Portal Sklep Bazar Tygodnik Ryby Domowe Klub Reklama Pomoc
Archiwum sklep 1
English pages

UWAGA! ZNAJDUJESZ SIĘ NA STRONACH ARCHIWALNYCH !!! NOWY ADRES => Wędkarstwo - Rybie Oko - http://www.fishing.pl

 
Artykuły
Forum
Foto
Baza
Co i kiedy
Linki
Brania
Hyde Park
Humor
Znad wody
Filmy i pliki
Kartki
Encyklopedia
Ryby i prawo
Ściąga
 
 
 
 
mniej ostatnich wiadomości 82114
To był fragmnet większej całości, niżej więcej :)
pytanie o połów
pomocy!
pomocy!
Odp: odp:Kłusownicy na śląsku
Odp: dorsz
.......................
Odp: Zapora na Wisłoce
Odp: Oj Panie Bogusz .....
Odp: Żyłka
pytanie o połów
pomocy!
pomocy!
leszczyńskie
"okonek"
Wróżka
W obronie jazgarza
Zawody? Również! Bo dlaczego nie?
Wisiel :/
Łowic bez nęcenia ?
Opowieśc znad wody..
Zanęty produkcji polskiej a zagranicznej
Konińskie kanały
Kupię szpulę do Okumy Avenger AV 30!!!!!!!!!!!!
POŻEGNANIE :) - godz 14!!!
Fajna rybka
Szkoda tytułować
 
 
więcej
Zawody wędkarskie
 4/145
Ten okropny żarłok - JAZGARZ
 
Opowieści znad wody.... cz.1
 6.9/85
Leszczowisko
 7.1/202
 8.8/115 hit
Łakomiec
 7.9/66
Oszuści na Bazarze Rybiego Oka.
 7.3/64
KOMUNIKAT
 
Stało się...
 5.6/30
Kłusownik ukarany! Lepiej późno niż wcale.
 4.9/71
 
 
więcej
Petycja!!!!!!!!!!!!!
Pstrąg Roztocza
Uroczyste otwarcie
 
 
Inne ankiety
Żyłka
Co robisz z niepotrzebnym kawałkiem żyłki?
wyrzucasz gdziekolwiek
rzucasz do wody, bo tam jej nie widać i ptak się nie zaplącze
tniesz na mniejsze kawałki i wyrzucasz
zabierasz ze sobą, by spalić w ognisku
zabierasz ze sobą, by wyrzucić do śmietnika
to inaczej, jak podaj w komentarzu

Wyniki Wyniki wszystkich

Komentuj
 


Wszystkie Rybim Okiem Wspomnienia i relacje

Hit  Wspomnienia z Grand Prix.

Autor: Michal Radlak
Data:30.12.04 11:11
Ocena:8.57 hit (46)
Czytano:3829

A myślałem, że spotkam elitę wędkarską.


Drodzy koledzy wędkarze!

Chciałbym poruszyć pewną sprawę mnie jako wędkarza dalece bulwersującą. A mianowicie zawodów wędkarskich z cyklu Grand Prix odbywających się na kanale Żerańskim. Samą organizację zawodów pozostawiam bez komentarza. Bo, po co pisać o braku kompletnej organizacji. Poruszę natomiast temat końca zawodów i wiążącego się z tym ważenia i wypuszczania ryb z powrotem do wody. Rzecz miała miejsce między innymi w sektorze Pana Piotra Lorenca. Nie wiem czy w innych sektorach było podobnie, bo tam nie byłem podczas ważenia ryb, ale nie sądzę by było inaczej.
Zacznę od ważenia złowionych ryb. Po pierwsze organizatorzy nie przygotowali odpowiednich misek do ważenia ryb. Ryby były ważone w pojemniku, który był koszem na odpady. Zatem miał wąskie wejście, a co za tym idzie ryby z siatki nie lądowały w pojemniku tylko na ziemi, gdzie na pewno ulegały poważnym uszkodzenią i co za tym idzie ich przeżycie po wypuszczeni graniczyło chyba z cudem. Przy czym zaznaczam, że pojemnik był dość mały i ciekawi mnie, co by było gdyby zawodnicy łowili więcej ryb niż łowili (ok. 5 - 6 kg) np. po 7 – 11 kg., ważyliby je chyba w rękach? Zaznaczam ponadto, że część zawodników nie wiem, w jakim celu czekając na sędziów wyjmowała dużo wcześniej siatki z rybami z wody nie muszę chyba pisać co to oznaczało po wypuszczeni martwych ryb bo i takie przypadki widziałem. Ale dość o ważeniu zajmę się teraz samym wypuszczaniem ryb. Pragnę powiedzieć wędkarzowi roku 2003 r. Panu Piotrowi Lorencowi i innym uczestniką, którzy stosowali tego typu metody, że ryby to nie ziemniaki i po uderzeniu z dużej wysokości jaką jest skarpa brzegowa kanału mają minimalne szanse na przeżycie w wyniku obrażeń wewnętrznych jak i zewnętrznych. Na palcach jednej ręki można policzyć zawodników, którzy potrafili to robić w sposób, który jak najbardziej eliminował straty. Dziwi mnie, że na ten fakt nie zareagowali sędziowie, ale widocznie takich mamy sędziów.
Podsumowując chcę jeszcze dodać, że dziwią minie komentarze niektórych zawodników, że ryby wybijają kłusownicy i to oni są wszystkiemu winni. Terez wiem, że nie tylko oni Panowie zawodowcy, bo wy też swoimi działaniami przyczyniacie się do niepotrzebnych strat i nie narzekajcie, bo wydaje mi się, że tego chcecie. Przy takiej elicie wędkarskiej nie długo nawet o ukleje będzie trudno!
A jadąc na te zawody myślałem, że spotkam elitę wędkarzy widocznie tu tej elity nie znalazłem.



