Portal Sklep Bazar Tygodnik Ryby Domowe Klub Reklama Pomoc
Archiwum 1
English pages

UWAGA! ZNAJDUJESZ SIĘ NA STRONACH ARCHIWALNYCH !!! NOWY ADRES => Wędkarstwo - Rybie Oko - http://www.fishing.pl

 
Artykuły
Forum
Foto
Baza
Co i kiedy
Linki
Brania
Hyde Park
Humor
Znad wody
Filmy i pliki
Kartki
Encyklopedia
Ryby i prawo
Ściąga
 
 
 
 
mniej ostatnich wiadomości 82114
To był fragmnet większej całości, niżej więcej :)
pytanie o połów
pomocy!
pomocy!
Odp: odp:Kłusownicy na śląsku
Odp: dorsz
.......................
Odp: Zapora na Wisłoce
Odp: Oj Panie Bogusz .....
Odp: Żyłka
pytanie o połów
pomocy!
pomocy!
leszczyńskie
"okonek"
Wróżka
W obronie jazgarza
Zawody? Również! Bo dlaczego nie?
Wisiel :/
Łowic bez nęcenia ?
Opowieśc znad wody..
Zanęty produkcji polskiej a zagranicznej
Konińskie kanały
Kupię szpulę do Okumy Avenger AV 30!!!!!!!!!!!!
POŻEGNANIE :) - godz 14!!!
Fajna rybka
Szkoda tytułować
 
 
więcej
Zawody wędkarskie
 4/145
Ten okropny żarłok - JAZGARZ
 
Opowieści znad wody.... cz.1
 6.9/85
Leszczowisko
 7.1/202
 8.8/115 hit
Łakomiec
 7.9/66
Oszuści na Bazarze Rybiego Oka.
 7.3/64
KOMUNIKAT
 
Stało się...
 5.6/30
Kłusownik ukarany! Lepiej późno niż wcale.
 4.9/71
 
 
więcej
Petycja!!!!!!!!!!!!!
Pstrąg Roztocza
Uroczyste otwarcie
 
 
Inne ankiety
Żyłka
Co robisz z niepotrzebnym kawałkiem żyłki?
wyrzucasz gdziekolwiek
rzucasz do wody, bo tam jej nie widać i ptak się nie zaplącze
tniesz na mniejsze kawałki i wyrzucasz
zabierasz ze sobą, by spalić w ognisku
zabierasz ze sobą, by wyrzucić do śmietnika
to inaczej, jak podaj w komentarzu

Wyniki Wyniki wszystkich

Komentuj
 


Wszystkie Informator Organizacje wędkarskie

Hit  PAPIEROWA REFORMA

Autor: Robert Hamer
Data:07.1.05 15:36
Czytano:4687

Nowy rok obdarzył nas reformami jakie wymusiły na naszej organizacji czynniki zewnętrzne.


Pierwszą z nich są nowe zasady korzystania z zasobów wodnych i wykorzystywanie ich do celów rybackich, lub wędkarskich jak kto woli, co i tak na jedno wychodzi. Ustawodawca miał dobre chęci pragnąc jasno określić zasady użytkowania naszych jezior i rzek. Jak wiadomo, podstawowym czynnikiem podlegającym ocenie w ofercie, było zadeklarowane zarybianie. Chodziło głównie o skład gatunkowy i ilość materiału zarybieniowego. To w połączeniu z odłowami, daje obraz gospodarki na danym akwenie. Ta nowa sytuacja wymusiła na starających się o dzierżawę, profesjonalne podejścia do tematu. Operaty sporządzone na potrzeby PZW, to istna poezja intencji, nie mająca jak na razie kompletnie pokrycia w możliwościach.
Oto przykład.
Operat wodny na rzekę górską o przykładowej długości 80 km na której znajduje się zbiornik zaporowy o powierzchni powiedzmy 360 ha. Przy całkowitej powierzchni rzeki, zbiornik jest niewielkim fragmentem i tak musi być potraktowany w operacie. Górski charakter wody wymusza odpowiedni skład gatunkowy. Są to oczywiście pstrągi, lipienie, świnki, brzany, klenie. Są też niewielkie ilości innych ryb z przeznaczeniem do zarybienia zbiornika zaporowego. Mamy więc w deklaracji dokładne odwrócenie proporcji które obowiązywały do niedawna. Ilość ryb zadeklarowana jest tak duża, że na pokrycie chociażby zapotrzebowania na świnkę, trzeba około 500 kg talarków. Podobnie sytuacja ma się z brzaną, której prawie nikt nie produkuje.
Jak ten problem rozwiążą władze PZW?
Myślę, że odpowiedz znajduje się w kolejnej reformie. Chodzi oczywiście o nasz zreformowany „sport” wędkarski.
Cała reforma ogranicza się do zdjęcia z kół obowiązku organizowania i finansowania wyczynu wędkarskiego. Obowiązek taki ciąży na okręgach i ZG PZW. Oczywiście ten obowiązek, te dwa ciała, same przyjęły na siebie w zaślepionej mieści do sportu w ogóle.
Tylko naiwniak może pomyśleć, że ZO i ZG ograniczą wydatki na sport. Furtka jest otwarta i strumień związkowej kasy jak lał się, tak lać się będzie. Najciekawszy jest jednak stosunek ZO do uwolnionych od sportowych obowiązku kół. ZO Kielce rozesłało do kół, jakby nigdy nic, terminarz imprez sportowych. Nazywa się to teraz „ZAWODY TOWARZYSKIE”. Zwyczajowo podzielono koła na regiony, wyznaczono koła które mają obowiązek zorganizowania zwodów danej strefy i wyznaczono termin do jakiego zawody maja być rozegrane. Tak więc cała reforma polega na zmianie nazwy zawodów z MISTRZOSTA, na TOWARZYSKIE.
Wróćmy zatem to naszych nieszczęsnych wód. Czy zmieni się podejście decydentów PZW do problemu NIERACJONALNEJ gospodarki rybackiej na naszych wodach? Wątpię. Związek posiadając własne ośrodki zarybieniowe ma nieograniczony „manewr”. Może oczywiście przestawiać produkcję na szlachetne gatunki ryb, lub wybrać prostszą drogę, polegającą na zamianie jednego wyrazu na inny, np. karp na pstrąg. Jakie to proste.

drukuj drukuj wyślij wyślij

Lista komentarzy


Temat: Autor:
Czas:
Papierowa reforma
Mieczysław Czapkowski 09.1.05 20:15
Papierowa reforma

Nie ma nad czym dyskutować, chcesz być sportowcem – płać. Zawody wędkarskie kojarzą mi się z bardzo nie zdrową rywalizacją. Koledzy z zakładu pracy namówili mnie ( pierwszy i ostatni raz ) do wzięcia udziału w zawodach czyli do koszenia wszystkiego co się rusza. Czas poszedł, no i się zaczęło. Ci zwykli zawodnicy zostali na molo, łapali samą drobnicę, nie ważne czy miała wymiar liczyła się tylko ilość. Klasa średnia popłynęła łódkami oczywiście za czymś grubszym, no a szefostwo motorówkami i to w stronę rybaczówki. Wyniki były do przewidzenia. Po tej obserwacji nawet nie rozwinąłem sprzętu. Koledzy prosili mnie żebym łowił dla nich, ale nie dałem się namówić, wolałem obserwować całą tę farsę. Zakończono zawody i nareszcie nadszedł ten kulminacyjny punkt programu – ważenie. Motłoch ze swoją drobnicą pierwszy i wszystko do jednego kotła. Następnie kierownictwo ze swoimi drapieżnikami, ale łup trzymali przy sobie. No i z wielkim szacunkiem dla przełożonych tylko oglądano trofea szefostwa, a było tam sporo, same szlachetne łącznie z rybami głębinowymi. „Moje uznanie dla zdolnych wędkarzy”. Co do nagród rozdano je sprawiedliwie –I miejsca (przewidziano więcej) szefostwo, II i III kierownictwo, dla reszty zabrakło za mało nałowili, mogli podrywką byłoby szybciej i więcej. Zawody zaliczono do udanych, przegrani zaleli się piwem – niby darmowym bo z funduszu socjalnego.

