Portal Sklep Bazar Tygodnik Ryby Domowe Klub Reklama Pomoc
Archiwum 1
English pages

UWAGA! ZNAJDUJESZ SIĘ NA STRONACH ARCHIWALNYCH !!! NOWY ADRES => Wędkarstwo - Rybie Oko - http://www.fishing.pl

 
Artykuły
Forum
Foto
Baza
Co i kiedy
Linki
Brania
Hyde Park
Humor
Znad wody
Filmy i pliki
Kartki
Encyklopedia
Ryby i prawo
Ściąga
 
 
 
 
mniej ostatnich wiadomości 82114
To był fragmnet większej całości, niżej więcej :)
pytanie o połów
pomocy!
pomocy!
Odp: odp:Kłusownicy na śląsku
Odp: dorsz
.......................
Odp: Zapora na Wisłoce
Odp: Oj Panie Bogusz .....
Odp: Żyłka
pytanie o połów
pomocy!
pomocy!
leszczyńskie
"okonek"
Wróżka
W obronie jazgarza
Zawody? Również! Bo dlaczego nie?
Wisiel :/
Łowic bez nęcenia ?
Opowieśc znad wody..
Zanęty produkcji polskiej a zagranicznej
Konińskie kanały
Kupię szpulę do Okumy Avenger AV 30!!!!!!!!!!!!
POŻEGNANIE :) - godz 14!!!
Fajna rybka
Szkoda tytułować
 
 
więcej
Zawody wędkarskie
 4/145
Ten okropny żarłok - JAZGARZ
 
Opowieści znad wody.... cz.1
 6.9/85
Leszczowisko
 7.1/202
 8.8/115 hit
Łakomiec
 7.9/66
Oszuści na Bazarze Rybiego Oka.
 7.3/64
KOMUNIKAT
 
Stało się...
 5.6/30
Kłusownik ukarany! Lepiej późno niż wcale.
 4.9/71
 
 
więcej
Petycja!!!!!!!!!!!!!
Pstrąg Roztocza
Uroczyste otwarcie
 
 
Inne ankiety
Żyłka
Co robisz z niepotrzebnym kawałkiem żyłki?
wyrzucasz gdziekolwiek
rzucasz do wody, bo tam jej nie widać i ptak się nie zaplącze
tniesz na mniejsze kawałki i wyrzucasz
zabierasz ze sobą, by spalić w ognisku
zabierasz ze sobą, by wyrzucić do śmietnika
to inaczej, jak podaj w komentarzu

Wyniki Wyniki wszystkich

Komentuj
 


Wszystkie Rybim Okiem

Hit  Warto przeczytać

Autor: Jurek Kowalski
Data:22.2.05 17:54
Czytano:3909

Znalazłem w sieci artykuł, który rzuca światło na wiele dyskutowanych przez nas zagadnień


Zdecydowałem się zamieścić łącze do niego w artykułach żeby zbyt szybko nie "spadło z widoku" ewentualnych zainteresowanych

Ryby wędrowne

Zachęcam do lektury.

Serdecznie pozdrawiam

Jerzy Kowalski


Od redakcji: Ze względu na rangę sprawy i profesjonalizm podejścia pozwoliliśmy sobie zarchiwizować artykuł pobrany ze stron http://www.wwf.pl w naszych zasobach, link lokalny poniżej

Załączone pliki

Ryby wędrowne
Rewelacyjny artykuł pobrany ze stron WWF

drukuj drukuj wyślij wyślij

Lista komentarzy


Temat: Autor:
Czas:
To też warto przeczytać
Andrzej Trembaczowski 04.3.05 10:35
www.pzw-ns.polfish.com/grw_radanaukowa_2_05.htm

Polecam. Za mało wiemy o tym, co się robi.
Andrzej
     Odp: To też warto przeczytać
Sławek Rybicki 04.3.05 10:59
    
10 lat pracy w pewnym instytucie (+ kontakty z innymi) spowodowały u mnie reakcję alergiczną na nazwy i działania typu "Rada naukowa". 50 lat działalności różniastych "rad naukawych" i ciągle jest gorzej. Bardzo byłbym ciekaw kosztów tych sympozjów, narad i konferencji bo jak znam życie głównymi beneficjentami owych spotkanej są ich uczestnicy a temat to tylko punkt na rachunku
moje trzy grosze ..
Stanisław Mączka 02.3.05 09:55
Witam,
wymieniony wśród autorów opracowania Roman Depowski (Dębica) jest dyrektorem Biura Okręgu PZW w Rzeszowie; wcześniej członek ZO.
Zorganizował też m.in.konferecję "Gospodarka rybacka sprzyjająca ochronie cennych dla połowów wędkarskich gatunków ryb" zorganizowaną przez ZO w Rzeszowie pod patronatem Wojewdy i Marszałka w Boguchwale w dniach 20-21 luty 2002r. (materiały z konferencji w Supplementa ad acta hydrobiologica Volumen 2 Kraków 2002; http://www.zbw.pan.krakow.pl).
Podobna konferencja odbyłą się tez w ub. roku.
Jak widać Polski Związek Wędkarski też może włączać się w takie projekty i prace! Wśród naukowców związanych z tematem wód jest wiele osób, które uznają PZW jako wartościowego partnera - współpracując możemy wiele zrobić.


PS: Roman jest "czarny koniem" wyborów na Prezesa Okręgu w maju br. Trzymam kciuki!
Aha, ma pomysł co zrobić aby PZW zostało uznane za organizację pożytku publicznego, gorąco go w tym popieram, tak jak zresztą pozostali koledzy z ZO RZeszów.

Pozdrawiam,
Stanisław Mączka
     Odp: moje trzy grosze ..
Robert Hamer 02.3.05 16:13
    
Ja Panie Stanisławie proponuję, aby wpierw PZW zamienić w organizacje pożytku PUBLICZNEGO, a dopiero potem wystąpić o uznanie ją za taką. Tak będzie pożyteczniej i uczciwiej. Pozdrawiam.
     Odp: moje trzy grosze ..
Ryszard Siejakowski 02.3.05 10:41
    
