Portal Sklep Bazar Tygodnik Ryby Domowe Klub Reklama Pomoc
ARchiwum sklep
English pages

UWAGA! ZNAJDUJESZ SIĘ NA STRONACH ARCHIWALNYCH !!! NOWY ADRES => Wędkarstwo - Rybie Oko - http://www.fishing.pl

 
Artykuły
Forum
Foto
Baza
Co i kiedy
Linki
Brania
Hyde Park
Humor
Znad wody
Filmy i pliki
Kartki
Encyklopedia
Ryby i prawo
Ściąga
 
 
 
 
mniej ostatnich wiadomości 82114
To był fragmnet większej całości, niżej więcej :)
pytanie o połów
pomocy!
pomocy!
Odp: odp:Kłusownicy na śląsku
Odp: dorsz
.......................
Odp: Zapora na Wisłoce
Odp: Oj Panie Bogusz .....
Odp: Żyłka
pytanie o połów
pomocy!
pomocy!
leszczyńskie
"okonek"
Wróżka
W obronie jazgarza
Zawody? Również! Bo dlaczego nie?
Wisiel :/
Łowic bez nęcenia ?
Opowieśc znad wody..
Zanęty produkcji polskiej a zagranicznej
Konińskie kanały
Kupię szpulę do Okumy Avenger AV 30!!!!!!!!!!!!
POŻEGNANIE :) - godz 14!!!
Fajna rybka
Szkoda tytułować
 
 
więcej
Zawody wędkarskie
 4/145
Ten okropny żarłok - JAZGARZ
 
Opowieści znad wody.... cz.1
 6.9/85
Leszczowisko
 7.1/202
 8.8/115 hit
Łakomiec
 7.9/66
Oszuści na Bazarze Rybiego Oka.
 7.3/64
KOMUNIKAT
 
Stało się...
 5.6/30
Kłusownik ukarany! Lepiej późno niż wcale.
 4.9/71
 
 
więcej
Petycja!!!!!!!!!!!!!
Pstrąg Roztocza
Uroczyste otwarcie
 
 
Inne ankiety
Żyłka
Co robisz z niepotrzebnym kawałkiem żyłki?
wyrzucasz gdziekolwiek
rzucasz do wody, bo tam jej nie widać i ptak się nie zaplącze
tniesz na mniejsze kawałki i wyrzucasz
zabierasz ze sobą, by spalić w ognisku
zabierasz ze sobą, by wyrzucić do śmietnika
to inaczej, jak podaj w komentarzu

Wyniki Wyniki wszystkich

Komentuj
 


Wszystkie Poradnik Encyklopedia

Hit  Eldorado czyli mityczna kraina

Autor: Ryszard Siejakowski
Temat: Pstrąg i Lipień
Data:11.12.01 16:30
Ocena:8.57 hit (28)
Czytano:10066

Konkwistadorzy poszukiwali mitycznej krainy złota czyli Eldorado. Każdy z nas chcę mieć też swoje wędkarskie Eldorado.


