Portal Sklep Bazar Tygodnik Ryby Domowe Klub Reklama Pomoc
Archiwum 1
English pages

UWAGA! ZNAJDUJESZ SIĘ NA STRONACH ARCHIWALNYCH !!! NOWY ADRES => Wędkarstwo - Rybie Oko - http://www.fishing.pl

 
Artykuły
Forum
Foto
Baza
Co i kiedy
Linki
Brania
Hyde Park
Humor
Znad wody
Filmy i pliki
Kartki
Encyklopedia
Ryby i prawo
Ściąga
 
 
 
 
mniej ostatnich wiadomości 82114
To był fragmnet większej całości, niżej więcej :)
pytanie o połów
pomocy!
pomocy!
Odp: odp:Kłusownicy na śląsku
Odp: dorsz
.......................
Odp: Zapora na Wisłoce
Odp: Oj Panie Bogusz .....
Odp: Żyłka
pytanie o połów
pomocy!
pomocy!
leszczyńskie
"okonek"
Wróżka
W obronie jazgarza
Zawody? Również! Bo dlaczego nie?
Wisiel :/
Łowic bez nęcenia ?
Opowieśc znad wody..
Zanęty produkcji polskiej a zagranicznej
Konińskie kanały
Kupię szpulę do Okumy Avenger AV 30!!!!!!!!!!!!
POŻEGNANIE :) - godz 14!!!
Fajna rybka
Szkoda tytułować
 
 
więcej
Zawody wędkarskie
 4/145
Ten okropny żarłok - JAZGARZ
 
Opowieści znad wody.... cz.1
 6.9/85
Leszczowisko
 7.1/202
 8.8/115 hit
Łakomiec
 7.9/66
Oszuści na Bazarze Rybiego Oka.
 7.3/64
KOMUNIKAT
 
Stało się...
 5.6/30
Kłusownik ukarany! Lepiej późno niż wcale.
 4.9/71
 
 
więcej
Petycja!!!!!!!!!!!!!
Pstrąg Roztocza
Uroczyste otwarcie
 
 
Inne ankiety
Żyłka
Co robisz z niepotrzebnym kawałkiem żyłki?
wyrzucasz gdziekolwiek
rzucasz do wody, bo tam jej nie widać i ptak się nie zaplącze
tniesz na mniejsze kawałki i wyrzucasz
zabierasz ze sobą, by spalić w ognisku
zabierasz ze sobą, by wyrzucić do śmietnika
to inaczej, jak podaj w komentarzu

Wyniki Wyniki wszystkich

Komentuj
 


Wszystkie Rybim Okiem Opowiadania

Hit  Chłopaki znad Wisły, czyli saga o połamanych skrzydłach (Cz. 1/10)

Autor: Marek Pedyński
Data:03.1.05 17:01
Ocena:8.7 hit (50)
Czytano:4014

"Pomysł"

Koniec maja. Pierwsza wyprawa ze spinningiem na wiosenne szczupaki. Pogoda fatalna - zacinający deszcz, zimny wiatr i temperatura około 5 stopni Celsjusza. Kolejne rzuty bez efektu, wreszcie delikatne pobicie. Błyskawiczne zacięcie i wiem, że lekka, imitująca płotkę wahadłówka utkwiła w zaczepie.