Udanych i obfitych połowów życzy Czapek
Papier wszystko przyjmie...
Piotr Łopaciński 08.1.05 11:48
Robercie - nic nie zmieniło się w praktyce organizacji przez związek tzw. sportu wędkarskiego na szczeblu Kół z wyjątkiem tego, że poprzednio ZO dawał Ci jakieś finanse na organizacje zawodów, a teraz martw się o to sam.
Zarząd przecież dba o Ciebie - opracował Ci rozpiskę jakie zawody masz zorganizować, a pieniądze...?
Nie bądzmy drobiazgowi - jesteś Prezesem - to martw się sam. A spróbuj ich nie zorganizować to egzekutywa /czyt. Zarząd/ Cię rozliczy.
Te wszystkie pseudorewolucje w wykonaniu ZG
w postaci np. zmiany organizacji sportu wędkarskiego są fikcyjne. Nic nie zmieniają w praktyce, stwarzają jedynie dalsze utrudnienia w pracy Kół. Ja osobiście jestem przeciwnikiem tzw. sportu w wędkarstwie. Ale jednocześnie uważam, że jeżeli ta rywalizacja musi istnieć, to niech koledzy, którzy tym się pasjonują robią to za własne pieniądze. Bo niby czemu za moje?
Byłbym szczęśliwym człowiekiem, gdyby przynajmniej połowa pieniędzy przeznaczonych na tzw. sport, została zużyta na zarybienia / też oczywiście robione z głową i przez fachowców /.
Ale na razie nie ma perspektyw na jakieś pozytywne zmiany.
Pozdrawiam z Nowym Rokiem...Piotr
PZW i sport
Krzysztof Komoszka 08.1.05 09:37
Cześć Robert, witam w nowym roku!
Temat sportu wędkarskiego przewija się odkąd pamiętam, czyli gdzieś od połowy lat 80, od kiedy to wędkarstwem zainteresował się mój ojciec, a potem ja i od kiedy zacząłem przeglądać oficjalne pismo jedynie słusznego związku.
Idea może i słuszna - sport wędkarski, tylko za co? Za moje składki? A dlaczego? Dlaczego mam pokrywać z mojej własnej kieszeni sportowe poczynania kolegów po kiju, którym nie wystarcza zwykłe łowienie ryb na wędkę w ramach pasji, czy choćby jakichś tam atawizmów, a mószą załowić się do bólu łowiąc na akord? Tak na akord, bo łowienie ryb na czas, na punkty, na kiogramy, na sztuki...
Kiedyś współtworzyłem Spinningowy Klub Wędkarski Wydra. Miało być fajnie, zdrowa atmosfera, koleżeńskie wyjazdy na ryby, pikniki rodzinne, a zmieniło się w klub sportowy, gdzie składka miesięczna urosła do....80 zł!!! Tego mój budżet nie mógł znieść, nie mogłem też znieść sportowej, a czasem wręcz mięsiarskiej mentalności moich kolegów i odszedłem. Po niedługim czasie klub przestał istnieć, przeobraził się w kilka innych. Do czego zmierzam. Otóż, jezeli ktoś chce uprawiać tzw. sport wedkarski niech zakłada klub, a chociażby łowców cierników, wpłaca swoje własne składki, szuka sponsorów,za te kasę niech wystawia drużynę i niech sobie walczą, zaś pieniądze, które wpłacam(y) niech będą zagospodarowane w sposób właściwy, chociazby na produkcję Brzan, wyłowienie karpii, ukłon w stronę Roberta :-))), ochronę czy naprawę zepsutych rzek. Związek nie powinien być oparty na sporcie. Owszem PZW może organizować zawody ale raczej w charakterze kogoś kto wspiera imprezę chociażby medialnie czy autorytatywnie użyczając np. swoich ekspertów. Ja chcę łowić ryby, robić im zdjęcia, jechac nad wodę z pełnym przekonaniem, że w niej są ryby, a nie z pytaniem gdzie ich szukać bo ich nie ma.
papierowa reforma
ramon 08.1.05 00:11
Robercie nie w pełni się z tobą zgadzam, uważam iz sport wędkarski jest potrzebny tylko jego zasady i finansowanie powinny być inne w związku powinien być tylko i wyłącznie sport amatorski na zasadzie zdrowej rywalizacji, finansowanie sportu wyczynowego powinno się odbywać tylko z pieniędzy pozyskiwanych od sponsorów etc. Z moich obserwacji na szczeblu kół
jednoznacznie wynika że żadne szkółki wędkarskie nie dają tylu młodych wędkarzy co ogólnodostępne zawody dla dzieci i młodzieży.
Również nie wszystkie rzeki powinny być zarybiane tylko rybą szlachetną, w tym przypadku powinno to być poprzedzone rzetelną obserwacją ichtiologiczną, a nie na zasadzie ciek to woda górska, czego przykłady mogę podać
Pozdrawiam
też scyzoryk
P.S zapomniałeś dodać że na szczeblu okręgu są okręgowe zawody spławikowe i i mistrzostwa okręgu tylko dla zrzeszonych w klubach
papierowo, ale na poważnie
Tomasz Statek 07.1.05 18:05
A co może zrobić, Robercie, ZO w przypadku, gdy nie zorganizujesz nakazanych w rozdzielniku zawodów? Czy ZO może nakazać ci ich przeprowadzenie nie zapewniając na to środków? Czy może będzie jednak płacić - omijając w ten sposób Uchwałę ZG? A co zrobi, jeśli odeślesz listę z dopiskiem "nie odbyły się z powodu braku chętnych"?

Całe to stworzenie Funduszu to chyba po prostu skok na kasę. Zatrzymanie tej części pieniędzy, które trafiały "do góry" z kół, a wracały do nich w postaci dopłat do zawodów. Nie wspomnę o stworzeniu etatów w Funduszu - dla szwagra i cioci Zeni... A jak łatwo będzie teraz wpływać na niepokornych!
     Odp: papierowo, ale na poważnie
Robert Hamer 11.1.05 12:36
    
ZO, Tomku, przez pryzmat aktywności "sportowej" ocenia koła. Zorganizowałem zawody spławikowe i podlodowe i to dał naszemu kołu 360 p. To wzrost w stosunku do roku 2002 o 330 p. Niestety na niewiele się to zdało, znowu jesteśmy na ostatnim miejscu. W nieoficjalnej klasyfikacji na "POWAŻNE PODEJŚCIE DO RACJONELNEJ GOSPODARKI RYBACKIEJ", na powierzonej wodzie, jesteśmy na 1 miejscu. Zostawiamy daleko w tyle Koło "Amur" z Kielc, (2000 członków i tylko 8000 zł przeznaczonych na zarybienie). Wiem, że wielu dziłaczy z innych kół wku... przykład z pipidówki Staszów. Być może odetchną jak nie zostane wybrany. Szans moje maleją co dzień bo wytoczyłem wojnę łowieniu pstrągów na robaki w Golejowie. Pisze wniosek za wnioskiem i szarpie się z kłusolami którzy chcą usankcjonować bezprawie a przynajmniej chcą abym przymykał oczy na masakrę. 23 stycznia na walnym szykuje się niezła jatka. Na szczęście to nie pierwsza w której wezmę udział w roli ruchomego celu :)))
         Odp: papierowo, ale na poważnie
Andrzej Trembaczowski 15.1.05 18:18
        