Staszku, aby PZW mogło sie stać organizacją pożytku publicznego, należy przede wszystkim zmienić Statut. Przy takim Statucie jak obecnie, jesteśmy tylko stowarzyszoną grupą pasjonatów, z którą się nikt nie liczy, co stoi w sprzeczności z wypowiedziami wodza. Może się to nie podobać dużej grupie wędkarzy ale chcąc być organ. pożytku publicznego, musimy zmienić preferencje celów. I jeszcze jedna ważna sprawa, uzyskując taki status, zobowiązani jesteśmy do upublicznienia finasów. I tu widzę największe zagrożenie aby ten kierunek wytyczyć w najbliższej przyszłości.
Rysz@rd
Drobna uwaga!
Paweł Wyga 28.2.05 21:16
Chciałbym zwrócić uwagę, że p. prof. Bartel to człowiek, który w latach 90-tych stwierdził, że łososi i troci jest zbyt dużo (co powoduje, że przeszkadzają sobie w tarle) i należy przeprowadzać odłowy oraz ograniczyć zarybianie. Nic dodać nic ująć, a koledzy wędkarze niech sami wyciągną wnioski (przynajmniej o tym autorze).
Pozdrawiam!
Pomocy - kłopoty z pdf
Tomek Płonka 23.2.05 09:50
Niestety nie mogę przeczytać bo pobrane pliki w pdf tworzą tekst z "robaczków". Korzystam z Open Office (bo za darmo). Można skądś wziąć legalnie "cóś" co mi pozwoli odczytywać pliki w pdf?
T.P.
     Odp: Pomocy - kłopoty z pdf
Kassandra 23.2.05 10:12
    
Proponuję ściągnąć Adobe Acrobat Reader.Darmowo można go ćciągnąć ze strony:www.dobreprogramy.pl
     Odp: Pomocy - kłopoty z pdf
Sławek Wszołek 23.2.05 10:09
    
Oto jest link do strony Adobe skąd możesz ściągnąć darmowego acrobata: http://www.adobe.com/products/acrobat/readstep2.html
Pozdrawiam, Sławek
     Odp: Pomocy - kłopoty z pdf
Dariusz Żbikowski 23.2.05 10:09
    
To jest standardowy program:

http://www.adobe.co.uk/products/acrobat/readstep2.html

Pozdrawiam,
Darek
         Odp: Pomocy - kłopoty z pdf
Sławek Wszołek 23.2.05 10:11
        
Ciekawe, kto był szybszy :-)))
Sławek
** Warto przeczytać **
Zdzisław Zakrzewski 22.2.05 20:44
Rzeczywiście - jak w tytule.
Dzięki Jurku za wyszukanie tego opracowania.
Ale nie tylko, bo dowiedziałem się o WWF Polska, ich działaniach.
Jak widać z dokonań tej organizacji, powinna ona być adresatem, conajmniej kilku doniesień upublicznianych na tym forum / np. bezprawne regulacje lub ich zamiar/.
Kwestie poruszane w opracowaniu, oczywiście bezdyskusyjne, jedynie pomijając reakcję odpowiednich ministerstw. Bo pozostaje pytanie, jaka będzie lub jest? - opracowanie nosi datę z poprzedniego roku.

Pozdrawiam,
Zdzisław

Ps. opracowanie obszerne, / będę musiał powrócić do niego/, jasne klarowne wnioski, podpowiedzi działań. Czyli, nie jesteśmy jedynymi, którzy widzą problemy. A nawet są tacy, co widzą i podpowiadają rozwiązania.
     Odp: ** Warto przeczytać **
Andrzej Trembaczowski 23.2.05 09:25
    
I jest adresatem!
WWF otrzymuje kopie wszystkich wysyłanych przez Klub Wędkujących Internautów pism interwencyjnych.
Jest nie tylko adresatem. I nie tylko sprzymierzeńcem. Może więcej i robi więcej.
Na całe nasze szczęście główne działania WWF to działania na rzecz ochrony dzikiej przyrody (rzeki i ryby są tylko częścią). WWF występuje w obronie dzikiej przyrody (i rzek, i ryb) - my się możemy tylko z tego cieszyć. Możemy - i powinniśmy - wspierać te działania i dostarczać WWF jak najwięcej informacji.

Niżej, Jurek zadaje pytanie, dlaczego WWF, a nie my-wędkarze i nasza organizacja-PZW? Odpowiedź oczywista:
bo nasze główne zainteresowania (i działania) są nastawione na ŁOWIENIE.

bo tkwi w nas stereotyp wędkarza KORZYSTAJĄCEGO z darów Natury,

bo siedzi w nas schemat organizacji, której głównym celem jest rozprowadzanie ZEZWOLEŃ NA WĘDKOWANIE,

bo nie chcemy przyjąć tej oczywistej prawdy, że zasoby Natury nie są niewyczerpalne i dawno już żeśmy je naruszyli,

bo nie chcemy przyjąć na siebie obowiązku gospodarza wód,

bo wciąż uważamy, że "Związek" to "oni" i wciąż mamy do "Związku" roszczenia,

bo nie chcemy zrozumieć, że rybność wód nie zależy wprost od ilości wpuszczonej ryby,

bo ciągle dominuje ta chęć łowienia i ten schemat natychmiastowego odławiania wpuszczonej ryby (najlepiej kilogramowego karpia),

bo nie poczuwamy się ani do roli gospodarza, ani do odpowiedzialności za stan naszych wód, ani do więzi z naszą organizacją,

bo przyzwyczajeni jesteśmy do bierności i nie mamy poczucia, że coś od nas (a nie od "onych") zależy,

bo...

Długo by jeszcze można wyliczać.
W Internecie wypowiada się tylko maleńka garstka, drobny ułamek wielotysięcznej rzeszy "należących do związku" i to nie odzwierciedla stanu świadomości przeciętnego wędkarza. Przeciętny wędkarz chce tylko łowić.

Oby przynajmniej wybrani do zarządów postrzegali wędkarstwo i związane z nim problemy inaczej. I oby nie podporządkowywali swoich decyzji żądaniom przeciętnego wędkarza. Mam nadzieję, że to się w końcu zmieni...
Andrzej (niepoprawny optymista)
         Odp: ** Warto przeczytać **
Jan Zych 24.2.05 18:34
        
