Portal Sklep Bazar Tygodnik Ryby Domowe Klub Reklama Pomoc
Archiwum sklep 1
English pages

UWAGA! ZNAJDUJESZ SIĘ NA STRONACH ARCHIWALNYCH !!! NOWY ADRES => Wędkarstwo - Rybie Oko - http://www.fishing.pl

 
Artykuły
Forum
Foto
Baza
Co i kiedy
Linki
Brania
Hyde Park
Humor
Znad wody
Filmy i pliki
Kartki
Encyklopedia
Ryby i prawo
Ściąga
 
 
 
 
mniej ostatnich wiadomości 82114
To był fragmnet większej całości, niżej więcej :)
pytanie o połów
pomocy!
pomocy!
Odp: odp:Kłusownicy na śląsku
Odp: dorsz
.......................
Odp: Zapora na Wisłoce
Odp: Oj Panie Bogusz .....
Odp: Żyłka
pytanie o połów
pomocy!
pomocy!
leszczyńskie
"okonek"
Wróżka
W obronie jazgarza
Zawody? Również! Bo dlaczego nie?
Wisiel :/
Łowic bez nęcenia ?
Opowieśc znad wody..
Zanęty produkcji polskiej a zagranicznej
Konińskie kanały
Kupię szpulę do Okumy Avenger AV 30!!!!!!!!!!!!
POŻEGNANIE :) - godz 14!!!
Fajna rybka
Szkoda tytułować
 
 
więcej
Zawody wędkarskie
 4/145
Ten okropny żarłok - JAZGARZ
 
Opowieści znad wody.... cz.1
 6.9/85
Leszczowisko
 7.1/202
 8.8/115 hit
Łakomiec
 7.9/66
Oszuści na Bazarze Rybiego Oka.
 7.3/64
KOMUNIKAT
 
Stało się...
 5.6/30
Kłusownik ukarany! Lepiej późno niż wcale.
 4.9/71
 
 
więcej
Petycja!!!!!!!!!!!!!
Pstrąg Roztocza
Uroczyste otwarcie
 
 
Inne ankiety
Żyłka
Co robisz z niepotrzebnym kawałkiem żyłki?
wyrzucasz gdziekolwiek
rzucasz do wody, bo tam jej nie widać i ptak się nie zaplącze
tniesz na mniejsze kawałki i wyrzucasz
zabierasz ze sobą, by spalić w ognisku
zabierasz ze sobą, by wyrzucić do śmietnika
to inaczej, jak podaj w komentarzu

Wyniki Wyniki wszystkich

Komentuj
 


Wszystkie Konkursowe

Hit  ZABIJAĆ CZY NIE...ŻADEN DYLEMAT

Autor: Witold Marciński
Data:25.10.04 12:43
Ocena:7.33  (24)
Czytano:6802
 Konkursowy!

W dostepnych w naszym kraju publikacji jasno wynika, że ryby zabijać się opłaca, że zabieranie ryb to sprawa fajna i godna pochwały...


Ze zgrozą przeglądam pisma wędkarskie i czytam artykuły o tym, że szczupaka nam ubyło, że należy chronić i dbać. Wspaniale i szlachetnie, ale redakcja w swej schizofrenii już kilka stron później za rekordowego szczupaka czy sandacza pozującego z zadowolonym wedkarzem w łazience, czyli naturalnym dla siebie środowisku, wręcza szczęsliwcowi kołowrotek i składa mu gratulacje.
Już samo umieszczenie tak wstrętnego zdjęcia jest dla jego autora nobilitujące , a co dopiero roztoczenie aury sukcesu wokół jego osiągnięcia.
"Parada rekordów" jest dla mnie tak smutnym i przygnebiającym działem, że mijam go nie zagłębiając się w opisy i nie przyglądając się ogrodowo, przedpokojowo, parkingowym sceneriom.
W sieci sprawa wygląda nieco inaczej, tu sami pakujemy swoje zdjęcia na forum publiczne i ciężko winić administratorów i redakcję portalu o cokolwiek. Natomiast i tu trafi się czasem na buraka, mam tu na myśli zdjęcie nr 16619... Zerknijcie mili!
NIe chcę robić z siebie hippisa i fanatycznego obrońcy przyrody, ale są gatunki i miejsca, które chronić po prostu trzeba, są ryby, których z racji ich rozmiaru, wieku i waleczności zabijać nie wypada. To niestety tylko się czuje, tego nie da sie zapisać w regulaminach, to się ma lub nie. Tak jak to poczucie estetyki, które czasem sprawia, ze po prostu patrzymy na wodę, bo jest ładnie i to nam nie pozwala zostawić po sobie 3 worków po zanęcie i koszmarnych pudełeczek po białych robakach. To to włąśnie sprawia, zę zbieramy te opakowania i smieci po "kolegach wędkarzach".
POzostaje nam życzyć sobie więcej tego czegoś w nas samych.



drukuj drukuj wyślij wyślij

Lista komentarzy


Temat: Autor:
Czas:
Bardzo to wszystko wzniosłe i strasznie....
Marcin Lampowski 11.1.05 01:04
bezcelowe. Niestety wspaniali koledzy po kiju jestem jak najbardziej za zasadą "Nie zabijaj" (przepraszam za kolokwializm ale jak się ma tak bogady język do dyspozycji to lepiej nie używać zwrotów "no kill" lub"c&r") ale opowiem wam historię, która przemawia do mojej świadomości bardziej niż dyskusja o tym jakim to mordercą jest emeryt łapiący swoje kilka płotek na kolację. Znalazłem piękne jeziorko w sirodku lasu - no po prostu marzenie cisza, spokój tylko miejscowi (przez was zwani pewnie mięsiarzami a przezemnie bezrobotnymi) - kilka grążeli po prawej kilka po lewj, głębokość ok. 2m. WSPANIAŁE na linki, karasie , szczupaki. I nie zawiodło kilka dni wspaniałej przygody. Piękne złote karasie od 0,5 kg w górę, kilka dorodnych lin ków ok 2 i to wszystko po dniu nęcenia żyć nie umierać. Szczerze mówiąc zabrałem z łowiska ok 3 kg karasi bo mój dziadek bardzo lubi :). Po kilku dniach raju przyjeżdzam a tam nówka sztuka terenowe autko i 3 gości. Ubrani lepiej niż żołnierze w iraku niby nic - wędkują sobie - dla mnie oki. P trzech godzinach ci wspaniali "wędkarze" podczepiają do swojej terenówki liny i wyciągają sieci chyba z połowy jeziorka. Piękny połów ok 100 - 200 kg ryby. Na drugi dzień powrócili jeszcze z prądem. Jeziorko umarło. Dosłownie nawet woda zmieniła kolor na jakiś mętny. Mam do was pytanie w związku z tym: komu tak naprawdę przeszkadzają wędkarze? Dla kogo mają być przepisy o ograniczeniach połowy? Kto niszczy te wody? I jak nadal uważacie, że my? To ja myślę, że powinniśmy wszyscy uciekać z jezior bo nasze żyłki zaczynają szkodzić siatom i akumulatorą. Tak na prawdę to moim zdaniem to nie tylko my jesteśmy dla ryb ale również one dla nas.Masz ochotę na rybkę? SMACZNEGO. Nie masz? Daj jej odpłynąć - nie musisz zanosić sąsiadowi. I nie potrzebujemy nowych regulacji prawnych lecz lepszej egzekucj już istniejących . Pozdrawiam Marcin.
Ps. Zadzwoniłem na policję po całym zajściu i mnie zmyli tłumacząć się tym, że to zbyt trudny teren dla ich radiowozzów i i tak pewnie nie dojadą na czas. Jak podałem numery samochodu to uszłyszałem, że sprawdzą i dadzą mi znać. Myślicie, że się odezwali?
Urządzam imprezkę kulinarną.
DZID 10.1.05 19:19
Kupię trochę sandacza lub szczupaka. Mogą być mrożone. Potrafię pysznie ryby przyrządzać. Mniam!
zabijac czy nie??
Kszychu13 Lol 10.11.04 18:12
ej juz widze jak ludize wypuszczja duze waleczne szczupaki :/:/:/ a poza tym male tez biora dla satysfakcji tylko co to za satysfakcja ze wezma se 45cm szczupaka i go zjedza albo powiesza na scianie:/:/:/ tego nie rozumiem
Zabijać czy nie
Robert Bijas 29.10.04 20:20
cześć! ja sam też czasami lubię rybę zjeść, ale wychodzę z założenia że człowiek jako istota żywa i rozumna potrzebuje zjeść i rybę i na ogół do trawienia służy żoładek nie zamrażarka. Wyznaję zasadę zabierania ryb po uprzednim zapytaniu rodziny (3 osoby i pół, tylko niewiem czy to pół to dziecko czy ja bowiem jestem raczej marnej postury;))))) i kto to potem będzie oprawiał i tak dalej i mam święty spokuj :))) jak już biorę ryby to tyle by zjeś je od razu za jednym posiedzeniem, nie uznaję magazynowania ryb. Poza Wielkim Bratem ze wschodu to polacy mają chyba najbardziej pogiętą psychikę wśród europejczyków. Nawet indianie dziko żyjący w Brazylii łowią i polują tyle By wykarmić rodzinę i wieś na dzień. a przecież łowy też czasem nie wychodzą to normalne. zpozdrowieniami Robert
Zabijać czy nie
Robert Bijas 29.10.04 00:04
witam!należe do małego koła PZW w małym miasteczku na Roztoczu. Tu Problem to nie tylko zabieranie ryb, tu chodzi o mentalność emerytów, oni sądzą że im się to do jasnej Anielki należy. Zawsze jest awantura o to czy wpuszczać narybek (najczęściej karpia, inne ryby są od wielkiego dzwonu) czy odrazu tzw. handlowego a najlepiej niezamykać zbiornika po zarybieniu. Po zarybieniu nad wodą obraz jest straszny i komiczny zaraze jak stare chłopy skaczą sobie do oczu o miejsce do łowienia, a bywa i tak że pseudo wędkarze są po dwa razy na rzezi tych ryb co to miały w założeniu rosnąć na chwałę Polskięgo Wędkarza. Dzieci się uczą od starszy nie tylko palić tytoń czy pić alkohol, ale też zachowań etycznych w wędkarstwie. Dzięki Bogu mój dziadek był dla mnie wzorem do naśladowania.
Myślę, że problem tkwi gdzie indziej!!!
Sebastian Piekarski 26.10.04 08:48
Przeczytałem sobie polemikę i cała ta dyskusja dzieli się na dwa obozy: Witka pod egidą Roberta i obóz Andrzeja. Zabrzmi to paradoksalnie, ale oboje mają rację, tyle że głównym podmiotem do którego sprowadza się ta dyskusja jest brak ryb.
Wg mnie taki stan łowisk, jak i "moralności" wędkarskiej braci, wynika z chorej gospodarki.
- Po pierwsze, wody powinny przejeść w ręce prywatnych gospodarzy i małych organizacji wędkarskich, a nie pozostawać w rękach molocha (wiemy jakiego). W krajach skandynawi, Angli, Holandii a nawet w Polsce (Wygonin, czy Piaseczno), najlepsze łowiska pozostają w rękach małych organizacji i prywatnych gospodarzy. Jeżeli ktoś mówi że to komercjusze to MA RACJĘ!!!, ale właśnie dlatego że ludzie chcą teraz płacić za spokuj, za wyrzucanie krowiego obornika na urlopie, jedzenie chleba ze smalcem, czy wreszcie połowienia w jeziorze pełnym ryb, warto tą komercję rozpowszechniać.
Wreszcie jestem święcie przekonany, że gdyby stan naszych wod był inny (czyt. lepszy), wędkarzy etycznych byłoby więcej!!! Z kąd taki wniosek? A no przypominam sobie wizyty cioci z Niemiec w czasach kiedy brakowało słodyczy... Ciocia przywiozła cukierki, to żarło sie je bez opamiętania, ale tylko przez pierwszą godzinę, a później nikt nie chciał na nie patrzeć.