*
Na szczęście krótkie pompowanie okazuje się skuteczne. Nowa plecionka faktycznie sprawdza się w ekstremalnych sytuacjach. Po chwili nad powierzchnią wody ukazuje się sczerniała od mułu linka, wokół której oplątała się moja przynęta. Wraz z linką wynurzają się kolejne haki. Teraz jestem pewien - kłusowniczy sznur. Na jednym z haków wisi jakiś ochłap. Po dokładnych oględzinach okazuje się, że to gigantycznych rozmiarów szczupak, który skusił się na kłusowniczą żabkę. Martwy od wielu dni, bo śmierdzi okrutnie. Mimo odoru wyciągam linkę z wody i tnę ją na kawałki. Na koniec odczepiam poszczególne haki, zbieram je w garść i ciskam w odruchu wściekłości daleko przed siebie. Tego dnia nie zajmowałem się już śledzeniem szczupaków. Założyłem blachę z dużą kotwicą i rzucałem nią w poszukiwaniu kolejnych sznurów. Udało się zlikwidować jeszcze dwa, ale do domu wracałem z przekonaniem, że to kropla w morzu kłusowniczego arsenału, porozstawianego w moim ulubionym łowisku.
*
Zielony ponton, kolebiąc się śmiesznie po powierzchni, sunie powoli z prądem Wisły. Siedzą w nim Michał i Władek - zapaleni spinningiści. Są jawnym dowodem na to, że przeciwieństwa się przyciągają. Michał to choleryk - zwykle najpierw działa, później myśli o efektach, natomiast Władek stanowi uosobienie rozwagi i spokoju. Zanim zrobi cokolwiek, musi to dokładnie zaplanować i rozważyć, stąd nie rozstaje się z małym notesem, w którym kreśli ołówkiem plany kolejnych działań. Ma go zawsze, nawet podczas wędkarskiej wyprawy. Co dziwne, obaj uwielbiają łowić ryby, które nijak się mają do ich charakterów. Zwariowany Michał specjalizuje się w połowie wymagających wielkiej cierpliwości sumów, zaś flegmatyczny Władek od kilku lat poluje na rapy - ryby dla błyskotliwych i nie pozbawionych refleksu wędkarzy. O dziwo - i jeden, i drugi uznawani są za wybitnych specjalistów w łowieniu tych gatunków.
Tym razem nie wybrali się na ryby, lecz w poszukiwaniu tzw. „bankówek”, w których spędzą długie godziny w czasie zbliżających się wielkimi krokami wakacji. Podpływając do kolejnego przybrzeżnego dołu, dostrzegli unoszącą się na wodzie plastikową butelkę. Sama butelka nie wzbudziła ich zainteresowania - w końcu w Wiśle pływają ich tysiące - zdziwiło ich jednak to, że nie spływa z prądem, tylko dryfuje raz w prawo, raz w lewo, jakby była trzymana od spodu niewidzialną siłą. Tajemnica butelki wyjaśniła się po wyciągnięciu jej z wody. Okazało się, że plastikowy przedmiot pełnił rolę spławika-olbrzyma. Był on uwiązany na grubej lince do podwodnego konara, z którego zwisał kilkumetrowy przypon. Do jego końca pomysłowy „łowca” przymocował kutą kotwicę. Za żywca posłużył mu zaś karaś patelniak. Nie było żadnych wątpliwości - to zestaw na wielkiego suma. Zdesperowani wędkarze do końca dnia pływali w poszukiwaniu kolejnych dryfujących butelek. Udało się odnaleźć i zniszczyć kilkanaście.
*
Druga dekada czerwca. Ciepło, na niebie ani jednej chmurki. Spacerujemy po prawym brzegu Wisły w okolicach Połańca, rozpamiętując ostatnie wędkarskie przygody. Wszyscy trzej jesteśmy studentami, sesję egzaminacyjną udało się jakoś przebrnąć, więc przed nami perspektywa trzymiesięcznego odpoczynku. No właśnie, czy na pewno odpoczynku?

- A może by tak spróbować działać na własną rękę? - zapytał cichym głosem Michał, wyrażając w ten sposób myśli, które w każdym z nas kiełkowały od dawna.
- Pewnie, tylko jak sobie to wyobrażasz? - odpowiedział pytaniem na pytanie Władek i ciągnął dalej - Przecież nie mamy wielkich środków finansowych, a w takiej sytuacji każde działanie staje się walką z wiatrakami.
- Pieniądze nie mają tu nic do rzeczy, będziemy postępowali metodą lisa - podstęp, sabotaż, zasadzka... - rozmarzył się Michał.
- Jasne, a gdy i to nic nie da, przebierzemy się w białe prześcieradła i będziemy ich straszyć -stwierdziłem ze śmiechem, maskując w ten sposób swój rosnący zapał.

Rozmowę przerwał plusk dochodzący gdzieś znad wody. Przycupnęliśmy w przybrzeżnych zaroślach i po kilkunastu sekundach naszym oczom ukazała się drewniana pychówka. Mężczyzna, który płynął nią w górę rzeki, uparcie wpatrywał się w miejsce, gdzie jeszcze przed chwilą toczyła się burzliwa dyskusja. Widocznie słyszał głosy i teraz chciał dowiedzieć się, do kogo należą. Przepłynął bardzo blisko od naszej przypadkowej kryjówki. Na dnie łódki suszyła się rozciągnięta drygawica. Na ten widok Michał aż zadrżał z gniewu. Za chwilę wybuchnie - pomyślałem i spojrzałem w jego kierunku. Na szczęście Władek w porę mocno ścisnął ramię kolegi i szepnął:

- Czy to nie zrządzenie losu? Matka Natura sama wepchnęła go w nasze ręce, nie możemy przez głupią złość zmarnować takiej okazji.
- A niby co mielibyśmy zrobić? - zapytałem, spoglądając na oddalającą się łódkę.
- Nie rozumiesz? Spłatamy mu figla! - zaśmiał się rozochocony Michał - Musimy tylko wyśledzić, gdzie cumuje pychówkę - dodał i popędził na czworakach wzdłuż brzegu.