Doskonałe opracowanie zagadnień znanych ogółowi wędkarzy i ludziom zajmujacym się ochroną przyrody, tym bardziej wiarygodne że opracowane przez ichtiologów cieszacych się duzym autorytetem .Jednoznacznie określone zostały przyczyny spadku rybostanu naszych wód płynących.Tak więc zanieczyszczenia rzek,regulacja rzek i potoków.zabudowa hydrotechniczna,wydobywanie kruszywa i niszczenie naturalnych tarlisk oraz połowy rybackie i wędkarskie/plus kłusownicze/są przyczyną obecnego stanu zasobności naszych rzek.Niestety,nasz zacny i wielce preze mnie szanowany Andrzej T. wzywa ogół wędkarzy do posypania głowy popiołem ponieważ nasze"zainteresowania i działania są nastawione na łowienie" czyli korzystanie z darów Natury będąc skażeni jako członkowie organizacji której " głównym celem jest rozprowadzanie ZEZWOLEŃ NA WĘDKOWANIE" nie pojmujemy oczywistej prawdy że dawno naruszyliśmy zasoby Natury nie chcąc przyjąć obowiązku gospodarzy wód i wypinamy się na nasz Związek.Ryby łowią rybacy,kłusownicy wydry, kormorany ale dlaczego chłopcem do bicia jest wędkarz czy tylko dlatego,że łowi ryby zgodnie z obowiązującymi przepisami prawa gdzie postanowione jest kiedy może łowić, gdzie ,,jakie ryby ,na co i w jakiej ilości.Andrzeju ,przecież ideą wędkarstwa jest łowienie ryb dodam ,etyczne łowienie.Stwierdzasz że "przeciętny wędkarz chce tylko łowić" i " aby wybrani do zarządów nie podporządkowywali swoich decyzji żądaniom przeciętnego wędkarza" to komu mają dmuchać-kolesiom,tzw."wybitnym wędkarzom",przecież wybrani zostali do Zarządów przez tych chcących łowić przeciętnych wędkarzy i ich żądaniom muszą podporządkowac decyzje obojętnie jak na to będą patrzyli ,bo do tej pory właśnie ,robili to co chcieli.Andrzeju ! uważam że jesteśmy wędkarzami i jeżdzimy na ryby po to, aby je łowić i mieć z tego faktu przyjemność a dodatkowa przyjemność z wypuszczenia złowionej ryby.Pomimo że jestem niepoprawnym optymistą uważam że niestety ,ale nic się nie zmieni poniewaz na wszelkie zauważalne zmiany potrzeba duuuuużo czasu.Pozdr......Jan
             Odp: ** Warto przeczytać **
Andrzej Trembaczowski 25.2.05 12:06
            
Nie mogłęm wcześniej i Jurek mnei ubiegł w odpowiedzi, a zrobił to wyczerpująco.

Rzecz oczywista, że w wędkarstwie chodzi o łowienie taki jest sens istnienia naszej oragnizacji, by umożliwić nam uprawiania tej pasji. Ale jak niżej napisł Jurek:
...nie to, że źle jest że łowimy ale że niedobrze jest, że TYLKO nastawiamy się na łowienie. Bo nie ma wędkarstwa bez łowienia ryb. Natomiast nie ma też współczesnego wędkarstwa bez dbania o ryby i o środowisko wodne. Bo środowisko życia ryb zmienia się tak jak środowisko zwierząt lądowych, a wędkarstwo zbliża się do łowiectwa w konieczności ograniczeń w korzystaniu z zasobów. I jak w łowiectwie "kto hoduje ten poluje" tak w wędkarstwie "kto chroni i gospodaruje ten łowi".
I o to mi właśnie chodziło. O uświadomienie sobie tej prawdy.

Pewnie, że nie my wędkarze jesteśmy odpowiedzialni za zmniejszenie ilości ryb, ale w znacznej części jesteśmy i tu, w naszej dyskusji, warto o tym przypomnieć. Inne przyczyny nie zależą wprost od nas.

Jurek zapytał, dlaczego tak się dzieje, że to WWFwykazuje troskę o nasze wody a nie my wędkarze - próbowałem podać porzyczyny. Niech to będzie refleksja, nie posypywanie głowy popiołem. Aktualnie odbywają się w kołach zebrania wyborcze, wysuwane są też wnioski, w tym niesty wiele roszczeniowych. PZW jest teraz w nowej sytuacji, która zmusza nas do tej odpowiedzialności za dzierżawioną wodę - czy to potrafimy zrozumieć? Na zebrania przychodzi tylko kilka - kilkanaście % reszta zachowuje postawę bierną. Wolno im, ale czy nie będą później krytykować tych rozwiązań, które zostaną przyjęte?

Wiem, że ludziom niepodobają się ani ograniczenia limitów, ani zwiększone wymiary, ani jakiekolwiek inne zmiany. I nie chcą przyjąć, że nie da się dziś zachować dawnego modelu wędkarstwa...
Pozdrawiam!
Andrzej
             Odp: ** Warto przeczytać **
Jurek Kowalski 25.2.05 10:55
            
Panie Janie,

Andrzej nie kwapi sie do odpowiadania, a sądzę, że mamy z nim bardzo zbieżne poglądy toteż pozwolę sobie odpowiedzieć.

Zarówno Andrzej jak i ja piszemy podobne rzeczy. Zrozumienie ich zależy od interpretacji czytającego. Czy chce odczytać intencje autorów czy też przeciwnie.
W tym kontekście warto zastanowić się jaki efekt ma przeinaczanie tych intencji w komentarzach. Czy służy poprawie sytuacji, rozumienia spraw przez Kolegów, czy raczej ugruntowaniu niepożądanego stanu obecnego. Bo stan obecny wynika z postaw wszystkich, zarówno członków zarządów jak i "zwykłych wędkarzy".

Bo to nieprawda, że członkowie zarządów "robili to co chcieli". Wręcz przeciwnie - oni właśnie podporządkowywali swoje decyzje żądaniom "tych chcących łowić przeciętnych wędkarzy". Tych, którzy ich wybierają. A "ten chcący łowić przeciętny wędkarz" jest najbardziej usatysfakcjonowany kiedy ma coś bez wysiłku i przy niskich kosztach. Wbrew pozorom to własnie on wspiera najsilniej rabunkową gospodarkę czy też bezsensowne decyzje gospodarcze, oparte na wątłych przesłankach ale wystarczających dla rozpowszechnionej, nieskomplikowanej umysłowości. Do tego tenże "roszczeniowiec" chętnie "kupuje" argumenty przeciw mierzeniu efektów, bo przeciwne decyzje mogłyby go narazić na wysiłek (np. przy rejestrowaniu połowów) czy też na wyzsze koszty uprawiania hobby gdyby się okazało, że dla osiągnięcia efektów potrzebne są znacznie wieksze nakłady. Woli więc "unieważniać rachunek ekonomiczny". I zawsze jest w pogotowiu, zawsze jego rozpowszechnioną postawą można podeprzeć nierozważne decyzje albo zaniechania. W razie czego można zorganizować "gniew ludu".

Nie piszę tu o Kolegach, którzy nie mają dość siły i samozaparcia i ręce im opadają na widok rzeczywistości. Chociaż dziwię się bezkrytycznemy stawaniu, niejednokrotnie, niejako w jednym szeregu z tymi, o których powyżej przez "wspieranie" ich wypowiedziami popierającymi roszczeniowe postawy.