Sebastian
     Odp: Myślę, że problem tkwi gdzie indziej!!!
Andrzej Trembaczowski 27.10.04 14:45
    
Ja nie widzę żadnych przeciwstawnych "obozów" :))))
Raczej wszystkim nam chodzi o to samo - o zadbane rybne wody i o możliwość wędkowania w nich. Problem jak do takiej sytuacji doprowadzić i tu wszelka wymiana myśli jest bardzo cenna.
Wiem, że ta nasza tutejsza dyskusja mocno wyprzedza stosowane rozwiązania, ale mam nadzieję, że chociaż wyprzedza, to nie jest daremna i spowoduje zmiany i to nowe podejście do wód i do wędkarstwa.
Potrzebna jest zmiana świadomości. Konieczne jest uświadomienie tej prawdy, że nie da się eksploatować Przyrody bez ograniczeń oraz że nasze wody dawno już zostały wyeksploatowane. By je odtworzyć, potrzebne są m. innymi ogranicznia.
Jakie i jak to zrobić? - to już zależy od konkretnej wody i niech jej gospodarze dobrze przemyślą jak. Oby zrobili to jak najprędzej. Dla nas, wędkarzy, ważna jest świadomość nieuchronnego wprowadzenia tych ograniczeń. Myślę, że to już się stało - ludzie to rozumieją. Ale dopóki tych nowych pzrepisów się nie wprowadzi, sami powinniśmy stosować ograniczenia, rezygnować z nadmiernej eksploatacji, nie tylko z zabierania ale także i z nadmiernego łowienia. Tego nie określi się przepisami - tu potrzebne nasze wyczucie.

Myślę, że z tym się zgodzą wszyscy.
W tej dyskusji pojawił się jednak inny wątek sprowokowany tytułem artykułu - może nawet niezamierzony. Wątek wykraczający poza wędkarstwo, ochronę, gospodarkę, a wkraczający w ideologię. Widoczny także w niektórych komentarzach do zdjęć. Spór o prawo do zabijania ryb. Ten odrzucam - nie chcę uczestniczyć w wojnach ideologicznych, szkoda mi na nie czasu. Niech każdy pozostanie przy swojej i nie wciska jej innym.
:))))))))))
Pozdrawiam
Andrzej
     Odp: Myślę, że problem tkwi gdzie indziej!!!
Jurek Kowalski 26.10.04 09:28
    
Sebastianie,

Problem rzeczywioście leży w doprowadzeniu do sensownego gospodarowania na wodach. To o czym piszesz w odniesieniu do innych krajów jest prawdziwe częściowo. Ważne jest to, że w gospodarce jest róznorodność podmiotów. W tym wieloma wodami zarządzaja stowarzyszenia wędkarzy. W tych krajach wekarsze przez swoje stowarzyszenia chcieliby zarządzać wodami samodzielnie ale prawo własności jest inne (wody płynące należą do właścicieli gruntów) niż w Polsce stąd i formuła zarządzania inna. U nas możemy wody dzierżawić od Skarbu Państwa na zasadach ogólnych, natomiast dzierżawienie wody od prywatnego właściciela (np. w Anglii) kosztuje krocie. Dlatego wedkarzy nie zawsze stać na to. Nas na szczęście jeszcze stać i dobrze byłoby żeby to trwało jak najdłużej. Wcale nie ejstem tak przekonany jak Ty do zagospodarowania prywatnego wód w Polsce. Te, które wspominasz, nie przynoszą dochodu, a ilu ludzi byłoby takich, których stać na utrzymywanie drogiego hobby w postaci dotowanego łowiska dla wędkarzy. Pobieżnie policzyłem koszty utrzymania (bez zysku) łowiska wędkarskiego i wynikające z tego ceny licencji - przeczytaj na NaMuche.pl w artykule "Co się nam należy".

Zasadniczym problemem jest pojęcie tego, że to, co nazywasz "molochem" to nasze wspólne łowiska zagospodarowywane przez nas samych. Oczywiście większośc "umywa ręce" od tego oczekując obsługi i nie przejmując się możliwościami eksploatacji tych wód stąd efekt taki jaki mamy. Warto zdać sobie sprawę, że w ramach Okręgów sami gospodarujemy na tych wodach, na zasadzie "non profit". Możemy też zagospodarowywać wody w jeszcze węższym gronie - przeczytaj Regulamin Koła PZW na stronie ZG PZW. Dowiesz się, że koło może samo prowadzić racjonalną gospodarkę na wodach, które ma pod opieką, wykonywać budżet, zatrudniać ludzi. Trzeba chcieć. I trzeba wiedzieć jak. A warto.