Życzę powodzenia. I w walce z kłusolami i w kole. I napisz koniecznie jak było. Nie jesteś osamotniony w zaprowadzaniu normalnośći, a Twoja zdecydowana postawa może być dobrym przykładem dla innych. Każde udane pozytywne działanie cieszy i warto o tym informować. Choć tyle możemy w internecie.
Pozdrawiam
Andrzej
             Odp: papierowo, ale na poważnie
Robert Hamer 24.1.05 04:29
            
Przyjmuje gratulacje z powodu wyboru na prezesa koła ;) Konkurencja się wycofała, przewidując klęskę. Wybrany zarząd jest O.K. sami sprawdzeniu ludzie. Opozycja obarczyła nowy zarząd kolejną debilną uchwałą w wyniku której mamy dorybić amurem. Po nieudanym zamachu na drzewa, które im przeszkadzają, teraz chcą się rozprawić z roślinami w których ryby odbywają tarło, potem chowa się w nich wylęg i są znakomitym producentem tlenu. Oczywiście użyje wszelkich wpływów aby ZO nie dopuścił do wpuszczenia amura. Mam nadzieję, że zasięgną w tej sprawie opinii ichtiologa. Po za tym mam zamiar w nowej kadencji sztywno trzymać się litery prawa i zarybiać zgodnie zasadami racjonalnej gospodarki rybackiej, czyli wpuszczać ryby gwarantujące wykorzystanie bazy pokarmowej zbiornika. Będą to ryby odporna na masowe wyławianie , czyli wylęg i drobny narybek. Mięsiarzy czekają 4 chude lata. Niestety podjęto uchwałę o wykreśleniu z regulaminu łowiska ograniczeń w połowie pstrąga tęczowego i od dziś mogą łowić bez wymiaru i z limitem 5 kg. Jedyna nadzieją w tym, że pstrągi już nieco zmądrzały i same obronią się. Tak jak 4 lata temu wymyśliłem te pstrągi, tak teraz będę się sprzeciwiał wpuszczaniu ich do jeziora. Przy takim poziomie etyki wędkarskiej dorybianie handlówką jest wykluczone. To tyle obiecanej relacji z walnego. Pozdrawiam.
                 Odp: papierowo, ale na poważnie
Waldemar Kantyka 24.1.05 08:05
                
Robercie! Spieszę z gratulacjami (skoro sie tak domagasz;-)). Daj nam Boże wielu takich niepokornych i ciągle chcących. Tak trzymaj!!!
Pozdrawiam, Waldek
         Odp: papierowo, ale na poważnie
ramon 11.1.05 19:46
        
Życzę powodzenia w walce z wiatrakami,ciekaw jestem na jak długo wystarczy ci sił.
             Odp: papierowo, ale na poważnie
Robert Hamer 13.1.05 16:26
            
Zaczyna mi ich brakować. Banda palantów wycina nam pstrągi na robaki. Siedza co dziennie i rezają jak nikt nie widzi ile wlezie. Zrobili się tak pewni siebie, że gadanie już nic nie pomaga. Po prostu amok totalny, krew w oczach. Kilkunastu ludzi wytnie ryby na które składało sie 270 ludzi. Jak się im dziwic, że rezygnują z płacenia skaldek jak dla nich nic nie zostanie. W tym roku padł rekord w zarybianiu. Do wody 6,5 ha wpadło ryb za ponad 9000 zł. Im więcej ryb, tym większe problemy. Pewnie odejdĄ z koła kolejni zirytowani. Niestety nie jestem w stanie nad tym zapanować, co powoduje, że sobie nie radzę jako prezes. Taka jest prawda. Gdybyśmy nie zarybili, byłby święty spokój.
                 Odp: papierowo, ale na poważnie
Tomasz Statek 14.1.05 19:39
                
9000 na zarybianie? Co wy - na przemycie dorabiacie czy jak? Moje koło (500 członków) wpuściło ryb za 1000.
                     Odp: papierowo, ale na poważnie
Marcin Szczasny 15.1.05 12:22
                    
1000 z koła no to jestem impressed. w ub roku towarzysko, dzięki pomocy kolegów KWI zostały wpuszczone do rzek roztocza pstrągi i lipiuenie za 1500PLN. Teraz nie dziwi mnie Pańskie narzekanie na rybostan pstrągowy na Kieleczczyźnie i , że najpierw trzeba usunąć plamy na słońcu i wpływ księżyca i promieniowanie elektromagnetyczne żeby było lepeij. Po prostu uznaliście że najlepiej nie robić nic
                         Odp: papierowo, ale na poważnie
Tomasz Statek 15.1.05 16:51
                        
Nie "uznaliście", to akurat mocno sobie wypraszam. Uznały odnośne władze. Nie mogę też wypowiadać się za inne koła, ponieważ nie mam jasności, co kto gdzie czego i za ile wpuścił. Dlatego napisałem wyraźnie "moje koło".
Moje koło nie posiada w promieniu 50 kilometrów wód pstrągowych. Wpuszczenie pstrągów do glinianki minęło by się z celem. Bardzo boli mnie jednak, że ten 1000 poszedł głównie w karpia i lina.
Prosiłbym o nieuogólnianie z szacunku dla tych kół z kieleckiego, które jednak w zarybianiu pstrągiem mają jakieś efekty. Jak np.: koło Roberta Hamera.
                             Odp: papierowo, ale na poważnie
Marcin Szczasny 15.1.05 17:40
                            
OK moja wypowiedz była cokolwiek nieprecyzyjna, nie chciałem uogólniać, i tak w ogóle to się cieszę, ża Pan tak ze mną koresponduje, ale 2 uwagi
1. dlaczego te 1000 poszło na karpia i lina i co Pan zrobił żeby tak się nie stało
2. myśmy ryby wpuszczali 100km od Lublina, pieniądze pochodziły z połowy terytorium RP, po ryby pojechaliśmy 250km czyli kryterium odległości nie ma znaczenia jeśli dusza ochotna
                                 Odp: papierowo, ale na poważnie
Tomasz Statek 15.1.05 18:16
                                
Co zrobiłem? A wk...wiłem się tak mocno, że w tym roku zebrałem ekipę, z którą będę walczył o władzę w kole. Wtedy będę mógł się w...wiać tylko sam na siebie. Problem w tym, że ja nawet poniekąd rozumiem działaczy od karpi i linów: jeśli zdecydowana większość wędkarzy w okolicy preferuje te gatunki, to trzeba (niestety) im też zapewnić trochę frajdy.
(Nawiasem mówiąc - co może zrobić zwykły wędkarz, taki sobie przeciętny, jak mu się nie podobają zarybienia? Oczekuję podpowiedzi!)
Można jechać po ryby i 500 km, jeśli są tego warte. Ale trzeba wziąć pod uwagę, że każde wpuszczenie ryby poza "własną" wodę jest odczytywane przez większość wędkarzy jako "zdrada". Zwłaszcza, jak się na swoim zarybia za tauzena.
                                     Odp: papierowo, ale na poważnie - zarybienia
Andrzej Trembaczowski 15.1.05 19:04
                                    
Nie przeciwstawiajmy zwolenników karpi, linów i łowienia spławikowego spinningistom, pstrągarzom i zwolennikom ryb łososiowatych. Taki antagonizm jest niepotrzebny.
Cały urok wędkarstwa w tym, że są rozmaite wody, rózne gatunki i różne metody łowienia. I każdy coś może dla siebie znależć.

Nie można też zarybień ustawiać "pod publiczkę", na zasadzie ilości zwolenników takiej czy innej ryby - to absurd i zaprzeczenie racjonalnej gospodarki rybackiej! A taką PZW ma obowiązek prowadzić!!!