Dziwię się też małej sprawności komunikacji i działań w kierunku zmiany tej rzeczywistości. Bo reakcją twórczego czlowieka na na taki świat nie jest bierność i rezygnacja ale raczej współpraca z innymi o podobnych poglądach i zorganizowane, sensowne działanie. Puszczając mimo uszu drobne różnice w niuansach, widząc znaczenie zasadniczych spraw.

Zakładając, że wszystkim nam zależy na poprawie sytuacji dziwi powszechna skłonność do utrącania i ośmieszania sensownych poglądów, postaw i propozycji.

Bo Andrzej napisał nie to, że źle jest że łowimy ale że niedobrze jest, że TYLKO nastawiamy się na łowienie. Bo nie ma wedkarstwa bez łowienia ryb. Natomiast nie ma też współczesnego wędkarstwa bez dbania o ryby i o środowisko wodne. Bo śordowisko życia ryb zmienia się tak jak środowisko zwierząt lądowych, a wędkarstwo zbliża sie do łowiectwa w konieczności ograniczeń w korzystaniu z zasobów. I jak w łowiectwie "kto hoduje ten poluje" tak w wedkarstwie "kto chroni i gospodaruje ten łowi".

To wprost wynika z przywołanego opracowania. I dlatego Andrzej też napisał, że źle iż "nie chcemy przyjąć obowiązku gospodarzy wód". Bo to, że mamy w użytkowaniu wody publiczne w Polsce nie daje nam tylko prawa do korzystania ale nakłada na nas też obowiązek dbania o to publiczne dobro. Na nas wszystkich, a nie tylko na członków zarządów PZW czy na pracowników PZW.

Licząc na to, że się zmienimy pozostaję optymistą. I jest wiele dowodów na to, coraz więcej dowodów na to, że podobnych optymistów przybywa, a ich działania przynoszą efekty. Oby było ich jak najwiecej wśród wędkarzy, a nie tylko w WWF i innych organizacjach. W końcu tworzymy największą organizację w Polsce, a to do czegoś zobowiazuje. Chociaż może na razie trzeba stwierdzić "nalezymy do największej organizacji". Może czas najwyższy żebyśmy ją zaczęli tworzyć i kształtować.

Pozdrawiam serdecznie

Jurek Kowalski
                 Odp: ** Warto przeczytać **
Jan Zych 26.2.05 11:54
                
Jurku,co najmniej dziwnie brzmią Twoje argumenty stanowiące obronę wypowiedzi AndrzejaT.,stawiające mnie pod ścianą lub po drugiej/tej gorszej/stronie barykady.Żeby sprawa była jasna i klarowna,mój poprzedni post nie jest absolutnie "powszechną skłonnościa do utrącania i ośmieszania sensownych poglądów,postaw i pozycji" lecz odpowiedzia na argumenty Andrzeja z którymi mam prawo się nie zgodzić.Forma mojej odpowiedzi nie zawiera wątków "satyrycznych " ani obelżywych w stosunku do Andrzeja T.którego szanuję za aktywność na wędkarskiej niwie.Dziwią mnie Twoje sformułowania typu-"ten chcący łowić przeciętny wędkarz jest najbardziej usatysfakcjonowany kiedy ma coś bez wysiłku i po niskich kosztach","to właśnie on wspiera najsilniej rabunkową gospodarkę czy też bezsensowne decyzje gospodarcze oparte na wątłych przesłankach ale wystarczających dla rozpowszechnionej nieskomplikowanej umysłowości"-"Woli unieważniać rachunek ekonomiczny" a "w razie czego może zorganizować "gniew ludu" .Odpowiedz mi ilu jest "przeciętnych" wędkarzy /oczywiście odliczając "nieprzeciętnych" z Warszawy"/w kraju lub tylko w PZW a odpowiem Ci że wyrażasz się mocno obelżywie o kilkusetysięcznym gronie nazywając ich półgłówkami bo tak interpretuję Twoje wyrażenie "nieskomplikowanej umysłowości".Możesz stosować swoje wolty intelektualne przekładając post Andrzeja z "polskiego na nasze" ale treść jego nie wymaga adwokackiej interpretacji.Jeżeli Andrzej napisał "nasze główne zainteresowania /i działania/ skierowane są na łowienie"Ty mi tłumaczysz "Andrzej napisał nie to,że żle jest że łowimy ale że niedobrze jest,że TYLKO nastawiamy się na łowienie".Mam do Ciebie pytanie: czy przed odpowiedzią na mój post nie walnąłeś sobie czegoś mocniejszego aby osłabić "gniew ludu"?.Zeby w przyszłości uniknąć zarzutów ,lubię jasne i klarowne wypowiedzi bez potrzeby skomplikowanego odczytywania intencji autora.Generalizując sprawę cała sfera nazwana "wędkarstwem" zmierza do pełnej komercjalizacji .Tworzenie prywatnych łowisk na stawach hodowlanych ,łowisk specjalnych przez PZW, zapoczątkowało zmiany których ciąg dalszy następuje poprzez oddanie w dzierżawę rzek i jezior prywatnym podmiotom gospodarczym.Jurku ! sądzę że w okresie najbliższych 5-ciu lat ziszczą się Twoje marzenia gdzie wędkarstwo stanie się towarem na który będa mogli pozwolić sobie zasobni w kasę obywatele RP a hołota będzie mogła pooglądać sobie Rexa Hunta w telewizji.Pozdr...Jan
                     Odp: ** Warto przeczytać **
Jurek Kowalski 28.2.05 10:30
                    
Janie,

Dziękuję za ten komentarz.

Myslę, że potrzeba wyjaśnienia pewnych kwestii powstała równiez w Autorze (Andrzeju) skoro uzupełnił to co napisałem.

Zaczynając od końca - ciesze się, że Tomek, podobnie jak inni, rozumieją sacunek z jakim odnoszę się do kazdego wędkarza.
I to, że piszę w interesie wszystkich wędkarzy.

Nie obdarzam nikogo epitetami. Najwyżej stwierdzam fakty. Natomiast ludzie są różni. Nie są jednakowi. W kraju gdzie 3/4 społeczeństwa nie rozumie tego co czyta (stwierdzany w międzynarodowych badaniach tzw. analfabetyzm funkcjonalny) trzeba mówić o problemie z odbiorem wiedzy, a nie zamiatac ważnych spraw "pod dywan".

Takie podejście powoduje, że jedni "komplementują" mnie etykietką socjalisty, zaś inni z kolei - liberała i "wroga ludu". To najlepiej świadczy, że dotykam spraw dotyczących wszystkich.