Pozdrawiam serdecznie

Jurek Kowalski
         Odp: Myślę, że problem tkwi gdzie indziej!!!
Sebastian Piekarski 26.10.04 10:17
        
Wiem, że prywatyzacja niesie za sobą zagrożenia, ponieważ pazerność właściciela możę doprowadzić do całkowitego zniszczenia łowiska, pozostaje jednak pytanie: Czy w Polsce, można jeszcze coś zniszczyć? Natomiast powstanie konkurencji, zmobilizowałoby większość właścicieli, tym samym determinując "ulepszanie" komercji. Czyli większa dbałość o łowiska, przy obniżeniu cen licencji. Cena jednodniowej licencji na wygoninie to 100 zł za dobę!!! Natomiast w bogatszej Szwecji, gdzie dostęp do tego typu łowis jest powszechny, w każdym regionie, cena licencji wynosi od 60 - 88 SEK, czyli około 30 - 40 zł (z łodzią), nie wspominając już o infrastruktórze wędkarskiej, zbudowanej wokół tych łowisk. Wg mnie Coś w tym jest!? Tyle tylko, że tam widok obraz "gumofilca", ładującego ryby w pokrowiec (bo w plecak się już nie mieszczą), nie istnieje. Niestety to wynika chyba przede wszystkim z zamożności narodu.

Sebastian
             Odp: Myślę, że problem tkwi gdzie indziej!!!
Jurek Kowalski 26.10.04 11:01
            
Sebastianie,

Warto porównać też to, że za 100 zł w Polsce wędkuje się na najdroższych łowiskach, zaś za 60-90 SEK na bardzo dostępnych. Należy porównywać rzeczy porównywalne.
Dla nas porównaniem mogłyby być łowiska w zurbanizowanych krajach - w Anglii, Francji czy Niemczech. Tam popularne łowiska np. pstrągowe kosztują kilkanaście GBP dziennie. Do tego kosztuje wynajęcie łodzi - następne kilkanaście/kilkadziesiąt GBP na dwóch.

Ostatnio byłem na Mistrzostwach Europy w Norwegii. Tam założeniem zawodów jest wyłowienie jak największej liczby pstrągów małych, bo z naturalnego tarła jest ich tam tak dużo, że karłowacieją w mało żyznych wodach. Inne metody odłowów nie opłacają się. Natiomaist my musieliśmy długo z nimi dyskutować żeby przeprowadzić Mistrzostwa C&R, bo zabijania ryb podczas zawodów nie uwzględnia regulamin FIPS-Mouche.

W naszych wodach. eksploatowanych ponad wszelką miarę, (w czym udział i to bodaj "większościowy" mają setki tysięcy wędkarzy, którym sie "należy") ryby pochodzą z zarybień. A to kosztuje. Zarybia się głównie narybkiem, którego większość ginie. Pisałem o tym w artykule "Co się nam należy" na stronie NaMuche.pl. Może się zdarzyć, że kilogram ledwo wymiarowych pstrągów rosnacych z narybku po 0,7 zł/ szt. będzie nas kosztował kilkaset złotych. Czyli pnad 100 zł sztuka (3 szt./kg). Podobnie jest z drapieżnikami. Dlatego za 100 zł na Wygoninie nie da się utrzymać łowiska i osiągnąć zysku (ryby więcej kosztują), a za 90 SEK w Szwecji da się.

W krajach, do których nas w sposób nieuprawniony porównujesz ( a nieuprawniony bo są to kraje o niewielkim zaludnieniu i bezmiarze wód, gospodarowanych w oparciu o rozród naturalny) ludzie patrzą w przyszłość i szanują to co mają. Na Alasce, gdzie dno ryusza się od ciągnących łososi też wprowadza się C&R żeby na dłużej starczyło.

Masz rację biorąc pod uwagę starą maksymę "Czemuś głupi - boś biedny, a czemuś biedny - boś głupi". Dopóki nie dojdziemy do mądrości zamożnych narodów to będziemy biedni.

Serdecznie pozdrawaim

Jurek Kowalski
             Odp: Myślę, że problem tkwi gdzie indziej!!!
Ryszard Siejakowski 26.10.04 10:40
            
Przywołałeś przyklad Szwecji, kraju w którym uszanowanie do prawa jest bardziej zdeterminowane niż w Polsce czy innych krajach, nawet tych bogatych. Na taki stosunek do prawa ma nie tylko wpływ zamożność społeczeństwa. Swego czasu Szwecja była krajem w którym problem złodziejstwa był problemem narodowym. Wcale nie tak dawno w Szwecji za kradzież karano obcinaniem ręki. Sami mogliśmy się o tym przekonać jak Szwedzi traktowali własność w czasie potopu szwedzkiego. Wtedy nasz kraj poniósł największe straty w swej historii jeśli idzie o dobra kulturalne i nie tylko kulturalne. Nawet straty w czasie II wojny światowej nie były tak duże jak w czasie wojny polsko-szwedzkiej. Warto o tym pamietać. To tyle gwoli zweryfikowania pewnych obiegowych stereotypów. Wracając do sedna problemu, to należy pamiętać, że Szwecja jest krajem w którym jest największy odsetek społeczeństwa zajmujący się wędkarstwem. Cała infrastruktura jest nastawiona na zaspokojenie tego zapotrzebowania społecznego i stąd takie a nie inne ceny licencji. Reasumując jest to wypadkowa potrzeb i realizmu osób utrzymujących się z tego typu usługi.
Pozdrawiam, Ryszard
                 Odp: Myślę, że problem tkwi gdzie indziej!!!
Sebastian Piekarski 26.10.04 12:11
                
"Warto porównać też to, że za 100 zł w Polsce wędkuje się na najdroższych łowiskach, zaś za 60-90 SEK na bardzo dostępnych"... to prawda, tyle że pyzykładowe Wygini i Piaseczno, są łowiskami "bardzo przeciętnymi" (na akurat Szwedzkie warunki). Poza tym, na ogólnodostępnych łowiskach Szwedzkich, jak Bałtyk, czy niektóre jeziora, nie ma wogule licencji, i łowi się do woli. Natomiast cennik 60-80 SEK, to cennik łowisk odpowiadających rybostanem np. Wygoninowi, na dodatek w regionach "niewędkarskich", jak np. Skane, gdzie ceny ze względu na brak konkurencji, powinny być wyższe.
A miejsca prestiżowe:
OLANDIA - bez licencji
STORSJO (słynie z wielkich lipieni, i pstrągów, oraz okazowych szczupaków) - 200 sek/tydzień
HOKENSAS (bodajże najdroższy okręg, mekka Szwedzkiego wędkarstwa) - 130 do 150 sek
MORRUM - (najdroższe łowisko licencyjne w Europie) pierwszy dzień sezonu 900 SEK, w kwietniu, maju, czerwcu, lipcu i sierpniu, ceny nie przekraczają 500 SEK.
To są bodajże najlepsze łowska Szwecji, i z pewnością jedne z najlepszych w Europie, a nawet na świecie.
Kto łowił w szwecji, wie też jaka jest obsługa wędkarza i kąfort łowienia (licencje są limitowane),
np. aby połowić pierwszego dnia sezonu na Morrum, o licencji warto pomyśleć tego zamego dnia, ale rok wcześniej. Tak wiec pomimo wysokiej ceny, chętnych nie brakuje, a łowiska muszą przynosić dochód, skoro ciągle się w nie inwestuje.

Sebastian
                     Odp: Myślę, że problem tkwi gdzie indziej!!!
Jurek Kowalski 26.10.04 12:24
                    
"(licencje są limitowane), np. aby połowić pierwszego dnia sezonu na Morrum, o licencji warto pomyśleć tego zamego dnia, ale rok wcześniej."

Jeszcze raz chciałbym zwrócić uwagę, że próbujesz porównywać sprawy nieporównywalne. Łowiska w Szwecji są oparte na naturalnych, dzikich populacjach ryb - bytujących w wodach lub wędrownych. Nadal można źć tam wody "dziewicze" (np. w Laponii), a jeziora należace do największych w Europie jak też sztokholmski "archipelago" wydają się "nie do przełowienia". Stąd cena licencji obejmuje tylko jego obsługę. Bez kosztów zapewnienia ryb w nich. A mimo wszystko, jak napisałeś w cytowanym wyżej stwierdzeniu, dostęp do wód jest limitowany. Właśnie po to żeby nie zubożyć wód ponad poziom, który są one w stanie zapewnić i nadal się odradzać. My ten poziom przekroczyliśmy dawno właśnie przez idiotycznie pojmowaną "powszechność wędkowania" i rabunkową eksploatację. Albo to odwrócimy, najpierw dochiodząc do mądrości albo zawsze będziemy biedni. Bo głupi.

