w ZO nadchodzi.A więc koledzy po" władzę dla profitów bo nam się wszystko należy bo PZW to wielki sklep"A tak na marginesie mocno niezadowolonym otworzyła się szansa są łowiska prywatne nareszcie płacisz i masz w ten sposób poznajesz wartość swoich pieniędzy.Wyznaję podstawową zasadę jeśli ktoś robi żle to go chcę zastąpić i zrobić lepiej aby większość była zadowolona.
     Odp: sport,wędkarstwo i pieniądze
Robert Hamer 12.3.05 06:07
    
Panie Henryku. Jak Pan słusznie napisał, „wydaje” się Panu. Jeśli dział Pan w PZW, to ma Pan dojście do sprawozdań ZO. Ilość pracowników ZO i ich pensje nie są jakąś pilnie strzeżoną tajemnicą. W ZO Kielce pracuje 3 osoby które według moich informacji zarabiają netto około 4 000 zł. Nie są to głodowe pensje, ale do zarobków szefów spółek i do sum wydawanych na zarybienie jednak bardzo daleko. Nie wiem jak te pensje mają się do obowiązków. Wiem, że praca dyrektora ZO jest ważna i odpowiedzialna. Od tego człowieka dużo zależy. Czasem jest tak, że faktyczną władzę ma właśnie dyrektor. Tak było w ZO Tarnobrzeg. Ja podejrzewam, że większość sprawozdań jest naciągana. Wydatki można różnie klasyfikować i to daje spory manewr. Nie można jednak totalnie oszukać ludzi. Jakieś pojęcie on jednak daje. Dlatego polecam Panu i innym jego lekturę.
         Odp: sport,wędkarstwo i pieniądze
Henryk Pokrzywa 14.3.05 19:25
        
Szanowny kolego może moje słowa są wynikiem rozgoryczenia ale jest to wynik działania mojego biura ZO(Okręg Wałbrzych)jestem już trzeci raz delegatem na zjazd okręgu i nigdy ani mnie ani moim kolegom nie udało się dowiedzieć ile środków zostaję przekazanych na utrzymanie pracowników ZO i biura jest to tak poukrywane w sprawozdaniu że nie jest się w stanie to uchwycić.ZO Wałbrzych zatrudnia sześć osób a wody mamy najmniej ze wszystkich okręgów.Dlatego jestem wielkim zwolennikiem nowych zasad sportu bo daje równe szanse wszystkim którzy chcą uprawiać wędkarstwo sportowe i nie kolidują z wędkarstwem rekreacyjnym.Jestem członkiem klubu który istnieje 3 lata i nie korzystaliśmy ze środków PZW naszym głównym sponsorem jest szef firmy przy której powstał klub a ZO traktowało nas jak piąte koło u wozu.Sport u nas w okręgu dostępny jest tylko dla kolesi i tych co stawiają gorzałę a prym wiodą niektórzy pracownicy ZO.Napewno można zadać pytanie dlaczego nic nie robicie ale czy pojedyczy członek PZW może coś zdziałać jeśli brak zrozumienia w kwestii sportu u innych,liczy się tylko za ile zarybiono,ile mięsa można złowić.Z wędkarskim pozdrowieniem były kieleczczanin z okolic Zawichosta.
     Odp: sport,wędkarstwo i pieniądze
Ryszard Siejakowski 11.3.05 20:41
    
Trudno traktować PZW jako sklep z rybami /ciekaw jestem jak na taką tezę zareagowałby Prezes PZW, gdyby musiał przyjąć do wiadomość, że jest sprzedawcą w centrali rybnej/ gdy na drzwiach wisi kartka towaru brak. Sport uczy nie tylko etyki, uczy też kombinowania. Zarówno sport przez duże S jak i sport wędkarski mają swe patologie. W sporcie S to doping, anabole, koks etc. W sporcie wędkarskim też się trochę znajadzie rzeczy wstydliwych. Nie oszukujmy się. A propos sportu wędkarskiego przez małe s, w ubiegłym roku znalazłem się nad Odrą, gdzie rozgrywane były poprzedniego dnia /a właściwie nocy/ zawody wędkarskie nocne. Na drzewach były pięknie poprzybijane /sic/ kartki informujące o tych zawodach, stąd moje rozeznanie o dacie ich rozegrania. Na każdej ostrodze walało się po kilka opakowań po "świetlikach". Zapewne nie przyleciały tam na skrzydłach z drugiego krańca Polski. Były również i opakowania po zanętach, tu już może być domniemanie, że nie była to tylko pozostałość po zawodnikach ale równiez po "zapijaczonej, wulgarnej, chamskiej" częsci pozasportowej środowiska wędkarskiego. Nie możemy ani jako sportowcy ani jako wędkarze szuwarowo błotni, wymusić na producentach zanęt, opakowań biodegradujących się. To samo dotyczy hodowców-producentów, białych, czerwonych czy zielonych robali. To są znamiona dzisiejszych czasów. Sport uczy, ale nie zawsze uczniowie są pojętni lub do nauki podchodzą lekceważąco.
Rysz@rd
Pax vobiscum
Ryszard Siejakowski 09.3.05 13:21
Sadzę, że pomału należałoby zamykać tą polemikę. Mam nadzieje, że nikt się nie pogniewa, gdy resume, rozpocznie ta sama osoba, która wypuściła tego diabełka. Mimo obszernej polemiki, często zabarwionej kolorytem w różnych odcieniach, w mej ocenie nie była pełną. Zabrakło głosów przedstawicieli klubów i ich punktu widzenia na zmiany zaproponowane Uchwałami nr 83 i 84 przez ZG. Kierunek polemiki uległ przeorientowaniu i miast skupić się na zmianach i skutkach, jakie spowodują Uchwały, w większym stopniu dotyczył animozji na linii wędkarz szuwarowo-błotny, wędkarz sportowiec. Taki kierunek polemiki nie leżał w założeniach autora artykułu, lecz rzeczywistość często weryfikuje wcześniejsze plany. Odium zjawisk patologicznych, mających niestety miejsce w sporcie wędkarskim, rozlało się zapewne i po grupach sportowców, które z tymi zjawiskami, nie mają do czynienia. To ciemna strona sportu wędkarskiego i im szybciej środowisko sportowe dokona samooczyszczenia z elementów niepożądanych, tym łatwiejszy stanie się rzeczowy dialog w całym środowisku wędkarskim na temat sportu. Wielka szkoda, że przy często ostrej polemice, zabrakło jednoznacznego potępienia tych zjawisk i nie przedstawiono, jakie środki zaradcze ma zamiar przedsięwziąć środowisko, aby jeśli nie wyeliminować całkowicie, to znacząco je ograniczyć. Jeśli osoby, zajmujące się sportem, nie potraktują tego jak wchodzenie w butach do łóżka, to jednym z istotnych elementów powinno być wyłączenie okonia z kategorii spinningowej oraz uklei z kategorii spławikowej. To niełatwy krok i zapewne spotka się z oporem wśród niektórych zawodników. Warto jednak podjąć ten temat, dla dobra wędkarstwa polskiego i samego sportu. Podobnie ma się sprawa z obniżaniem wymiaru ochronnego na zawodach, motywując to faktem, że zawody są przeprowadzane na tzw. żywej rybie. To droga do nikąd i przyzwolenie na powstawanie zjawisk patologicznych. To także przymykanie oka na niedostatek należytego rybostanu w wodach związkowych. Trochę śmieszne i mało nobilitujaco, wygląda mistrzostwo zdobyte na drobiazgu. Dla mnie osobiście, mistrz to mistrz, pod każdym względem. Nie jestem przeciwny sportowi wędkarskiemu, mimo pewnych wątpliwości natury moralnej. Może ktoś i słusznie mi zarzucić, że nie miałem takich wątpliwości, gdy sam zajmowałem się sportowym łowieniem ryb. I to jest prawda. Refleksje pojawiły się po czasie. Podobnie jest z osobami uznającymi zasady „no kill”. Często było tak, że zanim stały się propagatorami tej metody, byli od niej dość daleko, oględnie mówiąc. Zmieniamy się, zmieniamy swój punkt widzenia, zmieniamy i wyostrzamy optykę. Realizm i otrzeźwienie, tak pożądane cechy, wykształcają się często na bazie własnych doświadczeń. U wędkarzy uprawiających sport również. Stworzono zarzewie konfliktu pomiędzy wędkarzami traktującymi to zajęcie czysto rekreacyjnie a innymi wędkarzami, znajdującymi w tym zajęciu elementy konkurencji. Warto zadać pytanie gdzie leży źródło konfliktu. Czy rzeczywiście źródłem konfliktu jest wzajemna niechęć? Uprawiamy przecież to samo hobby. Wędkarz sportowiec, jest również wędkarzem szuwarowo-błotnym, gdy łowi dla czystej przyjemności, rekreacyjnie. To taki sam kolega, z tego samego stowarzyszenia. Nie dajmy się poróżnić i zachowajmy swoją godność. Żyjmy koło siebie w symbiozie, z której jedna i druga strona czerpie korzyści. Analizujmy dokumenty i zwracajmy uwagę na zapisy, czy nie są to kolejne próby wydarcia kawałka sukna przez cwaniaków. Często lepsza pozycja wąskiej grupy członków stowarzyszenia jest krótkotrwała. Nie trzeba być mędrcem, aby dostrzec, że źródło konfliktu leży zupełnie w innym miejscu. To katastrofalna sytuacja polskich rzek, jezior i bajorek, w których kiedyś ryb był dostatek, a dzisiaj są to wodne pustynie, w których jedynym często życiem jest populacja żab i cierników. Gdy niedostatek, jeden na drugiego patrzy bykiem. Prawdziwi sprawcy tego stanu rzeczy, siedzą sobie spokojnie i wymyślają kolejne głupoty. Nic im nie grozi. Jedyne, co może ich spotkać, to nie wybranie na następną kadencję, bez innych poważniejszych konsekwencji. Od kilkunastu lat, na czele stowarzyszenia stoi ta sama grupa ludzi. Jak określił ich Sławek, kamaryla generała. Upadek stowarzyszenia jakoś dziwnie zbiega się z zasiadaniem na stolcu jednego człowieka i wąskiej grupy ludzi. Co kadencja, to gorzej. Jurek Kowalski, ma jedno rozwiązanie. Należy wziąć sprawy w swoje ręce. Drogi Jurku, ze stowarzyszeniem jest tak samo jak z bezrobociem w Polsce. Ludzie chcą pracować i nie chcą brać zasiłku dla bezrobotnych. Czy oni też mają wziąć sprawy w swoje ręce? Tak jak rząd nie wypełnia swej roli, tak samo zarządy szczebla okręgowego czy centralnego, przestały spełniać rolę stymulatora. Zagonieni w swoich drobnych wszawych sprawkach, symulują działania prostowarzyszeniowe. Ludzi pozytywnie zakręconych jest mało, a nawet ta niewielka grupa często traktowani są jak zadżumieni czy wywrotowcy. Ironią losu jest to, ze najwięksi szkodnicy starają się przedstawiać w roli mężów opatrznościowych. Tych ludzi należy piętnować na każdym kroku i przedstawiać jako wzór, którego naśladowanie jest wzbronione.
Pisałem już o swoistej dewiacji polegającej na łowieniu drobiazgu w czasie zawodów. Pamiętam, był to bodajże rok 1975 i Mistrzostwa Świata w Bydgoszczy. Ile frajdy dawało oglądanie późniejszego Mistrza Świata, Iana Heapsa z Anglii, gdy holował karpie. Nie uklejki w ilości 150 na godzinę, ale karpie. Widzowie dopingowali zawodników jak na zawodach lekkoatletycznych. Czy taka sama atmosfera byłaby przy łowieniu uklejek? Na pewno nie! To jest właściwa droga dla sportu wędkarskiego, prosta i bez meandrów. Mistrzowie powinni się zapisać w historii wędkarstwa, jako łowcy dużych ryb, bo to nobilituje. Kadra powinna być sumieniem stowarzyszenia i po prostu odmawiać udziału w zawodach, gdzie organizator celowo obniża wymiar, aby zapewnić uzyskanie wyników. To jest etyka wędkarza sportowca. Marzeniem byłoby rozgrywanie zawodów na podniesionym wymiarze, w końcu noblesse oblige. Dzisiaj, uzyskane wyniki przez zawodników, reprezentujących barwy stowarzyszenia, są powodem do dumy przede wszystkim dla członków kadry, w szerokim tego słowa znaczeniu. Są jednocześnie przyczynkiem do przypisywania sobie zasług, przez działaczy, którzy są grabarzami wędkarstwa polskiego. Powiedzmy sobie szczerze, oni potrzebują pilnie sukcesu. Nawet nie ich sukces, gdy mogą się do niego podłączyć, daje im nadzieje na przetrwanie, zaciemniając rzeczywisty i ponury obraz wędkarstwa w Polsce.
Chciałbym jeszcze na chwilę wrócić do Uchwał, zaserwowanych przez ZG PZW. W niektórych zapisach są miny z opóźnionym działaniem. W momencie wybuchu, ostro porażą i tych, którzy są podmiotem tych Uchwał, czyli zawodników. Wybuchną takie same konflikty, jakie miały miejsce pomiędzy zawodnikami a PZLA. Wchodząc do Polskiej Konfederacji Sportu, nie należy widzieć tylko i wyłącznie ewentualnych pozytywów. To może się okazać krótkowzroczne. Za ta krótkowzroczność mogą zapłacić nie zawodnicy, ale całe stowarzyszenie. I chciałbym, aby osoby, dzisiaj zauroczone perspektywą przynależności do Polskiej Konfederacji Sportu, zdawały sobie z tego sprawę. Jest faktem, że sportowcy-wędkarze, odnieśli w ostatnim czasie kilka spektakularnych sukcesów. Polski sport jest raczej na cenzurowanym. Klęska goni klęskę. Dwie czy trzy osobowości na ostatniej olimpiadzie, słabnący Małysz i to właściwie wszystko. Można zadać pytanie, kto dzisiaj więcej zyska na tym mariażu? Ale to już inna bajka i nie chciałbym, aby stało się to początkiem kolejnej polemiki. Ten dylemat powinno rozpatrzyć przede wszystkim środowisko zawodnicze.
     Odp: Pax vobiscum
Jurek Kowalski 09.3.05 15:22
    
Ryszardzie,

Środowisko sportowe próbuje sobie radzić z nieuczciwymi ludźmi ale to ludzie powodują przekroczenia przyzwoitości i od nich zależy jakość wędkarstwa i sportu. Nawołujesz do „samooczyszczenia” środowiska ale tę potrzebę w tym akurat środowisku (choć nie wszędzie) widać właśnie dzięki standaryzacji. Nie sądzę, żeby inne środowiska różniły się od środowiska sportowego tylko w tych innych trudniej jednoznacznie wskazać na patologie. W tych sprawach też sport może stać na czele pozytywnych przemian. Dobrze uprawiany i dobrze wykorzystywany sport.
Patologicznych zjawisk w wędkarstwie i w sporcie wędkarskim nie trzeba specjalnie piętnować bo rozumie się samo przez się, że są naganne. Natomiast warto przedstawiać propozycje pozytywnych rozwiązań, stanowiących postęp. I to nie rozwiązań w rodzaju podwyższania kar czy zwiększania kontroli. Raczej rozwiązań, które zmniejszałyby potrzebę kontroli i kar.

Zmiany w przepisach sportowych mogą być trudne bo krajowe przepisy odzwierciedlają przepisy międzynarodowe. A tam takiej dyskryminacji nie ma. Tworzenie zasad uprawiania sportu wędkarskiego podlega różnym wpływom. Tak nasze zasady wywarły wpływ na niektóre zapisy jak i inne zasady wywierają wpływ na nasze. „Globalna wioska” dotyczy i nas.
Nikt nie pomniejsza wartości zdobycia tytułu na podstawie łowienia mniejszych ryb. Rywalizacja przebiega między wędkarzami łowiącymi w zbliżonych warunkach. Wśród nich zwycięża ten kto złowi najwięcej, wykaże się największym kunsztem technicznym i taktycznym. Wiesz to przecież dobrze bo sam w tym, jak piszesz, uczestniczyłeś. Jeżeli są kilkukilogramowe karpie to łowi się karpie. Jeżeli dominują ukleje to łowi się ukleje. Nie ma to nic wspólnego z wielką moralnością ani z „wodami związkowymi”. Jest raczej naszym wyzwaniem żeby nasze wody związkowe były rybne tak jak wody w innych częściach świata gdzie mimo wprowadzenia niskiego rozmiaru minimalnego ryb zaliczanych do wyniku łowi się ryby duże bo tam są, a łowienie ich jest zgodne z kalkulacja taktyczną. Małe ryby są „tratwą ratunkową” dla tych, których ślepy traf losowania postawi w miejscach gdzie ryb dużych nie ma. Bo podstawą dobrej organizacji zawodów jest stworzenie wszystkim startującym możliwie równych warunków konkurowania. Zawody wędkarskie organizują ci sami ludzie, którzy zajmują się gospodarowaniem na wodach albo gospodarze wód są włączeni w organizację zawodów.

„Stworzono zarzewie konfliktu pomiędzy wędkarzami traktującymi to zajęcie czysto rekreacyjnie a innymi wędkarzami, znajdującymi w tym zajęciu elementy konkurencji. Warto zadać pytanie gdzie leży źródło konfliktu. Czy rzeczywiście źródłem konfliktu jest wzajemna niechęć? Uprawiamy przecież to samo hobby. Wędkarz sportowiec, jest również wędkarzem szuwarowo-błotnym, gdy łowi dla czystej przyjemności, rekreacyjnie. To taki sam kolega, z tego samego stowarzyszenia. Nie dajmy się poróżnić i zachowajmy swoją godność. Żyjmy koło siebie w symbiozie, z której jedna i druga strona czerpie korzyści”.

Z tym akapitem Twojej wypowiedzi zgadzam się w pełni. Natomiast już następny postrzegam jako propagowanie „spiskowej teorii dziejów”. I propagowanie podejrzliwości, która wbrew Twoim wcześniejszym deklaracjom właśnie otwiera przepaści, buduje barykady i rodzi konflikty, utrudniając porozumienie.

Masz rację w jednym. Otóż działania zespołów przedstawicielskich PZW są reaktywne. W niewielu, stosunkowo niewielu, w zbyt niewielu przypadkach są proaktywne, przywódcze, twórcze. Te decyzje, działania są podejmowane pod presją. A to ustawodawstwa, a to populistycznych oczekiwań wędkarzy a to konieczności ekonomicznej. Działania aktywne są utrącane przez coś, co nazywam „gniewem ludu”. Wielu ludzi w zarządach się tego obawia. I nie chce się wychylać. Bojąc się utraty pozycji i przegranej w wyborach. Dla ludzi, którzy pełnią funkcje z wyboru nie wybranie na następną kadencję jest czymś strasznie groźnym. Lekceważysz te bodźce o ogromnej sile psychologicznej, choć nie podejrzewam żebyś nie miał o tym pojęcia.

Natomiast twoje osobiste anse do niektórych osób w zarządach PZW sprawiają, że obrzucasz błotem również wielu ludzi, którzy rzetelnie pracują dla wędkarzy, własnie pod ta rozliczną presją zewnętrzna i wewnętrzną, a ich praca nie jest doceniana z powodu uprzedzeń wielu komentatorów. Takie deprecjonowanie czyjegoś wysiłku nie motywuje go do dalszej pracy, która wykonuje często wbrew wielu przeciwnościom, a takie krytykanctwo spełnia rolę samosprawdzającej się przepowiedni. Po pewnym czasie najbardziej wartościowy człowiek powie „Po co?” W imię czego mam cokolwiek robuic skoro i tak nie spotka się to z uznaniem tych, którym zawsze mało i zawsze źle.”

Jeżeli wypowiadasz się w pojednawczy sposób, jeżeli mówisz A to powiedz i B i nie trwaj w swoim generalizowaniu ocen. Pozytywne działanie polega na tym że potrafi się wychwycić sensowne posunięcia i wspiera się te, które są tego warte. Pokazywanie pozytywnych przykładów ma o wiele większą moc sprawczą niż ciągłe ukazywanie negatywnych stron.

Zwracam się do Ciebie z tym w imie postępu w naszym wędkarstwie.

Natomiast co do recepty: „braniem swoich spraw w swoje ręce” – dobrze ją odczytujesz choć nie zgadzam się z Twoim dalszym komentarzem.

Bezrobocia nie likwiduje rząd, tak jak o dobrym funkcjonowaniu stowarzyszenia nie decyduje ZG. Dziesiątki lat likwidowania bezrobocia przez rząd teraz wychodzi nam „bokiem”. Bezrobocie likwidują przedsiębiorczy obywatele. Ci sami przedsiębiorczy, samorządni obywatele wybierają sobie taki rząd, który stworzy im warunki do pracy. Nie oczekują, że rząd im „da”. Bo rząd nie ma. Rząd ma tyle ile do wspólnej kasy „zrzucą” obywatele. Jeżeli oni traktują daniny społeczne jako wspólna „zrzutkę” i wybierają rząd jaki w ich przekonaniu będzie dobrze wydawał te wspólne pieniądze, w czym oni sami będą współpracować, to mamy społeczeństwo dobrobytu. Jeżeli na każdym szczeblu mamy tylko oczekiwania, a wspólną kasę traktuje się jako „haracz”, w związku z czym każdy szarpie tyle ile jest w stanie wyrwać, na ile ma dostęp (jeden „lewą” rentę czy zasiłek, a inny „prowizję” przy prywatyzacji rafinerii) to mamy nędzną namiastkę społeczeństwa, rozwarstwienie, nędzę i bezrobocie.

Rzeczywiście, rządy (zarządy) mają stwarzać warunki do działania. Ale rządy takie są jakie sobie sami wybierzemy. Jeżeli społeczeństwo składa się z ludzi, którzy mają poczucie, że pracę się „dostaje”, że pracę ktoś „daje”, czekających, że to będzie rząd czy samorząd, to rezultatem jest 20% bezrobocie. Nie mów mi, że ludzie chcą pracować. Ludzie chcą dostać pracę. Najlepiej etat z przywilejami. Jak energetycy albo kolejarze. A to ogromna różnica.
Nie inaczej jest z wędkarzami. Niestety.

Nie wierz w to, że sport wędkarski kiedykolwiek będzie miał znaczenie porównywalne z medialnością piłki nożnej, lekkoatletyki czy innych, popularnych i popularyzowanych przez media dyscyplin. Nie o to tutaj chodzi ale raczej o włączenie sportu wędkarskiego w działania sportowe. I o uzyskanie możliwości uzyskiwania środków na sport wędkarski. Od lat wędkarze byli wśród zdobywców wielu medali w zawodach międzynarodowych. Kiedyś byliśmy na szóstym miejscu w Polsce. I nie wywoływało to zadnego zachwytu. Nie było wykorzystywane przez urząd ani przez środowisko sportowe. Właczenie się w PKS jest korzyścią dla nas. Warunkiem istnienia sportu wędkarskiego w miejscu porównywalnym z innymi dyscyplinami jest dostosowanie zasad sportu wędkarskiego do ogólnych zasad rządzących Polskimi Związkami Sportowymi. Trudno mi zrozumieć, że z jednej strony oczekuje się, ze sport będzie sam się finansował, że będzie zdobywał środki spoza PZW, jednocześnie podważając zasadność działań w tym kierunku. Przecież pieniądze uzyskane na sport wędkarski pozwolą na dziąłlnośc statutową związku w większym zakresie, na właczenie PZW w obieg publiczny,

Masz rację, trzeba kończyć, chociaż materiału jest jeszcze na ....dziesiąt dyskusji.

