Portal Sklep Bazar Tygodnik Ryby Domowe Klub Reklama Pomoc
Archiwum 2
English pages

UWAGA! ZNAJDUJESZ SIĘ NA STRONACH ARCHIWALNYCH !!! NOWY ADRES => Wędkarstwo - Rybie Oko - http://www.fishing.pl

 
Artykuły
Forum
Foto
Baza
Co i kiedy
Linki
Brania
Hyde Park
Humor
Znad wody
Filmy i pliki
Kartki
Encyklopedia
Ryby i prawo
Ściąga
 
 
 
 
mniej ostatnich wiadomości 82114
To był fragmnet większej całości, niżej więcej :)
pytanie o połów
pomocy!
pomocy!
Odp: odp:Kłusownicy na śląsku
Odp: dorsz
.......................
Odp: Zapora na Wisłoce
Odp: Oj Panie Bogusz .....
Odp: Żyłka
pytanie o połów
pomocy!
pomocy!
leszczyńskie
"okonek"
Wróżka
W obronie jazgarza
Zawody? Również! Bo dlaczego nie?
Wisiel :/
Łowic bez nęcenia ?
Opowieśc znad wody..
Zanęty produkcji polskiej a zagranicznej
Konińskie kanały
Kupię szpulę do Okumy Avenger AV 30!!!!!!!!!!!!
POŻEGNANIE :) - godz 14!!!
Fajna rybka
Szkoda tytułować
 
 
więcej
Zawody wędkarskie
 4/145
Ten okropny żarłok - JAZGARZ
 
Opowieści znad wody.... cz.1
 6.9/85
Leszczowisko
 7.1/202
 8.8/115 hit
Łakomiec
 7.9/66
Oszuści na Bazarze Rybiego Oka.
 7.3/64
KOMUNIKAT
 
Stało się...
 5.6/30
Kłusownik ukarany! Lepiej późno niż wcale.
 4.9/71
 
 
więcej
Petycja!!!!!!!!!!!!!
Pstrąg Roztocza
Uroczyste otwarcie
 
 
Inne ankiety
Żyłka
Co robisz z niepotrzebnym kawałkiem żyłki?
wyrzucasz gdziekolwiek
rzucasz do wody, bo tam jej nie widać i ptak się nie zaplącze
tniesz na mniejsze kawałki i wyrzucasz
zabierasz ze sobą, by spalić w ognisku
zabierasz ze sobą, by wyrzucić do śmietnika
to inaczej, jak podaj w komentarzu

Wyniki Wyniki wszystkich

Komentuj
 


Wszystkie Rybim Okiem Wspomnienia i relacje

Hit  Rzeki umierają w milczeniu

Autor: Ryszard Siejakowski
Data:20.12.04 14:58
Czytano:2376

Zapewne wędkarz, który nie łowił ryb w bieżącej wodzie, to wyjątek. Nie ważnym jest czy jest to rzeka, rzeczka czy nawet niewielki ciurek, przepływający niedaleko od naszego miejsca zamieszkania. Istotnym, aby woda płynęła i żyły tam ryby. Takie wody to zazwyczaj miejsca gdzie stawialiśmy swe pierwsze wędkarskie kroki, nasze wędkarskie przedszkola i chwile wspomnień, do których wracamy, gdy na kartkach kalendarza życia, stuknie nam trochę więcej lat.