Serdecznie pozdrawiam

Jerzy Kowalski
                         Odp: Myślę, że problem tkwi gdzie indziej!!!
Sebastian Piekarski 26.10.04 12:51
                        
Zgadzam się z wszystkim co piszesz, a co tyczy się stanu naszych wód, ale nie zgodze się z stwierdzeniem: "Porównujesz nieporównywalne", bo to nie do końca prawda. Gdyż ja nie opiram się na łowiskach dalekiej północy, a na łatwodostępnych i bliskich łowiskach połódniowej Szwecji, gdzie rok rocznie prowadzona jest intensywna gospodarka zarybieniowa, ale przede wszystkim, w przeciwieństwie do polski, dba się o tarlaki, jako najcenniejsze źródło narybku. Niestety to jeden z problemów polskiej gospodarki, że nasi "decydenci" bezgranicznie wierzą w zarybianie, chociaż przynosi ono mizerny skutek, jedna wytarta metrowa samica szczupaka, daje tyle samo, co kupny narybek, za kilka tysięcy, a u nas dopuszcza się łapanie metrówek, i chołubi łowców 30 kg kompletów (przecież to totalny debilizm).
Ja poprostu nie zgadzam się, z poglądem "lepszych, naturalnych wód", a święcie wierze w naprawde profesjonalne, mądre i racjonalne podejście do ich ochrony.

Sebastian
                             Odp: Myślę, że problem tkwi gdzie indziej!!!
Jurek Kowalski 26.10.04 13:13
                            
"...przede wszystkim, w przeciwieństwie do polski, dba się o tarlaki, jako najcenniejsze źródło narybku. Niestety to jeden z problemów polskiej gospodarki, że nasi "decydenci" bezgranicznie wierzą w zarybianie, chociaż przynosi ono mizerny skutek, jedna wytarta metrowa samica szczupaka, daje tyle samo, co kupny narybek, za kilka tysięcy, a u nas dopuszcza się łapanie metrówek, i chołubi łowców 30 kg kompletów (przecież to totalny debilizm). Ja poprostu nie zgadzam się, z poglądem "lepszych, naturalnych wód", a święcie wierze w naprawde profesjonalne, mądre i racjonalne podejście do ich ochrony."

Sebastianie,

Moim zdaniem w tym właśnie akapicie Twojej wypowiedzi potwierdzasz to, że "porównujemy nieporównywalne".

Naturalne wody są "lepsze" bo ryby w nich żyjące są naturalnie dzikie, pochodzą od naturalnych tarlaków i pojawiają się w wodzie w wyniku tarła naturalnego. Nie dość, że mniej kosztują to jeszcze są lepiej przystosowane do życia w środowisku.

Ten mechanizm gospodarczy, który dominuje u nas nie jest tylko soprawą "decydentów". Wsłuchaj się w ten lament wędkarzy "zarybiać, zarybiać, więcej wpuszczać, więcej wpuszczać". Spróbuj powiedzieć o ochronie - samoograniczaniu eksploatacji - jesteś "wrogiem publicznym" i znajdują się setki argumentów na potwierdzenie nieograniczonego prawa do eksploatacji "w ramach limuitów określonych przez gospodarza" i za pieniądze. Lepsze, naturalne wody czasem są bo taki zbieg okoliczności to spowodował (mało ludny kraj z ogromem wód (jak Kanada, niektóre stany USA, Skandynawia, Nowa Zelandia, region Amazonii, Syberia itp.) albo są dlatego, że dba się o nie i nie eksploatuje nadmiernie, właśnie w imię rozsądnej gospodarki, która niekoniecznie oznacza zarybienia.

Serdecznie pozdrawiam

Jurek Kowalski
Do ludzi dobrej woli.
Robert Hamer 25.10.04 15:49
Jestem wędkarskim samoukiem, co zapewne wynika z mojego uwielbienia dla samotności. Wiem, że to dziwne, ale taki jestem. Nie jestem jednak totalnym odludkiem i dlatego przez 30 lat wędkowania edukowało się u mojego boku jakieś 10 osób. W kontaktach z kolegami zasada C&R była pierwszą i niepodważalną. Przyznam, że nie bardzo mnie interesowało co kolega tak naprawdę o tym sądzi. Pewnych rzeczy i pewnych zachowań wynikających z wychowania i stopnia wrażliwości nie sposób długo ukrywać. Z niektórymi kolegami przyszło mi się rozstać i czyniłem to, beż żalu, tak jak oni, wykorzystując moją wiedzę, po za moimi plecami mordowali ryby bez umiaru. Zastanawiałem się dlaczego z jednymi dogadywałem się bez słów a nawyków innych w żaden sposób nie udało mi się zmienić. To oczywiście sprawa wychowania i wszystkiego co wiąże się z tym słowem. Czesław Niemen w „Dziwny Ten Świat” śpiewał, „ ...lecz ludzi dobrej woli jest więcej i mocno wierzę w to, że ten świat nie zginie dzięki nim...” Ja niestety nie posiadam tak wielkiej wiary ja Niemen i bardzo liczę na to, że ludzie dobrej woli ustanowią prawa chroniące przyrodę przed rabunkową eksploatacją i potrafią te prawa egzekwować z żelazną konsekwencją. Postaram się namówić Jana Przybałke aby opisał nam jak Niemcy egzekwują swoje restrykcyjne przepisy. Takich tekstów nigdy za wiele. Może w końcu do decydentów dotrze to, że to jedyny znany na ziemi sposób na opanowanie ludzkiej chciwości.
     Odp: Do ludzi dobrej woli.
Witek Marciński 25.10.04 16:18
    
proszę o wyrozumiałość dla uzycia Pańskiej godności w mojej polemice z kolegami wedkarzami. Było ono podyktowane - przyznaję - wyłącznie zazdrością i tylko zazdrością spowodowaną Pańskimi osiągnięciami, zwłaszcza na kanwie potyczek z Boleniami.
         Odp: Do ludzi dobrej woli.
Robert Hamer 25.10.04 17:11
        
Panie Witku, (jeśli tak mogę...), to się nazywa, „robić za argument”. W słusznej sprawie ja i moje nazwisko jesteśmy do dyspozycji. Życzę rychłego spotkania z „moimi” boleniami. Było by to dla mnie nagrodą i zapewne wspaniałym doświadczeniem zobaczyć „mojego” bolenia w rękach prawdziwego wędkarza :) Pozdrawiam, RH.
my i Przyroda
Andrzej Trembaczowski 25.10.04 14:02
O właściwy szacunek do Przyrody apelują piszący o wędkowaniu od bardzo, bardzo dawna, właściwie od pierwszych publikacji o wędkarstwie. To nic nowego.
Waro jednak dla jasności odróżniać:

1. Szacunek do Przyrody i to wszystko, co się określa etyką.
2. Konieczność ochrony ryb i wynikające z tego coraz większe ograniczenia.
3. Szacunek dla prawa i ustalonych przepisów.
4. Iedeologię "no kill".
Nie mieszajmy tego.

Postawę wobec przyrody winniśmy w sobie kształtować, to ona odróżnia wędkarzy od "pozyskiwaczy mięsa" czy jak by tam ich nazywać.
O konieczności ochrony nie ma co dyskutować - każdy myślący człowiek to rozumie. Same rozwiązania i wynikające z niej ograniczenia powinne zostać opracowane przez ichtiologów i gospodarza wody.
Każdy uczciwy człowiek szanuje przepisy, to czywiste.
Ideologia jest sprawą osobistą.

Każdą rybę chronioną, wymiarem (obojętnie czy takim jak obecnie czy widełkowym), chronioną okresem ochronnym, objętą ochroną gatunkową czy też każdą następną złowioną ponad dopuszczalny limit należy zostawić w wodzie. Nie polować na nią świadomie, a złowioną przypadkowo uwolnić w taki sposób, by zminimalizować ryzyko uszkodzenia (nie wyjmować z wody, nie robić zdjęć itd). To jest obowiązek każdego uczciwego wędkarza miłującego przyrodę i szanującego prawo. Obowiązek uczciwego człowieka.
Rybę dopuszczoną do złowienia przez gospodarza łowiska możemy zabrać lub wypuścić, ale jest to nasza prywatna osobista decyzja i nie róbmy z tego obowiązującego kanonu towarzyskiego. Nie przemycajmy ideologii.