PZW wystąpił o wody i przedstawił konkretne plany ich wykorzystania. I ma obowiązek wywiązywać się z tych planów - inaczej może te wody stracić. I może je przejąć ktoś inny...

Nie można wbrew tym ustaleniom wpuszczć karpi do rzek krainy pstrąga i lipienia albo pstrągów do glinianki. Tych ustaleń PZW musi się trzymać i muszą to wędkarze rozumieć. Jeżeli w okręgu są pstrągowe rzeczki, to muszą być zagospodarowane właściwie, zgodnie z ich charakterem i z przedstawionym w operacie rybackim planem. I zwolennicy karpia nie mogą tego zmienić, nawet jeżeli jest ich więcej niż pstrągarzy.

Być może komuś się wydaje, że w Polsce wszystko przejdzie, że "papier jest cierpliwy i wszystko przyjmie", i że rzeczywistość może znacznie odbiegać od papierowego zapisu. Do czasu :)))))))))))) Jeżeli gospodarka nie będzie prowadzona prawidłowo, mogą być skargi. Nic już nie będzie jak dawniej, ale nic się samo nie zmieni - potrzebna jest nasza aktywność.
:)))))))))))))
Andrzej
                                         Odp: papierowo, ale na poważnie - zarybienia
Tomasz Statek 15.1.05 20:59
                                        
Ano właśnie.

Nie przeciwstawiam karpiarzy spinningistom (zasadniczo bliżej mi do tych pierwszych, ponieważ ze spinningiem wziąłem już rozbrat). Natomiast zdecydowanie jestem przeciwny działaniom, które powodują zarybienie dla dwutygodniowego festynu Połowiaczy Wszystkiego co Żyje (Również Na Zapas). Problem w tym, że wiele kół dysponuje jedną wodą o określonej charakterystyce, która powoduje, że woda przyjmie tylko takie to a takie gatunki. Można więc cały limit zarybieniowy wpuścić w tę wodę (np. te nieszczęsna karpie) i wówczas PWcŻ (RNZ) będą mieli frajdę nie przez dwa tygodnie, lecz miesiąc, dokąd im, ich rodzinom i sąsiadom zamrażalniki nie popuszczają. Można też swoją wodę zarybić rozsądną ilością materiału, a nadwyżkę przeznaczyć na zarybienie wód w innym kole, gospodarującym na wodzie o odmiennym charakterze (po porozumieniu stron zainteresowanych, oczywiście).

Problem polega na tym, że aby zastosować drugi wariant (tak sobie wykoncypowałem, że rozsądniejszy) potrzebne jest myślenie trochę przekraczające horyzonty wykreślone przez "bliższa ciału koszula". A to niestety nie jest łatwe.
                                             Odp: papierowo, ale na poważnie - zarybienia
Andrzej Trembaczowski 16.1.05 16:05
                                            
Są koła, które nie mają żadnej wody, są takie, które mają swój staw (jezioro, gliniankę), które mają w pobliżu niedużą rzeczkę i takie, z których wędkarze łowią w dużej rzece, przepływającej przez teren kilku kół, a nawet okręgów PZW. I zarybienia muszą być dostosowane do sytuacji.
Najłatwiej gdy tą wodą jest zamknięty zbiornik - wtedy można zarybiać zgodnie z życzeniami wędkarzy, na miarę możliwości finansowych, oczywiście także rybą, która tam pasuje. Inaczej będzie, kiedy tym łowiskiem jest rzeka.Tam już nie ma możliwości na samowolkę, zarybienia muszą być zgodne z ustaleniami zapisanymi w operacie rybackim.

A całość powina być koordynowana przez okręg, gdzie się traktuje zagospodarownie wód całościowo, gdzie plany zarybień są konsultowane z ichtiologiem. Wtedy nie ma miejsca na "lokalną radosną twórczość".
Koło swoje plany zarybieniowe musi do tych planów dostosować. Owszem, może kupić więcej ryby i przeznaczyć ją na to "swoje" łowisko, ale tylko taką rybę i w takiej ilości, która tam pasuje, która nie spowoduje zakłócenia równowagi w środowisku (np amury).
Pozdrawiam
Andrzej
                                                 Odp: papierowo, ale na poważnie - zarybienia
Tomasz Statek 16.1.05 16:43
                                                
Takie są założenia, ale prawdopodobnie rzeczywistość będzie inna. Czyli normalna. To znaczy - nienormalna, bo koła i tak w większości będą zarybiały tym, czym im się podoba. Jak się tak robiło przez 50 lat radosnej twórczości, to nawyki trudno będzie zmienić.

Tegoroczne przetargi na dzierżawę wód pokazały, że w wielu przypadkach rzetelność przygotowanej oferty miała się nijak do rozstrzygnięcia konkursu. To świadczy o tym, że Skarb Państwa jest w sumie średnio zainteresowany tym, co się faktycznie w wodach będzie działo. Zebrał kasę i po sprawie. I prawdopodobnie za 10 lat będzie dokładnie tak samo.
                                                     Odp: papierowo, ale na poważnie - zarybienia
Andrzej Trembaczowski 17.1.05 17:53
                                                    
Nie, nie będzie :))))))))))))) jestem pewien, że nie będzie. Ta rozkładająca Polskę nienormalność skończy się, bo skończyć się musi. Tak jak musiał upaść komunizm - to kwestia czasu. I - jestem pewien - że nie będziemy musieli czekać 10 lat. Choć już nam kilkanaście lat uciekło... Ale samo nic się nie zrobi. Potrzebna jest nasza aktywność, nasze reakcje na tą nienormalność.

Złe zagospodarowanie wód - jeżeli takowe będzie - powinno zostać skrytykowane, powinno spowodować listy i pisma, protesty i zażalenia do okręgów PZW, ale także, gdyby to się okazało nieskuteczne, również do mediów i do administratorów wód.
Pewnie, że obecnie może być tak, że zarządzający wodami mogą się na gospodarce rybackiej i na wędkarstwei nie znać. Ale tak też nie będzie ani wiecznie, ani aż przez 10 lat. To już się zmienia.

Potrzebna jest jeszcze jedna zmiana - zrozumienie, sensu dobra wspólnego. Zrozumienie, że nie tylko "ważne to je, co je moje", ale także i to, co jest wspólne; i ten trawnik osiedlowy, i miejski skwerek, i lasy, i rzeki, i oczywiście ryby też. A tu jesteśmy mocno zapóźnieni...
Pozdrawiam
Andrzej
(czasem mimo wszystko optymista)
                                                         Odp: papierowo, ale na poważnie - zarybienia
Tomasz Statek 17.1.05 18:40
                                                        
Podobno (mam aktualne przecieki ze swojego Okręgu), gdyby zsumować planowane zarybienia z wygranych przetargów przez PZW, okazałoby się, że moce produkcyjne polskich ośrodków zarybieniowych starczą na 60% zarybień. No to jedno z dwojga: albo się te oferty robiło na wyrost (czyli z założenia nie mając zamiaru ich wypełniać), albo też trzeba będzie sprowadzić zza granicy narybek. Czyli czekają nas podwyżki...

Ale faktycznie - coś tam drgnęło. Wiemy już, że przysłowiowych karpi i japończyków będzie dużo, dużo mniej. Przynajmniej na wodach objętych operatami.

Natomiast żeby zmieniło się podejście ludzi do problemu dobra wspólnego muszą wymrzeć dwa pokolenia. Nie tylko ci, którzy żyli w socjaliźmie, ale też ci, którzy o nim wogóle słyszeli.