Rzeki mego dzieciństwa były inne, większe, czyściejsze i bardziej obfite w ryby różnego gatunku. Nie pamiętam, aby w okresie największych letnich niżówek, poziom wody był tak niski jak teraz. Ostrogi, które były z należytą troską remontowane i umacniane, wcinały się w rzeczny nurt, stwarzając doskonałe miejsca do bytowania ryb, stanowiąc jednocześnie wspaniałe stanowiska dla wędkarskiej braci. Gdy dzisiaj po latach wracam do rzek swego dzieciństwa czy lat młodzieńczych, jakiś smutek ściska gdzieś w głębi serca, za tym, co bezpowrotnie minęło. Pamiętam, gdy z zapartym tchem czytałem opisy wędkarskich przygód zawarte w cudownej książce F. Zamojskiego „Ryby zielonych rzek”. Porównywałem wtedy opisy zawarte w zbiorze opowiadań z rzeczywistością. To już nie było to samo, lecz było zbliżone. Dzisiejsza rzeczywistość jakże daleko odbiegła od tego wszystkiego.
Chcąc odświeżyć swe wspomnienia wybieram się nad rzekę, gdzie jako kilkuletni smarkacz, na prymitywną wędeczkę, poławiałem dorodne klenie, leszcze czy płocie. Rzeka ta sama a jakże inna. Zamiast wody jakaś dziwna zawiesina, przelewająca się przez rozmyte ostrogi i pozostawiająca na kamieniach, niezbyt przyjemnie pachnący osad. Drzewo rosnące na pobliskiej skarpie, które kiedyś było zaledwie młodziakiem, rozrosło się potężnie. Lecz los jego jest przesądzony. Podcięte przez żerujące bobry, zwali się niezadługo, pieczętując swój los. Siadam w jego cieniu i wspomnienia wydarte z zakamarków pamięci, przepływają jak film z dawnych lat. Jakiś brzdąc w krótkich spodenkach, siedzi na kamieniu i z zapałem śmiga leszczynową wędką, uzbrojoną w spławik z gęsiego piórka i haczyk, na którym zaczepiony jest pasikonik, złapany na pobliskiej łące. Porwany przez nurt, konik polny nieporadnie przebiera odnóżami. Upływa niewiele chwil i coś wciąga go pod wodę. Delikatny spławiczek smyrga wzdłuż nurtu. Chłopak zacina i srebrzyste życie, ląduje po chwili na brzegu. Gruby kleń dał się nabrać na żywego konika polnego. Kolejny konik polny, wyciągnięty z pudełka po zapałkach zostaje założony na haczyk i delikatny zarzut w to samo miejsce. Teraz dla odmiany pokusił się na niego jelec, który zebrał polnego konika z powierzchni wody. Sporo lat upłynęło, gdy byłem tym chłopakiem. Czas przepłynął jak rzeka. Wyrwany z wspomnień, patrzę na rzekę i wiele bym dał, aby można było zatrzymać tamten czas. Marzenie nierealne, jak słowa w piosence Jacka Lecha: „Nierealny marzeń świat, świat, którego nie ma, gwiazdki z nieba nie dostaniesz i zapłaczesz, nie raz”.
Pierwotnie chciałem iść w górę rzeki. Majaczące na główkach sylwetki wędkarzy, szybko zweryfikowały moje wcześniejsze plany. Pójdę w dół rzeki. Może mniej ciekawiej, ale zapewne będzie luźniej i pora przekonać się, co jeszcze pozostało z ryb w rzece mego dzieciństwa. Rzucam kilkanaście razy woblerem z ostrogi. Bezskutecznie. Zmieniam na rippera. To samo. Martwa rzeka, nawet śladu baraszkujących tu kiedyś uklei, w które ochoczo biły szczupce czy okonie. Schodzę w dół rzeki, idąc z jej nurtem, odnosząc wrażenie uciekającego czasu, za którym trudno nadążyć. Ile to już rzutów wykonałem? Sto, dwieście, a może więcej? Żadnego kontaktu z rybą. Żadnego. Smutna rzeka, smutny wędkarz. Dzisiejsza, zasrana rzeczywistość polskich wód, jak Polska długa i szeroka. Wreszcie świta nadzieja. Na końcu zwalonego do wody drzewa, gdzie następuje załamanie nurtu, dostrzegam zawirowanie wody, przypominające atak bolenia. By nie spłoszyć tej bystrookiej i cwanej ryby, przycupnąłem w wysokiej trawie, gęsto porastającej nadbrzeżny łęg. Jeśli żeruje, to powinien wkrótce powtórzyć atak na drobnicę. Po kilku chwilach kolejne zawirowanie w tym samym miejscu.