Przepisy ochronne koniecznie powinne zostać zweryfikowane, dostosowane do realiów - to obowiązek gospodarza wody. Zanim to się stanie, warto apelować o umiar i samoograniczanie się i nie wykorzystywać obecnych dawno nieaktualnych limitów.
I tyle.
Pozdrawiam
Andrzej
     Odp: my i Przyroda
Sławomir Januszewski 26.10.04 08:34
    
To jeden z nielicznych rozsądnych głosów w dyskusji. Utrzymanie populacji ryb w zbiorniku wodnym należy do obowiązków gospodarza wody , a rolą wędkarza jest przestrzeganie nad wodą prawa i regulaminu połowów ustalonych przez gospodarza wody. jeszcze jedna zasada "złów tyle ile potrzebujesz. Ja jeżeli złapię np 3 kg szczupaka ( tam gdzie łowie jest limit dzienny 1 szt ) odstawiam sprzęt szczupakowy łowię np okonie lub po prostu podziwiam przyrodę , szukam nowych miejscówek itp. Jeszcze mały przytyk dla tych co wypuszczają złowione ryby i przez ten fakt sądzą ,że są bardziej etyczni od innych. Po wspaniałym emocjonującym Waszym holu , szaleńczych odjazdach , murowaniach itp. połowa Waszych wypuszczonych ryb nie przeżywa tego eksperymentu. O ile dla was jest to zabawa , to ryba akurat walczy o życie i wkłada w tą walkę wszystkie swoje siły zaciągając dług tlenowy , którego później nie jest w stanie wyrównać i po pewnym czasie po wypuszczeniu wypływa brzuchem do góry. Jeżeli więc szanowny kolego holowałeś np szczupaka na delikatnym zestawie 15 min , a podebrałeś go dopiero jak się już definitywnie wyłożył to z czystym sumieniem możeż go zabrać bo raczej nie przeżje.
pozdrawiam i życzę połamania kiji na wielkich rybach Sławek
         Odp: my i Przyroda
Jurek Kowalski 26.10.04 09:43
        
Masz rację. Utrzymanie populacji ryb w zbiorniku wodnym należy do gospodarza. Gospodarz ma obowiązek prowadzić racjonalną gospodarkę rybacką na wodach Skarbu Państwa, które użytkuje. Gospodarzem jest stowarzyszenie wędkarzy, a to znaczy, że godspodarzem jest każdy z wędkarzy będący jego członkiem. Wędkarz ma też obowiązek stosowania się do regulaminu ustalonego przez gospodarza czyli przez środowisko, z którego się wywodzi, uwzględniając nie tylko zachcianki czy potrzeby własnego żoładka czy stołu ale właśnie uwzględniając potrzeby racjonalnej gospodarki rybackiej, która polega na utrzymywaniu populacji ryb w równowadze biologicznej i zapewnieniu rybackiego korzystania z wód następcom. O to tylko (albo aż) chodzi.

Dlatego piszę o tym, że każdy z nas jest odpowiedzialny za to co w wodach pływa. Choćby przez wybieranie przedstawicieli do władz stowarzyszenia, uczestniczenie w jego pracach, zainteresowanie efektami, oraz pilnowanie jakości pracy.

Ci, którzy wypuszczają ryby nie są bardziej etyczni dlatego, że wypuszczają ryby w ogóle. Trzeba je wypuszczać dobrze. O tym napisałem w artykułach na Namuche.pl o C&R, a także w "Posłaniu Fair Fly", które "wisi" tam na pierwszej stronie. Zawarte tam są generyczne zasady C&R prowadzące do jak najmniejszej śmiertelności wypuszczanych ryb. A przy dobrym stosowaniu C&R ta śmiertelność nie jest większa od naturalnej.

Wypuszczający ryby nie są bardziej etyczni dlatego, że ich nie zabijają. Są natomiast bardziej etyczni bo w mniejszym stopniu eksploatują wody. Bo wtedy więcej wędkarstwa jest dla wszystkich uczestniczących w tym hobby. Na tym polega etyczność C&R. Na jego wkłądzie w racjonalną gospodarkę rybacką. Na zachowanie równowagi biologicznej w wodach oraz na zapewnienie warunków rybackich dla następców.

Serdecznie pozdrawaim

Jurek Kowalski
             Odp: my i Przyroda
Sławomir Januszewski 26.10.04 15:07
            
Dziękuje za wypowiedź. Przyznaje czasami zabieram ryby. Nic na to nie poradzę ,że czasmi lubie sobie zjeść szupaczka faszerowanego z sosem tatarskim. Dlatego wolę zabrać złowioną rybę niż kupić jakieś tygodniowe padło w markiecie. Przynajmniej wiem co jem i nie potruje rodziny. Ale nie zawsze łowie szczupaki . Uwielbiam łowić duże płocie ( takie do 0,5 kg ) , szczególnie na jesieni. Biorą fantastycznie i nawet jeżeli widzę niedaleko żerującego szczupaka daje mu tkz. święty spokój chociaż mogłaby to być ryba mojego życia. Jeżeli już nastawiam się na szczupaki to po złowieniu odpowiedniej sztuki odkładam sprzęt. Po co bez sensu kaleczyć ryby. Nie gonię za wszelką cenę za rekordami , chociaż nie ukrywam ,że mieć na kiju 2 - cyfrówkę jest na pewno niezłą frajdą. Trofeami też się nie hwalę , łowię dla siebie i nie widzę potrzeby dokumentowania połowów.
Mam jednak czasami problem ze sprawnym odhaczeniem złowionego szczupaka. Bardzo często przy połowie okoni na małe gumki łowią się nawet spore szczupaki. Przeważnie biorą z opadu głęboko łykając przynęte. Mimo ,że mam pean i rozwieracz uwolnienie przynęty niestety trwa dość długo. Do gumek okoniowych stosuję cieńką stalkę , gdyż w innym przypadku nie nastarczył bym gumek. Jeszcze całkiem niedawno ważniejsza byla chęć odzyskania przynęty. Ostatnio jednak stwierdziłem ,że gumki w końcu są dość tanie i gdy przynęta łyknięta jest dość głęboko odcinam żyłkę.
Może masz jakieś dobre sposoby na szybkie odhaczenie głęboko siedzącej przynęty. Prawdziwą plagą są wędkarze , którzy biorą wszystko jak leci . Nie istotne czy ma wymiar czy nie o okresach ochronnych już nie wspominając. Opłata musi się zwrócić. Okonki wielkości palca , 20 cm węgorzyki złapane na małego czerwonego robaczka na haczyku leszczowym. To u nas ( przynajmniej na łowiskach w moim regionie ) to norma. Później narzekają ,że wody są puste. Wielu z nas narzeka na uprawnionego do rybactwa ,że za dużo odławia. jednak fakty są takie ,że większość ryb drapieżnych z naszych jezior łowią wędkarze. Dam Ci przykład. łowię na jeziorze o wielkości ok 280 ha. jest to jezioro położone w parku narodowym gdzie jest limit wędkarzy - 9 łodzi + trochę zezwoleń z brzegu. Do wędkowania udostępnione jest tylko połowa jeziora. Wędkarze zobowiązani są do ewidencjonowania połowów i odsyłania wypełnionych ankiet do dyrekcji paku po sezonie. Sezon też jest krótszy gdyż trwa od czerwca do końca października. Z pod lodu wędkowanie jezt zabronione Do jednej łódki przypisanych jest 2 wędkarzy. W zeszłym roku 18 wędkarzy + może z 10 łowiących z brzegu z tego jeziora odłowiło ok 400 kg okonia. Park odłowów gospodarczych nie prowadzi. Odlawia jedynie sielawę oraz w bardzo małym zakresie prowadzi odłowy kontrolne. Do tej pory o ilę wypuszczałem złowione szczupaki to brałem okonie , oczywiście zgodnie z limitem. Okonie czyli sztuki pow. 25 cm ( mój wymiar ) Jednak ujawnione statystyki połowów bardzo szybko zweryfikowały mój pogląd na łowienie okoni. Część będę teraz wypuszczał. A nie łowie ich dużo, przeciętnie od 6 do 10 sztuk , jeżeli biorą. To jest problem wynikający z braku pewnej świadomości wędkarzy. Pojedyńczy wędkarz łowący zgodnie z limitami i zabierający złowione ryby twierdzi i pewnie słusznie ,że zabierając z łowiska np 3 okonie , 2 pstrągi , czy np 3 trocie że ta ilość jest w końcu znikoma i nie ma wpływu na populację ryb . Tylko ,że nas są dziesiątki tysięcy. Nie dostrzegamy ,że ilość ludzi łowiących ryby na wędkę znacznie wzrosła. Można powiedzieć ,że oprócz grilowania jest to nasze narodowe hobby. Jeżeli dodamy jeszcze odłowy gospodarcze i kłusownicze lub pseudokłusownicze ( wędkarze łowiący niezgodnie z regulaminem ) to wyłania się nam obraz naszych łowisk. Nadal jednak twierdze ,że nie ma nic złego w zabieraniu ryb z łowiska , zachowajmy jednak przy tym umiar i zdrowy rozsądek. Ryby przez nas złowione i przyrządzone przez nasze żony na pewno wspaniale smakują , jednak zapychanie zamrażarek rybim mięsem mija się z celem , bowiem podcinamy sobie przysłowiową gałąź.
z pozdrowieniami Sławek
                 Odp: my i Przyroda
Jurek Kowalski 26.10.04 15:44
                
Oczywiście, że nie ma nic złego w zabieraniu ryb z łowiska. Łowiska po to właśnie są. Za wyjątkiem tych, które są dobrymi łowiskami właśnie dlatego, że nie zabiera się z nich ryb (takie też są -np. San - łowisko specjalne).