Pokręciłem głową, ale skradałem się za nimi. Cholera, przez tych zapaleńców znowu wpakuję się w niezłe tarapaty. Zawsze wymyślą coś takiego, że człowiek wie, iż to idiotyczne, a mimo to pcha się w kolejną kabałę. Tak było podczas wspólnej wyprawy na Mazury, podobnie nad Biebrzą. Nie miałem jednak wątpliwości, że nadchodzące wakacje będą bardzo ciekawe...
*
Następnego dnia, gdy poranne mgły nie zdążyły jeszcze opaść na soczystą trawę, trzech młodych mężczyzn maszerowało dziarsko w kierunku Wisły...

Ciąg dalszy niebawem.

Ps. Wszystkie opisane miejsca, zdarzenia i postaci są fikcyjne, stąd jakiekolwiek analogie do rzeczywistości to dzieło przypadku. Prawda, chłopaki?


Skorzystaj z przyznanego Ci prawa i oceń ten artykuł
« « « « || » » » »  
5  10 

drukuj drukuj wyślij wyślij

Lista komentarzy


Temat: Autor:
Czas:
Panie Marku!
Mariusz Pielas 16.3.05 14:54
Witam Marku i ślę wyrazu uznania względem artykułu "Chłopaki znad..." Jak u nas ma się rzecz z kłusownikami to każdy rybok wie, no nie każden przepisów PZW jednocześnie przestrzegać raczy. Późno, bo późno, jednakowoż lepiej niż wcale, dotarłszy do Twego artykułu, wypowiedzieć się pragnę, iż znajduję go wielce potrzebnym! Może jeden czy drugi jegomość wędkarz kłusowniczym procederem się parający, przeczytawszy pisma Twoje pomyśleć raczy i nim działania do skazania na rychły niebyt pogłowia fauny w naszych rzekach pływającej podejmie, dwukrotnie pomyśli. Z wyrazami szacunku- Mariusz
Do zainteresowanych...
Marek Pedyński 07.1.05 17:50
Zapomniałem poinformować, że każda kolejna część będzie pojawiać się raz w tygodniu - w poniedziałek. A co do "zmiany zwierzyny" - pomysły chłopaków znad Wisły nie są może aż tak ciekawe jak Wasze, ale też niczego sobie, o czym wkrótce się przekonacie. A więc - do poniedziałku. Pozdrawiam serdecznie, autor.
Ryby są! Trzeba być wytrawnym łowcą
Don Martinez El Pappo 06.1.05 21:37
Na samym wstępie chciałbym pozdrowić wszystkich uczestników forum jak i moich kolegow wędkarzy z koła łowieckiego " Zawinięty Jesiotr" a przede wszystkim doskonale znanego wam wszystkim Bartka Kota znanego tudzież jako "Rzeczny Mściciel znad Wieprza". Ostatnio odnotowalem, że wielu z nas narzeka na brak rybów, Bo że rybów nie ma to każdy może powiedzieć ale diabeł tkwi w szczegółach, bo ryby są tylko trzeba umieć szukać. Ostatnio dosyc obrzernie omawiałem gatunek morskooczny zwany Szczupińczykiem Złośliwym. Jednak o dziwo, jest wiecej mniej znanych gatunków. Dziś mój i wasz czas pragnę poświecić niesamowicie interesujacemu gatunkowi ryby morsko-rzecznej zwanej Mięśniem Wodnym. Ryba nalezy do rodziny Silnopłetwych i jest drapieżnikiem. Do Polskich rzek jezio i morz została sprowadzona w 1911 z Chin tam znana jest jako Pong Ping Jebing z łac (Musculus aqus Bicepsus) .Do charakterystycznych cech ryby należą ponury wyraz twarzy,dwie duze silne pletwy oraz co ciekawe jeden duzy ogon. ubarwienie jest rózne gdyż ze względu na rodzaj mięśni przewazających w ciele Mięśnia Wodnego moze być biały, jasno niebieski, szafirowy lub bezbarwny. Rybe jest trudno złowić ze wzgłędu na fakt iz jest bardzo silna, Na śląsku odnotowano wypadek pobicia wędkarza przez Mięśnia Wodnego, genera;mnie ryba unika kontaktu z ludzmi i żywi sie glonami