Pozdrawiam serdecznie

Jurek Kowalski
         Odp: Pax vobiscum
Robert Hamer 11.3.05 21:47
        
Jurku, mam ambiwalentne odczucia czytając co napisałeś. Ja również nie chce rozkręcać tej dyskusji, dlatego zawężę się do spraw najistotniejszych. Napisałeś, „Wśród nich zwycięża ten kto złowi najwięcej” Chyba jednak tak nie jest. Ja w pierwszych zawodach spinningowych w jakich wystartowałem, złowiłem rybę o wadze 3100 g. Dała mi ona ostatnie jedenaste miejsc wśród tych co złowili jakąś rybę. Wygrał zawodnik który złowił klenia i 2 okonie o łącznej wadze 1200g Według regulaminu, wykazał się 11 x większym kunsztem „technicznym i taktycznym” ode mnie. Gratuluję Tobie i polskiemu wyczynowi poczucia humoru. Chyba zostanę jednak przy tej swojej miernocie. Jakoś ją qrna polubiłem :))) Kolejna sprawa która mnie drażni w Twoich wypowiedziach, to ten ozdrowieńczy pozytywny przykład. Jurku nie żyjemy w kosmosie, pozytywnych przykładów jest co niemiara. Ludzie oglądają wędkarskie filmy, czytają prasę oglądają TV. Ja bardzo często trafiam w tych mediach na dobre przykłady. Niestety więcej płynie ich z zagranicy. Czy szeregowy członek PZW nie chce zmian? Najczęściej nie wie o nich lub nie ma zadania, chociaż chciałby aby nasze wody były tak rybne jak te za granicą. Nasi sportowcy też zapewne sporo widzieli w innych krajach. Przy sumach wydawanych na wyczyn, zakup łodzi na wzór amerykański ze zbiornikami do przetrzymywania ryb, nie powinien stanowić problemu. Nic natomiast nie kosztowało by wprowadzenie regulaminu który preferuje łowienie dużych ryb, tak jak jest to w USA. Zawodnicy zatrzymują tylko kilka największych ryb, reszta wraca do wody. Masowe odławianie okoni nie ma nic wspólnego z wędkarskim kunsztem. Bliżej im to mięsiarzy ze Szczecina łowiących masowo okonie dla Niemców na czipsy do piwa. Ile trzeba tych pozytywnych przykładów aby skruszyć beton. To beton wymyślił ten bezsensowny regułami i to on nie chce go zmieć. Strach prze ludem nie ma tu nic do rzeczy. To beton od dziesięcioleci nie zmienia limitów, nie przystosowując ich do rybostanu. Dlaczego tego nie robi? Bo tak jak komuna bała się podwyżek, tak oni boja się prawdy o stanie polskich wód i dyskusji na temat faktycznych problemów. Jeśli nie przyłączam się do zwolenników wysadzenia PZW w powietrze, to tylko dlatego, że boje się rewolucji w stylu polskim. Już wyobrażam sobie jak wyglądała by prywatyzacja i uwłaszczenie w naszej organizacji. Jak zwykle beton wylądował by na złotym spadochronie przejmując ośrodki zarybieniowe za bezcen i nasze wody. Ja w odróżnieniu do Ryszarda, większe zło upatruję w ZO, bo to one mają teraz największy wpływ na to co dziej się w PZW. To one, a przynajmniej ZO Kielce, sztucznie nakręca wyczyn, obligując koła do wyścigu w organizowaniu zawodów towarzyskich. A przecież w wielu kołach nikt nie jest tym zainteresowany. Ludzi poważnie zainteresowanych sportem można liczyć na palcach. Gdyby tylko na nich wydawana rozsądne kwoty, to wydatki na sport spadłyby o 80%. Pod szyldem sportu odbywa się mnóstwo imprez nie wiele mających wspólnego ze sportem. To biesiady z nagrodami dla dzieci działaczy , „poczęstunek” dla miejscowych notabli z którymi to należy utrzymywać dobre stosunki i Bóg wie z kim jeszcze. Chcą kolesie pojechać na dorsze za nie swoją kasę, no to już mamy mistrzostwa Zakopanego w wędkarstwie morskim. A że choroba morska zaczęła się już w autobusie, to zawody się przedłużyły o parę dni. Tak jest jak Polska długa i szeroka a Ty czekasz na zbawienny skutek pozytywnych przykładów i rosnącą aktywność, kiedy większość kombinuje na prawo i lewo. Jak to mawiają Pigmeje, „na martwym lwie małpa skacze”. Ja myślę, że pora najwyższa na komunikat lekarski o stanie zdrowia lwa. To mogło by być jakimś punktem wyjścia. Na pewno nie będzie nim zaciemnianie obrazu. Tak wiem, nie dałem tu propozycji wyjścia z impasu. Ja upatruję szansy w RZGW i innych instytucjach które w prosty sposób mogą zmusić PZW to pozytywnych zmian. Kilka ostrych decyzji administracyjnych otrzeźwiło by beton, lud rządny mięcha i cwaniaków dojących związek. Był taki dowcip jak to Niemcy toczyli bój z polskimi partyzantami o jakiś las z którego na zmianę się wykurzali ostrzeliwując swoje pozycje. W końcu przyszedł leśniczy i i wykurzał jednych i drugich z lasu :)Pozdrawiam leśników.
             Odp: Pax vobiscum
Jurek Kowalski 14.3.05 14:57
            
Robercie,

Chcesz o sprawach najistotniejszych, a piszesz o niuansach i szczegółach.

Punktacja "ujemna" została wprowadzona w zawodach wieloturowych po to żeby uniknąć sytuacji kiedy to ktoś trafiając w wyniku losowania na dobre miejsce jako pierwszy zostanie mistrzem tylko na zasadzie nałowienia ryb w jednej turze. Obecnie konkurencja odbywa się w grupach wędkarzy, konkurujących między sobą w sektorach, za każdym razem zaczynając "od zera". Dopiero suma efektów z poszczególnych tur daje efekt końcowy. Ale jak wspominałem, to szczegół, który możemy sobie wyjasnic poza forum. To nie ma nic do czynienia z "polskim wyczynem" - tak wygląda punktacja stosowana międzynarodowo.

Masz rację, że członkowie nie wiedzą albo nie mają ochoty wiedzy stosować. Staram się popularyzować nowoczesne wedkarstwo, ale spotyka sie to zbyt często z "oporem materii" :-)). Choć coraz częściej widać wpływ i powiew nowego w wielu wypowiedziach. Najczęściej chciałoby ię zeby nasze wody wyglądąły jak w innych krajach, nie przyjmując jednocząsnie do wiadomości dlaczego tam jest tak jak jest, a u nas inaczej. wiem, że i Ty borykasz się z tymi postawami na codzień.

Zawodnicze wędkarstwo w USA to brutalna walka. Najlepsi mordercy bassów zarabiają na zawodach setki tysięcy dolarów. Przy takich pieniądzach trzeba mić "hard evidence". Dlatego też te zawody nie są szanowane przez wielu wędkarzy. Ale ten finansowy "cyrk" przetacza się przez tamten wielki kraj.

Zapewniam Cię, że "beton" zarządzający kieruje się oczekiwaniami "betonu" zarzadzanego. Zobacz ile protestów pojawia się przy wprowadzaniu wszystkich ograniczeń, jaki jest odzew na działania w rodzaju ewidencji połowów. Ile jest w tym chęci współpracy, a ile chęci unikania współpracy.

Masz rację z obawami dotyczącymi rozpadu PZW. Nie warto podejmować takiego ryzyka. Natomiast jeżeli chcesz żeby ZO lepiej funkcjonował to zostań członkiem ZO. I zachęć do tego innych, Tobie podobnych. Wtedy ZO będzie funkcjonował tak jak chcesz. W innym wypadku będzie funkcjonował tak jak chcą ci, którzy w nim są. Innego wyjścia nie ma.

To żałosne kiedy funkcjonowanie organizacji mają napreawiać ludzie czy administracja poza organizacją. Jak najgorzej świadczy to o członkach tej organizacji, w których rękach jest władza żeby to zmienić.

Pozdrawiam serdecznie

Jurek Kowalski
             Odp: Pax vobiscum
Sebastian Brzozowski 12.3.05 10:48
            
Robercie, moje pytanie nie jest dokładnie związane z tematem na który dyskutujecie. Czy możesz wyjaśnić mi dlaczego na swoich pierwszych zawodach zająłeś ostatnie 11 miejsce z wynikiem 3100g. a wygrał koleś z łączną wagą 1200g? Teraz jeśli sie dobrze orientuję 1g = 1pkt ( w zawodach wielo turowych trochę inaczej liczą). Czy kiedyś było inaczej?
P.S. Mam nadzieję, że znów wprowadzony zostanie w całej Polsce wymiar na okonia (nie tylko na zawodach jak to ma miejsce w O.mazowieckim 18cm). Wydaje mi się, że wymiary ochronne na drapieżniki mamy wciąz zbyt niskie, choć dla większości ludzi których spotykam nad wodą są one i tak zbyt wysokie!! Niestety dla większości liczy się tylko mięso i to jest naprawdę smutne!
Może kiedys w PZW albo w tym co powstanie po jego upadku, zacznie się liczyć jakość a nie ilość członków!
                 Odp: Pax vobiscum
Robert Hamer 12.3.05 11:31
                
Zawody o których wspomniałem były zawodami rozgrywanymi w turach. Nie złoiłem ryby w pierwszej, bo prze 2 godziny nie mogłem znaleźć wolnego miejsca. Było to na Tarnobrzeskim „śmierdzielu”. Szkoda, że zwolennicy sportu nie słyszeli komentarzy miejscowych gruntowców. Kiedy dotarłem do wolnego odcinka rzeki, było tak mało czasu, że nie było mowy o złowieniu ryby i dotarcie w czasie z nią do wagi. Ryby które zaciąłem, na szczęście mi spadły. Ja wówczas nie miałem pojęcia, że tak „oryginalny” sposób liczenia obowiązuje. Nawet się wystroiłem na podium - a tu kicha :))) Mięliśmy z kolega ubaw w drodze powrotnej. Koło które mnie wysłało na te zawody było zadowolone, bo dostali z ZO telefon z gratulacjami za medalowca na zawodach. Wystartowałem jeszcze kilka razy, ale moje wątpliwości narastały lawinowo i w końcu powiedziałem, KONIEC tego bezsensownego zabijania. Nie miałem nigdy problemów z samooceną i dowartościowanie nie było mi potrzebne. Wiem co potrafię a czego nie. Ta wiedza napędza moją pasję, jaką jest poznawanie zwyczajów ryb. Bo tak na praw to nie gonię za rekordami. To tylko efekt poszukiwań, dowód na to, że posuwam się w dobrym kierunku. O okoniach i jednym regulaminie dla wszystkich wód, pisałem wiele razy. Są wody na których nie ma sensu chronić okoni. Pozbywanie się ich ze zbiornika przez duszenie w foliowych workach, lub mrożenie na lodzie, jest debilizmem. Te ryby powinny być pokarmem dla większych drapieżników. Naruszyć równowagę jest bardzo łatwo. Wystarczy odłowić zbyt dużo szczupaków a okonie się plenią do kwadratu. Wyjadają wylęg białej ryby, pozbawiając wylęg szczupaka pokarmu. Następuje koleje zmniejszenie pogłowia zębaczy. W końcu zbiornik jest opanowany przez mikro oknie. Szanse, że samo się to wyreguluje są niewielkie. Członków koła i zarządu nie trzeba szkolić w łowieniu na czas drobiazgu, ale z zakresu hydrobiologii i ichtiologii. Ci ludzie powinni monitorować sytuacje w wodzie powierzonej im w opiekę. ZO tego nie zrobi. Dlatego zarybia się w ciemno na podstawie mglistego wyobrażenia o sytuacji w zbiorniku. Często niweczy to cały wysiłek zarybienia i tarła naturalnego, bo doprowadza do kolejnego załamania równowagi. Nic nie bierze się z powietrza, wszystko ma swoje logicze wytłumaczenie. Pozdrawiam.
         Odp: Pax vobiscum
Ryszard Siejakowski 09.3.05 16:18
        
Jurku, nie chcę rozwijać polemiki aby sytuacja nie zaczęła przypominać psa goniącego własny ogon. Często zastanawiam sie nad tym czy ty nie rozumiesz pewnych rzeczy czy nie chcesz zrozumieć. Klasycznym przykładem jest Twój stosunek do rozgrywania zawodów na zmniejszonym wymiarze. Według Ciebie wszystko jest w najlepszym porzadku. Nic się nie stało. Otóz stało się. Po pierwsze naruszono przepis ogólny, który jest nadrzędnym nad szczególnym. Po drugie usankcjonowano złą sytuację w obsadzie ryb pożądanych na łowisku. Po trzecie powstaje niedobra sytuacja w obszarze mentalności szeregowego członka. Jeśli mistrz może łowić mniejsze, to i ja mogę. Czy chcesz, czy nie ta zasada się przenosi.
Nawołujesz do pokazywania przykładów pozytywnych. Też chcę je ujrzeć, poza sztandarowym przykładem ZO Krosno. Mam do Ciebie konkretne pytanie. Jaka kadencja Prezesa Eugeniusza Grabowskiego była lepsza od poprzedniej?
Rysz@rd
             Odp: Pax vobiscum
Jurek Kowalski 09.3.05 16:50
            
Ryszardzie,

Cieszę się, że w innych poroszonych przez mnie kwestiach nie znalazłeś podstaw do krytycznej riposty.

Zwróć, proszę, uwagę, ze napisałem o pozytywnym aspekcie stosowania zmniejszonego wymiaru na zawodach, o tym , że jest on stosowany przez lub w porozumieniu z gospodarzem wody, napisałem to na podstawie miedzynarodowych doświadczeń oraz wskazałem na wyzwania przed nami stojące. W tych ustaleniach respektowane są zasady rządzące wędkowaniem w poszczególnych krajach. Nie wypowiadałem się w sprawie nieudolnego naśladowania tych zasad przez naszych organizatorów zawodów, niewłaściwej argumentacji, braku wyjaśnienia zasadności takich uregulowań, stosowania ich w sytuacjach nieadekwatnych, braku brania pod uwagę mentalności naszego chłopka-roztropka wędkarzyny (o czym tylko może świadczyć Twoje nawiązanie do mentalności "szeregowego członka" - skoro taka jest, jak twierdzisz, to o jakim wedkarstwie mówimy?). Stosowanie prawa, racjonalne jego stosowanie z rzetelnym wprowadzaniem możliwosci jakie stwarza jest w kazdym normalnym społeczeństwie zwyczajną rzeczą. I wywołuje normalne reakcje oraz jest rozumiane właściwie.

Tak, nawołuję do pokazywania przykładów pozytywnych, wskazuję na ich wielką siłe motywującą do dobrego działania przy czym uważam to za równoznaczne z aktywnym poszukiwaniem tych pozytywnych przykładów. Chcesz je widzieć - zobaczysz,. Nie chcesz - nawet podawane na tacy odrzucisz.

Ja nie wiążę, jak zauważyłeś, powodzenia lub nie naszej organizacji z jedną osobą. Ani żadnej innej organizacji czy społeczeństwa. "Kult jednostki" w jedną i w drugą stronę mamy już, mam nadzieję, szczęśliwie za sobą od dawna.
Nie utwierdzajmy siebie i innych w jego trwaniu.

Pozdrawiam serdecznie

Jurek kwoalski
                 Odp: Pax vobiscum
Ryszard Siejakowski 09.3.05 17:06
                
Jurek, ta osoba stoi na czele stowarzyszenia od hohoho a może jeszcze dłużej. Nie przeszkadza Ci? Bo mnie tak. To trochę tak, tak naprawiać telewizor w którym poszedł kineskop a my z uporem maniaka wymieniamy potencjometry. Fajana zabawa, tylko telewizor jest nadal niesprawny.
Rysz@rd
PS. Zawody na obniżonym wymiarze odbywaja sie dlatego, ze gdyby stosować normalne zasady to byłby kłopot z zaliczeniem wiekszości zawodów. To jest ta prawda o której wstyd mówić.
                     Odp: Pax vobiscum
Jurek Kowalski 10.3.05 12:10
                    
Ryszardzie,

Nie znam przyczyn Twojego stosunku do wspomnianej osoby ale zdaje sie to przesłaniać dostrzeganie innych przyczyn niesprawności wędakrstwa w Polsce. Ja to widzę tak, że popsuł się nie tylko kineskop ale również zasilanie i różne elementy kontroli odbioru obrazu, a Ty proponujesz naprawianie regulatora kontrastu czy koloru. Przecież "nie działają" nam ludzie, nie działaja więzi na podstawowym poziomie, nie działają hamulce rabunkowej gospodarki wśród wędkarzy, większość odwraca się od jakichkolwiek działań na rzecz wędkarstwa, chce mieć dużo za półdarmo. Napisałem Ci, że ludzie, którzy chcą być wybierani muszą zaspokajać gusta wyborców. Że gusta są niewyszukane to i działania wybranych adekwatne, a i wybierani są tacy, którzy tym gustom gotowi są schlebiać. Ja tak ustawiam hierarchię ważności i strukturę przyczyn i skutków.

Dlatego też zachęcam do tego żeby ludzi "odstających" od "normy" w polskim wedkarstwie zjednoczyć. Nie przeciw czemuś, bo takim ludziom tego nie potrzeba, ale w imię czegoś. W imię wolności do czynienia czegoś, a nie w imię wolności od czegoś.

W imię wolności odpowiedzialnej i twórczej, a nie w imię wolności destrukcyjnej.

Z lokalnego punktu widzenia obniżanie wymiarów na zawodach może wiązać się z tym, że jest zbyt mało dużych ryb w wodzie. Teraz kwestia tego jak takie "odkrycie" jest traktowane przez wedkarzy. Czy jest to prostackie myślenie - nie ma dużych to "wyrwijmy" choćby małe czy też jest to wskazanie do lepszego gospodarowania? Podczas zawodów muchowych, których regulaminy zatwierdzam co roku, zazwyczaj wymiar minimalny zaliczany do połowu jest niższy niż "legal limit" w danym kraju. Nie sądzę żebyś miał za idiotów gospodarzy i wędkarzy na całym świecie. Taki limit jest zawsze przedstawiany przez gospodarzy mistrzostw, którzy albo sami są gospodarzami wody albo z takimi współpracują. Dzieje sie to we współpracy, porozumieniu i zrozumieniu potrzeb i kalkulacji ryzyka, a nie w atmosferze konfliktu. Wystarczy przyłożyć miarę racjonalnego myślenia.

Są różne przesłanki do takiego działania. Jedną z nich jest zapewnienie możliwie "równych warunków" wędkowania wszystkim startującym. Tam gdzie jest mniej dużych ryb zapobiega to "zerom" dla pechowców, którzy gorzej wylosowali. Zapewniam Cię, że podczas takich zawodów nie wyławia się masowo "krótkich" ryb, bo dużych, bardziej "opłacalnych" i łowionych w normalny sposób jest dość.

We wcześniejszym komentarzu napisałem, że obserwuje pewne niezrozumienie tych zasad podczas organizowania naszych zawodów (niektórych) ale to właśnie pole do dzialania, a nie do tworzenia konfliktów czy ogłaszania uczuć nienawiści czy pogardy.

Jestem przekonany, że mnóstwo niewymiarowych ryb nie przeżywa wysiłków "rekreacyjnych" wędkarzy, którzy w tak wyeksploatowanych wodach jak nasze muszą "przerzucać" wiele ryb niewymiarowych zanim złowią godną zabrania. Od tego jak obchodza sie z tymi rybami zalezy ile ich przetrwa. Bo samo wypuszczenie ryby nie jest jednoznaczne z jej przeżyciem.
Do tego przyczynia się jeszcze głupia metoda gospodarowania na intensywnie eksploatownych wodach, która zakłada, że wiele ryb małych wpuszczonych do wody da w wfekcie wiele ryb dużych. Nic bardziej mylnego. To metoda dobra do stawów, gdzie ryby nie są niepokojone, karmione, dezynfekowane itp. Ale nie do naturalnych wód. Te małe zginą zanim zdażą dorosnąć. Co tanie to drogie. W tej sprawie napisałem "Posłanie Fair Fly", które na stałe jest dostępne na głownej stronie NaMuche.pl.


Serdecznie pozdrawiam

Jurek Kowalski
                         Odp: Pax vobiscum
Ryszard Siejakowski 12.3.05 00:30
                        
Nie kryje niechęci do osoby X, gdyż uważam i chyba mam rację, że pan X jest głównym grabarzem wędkarstwa polskiego ostatniego okresu. Chcę go napiętnować, jeśli gościu nie ma krzty przyzwoitości aby zejść samemu z widoku. Niechęć wcale a wcale nie przesłania mi prawdziwych problemów jakie stoją przed polskim wędkarstwem. Moje największe obawy budzi skala problemów jakie rzeczywiście stoją przed wędkarzami. Obawiam się, że gdy zostanie odkryte całe dno w którym się znaleźlismy, to połowa nie uwierzy a druga szybko pobiegnie nad wodę aby wyłowić tą resztę co pozostała. Kto ma pociagnąć te masy wędkarskie, przedstawiając im program naprawczy, w którym są trzy najważniejsze elementy: pieniądze, pieniądze i po trzecie pieniądze. Obawiam się, że takiego mesjasza szybko nie znajdziemy a i grupa "wyznawców" może dramatycznie spaść. Gdy czytam posty w których co poniektórzy lekko sobie rzucają słowa typu: to niech niezadowoleni wyjdą ze stowarzyszenia a zdrowa reszta dokona restytucji. Nie dokona. Zabraknie środków na to, aby w stosunkowo krótkim czasie najpierw zatrzymać postępujący rozkład a potem mozolnie odbudowywać. Od ponad czterech lat nawołuje i na forum i w Kole do opamiętania się. Gucio. Festiwal trwa. Chciejstwo przeważa nad zdrowym rozsądkiem. Niektórzy, co bardziej trzeźwo myślący, próbują się temu przeciwstawić. Nie ogladają się na ZG czy ZO i robią swoje. Cześć im i czapki z głów. Większość trwa w maraźmie lub poddała się nie widząc sensu działania. Nie jest dobrym przykładem gdy brakuje pieniędzy na działania prorozwojowe a z drugiej strony nie jest tajemnicą poliszynela, że występują wcale nie tak rzadkie przypadki trwonienia ich na potęgę. Ja mam nadzieję, że na zjeździe delegatów, znajdzie się grupa osób bezkompromisowych i twardo zażąda dokumentów finansowych ZG, z których będzie jasno wynikać ile wydano forsy na diety, kilometrówki, telefony komórkowe, etc każdego członka ZG. Ile wpompowano przez całą kadencję pieniędzy w WW i czy dotacja ma charakter rosnący czy malejący. Czy Statut w obecnym zapisie jest gwarantem dokonania niezbędych zmian w stowarzyszeniu. Jurku wątpliwości i pytań bez liku. Już nie chcę być złośliwym, ale jestem ciekaw w jaki sposób ZG uzasadni niezrealizowanie zadań wyznaczonych na poprzednim Zjeździe. Czy Komisja Rewizyjna stanie na wysokości zadania i przedstawi wniosek o nie udzieleniu absolutorium ustępującemu Zarządowi, czy tradycyjnie odbębni formułkę znaną od powstania PZW. No i hicior na zakończenie, ocena konkursów ofert na użytkowanie wód. Pisałem od samego początku, że konkursy ofert na rzeki zakończą się jedną wielką chryją i cholera jasna wykrakałem. Zawsze byłem przeciwny oddaniu rzek o zasięgu ogólnopolskim w gestię Okręgów. Teraz mamy przykład już nie głupoty ale idiotyzmu. Okręgi, działające w obszarze jednego stowarzyszenia, napierdzielają się między sobą. Jurku, jak chcę się pośmiać, to czytam sobie "Król Ubu". Niedługo będzie tak /a właściwie już tak jest/, że aby się pośmiać, należy zapoznać się z protokołem RZGW o przeprowadzonym konkursie ofert. W rolach głównych Okręg X i Okręg Y, jako Ubu i Ubica. I teraz Jurku, wyjaśnię Ci mój kpiarsko-sarkastyczno-agresywny stosunek do naczelnych władz stowarzyszenia. Jest normalnym, ze na czele prawidłowo i właściwie działającej organizacji czy stowarzyszenia stają jednostki najlepsze, od których można i należy wymagać więcej niż od wędkarza szaraka. Że horyzonty tych "wybrańców" są o wiele szersze, niż przeciętniaków. Ponieważ okazało się, że jest dokładnie odwrotnie, mój stosunek do nich jest po prostu wysoce krytyczny. Wędkarstwo polskie dużo zyska gdy panowie Grabowski, Nyk, Kustusz, Mastyński i kilkunastu innych, wykopią sobie stawki na działkach, wpuszczą tam karpiki z ośrodków hodowlanych PZW i zajmą się rybactwem rekreacyjnym na własny koszt. Z tytułu posiadanych odznaczeń, mogą sobie sami obniżyć składkę o 99%.
Rysz@rd
                             Odp: Pax vobiscum
Jurek Kowalski 14.3.05 13:34
                            
Ryszardzie,

Napisałeś
"Moje największe obawy budzi skala problemów jakie rzeczywiście stoją przed wędkarzami. "
I za to jestem Ci wdzięczny bo na tym możemy zbudować porozumienie, jak sądzę. Myślę też, że budujemy je tylko inaczej nieco widzimy rozwiązania.