Ten zdrowy rozsądek nie ma szans na indywidualne powstanie. To efekt wspólnego zarządzania, a przynajmniej wspólnego zainteresowania się łowiskami. Czasem ten zdrowy rozsądek każe jednak wszystkie złowione ryby wypuszczać. Gdyby był rozpowszechniony to mielibyśmy wody o wiele lepsze.

Sposobu na wypuszczanie ryby z głęboko połkniętą przynętą lepszego niż odcięcie żyłki (nawet bez prób uwidocznienia przynęty przez pociąganie za żyłkę) nie znam. Chyba ich nie ma. O tym pisałem w artykule o C&R na NaMuche.pl.

Twoje obserwacje są trafne.
koń jaki jest każdy widzi". Problemem jest znalezienie wyjścia z tej sytuacji. Wpłynięcie na zmniejszenie poziomu eksploatacji. Do tego droga najlepsza wiedzie przez środowiskowe zrzeszanie sie i wywieranie wpływu na siebie wzajemnie.

Pozdrawiam serdecznie

Jurek Kowalski
     Odp: my i Przyroda
Ryszard Siejakowski 25.10.04 15:43
    
Poruszyłeś w swoim komentarzu bardzo ciekawy wątek a mianowicie wędkowanie świadome. Temat raczej pomijany a jakże istotny. Tutaj ciśnie się na usta pytanie: czy decydując się na świadome wędkowanie można nie łowić ryb, które objęte są ustawową ochroną lub których łowić nie zamierzamy, kierując się indywidualnym wyborem wędkarza. Gdy kilka lat temu podejmowałem swoją indywidualna decyzję o maksymalnym ograniczeniu połowu szczupaka, sam zastanawiałem się nad tym dylematem. Czas, który upłynął od tamtej decyzji, potwierdził, że faktycznie można łowić w taki sposób aby do minimum ograniczyć kontakt z rybą "niepożądaną". Podstawowym elementem takiego ograniczenia jest stosunkowo dobra znajomość zarówno zachowań danego gatunku jak i miejsc jego występowania. Nie jest to wiedza tajemna lecz wynikająca z nabytych doświadczeń. Wystarczy tylko chcieć i trochę pogłówkować. Od tamtego czasu, szczupak jest u mnie tylko sporadycznym przyłowem.
Pozdrawiam, Ryszard
         Odp: my i Przyroda
Andrzej Trembaczowski 25.10.04 16:41
        
Właśnie.
Można dobierając przynętę, sposób jej prowadzenia czy miejsce preferować jakiś gatunek. Umiejętne łowienie - powstrzymanie się od łowienia - pewnych gatunków, które są chronione, jest wskazane i godne pochwały. Celowe łowienie - naganne i zasługujące na potępienie.
Niestety, są specjaliści do łowienia pstrągów w okresie ochronnym. Muchówka jest na wodach górskich dopuszczalna, wiadomo jednak że liepień na dużgo streamera nie idzie. To przynęta na pstrąga czy troć. Są też i tacy, którzy wybierają się na pstrągowe rzeczki ze spinningiem udając, że łowią okonie. Nawet jeżeli tych złowionych pstrągów nie zabierają, postępują podle i z premedytacją naruszają przepisy. Chęć potrzymanie ładnej ryby na wędce w niczym ich nie usprawiedliwia.
Do świadomego łowienia należy też zaliczyć celowy połów niewymiarków (łatwo je zlokalizować) podczas zawodów muchowych na "żywej rybie". Niestety, organizatorzy to dopuszczają...
Pozdrawiam
Andrzej
             Odp: my i Przyroda
Jurek Kowalski 25.10.04 16:56
            
To są dość oczywiste sprawy.

Natomiast są sytuacje kiedy gospodarz wnioskuje o zmianę warunków eksploatacji na wodzie, którą się zajmuje. Tego rodzaju zezwolenia obejmują np. odłów tarlaków w okreasie ochronnym czy ocenę liczebności populacji ryb na podstawie połowów. Do tej kategorii zalicza się zawody wędkarskie, które poza wyłonieniem zwyciężców dostarczają cennych, natychmiastowo dostępnych danych na temat dystrybucji ryb w poszczególnych rocznikach na poszczególnych odcinkach wody. Na ten temat dyskutowałem długo na FF i na KGW i nie chciałbym jeszcze raz tej dyskusji wywoływać. Natomiast decyzja gospodarzy jest, moim zdaniem, wiążąca. Sprawą środowiska wędkarzy jest to aby takie decyzje były podejmowane z rozsądkiem i z rzeczywistym odniesieniem korzyści innych niz tylko wyścigi wędkarskie.

Serdecznie pozdrawiam

Jurek Kwoalski
         Odp: my i Przyroda
Robert Hamer 25.10.04 16:08
        
Sprawa, Dogi Rysiu, jest trochę skomplikowana. O ile w rzece łowię wyłącznie te ryby na które poluję, to w zbiorniku zaporowym często szczupaki wcinają mi się w paradę. Przyznam się, że nie bardzo widzę sposób na wyeliminowanie tego niepożądanego przyłowu. Dodam, bo to istotne, że łowię z łodzi, dosyć daleko od brzegu. Być może to tylko moje zdecydowanie mniejsze umiejętności w połowie jeziorowych ryb.
             Odp: my i Przyroda
Ryszard Siejakowski 25.10.04 16:19
            
Jest dokładnie Robercie tak jak napisałeś. Większość szczupaków, które złowiłem jako przyłów to właśnie szczupaki złowione "okazjonalnie" na sandaczowych miejscach w jeziorach lub zaporówkach. W rzece natomiast jest to trochę mniej skomplikowane. Nie łowię w zakolach bo tam zaraz mi wyskoczy zębatek a sporadycznie sandacz. Tak więc potwierdza się to co nieśmiało raczyłem zauważyć :o))), odpowiadając Andrzejowi. Temat jest zresztą interesujący i warto by było mu poświęcić trochę miejsca na FORUM.
Pozdrawiam, Ryszard
     Odp: my i Przyroda
Jurek Kowalski 25.10.04 14:38
    
Andrzeju,

Pisałem kiedyś w jednej z dyskusji o kwestiach gospodarczych i etycznych. Zamierzam na ten temat napisac artykuł. Traz, uzywając kilku zdań z tych dyskusji chciałbym odpowiedzieć tak:

Podmiotem działalności ludzkiej jest człowiek i jego działanie. Zwierzęta, choć traktowane przyzwoicie, podmiotem działań nie są. Postępowanie wobec zwierząt nie jest samo przez się „etyczne” lub nie. Etyczne jest to, czego efekty dotyczą naszego stosunku wobec innych ludzi. Przyzwoite, "cywilizowane" postępowanie ze zwierzętami jest elementem wychowania społeczeństw w kierunku ograniczania agresji wobec siebie nawzajem (elementem tego jest faszerowanie niesfornych dzieci lekami uspokajającymi przez społeczeństwa, których członkowie zrzucają z siebie obowiązek wychowania, a chętnie przyjmują prawo demoralizowania) oraz efektem całkiem pragmatycznych obserwacji ludzkich, że jeżeli będziemy "wykańczać" gatunki dziko żyjące to zostaniemy sami na tym „kawałku skały w kosmosie”. W ten sposób zachowania wobec zwierząt przekładają się na etyczne lub nie postępowanie wobec innych ludzi.