-Jesteś robaczku, jesteś tam. Zobaczymy jak zareagujesz na wobka, gdy zacznę się do ciebie dobierać? Póki co, to ukleje tylko straszysz, stary cwaniaku.
Lubię łowić bolki. Jest to zawsze konfrontacja, w której jedna ze stron, chcę przechytrzyć drugą a wynik trudny do przewidzenia. Ileż to razy musiałem uznać klasę przeciwnika, który wystawił mnie rufa do wiatru. I właśnie za to darzę tą rybę z należytym poważaniem. Każdy złowiony bolek wraca do wody. Ot taka fanaberia wędkarza, który swoje już przeżył.
Aby się do niego dobrać, muszę pójść trochę powyżej leżącego w wodzie drzewa. Nie bardzo mam ochotę, aby wdrapywać się na stromą nadrzeczną skarpę, więc lekko pochylony, przechodzę dołem po naturalnej półce, jaką stworzyła rzeka, łudząc się, że bolek się nie spłoszy. Wreszcie jestem w miejscu gdzie można podać mu woblera i przeciągnąć wzdłuż miejsca żerowania. Przycupnięty, aby być jak najmniej widocznym, przymierzam się do oddania rzutu. Robię wymach wędką i w tym momencie nad głową rozlega się trzask, głośno zamykanych drzwi od samochodu. Potężny plusk spłoszonej ryby i po bolku zostają już tylko wspomnienia. Jak niepyszny wdrapuję się mozolnie na nadrzeczną skarpę. Na łęgu stoi „beemka”, a przy niej facio i baraszkujący rottweiler. Odruchowo łapię się za kieszeń i sprawdzam czy mam pod ręką miotacz z gazem pieprzowym. Nigdy nie wiadomo, co rottweilerowi strzeli do głowy, tym bardziej, że wygląd faceta nie napawa zaufaniem. Typowy przedstawiciel generacji wyhodowanej na sterydach i anabolikach. Łapię się na głupawym spostrzeżeniu, że szerokość „laczków” beemki i karku jegomościa, są bardzo zbliżone wymiarami. Wolno oddalam się od „miłośników” ciszy i spokoju, kontynuując swój mozolny trud nawiązania kontaktu z rybami. Kolejne ostrogi pozbawiają mnie złudzeń na złapanie ryby. Zniechęcenie, to największy wróg wędkarza, osłabiający jego refleks. W myślach coraz częściej pojawia się chęć zakończenia tego wypadu nad wodę i powrotu do domu. Jeszcze tylko pięć ostatnich rzutów i zwijamy majdan, nie ma sensu dalsza orka. Tu się już nic nie może zdarzyć? I jak to często ma miejsce, w kolejnym rzucie jest puknięcie, delikatne jak dotknięcie nocy. Zadzieram wędzisko z opóźnieniem i czuję rybę na haku. Jest! Jest, chciałoby się krzyknąć na głos. Sandacz bije do dna, wędzisko pulsuje krótkimi uderzeniami, ale mam cały czas kontakt. Na szczęście nie wypiął się, po mocno spóźnionym zacięciu. Jeszcze kilka nawrotów zaciętej ryby i mogę ją lądować na łagodnie schodzącym zejściu z ostrogi. Żadna rewelacja. Dwukilowy sandacz, złapany w chwili największego zniechęcenia. Ale jest piękny. Mocno zaznaczone pręgi, nastroszone płetwy i te niesamowite, opalizujące oczy. Ile to już napisano o oczach sandacza. Że tajemnicze, fosforyzujące, jakby nie z tego świata. Patrzę w te oczy i mam wrażenie, że zastygł w nich blask, już dawno nieistniejącej gwiazdy. Gwiazdy, która przestała świecić miliony lat temu, gdzieś daleko, w odległej galaktyce. Wyczepiam z pyska hak jiga. Na szczęście zapiął się płytko i nie utkwił w przełyku, jak się to niejednokrotnie zdarza.
-Masz farta chłopie, nie skończysz na patelni! Zostało tu już was niewiele. Było by zbrodnią gdybyś zakończył swój byt jako kolejna potrawa. Wracaj do rzeki, rzeki mego dzieciństwa, która umiera w samotności.
Może pojadę jeszcze kiedyś na tą rzekę? Czy będzie to tylko podróż sentymentalna? To wszystko będzie zależeć tylko od nas. Od nas wszystkich.