Skorzystaj z przyznanego Ci prawa i oceń ten artykuł
« « « « || » » » »  
5  10 

drukuj drukuj wyślij wyślij

Lista komentarzy


Temat: Autor:
Czas:
zawody wędkarskie
ramon 01.1.05 01:22
Uczestniczę dość często w zawodach na szczeblu okręgu i tam zdarzają się różne historie opisane w poprzednich postach a najczęściej dotyczą niewielkiej grupy uczestników ja ich nazywam - nawiedzeni- dla których jest jeden cel być na topie bez względu na okoliczności , i zapewne w każdych zawodach jest kilku takich osobników (celowo nie piszę zawodników) , ponieważ nijak się to nie ma do zdrowej rywalizacji
i z nimi należy zacząć walczyć, lecz mogą to uczynić tylko sędziowie , a nie zawodnicy biorący udział w zawodach
zawody wędkarskie
ramon 01.1.05 01:22
Uczestniczę dość często w zawodach na szczeblu okręgu i tam zdarzają się różne historie opisane w poprzednich postach a najczęściej dotyczą niewielkiej grupy uczestników ja ich nazywam - nawiedzeni- dla których jest jeden cel być na topie bez względu na okoliczności , i zapewne w każdych zawodach jest kilku takich osobników (celowo nie piszę zawodników) , ponieważ nijak się to nie ma do zdrowej rywalizacji
i z nimi należy zacząć walczyć, lecz mogą to uczynić tylko sędziowie , a nie zawodnicy biorocą udział w zawodach
owszem, ale
January Pawlos 31.12.04 00:20
Witam!
Od razu zaznaczam,że jestem absolutnie przeciwny zawodom wędkarskim!!!
Jest kilka przyczyna takiego stanu rzeczy.
Przede wszystkim podlegamy "AMATORSKIEMU regulaminowi połowu ryb",jeśli ktoś o sobie mówi "profi" to mu sie organizacje pomyliły!!!Profi to można być na swoim własnym komercyjnym łowisku ,gdzie się jest przwodnikiem i gospodarzem i robi się wszystko dla pieniędzy!Na czym polegają zawody...ano na rozdawnictwie NASZYCH pieniędzy.Paru "kolegów" organizuje zawodu za NASZE pieniądze, aby pobalować a za złapanie ciernika dostać kołowrotek za 150zł ,albo wedkę za 300zł już za sam udział.Dlaczego? Bo nakłady na roczne opłaty maja się zwrócić w przynajmniej 500%!!!Nie słyszałem ,aby w kołach w moim mieście choć grosz przeznaczono na narybek czy ochronę wód! Niech się okręg martwi!
Wędkarstwo to nie sport na szczęście (a jestem zagorzały kibicem sportowym).To sposób na spędzenie czasu nie tylko na łowisku ,ale także w domu,nauka ,poznawanie przyrody.Wędkarstwo to pretekst ,jakże przyjemny , do oderwania się od rzeczywistości, do obcowania ze wszystkim co nas otacza.Profesjonalizm to rozumienie praw przyrody ,to racjonalna gospodarka jej zasobami,to narzucenie sobie wszyskich możliwych obowiązków na łowisku i ich respektownie,to także myślenie o przyszłych pokoleniach...
Jak widać nie ma tu miejsca na zabijanie ...w myśl zasady" kto zabije więcej ten jest lepszy"...ochyda!!! Za to powinni karać a nie nagradzać.Mam kolegę,który był zafascynowny zawodami.Gdy zaraził się (nieuleczalnie oczywiście!) łowieniem pstragów inaczej spojrzał na problem wędkarstwa i coraz częściej przebąkuje ,że w przyszłym roku sobie zawody odpuści a będzie delektował się łowienie ryb szlachetnych w niewielkich rzeczkach ,których stał się goracym miłosnikiem...

W Nowym Roku życzę udanych połowów ...wyłącznie amatorskich!
Owszem, ale ...
Tomek Płonka 30.12.04 18:29
Nie podoba mi się podejście kolegów - wrzucanie wszystkich do jednego wora. Bardzo dobrze, że piętnuje się błędy i wypaczenia. Tu popieram. Jednak jestem przeciw używaniu stwierdzeń typu "wszyscy zawodnicy" czy "na wszystkich zawodach" itp. Zbiorowa odpowiedzialność, jak pamiętacie, to była w komunie jak pani w szkole robiła klasówkę bo Jasio gadał na lekcji. Teraz jest odpowiedzialność indywidualna.
Mozna lubić zawody lub nie. Kazdy ma prawo. Nie można jednak próbować udowadniać że zawody i zawodnicy są ważnym powodem bezrybia bo to jakaś paranoja. Owszem, są łowiska na których bardzo często są zawody - ale to organizatorzy określają te miejsca a nie zawodnicy. Powodem bezrybia są w pierwszej kolejności zła gospodarka i brak ochrony wód a w drugiej kolejności wędkarze i to ci, którzy w zawodach nie uczestniczą, a którzy żrą wszystko co im na hak wejdzie.
Ci, którzy nienawidzą zawodów i zawodników z powodu utraty ryb z łowiska, to powinni chyba z bejsbolami nad wodę chodzić i czesać gumofilców z każdej główki bo to oni wam wyrybiają wody w 90% .
Pyrsk-T.P.
     Odp: Owszem, ale ...
Tomasz Statek 30.12.04 20:19
    
Imienniku! Podaj mi w takim razie choć jeden powód, dla którego zawody wędkarskie są rozgrywane w takiej formie jak obecnie (oprócz zainteresowania wąskiej grupy wędkarzy). Dla którego, pomimo głosów sprzeciwu, nadal pochłaniają niemałe związkowe pieniądze.

Nie chodzi o wrzucanie wszystkich w jeden wór. Zawody (zwłaszcza spławikowe), z natury swojej nie grzeszą etyką. Bez względu na indywidualny poziom etyczny poszczególnych zawodników. Zganianie bezrybności li tylko na zawody jest nieporozumieniem, ale w tej bajce też jest ziarno prawdy. A nawet, jeśli to organizatorzy, a nie zawodnicy ustalają miejsce zawodów, to i tak skutek jest taki, że ileśtam ryb ginie bezsensownie ku uciesze gawiedzi. Acha, jeszcze jedno - zawodnicy również trenują. To, co wyjmą z wody na zawodach to mniej więcej połowa tego, co ogółem z wody wyjmą. Straty należy więc pomnożyć przez dwa.
         Odp: Owszem, ale ...
Tomek Płonka 30.12.04 22:04
        
To jak podczas treningu ktoś łowi rybę to jest jakaś różnica pomiędzy naszymi wyjazdami na ryby a "ich" treningiem? Ja nie widzę, poza tym że z normalnych wędkarskich wyjazdów mało która złowiona ryba jest wypuszczana, a na tych treningach to większość. Poza tym nie ma żadnej różnicy dla ryby kto ją złowi i wypuści - internauta czy "profi". Mnie też się zdarza mieć dobry dzień i "przerzucić" dużo ryb - oczywiście w poszukiwaniu tej nadającej się do zdjęcia. Wedkarstwo to łowienie ryb - najlepiej duże i dużo. Straty są zawsze. A jaka jest różnica czy te straty są na zawodach czy na normalnych wyjazdach wędkarskich? Żadna - drogi Imienniku.
Pyrsk-T.P.
             Odp: Owszem, ale ...
Tomasz Statek 31.12.04 03:06
            
Cała ta sprawa, Imienniku, ma jeszcze inny aspekt - oczywiście finansowy.

Dane poniższe przytaczam za Robertem Hamerem, więc można je uznać za absolutnie pewne i sprawdzone.
W roku 2003 Okręg Kielce wydał na sport 40.092 zł. Do tego koła Okręgu 192.332 zł.
Razem daje to 232.424 zł. (nie podano składników, jakie wchodzą w te kwoty)

Co można zrobić za 232.424 zł? A można na ten przykład ufundować (orientacyjnie, bo nie wiem, jaka jest gaża) 8 etatów strażników. Albo 6 etatów strażników, terenówkę bez limitu kilometrów,. noktowizor, kamerę i co się komu do tej terenówki jeszcze podoba.