Niektórzy, co bardziej "oszołomieni" jak np. "zieloni" w Niemczech, pod wpływem wyjętych z kontekstu elementów buddyzmu Zen oraz hinduizmu wprowadzają, stosując terror moralny, regulacje dziwaczne. Pamiętam z lektury autobiografii Gandhiego, że był on zdeklarowanym wegetarianinem, co wynikało z jego wiary. Posunął się do tego stopnia, że nie jadł jajek bo w nich już mógł znajdować się zarodek innego życia, a także nie pił mleka bo było ono zabieraniem pożywienia rosnącym cielętom oraz było pozyskiwane w sposób brutalny. Jestem pełen najwyższego szacunku dla tej historycznej postaci oraz dla jego dokonań. Natomiast nie uważam, żeby przenoszenie przekonań niektórych mnichów buddyjskich, którzy uważają, że stąpając po ziemi można zrobić nieświadomie krzywdę niewidocznym dla nas żyjątkom było najszczęśliwszym cywilizacyjnie rozwiązaniem.

Wymiar ochronny jest kategorią gospodarczą i administracyjną. Czysto umowną i arbitralną. Więc podlegającą zmianom w miarę potrzeb i możliwości. Po to np. cała dyskusja o ochronie szczupaka z uwzględnieniem innych niż obowiązujące wymiarów. Wymiar ochronny nie jest sam w sobie kategorią etyczną. Etyczne jest jego przestrzeganie, bo wymiar etyczny ma to, co np. niweczy lub wspomaga wysiłki innych. Dlatego uważam za nieetyczne nadużywanie regulacji ustanowionych przez gospodarza, nawet przy formalnym ich respektowaniu. Dostosowanie eksploatacji własnej do możliwości łowiska jest kategorią etyczną, bo dotyczy naszych relacji w tymi, którzy na tej wodzie pracują oraz z innymi, którzy z niej korzystają. Nawet jeżeli ta relacja nie jest bezpośrednia. Myśląc o innych i uwzględniając ich w swoim postępowaniu postępujemy etycznie. Myśląc tylko o sobie - nie zawsze, albo wręcz zazwyczaj nie.

Na C&R nie trzeba się decydować. C&R stosuje się wypuszczając jakiekolwiek ryby, w tym niewymiarowe i w okresach ochronnych (palce mnie już bolą od wpisywania któryś już raz tych oczywistości, ale uważam, że warto). C&R to działanie pragmatyczne, gospodarcze. „No kill” to działanie ideologiczne – wyrzeczenie się zabijania. Dlatego uważam, że C&R jest celowe, „no kill” – niekoniecznie. C&R jest etyczne, bo dzięki jego stosowaniu szanujemy pracę innych oraz stwarzamy innym warunki do cieszenia się tym samym czym my się cieszymy.

Wraz z wzrostem liczebności ryb, wzrostem możliwości eksploatacji wody zakres koniecznego stosowania C&R maleje. Maleje też nieprzyzwoitość spowodowana zabieraniem ryb. W przypadku zwiększania się presji eksploatacyjnej sytuacja odwraca się.
W celu regulowania takich zależności ważne jest stworzenie środowiska oraz presji środowiskowej, wzmacniającej zachowania przyzwoite czyli etyczne. Nie ma w tym nic złego. Natomiast dla ludzi "spoza towarzystwa", dla aspirujących do niego oraz dla tych, którym trzeba wytłumaczyć bardziej dobitnie zasady funkcjonowania w społeczności, trzeba napisać przepisy, wprowadzane przy pomocy innych, bardziej zdecydowanych środków.

Serdecznie pozdrawiam

Jurek Kowalski
         Odp: my i Przyroda
Andrzej Trembaczowski 25.10.04 16:27
        
Znakomicie to wszystko wyłożyłeś, nic dodać.
Pozdrawiam
Andrzej
     Odp: my i Przyroda
Witek Marciński 25.10.04 14:15
    
Nie róbmy kanonu towarzyskiego??? A co w tym u licha złego. Kanonem towarzyskim na dzień dzisiejszy zdaje się być picie wódki na "gruntowych nockach" więc jeśli do kaonu miaoby wejść wypuszczanie ryb, to ja pierwszy będę tan kanon wprowadzał.
Nie zależy mi na tym czy wędkarz będzie się "snobował" na wedkarza etycznego i świadomego czy będzie nim samoistnie - z potrzeby serca...ważne jest to, że z boleniami Pana Hamera - jak dorównam mu umiejetnościami - moge się zmierzyć, a z boleniami Pani Bukowskiej, Panów Kuziemki i Jedrzejczyka z ostatnich Wiadomości Wędkarskich już niestety nie, bo ich kanon towarzyski nie dotyczy...a mógłby.
         Odp: my i Przyroda
Andrzej Trembaczowski 25.10.04 14:43
        
Cóż złego?
Złe jest narzucanie komuś swojej iedeologii.
Zła jest presja moralna na kogoś, kto wcale na potępienie nie zasługuje.
Złe jest stawianie w jednym rzędzie kłusowników i kogoś kto zabrał złowioną przez siebie rybę.
Zle jest przemycanie idei, że już samo zabicie ryby jest czymś nagannym. To nadużycie.
Nie chce mi się więcej wyliczać.

Troska o przyrodę, o zasobność wód - to wszystko jest oczywiste i o to zabiegajmy ze wszystkich sił. Ale każdą słuszną sprawę można ośmieszyć, jeżeli się przesadzi z argumentacją.

STANOWCZO PROTESTUJĘ PRZED UZANIEM NO KILL ZA OWIĄZUJĄCY WZÓR WĘDKARSTWA.

Pozdrawiam
Andrzej
             Odp: my i Przyroda
Witek Marciński 25.10.04 15:15
            
Na stanowczy protest, pozwolę sobie jeszcze raz stanowczo odpowiedzieć.
Nie twierdzę, ze zabranie ryby znad wody jest przestępstwem, bynajmniej - jest prawem każdego licencjonowanego wedkarza i wypuszczenie jej jest tylko i wyłącznie moją (i nie tylko moją )fanaberią. Fanaberia ta jednak nie jest orężem w walce z wygłodniałą bracią spod szyldu PZW.
Bronię tylko pewnej - wzdragam się przed uzyciem tego słowa - poetyki, która jest sprzeczna ze zdjęciem uśmiechniętego wędkarza z rybim truchłem, lub samego trupa w umywalce. Nie mam nic przeciwko zabraniu sobie tej czy innej sztuki na domowego grilla czy kolację. NIe przekonacie mnie jednak Panowie, że zabieranie 70 kilogramowego suma na jakikolwiek sens...
Ja nie piszę z Holandii, Szwecji czy Norwegii... Panowie - u nas nie ma kulturu wedkowania. Tu nie ma co pisać traktato w filozoficznych - tu trzeba dawać przykład - bo nam wyjedzą wszystko w wody. Wiem, ze najistotniejszy jest wypoczynek nad wodą, ale miło poczuć ciężar na żyłce.
Łowię na Wiśle w okolicach Krakowa - zapraszam nad zaporę Przewóz - prelekcja o tym, że może 30 kilo ryby to za dużo na jednego łowcę z 4 kijami raczej nie trafi do poławiających tam wszystko panów ze Śląska.

Słuszne i uprawnione te argumenty, ale nie na nasze wody.
Panie Andrzeju - zapewniam, że nie w głowie mi wywieranie presji na kogokolwiek, nie marzę o tym by nikt nie brał ryb, marze tylko o tym żeby znów łowiło się duże ryby, żeby zabrać można było młodzież a seniorat obligatoryjnie trafiał do wody i rozmnażał się.
pozdrawiam
                 Odp: my i Przyroda
Andrzej Trembaczowski 25.10.04 15:55
                
Marzymy o tym samym.
Mnie także zależy na zachowaniu dzikich wód i rybich okazów - rzecz w sposobie.
Owszem, przykład też jest jakąś formą. Tu jednak - mam na myśli wypuszczanie ryb - trzeba postępować z wyczuciem. Ostentacyjna pogarda okazywana wobec tych, którzy rybę zabierają, działa przeciwnie. W ten sposób osiągnie się odmieny efekt. To zły kierunek.

Ja też nie lubię zdjęć z rybą w łazience, uważam je za nieudane. Rozumiem jednak chęć pochwalenia się taaaką rybą. Nie potępiam łowcy, podzielam jego radość. Wolę zwrócić uwagę na nieodpowiednie tło zdjęcia, niż wyzywać łowcę od mięsiarzy - a tak niestety zrobiono wiele razy komentując niektóre zdjęcia. Przeciw takiemu podejściu protestuję.