Nie mam zamiaru pozbawiać nikogo dostępu do wędkarstwa. Upominam się w dyskusjach o zapewnienie "powszechnego korzystania z wód publicznych" przez prywatnych użytkowników.

Natomiast czym innym jest brak zgody na samouspokajanie się , na samooszukiwanie się oraz na to żeby "ktoś" dostarczył nam rozrywki.

Uprawiamy kosztowne hobby. Koszty jego zorganizowania sa zbliżone niezależnie od formy zorganizowania tegoż wędkarstwa (chyba, że rabunkowo eksploatuje się wody, co nam własnie jakiś cxas temu zbankrutowało, jak inne dziedziny "gospodarki socjalistycznej" opartej o podobne założenia).

Jestem za stowarzyszeniowym modelem wędkarstwa, bo tym sposobem (własnym, wspólnym wysiłkiem, a nie wysiłkiem kilku działaczy i pracowników) możemy te koszty obniżyć tak żeby były one akceptowalne dla wielu. Tak samo troską o wielu jest pogląd, że nie stać nas na łowienie w mało rybnych wodach bo wtedy koszty okołowędkarskie (dojazdy, sprzęt itp.) zaczynają sprawiać, że na jednostkowy efekt wędkowania wydamy dużo. Kogo na to stać? Nie lepiej wędkować w sposób zorganizowany, rzadziej, a z większym prawdopodobieństwem satysfakcji? "Bogaci" mogą sobie to zapewnić jadąc " w świat" na ryby. Mniej zamożni są skazani na to, co "w domu" i dla nich właśnie dobrze zorganizowane wędkarstwo jest wartościowe.

Ale żeby takim było to zarówno sami zainteresowani wędkarze jak i powołani przez nich reprezentanci musza wiedzieć czego chcą, czy to czego chcą jest możliwe do zrealizowania i jeszcze do tego jak "wyciągnąć" najwięcej ze środków i zasobów, którymi dysponujemy. Inaczej będzie to jałowa, frustrująca litania pretensji i oczekiwań, często sprzecznych i niemożliwych do zrealizowania.

Natomiast kiedy chce się "tylko łowić" to trzeba się liczyć z tym, ż koszty trzba pokryć "z kieszeni". I w ten sposób pozorna "obrona najbiedniejszych" przekształca się w oręż uderzający właśnie w nich samych.

Serdecznie pozdrawiam

Jerzy Kowalski
                     Odp: ** Warto przeczytać **
Tomek Płonka 26.2.05 12:26
                    
Cześć. Jurek już niejednokrotnie dał wyraz swojemu szacunkowi do przeciętnego człowieka. Jesli chodzi o obronę kilkusettysięcznej rzeszy wędkarzy, to odpowiem ci z całą odpowiedzialnością. My - mimo różnych poglądów - stanowimy może 10% tych wędkarzy, którzy potrafią narzucić sami sobie ograniczenia i czują się z tym dobrze. Reszta to na prawdę mięsiarstwo, kłusole itp. kosmici o nieskomplikowanej umysłowości. Mozesz się nie zgodzić co do procentów, ale faktom nie zaprzeczysz że polski model wedkarstwa to beret, gruntówa, papiery i kipy na stanowisku. Taka jest większośc i tą większośc reprezentuje PZW. Jurek, Andrzej uważają że te 10% mądrzejszych ludzi może własnym zaangazowaniem wymóc zmiany na 90% innych. Ja w to do końca nie wierzę.
Pozdrawiam
T.P.
                         Odp: Beczka dziegciu
Andrzej Trembaczowski 28.2.05 12:56
                        
Przykro mi, ale podzielę się jeszcze swoimi refleksjami.

Nie chcę dzielić wędkarzy. Wszystkich nas łączy pasja łowiecka oraz potrzeba bliskiego kontaktu z naturą. Dawno, bardzo dawno, prekursorzy wędkarstwa (nazwanego wtedy „sportowym” dla odróżnienia od zawodowego rybactwa) powołali towarzystwa wędkarskie. Po wojnie ze względów politycznych przekształcono je w jeden związek. PZW zrzeszał wtedy ludzi, którzy postrzegali wędkarstwo tak, jak jego prekursorzy. Potem postawiono (też ze względów politycznych) na masy. Jak jest, każdy widzi...

Dziś w roku 2005 jest szansa na poważne zmiany, choćby dlatego, że są nowe umowy dzierżawne wód i z nich wynikają dla dzierżawców nowe obowiązki. Choćby dlatego, że PZW nie ma już monopolu na organizowanie wędkarstwa, choć nadal jest największym związkiem wędkarzy w Polsce i dobrze. Dlatego, że akurat wypadł okres wyborczy. No i dlatego, że mamy XXI w, i inne możliwości techniczne jak Internet i telefony komórkowe zapewniające natychmiastową łączność. Dlatego też, że dotychczasowa gospodarka na naszych wodach nie zapewni każdemu chcącemu łowić obfitości ryb i z tym musimy się liczyć.

Jest więc konieczność zmian i jest szansa na te zmiany. Jest szansa, by PZW bardziej zadbał o wodę i by bardziej stał się związkiem – by jego członkowie poczuli się wobec siebie kolegami bardziej niż obecnie.
Czy tak jest rzeczywiście? Ano, nie bardzo...

Echa zebrań wyborczych i zgłaszanych tam postulatów i żądań nie są optymistyczne. Nie chodzi tylko o małe zainteresowanie tego „statystycznego”, „przeciętnego” (czy jak tam inaczej nazwać) wędkarza swoją organizacją. Nie tylko to jest smutne, że na te zebrania, które odbywają się raz na 4 lata, przychodzi około kilkunastu procent zrzeszonych. Najbardziej martwi mnie to, że dominuje postawa roszczeniowa. Ludziom nie tylko brak wiedzy na temat środowiska czy gospodarki rybackiej – są często na tą wiedzę odporni. Niestety, dla bardzo wielu pojęcie „związku” - jakiejś wspólnoty, koleżeństwa, wspólnych działań jest absolutnie obce. Zbyt wielu jest nastawionych tylko na łowienie, a wędkarstwo postrzegają jako sposób na zdobycie żarcia. Nie chcą zrozumieć konieczności jakichkolwiek ograniczeń. Dla takich ideał wędkarstwa to: zwiększenie limitów, zmniejszenie wymiarów, obniżenie opłat. I zwiększenie zarybień – najlepiej raz na tydzień. Skąd i kto ma brać na to pieniądze, to już nieważne. Jak w socjalizmie – ma być, bo się nam to należy.
Straż – najlepiej jakby jej nie było... Tzn. niech gania jakichś tam kłusowników, ale... obcych. Koleżeństwo? Może na tyle żeby pogadać o rybach, albo wódkę wypić. A nad wodą być lepszym – cwańszym - niż ten drugi, przyjechać wcześniej, wyrolować go, zająć jego miejscówkę i wyrwać z wody resztki ryb zanim ktoś inny to zrobi. I w PZW jest bardzo wielu takich „wędkarzy”. Przykro mi, ale tak jest niestety...