oraz mikroorganizmami bogatymi w białko i węglowodany. Kazdego roku Mięśnie spływają do delty bałtyku i kierują się rosyjskimi rzekami do przyladku kamczatki i gdzie spotykają się w celach rozrodczych z Mięśniem 'Wodnym Kanadyjskim, Mięśniem Wodnym Peruwiańskim oraz bardzo zadkim rodzajem Mięśnia Wodnego Saharyjskiego ...długo by o tych mięśniach pisać ale polecam i odsylam do literatury i prac naukowych spisanych na ten temat w Instytucie Badań nad Mięśniem Wodnym przez specjaliste w tej dziedzinie Bartka Kota!pozdrawiam!
Zamiana "zwierzyny łownej"
Andrzej Trembaczowski 05.1.05 13:53
Ryb coraz mniej. Przyjemność z łowienia coraz mniejsza. Satysfakcja prawie żadna. Przyczyny ogólnie znane.
Więc?
Zastanawiam się, czy by nie zmienić czasem obiektu łowów? Zamiast uganiać się za niedobitkami rybich okazów, nie zacząć polować na kłusoli?
Zwierzyna występuje w większej obfitości, udane łowy więc zapewnione no i satysfakcja jaka!!!
Troszkę się trzeba doposażyć. Kupić inną kamizelkę, taką mocniejszą, z kevlaru, czapkę, którą jednym ruchem ręki można zamienić w kominiarkę. Wędka wystarczy jakakolwiek - dla kamuflażu :))))), przyda się za to gumowa pała albo pałka teleskopowa, którą można ukryć w kieszeni. Gaz łzawiący, albo lepiej paraliżujący. Paralizator elektryczny też się może przydać. I kajdanki, i mocny sznurek. I na pewno pistolet. Może być atrapa, noszona ostentacyjnie na widoku, albo i ostry schowany w zanadrzu na wypadek obrony koniecznej. W końcu nawet w naszej polskiej obecnej rzeczywistości prawo do obrony koniecznej przysługuje.
I aparat fotograficzny, by robić te piękne zdjęcia pokotów po udanych łowach! Kilku – może i kilkunastu kłusoli leżących na trawie, za nimi szczęśliwi łowcy. Albo łowca z nogą opartą na leżącym kłusolu. Albo kłusol przywiązany do drzewa. Itd. itp. Cała galeria fajnych zdjęć, pomysłów wiele.
I oczywiście żadnego „no kill”! „To kill”, jak najbardziej „to kill”!
Życzenia „połamania kija” pożądane.
Andrzej
     Odp: Zamiana "zwierzyny łownej"
Piotr Łopaciński 05.1.05 14:13
    
Można by było nawet więcej. Po upolowaniu kłusola można by było go wypchać i tak spreparowanego umieścić w miejscu gromadzenia sie elementu kłusowniczego - efekt murowany.
A ile przy tym satysfakcji...
Już chyba z tej bezsilności człowiek zaczyna głupoty wypisywać...zawsze to trochę lżej.
         Odp: Zamiana "zwierzyny łownej" - trofea
Andrzej Trembaczowski 05.1.05 14:19
        
Łby.
Łby na deszczułkach. Mogłyby ozdabiać miejscowe knajpy. Obok tabliczka z danymi ku pamięci. A resztę powiesić na wodą na postrach, jak kiedyś wieszano wrony
:))))))))))
Andrzej
             Odp: Zamiana "zwierzyny łownej" - trofea
Krzysztof Komoszka 06.1.05 07:26
            
Raczej ku przestrodze
             Odp: Zamiana "zwierzyny łownej" - trofea
Waldemar Kantyka 05.1.05 14:38
            
Czytam ostatnio "Narreturm" Sapkowskiego (akcja dzieje się na moich terenach) i co chwila natykam się na stwierdzenia: tu widać, że sprawiedliwość znaczy sprawieddliwość, bo wokół miast wiszą trupy na drzewach. Czasy dawne i mroczne ale jakieś takie bardziej NORMALNE. Ot! Politycznie i ekologicznie! Waldek
             Odp: Zamiana "zwierzyny łownej" - trofea
Piotr Łopaciński 05.1.05 14:27
            