Strażników - podobnie jak ryb - to my w nadmiarze nie mamy...
                 Odp: Owszem, ale ...
dziadzio 31.12.04 11:07
                
Popieram, ale czy Pana głos do kogokolwiek dotrze? Oby. Pozdrawiam.
             Odp: Owszem, ale ...
Tomasz Statek 30.12.04 23:01
            
No cóż, Imienniku, jak złapie, zdejmie z haka i wypuści, to pikuś. A jak złapie, wsadzi do wora i po kilku godzinach zważy (żeby wiedzieć, na co wzięło najwięcej i w jaką weszło zanętę), to już nie ma pikusia. Zwłaszcza, że na treningu startuje zawodnik, trener i pomocnicy w liczbie dowolnej, żeby wypróbować maksymalną liczbę kombinacji zanęta - przynęta - technika.

Taka jeszcze ciekawostka. Kiedy u wędkarza niezawodniczego wykryje się w siatce coś niewymiarowego, to wędkarz dostaje mandat. A jak coś niewymiarowego znajdzie się u zawodnika, to dostaje on punkty karne. Stąd też po zakończeniu tury gorączkowe przeszukiwanie siatek w poszukiwaniu niewymiarków, które kisły w siatkach od godziny.

I jeszcze jedna różnica - na wyprawach rekreacyjnych nie łowi się kilogramów uklejek, kiełbików, krąpiczków i innych ryb niewielkich. A na zawodach jak najbardziej.
     Odp: Owszem, ale ...
Piotr Łopaciński 30.12.04 19:46
    
Prawo do własnego zdania ma każdy. Można lubić zawody i nie lubić ich. To sprawa indywidualna.
Nikt nie wrzuca tu jednak do wspólnego wora łobuzów i normalnych zawodników, jak również nikt nie mówi o zbiorowej odpowiedzialności. Ja osobiście uważam, że sama organizacja zawodów wędkarskich w takiej formie, w jakiej obecnie są one organizowane - zarówno spławikowych, jak i spinningowych jest chora /to moje osobiste zdanie/. Nie jest jednak wcale paranoją, że masa ryb ginie w czasie zawodów wędkarskich, bo nawet ich wypuszczenie po zakończeniu ważenia spowoduje śnięcie znacznej ich części. Popieram teorie kolegi, że żarłocznych gumofilców należałoby tępić /być może instrument w postaci bejsbola byłby najbardziej skuteczny/, ale jestem również zdania, że ilość zawodów powinna być ograniczona, bądz też ich forma powinna zostać zmieniona /nie wiem, może w spinningu na żywej rybie, może w innej formie, mamy przecież od tego fachowców - niech myślą/. Nie mówmy tu jednak o nienawiści bo zabrniemy za daleko.
Puki co Nowy Rok się zbliża...niech dla nas wszystkich będzie lepszy...pozdrawiam - Piotr
     Odp: Owszem, ale ...
Sławek Rybicki 30.12.04 18:45
    
Howgh. Powiedziałeś wszystko
PS. Mam pytanko do kolejnych dokładaczy - widzieliście jak oszukują/męczą ryby i co ???. Buzia w ciup a rączki w kieszeniach ? Właśnie brak reakcji na takie zachowania to ich sankcjonowanie. Takie samo jak odwracanie się plecami do kłusoli bo komórka została w samochodzie.
         Odp: Owszem, ale ...
Tomasz Statek 30.12.04 20:44
        
Tego nie widziałem na własne oczy, co zastrzegam na wstępie.
Na zawodach spiningowych w piątej minucie pierwszej tury facet wchodzi w gęstą łozinę, rzuca, po chwili jeden chlupot i gość wychodzi z krzaków z wymiarowym sumem. I co proponujesz zrobić w tej sytuacji? Szwindel ewidentny, nawet sędziowie nie mają wątpliwości. I co?

Co proponujesz zrobić, gdy widzisz, jak na oczach sędziów i działaczy w trzydziestostopniowym skwarze mrą sobie rybki w siatkach oczekując na zważenie? Podejmiesz głodówkę czy dokonasz samospalenia?
             Odp: Owszem, ale ...
Piotr Łopaciński 30.12.04 21:14
            
Ale tego ja byłem świadkiem osobiście. Kilka lat wstecz - Spinningowe Mistrzostwa Okręgu na Wiśle. Przy totalnym bezrybiu minutę przed zamknięciem wagi z krzaków wynurza się facet trzymając 4 kilowego szczupaka. Wszystko cacy, tylko ryba cuchnęła na odległość. Skrzela i oczy białe. Oczywiście złożony na ręce głównego sędziego protest i co się dzieje. Ludzie dajcie spokój - przecież bez ichtiologa nie mogę protestu uznać - słowa sędziego. I jak można do takiego łajdactwa podejść?
Może za dużo jest we mnie goryczy. ale naprawdę kilka podobnych przypadków jeszcze widziałem.
Ja osobiście nie próbuje potępiać tych co biorą udział w zawodach - to ich sprawa. Wielu uczciwych ludzi tam startuje. Nie zgodzę się jednak, ze stwierdzeniem, że wędkarstwo jest sportem. Jest to według mnie bezsensowne zabijanie ryb i pod tym się podpisuje.
                 Odp: Owszem, ale ...
Tomek Płonka 30.12.04 22:10
                