Może nie byłoby to wszystko takie przerażąjące, gdybym mógł oczekiwać, że Zarządy Okręgu - w końcu pełnoprawni dzierżawcy wód - nie będą sugerować się niepoważnymi żądaniami – zignorują je, lub wytłumaczą ludziom, że nie mają racji. Czy tak będzie? Obawiam się, że nie wszędzie.

Polski Związek Wędkarski powinien dokonać wyboru – czy ma być związkiem Wędkarzy – pojmujących wędkarstwo tak, jak prekursorzy wędkarstwa, czy też ma pozostać związkiem gumofilców, skansenem pe-er-elu.
Gorzkie słowa, ale naprawdę mam powody, by tak pisać...
Andrzej
                             Odp: Beczka dziegciu
Ryszard Siejakowski 28.2.05 14:56
                            
Andrzeju wszystko to, co napisałeś jest prawdą. Z tej prawdy jednak nie wynika podstawowa sprawa. Co i jak należy zmienićw kwestiach organizacyjno-finansowych aby dokonać przełomu? To mówisz Ty, kilka osób z tego FORUM i ........ No właśnie gdzie są Ci, którzy rzeczywiście powinni o tym mówić. Na tym FORUM, znalazł się tylko jeden przedstawiciel tzw "góry", kol. Rudnik ze Słupska. Rozumiem go, jest Prezesem Okręgu i być może nie ma czasu na polemikę, zwłaszcza teraz gdy wybory za rogiem. A gdzie pozostali prezesi, v-ce prezesi o przedstawicielach ZG nie wspominając. Otóż drogi Andrzeju, to gremium ma dokładnie plebs w ..... Właśnie tam. Piszesz o postawie roszczeniowej na zebraniach sprawozdawczo-wyborczych. Tak rzeczywiście jest, tylko na tych samych zebraniach członkowie Zarządu też bez przerwy mówią, że mało, mało i jeszcze raz mało. Czy to jest inna postawa, niż roszczeniowa? Śmiem wątpić. Kłania się inne, podstawowe pytanie. Czy system organizacyjny stowarzyszenia odpowiada wymogom dzisiejszego czasu? Ja twierdzę, że taki system jak obecnie jest anachronizmem i nie przystaje do wyzwań jakie czekają przed stowarzyszeniem. Być może ten system jest wygodny dla obecnych władz Związku, natomiast jest negowany przez członków. I kolejne pytanie, czy działacze są dla członków czy członkowie są dla działaczy? Obecnie to niestety członkowie są dla działaczy. Komuś się upodmiotowienie pokićkało i wiadomo komu :o))))
Jeszcze jedna uwaga Andrzeju. Czy nie warto by było rozpocząć dyskusję nad zmianą statusu stowarzyszenia. Może już pora rozważać stowarzyszenie jako stowarzyszenie pożytku publicznego z wszystkimi konsekwencjami takiej decyzji?
Pozdrawiam, Rysz@rd
                                 Odp: Beczka dziegciu
Andrzej Trembaczowski 28.2.05 15:42
                                
Napisałeś:

"Czy system organizacyjny stowarzyszenia odpowiada wymogom dzisiejszego czasu? Ja twierdzę, że taki system jak obecnie jest anachronizmem i nie przystaje do wyzwań jakie czekają przed stowarzyszeniem. Być może ten system jest wygodny dla obecnych władz Związku, natomiast jest negowany przez członków."

Dzisiejsze środki techniczne mogą zapewnić, by przy każdym Zarządzie Okręgu ,na istniejących już na szczęście stronach internetowych (!) istniały aktywne fora dyskusyjne, by można było tam zgłaszać pytania, problemy i uzyskiwać szybką odpowiedź. To by poprawiło wewnątrzzwiązkową komunikację.

Dla mnie anachronizmem (może i nawet celowo utrzymywanym? - nie wiem) jest taki stan rzeczy, że wędkarze nie wiedzą co się dzieje w związku. Wszystko idzie porzez ZO - informacje z kół i odpowiedzi. A odbywa się to z prędkością ślimaka pocztowego - za pół roku odpowiedź.

Jeżeli to ma być związek, to jego członkowie powinni wymieniać informację nie tylko podczas przypadkowych spotkań nad wodą czy zawodów o puchar. Plotki i szeptanka nie zastąpią rzetelnej informacji. Niewiedza jest siłą, niestety nie jest to siła konstruktywna...

Bez poprawnej, szybkiej komunikacji także relacje działacze - członkowie nie mogą poprawnie funkcjonować.
Naprawdę, nie widzę istotnych przeszkód technicznych, by przy biurach ZO istniał ktoś, kto by sprawnie prowadził żyjące strony internetowe, aktualizowane na bieżąco. By ten ktoś reagował na zgłaszane telefonicznie problemy i przynajmniej odnotowywał je i przekazywał dalej. O tych płotach, rurach ściekowych, kopanych stawach, ścinanych drzewach, kłusownikach itd., itd. Tylko musi być jeszcze WOLA, by na takie sygnały reagować. Dobry gospodarz powinien.

Czy nie może być tak u nas, w Polsce w XXI w? Ależ mi się marzy...
:))))
Andrzej
p.s.
Tak naprawdę, to wcale mi nie jest wesoło...
                                     Odp: Beczka dziegciu
Ryszard Siejakowski 28.2.05 22:10
                                    