W każdym z nas podświadomie drzemie myśl o Eldorado, legendarnej krainie gdzie młody człowiek obsypany złotym pyłem i stanowiący uosobienie bóstwa, zmywał ten pył w świętym jeziorze. W legendach przekazywanych przez indian południowo-amerykańskich miała to być kraina bogactwa i szczęśliwości. Który z wędkarzy nie marzy o swoim wędkarskim Eldorado, gdzie najpiękniejsze i największe ryby czekają na niego. Chociaż wiemy, że to również należy traktować jako swoistą legendę, chłoniemy wszystkie informacje, wierząc, że przy odrobinie szczęścia znajdziemy swój Eden.
Koniec lat siedemdziesiątych i początek lat osiemdziesiątych. Rozpoczęliśmy poszukiwanie tego wymarzonego miejsca. gromadząc mapy z wszystkich dostępnych a także tajnych źródeł i typowaliśmy ewentualne obszary poszukiwań, świadomie omijając znane i opisane miejsca. Braliśmy pod uwagę najbardziej nieprawdopodobne, wiedząc, że często obojetnie przejeżdżamy koło nich i z góry spisujemy je na straty. Analiza przeprowadzona na podstawie map doprowadziła nas rzeczki przepływającej w zachodniej części Polski i nie znajdującej się w wykazie wód górskich. Wybór ten był o tyle kuriozalny, że codziennie przez most przerzucony nad tą rzeczką przejeżdżały tysiące pojazdów. Czy taka rzeczka może być tym co poszukiwaliśmy? Jej atutem było to, że ponad 90% terenów przez które przepływała było odcinkami leśnymi i to raczej trudno dostępnymi. Aby to sprawdzić organizujemy pierwszą wyprawę. To był kwiecień. Wiosna tego roku wybuchła gwałtownie po srogiej zimie i była w pełni rozkwitu. O trzeciej rano zbiórka i hajda w trasę. Przed nami prawie 170 km trasy do pokonania. Król szos tego okresu czyli maluch z maksymalną prędkością 100 km/h dzielnie pokonywał kilometry. W środku trzech amatorów kropek marzyło o wielkiej przygodzie. Po ponad dwóch godzinach docieramy do naszego wyśnionego Eldorado. Jeszcze tylko znaleźć miejsce gdzie można spokojnie pozostawić samochód i pora zabrać się do dzieła, czyli powyciągać plecaki, wędki, wodery przemyślnie popakowane w tym niewielkim cudzie techniki włoskiej. A rzeczka przepływająca tuz obok szumiała najpiękniejszą melodią i kusiła jak panna młoda swego oblubieńca. Po piętnastu minutach jesteśmy gotowi. Nie był to jeszcze czas węglówek, kołowrotków o dziesięciu łożyskach, plecionek czy innych nowinek. To był czas pełnych szklaków z NRD, Mitchella 300 i żyłek z Japoni kupowanych spod lady. Był to również czas gdzie nie budowano na byle rzeczkach urządzeń hydrotechnicznych czy stawów rybackich. I był to czas gdy przyroda miała jeszcze szansę walczyć o swój byt chociaż przychodziło jej to z trudem.Jeszcze tylko losowanie odcinków aby było sprawiedliwie i pora na sprawdzenie czym rzeka może nas obdarzyć. To był prawdziwy szok gdy w trzecim rzucie na wiróweczkę siadł kropkowaniec ponad 40 cm, który wyszedł spod pojedyńczej kłody leżącej wzdłuż brzegu.Przycięcie z nadgarstka i pstrąg wali świecą w górę aby po zanurkowaniu ciągnąć jak szatan w kierunku kryjówki. Skontrowanie i zwiększenie szybkości zwijania żyłki bo teraz dla odmiany próbuje zejść w dół. Jeszcze kilka ataków i można go lądować. Jest piękny, tak jak tylko pstrąg może być piękny. Duże wyraziste kropy na ciele lśnią jak rubiny na kobiercu. Płetwa tłuszczowa zabarwiona amarantem nadawała temu mieszkańcowi leśnego potoku swoisty koloryt. Szybkie sprawienie ryby, kilka liści młodziutkiej pokrzywy, lniana szmatka i można iść dalej. Nie trzeba było daleko. Trzydzieści metrów dalej kolejne wyjście i nie dochodzi do blaszki rezygnując po pierwszej przewrotce. Zostawiam go sobie na później gdy będę wracał. Po niecałym kilometrze rzeki w torbie mam trzy kropkowańce. Wszystkie jakby z jednego rocznika bo w granicach 40 cm. Pora ochłonąć. Ciśnie się pytanie co będzie dalej? To wszystko przypomina jakiś nierealny sen. To nie może być prawda. Pieniek. Dwie kanapki zjedzone na szybko i popite herbatą z termosa. Papieros i pora na refleksję. Czy łut szczęścia doprowadził nas do wymarzonej krainy potoka, i to gdzie? Na nizinie, gdzie następuje tak szybka urbanizacja, gdzie zachowały się tylko niewielkie enklawy terenów w miarę naturalnych. Co będzie za natępnym zakolem? Urok leśnej rzeki czy zmeliorowany śródłąkowy kanał. Idę dalej. Rzeka jest jeszcze piękniejsza. Jakiś dobrotliwy bożek leśnej knieji potargał nabrzeżnymi olszynami, tworząc całą serię zwalisk. To jeszcze nie był czas bobrów, które później rozpanoszyły się bez umiaru opanowując nowe przestrzenie. W tym czasie natura sama pozbywała się olch z podmytymi korzeniami, tworząc komysze dla swojego oblubieńca. Kolejne cudowne zwalisko. Potężny pień olchy przerzucony w poprzek rzeki. To drzewo musiało paść już dawno bo częściowo się obsunęło i woda lekko przelewała się górą nad pniem. Pierwszy rzut pod pień gdzie wyraźnie widać wymyty dół. Żadnego wyjścia. Aż nieprawdopodobne. Kilka następnych rzutów i nic. Co jest grane. To miejsce na lorbasa a nic nie wychodzi. Wydłużam rzut i posyłam blaszkę powyżej zwaliska. Podprowadzam do pnia i chcę przeskoczyć górą nad nim. Uderzył z drugiej strony pnia na wejściu w przegłębienie. Po zacięciu wywalił świecą w górę i tyle go było widać. To była już gruba pięćdziesiątka ale raczej bez szans wyciągnięcia. Wyczepiam blaszkę, która wbiła się w pniak i nie wierzę własnym oczom. Kotwica ma dwa ostrza zagięte. Nie przypuszczałem, że pstrąg może zrobic taką demolkę. Penetruję jeszcze dwa kilometry tej cudownej rzeki. Kilka wyjść grubych pstrągów ale bez efektów. Były szybsze ode mnie i przypomniały o pokorze. To nie bolało. Rzeka odsłoniła swoje bogactwo, dała się nim nacieszyć a jednocześnie ostrzegła przed pazernością. Wśród listowia drżące powietrze cichutko szeptało bądź rozsądny, opanuj się, to nie jest skarbiec bez dna. Przyjedź tu znów i próbuj sięgnąć do tego skarbca ale z umiarem. Matka natura będzie go uzupełniać w miarę swoich możliwości ale i ty jesteś za niego odpowiedzialny....
Sięgałem do tego skarbca wiele razy. Największym klejnotem był sześćdziesiątak i kilka niewiele mniejszych, a potem .... No cóż rzeka zaczęła umierać. Zamiast klejnotów coraz więcej było małych świecidełek. Zaczęto budować spiętrzenia do poruszania bzdurnych generatorów z których nikt nie chciał odbierać energii. Pobudowano stawy do zasilania szkółek leśnych. Powyciągano z rzeki zwalone drzewa aby nie stwarzały zatorów dla spływającej kry. Potem odłowiono materiał macierzysty przy okazji likwidacji szczupaka i rzekę wpisano do wykazu wód górskich, zasilając ją narybkiem z hodowli. I to był jej koniec. Dzisiaj po latach gdy wspominam to nasze Eldorado to nachodzi mnie myśl, że Ci wszyscy udoskonalacze cierpieli na głuchotę. Chodzili, budowali, naprawiali i nie słyszeli najpierw ostrzeżeń a potem już błagania o litość. Jako ludzie jesteśmy czuli na własne nieszczęście obojetnie przechodząc obok innych tragedii.
Nurtuje Was zapewne pytanie czy to co opisałem powyżej to tylko licencja poetica piszącego czy prawda. Odpowiem Wam. Mielismy takie Eldorado.