Pozdrawiam
Tomasz
(zazwyczaj pesymista, bo można się najwyżej pozytywnie rozczarować)
                                                             Odp: papierowo, ale na poważnie - zarybienia
Andrzej Trembaczowski 17.1.05 19:10
                                                            
Przetargi były oceniane, mogą być też od decyzji odwołania i jeżeli ktoś wciskał ten przysłowiowy kit, przetarg może zostać unieważniony.
Z tego co słyszałem, jeżeli ktoś zawyżał ilości wpuszczanych ryb, to raczej nie PZW.
Nie wiem jak jest w każdym okręgu - bo skąd mam to wiedzieć? - ale nie mam podstaw, by sądzić, że w tych wnioskach podawano jakieś nierealne dane. Wiem, że operaty pisane były przez znających się na rzekach ichtiologów. Oby tylko te zapisy były zrealizowane. To też się wiąże z większymi kosztami i z tym się musimy liczyć. Na same opłaty dzierżawne potrzebne będą pieniądze.
Jak to się sprawdzi zobaczymy już po roku.

Zmiany w ludzkiej mentalności rzeczywiście są powolne, ale możliwe. Dziś raczej nie widać na tych osiedlowych trawniczkach (jakoś się do nich przyczepiłem :)))))) tabliczek "nie deptać trawników", nie są potrzebne. Róż z kwietników też już się raczej nie zrywa. W wielu naszych miastach można spotkać dzikie kaczki i nikt im krzywdy nie robi. Niby to wszystko oczywiste, ale 30 lat temu tak nie było :))))))))
Pozdrawiam
Andrzej
p.s.
W okręgu lubelskim zarybia się różnymi gatunkami, również brzaną, świnką, boleniem, jaziem, kleniem, miętusem, sumem i węgorzem. Plany zarybień są ustalane przez ichtiologa i zatwierdzane przez Komisję Gospodarczą.
                                                                 Odp: papierowo, ale na poważnie - zarybienia
Ryszard Siejakowski 18.1.05 10:54
                                                                
Andrzeju, nikt nie podważa planów zarybień i opinii ichtiologa. Problem tkwi w ich realności. A realność to zabezpieczenie materiału zarybieniowego w wielkości stosownej do planów. RZGW powinno weryfikować te plany poprzez kontrolę zawartych umów na zakup materiału zarybieniowego i możliwości finansowych ich zakupu przez wygrywającego konkurs ofert. Zgłaszający swoją ofertę powinien miec zawartą co najmniej umowę przedwstępną warunkową z dostawcą materiału zarybieniowego i taka oferta powinna być załącznikiem do w/w oferty dzierżawy. Podobnie ze środkami finansowymi, powinno być podane źródło ich pozyskiwania i przewidywana wielkość.
Rysz@rd
                                                                     Odp: papierowo, ale na poważnie - zarybienia
Andrzej Trembaczowski 18.1.05 21:37
                                                                    
To wszystko prawda i tak być może ma to wszystko funkcjonować...
I - być może - będzie.
Tylko jeszcze trzeba, aby administrator wód (RZGW) oceniał zarybienia i całą działalność prowadzoną przez dzierżawców. I - znów optymistycznie napiszę - być może tak będzie.

Kiedy? Właśnie.
Nie jutro, i pewnie i nie w tym roku, ale na pewno tego się w końcu doczekamy. Nie widzę innego wyjścia.
:))))))))))
Andrzej, czasem optymista
                                                                     Odp: papierowo, ale na poważnie - zarybienia
Robert Hamer 18.1.05 16:05
                                                                    
Dziś wklepywałem sobie do koputera wzór protokołu zarybienia. Jest w nim napisane, że o zarybieniu powinny być informowane lokalne organa władzy. Niestety nie ma w tym dokumencie miejsca na podpis takiego przedstawiciela. A szkoda, bo to zmieniło by nieco sytuację. Tu chyba miejsce na ruch ze strony RZGW.
Tak naprawdę to już niedługo PZW objawi swoje prawdziwe zamiary względem obwodów rybackich jaki uzyskali w przetargach. Wystarczy dowiedzieć się jak zostały obsadzone stawy w ośrodkach zarybieniowych. Niestety są one nastawione na produkowanie karpi, czego się tak łatwo nie da zmienić. Kiedyś napisałem, że według mnie tylko posiadanie wylęgarni ma sens, bo tu manewr jest dużo większy. Jak pozyska sie tarlakidanego gatunku, to można produkować dowolną rybę. Niestey wylęgarni jest bardzo mało i pracuja one w kooperacji z innymi ośrodkami produkując dla nich wylęg. To daje klasycznego pata. Gdybym wierzył w dobre intencje okręgów, to dałbym im czas na dostosowanie. Niestety obawiam się, że nadal dyktat mięsiarzy weźmie górę. Okręgi nie zaryzykują straty członków. Mięso do szybkiego odłowienia, to oferta PZW dla członków. Stawianie na dzikie rybe, trudne w łowieniu, to zbyt wielkie ryzyko. Dlatego już teraz się myśli jak minąć operaty. Ktoś mi powiedział, że zarybianie karpiem można zwalić na konto kół, które nie zobligowane są do zarybinia. Ale to naiwne rozwiązanie, bo koło to nierozerwalna część PZW.
Obawiam się, że szansa na zwrot w podjściu do gospodarki rybackiej skończy się na balansowaniu ciałem a stopy zostaną w miejscu. To się nazywa, ruch pozorny. Pozdrawiam.
                                                                         Odp: papierowo, ale na poważnie - zarybienia
Andrzej Trembaczowski 18.1.05 21:43
                                                                        
Zarządy okręgów mają obowiązek powiadamiać RZGW o zarybieniach. Jak to będzie w praktyce? Zobaczymy. I ZO i RZGW będą musiały się przystosować do nowego.
Zwolennicy zarybień wbrew przyrodzie i wbrew zdrowemu rozsądkowi muszą zrozumieć, że mogą doprowadzić do utraty wody.
Wiem, zadziała bezwładność i być może nie wszyscy zrozumieją nową sytuację, ale to kwestia czasu... I raczej niezbyt długiego (mam nadzieję).
Pozdrawiam
Andrzej
                                                                         Odp: papierowo, ale na poważnie - zarybienia
Ryszard Siejakowski 18.1.05 17:59
                                                                        
Robert, obawiam się, że będziesz miał rację i zarybianie stanie raczej "zakarpieniem", niż faktycznym zarybianiem w gatunki niezbędne i pożądane. Kilkanaście lat temu PZW pozbywało się ośrodków produkujących materiał zarybieniowy, bo miało to być działanie ekonomicznie nieuzasadnione. Dziwnym trafem te ośrodki nadal działają jako prywatne i zupełnie sobie dobrze radzą. Trochę zmieniły profil, przestawiając się na hodowlę stricte konsumpcyjną. Tak więc nie ośrodki były do d..py tylko zarządzający nimi.
Rysz@rd
                                                                             Odp: papierowo, ale na poważnie - zarybienia
Robert Hamer 20.1.05 11:27
                                                                            
Dodychczasowa polityka PZW nastawiona na masowość przynosi odpływ członków. Zarybianie pod ptorzeby wędkarzy doszo do kresu swoich możliwości. Pytanie brzmi, czy ktoś w PZW ma odwogę zmienić tą politykę. Zarybianie pod wodę spowoduje odejście ludzi nastawionych na pozyskanie mięcha. Zostaną prawdziwi wędkarz którzy nie eksploatują wody do dna. Wystarczy, że będą przestrzegać przepisy dostosowane do mozliwośći wody. To oznacza zmniejszenie zarybiania, a to z kolei więcej kasy w w kasie ;) To samo jak widać można uzyskać na 2 sposoby. Trzeba mieć tylko odwagę powiedzieć mięsiarzom, GAME OVER.
                                                                                 Odp: papierowo, ale na poważnie - zarybienia
Andrzej Trembaczowski 22.1.05 15:04
                                                                                
Dokładnie tak!!!
Pozdrawiam
Andrzej
                                                                                     Odp: papierowo, ale na poważnie - zarybienia
Tomasz Statek 22.1.05 18:10
                                                                                    
Bardzo przepraszam, że się wetnę między autoryteta, ale nie będzie wcale tak pięknie. Zarybienia "pod wodę" spowodują odpływ części mięsiarstwa lub przejście "do podziemia". Zarybienia pod wodę, zgodnie z założeniami przetargów, określone zostały na najbliższe 10 lat. Oznacza to, że bez względu na ilość wędkarzy i wyławianych przez nich ryb, kwota na zarybienia ustalona na 10 lat jest stała. Co oznacza, że im mniej wędkarzy, tym każdy z nich będzie musiał ponieść wyższe koszty zarybienia wkalkulowane w opłatę roczną, ponieważ (prawdopodobnie) umowy dzierżawy nie przewidują możliwości renegocjacji. Czyli - opłata roczna będzie rosła wprost proporcjonalnie do liczby członków, którzy zaprzestali płacenia (co oczywiście nie znaczy, że zaprzestali łowienia!). O ile oczywiście Związek będzie chciał wypełnić założenia przetargów.