Można by podjąć uchwalę, aby ZO skupował skalpy kłusoli w ramach ochrony wód. To nie byłyby zmarnowane pieniądze...
     Odp: Zamiana "zwierzyny łownej"
Waldemar Kantyka 05.1.05 14:10
    
A co z opłatami?
Można na żywca?
Ile paralizatorów?
Rejestr połowów?...itd
Pomysł ze wszech miar słuszny, ino w lubelskiem ponoć można tylko jednego dziennie? ;-0)))Pozdrówka, Waldek
         Odp: Zamiana "zwierzyny łownej" - licencja
Andrzej Trembaczowski 05.1.05 14:28
        
A co z opłatami?
Na podstawie aktualnie opłaconej karty wędkarskiej.

Można na żywca?
Można!

Ile paralizatorów?
Dwa. jeden może nie wystarczyć.

Rejestr połowów?
Konieczny. Zwierzyny nie brakuje, więc może być baaardzo obfity.

...ino w lubelskiem ponoć można tylko jednego dziennie?
Jednego dziennie pstrąga, kłusole bez ograniczej. Kłusol jako chwast rybacki nie podlega ochronie gatunkowej, nie stosuje się też na razie limitów. Tępić bez ograniczeń. Można więc wybrać, co się bardziej opłaca - jeden chudy trzydziestak, czy kilku spasionych kłusoli.
:))))))))))))))))))))))
Pozdrawiam również!
Andrzej
             Odp: Zamiana "zwierzyny łownej" - licencja
Sebastian Wawrzyszak 05.1.05 15:43
            
Ja tak dla uzupełnienia danych- złota odznaka za 150kg, srebrna za 125kg, brąz za 100kg. :))))))) Och, na takie okazy ukradłbym mojemy Ojcu najpotężniejszy bambusowy kij-pewnie i tak bym połamał.
                 Odp: Zamiana "zwierzyny łownej" - licencja
Sławek Rybicki 05.1.05 15:54
                
Tu bym się spierał. Okaz powyżej 120 kg choć rzadki jest nadzwyczaj łatwy do złowienia/dobicia z racji ogromnej nieruchawości. Tzw. dominujące średniaki są szybkie a z racji działania w grupach jednorocznych dość niebezpieczne do złowienia. Proponuję raczej medalistykę ilościową - złoto powyżej 20 odłowionych i oskalpowanych itd.
             Odp: Zamiana "zwierzyny łownej" - licencja
Piotr Jedliński 05.1.05 14:51
            
No i zawody można by rozgrywać bez ograniczeń... Na martwym...
Pioter
                 Odp: Zamiana "zwierzyny łownej" - licencja
Marek Kaczmarczyk 05.1.05 15:36
                
Na martwym...


ale wcześniej koniecznie dobrze.... z....BITYM :-)))

jak w skeczu:

"- Azja!... Chcesz zarobić?
- Dziękuję! Jestem... NADZIANY..."

Marek
                 Odp: Zamiana "zwierzyny łownej" - zawody
Andrzej Trembaczowski 05.1.05 15:26
                
Zawody jak najbardziej wskazane!
:)))))))
Andrzej
                     Odp: Zamiana "zwierzyny łownej" - zawody
Piotr Łopaciński 06.1.05 09:55
                    
I tu właśnie można by było znalezć spore oszczędności. Fundusz przeznaczony na ochronę wód, połączony by został z kasą na sport. Potężne oszczędności. A ile przy tym frajdy dla miłośników wyczynu.
I rybkę dokarmiło by się w wodzie za darmo.
Wystarczy trochę wyobrazni...Piotr
                     Odp: Zamiana "zwierzyny łownej" - zawody
Krzysztof Komoszka 06.1.05 09:39
                    