Andrzeju, to nie jest li tylko kwestia komunikacji na linii członek-Koło-Okręg. Celowo nie wymieniam ZG, gdyż ta instytucja nie mieści się w moich perspektywicznych planach, jako że jest to zupełnie zbędny twór w kształcie, jaki sam sobie nadał w latach minionych. To jest całkowita przebudowa struktur i kontaktów na linii członek-Koło. Zadam Ci Andrzeju konkretne pytanie. Czy jest normalnym, aby Koło, liczące około 2 tyś członków miało swą siedzibę w piwnicy? To nie dowcip, to okrutna prawda. Można powiedzieć, że nie szata /w tym przypadku lokal/ zdobi człowieka /określa Koło PZW/. Ale ciężkie czasy powojenne dawno minęły i chyba nie jest celem działaczy utwierdzanie nas w przekonaniu, ze grozi nam nalot "sztukasów" czy Heinkli. Raczej grozi nam nalot cymbałów do władz stowarzyszeniowych o czym mogłem się przekonać niedawno. W tymże dużym Kole zorganizowała się niewielka jak na liczebność Koła grupa osób. Ot wszystkiego 30 osób. Przyszli na zebranie sprawozdawczo-wyborcze, nie angażowali się w Komisje skrutacyjną, wyborczą. Nie kandydowali do władz Sądu Koleżeńskiego i ..... w głosowaniu zmienili Prezesa, mając przewagę w obszarze prawa wyborczego. Ale to dopiero początek tragifarsy. Po kilku dniach od wyborów, przyszli do starego Prezesa z prośbą aby im pomógł. Ja nie bronię Prezesa i uważam, że sam powinien już sobie dać spokój z tą działanością. Jego zasługi są nieocenione ale czas jego już minął. Lecz gorsi są palanci, którzy dokonują przewrotu a potem zachowują się jak ciule. To też jest obraz polskiego, siermiężno-głupologicznego wędkarstwa. I chociaż przypadek jest śmieszny, wcale a wcale śmiać mi się nie chce. Nawet nie chce gdybać jak będzie to Koło działać, przy takim prezesie.
Nie marzy mi się aby każde Koło miało witrynę internetową i nie musi. Ale przecież Okręg może zafundować skrzynki dla każdego Koła i to może częściowo załatwić sprawę. Wystarczy tylko jednego bardziej rozgarniętego w Kole, który ma net w domu i działa z upoważnienia Zarządu. Ot cała filozofia.
Pozdrawiam, Rysz@rd
                                         Odp: Beczka dziegciu
Andrzej Trembaczowski 01.3.05 11:51
                                        
Masz rację, to jest tragifarsa, mówiąc bardzo delikatnie.

Nie wiem czy jest sens by dalej istniały koła-molochy? Obecnie najważniejsze są Okręgi - mają osobowość prawną, wody, prowadzą gospodarkę. To, że pomiędzy ZO a członkami są jeszcze struktury pośrednie - Koła - powinno być też czymś uzasadnione; koła związane z miejscowością (często także z konkretną wodą), z dzielnicą miasta, z jakąś wyróżniającą się grupą ludzi (kiedyś przyzakładowe). Taka struktura ma ułatwiać kontakt członkom z okręgiem. Tylko kontakt, to nie tylko sprzedawanie znaczków...

ZG to odrębny temat, mógłby pełnić rolę takiej reprezentancji całego Związku, wobec władz państwa, organizacji pozarządowych (np. współpraca z WWF), w kontaktach międzynarodowych. To jest bardzo potrzebne.
Na ile obecny ZG spełnia tę rolę?
Znów dobre pytanie.

Pozdrawiam
Andrzej
                         Odp: ** Warto przeczytać **
Jan Zych 26.2.05 21:49
                        
Witam i stawiam pytanie :Kto to jest My ,w ilości ok.10 % wędkarzy ,uważających siebie za coś lepszego z uwagi na narzucanie sobie enigmatycznych ograniczeń/chyba się nie rozchodzi o wstrzemiężliwość seksualną?/ i ...gratuluję dobrego samopoczucia.Jeżeli uważasz że Ty, Jurek,Andrzej plus te 10% MĄDRYCH LUDZI poczuło powołanie spełnienia dziejowej misji naprawy Rzeczpospolitej wędkarskiej to skąd bierze sie w Tobie zwątpienie w realność tej misji.Radził bym dużą ostrożność w szafowaniu epitetami w rodzaju ,mięsiarz,kłusol,czy też "nieskomplikowaną umysłowością "powyższych,ponieważ obrażasz kolegów wędkarzy z których wielu przerasta Ciebie intelektem.Stare przysłowie mówi że -nie szata zdobi człowieka - ale Ty uważasz że przysłowiowy beret z antenką plus wędka gruntowa dyskredytuje absolutnie CZŁOWIEKA uprawiającego wędkarstwo i jak twierdzisz "taka jest większość i tą większość reprezentuje PZW" -czyż byś się uważał za tą lepszą mniejszość której PZW nie reprezentuje? przecież jesteś członkiem tej organizacji która reprezentuje WSZYSTKICH swoich członków.Czytam posty i artykuły Jurka Kowalskiego i Andrzeja Trembaczowskiego ponieważ obydwaj autorzy zamieszczaja doskonałe teksty i nie chciał bym żeby z pola widzenia umknęło im dobro poniekąd pogardzanego "zwykłego wędkarza" ponieważ wszyscy nimi jesteśmy i stanowimy tą 90 %-ową większość.Pozdr.... Jan.
                             Odp: ** Warto przeczytać **
Tomek Płonka 28.2.05 10:51
                            
My, to znaczy ci, którzy przestrzegają RAPR, starają się aby nasza pasja wywierała jak najmniejszy wpływ na środowisko. My to znaczy ty również, rozmawiamy o tym co byłoby najlepsze dla wedkarstwa - a przede wszystkim rybostanu. My, to znaczy Andrzej, Jurek, Ty czy ja i myslę że większość uczestników RO nie żremy pulpetów rybnych w ilosciach dziesiątek kilogramów rocznie. My nie zabieramy wszystkich ryb , które się nadają do zjedzenia. Nosimy popielniczki nad wodę. Nie rzucamy puszek po piwie i butelek plastikowych w krzaki. My i nam podobni stanowimy właśnie te 10%. I nie bój się nazwać siebie lepszym niż przeciętny wedkarz. Nic w tym złego, skoro tak jest.
T.P.
                                 Odp: ** Warto przeczytać **
Jan Zych 28.2.05 12:04
                                
Dzięki Tomku !- krótko i zwiężle wyjaśniłeś enigmatyczny dla mnie termin "MY" i w takiej formie w pełni go akceptuję , oby ten wskażnik wzrósł do 100%.Najlepszego.....Jan
                                 Odp: ** Warto przeczytać **
Ryszard Siejakowski 28.2.05 11:41
                                