Tak samo narażamy życie ryb łowiąc je poza zawodami. Trzeba by uznać nasze amatorskie łowienie jako bezsensowne. Wędkarstwo nie jest tylko i wyłącznie sportem. Ale istnieje sport wędkarski i niech sobie będzie. Dobrze, że zwraca się uwagę na przypadki niepotrzebnego marnowania ryb, które nie mają zostać zjedzone. Mysle, że i tak jest duży postęp w tej dziedzinie, poczekajmy jeszcze rok czy dwa i nie będzie chyba więcej takich wątków na forum.
Pyrsk-T.P.
Ja też nienawidzę "zawodów"...
Maciej Bortkiewicz 30.12.04 16:45
Hm... dokładnie jest tak jak każdy mówi. Osobiście nienawidzę zawodów, z tych powodów właśnie, które każdy wymieniał. Nie będę ich wymieniał bo mnie krew zalewa jak nawet o nich pomyślę...
Pamiętam onegdaj, jak byłem "sędzią wędkarskim". Było tak: Wrocław, tereny MPWiK, parę lat temu. Tereny owiane wręcz legendą, ze niby jest tam eldorado wędkarskie... (a tak naprawdę to wielka kicha, bo odlawiają z Oławy i innych stawów ryby i przenoszą je do 4 stawów na których organizowane są zawody a przy których widnieją tabliczki "zakaz połowu, staw na zawody" czy jakoś tak).Tereny zamkniętę i niedostępne dla "zwykłego" zjadacza chleba. Jednak udało mi się zdobyć przpustkę, pod jednym warunkiem. Jako że nie byłem pracownikiem MPWiK i nie byłem w ich kole żeby mieć przepustkę musiałem być "sędzią" na zawodach. Ok, byłem. Ale pojechałem tylko raz. Zobaczyłem coś za co zagotowało mi krew w żyłach i jakbym się nie opanował to dałbym gościowi w gębę... "Zawodnik" łowi... ma branie... wyciąga małego sumika amerykańskiego... i zanim go odchaczy, bierze cążki do ucinania drutu i na żywca sumikowi odcina pierwsze promienie płetw piersiowych... Pytam się co on robi !? A "zawodnik" mi na to: "że nie będzie się kłół tymi pierdolonymi kolcami byczka...". I teraqz uwaga: Tak zrobił i tak powiedział "kapitan" (jak on siebie określał) Koła PZW przy MPWiK we Wrocławiu... nazwiska nie pamiętam. Nie będę tego komentował... bo nie ma czego... Jemu na żywca odciąć palca albo całą rękę... Może by zrozumiał...
Dlatego nienawidzę zawodów...
     Odp: Ja też nienawidzę "zawodów"...
Tomasz Statek 30.12.04 17:37
    
A co powiesz na to? Zawody dla dzieci w wieku szkoły podstawowej. Jedna tura na stawie w centrum miasta. Dzieciaki zadowolone, ryba bierze (normalnie nie wolno łowić na tym zbiorniku). Przy wadze zgrzyt. Chłopak kładzie ryby na wadze, widać, że będzie w czołówce. A z boku drugi dzieciak mowi: "Proszę pana, ale temu chłopcu ojciec ryby w konewce przyniósł..." Patrzę, a tu faktycznie chłop z konewką. Jak zobaczył, co się święci dał dyla. Chłopak spod wagi też wykorzystał zamieszanie i uciekł.

Do chłopaka nie mam pretensji, ojciec kazał... Ale chłopu jajka urwać to mało.
     Ja bym mu nie palce obciął tylko.....
Piotr Łopaciński 30.12.04 17:06
    
Powiedz, dlaczego nie chcesz sobie przypomnieć i podać publicznie nazwiska tego bydlaka. Jemu nie palce na żywca, ale jaja trzeba było obciąć i zrobić to publicznie na oczach innych. Może ja teraz przesadzę, ale podobnie wygląda większość zawodów. Zawiść, oszustwa, podkładanie ryb na zawodach spinningowych. Tego byłem w ubiegłych latach wielokrotnie świadkiem. Tak wygląda tzw. sport wędkarski. Zdaje sobie sprawę, że zaraz dostanę ostro z klawisza od obrońców sportu wędkarskiego, jak śmiem oczerniać tak słuszną idee. Ale taka jest rzeczywistość. Szeroko pojętego sportu wędkarskiego i tzw. wyczynu bronią przede wszytkim ci, którzy ciążką kasę z tego tytułu ciągną. A to wszystko dzieje się za nasze wspólne pieniądze. Nie chcę tego wątku powielać, bo już na ten temat powiedziano zbyt wiele. Myślę jednak, że tak drastyczne przykłady jak opisałeś, powinny być publicznie piętnowane i to z nazwiska. Tyle jeszcze możemy zrobić.
Wspomnienia z Grand Prix
Jan Przybalka 30.12.04 13:06
Halo Michal.
Jak myslisz, dlaczego w Niemczech zawody wedkarskie sa oficjalnie zabronione?
Wedkarze sami doprowadzaja do wszystkich zakazow, jak piszesz " traktujac ryby jak kartofle"
po co? by wygrac kolejny puchar!
U nas zawody wedkarskie to juz "Historia" pierw wyszedl zakaz uzywania siatek na ryby, na wodach
gdzie plywaja pojazdy wodne jak barki itp.
Co to spowodowalo, chyba sie kazdy domysla!
Przez pare lat ryby byly od razu zabijane! ile?
popatrz na zdjecia Andreasa Laskowskiego, tego wymagal regulamin!
Tony ryb bylo przeznaczone na zaglade, by wygrac pare pucharow.
Kiedys zlapanie 30kg ryb na zawodach bylo czyms normalnym, a teraz? zlapanie paru plotek laczy sie z cudem.
Oczywiscie mimo zakazu organizowania zawodow wedkarskich, sa one prowadzone dalej , pod inna nazwa " spotkania wedkarskie" tylko nie wiem poco? bo do wazenia ryb, rzadko kiedy sie ktos znajdzie.
Kiedys bralem tez udzialy w zawodach, czesto wygrywalem, nazbieralem pucharow ktore teraz ogladam zamiast posiedziec nad woda i trochu ryb polapac, ktorych niestety juz niema!
Przyjmijcie prosze moj komentarz jako przestroge, jeszcze nie jest za pozno. Traktujcie ryby jak istoty zyjace, a nie jak kartofle.
Serdecznie pozdrawiam wszystkich wedkarzy polskich, i zycze Wam w nowym roku byscie nie popelnili takiego bledu jak my.
Jan
     Odp: Wspomnienia z Grand Prix
Tomasz Statek 30.12.04 15:55
    
Swojego czasu również obijałem się pozawodach, do tych rozgrywanych na szczeblu okręgu włącznie. Traktowałem to jak fajną zabawę, ewentualne nieprawidłowości kładąc na karb przypadku.

Zdarzyło się jednak, że wziąłem udział w zawodach wraz z czołówką sportu wędkarskiego. Po tym, co tam zobaczyłem, nabrałem obrzydzenia do zawodów wszelkiej rangi. Nie spodziewałem się takiej zawiści, zakłamania, oszustwa... Wyniki były wspaniałe, zwycięzcy łowili po 20 kilo ryby dziennie. Nie sądzę, żeby odbudowanie populacji na tej rzece było możliwe w przeciągu kilku lat. A za rok znów zawody...