A może by tak jakiegoś Robin Hooda zatrudnić? Nie dość, że robotę wykona, to za darmo a efekty swej roboty oda beidnym. Szeryfa raczej nie polecam, bo zbyt pazerny jest i z tej pazeroty swojej jeszcze w układy z kłusolami wejdzie. Albo nie, wiem, to strzał w dychę!!! A zatrudnijmy jakiegoś wiedźmina, niech wyrżnie to całe towarzystwo w pień! Ten to sie zna na robocie, jak nikt inny na tym padole. No są jeszcze Orkowie, ale po klęsce w Helmowym Jarze juz się nie podnieśli, więc chyba można dać sobie z nimi spokój. Dla tych co nie lubią przemocy jest MacGyver ale ostatnio się chyba wycofał.
Kłusownicy z PZW
Piotr Głowacki 04.1.05 22:09
Pomysł fajny,niczego sobie.Ale może by tak spróbowac opowiedzieć o panach "odławiaczach z PZW,którzy to u nas na przykład na zalewie zemborzyckim w lublinie co roku bezkarnie odławiają prądem ryby z miejsc w które nie mogą wrzucić swoich sieci.Ciekawe jak mają się do tego jakieś cymbały rozstawiające pływające buteleczki na wiśle?? Niech ich szlag trafi i jednych i drugich.
     Odp: Kłusownicy z PZW - jak nie wiesz dokładnie, to nie pisz
Andrzej Trembaczowski 05.1.05 11:32
    
Jeżeli masz jakieś konkretne, sprawdzone dane o odłowach przeprowadzanych prądem lub sieciami przez pracowników PZW na Zalewie Zemborzyckim to się tą informacją podziel.
Ja o niczym takim nie wiem.

Są plany odłowienia karłowatego leszcze, ale na pewno nie prądem ( a szkoda, bo to dobar selektywna metoda i mniej uszkadza ryby niż sieć), ale leszcza się w ten sposób odłowić nie da.

Zalew jest co roku zarybiany, i nie tylko karpiem, ale drapieżnikami (sandacz, sum, węgorz) i tych ryb drapieżnych będzie wpuszczanych więcej, bo być może uda się w ten sposób zahamować eutrofizację. Więc nie odławiają, a zarybiają, czyli jak w tej historyjce z Radia Erewań :)))))

Kłusownictwo owszem, jest rozpanoszone i te pływające butelki na Zalewie Zemborzyckim też się spotyka, ale nie pisz o "kłusownikach z PZW" jeżeli nie masz konkretnych, sprawdzonych informacji!

Najłatwiej jest chlapnąć jakąś zasłyszaną plotkę. To nawet nie plotka, a oskarżenie. Ktoś, gdzieś, coś komuś powiedział i iiiiidą wieści w lud.
Bądźmy konkretni i odpowiedzialni za słowa.
Pozdrawiam!
Andrzej (z Lublina)
ŚwIeTnY ArTyKuŁ.
Wojtek Soszka 04.1.05 12:39
Dzięki niemu można sie dowiedziec o metodach kłusoli i każdy wędkarz może skuteczniej ich zwalczać. W dodatku ciekawie napisane. Czekam na następną część!
bomba
Ireneusz Klag 03.1.05 19:58
po prostu bomba. tak trzymać chłopaki :)
odp.saga cz.1
Tomasz Gawrysiak 03.1.05 19:11
naprawde spoko pomysł, jak i sam przekaz istniejącego problemu, artykuł przeczytałem jednym tchem z przyjemnością i zainteresowaniem.Czekam na następną część :)))
Myślę że więcej takich przykładów zdawało by się ''syzyfowych'' zmotywuje nas Wędkarzy do działania we wspólnej sprawie. Brawo-pozdrawiam
ACH CI KŁUSOLE
Grzegorz Wirt 03.1.05 17:53
Bardzo ciekawy artykuł, tak prawdę mówiąc to pierwszy raz czytam „coś” takiego o kłusolach. Bardzo ciekawe, a w dodatku pokazuje czego szukać i gdzie. Często widzimy podobne rzeczy nad wodą, tylko że z brzegu nie za dużo możemy zdziałać. Co innego na łodzi albo na pontonie. Zatem Panowie i Panie niszczcie kłusowi, bo szkoda często pokaleczonej a co gorsza padłej ryby. Czekam na następny fragment.



Valid XHTML 1.0!
Wszelkie prawa zastrzeżone - All Rights Reserved - ©1999-2004 Krokus Sp. z o.o. - powered by eZ publish
Za publikowane treści odpowiedzialność ponoszą ich autorzy, jednocześnie wyrażając tym samym zgodę na ich bezterminową publikację.
Reklamy Krokus: Archiwlane strony wędkarskie "Rybiego Oka": Wędkarstwo - archiwum Cały szereg informacji i artykułów o wędkarskim hobby. Jest co czytać!