Powiem Ci jak ja to widzę, a potem może przeniesiemy te dyskusje na nowy temat, bo tu już może nie zaglądać zbyt wielu potencjalnie zainteresowanych.

Ja patrzę na naszą rzeczywistość odrzucając "wodzowski" system, zależność od "góry", poszukiwanie "mesjasza" czy takiego, co to "na białym koniu".... Nie uważam też żeby problemem były "pieniądze, pieniądze i pieniądze". One są tylko środkiem do osiągania pewnych celów, narzędziem do realizacji celów organizacji. Wielokrotnie podkreślałem, że składki członków to pewien wspólny kapitał, który pozwala na kupienie niezbędnych materiałów i usług, zaś funkcjonowanie organizacji opiera się na wkładzie każdego członka w dziedzinie jego interesującej przy poszanowaniu praw innych członków.

Masz rację, że pomysł żeby "niezadowoleni wyszli" nie jest sensowny. Bo u podłoża tego niezadowolenia leży brak orientacji w położeniu granic rozsądnego oczekiwania, co doprowadza do rozpowszechnienia tego, co Ty nazywasz "chciejstwem", a ja "populizmem".
Nie uważam natomiast, żeby postawa "nieoglądania się na ZO i ZG" była rozwiązaniem. Nie da się dokonywać zmian, brać odpowiedzialności, (bo jedno z drugiego musi wynikać - nie można dokonywać zmian nie biorąc odpowiedzialności) bez uczestniczenia w pracach ZO i ZG. Moim zdaniem to jedyna droga. Tak dzieje się w tych miejscach, które są "pozytywnymi przykładami". A droga do tego prowadzi przez aktywność w kołach, aktywność w codziennej pracy wędkarskiej w różnych jej przejawach, udział w zebraniach i wyborach. Nie da się zostawiać innym odpowiedzialności i inicjatywy innym, a potem oczekiwać, że sprawy będą toczyły się "po naszemu". Podobnie z funduszami - domaganie się rozliczeń "przeszłych" w sytuacji stowarzyszenia (podobnie w innej) nie prowadzi do "odzyskania" środków. Czy nie szkoda więc energii na rozliczanie, czy nie lepiej zająć się i poświęcić siły i środki na przyszłe działania? Tak funkcjonują sprawne firmy. Nie jest moim zamiarem ochranianie kogokolwiek przed odpowiedzialnością tylko pragmatyzm działania.

Statut nie jest gwarantem niczego. Statut natomiast daje prawa i stwarza szansę na zmiany. Nie dzisiaj to za cztery lata - to perspektywa akceptowana nawet przez tak niecierpliwego "zmieniacza" jak Tomek piszący poniżej :-)).

Zjazd wyznacza zadania całej organizacji. Oczywiście - nakłada zobowiązania na odpowiednie ciała przedstawicielskie również. A uzasadnienie będzie takie jak ci, do których będzie wygłaszane i którzy będą je przyjmować. A tymi będą delegaci wybrani w Okręgach. Tych delegatów zaś wybiorą delegaci z kół. Wiesz już, o czym piszę?

Myślę, że nieporozumieniem jest brak odrzucenia unieważnionej już dawno rzeczywistości.

Kiedyś rzeczywiście za wyborami stała siła totalitarnego państwa. Mogli być wybrani tylko "namaszczeni" przez "władzę", która też była "namaszczana" przez kogoś innego.

Teraz cała władza jest w rękach członków stowarzyszenia i ich przywódców na każdym szczeblu. Efekty tego "władztwa" są funkcja albo siły albo niemocy. Jeżeli postrzega się struktury (ZO, ZG) jako "mur", o który obijają się działania rozsądnych ludzi to sami stwarzamy sobie przeszkody dla dobrego działania, sami konserwujemy istniejący stan rzeczy.

Zaś, co do samego ZG czy różnych ZO. Nie uważam żeby sensowne było wrzucanie do "jednego wora" wszystkich ludzi w tych strukturach. Tam też jest różnorodność. Natomiast nawet, jeżeli przyjąć Twój tok rozumowania i Twoją propozycję żeby ta "władza" dobrowolnie odeszła, albo żeby się to stało za przyczyną nadprzyrodzonych mocy, to musi zostać zastąpiona przez inną. Czyli przez innych ludzi. Czy tacy są wśród wędkarzy? Czy maja doświadczenie w zawiadywaniu kilkusettysięczna organizacja? Czy wiedza jak zrządzać wielomilionowym majątkiem, rozmieszczonym w całym kraju? Jednocześnie robiąc to społecznie? Tylko za zwrotem kosztów?

Dlatego uważam, że z jednej strony jedna organizacja wędkarska jest wartością, którą, jako wędkarze, powinniśmy zachowywać, o którą dbać. Z drugiej zaś strony uważam, że taka organizacja powinna mieć zarząd, czyli jeżeli jeden zarząd ma być zmieniony to musi być propozycja powołania następnego. Z kolei lepszy zarząd niż brak zarządu, czyli anarchia. Lepiej zarząd działający na rzecz organizacji niż taki, który kombinuje jak się "uwłaszczyć" na rozpadzie organizacji - więc rozpad organizacji nie jest sensowny. A co by nie mówić - ten zarząd o trwanie całości organizacji dba. Pewnie mógłby lepiej, ale to sformułowanie ogólne - bo zawsze można lepiej.

Dlatego też uważam, że lepiej zmieniać wprowadzając zmianę jakościową, pozytywnym myśleniem, demokratycznymi procedurami, (których stosowanie sprawia nam trudność), i wspólnym zaangażowaniem, na wielu poziomach i z wieloma ośrodkami postępu i zmiany niż "od góry", siłą, rewolucją itp.

Trzeba stosować środki adekwatne do czasów. To, co było dobre w zmienianiu władzy 25 i 15 lat temu nie jest dobrze dzisiaj. Nie można poddawać się władzy stereotypów. O ile za "komuny" wobec narzuconej władzy potrzebne były działania rewolucyjne o tyle dzisiaj zmiany mogą się tylko sensownie dokonać drogą ewolucji i wyborów. Kiedy wszystko zależy od aktywności lub bierności, mądrości lub jej braku, sprawności lub nie- członków stowarzyszenia, kórzy są jego "akcjonariuszami" i mają prawo wybierać "radę nadzorczą", która pokieruje w ich imieniu pracami tej organizacji.

Zmieniać po to żeby zostało tak jak jest nie ma sensu. Trzeba wprowadzać nową jakość. Właśnie za pomocą ludzi, którzy RZECZYWIŚCIE mają szerokie horyzonty, wiedzę i umiejętności oraz są RZECZYWIŚCIE "najlepsi". Z tym może być kłopot, bo po każdej stronie może być wielu ludzi, którym się tylko wydaje, że takimi są. Pisze to bez szczególnego adresu i bez żadnej uszczypliwości, a tylko jako pewną wskazówkę dla postępowania.

Pozdrawiam serdecznie

Jurek Kowalski
                             Odp: Pax vobiscum - ostatnie pytanie
Tomek Płonka 12.3.05 11:47
                            
W poprzedniej odpowiedzi zadałem pytanie - może nie do końca skonkretyzowane, ale dla mnie ważne. Dlatego rozwinę temat: wokół jakiej osoby czy grupy osób, w jakiej organizacji, pod CZYIM PRZWÓDZTWEM, w jakim terminie chcesz zjednoczyć wedkarzy "odstających od normy". Jakie działanie przyniesie skutek w krótkiej perspektywie? Poproszę o konkrety czyli nazwiska, nazwy, daty, taki hipotetyczny program. Od razu zaznaczam że rozwiązanie typu wszyscy i wszędzie nie zdało egzaminu. Wszyscy to robimy od dawna i widzimy że dawanie dobrego przykładu, wtykanie kija w mrowisko, żadnego skutku ani w zmianie mentalności innych ani w zmianie sposobu działania PZW nie odnosi. Działanie "oddolne" przez najbliższe 20 lat mnie i pewnie większości wędkarzy nie interesuje, interesuje nas perspektywa 2-3, może 4 lat. Zanim nie dopadnie mnie reumatyzm, miażdzyca, nadciśnienie, pierwszy zawał, prostata, a emerytura w wysokości 300 zł zakończy temat jakiegokolwiek hobby. Nauczeni przez lata obiecywaniem kokosów przez kolejne rządy nie damy się nabrać kolejny raz.
Pyrsk-T.P.
                                 Odp: Pax vobiscum - ostatnie pytanie
Jurek Kowalski 14.3.05 14:12
                                
Tomku,

Szkoda, że "nie masz pomysła". Bo liczyłem na to że będziesz miał ;-)).

Ja uważam, że w demokratycznym, obywatelskim społeczeństwie czy w odpowiadającej mu organizacji nie ma miejsca na ""wodzostwo". Przywództwo jest ważne ale ono sie wyłania z sumy lokalnych "przywództw". Natomiast żeby przewodzić to trzeba mieć czemu. Nie da się prowadzić normalnie ludzi, którzy tego nie pragną ani nie rozumieją. Tak mozna zostać totalitarnym dykatatorem (do tego najpierw trzeba też mieć "pretorian") - wiem, że w tym mamy więcej doświadczeń niż w demokratycznym samorządzeniu się ale warto to zmieniać.

Dlatego warunkiem dobrego centralnego przywództwa jest powstanie wielu lokalnych przywództw, które z kolei będa wynikały z porozumienia i rozpoznania się ludzi, kórzy takie przywództwa będą w stanie spośród siebie wyłonić. Aktywnych liderów lokalnych, którzy zostaną wybrani na podstawie swoich przymiotów i dokonań w motywowaniu "swoich" ludzi. To może się stać w perspektywie 4 lat, pod warunkiem, że praca rozpocznie się teraz. I że zapewni tym liderom wejście do ciał przedstawicielskich na szczeblu wyższym niż koło czy klub.

Tak więc widzisz kto i kiedy. Co Ty na to?

Pozdrawiam serdecznie

Jurek Kowalski
                                     Odp: Pax vobiscum - ostatnie pytanie
Tomek Płonka 14.3.05 20:56
                                    
A ja na to że to jest to co teraz mamy. Skoro "odstający od normy" są w mniejszości to i będą. Jeśli nie masz pomysła na działanie pod jakimś szyldem i przywództwem to ja się na inne oddolne działania nie piszę. Szkoda czasu. I tak nic z tego. Myslałem że przez te dyskusje dązysz do powstania jakiegoś zorganizowanego lobby - mniejszościowego co prawda ale mogącego szybko postawić odpowiednich ludzi na stołkach w PZW. Skoro mamy się organizować i wyłaniać lokalnych liderów, a potem liderów z tych liderów, to nic z tego nie będzie. Załóż się o kistę gorzały - wygram na pewno. Szkoda.
T.P.
                                         Odp: Pax vobiscum - ostatnie pytanie
Jerzy Kowalski 15.3.05 10:37
                                        
Tomku,

Jeżeli chcesz żyć w komforcie świata, w kórym "normalni" są w większości to musisz pogodzić sie z koniecznością działania w dyskomforcie bycia w mniejszości i tworzenia tej większości póki ona nie powstanie. Podobno mądrzy i wykształceni ludzie są w stanie przewodzić, uzasadniac swój punkt widzenia, przekonywać, komunikowac sie skutecznie między sobą i z innymi, wprowadzać zmiany. Nikt tego za nas nie zrobi.

W jednym sie z Tobą zgadzam. Jeżeli potencjalni lokalni liderzy będa mówili "pas" i twierdzili, że "nic z tego nie będzie", "nie da się", "nie opłaca się", "nie warto", to nawet nie zamierzam się zakładać. Ale wtedy nie można mieć pretensji do nikogo poza samym sobą.

Ja tam wolę wierzyć, że jest więcej liderów takich jak Andrzej Trembaczowski, którzy nie stając na pozycjach ideologicznej niechęci do instytucji i osób robią wiele dobrego dla wędkarstwa w Polsce pracując w ramach ZO PZW. Jeżeli powiesz Andrzejowi żeby przestał to wtedy Twoja postawa będzie wiarygodna.

Jeżeli mówisz jednoczesnie "nie da się" i popierasz to co robi Andrzej i jego Koledzy to sam sobie wystawiasz świadectwo.

A sztuką jest pozostawać w mniejszości i wywierać wpływ. A robi się to właśnie tak jak napisałem. Nie ma to nic wspólnego z tym, co mamy teraz.

Ktoś napisał, że to "komunistyczne". A przypomnij sobie co było najbardziej tępionym działaniem "antysocjalistycznym"? To właśnie budowanie autentycznych wspólnot. Bo to właśnie tamten system opierał się na ciągłym konflikcie, na przeciwstawianiu ludzi sobie, na burzeniu więzi, na wzbudzaniu nieufności i braku współpracy. Nie chcę twierdzić, że efekty dyskusji prowadzonych na RO dokonują tego samego.

Jeszcze raz prosze Cię żebyś budował a nie rozrywał więzi społeczne w środowisku wędkarzy. Jeżeli oczywiście chcesz cokolwiek osiągnąć w akceptowanej perspektywie 4 lat. To własnie tworzenie wpływowego lobby. Zmiana na stołkach nie powoduje zmiany jakościowej. To rewolucyjna "zmiana miejsc". Podobnie nieskuteczne jest zburzenie wszystkiego.

Serdecznie pozdrawiam

Jurek Kowalski
                                             Odp: Pax vobiscum - ostatnie pytanie
Tomek Płonka 15.3.05 15:38
                                            
Jak widzę w ciągu 4 lat ryb nie przybędzie bo nie ma się kto tym zająć personalnie. Ja mam mało czasu - duzo pracuję. Resztę czasu poświęcę na wędkowanie, zeby się załapać jeszcze na jakąś fajną fotkę. Nie zamienię czasu na wędkowanie na działalność poszukiwawczą wspólników do działania. Wybacz. Uważam że nie tędy droga. Mnie się demokracja nie podoba, stowarzyszenie też. Wolę zamordzie i dyktat mniejszości mądrzejszej nad większością głupią. Jak udowodniłem w moim kole znalazłbym 2-3 myślących podobnie. Na zebraniu było ok 50 osób myslących inaczej. No i tyle mam do powiedzenia.
T.P.
                                                 Odp: Pax vobiscum - ostatnie pytanie
Jurek Kowalski 15.3.05 15:54
                                                
Przybędzie, przybędzie. Tylko nie wszędzie bo tylko w niektórych miejscach są tacy, którym się chce.

Na pewno nie przybędzie od narzekania, krytykowania i wywyższania się.

Niekoniecznie trzeba wszystko robić samemu. Można wspierać innych, którzy mają wiecej czasu albo możliwości działania nad wodą lub w środowisku wedkarzy. Jedną z form wspomagania jest powstrzymanie się od przeszkadzania ;-)).

Pozdrawiam serdecznie

Jurek Kowalski
                         Odp: Odstający od normy
Tomek Płonka 10.3.05 13:11
                        
Bardzo podoba mi się zdanie cyt."Dlatego też zachęcam do tego żeby ludzi "odstających" od "normy" w polskim wedkarstwie zjednoczyć. "
A napiszesz kto, jak i kiedy? Bo ja nie mam pomysła...
T.P.
                     Odp: Pax vobiscum
Witek Polakowski 09.3.05 19:45
                    
Prawda, o której wstyd mówic jest taka, że 95% wędkarzy wali w łeb wszystko co o 1 mm przekracza wymiar. Od organizowania zawodów na normalnym wymiarze ryb nie przybędzie, nie przybędzie ich też gdy wymienimy kineskop, a nawet i cały telewizor. Póki nie zmieni się podejscie wędkarzy, dalej będą trwały takie dyskusje... długie lata jeszcze. Mój okręg jako pierwszy zaczął organizować zawody na żywej rybie, zawsze przy normalnym wymiarze. Kiedyś łowiło się w turze po kilkanaście miarowych lipieni, dziś po 1, 2. Garstka tych co wypuszczają ginie w tłumie żądnych krwi... Jeszcze parę lat temu myślałem że idzie ku lepszemu, teraz wydaje mi sie ze jest coraz gorzej. Pomorskie rzeki powoli opanowują "gumkarze", małe twistery sieją spustoszenie nawet wsród resztek lipieni. I choć bardzo wysilam pamięć nie znam wśród nich ani jednego takiego który by wypuścił złowioną miarową rybe...
Dyskusja o zawodach odżywa zawsze, gdy gdzieś ktos wypatrzy jakieś incydentalne nieprawidłowości. Nikt nie zauważa całej masy wzorowo przeprowadzonych zawodów. Ktoś użala się nad rybkami w zawodach podlodowych, gdy w tym samym czasie w wielu miejscach w Polsce masy wędkarzy dokonuja dziesieciokrotnie większych eksterminacji. Rzeż sięga zenitu w czasie tarła płoci... pięćdziesieciokilowe wory nie są rzadkością.
Sam tekst nie przypadł mi do gustu, nierzetelny, pokrętny..., ale na pewno wywołał zamierzony skutek, liczba przeciwników zawodów zwiększy się.
                         Odp: Pax vobiscum
Robert Hamer 10.3.05 20:34
                        
Z tego co zrozumiałem, to kineskop mamy nawalony, zasilacz też, ale Eurosport chodzi całkiem dobrze. Bardzo interesujące :)))
                         Odp: Pax vobiscum
Tomek Płonka 10.3.05 10:56
                        
Tak mówią wszyscy, którzy niedokładnie przeczytali. Autor pisze o działaniach PZW zmierzających do wyciągnięcia dodatkowej kasy na sport. Gromy zostały rzucone na działaczy sportowych PZW a nie na zawodników. Ja ze swojej strony mam w pogardzie zawodników łowiacych drobiazg poniżej wymiaru. Ja bym spakował wędkę i olał takie zawody. Zaznaczam, że mimo iż nie jestem zawodnikiem startować w zawodach lubię, lubię rywalizację i dobrze rozumiem że jest wśród częsci wędkarzy taka potrzeba. A o 95 % wedkarzy mam takie same zdanie. Od internautów oraz zawodników, których uważam za bardziej rozgarniętych, etycznych, myślę ze można wymagać więcej niż od pozostałych 95% wedkarzy.
T.P.
                             Odp: Pax vobiscum
Ewa Ćwikła 11.3.05 23:03
                            
Tomku, w zupełnosci podzielam Twoje stanowisko wyrażone w tym poście od pierwszej do ostatniej litery. W zawodach brałam udział 4 razy w życiu. Pierwszy raz w Pszczewie, chyba w 1998 lub 99, gdzie byłam jedyna kobietą i gdzie organizatorzy wykluczyli z punktacji ukleje, argumentując nastepująco: w jeziorze Kochle, na którym odbywały sie zawody jest tylko jedno stado uklei i komu wejdą- ten wygra. A ja- nieswiadoma rzeczy, miałam doooobra zanętę. No i oczywiście te cholerne ukleje, wielkie jak śledzie, wlazły w nią. Oprócz nich jeden niewielki krąp, który chyba cudem sie przebił do haczyka.No i... całe szczęście, że byli tacy, kórzy mieli pusty haczyk. A organizatorzy? Rozdali dyplomy w poczuciu dobrze spełnionego obowiązku. Hak im w oko i kotwica w plecy. Przestałam lubić zawody.Drugi raz dałąm się namówic na łódzko-zgierskim Krzywiu. Fajnie było, tylko wiatr wiał prosto w pysk (tzw. wmordewind), ryba nie brała i w końcu ktoś złapał karpika 0,7 kg na kukurydzę i pozamiatał. Zawody sie skończyły, towarzystwo pojechało a ja w spokoju posiedziałam nad wodą. Po godzinie ruszyły sie płocie. Ładnie brały.
Trzeci raz namóili mnie moi uczniowie w ubiegłym roku.Pojechalismy na spławikowe Mistrzostwa Polski Młodzieży OHP. Stanowiska były losowane losowo, jedne na 4m inne na 0,4 m. Nam oczywiście przypadły te płytkie, bo bylismy pierwszy raz na tej wodzie i mamy garbate szczęście. Zajęliśmy 8 miejsce na 16 zespołów. Dzieki mojemu jazgarzowi i uklejce Kamila. Wstyd? Nie! Nie braliśmy niewymiarowych ryb. Uczę chłopców tego, czego mnie uczył w początkach wędkowania mój teść, wspaniały, niestety, nieżyjący już wędkarz: złapiesz malucha, wypuść go i kaz mu zmiatac po kogoś dorosłego na tę wywiadówkę. Dzieci się nie bije, nad dziecmi się nie znęca. Że szkolne tłumaczenie? Może, ale daj Boże, żeby każdy z naszego bractwa kijarzy stosował się do niego. Nie lubię zawodów, włąśnie ze wzgledu na mordowanie rybiego drobiazgu. Nie lubię zawodów, ale chłopcy je lubią, więc pewnie znów pojedziemy. Atmosfera jest fajna, mozna poznac ciekawych, życzliwych ludzi, pasjonatów,jak chocby prezes koła PZW w Trzebini.Można sie czegos nauczyc. My chcemy w tym roku pojechac z memoriałem do wszystkich startujacych drużyn: ryby poniżej wymiary nie bieżemy, ryb bez wymiaru- poniżej 15 cm. Siatki 3m, wypinacze- obowiązkowo. Sami stosujemy stare szczypce chirurgiczne.A po zawodach- ryby do wody. Może by tak szerzej zastosować? I masz rację, warczymy na działaczy, rykoszetem dostaje sie zawodnikom, a nad wodą 95 % i tak robi, co może, żeby się skłądka wróciła, żeby pokazać znajomym i sąsiadom, żeby..... a bo ja w końcu wiem, po jakie licho? Niezbadane i pokrętne są ścieżki ludzkiego umysłu! A kiedys było takie piękne porzekadło: wstąpił do głowy po rozum - po drodze mu było. Dzis chyba wiekszość chodzi na skróty i nie ma po drodze.... do rozumu.
                             Odp: Pax vobiscum
Witek Polakowski 10.3.05 13:54
                            