Tam, gdzie w grę wchodzą chore ambicje i duże pieniądze kończy się rozsądek.
"Elyta"?
Waldemar Kantyka 30.12.04 11:42
Michale! Nie myl pojęć! Elitę wędkarstwa w Polsce stanowią nie ci co na czas serfują rybami w sektorach na wybetonowanych kanałach, lecz prawdziwi miłośnicy natury, którym nie jest obojętne co się wokół dzieje. Zaślepieni dążeniem do perfekcji "zawodowcy" w swej znaczącej części, nie mają czasu zobaczyć nic poza "końcem własnego kija". Może w mniejszym stopniu dotyczy to spinningistów, a jeszcze mniejszym "muchołapów". Chcesz zobaczyć Elitę w akcji? Uproś Roberta Hamera o jedną wyprawę nad Wisłę, a zrozumiesz co mam na myśli :-).
Temat zawodów był przerabiany na R.O. wielokrotnie i czas wyciągnąć wnioski dla siebie.
Pozdrawiam, Waldek
     Odp: "Elyta"?
Robert Hamer 03.1.05 16:29
    
Przyszło mi na starość za argument robić :))) Nie wiem czy wszystkim spodoboło by sie moje wędkarstwo. W ubiegłym sezonie złowiłem rekordowo mało ryb. Taki mialem plan na początku sezonu i udalo mi się go zrealizować. Skupiłem się złowieniu kilku konkretnych ryb, a takie łowi się dokładnie odwrotnie niż robią to wyczynowcy na zawodach. Godzinami oglada się upatrzoną rybę i robi się co kilka godzin podejście. Jest dużo czasu na refleksję i intergrację z przyrodą. Bardzo sobie cenię to moje podejście do wędkarstwa. Ono upewnia mnie, że ryby nie powinny być przedmiotem rywalizacji. To, że są wędkarze którzy muszą coś komuś koniecznie udowodnic, nie tłumaczy niczego. jeśli sa tak dobrzy jak twerdzą, niech płodzą teksty o nowych metodach i przynetach. Jak na razie takich kekstów jak na lekarstwo. Pozdrawiam :)
     Odp: "Elyta"?
January Pawlos 01.1.05 01:10
    
Jak wygląda "Elyta" w Polsce? Elita ,która nas uczy w WW i tego typu produkcjach.Elita już dawno wyczyściła nasze wody a teraz z siebie robi obrońców i znawców przyrody!Elita teraz się wstydzi tego co zrobiła,im bardziej grzmi tym więcej ma na sumieniu.Przykład...no nich bedzie ale polecą autorytety!!!
Proszę spojrzeć na to zdjęcie ze strony http://www.home.fishing.pl/fario/wywiad_m_paruzel.html
Komentarz mówi ,że to efekt 2 dni łowienia z kolegą pstrągów w Redze ...dawno temu (ale niestety prawda!) Kto normalny łowi 2 dni a potem jedzie nad wodę i fotografuje ryby??? Po co komu tyle ryb?
A może złap i wypuść? Kto wtedy słyszał o takim sposobie łowienia? Brało się wszystko o siatki i jechało do Warszawy, aby się takim samym kolegom pochwalić!!! A oni właśnie wrócili z Korytnicy,Dobrzycy,Starej Drawy i innych rybnych kiedyś rzek.
A teraz wielka dyskusja nad wprowadzeniem limitu na lubelszczyznie 1 sztuki dziennie.Już wiemy dlaczego i kto jest orędownikiem takiego rozwiązania.

PS.Najciekawsze teraz.Te pstrągi zostały złowione w ciągu jednego dnia!!! Gdzie? Rega opodal Łagiewnik.Z kim? Z p. Mazurowskim ze Świdwina.
Widziałem to zdjęcie dawno temu z całkiem innym komentarzem i dlatego uraziła mnie obłuda pana P.
Wstydzi się ? Boi? Chyba, zawsze jeszcze z tych wspomień trochę kasy będzie!!!
PS2.Najmniejszy miał prawie 40cm!!!
PS3.Teraz tam można złapać żabę albo minoga!Proponuję limit 1 pstrąg na miesiąc!Tylko nie wysyłajcie strażników ,aby to skontrolowali-na pewno nikt tego nie przekroczy!!!
     Odp: "Elyta"?
Marek Gruss 30.12.04 12:14
    
Zgadzam się w zupełności z Waldkiem !
Przyznam szczerze, że nie bardzo rozumiem celowość zawodów, w których szczytem szczęścia jest "nagolić" drobnicy za którą można nazbierać najwięcej punktów. Toż to ani nie sport (w przeciwieństwie do zawodów rzutowych, gdzie ceni się perfekcyjne opanowanie sprzętu), ani nie obcowanie z przyrodą, którą wszyscy (teraz wiem, że nie wszyscy;w każdym razie moja osoba oraz szeroka brać wędkarska stanowiąca moje towarzystwo wędkarskie)) wędkarze sobie umiłowali. Byłbym niezmiernie wdzięczny, gdyby jakiś uznany "zawodowiec" zechciał wyjaśnić szaraczkom takim jak ja jaki jest cel organizowania takich imprez (poza integracyjnym). Zaznaczam, że argument w postaci "perfekcyjnego zacinania uklejek na czas" do mnie nie przemawia. Wielokrotnie na łamach czasopism wędkarskich krytykuje się "mięsiarzy", którzy łowią dlatego żeby biedną rybę zjeść. Osobiście mam wielką frajdę tak z obcowania z przyrodą, łowienia ryb jak i ich jedzenia. Zatrzymuję tylko takie ryby i tyle ile chcę i mogę wykorzystać a resztę z najwyższą ostrożnością wypuszczam (przecież jutro lub za miesiąc znów tu przyjdę) i w aspekcie powyższych dywagacji na temat zawodów nie wiem, kto jest gorszy dla ryb mięsiarz, którym w tym rozumieniu jestem czy "zawodowiec".

Pozdrawiam, Marek
         Odp: "Elyta"?
Tomek Płonka 31.12.04 12:47
        
Celem każdych zawodów jest wygrać je, jak również radość z uczestnictwa i rywalizacji z innymi. Jeżeli wygrać zawody można właśnie uklejkami to tak zawodnicy robią. Sens tego określają przepisy i organizatorzy. Jeżeli np. punkty za uklejkę liczono by razy 1, za płoć razy 2 a za leszcza razy 3 to zawodnicy łowiliby takie ryby, które dałyby szansę na zwycięstwo. Nalezy wspomnieć że to z inicjatywy zawodników a nie komisji sportowych zaczęto organizować zawody na "żywej rybie" oraz wprowadzono wymiar ochronny dla okonia na przykład. Mimo że nie biorę udziału w zawodach głęboko rozumiem frajdę, jakom zawodnikom sprawia rywalizacja, bycie lepszym od innych. Tylko ciućmok moim zdaniem i "pół faceta" nie ma w sobie zadnej "żyłki sportowej" - choć wcale nie musi to być w dziedzinie wędkarstwa od razu branie udziału w zawodach. Jestem przekonany, że zarówno zwykły wedkarz łowiący ryby jak i zawodnik na zawodach mogą postepować i etycznie i sportowo. Obydwaj mają szansę tak samo dbać o ryby. Niestety zarówno jedni jak i drudzy nie zawsze tak czynią. Winę za wszystko ponoszą organizatorzy wędkarstwa i zawodów, czyli PZW który ustala zasady, limity, przepisy. Teoretycznie wszyscy powinniśmy się poruszać w ramach tych przepisów i przy sprawnej kontroli tylko od nas zależałoby czy się do nich stosujemy czy łamiemy je. Nie można mieć za złe zawodnikowi że łowi uklejki i chce zostać mistrzem świata, nie mozna mieć za złe wędkarzowi, który zabiera znad wody więcej ryb niż sam zje - bo przepisy w obu przypadkach określają co wolno a co nie. Można za to mówić o tym, czy ktoś jest myslacy i czy ma ambicje. Myslący wędkarz korzysta z wód z umiarem, ambitny zawodnik łowi klenie zamiast okoni (jesli ma szansę wygrać).
Pyrsk-T.P.
         Odp: "Elyta"?
Piotr Łopaciński 30.12.04 13:05
        