Podniesienie składek spowoduje dalszy odpływ członków, co z kolei będzie przyczyną kolejnych podwyżek, które spowodują... itp., itd., etc.

Za dziesięć lat rozpisane zostaną nowe przetargi. Jeśli w wysokości zarybień deklarowanych przy podejściu do przetargu uwzględnione zostaną dane wynikające z rejestrów połowów, to być może zmniejszone zostaną zarybienia (mniej wędkarzy - mniej wyłowionych oficjalnie ryb - mniejsze zapotrzebowanie na zarybienia). W tym momencie opłaty powinny zostać zmniejszone, w co oczywiście nie wierzę, po jak żyję w tym kraju taniały tylko lokomotywy:-)

Czyli z tymi opłatami będzie inaczej, niż sądzicie.
                                                                                         Odp: papierowo, ale na poważnie - zarybienia
Andrzej Trembaczowski 22.1.05 19:03
                                                                                        
Jak będzie - życie pokaże...

By coś konkretnie powiedzieć, trzeba wziąć pod uwagę konkretną wodę, konkretną umowę itd. Przypuszczam, że są na tyle rozsądnie napisane, że są możliwości korygowania zarybień, kosztów itd. zależnie od sytuacji, która się będzie zmieniać.
Na pewno i w interesie prowadzącego zagopodarowanie wody dzierżawcy, i w interesie korzystających z wody wędkarzy leży rzetelne wypełnianie rejsetrów i wpisywanie zabranych z łowiska ryb. To pozwoli na korekcję gospodarki.

Niezależnie od tego wszystkiego, bardzo możliwe, że bardziej ucywilizowane wędkarstwo zniechęci mięsiarzy, bo im się po prostu "karta nie zwróci" :))))))))). To może spowodować odpływ z PZW (Robert o tym pisze wyżej). Czy to źle? Jeżeli odejdą tacy, "którym się karta nie zwróci", to jeszcze im pomacham na pożegnanie :)))))))) Jakiż pożytek z kogoś, kto wykupuje sobie dla tzw. spokoju prawo do praktycznie nieograniczonego wyławiania ryb? Takich niestety jest wielu i im prędzej odejdą, tym lepiej. Wpłacają rocznie te 150 zł a wyławiają za wielokrotnie więcej - w myśl zasady "karta musi się zwrócicić". Poza tym psują innym przyjemność wędkowania.
Porządniejsze zagospodarowywanie wód, lepsza opieka (straż!!!), dodatkowe opłaty, nawet symboliczne, spowodują zepchnięcie mięsiarzy na mniej atrakcyjne (i mniej pilnowane) wody, albo skierują ich zainteresowanie na komercyjne stawy :))))))
W tą stronę to pójdzie. Szybciej czy wolniej, ale mam nadzieję, że nieuchronnie.

Inna sprawa, to koszty wędkowania.
Na pewno będą się zwiększać. Zgodnie z zasadami ekonomii. Przecież nikt do naszego hobby nie będzie dopłacał. Przyjemność kosztuje i musi kosztować tyle, ile musi. Zagospodarowanie wód, ochrona, obsługa itd. Oby kosztowało tyle, co musi, oby te środki były racjonalnie wykorzystane. Wody związkowe - więc dzierżawca (PZW) - nie musi na swoich członkach zarabiać, ale dopłacać też nie będzie, bo skąd? Dyskutowaliśmy już o tym nie raz. Koszty więc wzrosną, zróżnicują się. Łowienie karasi srebrzystych nie musi tyle samo kosztować co łowienie szczupaków, a szczupaków tyle, co łososi.
I pozostaje do rozwiązania jeszcze inny problem - jak zrobić, by to droższe wędkarstwo było nadal dostępne dla tych wszystkich, dla których naprawdę wędkowanie jest pasją? Nie sposobem na mięcho, ale sposobem na spędzenie wolnego czasu, na kontakt z naturą, na zaspokojenie łowieckiej pasji? I tu, na tych droższych łowiskach, będzie trzeba wprowadzić zezwolenia jednodniowe, dziesięciodniowe itp. na zasadzie biletu. Lepszego wyjścia nie widzę.
Na sąsiedniej Słowacji stosuje się takie rozwiązania.
Andrzej
p.s.
Jak zaczynałem, to PZW zrzeszał 10 razy mniej członków niż obecnie. Potem postawiono na "masowy rozwój", bo to pasowało do ideologii. A ilość nie idzie zwykle w parze z jakością...
                                                                                         Odp: papierowo, ale na poważnie - zarybienia
Robert Hamer 22.1.05 19:02
                                                                                        
Tok myślenia masz Tomku prawidłowy, tylko przyjąłeś błędne założenia. A zakładasz, że PZW nadal ma trwonić kasę a za odpływ mięsiarzy mają zapłacić No Killowcy. Związek napisał operaty pod eksploatowanie wód do dna i pod zbyt ryb w swoich ośrodkach zarybieniowych. Trochę asortyment im się wymkną spod kontroli, ale jakoś wybrną z tego. Tylko czy za to też mamy płacić? Trzeba było wpierw pomyśleć, potem zrobić porządek w organizacji a potem napisać rozsądny operat. W tym burdelu nic nie będzie dobrze, bo PZW wpadło w sieć swojej polityki. Jak powiedziałem jednemu dzierżawcy ośrodka PZW, że rąbią mi pstrągi na wyścigi, ten odpowiedział, „niech łowią, ryby są dla ludzi”. Widać jak na dłoni, że są ludzie zainteresowani wędkarstwem w stylu PZW. Niestety ten model zamienia nasze dzikie wody w łowiska komercyjne w których ryba pojawia się na krótko jesienią. Na to nie ma zgody i mam nadzieję, że nie będzie.
                                                                                             Odp: papierowo, ale na poważnie - zarybienia
Andrzej Trembaczowski 22.1.05 22:43
                                                                                            
Też mam nadzieję, że nie będzie.

Tak samo, jak mam nadzieję, że ludzie, którzy obecnie jeszcze tkwią w PZW - więcej - pełnią tam funkcje np. w ZO - i nie chą zrozumieć konieczności zmian, wypadną.
Ktoś, kto tak odpowiedział w sprawie kłusowania pstrągów powininien zostać wywalony na zbity łeb - nie nadaje się.
I mam nadzieję na taką weryfikację, liczę że ona nastąpi, choć wiem, że na pewno nie automatycznie i nie bez naszego zaangażowania. Nic się samo nie zrobi.