Przeczytałem dokładnie... Odniosłem sie akurat do zdania, w którym autor sugeruje, że nasze wody sa tak puste, że zawodów na normalnym wymiarze nie można rozegrać. Tak, ma rację, to także jedna z przyczyn. Ale zawsze będe twierdził, ze winę za to ponosi te 95 % wędkarzy i tylko takie działania ograniczające presję i zabieranie ryb jak na odcinku specjalnym Sanu mogą to na dzień dzisiejszy zmienić. Nie jestem zwolennikiem obnizania wymiarów na zawodach zawsze i wszędzie. Zresztą obecnie konieczność uzyskania pozwolenia od wojewody skutecznie to ogranicza. Ale na zawodach GP Polski należy stworzyć równe szanse dla wszystkich startujących. Często obnizenie wymiaru o 2-3 cm jest jedynym rozwiązaniem. Niektórzy nawet nie próbują tego zrozumieć.
A gdyby nie działania pogardzanych przez Ciebie zawodników, to w wielu rzekach pływały by tylko żaby...
                                 Odp: Pax vobiscum
Ryszard Siejakowski 10.3.05 16:35
                                
Chciałem się powstrzymać od dalszej polemiki aby nie wyjść na idiotę, który broni własnych tez jak Rejtan przed salą sejmową. Widocznie nie wczytałes się dokładnie w treści zawarte zarówno w artykule jak i komentarzu "Pax vobiscum". Nie mam i nie będę miał pretensji do członków PZW, parających się wyczynem. Mój głos niewiele znaczy. Jak ktoś będzie chciał się bawić w sport, to będzie się bawił, niezależnie od tego jak gorąca będzie polemika na RO. Organizowanie zawodów na obniżonym wymiarze jest zwykłym świństwem, niezależnie od tego, że szermuje się hasłem wytrychem, "Zawody na żywej rybie". Otóż drogi kolego, zawody na żywej rybie powinny być kanonem, właśnie dlatego, że są to zawody. Mówiąc prościej, każde zawody powinny być rozgrywane tylko i wyłącznie na żywej rybie. Natomiast zapis par.8 pkt.10 RAPR jest następujący:- Łowienie ryb podczas zawodów wędkarskich regulują odrębne przepisy zawarte w "Zasadach Organizacji Sportu Wędkarskiego"-.
Chociaż nie wiem jakbym interpretował tą delegację, to nie wynika z niej, że można obniżyć wymiary ochronne z prostego powodu, że Regulamin jest nadrzędny nad Zasadami. Idąc dalej tokiem myślenia manipulatorów przepisami, można założyć, że nic nie stoi na przeszkodzie aby wogóle znieść jakikolwiek wymiar ochronny podczas zawodów organizowanych na żywej rybie. Czy naprawdę o to chodzi, czy idzie o prozaiczną sprawę, że ilość wód na których można rozgrywać zawody jest tak minimalna. Jeszcze trochę i okaże się, że praktycznie wód na których można zorganizowac imprezę sportową, policzy sie na palcach jednej ręki. To się zresztą już dzieje. Są miejsca wręcz oblegane przez zawodników. Impreza goni imprezę. Takim miejscem swego czasu były Brody nad Odrą. Co tydzień zawody różnej rangi. Dziś jest tam pustynia. Oczywiście nie tylko zawodnicy się do tego przyczynili,ale zdrowo przyłożyli swoją rękę. A może lepszym kubłem wody na rozgorączkowany łeb działaczy będą protokoły z adnotacją, "zawody się odbyły lecz nie uzyskano żadnych sportowych wyników z powodu katastrofalnego stanu w obsadzie ryb". Lawina takich protokołów i zrobi się niezły smrodyl w stowarzyszeniu.Dlatego czytając jeszcze raz uważnie moje wypociny, spróbuj odnaleźć w nich ten nurt a nie moją niechęć do zawodników. Byłem jednym z pierwszych, który gratulował swego czasu Tomkowi Krzyszczykowi i jego kolegom z drużyny, zdobycia tytułu mistrzowskiego. Nie jest to chyba normalne aby taki "patologiczny" wróg zawodników, składał gratulacje. Tu idzie gra o przyszłość wędkarstwa. Tego szuwarowo-błotnego i wyczynowego. Warto to sobie na spokojnie przemyśleć, czy naprawdę idziemy obecnie w dobrym kierunku.
Rysz@rd
                                     Odp: Pax vobiscum
Witek Polakowski 10.3.05 18:34
                                    
Drogi kolego nie musisz mi tłumaczyć, że zawody na żywej rybie powinny być kanonem, bo jeszcze raz powtarzam, w moim okręgu wszystkie muchowe zawody były (i dalej są) organizowane na żywej rybie i normalnym wymiarze w czasach kiedy nikomu w Polsce to sie jeszcze nie śniło. Były takze próby przeprowadzenia tym sposobem zawodów spinningowych.
Co do możliwości obniżenia wymiaru w zawodach, to tutaj nawet zdania prawników są podzielone. Przyjmujac, że nie jest to legalne to po uzyskaniu zgody wojewody już tak. Oczywiście pozostaje jeszcze etyczna strona takiego działania. Myślę jednak, że po spełnieniu pewnych warunków gwarantujących rybom odpowiednie traktowanie, również w tej kwestii jest wszystko ok. Wierz mi, że gdyby takie postępowanie było "zwykłym świństwem", pierwszy bym o tym mówił, bo jestem dość ortodoksyjnym zwolennikiem no kill i w temacie ochrony ryb dość wyczulonym. Z moich doświadczeń wynika jeszcze taka istotna rzecz - nawet gdyby liczba wymiarowych ryb w danym akwenie zwiększyła się kilkukrotnie, to i tak w wielu stanowiskach tych ryb się nie uświadczy... mniejsze tak. Taka już specyfika rzek i zawodów muchowych. Na ten temat wiele juz pisałem, pisano na inych portalach i nie chcę się powtarzać. Z chęcia przychylę sie natomiast do ograniczenia zawodów jako takich ogólnie, a zawodów z obniżonym wymiarem do wyłącznie najważniejszych imprez i ze szczególnym uwzględnieniem aktualnych warunków na łowisku. Jeszcze odnośnie postu Tomka. Przenieść zawodów nie ma gdzie, bo oprócz kawałka Sanu i byc może niedługo Wisły reszta się do tego nie nadaje; łowienie wpuszczonych tęczaków polega na tym kto dokładniej dowie się gdzie zostały wpuszczone;odwołać owszem można i wrócić do nich po 30 latach, bo tyle moim zdaniem czasu minie zanim w wodach będą ryby.
Na dzień dzisiejszy takie jest moje stanowisko w sprawie obniżania wymiarów, co nie znaczy, że kiedyś nie zmienie zdania.
Całości zmian w sporcie natomiast nie mogę ogarnąć na tyle, żeby powiedzieć czy idzie to w dobrym kierunku. Czas pokaże...
Z mojej strony to tyle na ten temat, kończę i pozdrawiam
Witek
                                 Odp: Pax vobiscum
Tomek Płonka 10.3.05 16:14
                                
Nie obracaj kota ogonem. Jestem kolegom zawodnikom wdzięczny za wiele rzeczy, przede wszystkim nauki przekazane pośrednio i poprzez publikacje. Przez to moja popularność tu na portalu do najwyższych nie należy :-)
A ludzi łowiących specjalnie ryby niewymiarowe mam za delikatnie mówiąc mało etycznych. Kto jak kto ale zawodnicy mają wpływ na to gdzie są zawody i na jakiej rybie i czy w nich chcą uczestniczyć. Jedynym rozwiązaniem jest: przenieśc zawody na wodę z rybą wymiarową, wpuścić tęczaki albo ODWOŁAĆ ZAWODY I ZAJĄĆ SIĘ ZARYBIANIEM I OCHRONĄ. Ochroną przed tymi 95%. Zajmijmi się wszyscy tą nichlubną wiekszością wedkarzy a potem rozgrywajmy zawody na wymiarowej rybie. W gruncie rzeczy wszyscy chcemy tego samego - wymiarowej ryby w wodzie. Żeby ona była nie można żreć tyle mięcha, musimy sami się ograniczyć. Ograniczyć zawody na niewymiarkach też, mimo że pewnie przezywalność takich skłutych ryb jest o 100% większa niż tych samych złowionych przez przeciętnego wędkarza.
Czy jeszcze mi będziesz nawijał o pogardzie?
T.P.
                                 Ciekawa koncepcja
Sławek Rybicki 10.3.05 14:22
                                
>Często obnizenie wymiaru o 2-3 cm jest jedynym rozwiązaniem. Niektórzy nawet nie próbują tego zrozumieć. A gdyby nie działania pogardzanych przez Ciebie zawodników, to w wielu rzekach pływały by tylko żaby...

To brzmi jak : Zezwólmy kraść bo dzięki temu rozwija się przemysł i ludzie muszą nowe rzeczy kupować. Proponuję obniżyć wymiary i zwiększyć limity w RAPR wtedy i niesportowcy będą rzadziej (do czasu) wracali do domu bez ryby.
Ouuurna jak można takie farmazony pleść. Po diabła przepisy itp. jak zawsze znajdzie się ktoś kto wyjaśni, że to jest inaczej i że wszystko jest cacy i z pożytkiem dla (wstawić co kto chce).

Albo są przepsy albo ich nie ma. Państwo cholera w państwie gdzie każdy kto może pakuje sobie kieszenie i tłumaczy się małą szkodliwośćią. W TV to samo na forum to samo.
                                     Odp: Ciekawa koncepcja
Witek Polakowski 10.3.05 14:37
                                    
Jeżeli mówimy o zawodach na "żywej rybie" i dalej uważasz, że są to farmazony to nie ma sensu dyskutować.
                             Odp: Pax vobiscum
Jurek Kowalski 10.3.05 12:32
                            
Tomku,

Działania zmierzające do tego żeby finansować sport wyczynowy z innych źródeł niz składka członkowska powinny byc chyba wspierane :-))). Tak odczytuję oczekiwania wielu wypowiadających się. Sądzę, że część wypowiedzi autora była związana z tym kto to robi, a nie z tym co jest robione.

Prosze Cię jeszcze raz żebyś nie szafował określeniami potęgującymi konflikty. Nie pogardzaj ludźmi. Próbuj ich zrozumieć.

W zawodach, w których są zaliczane do wyniku ryby poniżej oficjalnych wymiarów startują ludzie o najwyższej dbałości o ryby, wspaniali gospodarze wód. Podobni ludzie je organizują. Jeżeli tak nie jest w Twoim otoczeniu to spróbuj to zmienić. Sprawić, żeby waśnie tacy ludzie organizowali zawody i uczestniczyli w nich.

Pozdrawiam serdecznie

Jurek Kowalski
                                 Odp: Pax vobiscum
Tomek Płonka 10.3.05 12:48
                                
Jesem za pozyskiwaniem kasy, tylko nie wierzę w to że dostaną je zawodnicy bezpośrednio. Ale w sumie mi to wisi bo nie ścigam się. A kto startuje w zawodach na rybach o obnizonym wymiarze jest dla mnie niegodzien żadnego poważania jako wedkarz. Dbałośc o ryby to narzucanie sobie m.in. norm ostrzejszych niż przestarzały RAPR (patrz Kodeks Honorowy KWI). Jesli RAPR pozwala wynosić ryby worami z łowiska to nic nam do tego. Ale ja to zawsze będę nazywał po imieniu.
A organizatorów zawodów na rybim drobiazgu oczywiście spróbuję zmienić. Jak znajdę kilku chętnych do działania to spróbuję takich wypierdzielić z PZW za działalnośc na szkodę stowarzyszenia. Tak jak się powinno postąpić z wieloma członkami nieprzestrzegającymi regulaminu.
T.P.
Apel do Admina
Mariusz Szalej 07.3.05 17:36
A ja mam apel, aby Admin rozpisał sondę, która będzie miała tylko jedno pytanie: czy jesteś za sportem wędkarskim finansowanych ze składek członków Stowarzyszenia zwanego PZW. Jestem bardzo ciekawy wyników. Będzie demokratycznie i prawdziwie.
Mariusz
Działalność i finanse PZW
Jurek Kowalski 07.3.05 13:54
Ryszardzie i Koledzy,

Przyglądam się dyskusji i nie wiem co o niej myśleć.

Niezależnie od poglądu na sport wędkarski, co do którego mozna dyskutować bez końca, szkoda mi czasu na zajmowanie się tym, że coś działa nie najlepiej (jeżeli przyjąć dominujący punkt widzenia). Zwłaszcza, tym jak działa ZG. Pewnie, że mógłby lepiej, jak każda instytucja, ale co to znaczy lepiej?
Dlaczego piszę, że szkoda mi czasu? Bo, z czego niewielu zdaje się zdawać sobie sprawę, ze składek członka PZW, Zarząd Główny używa najwyżej 5,40 zł (10% ze składki członkowskiej). Z tego najwyżej 15% przeznacza na sport. Czyli maksymalny nakład członka związku na sport na poziomie "centralnym" wynosi 71 groszy. A średnio około 45 - 50 groszy (jeżeli przyjąć znizki w składkach). O wiele wiecej wart jest czas każdego, któr na ten temat pisze. Więc tego czasu szkoda.

Natomiast czas przeznaczony na dyskusję o LEPSZYM działaniu naszej organizacji jest wart każdych pieniędzy. Również każdych pieniędzy jest warte rozważanie skutecznych działań tam gdzie cała aktywność wedkarskiej organizacji się odbywa. Czyli w kołach i w Okręgach gdzie zostaje 90% składki członkowskiej, wszystkie "dobrowolne wpłaty" i 100% składek na zagospodarowanie i ochronę. Bo nawet składka krajowa, choć wpływa do ZG, jest dzielona i kierowana w całości do okręgów, które przeznaczają wody do dyspozycji wędkarzy wnoszących składkę krajową.

Pisanie o nieznajomości budżetów PZW jest czymś dziwnym. Jest wyrazem braku zainteresowania działalnościa organizacji. Bo kazdy kto robi coś w PZW może do tej wiedzy łatwo dotrzeć. Ona jest w kołach i w okręgach. Nie ma jej dla roszczeniowców, kibiców i innej maści "zainteresowanych" bo jest ona przeznaczona dla członków organizacji. A członkostwo wymaga aktywności.

Jest racją "odpływ" członków na inne łowiska. ale to tylko świadczy o jakości członków organizacji. Pierwsza, duża "fala" odpływu pojawiła sie wtedy kiedy najpierw PGRyb, a potem dzierżawcy jezior nie podpisali umów z PZW na zniżki dla członków. Reakcja "członków" była szybka. Nie ma zniżki - nie ma interesu w członkostwie w stowarzyszeniu - pa!!
NIc dziwnego, że nie jesteśmy w stanie stworzyć silnego, sprawnego stowarzyszenia. Skoro stowarzyszenie ma być tym, kto "daje", a nie miejscem podejmowania działalności w ramach zainteresowania wędkarstwem, a nie tylko łapaniem ryb to mamy to co mamy. Pytanie dlaczego inni nie chcą współpracować z PZW? O wizerunku stowarzyszenia świadczy postawa członków. Przecież to nie członkowie ZG (też w końcu reprezentujący rózne Okręgi) są na codzień nad wodą. To my wszyscy.

Gdyby inne podmioty miały korzyści z działalności członków Związku, szanowali ich za czystość na łowiskach, za rzetelność w wędkowaniu, za zaangażowanie w ochronę zasobów to biliby się o to żeby wedkarze z PZW łowili w ich wodach i sami proponowaliby ułatwienia. A tak ...

TAk samo - gdyby zainteresowanie wedkarzxy działalnościa ich własnej organizacji było na podstawowo przyzwoitym poziomie to zebrania i wybory odbywałyby się w pierwszym terminie, a wybrani przedstawiciele i delegaci reprezentowaliby nurty myślenia i działania dominujące w organizacji.

NA te tematy jestem gotów dyskutowac i uwazam, że na nie wartoprzeznaczyć czas.

Serdecznie pozdrawiam

Jurek Kowalski
     Odp: Działalność i finanse PZW
Tomek Płonka 07.3.05 15:20
    
Zaszokowałeś mnie z tymi 71 groszami. A ja byłem skłonny dawać 5 zeta bez bólu - mniej niż miesięcznie rzucam do puszki ulicznym grajkom :-)
Co do delegatów to podejrzewam że jednak będą reprezentować "nurty myślenia dominujące w organizacji" niestety...
Chciałbyś tworzyć silne, sprawne stowarzyszenie - ok. Popatrz jednak na poziom wzajemnej niechęci ludzi, którzy teoretycznie powinni się szybko dogadać. Patrząc na przepaść, jaką tworzą między sobą tu w internecie, to jakiekolwiek wspólne lobbowanie nigdy się nie zdarzy.
Poddajesz się? :-)
T.P.
         Odp: Działalność i finanse PZW
Jurek Kowalski 07.3.05 15:35
        
Nie, nie poddaję się. Bo jest wielu ludzi, którzy myślą podobnie jak ja i Ty. Nie pokrzykują tylko "robią swoje".

Jestem też przekonany o słuszności powiedzenia, że "tylko krowa nie zmienia poglądów". I że można od każdego w końcu uzyskać to, że przemówi ludzkim głosem.

I o skuteczności sieci, wspieranej przez działania propagatorskie zainteresowanych wędkarzy w swoich środowiskach.

Co do "nurtów" to podzielam Twoje obawy. Dzisiaj.
Co stwarza raczej wyzwania i potrzebę zmiany mentalności, a nie skłania do opuszczania rąk.

Jedną z dróg jest pokazywanie, że nie negatywne emocje służą budowaniu ale kreatywność i porozumienie. Myślę, że wielu ludzi to doskonale wie. Na tym można budować.

Pozdrawiam serdecznie

Jurek Kowalski
             Odp: Porozumienie
Tomek Płonka 07.3.05 15:52
            
Na bazie wzajemnego porozumienia osiągniętego w tej i innych dyskusjach mamy perspektywę zbudowania co najwyżej wieży Babel.
Tak samo jak podczas mojej ostatniej wizyty w kole, gdzie pytałem o naszą zaporówkę, co trzeba zrobić żeby była ryba, jakie są ustalenia dzierżawne. W odpowiedzi usłyszałem cyt. "ryby jest w ciul, ale teraz będzie gorzej bo okręg będzie zarybiał a nie my". Co znaczy, że nie ma szansy na zbudowanie dobrej populacji drapieżnika, bo te karłowate leszcze, parę sumów i karpiki to jest to, o co naszym kolegom z koła chodzi a okręg tylko jest przeszkodą w zarybianiu karpiem. Po czym zapłaciłem 80zł okręgówki, 54 składki i 25 na rzecz koła.
Zatwardziały pesymista
T.P.
                 Odp: Porozumienie
Jurek Kowalski 07.3.05 16:26
                
Żebyśmy samych takich zatwardziałych pesymistów mieli :-)))) To by się nam dopiero doskonale działo.

Jak wędkarz może w ogóle byc pesymistą? :-))))

Pozdrawiam serdecznie

Jurek Kowalski
                     Odp: Porozumienie
Tomek Płonka 08.3.05 13:36
                    
Nie wiem z czego się cieszysz. Że w kolejnym kole znów beton rządzi i mimo szczerych chęci prezesa żadnych działań w kierunku sandacza, szczupaka nie będzie mimo że warunki teoretycznie są dobre. Ja tym bardziej się nie cieszę, że zamiast 15km od domu z łodzi neleżącej do mojego koła, łowię sandały 100km na Turawie i płacę dodatkową kasę.
To wszystko jest odpowiedzią na twoje nawoływanie by brać sprawy w swoje ręce i poprawiać stowarzyszenie. Ile dowodów jeszcze potrzeba że to nierealne?
A jak wedkarz może być pesymistą? No tak, że jakbym nie zakładał z góry że wrócę o kiju z wyprawy na pstrągi to bym nigdy już nie pojechał albo dostał wścieklizny. Jak na razie wszystko się sprawdza doskonale. Nie biorą.
T.P.
                         Odp: Porozumienie
Jurek Kowalski 09.3.05 10:02
                        
Z tego sie cieszę, że nasze dyskusje wywołują w Tobie pewien niepokój (twórczy ? ;-) czy też pewne poczucie dyskomfortu. Mimo przeciwnych deklaracji :-)). Skieruj swoją energię na pozytywne działania. jako człowiek interesu wiesz, że trzeba pracować w zastanych warunkach tak żeby uzyskać jak najlepszy efekt. Nie można się zrażać. A jak warunki się zmienią, w tym pod wpływem takich działań, to będziesz wtedy pierwszy i najlepszy.

Kiedyś uczyłem się rzucać kiepska muchówką. Nauczyłem się. Potem każda następna rzucała już "sama". Umiejętności zdobyte w trudnych warunkach procentują w łatwiejszych.

Czy Ty na prawdę chcesz łowić 15 km od domu zamist 100?

Czy uważasz, że wystarczy zapytać "co będzie" i zadowolić się odpowiedzią, że nic? CZy takie pytanie (retoryczne) uznajesz za "branie sprawy w swoje ręce"?

Przes by chciał? A jakie ma wsparcie w chcących tego samego wędkarzach?

W Okręgu powstają plany gospodarcze. Jestem przekonany, że w Twoim też. Waerto wybrac sie tam, poznać ludzi, dać się poznać i wspólnie zaplanować i przeprowadzić działania gospodarcze. uzgodnione z ichtiologiem i zarządem. Tylko trzeba tam pójśc normalnie, z propozycjami, a nie z pretensjami. I nie zakładac, że sie "nie da". Zakładać, że to realne. Nie trzeba być "zarządem" żeby wykonywać pożyteczną pracę wspólnie.

Bierz swoje sprawy w swoje ręce.

Pozdrawiam serdecznie i życzę powodzenia

Jurek Kowalski
                             Odp: Odległości
Tomek Płonka 09.3.05 15:47
                            
100m od mojego domu płynie ściek. Gdyby tylko były tam ryby to nie jeździłbym ani 100km, ani 15km. :-)
Niestety oczyszczanie tego ścieku będzie podobno trwało ok 400 (słownie czterysta) lat więc nie mam za bardzo szans połowić. Na starość wybuduję sobie domek nad wodą tak, żeby móc zarzucać gruntówki z tarasu. :-)
A moja wizyta w kole i pogaduchy z prezesem - to tak przy okazji płacenia składek i dla potwierdzenia że taki jak ja nie jest stroną do rozmów - zbyt dobrze ubrany i brak czerwonego nosa. Nie żałuję - nie chcę mieć takich "kumpli". Oni palą strasznie śmierdzące "Fajranty". Mam już podobnych sąsiadów gdyby mi przyszła ochota na jabola.
Pyrsk-T.P.
                                 Odp: Odległości
Jurek Kowalski 09.3.05 15:58
                                
Zdaje się, że ktoś tu nawoływał do szacunku dla innych ludzi i wskazywał na brak życzliwości ;-)).