Zarówno Marek, jak i Waldek mają dużo racji w tym co piszą. Temat zawodów wędkarskich był już w RO wałkowany do znudzenia.Racje zwolenników i przeciwników tzw. sportu wędkarskiego powodowały iskrzenie na łączach od którego system mi siadał. Wydaje mi się, że należy sobie odpowiedzieć na jedno podstawowe pytanie: Czy wędkarstwo jest sportem, jeżeli nie, to czym ono jest? Na dzień dzisiejszy istnieje sztuczny podział na wędkarstwo tzw.rekreacyjne i tzw. "zawodowe" - co za obrzydliwe określenie. Jeszcze dziesięć lat temu ja osobiście podpisałbym się pod stwierdzeniem, że jest to sport. Dzisiaj już tego nie zrobie. Widok odcinków rzek i kanałów po zakończeniu zawodów skutecznie zniechęcił mnie do brania w nich udziału. Góry śmieci na brzegu i zakwaszona od setek kilogramów zanęty woda to skutek tzw. sportu wędkarskiego. Powie ktoś - to nie wina sportu,to brak elementarnej kultury ludzi biorących udział w zawodach. Ja mam inne zdanie na ten temat. Druga bardzo ważna sprawa - łowienie i uśmiercanie w beznadziejnie głupi sposób setek kilogramów narybku /bo czym jest 10 cm płotka lub leszczyk jak nie narybkiem/. Czytając wypowiedzi niektórych "etycznych" łowców na temat wprowadzenia zakazu zabijania i zabierania ryb z łowiska, zastanawiam się ile w tym jest fałszu i obłudy. Nie chciałbym zostać posądzony o to, że totalnie wszystko krytykuje. Ten temat powinien pozostać w sumieniu poszczególnych wędkarzy. Dla mnie wędkarstwo obecnie - to przede wszystkim obcowanie z przyrodą. Tak samo cieszy mnie widok wydry nad brzegiem, czy śpiew ptaków, jak i uderzenie szczupaka w przynęte. Ja również podpisuje się pod tym co w końcu swojego komentarza podał Marek: nie wiem, kto jest gorszy dla ryb mięsiarz, czy "zawodowiec".
Pozdrawiam serdecznie...Piotr
         Odp: Integracja? Jaka integracja!
Tomasz Statek 30.12.04 12:44
        
O jakiej integracji mówisz, Marku? Jak 100 zawodników miesza zanętę pod kocami, żeby wędkarz z sąsiedniego łowiska nie podejrzał? He, he... To walka na śmierć i życie, a grzeczne wypowiedzi dla prasy to pic na wodę.
             Wędkarstwo sportowe - absurd !
Paweł Kruk 31.12.04 12:13
            
Nigdy nie rozumiałem jak wedkarstwo, które jest rodzajem łowiectwa może być uznawane za dyscyplinę sportową ? i jak to możliwe, że kilu takich sportowców może świadomie i przy oklaskach zlikwidować ładne łowisko - choćby przez zasypanie zanętą.
                 Odp: Wędkarstwo sportowe - absurd !
Tomek Płonka 31.12.04 13:06
                
Wobec tego ja nie rozumiem jak zwykłe chodzenie- przemieszczenie ciała - czynność naturalna może być sportem i jest nazywane "chód sportowy" :-)
Definicja sportu mówi, że muszą być spełnione takie warunki : demonstracja sprawności fizycznej (np. siła, zęczność, zwinność, wytrzymałość itd...) a w drugiej kolejności element rywalizacji. Wszystkie formy aktywności fizycznej nie mające tych obydwu elementów naraz traktujemy jako rekreację ruchową a nie sport - np gdy uprawiamy jogging i z nikim się nie ścigamy.
Wobec tego wedkarstwo, bieganie, pływanie itd itp może być sportem jak i rekreacją.
Poniał?
Pyrsk-T.P.
                     Odp: Wędkarstwo sportowe - absurd !
January Pawlos 01.1.05 00:32
                    
To ja proponuje zawodu w zbieraniu grzybów.Schylać się trzeba ,nachodzić do bólu, biec do komisji sędziowskiej, wytężać wzrok,baczyć na dziką zwierzynę,orientować się w terenie...itp.Super aktywność fizyczna!!! Rozumiem ,że już w Pekinie(łowienie karpi) i w Turynie(łowienie troci) wędkarstwo stanie się w końcu dyscypliną olimpijską?Jesli nie to trzeba to natychmiast naprawić,tak nie może być ,to przecież sport w czystym wydaniu, a że giną niewinne zwierzęta,które dokładnie tak jak my odczuwają ból i cierpienie...drobiazg. Proponuję na zebraniu koła w czerwcu (aby już była kasa!)zrobić losowanie ,komu kołowrotek a komu wędeczka i odwalić się od wód.Gdy spotykam takich patałachów nad Regą to wiem ,że sprzęt mają za moje pieniądze a do zrybień czy ochrony nie dołożyli się nawet grosikiem.O ich umiejętnościach przemilczę...mistrzowie spinningu. Oczywiście o organizmach w rzece nie mają większego pojęcia,nie potrafia odróżnić chruścika od jętki! Pozdrawienie dla tych co nie zgadzają się na rozdawnictwo naszych pieniędzy.
                         Odp: Wędkarstwo sportowe - absurd !
Tomek Płonka 03.1.05 14:24
                        
Poczytaj o finansowaniu, co ustalono w ZG. O ile dobrze zrozumiałem zawody nie będą już za składki tylko za kasę sponsorów. Czyli albo po temacie, albo niedługo będzie po temacie.
Jesli zbierzesz odpowiednią ilość ludzi i wystąpi potrzeba to możesz starać się wzbogacić sporty olimpijskie o "grzybowe przełaje".
Jestem patałachem, bo owady rozróżniam po śladach na szybie samochodu. Są duże i małe, brązowe i białe :-)
Chruścika widziałem ostatnio jakieś 25 lat temu w górskiej rzece, a jętki nie widziałem nigdy, a raczej nie starałem się zauważyć. Wszystko co lata to potencjalnie komar albo inne gryzące badziewie :-) W moim przypadku nie ma znaczenia dla brań czy znam owady itp. zyjątka, mnie bardziej się przydaje czytanie wody niż znajomość różnych flyjów. Łowię na imitacje rybek. Nie narzekam na brania :-)
Pyrsk-T.P.
                             Odp: Wędkarstwo sportowe - absurd !
Tomasz Statek 03.1.05 17:23
                            