Skorzystaj z przyznanego Ci prawa i oceń ten artykuł
« « « « || » » » »  
5  10 

drukuj drukuj wyślij wyślij

Lista komentarzy


Temat: Autor:
Czas:
Eldorado
Ryszard Karbownicki 09.1.04 09:17
Witam!
Pstrągi łowię już blisko 30 lat i z moich obserwacji wynika, że eldorado są okresowe. Mam swoje ukochane rzeczki w Małopolsce, gdzie przez lata łowiło się króciaki i nagle nastąpił boom, rewelacja! Niestety te okresy są krótkie, najwyżej jeden sezon. I to jest jeden z uroków pstrągowania - ciągle szukać! Pstrągom cześć! (do lutego, chociaż uważam, że to za wcześnie)
     Odp: Eldorado
Ryszard Siejakowski 09.1.04 12:27
    
Na mniejszych rzeczkach faktycznie zdarzaja się takie niespodziewane okresy krótkotrwałego bogactwa. Zapewne przyczyn jest wiele, typu zmiany gatunkowe wody, zmniejszenie presji wedkarskiej po wyeksploatowaniu łowiska itp. Na średnich i większych ten stan trwa trochę dłużej. A na kropkowanego to zapewne wybiorę się nie wcześniej niż w marcu. W końcu im też się należy trochę przerwy po miłosnych uniesieniach :o)))
Ryszard
Dlaczego...
Konrad Nojberg 12.12.01 13:23
No właśnie Ryśku, powtarzam to po raz kolejny, dlaczego nie urodziłem się ze 20 lat wcześniej. A dziś z Ilanki i wielu innych rzek zostało tylko wspomnienie.
Pozdrawiam.

Konrad.
     Odp: Dlaczego...
Ryszard Siejakowski 12.12.01 14:38
    
Cześć Konradzie.
Nieśmiertelne pytanie "Dlaczego?".My również wtedy zadawaliśmy sobie to samo pytanie: "dlaczego nie znaliśmy tej rzeczki 20 lat wcześniej ?", słuchając opowiadań innych, starszych wędkarzy. Wyobrażaliśmy sobie co byśmy zwojowali z tym sprzętem, który mieliśmy, porównując go do sprzętu naszych poprzedników. Teraz po latach cieszę się, że było nam jeszcze dane załapać się do tego naszego małego Eldorado. Trafiam tam jeszcze od czasu do czasu, ale to już nie to, i tak jak Ty zadaję sobie pytanie "dlaczego pozostały już tylko wspomnienia minionego okresu?". Kiedyś nawet byłem gotów uwierzyć, że może to wróci, że jest jeszcze szansa. Po latach wiecej we mnie sceptycyzmu niż nadzieji. Nie z tymi ludźmi i póki co, nie teraz. Wiesz cwaniaku o jakiej rzeczce pisałem Ty poszukiwaczu swojego Eldorado.
Pozdrawiam Rychu.



Valid XHTML 1.0!
Wszelkie prawa zastrzeżone - All Rights Reserved - ©1999-2004 Krokus Sp. z o.o. - powered by eZ publish
Za publikowane treści odpowiedzialność ponoszą ich autorzy, jednocześnie wyrażając tym samym zgodę na ich bezterminową publikację.
Reklamy Krokus: OpenERP