A ja powtórzę. Trzeba robić coś sensownego w warunkach jakie są. Bez tego nie będa inne. A mówienie "nie da się" nie przystoi człowiekowi Twojego formatu.

Nie mów mi, że nie potrafisz wywrzeć wpływu na "faceta z czerwonym nosem". W końcu jesteś biznesmenem, a w biznesie wywieranie wpływu na innych to przecież podstawa ;-)).

Pozdrawiam serdecznie


Jurek Kowalski
                                     Odp: Znajomości
Tomek Płonka 09.3.05 16:53
                                    
Szacunek i życzliwość to ja mam do ciebie, Rysia, Roberta , Tomasza i innych. Za to wyraźnie dałem do zrozumienia juz kiedyś, że nie chcę mieć za kolegów buraków, których spotykam i nad wodą i w kole PZW. I nie mów że powinienem nazywać rzeczy po imieniu.
Proszę też raczej nazywaj mnie przedsiębiorcą niż biznesmenem, bo ludziska czytają, a ja "skromny miś" jestem :-)
T.P.
                                         Odp: Znajomości
Jurek Kowalski 09.3.05 17:11
                                        
To jeszcze jedną umiejętność Ci podsunę, równie ważną dla przedsiębiorcy jak i dla kazdego innego człowieka. Umiejętnośc oddzielania czlowieka od jego poglądów i postaw. Oraz spraw do załatwienia od uprzedzeń.

Nieraz trzeba załatwiać sprawy z ludźmi, z którymi nie chcielibyśmy się przyjaźnić ale ważność sprawy jest bardziej istotna. Oczywiście nie oznacza to, że "cel uświęca środki".

Również warto dostrzegać godność człowieka nawet jeżeli on sam ją niweczy. Dotarcie do tej godności pozwala na porozumienie. Skoro sprawy są wazne to warto.

To ABC profesjonalizmu i ... dobrego zachowania w społeczeństwie.

Wiązanie osoby z jej poglądami i postawami oraz zamykanie się w swoim gronie prowadzi do agresji i ksenofobii. Tego zdaje się chcemy unikać.

Ja mam szacunek dla każdego człowieka. Nie muszę się z nim przyjaźnić czy wspierać go w tym co uważam za niesłuszne ale jestem w stanie współpracować z nim w ważnej sprawie. I wpływac na niego dla wspólnej korzyści - jego i naszej.

Spróbuj. To nic nie kosztuje a może zdziałać wiele.

Pozdrawiam serdecznie

Jurek Kowalski
                     Pytanie do Jurka Kowalskiego.
Robert Hamer 07.3.05 17:39
                    
Jurku, mam proste pytanie do Ciebie, czy możesz mi zdradzić jaką funkcję pełnisz w PZW?
                         Odp: Pytanie do Jurka Kowalskiego.
Jurek Kowalski 08.3.05 08:44
                        
Nie muszę niczego zdradzać, bo to nie tajemnica :-)).

Nie pełnię żadnej funkcji, chociaż pełniłem kilka.

Moja "wizytówka" jest tutaj:

Jerzy Kowalski

Dziwi mnie tylko, że nie natrafiłeś na nią wcześniej bo wielokrotnie zapraszałem do lektury zamieszczonych tamże artykułów.

Pozdrawiam serdecznie

Jurek Kowalski
     Odp: Działalność i finanse PZW
Sławek Rybicki 07.3.05 14:11
    
O kwocie 50 gr rzeczywiście nie warto dyskutować. Jeżeli jednak pomnożymy przez chociażby 500 000 członków otrzymujemy bardzo poważną kwotę czyli 250 000 pln. O takich pieniadzach już chyba warto.
Jeżeli do tego dorzucimy średnio 100 kg (wyniki mistrzostw zawodów zamieszczone w internecie) zmarnowanego narybku (inaczej nie da się traktować 5 cm rybek) to sport jest gigantyczną studnią. I o tym też chyba warto porozmawiać

pozdrawiam Sławek
         Odp: Działalność i finanse PZW
Tomek Płonka 07.3.05 15:29
        
Ja bym wolał się dowiedzieć od fachowców, osób które na prawdę wiedzą coś i potrafią przytoczyć liczby i argumenty, czemu 40 mln zł ze składek na zagospodarowanie i ochronę wód nie przynosi dobrych skutków. Kwotą 250 tys zł zajmijmy się później :-)
T.P.
         Odp: Działalność i finanse PZW
Jurek Kowalski 07.3.05 14:27
        
O pozytywnych rozwiązaniach zawsze warto.

Warto tez dyskutować o takich kwotach na jakie ma się wpływ. Jeżlei chcesz uzyskać wpływ na wydawanie tych 250 000 to warto. Jeżeli chcesz pozstać przy wpływie na swoje 50 gr to szkoda klawiatury :-)).

W skali ogólnokrajowej organizacji to nie są wielki pieniądze . I tego też trzeba mieć świadomość. To duże pieniądze dla mnie osobiście. Natomiast dla utrzymania działań kilkusettysięcznej organizacji - kropla w morzu.

A zawody, o których piszesz (nie wnikając w szczgóły) są organizowane nie przez ZG. Są na poziomie koła i okręgu, na który bezpośredni wpływ mają członkowie organizacji. Pod warunkiem, ze chcą, że im zależy i że w związku z tym wiedzą jak.

Pozdrawiam serdecznie

Jurek Kowalski
             Odp: Działalność i finanse PZW-punkt odniesienia
Ryszard Siejakowski 07.3.05 15:32
            
Dla Billa Gatesa, cały budżet PZW to śmich w biały dzień. Można by przyjąć punkt widzenia, że na temat PZW też nie warto wogóle mówić. Nie zawsze punkt odniesienia należy brać dosłownie. Czy te 250 tyś, to rzeczywiście pryszcz. Zalezy na co się przeliczy. Jeśli na tyczkę dla zawodnika kadry spławikowej za 25 tyś PLN, to pryszcz. Dla zawodnika kadry spinningowej to zupełnie przyzwoite pieniądze, gdy przeliczy je na przynęty :o)))). Jak więc widać, punkt odniesienia nie jest równy. Jeszcze lepszy rachunek wychodzi gdy porówna się osiągnięcia kadry spławikowej i spinningowej. I stosując takie zabiegi socjotechniczne można łatwo doprowadzić do ... wojny na noże pomiędzy spławikowcami i spinningistami :o))))
Nie poruszyłeś Jurku najważniejszego w swym poscie. Wprowadzane zmiany sprowadzają się do wyciągnięcia ręki po następne pieniądze. Już nie z puli ZG lecz z budżetów ZO. Wtórnym elementem tych zmian, jeśli Zjazd je aprobuje, będzie podwyższenie składek członkowskich. I to mamy jak w banku. Nie tak dawno pisałeś o braku pieniędzy na poprawę rybostanu w wodach związkowych. Zapewne trzeba będzie podwyższyć składkę na ochronę i zarybianie. Działacze przebąkują głośno, że przeszacowali swe możliwości w konkursach ofert i podwyżka jest nieunikniona. Mam propozycję, abyś uczciwie powiedział - ILĘ? 100% a może 200% ? I wtedy warto sobie zadać następne pytanie. Ile będzie członków w PZW. Czy ci, którzy znów odejdą, to będą śmiecie, które tylko patrzą swego interesu? Nie poniżaj Jurku ludzi i nie licz na to, ze wszyscy członkowie PZW to filantropi. Zwłaszcza wtedy gdy ciała przywódcze Związku o słowie filantropia nigdy nie słyszały.
Rysz@rd
                 Odp: Działalność i finanse PZW-punkt odniesienia
Jurek Kowalski 07.3.05 17:17
                
Ryszardzie,

Za "moich czasów", a i obecnie zapewne też, środki ZG nie szły na zakup sprzętu dla kadry. Te zawodnicy kupowali sami, pokrywali też wiele kosztów startów, reprezentując Polskę i polskich wędkarzy.

Napisałem, że na temat sportu można długo dyskutować i nie dojść do porozumienia jeżeli nie ma się takiego zamiaru wywołując dyskusję.

Udział we współzawodnictwie sportowym w wedkarstwie jest potrzebą różnorodnego środowiska wedkarskiego. I dlatego te koszty pokrywa wiele stowarzyszeń wędkarskich na całym świecie. Reprezentowanie kraju to honor, a Polska w świecie jest reprezentowana przez wędkarzy zrzeszonych w PZW. Pytanie czy przeznaczać na to pieniądze?

Środki ZG na sport są prawie w całości przeznaczone na finansowanie startów reprezentacji Polski w Mistrzostwach Świata i Europy. Nie we wszystkich startujemy, bo nas na to nie stac. Mimo współfinansowania ze strony Państwa i refundowania nakładów PZW za zdobyte medale. Kiedyś zdobywając medale w Mistrzostwach Świata "wygrywaliśmy" finansowanie kolejnego występu od GKKFiT czy kolejnych instytucji o podobnym charakterze.

Można zdobywać środki od sponsorów ale na to trzeba mieć "przełożenie" na korzyści dla sponsorów. Nie będzie się finansował sport ze sponsoringu jeżeli sponsorzy będą widzieli niechęć wedkarzy do sportu wędkarskiego. Chcemy mieć samofinansujący się sport to musimy go wspierać. Paradoksalnie to najlepsza droga.

A sportowcy to nie tylko ci, ktorzy chcą "tylko startować". Jest az nadto przykładów przywódczej roli i kreatywności wedkarzy związanych ze sportem w animowaniu własnych środowisk oraz w działaniach gospdoarczych, w wychowywaniu i szkoleniu młodziezy itp. Może ja znam to śórdowisko lepiej i dlatego, mimo pewnej surowości przekonań, nie jawi mi się ono jako gniazdo neigodziwości. Oczywiście nie jest jednolite ale generalizowanie wm żadna stronę nie jest uprawnione.

Zmiany w sporcie wędkarskim są wymuszone warunkami jego organizacji. Są wynikiem tego, że PZW ma miec strukturę zgodna z Ustawą żeby mieć status Polskiego Związku Sportowego i móc reprezentować Polskę w międzynarodowych organizacjach wędkarskich i wystawiac Reprezentację Polski na Mistrzostwa. A organizacje wędkarskie (takie jak CIPS) zajmują się nie tylko sportem ale też działaniami ochroniarskimi na rzecz środowiska wodnego oraz praca z młodzieża,. To globalny ruch wedkarski, w którym albo się uczestniczy albo zasklepia się w swoim zascianku. Jak ze wszystkim - można uczestniczyć lepiej niż obecnie i mieć wiekszy wpływ na te struktury oraz uzyskiwac więcej z międzynarodowej współpracy.

Ile to jest warte? Myślę, że warto się zastanowić.

I nie dtyczy to żadnej filantropii. To działania we własnym interesie. Wspólne działanie.

Nie potrafię powiedzieć ile to kosztuje. Na pewno niewiele więcej niż to, co teraz wedkarz przeciętnie poświęca na sport i działalnośc międzynarodową PZW. A na składki i na działalność PZW rzutuje najbardziej to, co dzieje się w Okręgach. I jak okręgi wykorzystują ZG, który faktycznie tworzą ( a przynajmniej powinny tworzyć) wspólnie, we współpracym, a nie w konflikcie i chęci "wykiwania" innych.

Serdecznie pozdrawiam

Jurek Kowalski
                     Odp: Działalność i finanse PZW-punkt odniesienia
Robert Hamer 07.3.05 18:36
                    
W oczekiwaniu na Twoja odpowiedz pozwole sobie na kilka zdań. To co napisałeś to tylko teoria. W praktyce czego się nie dotkniesz to smród leci na kilometry. Tak jest ze sportem, tak jest z SSR i tak jest z ośrodkami zarybieniowymi. Na drugim biegunie są wody przełowione do granic możliwości. Całe PZW do przysłowiowy rzęch z którego w wielu miejscach cieknie olej. Niby się to kreci, ale cena tego kręcenia jest koszmarna a efekt tragiczny. Ośrodki zarybieniowe które miały produkowac na potrzeby wód zamieniono w hodowle karpi. Ale nawet tak popularny karp nie gwarantował zysków. ROZDANO je w dzierżawę. Dzierżawcy pomimo zagwarantowanego zbyty narzekają a związek nadal pompuje pieniądze w ośrodki, bo dzierżawców nie stać na poważne remonty. Jeśli masz dojście o rzetelnych danych to może podasz ile kosztuje 1 kg karpia wyhodowanego w PZW. Policz wszystkie koszta związane z hodowlą. Oficjalnie jest to 10,5 zł a w praktyce wielokrotność tej kwoty. Teraz się okazuje, że ośrodki muszą się przestawić z produkcji karpia na produkcje innych gatunków. Jeśli trzeba je przestawia to znaczy, że kiedyś się „wykoleiły”. Ale w Twoich sprawozdaniach pewnie wszystko gra ja w szwajcarskim zegarku. Tak jak ze sportem i ośrodkami zarybieniowymi tak jest z SSR. Możesz podać ile kosztowało w ubiegłym roku utrzymanie SSR i jakie wyniki uzyskała nasza straż? Idę o zakład, że z tej wiedzy wynika jeden wniosek, łamanie przepisów RAPR jest incydentalne. A to ci dopiero sukces, to chyba ja mam pecha łowić w takim zdemoralizowanym okręgu a Wisła tylko w okolicy Połańca jest tak koszmarnie przełowiona. A to się nam wiedza spolaryzowała. Nadal nie widzę odpowiedzi na moje wcześniejsze pytanie. Mam nadzieję, że mnie nie rozczarujesz i nie okaże się, że jesteś automatyczną sekretarką Nyka :)
                         Odp: Działalność i finanse PZW-punkt odniesienia
Jurek Kowalski 08.3.05 09:08
                        
Robercie,

Popatrz na PZW w całości. Nie maluj czarnego obrazu na podstawie znajomości swojego podwórka. Są w PZW bardzo sprawnie działające Okręgi i bardzo sprawnie działające ośrodki hodowlane. Znam takie doskonale na południu Polski. Trzeba się przy tym napracować i robią to ludzie, którzy się na tym znają i są oddani gospodarowaniu wędkarskiemu. Jest ich mało, to prawda. Dlatego namawiam żeby ci, którzy się nadaja nie odwracali się od nich, bo każdy sensowny człowiek jest w naszych warunkach na wagę złota.

Nie sądze żebyś znał pracę okręgu koszalińskiego i jego prezesa. Albo dokonania wędkarzy ze Słupska. Albo z Jeleniej Góry. To też PZW.
Warto z tych wielu przykładów czerpać motywację do lepszych działań. Z niewiedzy bierze się wiele niemocy. A otwarta komunikacja pozwala na lepsze działania.

Na zasadzie ograniczania dostępu do wiedzy o innym świecie opierała się propaganda w "czasach minionych", skutecznie izolując całe narody od wiedzy o normalnym funkcjonowaniu społeczeństw, zasklepiając sie w sztucznym świecie własnych fantasmagorii. Do dziś się to nam odbija "czkawką" ksenofobii, podejrzliwości, pochopnego rzucania pomówień, budowania obrazu świata na uprzedzeniach i na przypisywaniu innym najgordszych cech i intencji. Trudno nam wydobyć się z dziedzictwa świata karmionego nienawiścią. Ale warto się starać.

A żeby stworzyć coś dobrze funkcjonującego to trzeba mić obraz tego celu przed oczyma, a nie marnować czas i enegię na rozpamiętywanie niepowodzeń i na próby pokazywania nieudolności rzeczywistych czy wyimaginowanych, przypisywanych innym. Jeżeli myślisz(cie), że pod wpływem takich "połajanek" zmieni się ktokolwiek to świadczy to o braku znajomości podstawowych zasad psychologii zarządzania. Reakcją na tak wyrażaną krytykę jest okopywanie się na własnych pozycjach i pogłebienie konfliktu.

Takie krytykowanie utrwala status quo. Utrzymuje każdego na zajętych pozycjach. A tylko innymi propozycjami wdrażanymi w życie i rzeczywistą konkurencją poglądów, działania i wyborów można doprowadzić do zmiany. Jeżeli się jej rzeczywiście chce. Pokrzykiwaniem nigdy.

Pozdrawiam serdecznie

Jurek Kowalski
                             Odp: Działalność i finanse PZW-punkt odniesienia
Robert Hamer 08.3.05 10:15
                            
Napisałeś kiedyś, że brałeś udział w jakiś sympozjach. Zrozumiałem, że jesteś w gremiach ZG. Ponieważ kilka razy powoływałem się na Twoje dane, spytano mnie skąd je ma. Podałem Twoje nazwisko, ale jakoś nikt go nie „zajarzył”. Trochę mnie to zdziwiło i zacząłem się na tym zastanawiać. Dzięki za wyjaśnienie, ładną masz „teczkę”. Po jej lekturze odnoszę wrażenie, że oceniasz cały sport wędkarski pod katem muchy. A przecież jeśli coś ma sens, to tylko sport muchowy. Na całym świecie łowienie tą metodą jest podobne. Mistrzostwo w łowieniu rekreacyjnym łatwo przełożyć na mistrzostwo sportowe. Sport muchowy ma też niekwestionowane zasługi w propagowaniu C&R. Powiedz mi jak się to ma do spławika i spinningu? Ilu amatorów łowi 14 m wędkami? Kto jeszcze wierzy w to, że dzięki zanęcie x lub y złowi duża rybę. W to, że najlepsza przynętą na okazy są paproszki, wierzą tylko polscy wyczynowcy. Jaki sens ma zapraszanie japończyków czy amerykanów aby przejechali ścigać się w łowieniu okoników i kleników w Wisłę? Tak w ogóle to trzeba nie mieć wstydu aby zapraszać tu kogokolwiek. Nie musze Ci przypominać farsy na Sanie kiedy to dla uratowania twarzy napompowano rzekę hodowlanym pstragie. Potem prze 2 tygodnie po zawodach była wielka jatka. Czy ktoś wliczył to w koszt organizacji MŚ? Od pewnego czasu nie czerpie wiedzy tylko z własnego podwórka. Czytam uważnie to co ludzie piszą w sieci. Niesyty odnoszę wrażenie, że wszędzie jest podobnie. Mnie to nie dziwi bo przy takiej organizacji i takich zasadach jakie obowiązują w PZW być dobrze nie może. Wiem, że są w Polsce dobre przykład i przyznam się, że nie wiem jak tam do tego doszli. Ja zakładając koło 6 lat temu, miałem swój plan. Skierowałem energie i środki na utrzymanie łowiska które nam powierzono. Nie wyobrażam sobie abym osiągną to dając zadość uczynienie sportowym ambicjom ZO Kielce. Dla nich jest tylko sport, potem sport a po ty to już tylko spot. ZO Tarnobrzeg, które też poznałem, dużo lepsze nie jest. Jak się przyjmuje taki model stowarzyszenia to nie dziwię się, że jest jak jest. Jeśli ilość ludzi aktywnie działających na rzecz wędkarstwa jest tak mała, to tym bardziej nie wolno ich marnować na pierdoły. Wiem doskonale co by było gdybym poprowadził nasze koło droga wyczynu. Kiedyś go uprawiałem, ale na szczęście otrzeźwienie przyszło szybko, bo smród przekrętów mnie przerażał. Być może teraz nad tym się bardziej panuje, ale to nie zmienia istoty sprawy. Uważam, że sport jest wykorzystywany jako tuba propagandowa. Ze świecą szukać wśród wyczynowców ludzi gotowych krytykować rabunkowa gospodarkę związku. Sport jest finansowo zależny od PZW i obydwie strony tą zależność wykorzystują ile się da. Napisałeś, że przy braku akceptacji sportu przez amatorów nie ma szans na sponsorów. A przecież to nieprawda. Dyskusja nad zapaścią wędkarstwa w Polsce trwa od niedawna. Sport od lat był po za zasięgiem jakiejkolwiek krytyki. Dlaczego przez ten czas nie zawojował serc i portfeli sponsorów? Znasz odpowiedz na to pytanie? Ja znam. Wystarczy popatrzeć jak się to zazębię w USA, jak sport idealnie wpasowuje się marzenia przeciętnego wędkarza i jak te marzenia spełniane przez prawdziwych mistrzów, są wykorzystywanie w reklamie. Gdyby tam mistrz zaproponował sponsorowi swoje zdjęcia z siatka pełną bassów po 20 cm, bo by go wyśmiano. Odbudujmy nasze wody i zracjonalizujmy zasady ich odławiania. Jak wszystko będzie grało, to możemy podyskutować o jakiś ludzkiej formach rywalizacji z której będą mogli korzystać wszyscy. Sponsor nie musi się ograniczać do kupowania pucharów, może dać parę zeta na ryby. Podejrzewam, że zrobiłby to z większa przyjemnością. Nie róbmy ze sportu złotego cielca bo nigdy nim nie będzie. Jeśli już mamy komuś stawiać pomnik, to ludziom którzy zmienią to bagno. To będzie prawdziwy wyczyn. Pozdrawiam.
                                 Odp: Działalność i finanse PZW-punkt odniesienia
Jurek Kowalski 08.3.05 12:37
                                
Robercie,

Żeby uczestniczyć w sympozjach nie trzeba być „w gremiach ZG” tylko trzeba mieć coś do powiedzenia. Albo uczestniczyć w organizowaniu sympozjów. Że nikt nie „zajarzył” to mnie nie dziwi, bo takie jest to nasze środowisko. Wie lepiej.

Nie oceniam sportu ”pod kątem muchy” bo uczestniczyłem w organizowaniu sportu wędkarskiego w GKS, OKS i w CIPS (konfederacji wędkarstwa sportowego), gdzie spotykają się drogi wędkarzy muchowych, spawikowców, rzutowców, wędkarzy morskich itp. Itd. Obecnie organizowane są Igrzyska Wędkarskie, które w 2006 roku odbędą się w Portugalii – około 2000 wędkarzy, ponad 50 krajów członkowskich, Mistrzostwa Świata w wielu dyscyplinach i kategoriach. Ten sport jest kandydatem do AGFIS – decyzja o pełnym członkostwie ma być podjęta w kwietniu tego roku.
Natomiast rzeczywiście wędkarstwo muchowe jest mi najbliższe. Ale tu mylisz się mówiąc o tym, ze jest podobne na całym świecie. Jest wystarczająco dużo różnic żeby pokazywać różne tradycje, metody i łowiska, zarządzanie nimi i ochronę zasobów. Temu waśnie Mistrzostwa służą. Podczas każdego z nich są sympozja (Conservation Symposia), podczas których przedstawiane są właśnie zagadnienia dotyczące ochrony zasobów, zrównoważonego zarządzania łowiskami itp. Mistrzostwa służą też pokazywaniu wędkarstwa publiczności. Są więc narzędziem propagandy wędkarskiej i trzeba nie dostrzegać otoczenia wędkarstwa żeby przyjmować tylko to, co dzieje się wewnątrz organizacji czy środowiska wędkarzy. Podobało mi się to, co napisałeś o PZW jako organizacji pożytku publicznego. Że najpierw ten pożytek publiczny musi wynikać z działalności PZW i że tak jest uczciwie i przyzwoicie.