Sport wędkarski za pieniądze sponsorów??? He, he - jako zazwyczaj rozsądnie myślący człowiek nie sądzisz chyba, Imienniku, że to przejdzie?
                                 Odp: Wędkarstwo sportowe - absurd !
Tomek Płonka 04.1.05 09:25
                                
Poczytaj w gazetach - chyba październikowe albo listopadowe. Zmiany w sporcie się dokonują. Pyrsk-T.P.
                                     Odp: Wędkarstwo sportowe - absurd !
Tomasz Statek 04.1.05 09:59
                                    
A czy w tych gazetach, Imienniku, nie pisze czasem, że sponsorami zawodów nie mogą być Koła PZW, Okręgi PZW lub ZG PZW???!!! Hłe, hłe, hłe... O, słodka naiwności!...
                                         Odp: Wędkarstwo sportowe - absurd !
Piotr Łopaciński 04.1.05 10:26
                                        
Jako pasjonującą lekturę polecam Ci Tomku Uchwałę nr 83 Zarządu Głównego PZW z dnia 15 pażdziernika 2004r dot Zmian w Zasadach Organizacji Sportu Wędkarskiego /dostępna na stronie internetowej ZG/, a w szczególności par. 7 i 8 tej Uchwały. Dotyczą one Funduszu Sportu Wędkarskiego.
Miłej lektury i nowych argumentów w ciekawej wymianie poglądów z Twoim imiennikiem.
Pozdr...Piotr
                                             Odp: Wędkarstwo sportowe - absurd !
Tomasz Statek 04.1.05 14:39
                                            
Dzięki, Piotrze. Mam łzy w oczach... Brzuch mnie ze śmiechu rozbolał. Mam nadzieję, że mój Imiennik również skorzysta z Twojej rady, spojrzy na treść Uchwały i obaj będziemy mogli pospadać ze stołków w radosnym rechocie...
Czyli nie to, że koła, okręgi czy ZG MOGĄ BYĆ sponsorami. One MUSZĄ BYĆ... O, to nam się zmiany wykroiły...
                                                 Odp: Wędkarstwo sportowe - absurd !
Robert Hamer 04.1.05 15:59
                                                
Ja z tej wielkiej reformy sportu wędkarskiego miałem okazję pośmiać się już nieco wcześniej, bo dostałem ją na święta od ZO. W odpowiedzi informuję ZO, że nie przyjmuję tego do wiadomości, ponieważ reforma ta nie była konsultowana z naszym kołem. To co cieszy to ,że zdjęto z kół obowiązek finansowania zawodów. Dziwi mnie jednak to, żę ZO przysłało mi rozpiskę planowanych zawodów na rok 2005. Nadal utrzymano podział na strefy i wymieniono koła które mają obowiązek organizowania zawodów strefowych. Nic z tego nie kumam. Może mistrz świata mnie oświeci :)
                                                     Odp: Wędkarstwo sportowe - absurd !
Tomasz Statek 04.1.05 16:52
                                                    
Robercie, proste to jak drut!

ZO przysłało ci rozpiskę z zawodami, bo nadal będzie wymagało od ciebie (i innych kół) organizowania zawodów! Nie MUSISZ ich finansować, ale MUSISZ je organizować. I martw się! A jak nie, to cię Okręg doprowadzi do porządku!

Całe te zmiany można sobie o kant wiecie czego potłuc. Tak naprawdę nic nie zmieniają (i w tym miejscu szczególnie serdecznie pragnę pozdrowić mojego Imiennika). ZG nie może "uciec" od tego tematu, gdyż złamało by swój własny statut. Niewykonywanie zadań statutowych grozi delegalizacją. Oznacza to, że w chwili, gdyby ZG zaprzestało działalności sportowej, każdy z nas mógłby zgłosić ten fakt do sądu i wówczas gen. MO Grabowski zmuszony byłby zadowolić się wyłącznie swoją generalską pensją... Bo PZW mogłoby zostać rozwiązane!

Słowo daję - chyba byłbym pierwszym, który pobiegłby do sądu z donosem:-)))))
                                                         Odp: Skoro mowa o finansowaniu
Tomek Płonka 04.1.05 20:41
                                                        
To ja się doczytałem (już jakiś czas temu ale dziękuję za przypomnienie o uchwale), że z mojej składki członkowskiej będą finansowane występy kadry narodowej. Myślę, że związek "oberdze" mnie z kwoty max 10 zł i mam to w nosie, a nawet bym się cieszył jak nasz imiennik (T.K.) złoił by tyłki włochom i innym na spinningowych mistrzostwach świata. Następnie - zawsze sponsoruję zawody młodzieży, które organizuje moje koło i pobiera składkę następne 5 zł, a może 10 bo nie pamiętam. Jeśli chodzi o inne zawody - okręgowe, Grand Prix itp to:

2. Na poziomie okręgów finansowane są:
- udział reprezentantów okręgu w mistrzostwach Polski,
- mistrzostwa okręgu w zakresie określonym w Zasadach Organizacji Sportu Wędkarskiego,
- obsługa komisji (OKS, Rada ds.Młodzieży).
Tu "straty" też liczyłbym na jakąś dychę.
O ile się nie mylę tracę około 10 zł na finansowaniu sportu, którego nie chcę finansować. Co do finansowania kadry narodowej i składki na zawody dla dzieci (rozgrywane w okolicy Dnia Dziecka) nie mam zastrzeżeń i mogę dać te parę złotych. Od kiedy w moim kole oszczędza się na nagrodach i rozdaje zwycięzcom dyplomy nie jeżdżę na zawody :-)
Mówiąc słowami Jurka K. jak się ktoś chce uwziąć na wydatki to można robić raban w kole o to, że zamiast zarybiać sponsoruje zawody, a w/g nowej uchwały koło nie musi finansować sportu. Zarządy kół i okręgów mogą dotować zawody, ale nie jest to jedyne źródło dotacji i tylko od zarządów kół i okręgu to zależy czy da kasę czy nie, ZG tego nie wymaga. Tak rozumiem treść uchwały.
Nie chciałbym, aby koledzy a Imiennik w szczególności uważali mnie za orędownika sportu, bo tak samo nie leży w moim interesie aby związek przeznaczał dużą kasę na sport. Tylko mnie się zdaje, że my tu o drobnych pieniądzach dyskutujemy a grubsza forsa się marnuje na to całe stowarzyszenie PZW.
Uważam, że każdy zawodnik powinien płacić opłatę startową i wyłącznie z tych opłat powinno się organizować zawody + kasa od sponsorów oczywiście.
Pyrsk-T.P.
                                                             Odp: Skoro mowa o finansowaniu
Tomasz Statek 05.1.05 11:26
                                                            
Natomiast zgadzam się, że inne wydatki PZW stawiają pod dużym znakiem zapytania prawidłowość gospodarki finansowej Związku. Nie tylko na poziomie Okręgu, ale nawet na poziomie koła. Jeśli na nagrody w jednych tylko zawodach koło przeznacz 2 tys. zł, a na zarybienie 1 tys. zł na rok, to coś tu jest nie tak...
                                                             Odp: Skoro mowa o finansowaniu
Tomasz Statek 05.1.05 11:17
                                                            
Imienniku! Doszedłem już do siebie po kolce śmiechowej i postanowiłem policzyć.