drukuj drukuj wyślij wyślij

Lista komentarzy


Temat: Autor:
Czas:
RZEKA
Wacław Santarius 23.12.04 23:22
Ryszard! Ty masz chociaż rzekę swojego dzieciństwa,chociaż jest ona tylko w Twoich wspomnieniach A co mają ci, którzy są, lub dopiero będą dziećmi ? Co zostanie w ich wspomnieniach? Wirtualne zabawy w połowy, nad jakąś tam wirtualną rzeką? Kto ich tak okrada ?
P.s. Czy dostałeś mojego maila, z 21.12 ?
W.S.
Czym kończymy rok
Tomek Płonka 23.12.04 10:08
Ano, takim sentymentalnym opowiadaniem. W tym roku jak nigdy zaznaliśmy bezrybia na rzekach. Warcinka to już prawie grób. Na Wiśle i Odrze niedobitki, które tylko cufalem zostały w tym roku sfotografowane :-)
Szkoda, wielka szkoda że zamiast podsumować rok relacjami z wspólnego łowienia oraz zdjeciami okazów sięgamy pamięcią do lepszych czasów. Cóż nam pozostało...
Pyrsk-T.P.
rzeki umierają
ramon 21.12.04 22:26
Niestety nie ma już rzek z naszego dzieciństwa, niedawno na innym z portali wędkarskich w odpowiedzi na wychwalanie jednej z rzek( nie będę przytaczał jej nazwy) opisałem ją z czasów mojego dzieciństwa i w 2003 roku gdzie przemierzyłem jej brzegi na odcinku ponad 60 km. To co stwierdziłem porównując rok 2000 i 2003 jest przerażające ,to już nawet nie jest rzeka i nie jest to wina li tylko wędkarzy a jeżeli to może taka :lobby wędkarskie jest zdecydowanie za słabe by było słyszane przez decydentów, którzy wolą meliorować nie zawsze tam gdzie to jest konieczne, zamiast budować niewielkie spiętrzenia naturalne w postaci progów i niewielkich kaskad spowalniających nurt szczególnie na niewielkich ciekach od których to póżniej biorą się wszelkie kłopoty . Jeżeli nie będziemy dość głośno krzyczeć to za kilka lat mogą nam pozostać w pamięci tylko obrazy z dzieciństwa.
i umrą Ricardo.... :-(
Marek Kaczmarczyk 21.12.04 14:22
     Odp: i umrą Ricardo.... :-(
Tomasz Statek 21.12.04 23:08
    
No świetne! Szczególnie poruszyła mnie "Analiza pracy statycznej zbiornika prostopadłościennego rozciętego dylatacją w połowie długości ( lub ZWSW )". Nie mam pojęcia, co to znaczy, ale działa podniecająco...
Rzeki...
Waldemar Kantyka 21.12.04 09:05
Ładnie Rysiu! I tak na czasie! My, stare pryki, mamy trochę tego bagażu za sobą. Nie trzeba tego ściskać dla siebie ino się z młodzieżą dzielić! A że dla niektórych to są "godki starego bacy"? Cóż! Opowieści mojego tatki z Jego dzieciństwa były równie sentymentalne i wzruszające. Dzięki i ściskam świątecznie spode "Kaskady Nysy Kłodzkiej"! Waldek
     Odp: Rzeki...
Ryszard Siejakowski 21.12.04 13:10
    
No cóż Waldku, stuknęło mi trochę latek i mogę na pewne sprawy patrzeć troszeczkę inaczej. Zapewne zauważyłeś, że w moich artykułach kładę nacisk na rzeki i ich ochronę. Rzeki są jak tętnice krwioobiegu. To co się złego dzieje na rzekach, szybko przenosi się na cały hydrosystem. Niestety Związek ma rzeki w głębokim poważaniu w większości przypadków, a zwłaszcza rzeki duże.
Pozdrawiam serdeczno-światecznie, Ryszard
Nasza polska rzeczywistość.
Piotr Łopaciński 20.12.04 15:43
Tak wyglądają obecnie nasze rzeki. Tam gdzie jeszcze kilka lat temu tętniło życie tam jest pustka. Czemu doszło do tego, dlaczego do tego dopuściliśmy. Wydaje mi się, że chyba wszyscy zachłysnęliśmy się wolnością, demokracją, zapominając o tym co nas otacza - o pięknie przyrody, o żyjącej wodzie. Pozwoliliśmy i dalej godzimy się na powolną śmierć naszych rzek, jezior. Czytając ten artykuł ściska w dołku...jak to dalej będzie?
Artykuł piękny... pozdr. Piotr
Nasza polska rzeczywistość.
Piotr Łopaciński 20.12.04 15:44
Tak wyglądają obecnie nasze rzeki. Tam gdzie jeszcze kilka lat temu tętniło życie tam jest pustka. Czemu doszło do tego, dlaczego do tego dopuściliśmy. Wydaje mi się, że chyba wszyscy zachłysnęliśmy się wolnością, demokracją, zapominając o tym co nas otacza - o pięknie przyrody, o żyjącej wodzie. Pozwoliliśmy i dalej godzimy się na powolną śmierć naszych rzek, jezior. Czytając ten artykuł ściska w dołku...jak to dalej będzie?
Artykuł piękny... pozdr. Piotr



Valid XHTML 1.0!
Wszelkie prawa zastrzeżone - All Rights Reserved - ©1999-2004 Krokus Sp. z o.o. - powered by eZ publish
Za publikowane treści odpowiedzialność ponoszą ich autorzy, jednocześnie wyrażając tym samym zgodę na ich bezterminową publikację.
Reklamy Krokus: Pozycjonowanie