Nie wiem o jakim zarybieniu Sanu napisałeś i o jakiej „jatce”. Wszelkie zarybienia wokół zawodów, co n.b. uważam za „poroniony” pomysł, są pod populistyczną presją właśnie „reprezentantów”„zwykłych wędkarzy”, którzy zaraz potem przyjeżdżają wyławiać to, co zostało wpuszczone. To przecież nie zawodnicy rzucają się na tę rybę, która „PZW nam wpuściło”.

Niejednokrotnie zachęcałem do zapoznawania się z najlepszymi przykładami działalności polskich wędkarzy. Rozbrajające jest stwierdzenie „nie wiem jak do tego doszli”. Przecież wystarczy porozmawiać, zapytać, zadzwonić, pojechać. Często takie rozmowy odbywają się przy okazji zawodów sportowych. Nie trzeba wszystkiego wymyślać samemu. I odtykać rury.

Piszesz o krytykowaniu rabunkowej gospodarki związku. Co to oznacza? Kto rabuje? W czyim imieniu utrzymuje się archaiczny już model wędkarstwa? Moim zdaniem sportowcy, którzy jednocześnie robią wiele dla innych wędkarzy (bo nieprawdą jest jakoby istniały obok siebie sport wędkarski i wędkarstwo jakieś inne – one się przenikają chyba, że ktoś temu doktrynersko zaprzecza) wiedzą więcej i są bardzo zaangażowani w organizację wędkarstwa. Poza tym to oni właśnie nawiązują kontakty między sobą, a nie odizolowani w swoich zaściankach „zwykli wędkarze”.

Uważam, że sport powinien być wykorzystywany jako propaganda dla wędkarstwa. Bo to okazja żeby pokazać wędkarzy w jednym miejscu, opowiedzieć o ich dokonaniach. Nie jest tak wykorzystywany, a szkoda. I jedną z przyczyn jest właśnie podsycanie niepotrzebnych konfliktów między wędkarzami. Bo żaden sponsor nie zechce wiązać się ze środowiskiem pełnym konfliktów. On potrzebuje promocji swojego wizerunku, swoich produktów itp. Nie jest filantropem, który daje nie pytając o efekty. A wędkarze są jednymi z ustawiających się w kolejce do sponsorowania. To jest też rynek. Rynek reklamy. A każdy sponsor woli dać produkt, który kosztuje go niewiele niż wydawać pieniądze, które mogą służyć innym celom w firmie. Trzeba mieć bardzo dobre argumenty żeby uzyskać sponsorowanie w gotówce.

A siła naszego rynku wędkarskiego, choćby przez plebejskość tego sportu, jest mała i nie ma tu sponsorów gotowych wyłożyć pieniądze na promocję. A inni sponsorzy nawet nie biorą pod uwagę środowiska wędkarzy jako grupy docelowej dla promocji. Trzeba znać realia żeby się wypowiadać w tych sprawach.

Mistrzowie łowią i fotografują się z różnymi rybami. Różne efekty wywołuje wędkarstwo w różnych środowiskach. W przywołanych przez Ciebie USA masowe, sportowe, komercyjne łowienie bassów, akceptowane przez spinningostów wzbudza niechęć do organizowania zawodów przez muszkarzy. Ale zawody muchowe, C&R, z akcentami ochroniarskimi, już takich negatywnych emocji nie budzą. Również dzięki działaniom FIPS-Mouche.

W innych krajach wielu wędkarzy łowi na co dzień sprzętem „wyczynowym”. I wpływ publikacji mistrzów wędkarskich na rynek jest duży. Ten rynek obejmuje też rynek łowisk, rynek sprzętu, wyposażenia, ubiorów, rynek usług, rynek turystyki, a gdzieniegdzie nawet samochodów, markowych alkoholi itp.

Zapraszanie innych do siebie ma sens. Nawet po to, żeby samemu „sprężyć się w sobie” i podnieść na wyższy poziom własne wędkarstwo. Zrozumieć innych. Pod warunkiem, że takie organizowane w Polsce mistrzostwa nie będą kolejnym przykładem na „malowanie trawy w koszarach” przed inspekcją.

Nie widzę powodu żeby poszczególne rodzaje wędkarstwa trzeba było ustawiać w jakiejś kolejności czy hierarchii. Zwłaszcza, że sport wędkarski, dobrze zorganizowany, powinien wzbogacać wędkarstwo i ułatwiać odbudowywanie wód i łowisk. Nie będzie jeżeli będzie toczona wojenka. A wszystko oczywiście zrobią ludzie. Nikt inny. Ale nie w konflikcie ale we współpracy.

Tomasz napisał dobry tekst w nawiązaniu do tej dyskusji. Warty uzupełnienia czy kilku sprostowań ale w duchu bardzo dobry.

Pozdrawiam serdecznie

Jurek Kowalski
                                     Odp: Działalność i finanse PZW-punkt odniesienia
Robert Hamer 08.3.05 13:53
                                    
Nie pozostaje mi nic innego jak uznać, ze żyjemy w dwóch różnych krajach. Mam zgoła inne doświadczenia. Wszystkie znane mi usportowione koła to przykłady marnotrawnie pieniędzy. Te koła nie przeznaczają prawie nic na dorybienie, nic nie robią dla swoich wód. Ich działalność to niekończące się igrzyska. Gadanie, że zarybianie to rola ZO i składki na zagospodarowanie wód, to wykręcanie się od problemu przełowionych rzek i jezior. Moje koło prowadzi rywalizacje z ZO, kto więcej ryb wpuści. Chociaż przegrywamy, to najczęściej minimalnie. Dla mnie wędkarze glosują wędkami. Ja mogę się szczycić tym jak utrzymane są nasze jeziora. Jak jest w innych kołach wiem od przyjezdnych, którzy wykręcają ponad 100 km aby być nad normalną wodą. I wyobraź sobie, że zrobiliśmy to bez tego całego „bezcennego” wyczyny i wyjazdów na sympozja do Australii. Zawody nad Sanem o których napisałem, to oczywiście MŚ Muchowe. To już było ładnych kilka lat temu. Czytałem relację w prasie, ale najwięcej było komentarzy po MŚ, kiedy to zjechali się mięsiarze z całej Polski na dożynki. Dobrze, że zagraniczne ekipy tego już nie widziały. Dziwi mnie, że pytasz o jaką to rabunkowa gospodarkę mi chodzi. Przecież klepiemy o tym od dawna. Duże niekontrolowane odłowy, mięsiarskie limity, brak ochrony wód i zarybianie o karykaturalnej strukturze gatunkowej i w niewystarczającej ilości. Do czego to doprowadziło wiedzą starsi wędkarze. Jurku, ja spędziłem nad wodą kawał swojego życia. Wisła nad która się urodziłem, to kawałek mnie. Nie mogę patrzeć spokojnie ja tragicznie ta rzeka się zmieniła. Nikt jej nie zarybia i nikt się nią nie interesuje. Krew mnie zalewa jak PZW organizuje nad nią ogólnopolski spęd Krzyszczyków, którzy swoim mistrzostwem dobijają to co się jakimś cudem uchowało. Tyle mają do zaoferowania? Możesz wciągać sport na piedestał i dorabiać do niego ideologię, ja go będę stamtąd spychał tak długo, jak długo sobie na niego nie zasłuży. Zapewniam Cię, że jak wyczyn przestanie się kręcić wokoło swojego ogona, to inni wędkarze to zauważą. Pozostał jeszcze temat sponsorów. Tak się składa, że ja też stoję w kolejce do ich kasy. Mam na tym polu coraz większe osiągnięcia i dogaduje się z nimi nie mając żadnych „kwitów” na mistrzostwo. Jak przeglądniesz katalogi wędkarskie, to zobaczysz, że 99% fotografii to „amatorzy” z okazami na rękach, lub specjaliści od jakiegoś gatunku ryb. To jest towar na który czekają. Niektóre polskie firmy nie mogąc się doczekać, same oraganizują wyprawy za granicę aby tam pozyskać zdjęcia przyzwoitych ryb. Oni nie mają złudzeń co u nas można złowić. I to bezrybie otwiera i zamyka polskie błędne koło.
Pozdrawiam.
                                         Odp: Działalność i finanse PZW-punkt odniesienia
Jurek Kowalski 08.3.05 15:08
                                        
Robercie,

Ja uznaję, że to dowód wpaniałej różnorodności wędkarstwa, która prowadzi do jego rozwoju.

Ten rozwój jest możliwy przy założeniu współpracy i harmonijnego uzupełniania się różnych form wędkarstwa, wydobywaniu z nich wszystkiego co najlepsze, a nie przy stawianiu barykad, toczeniu wojen czy odrzucaniu innych, którzy zawyczaj chcą tego samego tylko w nieco inny sposób. Taką "jedynie słuszną" "jednolitość" zabraniającą innym ekspresji ich zainteresowań mieliśmy w historii niedawnej i nie doprowadziła nas ona do sukcesów.

Zgadzam się z Tobą, że skrajności nie są dobre i że "monokultura" sportowa w kołach nie prowadzi do niczego dobrego. Z drugiej strony nie każdy ma możliwości zajmowania się gospodarką nad wodami. Jeżeli wykorzystuje składki członkowskie na pracę z młodymi wędkarzami, na jednoczenie wedkarzy nawet przez granie z nimi w szachy czy na sport to też przysługuje się wedkarstwu. Na to mamy składkę członkowską żeby działalność prowadzić. Zaś wielość celów PZW i form ich realizacji powinna być w miarę możliwości realizowana przez wszystkie wspólnoty wedkarzy.

Zawody wędkarskie organizują i uczestniczą w nich sami "zwykli" wędkarze - czyli PZW. Tak jak sami wędkarze czyli PZW albo rabują albo gospodarują (kiedyś też, podobnie jak ja, byłeś zdania, że gospodarowanie to nie tylko dorybianie, zzrybianie i wpuszczanie ryb, bo nie w nakładach warto rywalizować tylko w efektach. Ale to temat na inną dyskusję.)

Natomiast Mistrzostwa, o których piszesz to pewnie te na Dunajcu z 1998r, a nie na Sanie w 1985r. Te drugie były na niezwykle rybnej i atrakcyjnej wodzie, która taką przestała być własnie za przyczyną "zwykłych wędkarzy" czyli PZW. Tak samo "zwykli wędkarze" czyli PZW zjechali się tłumnie nad Dunajec po zarybieniu wymuszonym na organizatorach i gospodarzach przez "zwykłych wędkarzy" i populistyczne decyzje oparte na przekonaniu o "szkodliwości" sportu. I na przekonaniu, że jedyną korzyścią z organizowania Mistrzostw ma być "nasypanie" ryb do wody.

W tym wszystkim chodzi o dobre wędkarstwo i nie trzeba żadnych piedestałów tylko sensownego miejsca i sensownego wykorzystania róznych rodzajów aktywności wedkarskiej. I spójności poglądów przy posiadaniu poglądów w ogóle, które zdobywa się otwartością i aktywnym poszukiwaniem wiedzy. I współpracy.

Serdecznie pozdrawiam

Jurek Kowalski
                                             Odp: Działalność i finanse PZW-punkt odniesienia
Robert Hamer 09.3.05 08:31
                                            
Myślę Jurku, że zaoszczędzilibyśmy sobie tego całego klepania, gdybyśmy na początku postarali się zinterpretować najważniejszy zapis statutu.
„Celem Związku jest organizowanie wędkarstwa, rekreacji, sportu wędkarskiego, użytkowanie wód, działanie na rzecz ochrony przyrody i kształtowanie etyki wędkarskiej”.
Ja rozumiem to tak, że do obowiązków członków PZW należy organizowanie wędkarstwa, rekreacji, sportu, użytkowanie wód, itd. Każdy kto pracuje na tą organizację, wywiązuje się z obowiązku jaki nakłada na niego statut. Tych ludzi jak rozumiem nazywasz aktywnymi. Natomiast tych wszystkich którzy tylko korzystają na: zorganizowanym wędkarstwie, rekreacji, sporcie wędkarski, wykorzystują zasoby wodne, nazywasz członkami nieaktywnymi. Przeanalizujmy zatem jakie konsekwencje niesie ta nieaktywność. Oprócz sportu, wszyscy korzystamy z wymienionych rodzajów aktywności. Sport jednak cieszy się dodatkowymi względami ponieważ korzysta z ekstra dotacji. Przecież do uprawiania sportu wystarczy rybna woda. Reszta to detale o które mogą zadbać sami sportowcy. Czy takie postawienie sprawy nie stymulowało by ich do aktywności? Byłoby zapewne równym traktowaniem wszystkich dziedzin zainteresowania. Bo jeśli nie, to dlaczego np. nie dofinansowywać dodatkowo rekreacji lub użytkowania wód? Przecież można dopłacić do wycieczki na dorsze, lub dołożyć do posiłku na wędkarskim picnicu. W czasie wyjazdu na dorsze, lub przy pieczonym baranie za związkowe pieniadze, też można zrobić małe sympozjum. No i tu docieramy do istoty problemu. Jeśli obserwujemy kompletny brak aktywności członków, to czy nie należy zawęzić działalności do niezbędnych i istotnych działań, (ja tak postępuje w naszym kole). Było by to: organizowanie wędkarstwa, użytkowanie wód i kształtowanie etyki. Tak na marginesie to kształtowanie etyki wędkarskiej powinno się zacząć od zrobienia porządku w RAPR. Według mnie ten regulamin jest nieetyczny. Chodzi oczywiście o limity. Przepis o 3 sumach dziennie, które można zabrać, wymyślił mięsiarz albo kłusol, lub ktoś kto nienawidzi tej ryby. Inaczej się tego nie da wytłumaczyć. Takich rodzynków nie brakuje w regulaminie. Myślę, że jest on sprzeczny z cytowanym tu statutem i z przepisami obligującymi związek do prowadzenia racjonalnej gospodarki wędkarskiej. Zastanawiam się też jaki jest skutek tych drogich zagranicznych sympozjów. Czy nikogo w PZW nie zastanawia to, że np. Szwedzi, pomimo posiadania wielkiej ilości wód i bogatej populacji szczupaków, mają na wielu wodach limity połowowe o kilka razy mniejsze od naszych. Czy nikt nie widzi tego jak tam chroni się swoje zasoby? Po co wysyłać za nasze pieniądze delegatów na takie sympozja, skoro z góry wiadomo, że nie skorzysta się z ich doświadczeń, bo nie ma takiej woli od wielu lat. Dla mnie jako prezesa koła, konkluzja płynąca z tej dyskusji jest następująca. 99% członków koła ogranicza się do użytkowania wód przez odławianie ryb. Rodzi to naturalną konsekwencje w postaci wielkiej presji wędkarskiej a to = intensywne odłowy. Aby zniwelować tego skutek i wywiązać się z podstawowego obowiązku, bez którego nie ma wędkarstwa, czyli z prowadzenia racjonalnej gospodarki wędkarskiej, trzeba przeznaczać na to jak największe środki. Jeśli okaże się, że są one niewystarczające, a tak jest najczęściej, należy zaostrzyć limity połowowe aby zbilansować odłowy z zarybianiem. Tak powinien działać ten, kto poważnie traktuje zapisy statutu. Statut nie akcentuje, żadnego z obowiązków, bo byłoby to nielogiczne. Sytuacja może się w końcu zmienić i po zabezpieczeniu podstawowych warunków do uprawiania wędkarstwa, można wspierać wszystkie dziedziny aktywności w zależności od zainteresowania, oczywiście w miarę posiadania wolnych środków finansowych.
Tak jak rozumiem problem nad którym się meczymy od kilku ładnych dni. „Czy ja popełniam jakiś błąd myślowy?”
Pozdrawiam.
                                                 Odp: Działalność i finanse PZW-punkt odniesienia
Jurek Kowalski 09.3.05 11:25
                                                
Robercie,

Cieszę się, że dochodzimy do porozumienia. Warto dyskutować żeby do tego doprowadzić. Jak pewnie zauważyłeś cały czas nawiązuję do wędkarstwa jako całości, do celów wędkarstwa, do jego wizerunku społecznego, do pracy wędkarzy na rzecz własnego środowiska.

Staram się też dzielić swoim doświadczeniem, zdobytym przez lata działalności wędkarskiej, z szerokimi, wręcz globalnymi horyzontami, dzielić z Kolegami (pardon, i z Koleżankami oczywiście też).

Uważam, że przyjąłeś dobry punkt wyjścia ale skoro pytasz (co cenię) to uważam, że popełniasz też kilka błędów w rozumowaniu.

Cele stowarzyszenia to nie obowiązki członków. Obowiązkiem branym na siebie przez członka stowarzyszenia jest zainteresowanie działaniami stowarzyszenia, wspieranie realizacji celów, a także uznawanie realizowania wszystkich celów stowarzyszenia. Przy czym nie można stowarzyszenia traktować osobowo, a tylko jako wielki, różnorodny zespół członków, o często sprzecznych, a czasem wręcz wykluczających się interesach, które mimo wszystko trzeba godzić albo sprowadzać do wspólnego mianownika.
Deklaracją i zobowiązaniem jest też zgodność własnych celów z celami stowarzyszenia i uznawanie celów stowarzyszenia. Niekoniecznie realizowanie wszystkich czy udział w realizacji wszystkich. Nie każdy rodzaj działalności jest „powołaniem” każdego z członków. Nie każdy nadaje się do pracy z młodzieżą, nie każdy zdradza takie zainteresowania wychowawcze i szkoleniowe. Nie każdy tez jest zainteresowany biologią i zarządzaniem wodami żeby brać udział w gospodarowaniu łowiskami. Nie każdy jest zainteresowany sportem wędkarskim. Ale to nie znaczy, że ktokolwiek może niweczyć pracę innych. Powinnością członka stowarzyszenia jest rozumienie i szacunek dla działań innych, która tworzy działanie stowarzyszenia jako całości.
Również powinnością jest aktywność w „miłej sobie” dziedzinie, bo na społecznej pracy członków opiera się stowarzyszenie.

Egoistyczne korzystanie z pracy innych w stowarzyszeniu, brak aktywności kłóci się z samą podstawową zasadą przynależności do stowarzyszenia. Gdyby stowarzyszenie prowadziło działalność „na zewnątrz”, przynosiło „pożytek społeczny” to składki byłyby wystarczającym wkładem członka stowarzyszenia. Skoro członkowie korzystają z działań stowarzyszenia to powinnością jest wnoszenie wkładu pracy. Bo składki są tylko po to żeby mieć pieniądze potrzebne na materiały do pracy czy na zwrot kosztów albo na zatrudnienie niezbędnych pracowników. I na promocję stowarzyszenia oraz na działania „na zewnątrz”.

Sposób działania PZW jako stowarzyszenia wędkarzy bardziej przypomina funkcjonowanie spółdzielni niż stowarzyszenia, co kiedyś wspomniałem w dyskusji, a o czym pisałem w artykule o stowarzyszaniu się. Spółdzielnia zapewnia korzyści członkom, ale też wymaga od nich nakładów finansowych i wspólnej pracy. Niestety, działalność spółdzielcza też została u nas wypaczona „za komuny” i nie ma z prawdziwym ruchem spółdzielczym zbyt wiele wspólnego.

Masz rację. Warto wspierać członków aktywnych. A skoro jednym celów stowarzyszenia jest sport wędkarski, a mamy grupę członków, którzy reprezentują nas (bo na tym polega sport – na reprezentowaniu grupy), począwszy od szczebla koła przez okręg aż do międzynarodowego poziomu, finansują to reprezentowanie w lwiej części sami (bo nie czarujmy się - osiąganie sukcesów sportowych to duże, czasem ogromne nakłady na przygotowania, sprzęt itp. – sam pisałeś, że niewielu łowi wyczynowym sprzętem, a sportowcy to robią) to może lepiej wydać pieniądze na to żeby sfinansować udział drużyny w zawodach zamiast sfinansować wycieczkę grupie tych, którzy są mało aktywni. No chyba, że na wycieczki jedzie „aktyw”. Ale tego rodzaju „motywowania” też nie lubimy ;-)).

Ważnym jest tez rozróżnienie tego, na co przeznacza się pieniądze. Otóż jak wielokrotnie podkreślałem, składki są dwojakiego rodzaju. Po pierwsze - na zagospodarowanie i ochronę i te są przeznaczane w całości na te cele. Zbierane i wydawane przez Okręg, który jest uprawnionym do rybactwa, a także przez Koła prowadzące samodzielną działalność gospodarczą (są takie możliwości opisane w Regulaminie Koła PZW, który pewnie znasz na wyrywki).

Drugą składką jest składka członkowska. Ta jest przeznaczona na działalność inną niż zagospodarowanie i ochrona wód. Na pracę z młodzieżą, na promocje organizacji, na zatrudnienie pracowników, na działalność naukową, na funkcjonowanie zarządów, na te rzeczy, które mieszczą się w celach i sposobach działania, a w części dotyczą też zagospodarowania wód (np. zatrudnienie ichtiologa).
W tym wszystkim sport stanowi ułamkową część.

W Kole stykasz się z wydatkowaniem części składki, która wraca do Ciebie, części składki członkowskiej, bo część zatrzymuje Okręg. Oraz z „dobrowolnymi wpłatami”. W niej sport może stanowić część dużą albo małą, w zależności od nastawienia członków koła. Ale nie sądzę żeby miało to spotykać się z dezaprobatą czy z pochwała. Tak po prostu jest i składa się to na wartości wędkarstwa.

Poruszyłeś jedną ważną niezwykle kwestię. Otóż wykorzystanie dostępnych informacji i najlepsze wykorzystanie wydatkowanych środków. Napisałem Ci o sympozjach i o zawodach. Masz rację, że nie są one wykorzystywane dobrze. Nie służą promocji wędkarstwa. Nie poprawiają naszego wizerunku społecznego. A powinny i mogłyby. Mogłyby zmieniać wizerunek wędkarza. Informacje i wnioski z sympozjów powinny służyć poprawie warunków zarządzania wędkarstwem w Polsce. Ale to zalecenie bardzo ogólne. Dla wszystkich.

Droga do lepszego funkcjonowania naszej organizacji jest właśnie to „branie sprawy w swoje ręce” i zmienianie „woli” organizacji dla jej lepszego funkcjonowania. Woli jej członków, które tylko w ten sposób może przełożyć się na wolę jej organów przedstawicielskich.

Występowanie z postulatami, pokrzykiwaniami, pretensjami jest podobne do sytuacji sprzed kilkudziesięciu lat kiedy to „władza” była nieusuwalna i niedemokratyczna. Dzisiaj jest zupełnie inaczej. Funkcjonowanie stowarzyszenia jest takie jakim je sobie urządzają jego członkowie. Swoja działalnością, zaangażowaniem, mentalnością i decyzjami codziennymi w formie wędkowania czy innych rodzajów działalności wędkarskiej, a od czasu do czasu też decyzjami wyborczymi.

Ja uważam, że wszystkie aktywności wędkarskie trzeba rozwijać równolegle, harmonijnie i sensownie. Bo one wspierają się wzajemnie.