Mniej więcej poprawnie obliczyłeś, ile wydajesz na tzw. sport. Wg. danych Roberta Hamera, na które już się powoływałem, wynosi on ok. 13 zł na statystycznego wędkarza mojego Okręgu.

Zmiana polega na tym, że dotychczas sport na poziomie koła był dotowany z okręgu (był to nota bene jedyny współczynnik, według którego pieniądze z okręgu trafiały do kół). A teraz nie musi. I wcale nie jest powiedziane, że będzie. Tym niemniej okręg zachowuje się, jak gdyby nigdy nic i wciąż wymaga od kół organizacji określonych zawodów. Czy to nie piękne?

Acha, jeszcze jedno. Dotychczas zawody "z tradycją" mogły liczyć na dofinansowanie sponsorów z lokalnej społeczności bądź nawet władz lokalnych. A teraz np.: burmistrz Sandomierza nie może ufundować nagrody dla najmłodszego uczestnika Pucharu X wieków, tylko powinien wpłacić tę kwotę na Fundusz Sportowy.
Ilu sponsorom nie spasuje taki układ?

I na koniec - nie jak imiennik z imiennikiem, nie jak wędkarz z wędkarzem, ale jak prezes z prezesem. Czy w swojej firmie dopuścisz do bezcelowego wydania choćby złotówki, gdy w tym czasie brakować ci będzie pieniędzy na ważniejsze inwestycje?
                                                                 Odp: Skoro mowa o finansowaniu
Tomek Płonka 05.1.05 15:20
                                                                
U mnie grosz się nie marnuje. Jednak zawsze mam przewidzianą pulę na różne dziwne wydatki (np. kręgle biznesowe) lub jestem przygotowany na nieprzewidziane straty na ok 5% obrotu. Z góry zakładam że wydam tą kasę i tak kalkuluję marże
:-)
W związku z tym przewidziałem że i PZW "zmarnuje" trochę mojej kasy albo że pobiera "frycowe" i mam w nosie te 5% składek ogólnych, jakie marnują na zawody. Ja się tylko proponuję skupić na pozostałych 95% a tą małą kasę na sport po prostu na razie olać- wpisać w "koszty". Może jednak odzyskamy choć 19%
Pyrsk T.P.
                                                                     Odp: Skoro mowa o finansowaniu
Tomasz Statek 06.1.05 09:34
                                                                    
Masz rację, Imienniku, dużo kasy marnuje się gdzie indziej. Ale to też zmarnowane pieniądze. A mnie się nóż w kieszeni otwiera, ilekroć widzę marnotrastwo.
                                                             Odp: Skoro mowa o finansowaniu
Piotr Łopaciński 04.1.05 21:34
                                                            
Wydaje mi się, że pomimo różnicy zdań na temat idei sportu wędkarskiego, pod jednym wszyscy moglibyśmy się podpisać, a mianowicie: zawody finansowane powinny być z opłat startowych pochodzących od zawodników oraz środków uzyskanych od sponsorów/cytuje tu Tomku ostatnie zdanie Twojej wypowiedzi - pod tym się podpisuje i prawą i lewą ręką/.
Tak przecież dotychczas finansowane były różnego typu zawody organizowane przez kluby wędkarskie. Nikt wtedy nie miałby pretensji o przeznaczanie na ten cel wspólnej kasy.
Cały dowcip polega jednak na tym, że gdyby tak miało być, sport wędkarski /chodzi mi o jego masowość/ umarłby śmiercią naturalną z braku środków finansowych. A tak ma się dobrze i nic nie zapowiada aby coś miało się zmienić.
Puki co...trzeba tylko mieć nadzieję, że coś...kiedyś...może się zmienić. Pozdr...Piotr
                     Odp: Wędkarstwo sportowe - absurd !
Piotr Łopaciński 31.12.04 16:45
                    
Zakładając, że masz rację i można uznać wędkarstwo zarówno jako sport, jak i rekreację, to sama forma organizowanych przez związek zawodów jest obecnie spaczona i nie zgodzę się nigdy ze stwierdzeniem, że jest to zdrowa sportowa rywalizacja. Naszą młodzież, juniorów uczymy tego co jest najgorsze - zawiści, nietolerancji, cwaniactwa. Czemu w zamian tego nie przekazujemy im tego co dobre - piękna przyrody i otaczajęcego nas świata, szacunku dla tego życia, które w przyrodzie nas otacza. Zabijając dla metalowego garnka, lub kawałka papieru jakim jest dyplom, parę setek krąpi i uklei podczas zawodów nie nauczysz młodego człowieka szacunku dla wodnego świata.
W nieskończoność moglibyśmy przekonywać się nawzajem, kto ma rację, ale nie w tym tkwi chyba problem. W tak dużym zbiorowisku ludzi jakim jest społeczność wędkarska, zawsze będą istnieć ci którzy lubią rywalizować ze sobą, jak i ci którzy pasję wędkarską traktują inaczej. I musimy znalezć kompromis jak wzajemnie się tolerować. Jeżeli w dalszym ciągu postanowimy, że zawody w łowieniu ryb mają istnieć, to niech istnieją one, ale tak zorganizowane, aby nie wyniszczały środowiska wodnego i zawierały w sobie elementy prawdziwego sportu. Inaczej wędkarstwo straci cały swój urok i sens.
Jeżeli nic się nie zmieni w tym zakresie, co czas jakiś wybuchały będą zażarte dyskusje, które do niczego w zasadzie nie prowadzą.
Jeden wspólny mianownik, jaki do tej pory udało nam się znalezć /mam na myśli zwolenników i przeciwników zawodów/ - to to, że należy tępić łobuzów i cwaniaków wykorzystujących przynależność do PZW. Ale to wszystko mało...
Puki co pozdr...Piotr



Valid XHTML 1.0!
Wszelkie prawa zastrzeżone - All Rights Reserved - ©1999-2004 Krokus Sp. z o.o. - powered by eZ publish
Za publikowane treści odpowiedzialność ponoszą ich autorzy, jednocześnie wyrażając tym samym zgodę na ich bezterminową publikację.
Reklamy Krokus: Fundusze ETF na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie Fundusze ETF: ETF.COM.PL Analizy, ranking, aktualności, informacje, ryzyko, regulacje prawne, wydarzenia w Polsce i na świecie, linki, rynek giełdowy, podstawy i zasady inwestowania.