Tomku, wszystko o'kay co napisałeś z jedną małą korektą. Nie należy gloryfikować przestrzegania norm wyznaczonych przepisami RAPR. To jest kanon prawny i nie przestrzegający go członek stowarzyszenia jakim jest PZW, automatycznie sam się z niego skreśla. Tak powinno się to interpretować i takie powinny być rozstrzygnięcia Komisji Dyscyplinarnych czyli Sądów Koleżeńskich. A jakie są? W większości wypadków nagana!!! Sam mi opowiadałeś swego czasu, że w Prusimiu największym mięsiarzem był ...... Prezes Koła czy jakiś v-ce Prezes Okręgu, już dokładnie tego nie pamiętam. To symptom dzisiejszych czasów. Brać, brać i jeszcze raz brać. Nie oglądać się na innych tylko brać. Jak ja nie wezmę to weźmie inny, więc ja wolę to wziąść. Tomku, to standard nie tylko zresztą w wędkarstwie. Bierze każdy , niezależnie czy mu się należy czy nie. Bierze każdy mimo, że jest to moralnie naganne. Nie można wziąść jako uposażenie bo Statut tego nie dopuszcza, proszę bardzo bierzemy pod szyldem kilometrówki, diety czy opłaty za telefon komórkowy. Każda droga jest dobra byle efekt końcowy był zadowalający.
Rozpocząłem od RAPR-u i na nim chcę skończyć. Tomku, RAPR jest tylko pewną wykładnią. Jak sam doskonale wiesz nie do końca adekwatną do rzeczywistego pogłowia rybostanu. RAPR to musimy sami sobie określić, gdyż będąc nad woda wiemy dużo więcej niż burek w Okręgu czy ZG, który ten RAPR modyfikuje lub nie. To my musimy ustalić swoje normy, zawężające te jakie przyjęto w RAPR. Gdyby każdy wędkarz wziął tyle ile wyznacza RAPR to było by już po ptokach.
Rysz@rd
     Odp: ** Warto przeczytać **
Jurek Kowalski 22.2.05 20:59
    
Dziękuję za zainteresowanie artykułem i zagadnieniami, których dotyczy.

WWF wie o wielu sprawach, które są tu poruszane. Jest obecny w większości miejsc gdzie toczy sie dyskusja o sprawach środowiska wodnego. Inicjuje i prowadzi własne działania.

Adresatem informacji i wniosków z artykułu są nie tylko ministerstwa ale my też. Niektórzy już przyczyniają się do zmian. Nieraz pisałem tu o ochronie tarła troci i łososia prowadzonej prze kolegów ze Słupska i z Lęborka. na innych wodach też są podejmowane działania. Niektóre inne rzeczy trzeba próbować wymóc na administratorach. W budowie i projektowaniu niejednej przepławki czynnie uczestniczą wędkarze. Janusz Nyk prezentował na konferencji w Krzyni sprawy dotyczące budowy przepławek, w których udział brał ZO PZW w Koszalinie.

Rozwiązania proponowane są ważne bo proponowane przez znawców tematu. I nie chodzi tu o dostrzeganie problemów ale przede wszystkim o proponowanie rozwiązań. Ciekawe czy jesteśmy skłonni podporządkować się tym rozwiązaniom?

Natomiast chciałbym zadać pytanie, które postawiłem na innym forum. Ciekaw jestem Waszych odpowiedzi.

"A nie interesuje Was dlaczego "jakiś tam" (przy całym szacunku i uznaniu dla działalności) WWF wie o tym i podejmuje prace na rzecz środowiska wodnego i ryb, a nie my w gospodarującym na wodach stowarzyszeniu wędkarzy, dla których jest to związane z żywotnym interesem?

No może dlaczego nie my wszyscy, bo niektórzy to robią.
:-)). "

Pozdrawiam serdecznie

Jurek Kowalski
         Odp: ** Warto przeczytać **
Dariusz Żbikowski 24.2.05 00:16
        
Gdybym ja choć jeden taki artykuł przeczytał (przez te osiem już chyba lat) na stronach http://www.zgpzw.pl to zmieniłbym swe poglądy diametralnie :)

PS. Piękny link podałeś. Dzięki.

Pozdrówka,
Darek
             Odp: ** Warto przeczytać **
Jurek Kowalski 24.2.05 09:55
            
Darku,

Skoro takie zainteresowanie wywołał ten artykuł to może jeszcze byłbyś skłonny zamieścić stałe łącze do tych artykułów?

Fair Fly

Serdecznie pozdrawiam

Jurek Kowalski
                 Odp: ** Warto przeczytać **
Jurek Kowalski 25.2.05 11:30
                
Darku, Adminie,

Wprawdzie mówią, że "milczenie jest złotem" ale czasem utrudnia komunikację :-)). Co o tym myślisz? Każda odpowiedź jest dobra. Lepsza niż brak jakiejkolwiek reakcji na propozycję dzielenia się wiedzą i poglądami :-).

Pozdrawiam serdecznie

Jurek Kowalski
             Odp: ** Warto przeczytać **
Jurek Kowalski 24.2.05 09:47
            
Darku,

Nie chcę wywoływać jałowej dyskusji ale zwróć, proszę, uwagę, że ci wszyscy naukowcy (i wielu innych) współpracują z PZW (ZG i innymi szczeblami) czyli w końcowym rozrachunku z nami, kwestia umiejętności wykorzystania tego. Zaś dwóch ichtiologów to pracownicy etatowi PZW.

To co to jest w końcu to PZW, na którym wszyscy się wyżywają? Może to jednak my, wędkarze? A jeżeli nie to może warto żebyśmy to byli "my". Gdyby każdy (no, większość) wędkarz miał tę, podstawową w końcu wiedzę na temat środowiska, z którego korzysta, o wiele lepiej byłoby nam wszystkim organizować wędkarstwo i racjonalnie użytkować wody.

Pozdrawiam serdecznie

Jurek Kowalski
         Odp: ** Warto przeczytać **
Tomek Płonka 24.2.05 00:02
        
Dlatego, bo w WWF są kompetentni ludzie na etatach, a my mamy inne zajęcia cały tydzień i większość z nas to wędkarze niedzielni. Mamy swoją reprezentację, której opłacamy etaty, diety i CH.W.C. Skoro trzeba sobie samemu o wody walczyć, samemu zarybić, za własną kasę, prosić się związek i "państwo" o ochronę tego, błagać innych żeby wszystkiego nie brali i nie zeżarli to ja czasem już mam dość na wstępie zanim coś zrobię.
T.P.



Valid XHTML 1.0!
Wszelkie prawa zastrzeżone - All Rights Reserved - ©1999-2004 Krokus Sp. z o.o. - powered by eZ publish
Za publikowane treści odpowiedzialność ponoszą ich autorzy, jednocześnie wyrażając tym samym zgodę na ich bezterminową publikację.
Reklamy Krokus: Wszywki, metki, etykiety - szeroka oferta. Zobacz: Etykiety odzieżowe