Serdecznie pozdrawiam


Jurek Kowalski
                                             Odp: Działalność i finanse PZW-punkt odniesienia
Sławek Rybicki 08.3.05 15:37
                                            
Poprosze o wyjaśnienie tego zdania - Jeżeli wykorzystuje składki członkowskie na pracę z młodymi wędkarzami - ile płacą i za co młodzi, co jest dopłatą
I jeszcze - Tak samo "zwykli wędkarze" czyli PZW zjechali się tłumnie nad Dunajec po zarybieniu wymuszonym na organizatorach i gospodarzach przez "zwykłych wędkarzy". - zarybienie wymuszone na organizatorach na 3 dni przed MŚ było wymuszone przez zwykłych wędkarzy?. Co do rzezi na Dunajcu po zakończeniu MŚ święta prawda ale....... można było chronić łowisko przed zawodami więc czemuż zrezygnowano z tego po? Czyżby wyobraźni komuś nie starczyło a sukces komercyjny mistrzostw był wystarczającym powodem do radości ze strat (wyrżnięcie zarybienia). Kogoś za to ukarano?
                                                 Odp: Działalność i finanse PZW-punkt odniesienia
Jurek Kowalski 08.3.05 16:16
                                                
Sławku,

To ja z kolei poprosze o objaśnienie treści pierwszego pytania. NIe do końca je rozumiem.

Odpowiadając jednak - nikt w stowarzyszeniu nie "płaci" za "coś". W stowarzyszeniu wnosi się składki czlonkowskie po to żeby mieć środki na realizację celów stowarzyszenia. Realizację przez pracę członków. Tak wygladaja statuty stowarzyszeń. A młodzi wędkarze wnoszą składki stosownie do swojego statusu. Po to żeby też mogli w działalności stowarzyszenia uczestniczyć.

Zaś zarybienie Dunajca było dla Mistrzostw Świata szkodliwe, było dokonane wbrew stanowisku organizatorów i FIPS-Mouche, a wymuszone przez populistów wędkarskich. Przyczyniło sie do obniżenia wizerunku tych Mistrzostw. O wiele lepiej byłoby gdyby te mistrzostwa odbyły się bez zarybienia. Cio innego zarybienie zb. czorsztyńskiego pstragami. Jeszcze kiedy Mistrzostwa były przyznawane Polsce był plan utworzenia na tym zalewie wody pstrągowej. Zarybienie zbiornika przed mistrzostwami było próbą uratowania tej koncepcji. Ale szybko zrezygnowano z niej, znów pod presją "zwykłych wędkarzy", i utworzono wodę szczupakowo - okoniowo - leszczowo - płociowo - sandaczowo -nijaką. Teraz to całe "dziadostwo" wpycha sie w górny Dunajec i niszczy go. Na równi z samą zaporą. A tutaj już wędkarze mają jak najbardziej za co "bic się w piersi", bo dołożyli się do dzieła zniszczenia decyzjami o takim "zarybieniu".

Przed kim trzeba było chronić? Przed tymi, którzy tworzą PZW? Toż to "sól ziemi". Kogo miano karać i za co? Przeciez radość była ogólna. "PZW wpuściło nam ryby. Hura." A przecież mamy "powszechność wędkowania" i każdy może o kazdej porze na tę wode przyjechać i łowić. Podobnie jak na inne wody.

Pozdrawiam serdecznie

Jurek Kowalski
                                                     Odp: Działalność i finanse PZW-punkt odniesienia
Sławek Rybicki 08.3.05 16:27
                                                    
Ad 1 - Nie bardzo rozumiem jak są wykorzystywane składki na pracę z "młodymi". Oczywiście mogę założyć iż organizuje się dla nich wyjazdy "pod okiem" doświadczonych wedkarzy i koszt owych wyjazdów jest częściowo refundowany ze składek. Możliwe też że koła organizują "zabawy wędkarskie" dla dzieci ale to jest moje gdybanie bo nigdzie nie zauważyłem takowego rozliczenia
Ad 2 - tu chyba się troszkę mylisz. Miesiąc karencji zarybionego Dunajca pozwoliłby rybom "zdziczeć" i rozpłynąć się po całej rzece. Tak jak to zrobiono zostały wystawione na "odstrzał" spragnionych mięsa. Robi się tak na wielu akwenach a to co zrobiono przy okazji MŚ to po prostu kryminał
                                                         Odp: Działalność i finanse PZW-punkt odniesienia
Jurek Kowalski 08.3.05 16:54
                                                        
Sławku,

Ad 1 - możliwości jest wiele. Szkółki wędkarskie, zajęcia w szkołach, spotkania, pokazy sprzętu, spotkania z doświadczonymi wędkarzami, zajęcia plenerowe nad wodą. Francuzi zorganizowali w związku z Mistrzostwami Świata program "1000 dzieci nad brzegami rzeki". W ramach tego programu około 1000 uczniów szkół zapoznawało się z życiem w wodzie, z obiegiem wody w przyrodzie, z kwestiami ochrony wód i ryb, rozpoznawaniem organizmów wodnych. Potem ci uczniowie pisali opracowania, konstruowali instalacje, opracowywali prezentacje. Nawet jeżeli nie zostaną wędkarzami to przynajmniej będa wiedzieli co ci wedkarze robia nad woda, dlaczego tam siedzą i co ich tam ciągnie. Nie muszą to być od razu wyjazdy czy temu podobne sprawy. Zresztą, zabrać młodego wędkarza na ryby można zawsze jeżeli ma się zaufanie jego rodziców i zaufanie do niego samego. I samemu nadaje sie do takiej pracy wychowawczej. Nie wszyscy muszą to robić i nie wszyscy się nadają tak jak nie wszyscy są gospodarczami akwenów, nie wszyscy iochroniarzami, nie wszyscy są sportowcami itp. Ważne jednak żeby kazdy był "kimś". wtedy organizacja żyje. Jeżeli jest sam dla siebie to jest "klientem" i "kibicem". Składki służą zwrotowi kosztów za to, co musi kosztować. Jak wspomniałem form jest wiele - to jaką Ty wybierzesz zależy od Twojej inwencji.

Ad. 2 - Teoretycznie możesz mieć rację. ale nie po to przecież wpuszczono te ryby żeby potem bronić dostępu do nich ;-)). Przecież "kłusole i wydry wyłapałyby wszystko". A tak obecność wędkarzy odstraszyła kłusowników :-)).

Smutna to prawda ale w takich realiach żyjemy i działamy. Jeżeli ich nie zmienimy to nikt ich za nas nie zmieni. Czy wyobrażasz sobie, że ktokolwiek podjąłby decyzję o zamknięciu Dunajca na miesiąc po Mistrzostwach, narażając się na "gniew ludu"? A "lud" ma gotowe odpowiedzi. "To na naszej wodzie jacys tam wyławiali nam nasze ryby a teraz nam nie wolno łowić"?

To zarybienie było błędem, a zazwyczaj jeden błąd pociąga za sobą następne.

Pozdrawiam serdecznie

Jurek Kowalski
                 Odp: Działalność i finanse PZW-punkt odniesienia
tomasz wojda 07.3.05 16:04
                
Od jakiegos czasu przygladam sie tej dyskusji , i przyznam smiac mie sie chce z wiekszosci waszych wypowiedzi, najpierw pietnuje Pan mieniona epoke , a pozniej staje niczym wieli czerwony przywodca w obronie ludu wedkarskiego, uwazam ze powinien sie Pan okreslic bo czytelnikom robi Pan metlik w glowie :). Jestm za podniesiem skladki czlonkowskiej nawet o 1000% , a dlaczego nie? , wedkarstwo to hobby , i tak jak kazde hobby moga uprwawiac je ludzie ktorych na to stac , wedkarstwo nie jest nikomu niezbedne do zycia , nie stac Pana nie musi Pan lowic , to jest chyba proste, tym bardziej dziwi mnie Pana postawa w obronie "ludu ucisnionego" przez krwiopijcow ze ZG , obecna skladka jest smieszna wiekszosc wedkarzy odbja ja sobie na pierwszych wiosennych wyjsciach , i to nie jest kilkuset zawodnikow ktorzy abija kilkaset rybek , to sa milinoy ludzi ktorzy zabija tysiace rybek , z Pana postawa jest podobnie jak z niektorymi fundacjami , zajmuja sie zabitym pieskiem , podczas gdy obok umieraja ludzie.
Co do sportu nie zamierzam z Panem polemizowac bo to jest tak jakbym z czlowiekiem pierwotnym rozmawial o statkach kosmicznych , po prostu trzeba miec jakies pojecie choc znikome by zabierac glos w niektorych tematach , a z tego co widze Pan zna sie tak na sporcie jak za przeproszeniem swinie na gwiazdach , (przepraszam swinki)..
                     Odp: Działalność i finanse PZW-punkt odniesienia
Piotr Łopaciński 07.3.05 20:22
                    
Szanowny kolego Tomaszu - weszłeś w tą dyskusję siłą rozpędu, lecz chyba nie za bardzo jesteś zorientowany o co tutaj naprawdę chodzi.
Czy Twoje wyznania : ...jestem za podniesieniem składki członkowskiej nawet o 1000%...,wędkarstwo to hobby i tak, jak każde hobby mogą uprawiać je ludzie których na to stać...,wędkarstwo nie jest nikomu niezbędne do życia...
itp. bzdury mają tu na kimś zrobić wrażenie?
Jeżeli Twoją filozofią jest, jak to piszesz - odbicie sobie tych śmiesznych składek na pierwszych wiosennych wyjściach na ryby - to wydaje mi się, że znalazłeś się w niewłaściwym towarzystwie i na niewłaściwym Portalu.
Z Twoich słów wynika jednoznacznie, że jesteś wyjątkowym autorytetem w dziedzinie sportu wędkarskiego. Podziel się z nami swoją wiedzą - oświeć nas jak to określiłeś "ludzi pierwotnych".
A tak na koniec - jak sprawia Ci ból czytanie tych, jak to piszesz "pierdół" - to wyłącz się po prostu.
Tak będzie z pożytkiem dla wszystkich...Piotr
                         Odp: Działalność i finanse PZW-punkt odniesienia
tomasz wojda 07.3.05 21:37
                        
Prosze Pana prosze czytac dokladnie , moze zaczne pisac duzymi literami bedzie latwiej, PISZAC O ODBIJANU SKLADKI MIALEM NA MYSLI , PROSZE SAMEMU WIOSNA ODWIEDZIC WSZYSTKIE ZNANE SOBIE TARLISKA I BEDZIE PAN WIEDZIAL KOGO MIALEM NA MYSLI, co zas do zawodow , prosze Pana uwazam , ze aby sie wypowiadac w tej dziedzinie nalezy miec elementarna wiedze w tym temacie , jak mozna krytykowac cos lub kogos nie majac pojecia o czym tak naprawde sie pisze , a czerpanie swojej wiedzy na podstawie kilku zdan wygloszonych na forum jest chyba nie wystarczajace do wydawania opini i sadu w stylu ( o czlonkach kadry narodowej ) miesiarze itp, uwazam ze nikt nie dal Panstwu prawa do oceniania etyki czlonkow kadry , ani jakiegokolwiek wedkarza startujacego w zawodach , bo tak dziwnie sie sklada ze to wlasnie sportowcy maja kontakt z kolem czy okregiem na codzien, i to oni biora udzial w zarybieniach w szkoleniach mlodziezy , pozadkowaniu lowiski itp, w przeciwienstwie do wedkarzy , ktorym wszustko sie nalezy ze te sto kilkadziesiat zl rocznie...
                             Odp: Działalność i finanse PZW-punkt odniesienia
Piotr Łopaciński 08.3.05 15:56
                            
Przesympatyczny Kolego Tomaszu - miałem w zasadzie nie kontynuować tej rozmowy, bo nic szanowny rozmówca nie zrozumiał z tego co chcięliśmy mu przekazać, ale jeszcze dwa słowa:
Piszesz:...aby się wypowiadać w tej dziedzinie należy mieć elementarną wiedzę w tym temacie...
Zasady organizacji sportu w PZW, jego struktura, finansowanie znana jest nam napewno znacznie lepiej niż Ci się wydaje....
Co do pracy na rzecz Koła, Związku, zarybień to nie będziemy licytować się...wielu z nas robi to od dziesięcioleci i myślę, że dlatego właśnie jeszcze ten bajzel o nazwie PZW jeszcze działa...
Jeżeli zabierasz głos w dyskusji, to proponuje Ci wczytaj się najpierw w temat o którym rozmawiamy a potem dopiero komentuj...
Kilkakrotnie czytałem Twoje słowa, próbując zrozumieć o co Ci właściwie chodzi...i nie wiem.
Próbujesz bronić kogoś?
Nikt z nas nie ocenia etyki członków kadry, bo to chyba masz na myśli...
We wczorajszym moim krótkim komentarzu zaproponowałem Ci:
...jeżeli jesteś autorytetem w dziedzinie sportu wędkarskiego, to przekaż nam swą wiedzę, może nas przekonasz do swoich idei...
Jeszcze jedno - ja naprawdę potrafię czytać i staram się zawsze zrozumieć swoich przedmówców - z całym szacunkiem Kolego, ale Ciebie nie rozumiem...Piotr
                             Odp: Działalność i finanse PZW-punkt odniesienia
Ryszard Siejakowski 07.3.05 23:37
                            
Jestem człowiekiem łagodnego serca i wyrozumiałym. Zacytuje wiekszy fragment Twego posta "Jestem za podniesieniem składki członkowskiej nawet o 1000%.... obecna składka jest za niska i większość wędkarzy odbija ja sobie ..." Nie będę pisał tego dużymi literami, bo duże litery zastrzeżone są dla określonego celu i wynikającego z netykiety. To tyle aby wyjasnić pierwszą część. Co do znajomości zawodów, to faktycznie moja znajomość jest raczej niewielka i trochę archaiczna. Startowałem w zawodach wędkarskich w tym czasie gdy szanowny imiennik mistrza olimpijskiego srał w pieluchy. Nic w tym zdrożnego, w końcu każdy z nas srał w pieluchy. Jeden mniej, drugi więcej. Zapewne szanownemu koledze nic nie mówia takie nazwy jak Lerc, Garbolino, Au Lion d'Or, Migeon, Super Mimicra czy Damyl. Jeśli go to ciekawi niech sięgnie do histori sportu wędkarskiego, niech przeczyta kto to był Samet i jakie zasługi położył dla wędkarstwa polskiego. Ja się wychowywałem na szkole Sameta. Stare dzieje i łezka się kręci w oku. Mój sport wędkarski był prymitywny. Sami musieliśmy hodować białe robaki, kalibrować je, barwić zewnętrznie i wewnętrznie. Sami też musieliśmy szukać i zdobywać ochotkę, czy larwy chruśćika. Nikt nam do tego nie dokładał ani grosza. Jedyne na co można było liczyć, to opłacenie startowego przez Koło i ewentualny zwrot kosztów podróży. Jak więc szanowny kulega widzi moja czysta amatorszczyzna z tamtego okresu nie upoważnia mnie do zabierania głosu w przedmiotowej sprawie, co kulega słusznie i naukowo zauważył.
Z wędkarsko-sportowym pozdrowieniem, Rysz@rd
                                 Odp: Działalność i finanse PZW-punkt odniesienia
Tomasz Wojda 08.3.05 09:17
                                
Drogi Kolego , bardzo zle Pan trafil bo nad wode chodzilem jeszcze "srajac w pieluchy" , moim pierwszym bacikiem bylo Garbolino z zyleczka Damyl, . A co do obecnego sportu... kolo nie zwraca mi nawet za przejazdy nie mowiac o startowym , mamy zbozniejsze cele jak chocby zarybienia i szkolenie mlodziezy , a nagrody ktore wygrywamy w zawodach na poziomie kola przekazujemy juniorom i kadetom, zazanaczam ze dobrowolnie ...
                                 Odp: Działalność i finanse PZW-punkt odniesienia
Robert Hamer 08.3.05 08:17
                                
Rysiu, co tam jakiś Samet czy Dziedzic. Robert Tes, (pisze się inaczej), to był mistrz. Wygrywał jak chciał łowiąc duże ryby. W pieluchy to robiła reszta nie mogą go ograć uklejkami.
                                     Odp: Działalność i finanse PZW-punkt odniesienia
Ryszard Siejakowski 08.3.05 11:28
                                    
Wyciągnąłem ze zbiorów dwie książeczki. Pierwsza to "Wędkarski sport gruntowy" autorstwa inż. Zbigniewa Dziedzica. Rok wydania 1972. U góry drobnymi literkami "Do użytku wewnętrznego" hihihi... Książeczka wydana systemem powielaczowym, lekko pożółkła. Zabytek klasy -1 :o))) Druga, to Br.Romaniszyna "Sport wędkarski a ochrona przyrody". Ech, kiedy to było. Szmat czasu upłynął. Stare dzieje. Jestem Robercie starym człowiekiem. Takich starych pierdzieli to należy opluć i zakopać do piachu. Idzie młodość, żądna sukcesu za każdą cenę. Wapniaki tylko przeszkadzają.
Rysz@rd
                                         Odp: Działalność i finanse PZW-punkt odniesienia
Robert Hamer 08.3.05 12:04
                                        
"Wędkarski sport gruntowy" miałem pożyczony, bo nie byłem wewnętrznym użytkownikiem. Nie damy się Rysiu zakopać, niech nas przeskoczą ci rządni sukcesu za wszelka cenę. To tylko margines w każdym tego słowa znaczeniu. Koresponduje z wieloma młodymi spinningistami i są napraw O.K. Wierzę, że staną po odpowiedniej stronie barykady, bo ta wojna toczy się o ich przyszłość. Marginesowi na pohybel.
                                 Odp: Działalność i finanse PZW-punkt odniesienia
Tomasz Statek 08.3.05 06:39
                                
Że co proszę?! Że twój sport był prymitywny?! Kpisz sobie chyba! To była kwintesencja sportu! Zrobić coś w czasach, gdy niczego nie było! Kto stał cały dzień jak Chińczyk, po pas w wodzie, zgięty w pół nad siteczkiem, by wpłukać setkę ochotek, ten zrozumie. Zrozumie ten, kto miał awantury z sąsiadami o odór znad hodowli białych robaków. Kto spod lady od znajomej ekspedientki za kartkową czekoladę dostawał grysik kukurydziany. Kto ciułał bony do Pewexu, by w odległym o kilkadziesiąt kilometrów mieście kupić nadające się do łowienia mustady. Pamiętam takie zdjęcie w przetpotopowych WW, na którym zawodnik wetknął w dolnik siedmiometrowej germiny metrowy koł, by sięgnąć zestawem trochę dalej niż rywale. Współzawodnictwo rozpoczynało się dużo przed głównymi zawodami, poprzez takie właśnie czynności. Prymitywne to jest wziąć portfel, iść do sklepu i kupić sobie co potrzeba.
                     Odp: Działalność i finanse PZW-punkt odniesienia
Jarosław Szczepaniak 07.3.05 17:06
                    
Z tymi milionami ludzi to się Panu trochę czasy pop…. To za „czerwonych przywódców”, były Nas miliony, a teraz zostały tylko tysiące. Niech się Pan modli, aby nie doszło do tak drastycznych podwyżek. No chyba, że stać Pana na ochroniarzy, bo wtedy dopiero nastaną czasy, że nikt z Nas, których będzie stać na to hobby, nie będzie bezpieczny z wędką nad wodą. Zresztą, jeśli zostanie tylko garstka płacąca składki, to, z czego będą żyć Ci, którym nie wystarczały pieniądze od milionów, czy od setek tys. członków??? To co Pan proponuje to ANARCHIA!!!
                         Odp: Działalność i finanse PZW-punkt odniesienia
tomasz wojda 07.3.05 19:54
                        
Drogi Panie , jesli dobrze Pana zrozumialem to kazde hobby ktore nie jest masowe jest niebezpieczne i nie sadze , ze chodzilo tu Panu o sporty ekstremalne i zwiazane z nimi zagrozenia , przeraza mnie zwiazek w ktorym sa tacy ludzie jak Pan, jak dla mnie to ja moge chodzic nawet z ochroniarzami , (choc doprawdy nie znajduje tu jakiegos logicznego uzasadnienia ), byleby nie czytac takich pierdol , chce Pan bysmy wszyscy lowili ile sie da i to prawie za darmo , a dlaczego nie ma ryb? wiadomo przez sportowcow nie dosc ze wszystko wylawiaja to cala kasa idzie jeszcze na nich, gratuluje swiatlych pogladow
                             Odp: Działalność i finanse PZW-punkt odniesienia
Jarosław Szczepaniak 07.3.05 20:49
                            
Niczego Pan nie zrozumiał. Uprawianie wędkarstwa na wodach zdominowanych przez kłusowników, już jest niebezpieczne. Powód jest bardzo prosty. Mała ilość wędkarzy powoduje, że niczego i nikogo się nie boją, działają w biały dzień. Tu gdzie ja łowię są dwie „mafie”, wschodnia i zachodnia. Podzielili między sobą Zbiornik i rzekę. Jeśli więc, z powodu wygórowanych opłat za uprawianie wędkarstwa, będzie jeszcze mniej wędkarzy nad wodą, to automatycznie przybędzie kłusowników. Na widok tego, co noszą pod kurtkami i Pan nas…by w spodnie. Nigdy nie łowiłem za darmo, ani prawie darmo. Składki, które płacę ponad 30 lat, na dzień dzisiejszy to 25% mojej renty, a nad wodą w tym roku planuję być, chociaż raz w tygodniu, dla zdrowia. Ryb nie jem, więc nie mam powodu ich zabierać, ale jeśli, nie daj Boże, opłaty wzrosną tak drastycznie, jakby Pan sobie życzył, to wszystkie ryby, jakie złowię(zgodnie z RAPR) pójdą do „żyda”. Dziś mi to nie grozi, bo jeszcze mnie stać na opłaty. Po tych wszystkich latach nie rzucę swojej pasji do wędkarstwa, choć będę musiał zmienić nieco poglądy. Już Panu ktoś radził, na tym forum, co zrobić z nadmiarem gotówki…przeznaczyć na zbożne cele! Ja też gratuluję światłych poglądów i... snobizmu.
                                 Odp: Działalność i finanse PZW-punkt odniesienia
tomasz wojda 07.3.05 21:24
                                
Ja niestety nie place skladek 30 lat , a nawet 20 czy 15 , zeby bylo Panu latwiej mam 27 lat , wiec jestem czysty i nieskazony poprzednim systemem. Twierdzi Pan , ze jak beda wedkarze to nie bedzie klusownikow , mysle ze opiera Pan swoja wiedze na podstawie wnikliwych obserwacj , nadal jes nas sporo wiec skad to klusownictwo?, czy moze ja zle widze ?. A teraz niech szanowny Pan wyobrazi sobie sytucje gdzie zwiazek ma powiedzmy 20 000 czlonkow , placimy bardzo wysokie skladki , powiedzmy 2000 zł , nie bedzie klusoli a wie Pan dlaczego? bo ZG czy inna organizacja bedzie dbala o nas , bo my mozemy u nich zaplacic ale nie musimy bo to hobby czyli zaden nakaz, administracja sie zmniejszy wielokrotnie , wtedy stane sie powaznym klientem zwiazku i beda mnie szanowac bo czasy teraz takie ze klienta sie szanuje , niech Pan wybierze sie do taniego baru , a pozniej do drogiej restauracji , prosze pozniej opowiedziec wrazenia i podobnie bedzie w PZW . Co do snobizmu , hmm, ma Pan racje , czasy sie zmienily i dzis kazde hobby , czy to zagle , jazda konna czy wedkarstwo staja sie snobistczne , jest to przyjemnosc dla ludzi majacych pieniadze jak kazde hobby , ja rowniez nad tym boleje ale to sa prawa kapitalizmu i ekonomii . Podam Panu jeszcze jeden przyklad , bedzie to przyklad mysliwych , jest ich malo , trudno zostac mysliwym , i gwarantuje Panu , ze klusownictwo odkad stal to sie sport nie dla wszystkich wbrew Pana obawam praktycznie znilko , a zwierzyny Ci u nas dostatek.
Chce by Pan zrozumial ze nie jestem wrogiem powszechnego wedkarstwa , nie chce by kazdy placil tysiace , chce bysmy placili stosownie do zakresu w jakim uprawiamy nasze hobby, oraz by nasze pieniadze byly madrze wydawane , bo to ze sa rozpieprzane przez ZO i ZG to wiem doskonale , a sport o ktory toczy sie awantura to wierzcholekj gory lodowej . Uwazam ,ze ktos lowiacy powiedzmy gruntowo na wielkich rzekach ktorych i tak nikt nie pilnuje powinien placic symbolicznie , ktos chce zapolowac na drapieznika w atrkacyjnym lowisku niech doplaci , chce polowic z lodzi w super miejsu powinienem doplacic , ale chce by te doplaty poszly na zarybienie lowisk w ktorych wedkowalem , a nie na wybuchana administtracje i delegecje dzialaczy i diabli wiedza co jeszcze .
                                     Odp: Działalność i finanse PZW-punkt odniesienia
Jarosław Szczepaniak 07.3.05 23:52
                                    
Skoro Pan chce to wyobrażam sobie taką sytuację, jest Was 20 000(choć wątpię), płacicie ogromne składki, a mimo tego PZW ma Was w d…zresztą jak dotychczas. Wyobrażam sobie więcej, w tym samym czasie rozrastają się Niezależne Stowarzyszenia Wędkarskie. Wszyscy czmychają z PZW. Przejmują wody, są większością(powiedzmy 500 tys. członków) i oni też mają Was w d…, bo nie liczyliście się z ich zdaniem, pogardzaliście przeciwnikami rabunkowej gospodarki... Wspominając o snobizmie, miałem na myśli to, że Pan jest snobem, a nie wędkarstwo. Tak zwierzyny ci u nas dostatek, zwłaszcza… jeleni. Wszystko, o czym się Panu marzy to czysta UTOPIA. Związek będzie dbał o Was, zmniejszy się administracja…A tak w ogóle z Pańskiego posta to groch z kapustą. Niby pisze Pan w dwóch trzecich tekstu bez sensu, potem chwila przebłysku i znów bez ładu i składu. Już dawno tak jest, że łowiąc na rzece płacę mniej, w atrakcyjnym łowisku trochę więcej, a z łodzi też doliczyć należy dodatkowe opłaty.
„…ale chce by te doplaty poszly na zarybienie lowisk w ktorych wędkowałem…”. Tu wszyscy tego właśnie chcą, tylko myślą trochę inaczej… na zarybianie WSZYSTKICH łowisk! Nie można myśleć tylko o swoim łowisku!