Nowe zasady korzystania z wód dają jednak możliwość zaskarżenia o niegospodarność, o nie wypełnianie tych podpisanych zobowiązań do wyższej niż PZW instancji. Na razie to jeszcze teoria, ale...
:))))))))))))))
Andrzej
Mimo wszystko optymista
                                                                                             Odp: papierowo, ale na poważnie - zarybienia
Tomasz Statek 22.1.05 20:12
                                                                                            
Ależ oczywiście, Robrcie i Andrzeju, że Związek będzie nadal trwonił kasę. Od 50 lat trwoni, więc prędko nie przestanie. Tym bardziej,że jakoś nie słyszałem o przewietrzeniu kadr na wyższych szczeblach. Stołeczki milutkie, cieplutkie, wysiedziane... Najłatwiejszym sposobem zorganizowania brakującej kasy jest wydłubanie jej z kieszeni wędkarzy.

Nie mam nic przeciwko wyższym, nawet sporo wyższym opłatom, jeśli będą zapewniały bezpieczne i przyjemne wędkowanie. I jeśli zostaną wprowadzone rozsądnie, a nie według dotychczasowej urawniłowki - wszyscy płacą tyle samo. Tyle tylko, że nie słyszałem choćby o planach takich zmian w systemie opłat.

A ci, którzy odejdą ze Związku nie przestaną łowić ryb. Ale już tylko na nasz koszt.
                                                                                                 Odp: papierowo, ale na poważnie - zarybienia
Robert Hamer 23.1.05 06:14
                                                                                                
W przypadku rażącego nie wywiązywania się ze zobowiązań wynikających z operatów, będę pisał zawiadomienia. Mam nadzieję, że w PZW nikt nie wpadnie na debilny pomysł postawienia mi zarzutu o działanie na szkodę PZW, tak jak to było w przypadku twórców pierwszych stowarzyszeń wędkarskich. Udowodnienie machlojek w papierach będzie trudne, ale po paru pismach RZGW powinno zacząć wysyłać swoich przedstawicieli na akcję zarybieniową. Nie jest to takie trudne, bo RZGW ma swoich pracowników w wielu miejscach. Np. w Chańczy cała obsada tamy to pracownicy RZGW. Im większa i bardziej różnorodna w składzie taka komisja, tym większe zadość uczynienie rygorom. Uważam, że ta sprawa jest do wywalczenia. Samopas związku i radosna działalność muszą przejść do historii. Ostatnie wydarzenia pokazały, że tylko czynniki zewnętrzne są w stanie wymusić na związku jakieś zmiany. To, że związek będzie się wił jak wąż jest pewne. Jeśli jednak zmarnujemy tą okazję, to rybny debet w wodzie mamy zagwarantowany na najbliższe 10 lat.
                                                                                                     Odp: papierowo, ale na poważnie - zarybienia
Andrzej Trembaczowski 23.1.05 14:56
                                                                                                    
Myślimy podbnie. Też uważam, że to jest jakaś szansa na zmiany i nie wolno jej zmarnować.

Wsółpraca PZW i RZGW jest konieczna.
PZW ma obowiązek powiadamiać RZGW o zarybieniach, a dla RZGW to też okazja żeby dostosować się do nowej roli i być odpowiedzialnym nie tylko za wodę w rzece, ale za rzekę. Dostali takie prawo administratora płynących wód, niech się z tego obowiązku wywiązują. Tak samo PZW powino wywiązywać się z obowiązku dobrego dzierżawcy-gospodarza.
Warto dopilnować, by tak było.
Pozdrawiam
Andrzej
                                                                                                         Odp: papierowo, ale na poważnie - zarybienia
Tomasz Statek 23.1.05 15:56
                                                                                                        
Oj, to długa droga przed nami!

Mam przyjemność współpracować z RZGW w zupełnie innej branży. Bardzo miła pani dyrektor robi się od razu czerwona, gdy usłyszy słowo "wędkarz". Dla niej wędkarze to goście, którzy zostawiają na brzegu tony śmieci, które jej pracownicy muszą później sprzątać. Nie ma roku, żeby kilku pracowników RZGW nie poszło na zwolnienie z powodu nadepnięcia na stłuczone znicze, słoiki lub butelki. W dodatku wędkarze wieszają na RZGW publicznie psy, ponieważ gospodarka wodą w pobliskim zalewie powoduje niszczenie złożonej ikry.

W takie atmosferze nie ma mowy o konstruktywnej współpracy. Co najwyżej milcząca tolerancja.
                                                                                                             Odp: papierowo, ale na poważnie - zarybienia
Andrzej Trembaczowski 24.1.05 03:04
                                                                                                            
Długa, bardzo długa i trudna. Ale czy jest inna?
Pozdrawiam!
Andrzej
                                                                             Odp: papierowo, ale na poważnie - zarybienia
Tomasz Statek 18.1.05 21:25
                                                                            
I bardzo dobrze się stało, że PZW pozbyło się tych ośrodków. Prowadzone przez właścicieli prywatnych zaczęły przynosić dochód, a tak dalej dopłacalibyśmy do nich z własnych składek. Uważam, że rynek wyreguluje skład gatunkowy produkcji ośrodków. Jeśli będzie zapotrzebowanie na świnkę, klenia czy jazia zacznie się ich produkcja. Jeśli jest popyt, natychmiast rodzi się podaż. A na karpiach z roku na rok wychodzi się coraz gorzej.
                                                                                 Odp: papierowo, ale na poważnie - zarybienia
Ryszard Siejakowski 19.1.05 12:17
                                                                                
To jest tylko pewna konkluzja, dotycząca stanu obecnego. Powstaje pytanie czy dzisiaj te ośrodki puszczone kiedyś w pacht, nie byłyby argumentem przy składaniu ofert przez Związek? Inne pytanie to czy rzeczywiście jedynym sposobem naprawy było pozbycie się tych ośrodków. Może lepiej było się pozbyć nieuków gospodarczych, nimi zarządzającymi.
Rysz@rd
                                                                                     Odp: papierowo, ale na poważnie - zarybienia
Tomasz Statek 19.1.05 13:22
                                                                                    
Jako zadeklarowany przeciwnik systemu nakazowo - rozdzielczego jestem zdecydowanie przekonany, że nie dało się inaczej. Najlepszym przykładem jest to, że do dziś narybek z ośrodków PZW jest nawet o połowę droższy niż od prywatnych hodowców, co oczywiście wcale nie znaczy, że lepszy.

Tu też "wycieka" sporo związkowych pieniędzy, które można byłoby przeznaczyć na bardziej szczytne cele...
                                                                                         Odp: papierowo, ale na poważnie - zarybienia
ramon 19.1.05 18:12
                                                                                        
Ciekawie może wyglądać lektura pt Sprawozdanie z działalności ZO w latach 2001-2004, odnośnie kosztów zarybiania,jak wiesz ośrodek zarybieniowy ZO jest w dzierżawie, jednak cena narybku kupowanego tam jest nawet do 50% wyższa w porównaniu do innych hodowców prywatnych. I
to jest właśnie sztandarowy przykład gospodarki nakazowo- rozdzielczej a nie zdrowej ekonomii. Co wpływa na taki kształt kosztów?
                                                                                             Odp: papierowo, ale na poważnie - zarybienia
Tomasz Statek 19.1.05 18:36
                                                                                            
No, masz rację Ramon, gdyby nie małe ale... Tylko popatrz, kto komu ten ośrodek wydzierżawił! Nazwanie tego prywatyzacją to taka sama mniej więcej kpina, jak gdyby Wieczerzak wydzierżawił PZU Wieczerzakowi! Przecież to jedna klika, która sobie nawzajem napędza interes!

Co wpływa na taki kształt kosztów? Układy! Robisz zakupy tam, gdzie kosztują 100 zł, czy w sklepie, w którym za to samo zapłacisz 150? Gdyby Okręg nie kupił w tym ośrodku materiału zarybieniowego przez rok, wydał pieniądze u tańszego producenta, to aktualny dzierżawca zwinąłby się w trymiga! I może następny dzierżawca będzie tańszy!

Dobre jest to, że w ten ośrodek tuż przed wydzierżawieniem włożono masę kasy. A jeszcze lepsze, że po wydzierżawieniu dołożono jeszcze połowę tego. I jakoś nie słyszałem, by z tego powodu zmianie uległa umowa dzierżawy!!!!
                                                                                                 Odp: papierowo, ale na poważnie - zarybienia
ramon 19.1.05 19:04
                                                                                                
Tak jest to napewno dzierżawa nie prywatyzacja , i najprawdopodobiej z dofinansowaniem ( chyba w postaci sporej kwoty) z ZO , dlatego poleciłem Ci odpowiednią lekturę w poprzednim poście , wówczas okręg zapewne uchyli rąbka tajemnicy,
chyba że... rozmyje się to w innych wydatkach i pozostanie jak z filmu naszych południowych sąsiadów, co nie byłoby dobrym przyczynkiem do niby LEPSZEGO.
                                                                                         Odp: papierowo, ale na poważnie - zarybienia
Ryszard Siejakowski 19.1.05 15:48
                                                                                        
Tomku, nie ma jednej drogi i stwierdzenie, że się nie dało inaczej jest pięknym usprawiedliwieniem dla władz Związku. Logika nakazywała by dokonać analizy i stwierdzić dlaczego ci nie mogli a tamci mogą i to skutecznie. To tylko potwierdza moje przypuszczenie, że oddano to analfabetom gospodarczym we władanie i skutek jest taki a nie inny. Efektem końcowym winno być wyciągnięcie konsekwencji w stosunku do osób, które za to odpowiadały. To co napisałeś o cenach materiału zarybieniowego z ośrodków PZW ugruntowuje moje przypuszczenia, że byle łachudra nie ma się co brać za działalnośc gospodarczą :o(
Jest oczywistym, że tego typu przedsięwzięcia powinny być na własnym rozrachunku /podobnie jest z organem, czyli WW/. Tylko wtedy rachunek kosztów jest jednoznaczny a co za tym idzie efektywność gospodarowania. A tak wspomagamy coś co w zamierzeniu właściciela jest z góry określone jako nieefektywne /deficytowe/ i ładujemy pieniądze związkowe w dziurę bez dna.
Rysz@rd
                                                                                             Odp: papierowo, ale na poważnie - zarybienia
Tomasz Statek 19.1.05 18:07
                                                                                            
A czy możesz Ryszadzie, pokazać mi jedną państwową firmę która dobrze prosperuje na rynku (Jeśli nie korzysta z pozycji monopolisty, jak TP SA na przykład)?

Tak mi się zdaje, że temat prywatyzacji ośrodków zarybieniowych oraz produkcji materiału zarybieniowego mógłby oprzeć się o całkiem niezłą komisję sejmową. :-))))
                                                                                 Odp: papierowo, ale na poważnie - zarybienia
Andrzej Trembaczowski 18.1.05 21:47
                                                                                
Owszem, tak będzie. Są fachowcy, są ośrodki hodowlane. Są i ośrodki PZW, całkiem nieźle funkcjonujące.
A życie rozstrzygnie - jak w przyrodzie...
:)))))))))))
Andrzej
                                                                                     Odp: papierowo, ale na poważnie - zarybienia
Robert Hamer 02.2.05 18:23
                                                                                    
Okazuje się, że władze ZO czytają nasze dyskusje. Dziwne to nagłe zainteresowanie Internetem i jak znam życie, raczej ktoś zainteresował panią w ZO tym co Hamer wypisuje na temat PZW. Główny zarzut jaki mi postawiono to, że ZO nigdy nie machlaczy nic w papierach. Oczywiście nigdy nie widziałem aby ZO cos fałszowało, bo nigdy nie miałem możliwości tego sprawdzić. Natomiast wiele razy widział machlaczenie w papierach, które dostarcza się do ZO. Nidy nie miałem o to pretensji, bo jestem realistą i wiem, że robiono to pod presją której i ja czasem ulegałem. Problem tki właśnie w tej presji. Trudno cos robic mając przeciwko sobie armie rozwścieczonych mięsiarzy. Napisałem ten tekst, bo obawiam się, że władze PZW nie zmienią polityki prowadzonej od lat. Przyczyn jest wiele, strach przed nowym, obawa o lawinowym odpływie członków i fakt posiadania wielu ośrodków zarybieniowych o profilu karpiowym. Tak na prawdę nikt nie kreuje polityki związku. Nie ma na ten temat dyskusji. Ktoś obejmuje władze i robi swoje. Swoje to znaczy drze dla swojego kła jak najwięcej. I na tym jego misja się zaczyna i kończy. Dzięki temu mamy kilka ciekawych precedensów w postaci łowisk o ograniczonym dostępie (sami swoi), koła do których się nie można przepisać, itp. Dziś się dowiedziałem, że ZO będzie proponował aneksy do umowy na dzierżawę. Przyznam, że na to nie wpadłem, to legalny sposób rozwiązania problemu zarybienia pod wodę. Mam nadzieję, że aneksy będą miały określony żywot i ZO ma wolę zmieć politykę zarybieniową. To pociągnęło by za sobą inne zmiany. Moje gdybanie wynika z troski o to co będzie. Wiem jedno, że tak jak było do tej pory być dalej nie może. Władze PZW musza przestać zarybiać pod masy. Ta polityka doprowadziła do ruiny wiele wód. Odpowiada za to w 100% PZW. To co stało się z Wisłą, woła o pomstę do nieba. 80% wędkarzy których spotykam nad Wisła to Ostrowiec, Starachowice, Kielce. Tak jest od Annopola, przez Zawichost, Połaniec i Korczyn. To co ZO Kielce wpłaca na rzecz ZO Tarnobrzeg, to kropla tego co wędkarze z tego okręgu odławiają. Jak ZO Tarnobrzeg zajmuje się Wisłą wiem bez grzebania w papierach, oceniam to po obserwacji rzeki. Domyślam się, że większość ryb ląduje w jakiś dołkach do których dostęp mają okoliczni wędkarze. Skutki tego niedorybienia są opłakane. Jak wiele lat temu biłem na alarm, że z Wisły znika płotka, to niektórzy się śmiali. Po płotce znikły szczupaki. Chyba im krąpie nie smakują a ukleja jest za szybka. O sumach nie muszę pisać, bo to problem ogólnopolski. Jeśli ZO nie może pokryć strat spowodowanych odłowami wędkarskimi, to trzeba ograniczyć odłowy a nawet wprowadzać okresowe zakazy połowu. Tego nikt nie robi, bo to przyznanie się do bezsilności i wiara w samo odbudowę populacji. Aby wiedzieć o tych wszystkich problemach trzeba ruszyć zadek za biurka, rozpoznać temat i mieć odwagę zmierzyć się z prawdziwymi problemami. O sporcie nie rozmawiałem z panią z ZO. Z faktami trudno się dyskutuje. Przy takiej zapaści w wielu wodach, związku nie stać na utrzymywanie sportu.



Valid XHTML 1.0!
Wszelkie prawa zastrzeżone - All Rights Reserved - ©1999-2004 Krokus Sp. z o.o. - powered by eZ publish
Za publikowane treści odpowiedzialność ponoszą ich autorzy, jednocześnie wyrażając tym samym zgodę na ich bezterminową publikację.
Reklamy Krokus: Hobbystycznie założona strona genealogiczna oparta o Webtrees: Żbikowska . Można znależć na niej już sporo różnych nazwisk. Bardzo ciekawe materiały źródłowe dotyczące narodzin, zgonów i zawartych związków małżeńskich z parafii Grążąwy.