PS. W starym systemie, też byłem „nieskażony”, należałem tylko do, PZW, ale zupełnie innego i nie było takiego kłusownictwa jak teraz. Pamiętam, że wody było do kolan, a ryb do ch…
                                         Odp: Działalność i finanse PZW-punkt odniesienia
Tomasz Wojda 08.3.05 09:34
                                        
Drogi Panie a skad Pan wezmie 500 000 nowych wedkarzy??!!! Bo skoro obecni zle sie gospodarza to licze ze nie bierze ich Pan pod uwage, ja nie rozumie skad ta napasc na PZW , przeciez zwiazek to My , skoro wszyscy tu sa tacy madrzy to dlaczego nie ma was we wladzach zwiazku , przeciez to My wekarze je wybieramy poczynajac od kol konczac na ZG , wiec stan rzeczy jakiego doczekalismy jest nasza wina , moja i Pana tez tak dokladnie Pana tez , a wie Pan dlaczego tak sie dzieje , bo kazdy zaplaci raz w roku swoja skladke i na tym sie konczy jego kontakt ze zwiazkiem , ale potem jest krytyka i wymagania , a latwiej krytykowac i wymagac, niz cos zrobic.
I teraz Pana dobije naleze do kola ktore ma w planach organizacje ok 20 imprez , szok! prawda?, a teraz niech Pan dalej poczyta , w ciagu ostatnich dwoch lat przejelismy 3 zbiorniki wodne ktore zwiazek chcial oddac, przejelismy je na wniosek wedkarzy z naszego kola , zarybilismy je kilkakrotnie , prowadzimy szkolke ktora w wikeszosci sami sponsorujemy , sami oplacamy sobie starty w imprezach , kolejny szok?! a teraz Pana dobije zrobili to sportowcy bo tylko My mamy kontakt z kolem , reszta czlonkow ma to gdzies na apel o uzywany sprzet dla biednych dzieci nikt z czlonkow nie odpowiedzial tylko zarzad i sportowcy , ale pozniej kazdy wymaga. Co do placenia na konkretne lowiska , czy to dziwne ze chce placic na wode w ktorej lowie , przeciez to chyba normalne tak jest na calym swiecie.
                         Odp: Działalność i finanse PZW-punkt odniesienia
Jarosław Szczepaniak 07.3.05 17:47
                        
Ps. Niektóre wypowiedzi, (a jest ich kilka), w tej dyskusji, na odległość zalatują „kiełbasą przedwyborczą”. Zjazd się zbliża, a „wodzowie” obserwują kandydatów…Tak trzymać!
                     Odp: Działalność i finanse PZW-punkt odniesienia
Ryszard Siejakowski 07.3.05 16:43
                    
Wal Pan śmiało, pies szczepiony. Nie pogryzie. Można sobie pofolgować. Żal tylko, że takie piękne nazwisko, mistrza olimpijskiego, noszą ludzie o tak niskich instynktach. Nie sprowokujesz mnie do zejścia, do tak niskiego poziomu. Nie myl składki członkowskiej ze składką na ochronę wód. Jeśli jesteś takim wielkim zwolennikiem podniesienia składki to płać dobrowolnie. Jest taka opcja jako darowizna na rzecz .....Zanim sie coś napisze, lepiej na spokojnie przemyśleć, co się chce napisać. A tak zostaje tylko wstyd, ze się wyszło na .......
Rysz@rd
PS. Długo sie acan przyglądał polemice i nic nie zrozumiał, niestety.
             Odp: Działalność i finanse PZW
Sławek Rybicki 07.3.05 14:43
            
Wykręcasz kota ogonem bo te ćwierć miliona jest li tylko na sport (na co konkretnie nie wiem) a nie na utrzymanie PZW
W drugim przypadku to ZG sankcjonując "model sportowy" sprzed półwiecza popiera złe obyczaje pseudosportowców.
Dzięki Twoim tekstom już prawie uwierzyłem że to ja jestem zły a generał MO z kamarylą to męczennik

pozdrawiam Sławek
                 Odp: Działalność i finanse PZW
Jurek Kowalski 07.3.05 15:03
                
Sławku,

Te ćwierć miliona jest na działalność sportową PZW finansowaną przez ZG. Czyli też na utrzymanie PZW.

Najwięcej zależy od ludzi. Na każdym poziomie. Niestety, jakoś nie widać żeby ci garnęli się bardzo do poprawiania jakości stowarzyszenia na jakimkolwiek szczeblu. Raczej ustawiają się bokiem albo tyłem, czekając, że "ktoś" zrobi "coś".

A członkowie ZG są z wyboru w Okręgach. Wszyscy członkowie ZG. Jak sobie wybieramy w kole tak się to przenosi potem wyżej.

Dlatego każdy ma swój udział. Jak te 50 gr w 250 000 na sport :-)).

Pozdrawiam serdecznie

Jurek Kowalski
IB-iloraz bezczelnosci, czyli sport w PZW
Stefan Ostrowski 07.3.05 09:20
Precz z zawodami wędkarskimi na kazdym szczeblu! Jezeli ktoś chce rywalizować to za swoje i tylko w okresie wiosna -lato.Proponuje równiez wprowadzic zakaz organizowania jakich kolwiek zawodów na lodzie.Z pozdrowieniami dla wszystkich którzy się ze mną zgadzają.
     Odp: IB-iloraz bezczelnosci, czyli sport w PZW
Tomek Płonka 07.3.05 10:59
    
A ja się z tobą nie zgodzę ale też pozdrawiam :-)
Zawody - zgodnie z RAPR, przez cały rok. Łowienie na zawodach nie powinno się niczym różnić od naszego. Obsługa sędziowska itp wydatki - owszem, z kasy sponsorów innych niż członkowie PZW. Jeśli zaś PZW zarabia pieniądze np. na hodowli narybku, to może zawody sponsorować - proporcjonalnie do ilości biorących udział w zawodach członków PZW. Do tego trzeba zmienić statut. Na pewno pisaniem w internecie tego się nie zrobi :-)
T.P.
         Odp: IB-iloraz bezczelnosci, czyli sport w PZW
Jarek Krempa 07.3.05 15:40
        
Tomku jedna uwaga. Pisząc "Łowienie na zawodach nie powinno się niczym różnić od naszego." postulujesz bardzo zły kierunek zmiany. W czasie zawodów obowiązuje znacznie więcej rygorów, m. in. zaostrzone limity połowu okonia, klenia i in. Obowiązują także wymiary ochronne, których nie ma w RAPR. Lepiej niech zatem pozostanie ta kwestia nie zmieniona, reszta ok :)
             Odp: IB-iloraz bezczelnosci, czyli sport w PZW
Tomek Płonka 07.3.05 16:39
            
Chodziło mi o rybi drobiazg oraz ryby takie jak lipień, gdzie zaniża się wymiar ochronny (obojętne czy zawody są na "zywej rybie" czy nie). Mój kolega był bardzo niepocieszony łowiąc ze mną płoteczki na wakacjach, gdy pozwoliłem zabrać tylko ryby co miały min. 15,5cm, bo on lubi te mniejsze, co na grilu zamienią się we frytki. Spinningiści na zawodach od dawna podnoszą sobie poprzeczkę, o czym grono naszych intrnetowych kolegów nie wie albo nie chce wiedzieć mieszając z błotem tych, którzy mają czelność łowić przeciętnie więcej ryb niż oni. Trudno. Wkurza mnie tylko fakt że chcąc pogadać w necie z innymi wędkarzami jestem napiętnowany od razu jako "internetowy frustrat". Wkurza mnie brak wzajemnej tolerancji. I cykliści :-)
T.P.
             Odp: IB-iloraz bezczelnosci, czyli sport w PZW
Sławek Rybicki 07.3.05 16:19
            
Tak zupełnie z ciekawości chciałbym wreszcie wreszcie poznać te rygory (ostrzejsze o RAPR)
PS: Napisałeś wcześniej "Podejrzewam, że przynajmniej 90 % zawodów organizowanych przez PZW narusza i będzie naruszało obowiązujące przepisy lub jest organizowane w sposób nieetyczny." Nie bardzo to koreluje (ale fajne słówko) z tym co napisałeś teraz.
                 Odp: IB-iloraz bezczelnosci, czyli sport w PZW
Jarek Krempa 07.3.05 17:24
                
Najprostszym przykładem jest okoń. Podczas zawodów posiada wymiar ochronny 18 cm i limit 20 szt. Poza zawodami wymiar ochronny wynosi 0 cm, a limit 5 kg. Podobnie sprawa wygląda z kleniem.
Popatrz jednak na cytat z artykułu: "... Aby rzeź była bardziej krwawa, nie wprowadzono wymiaru ochronnego do RAPR i mamy eksterminację okonia przez wysoce etycznych zawodników..."
Bez względu na mój stosunek do sportu, muszę to zdanie uznać za nieprawdziwe i krzywdzące. Nikt z zawodników nie prowadzi świadomej eksterminacji okonia, to przecież zupełnie bez sensu.

I druga kwestia. Pisałem, że wiele zawodów organizowanych jest z naruszeniem przepisów i w nieetyczny sposób. To prawda. Przyglądając się bacznie co wyrabiają niektóre koła lub okręgi znajdziemy mnóstwo przykładów łamania prawa podczas zawodów. Nie chodzi jednak tylko o przepisy RAPR. Dość często łamie się Zasady Organizacji Sportu, Statut lub przepisy finansowe.
Pod pojęciem nieetycznego prowadzenia zawodów miałem na myśli np. bezzasadne omijanie możliwości organizowania zawodów na żywej rybie, niewłaściwy dobór łowisk, częsty brak ograniczeń w połowie gatunków zagrożonych na danym akwenie, i wiele innych.
Naprawdę jest sporo spraw wartych omówienia. Nie można jednak robić tego w taki sposób jak ma to tutaj miejsce, bo do niczego to nie prowadzi. A szkoda.
                     Odp: IB-iloraz bezczelnosci, czyli sport w PZW
Ryszard Siejakowski 07.3.05 18:21
                    
Jarek, jestem człowiekiem raczej ugodowym i rzeczowe argumenty, potrafia do mnie dotrzeć a nawet zmienić optykę. Napisałem to zdanie w pełni świadomie, zawierając w nim dwie kwestie. Brak wyobraźni twórców zapisu w RAPR i brak hamulca moralnego u zawodników. Doskonale wiesz, że głupota twórców zmian w RAPR jest niepojęta. Nie tak dawno jeszcze w RAPR był zapis, ze leszcz nie posiada wymiaru ochronnego i jednocześnie obowiązuje limit 10 sztuk dziennie. Idealne do ksiegi Guinessa w kategorii największego absurdu. Wracając do okonia. Nic nie jest białe ani czarne. Są odcienie pośrednie. Pozostawmy speców od RAPR-u w spokoju, co by nam woreczki żółciowe nie popękały. Nie wiem jak wyglądają zawody na poziomie kadry narodowej. Wiem jak wyglądają eliminacje w Okręgach oraz zawody Grand Prix. Jeszcze nie umilkł sygnał rozpoczęcia zawodów a tabun zawodników poszedł jak burza. Pierwsza zasada każdego zawodnika, bioracego udział w tych zawodach, to zapunktować. Najprościej na okoniu. Na 100% wyciągnietych okoni, wymiar podwyższony ma średnio około 10%. Reszta jest podwymiarowa. Rzadko kiedy widzi się aby zawodnik delikatnie odhaczał złowionego podkalibrowca. Wyrywa się kotwiczkę, byle szybciej, byle nie zdołować. O ukrywaniu ryb na drugą turę nie będę pisał. Zjawisko jest znane i wszyscy mają tego świadmość, zwłaszcza zawodnicy. I dlatego pisząc o rzezi, te zjawiska miałem na myśli. Przepraszam jeśli mało precyzyjne sformułowanie zdania wprowadziło zamęt i ktoś się poczuł urażony. Każdy sport, niosący za sobą cierpienie czy ból zwierzęcia, które w tym sporcie jest celem, będzie kontrowersyjny. Dziś głośno się mówi o wyrzuceniu z igrzysk olimpijskich konkurencji znanej pod nazwą WKKW, dlatego że wierzchowce nie wytrzymują trudów. Sport wędkarski balansuje na krawędzi. Oby rykoszet nie poszedł po wędkarstwie powszechnym. Też warto nad tym pomysleć. Zieloni nie śpią.
Rysz@rd
         Odp: IB-iloraz bezczelnosci, czyli sport w PZW
Robert Hamer 07.3.05 11:55
        
:))) Spytaj raczej ile się dopłaca do tej hodowli. Po sporcie, to kolejna bomba. Może nawet go przebija. Ale tu dogrzebanie się do danych jest 10 x trudniejsze.
No i udało Ci się
Tomasz Krzyszczyk 06.3.05 17:39
Drogi Ryszardzie

No i udało Ci się. Wywołałeś kolejną dyskusję o sporcie. Poczytność sportowego działu na stronie ZG z pewnością wzrosła. Ale czy akurat o to Ci chodziło??? Wątpię. Wątpię – bo wyszła kolejna pyskówka. Zdajesz się być jednym z rozsądniejszych oponentów sportu, a kpiarski ton Twoich wypowiedzi nawet mi sie podoba. Do tego stopnia, że próbowałem sie do niego dostosować. Dziwne jest to – nie uważasz – że Ty nie czujesz się urażony. Bo też moim zamiarem nigdy nie było urażanie Ciebie czy kogokolwiek. Urażeni czują sie natomiast inni. Zazdroszczę Ci takiej liczby „obrońców”. O sobie dowiedziałem się masy nowych rzeczy: że jestem działaczem wysokiego stopnia, że puff-mutter ze mnie jak się patrzy, że o rybach to pierdoły, a o sporcie ja żadnych argumentów nie potrafię przedstawić i tak dalej i tak dalej. Nie przedstawiam argumentów bo nie muszę:-)))) Mnie stan obecny odpowiada i za zmianami w sporcie na zasadzie jego likwidacji wcale nie tęsknię. To wy chcecie zmian i argumentujecie – a przynajmniej próbujecie – na podstawie czego ten sport zlikwidować. Ty również to zrobiłeś. Przedstawiłeś argumenty, które miały świadczyć, że reforma sportu jest do dupy. Ładnie, punkt po punkcie wypisałeś co Twoim zdaniem jest nie tak. A ja punkt po punkcie pokazałem Ci, że nie masz racji. Że Twoje argumenty nie są argumentami, bo po prostu są NIEPRAWDĄ. W taki najzwyklejszy sposób są nieprawdziwe. Nie podejrzewam, żebyś celowo przeinaczał fakty i pisał że czarne jest białe bo tak Ci akurat pasuje. Raczej wynika to z faktu, że nie „siedzisz” w sporcie i nie musisz wiedzieć o istnieniu Zasad, o Ustawie o Związkach Sportowych i o całej masie innych rzeczy. Wiele przekłamań bierze się też stąd, z RO, gdzie rzekomi znawcy tematu co rusz publikują rewelacje zasłyszane czy to w maglu, czy to u szwagra, na imieninach, czy też to co akuratnie im sie śniło.
Ja tam wszystkowiedzący nie jestem i mógłbym założyć, że może to wy macie rację. Może ten cały sport jest idiotyczny, może, trzeba z tym skończyć, może to faktycznie jest złe. Ale niechby się pojawił na tym forum choć jeden jedyny tekst o sporcie, który ukazywałby jego faktyczne problemy, opisał faktyczne zło jakie za sobą niesie, a pozbawiony był demagogii, kłamstw, nieprawdy i ocen czysto subiektywnych. Nie było takiego!!!! Jeśli uda Ci się przedstawić mi rzeczowe argumenty antysportowe i je obronić, to ja Ci obiecuję, że oddam kamizelkę Kadrową trenerowi, licencję zawodniczą spalę i pojadę na trzy tygodnie na pstrągowy maraton. Póki co – za dwa miesiące Puchar Lajkonika:-))))

Burdelmama
     Odp: No i udało Ci się
Jarek Krempa 06.3.05 23:34
    
Rzeczowych argumentów przeciwko wędkowaniu na sportowo nie brakuje. Podejrzewam, że przynajmniej 90 % zawodów organizowanych przez PZW narusza i będzie naruszało obowiązujące przepisy lub jest organizowane w sposób nieetyczny. Również kwestie finansowania w nowych warunkach nie są tak czyste i jednoznaczne, jak z założenia miało to wyglądać. Teoretycznie gotów byłbym wystąpić przeciwko nowym rozwiązaniom i bez trudu udowodnić ich wady. Musisz jednak wiedzieć, że na dyskusję szans raczej nie ma. W tym miejscu szybciej przebijają się bzdury zgodne z oczekiwaniami łasych na populizmy, niż rzeczowa argumentacja. Tony zabijanych okonków bez wymiaru, pieniądze klubowe zabierane na sport, zawodnicy okradający uczciwych wędkarzy ...to chwyta, to jest medialne i o tym trzeba pisać :) Nikogo tak naprawdę nie obchodzi jak wyglądają to w rzeczywistości :) Ja tylko mogę pogratulować Ci odwagi za to, że odważyłeś się na ripostę. Pozdrawiam.
     Odp: No i udało Ci się
Jarosław Szczepaniak 06.3.05 22:27
    
Drodzy Panowie. Dostępne na stronie ZG PZW „Zmiany Do Zasad Sportu Wędkarskiego” są troszkę nie kompletne. Udało mi się znaleźć nieco inny dokument, zaopatrzony w, taką klauzulę: „Do użytku wewnętrznego”. Tych zapisków, które znajdują się w „tajnym” dokumencie, ZG nie udostępnia na swojej stronie, przynajmniej ja ich tam nie znalazłem. Pan Krzyszczyk chce argumentów? No to proszę. Sport wędkarski pochłania kolosalne pieniądze, wyciągane z kieszeni członków PZW i teraz jeszcze od Klubów, a nie od sponsorów. Wszystko dzieje się kosztem utrzymania Naszych łowisk w należytej kondycji, zarybień, itd. Oto, na co między innymi idą Nasze pieniądze:
8. WYPOSAŻENIE KADRY NARODOWEJ
8.1. W celu osiągnięcia jak najlepszych wyników sportowych Zarząd Główny
PZW zapewnia, w miarę istniejących możliwości, wyposażenie kadry
narodowej w wysokiej klasy sprzęt wyczynowy oraz wyposażenie osobiste.
8.2. Wykaz sprzętu, wyposażenia osobistego oraz listy przydziałów opracowuje
GKS na wniosek trenerów.
Nie trudno zgadywać, jaki to jest sprzęt wyczynowy wysokiej klasy i ile on kosztuje, zwłaszcza dla spławikowców. Kadra Narodowa liczy sobie 68 zawodników, a przecież trenerzy i ich zastępcy, nie są gorsi. Wyposażenie tej ilości ludzi, to kolosalne pieniądze. Sądzę, że setki tysięcy złotych. Do tego należy dodać „nagrody” pieniężne, jakie prawdopodobnie otrzymują za występowanie w barwach PZW. Tego niestety nie dowiemy się od żadnego zawodnika, bo ZG w jednym z punktów zagwarantował sobie ich milczenie.
Nie mam nic przeciwko temu, że Nasi sportowcy, w tym Pan Krzyszczyk, biorą pieniążki od Polskiej Konfederacji Sportu. Za mistrzostwo świata 14-krotność podstawy(130% kwoty bazowej, nie znam jej wysokości). Są sportowcami, niech Federacja Im płaci. PZW natomiast niech zajmie się ochroną wód i respektowaniem praw „szarych” członków związku.
Zainteresowanych odsyłam do: www.pzw.org.pl/zasady.doc
Z życzeniami dalszych sukcesów, a zwłaszcza za dwa miesiące w „Lej koniku”. JoteS



Valid XHTML 1.0!
Wszelkie prawa zastrzeżone - All Rights Reserved - ©1999-2004 Krokus Sp. z o.o. - powered by eZ publish
Za publikowane treści odpowiedzialność ponoszą ich autorzy, jednocześnie wyrażając tym samym zgodę na ich bezterminową publikację.
Reklamy Krokus: Firma "Wszywka" zaprasza producentów odzieży oraz hurtownie dodatków krawieckich do współpracy, patrz: Wszywki i metki żakardowe pragnie zinteresować swą ofertą metek i wszywek odzieżowych również osoby prywatne