Nie podoba mi się zdjęcie z karpiem w łazience, ale nie mam nic przeciwko temu, by sobie szczęśliwy łowca takie zdjęcie zrobił. jeżeli zrobi je nad wodą uznam za nawet za ładne. Nie mam nic przeciw temu, by tego karpia (czy inną dużą rybę) zabił, zabrał i zjadł. Ma do tego prawo. Obrzydzanie mu jedzenia ryby, wywoływanie w nim niezawinionego poczucia wstydu uważam za niewłaściwe, za naganne, za szkodliwe i właśnie za niewychowawcze.

Co innego apele o samoograniczanie się, o umiar, o powściągliwość. Te dotyczą nie tylko zabranych ryb, ale także i łowienia. Czy zawsze trzeba łowić do bólu, tylko dlatego, że akurat biorą? Czy nei lepiej odłożyć wędkę? Nawet jeżeli się te ryby wypuszcza? Tego też się nie ujmie w przepisach, to też trzeba wypracować w sobie.

Kultura naszych wędkarzy jest różna, na pewno wielu z nich nie zasługuje na to, by być członkami naszego Związku. Nie powinni np. być naszymi kolegami tacy, którzy właśnie teraz w okresie cohronnym celowo łowią pstrągi, nawet jeżeli ich nie zabierają. A są i tacy "wędkarze".

O tą inną kulturę winniśmy zabiegać, to oczywiste, róbmy to jednak umiejętnie.

Nie odpowiem, czy zabieranie 70 kg suma ma sens. Czy można określić granicę? 10 kg? 20? 30? To musi zrobić gospodarz (oby jak najprędzej) to MOŻE zrobić łowca. Może, ale to Jego wybór. Nie wolno nam wyzywaćgo od mięsiarzy. Dla kogoś z nas ten duży sum jest wart zabrania do domu, dla kogoś innego zasługuje na wypuszczenie. To też jego decyzja. Być może należy i to unormować przepisami. Czy jest koniecznym samoograniczeniem wypuszczenie takiego suma? Czy jest większym samoograniczeniem wypuszczenie mniejszego, ale kolejnego złowionego w tym sezonie? Ktoś złowi jednego ogromnego i zabierze, ktoś inny kilka mniejszych. To oczywiste, który spowoduje większy ubytek w wodzie.

Jest jeszcze problem ryb okazów, ale tu też ważna jest motywacja. TROSKA O TO BY RYBA MOGŁA DOSTARCZYĆ EMOCJI WIELU ŁOWCOM, RYBA DO WIELOKROTNEGO UŻYTKU TO NIE JEST WŁAŚCIWE PODEJŚCIE - TO MA NIEWIELE Z ETYKĄ WSPÓLNEGO, TO TYLKO EGOIZM.
Okaz jest nim wtedy, gdy jest rzadki, gdy jest jakąś anomalią, gdy jego spotkanie będzie udziałem neiwielu. Nie jest okazem 30 kg karp w stawie pełnym takich karpi.

Zależy mi na dzikich i rybnych wodach i na możliwości wędkowania i na czerpaniu z tego wędkowania radości w tym także na możliwości spotkania się z rybą-okazem. Zależy mi na kulturze wędkarzy, z którymi będę spotykał się nad wodą. To tworzy całość.
Sprzeciw budzi nachalne lansowanie jakiegoś jedynie słusznego podejścia. Pzred tym się wzbraniam, jak przed każdą narzucaną ideologią.
Myślę, że się rozumiemy. A chodzi nam pewnie o to samo.
Pozdrawiam
Andrzej
                     Odp: my i Przyroda
Jurek Kowalski 25.10.04 16:35
                    
Andrzeju,

Pzrepraszam, że się wtrącam znowu ale uważam, że pomijasz właśnie ważny element środowiskowego wpływu na sposób eksploatowania wód. Zdajesz się pozostawiać jedynie dwie strony tego układu - "gospodarza" i "wędkarza", a regulacej stosunków między nimi pozstawiasz unormowaniu przepisami. W ten sposób umyka cała sfera oddziaływań w środowisku wedkarzy, oddziaływań między nimi/nami. To obszar etyki właśnie. Oddziaływanie między ludźmi. Dlatego uważam, że w imię zachowań etycznych środowisko może, a co więcej, powinno wpływać na swoich członków aby wykazywali szacunek względem siebie. Oczywiście, że to oddziaływanie musi mieć na celu włączenie jak największej liczby członków do tej społeczności, a nie odrzucanie ich. Dlatego uważam, że jak najbardziej powinniśmy uświadamiać niestosowność nadmiernej eksploatacji, a równie oczywiście unikać używania obraźliwych epitetów aby to osiągnąć. Choć w odniesieniu do osób nie szanujących swojego "towarzystwa" pewien rodzaj ostracyzmu także jest na miejscu.

Stosunek do przyrody ma na tyle wartość etyczną na ile rzutuje na stosunki między ludźmi. U podstaw C&R leży słynne stwierdzenie o tym, że "ryba jest zbyt cenna żeby ją złowić tylko raz". Łowiska prowadzone w oparciu o tarło naturalne wymagają szerokiego stosowania C&R, czasem nawet w odniesieniu do całych populacji. Po to żeby przetrwały. Dla nas, a nie dla nich samych. To żaden egoizm. Ryby to pożytki z wody. Chodzi o to, żebyśmy te pożytki czerpali przyzwoicie, szanując się nawzajem, i żeby starczyło ich dla naszych następców. To czysta logika i kalkulacja. Nie emocje, ideologie czy uczucia.

Serdecznie pozdrawiam

Jurek Kowalski
                         Odp: my i Przyroda
Andrzej Trembaczowski 25.10.04 17:01
                        
Nie odrzucam wzajemnego wpływu na siebie - inaczej wiele poruszanych w dyskusjach wątków nie miałoby sensu. Te oddziaływania są potrzebne. Chodzi mi tylko o sposób. Zbyt wiele obraźliwych wypowiedzi napisano pod niektórymi zdjęciami, ich autorzy na pewno na nie nie zasłużyli i takie natrętne działania, nawet w dobrej wierze, uważam za szkodliwe. Tak jak i tytuł "zabijać czy nie zabijać, żaden dylemat" uważam za niewłaściwy. Zresztą, na pewno mnie rozumiesz.

Układ "łowisko-gospodarz-wędkarze" też nie uważam za pozbawiony tych wzajemnych oddziaływań. Szczególnie, kiedy myślę o związkowych wodach, a nie prywatnych, gdzie przepisy dyktuje właściciel. Na związkowych wędkarze mają wpływ na ustalanie przepisów, choć pośredni, bo to nasza wspólna woda. Jakie one będą, to już będize zależeć od wody, na razie niestety to jeszcze bardziej abstrakcja, choć szansa na takie łowiska jest coraz bardziej realna.
:)))))
Andrzej
                             Odp: my i Przyroda
Jurek Kowalski 25.10.04 17:16
                            
Masz wielką rację w sprawie formy wpływania środowiska na jego członków obecnych czy potencjalnych. To własnie forma wypowiedzi może zachęcać lub zniechęcać do podejmowania konkretnych zachowań. Neistety, my przyzwyczajeni jesteśmy do traktowania innych podejrzliwie, do mnożenia zakazów zamiast wskazywania pozytywnych rozwiązań.

Oczywiście, że Cię rozumiem, choć czasem "chwytkliwy" tytuł pozwala na zainteresowanie dyskusją, która pod innnym hasłem jawiłaby się jako nudne ględzenie.

Na wodach administrowanych przez siebie (swoje stowarzyszenie, do którego tak wielu nie chce się przyznawać) wedkarze mają mozliwośc ustalania zasad racjonalnej eksploatacji, będącej elementem racjonalnej gospodarki. Te zasady mogą potem byc ujęte w formę przepisów (przepraszam za to czepianie się słówek ale uważam ten proces za kluczowy). W wyniku ustalania tych zasad nasze wody moga być takie jak je sobie wspólnie urządzimy. Czasem nawet woda o nie w pełni sprzyjających warunkach ale dobrze zagospodarowana może dać doskonałe łowisko.

Poza wszystkim jestem sobie w stanie wyopbrazić sugestie kierowane przez wędkarzy do gospodarza wody ("właściciela"), które prowadziłyby do leopszej organizacji łowiska i do lepszego nim zarządzania. Właśnie w imię etycznego oddziaływania wzajemnego i dobrze pojętych, wzajemnie korzystnych relacji. W końcu dwie strony nie muszą pozostawac w konflikcie, jak to niestety zbyt często u nas się zdarza.

Serdecznie pozdrawiam

Jurek Kowalski
                         Odp: my i Przyroda
Robert Hamer 25.10.04 16:53
                        
Bardzo mi się podoba to co napisałeś. Mam tylko nadzieję, że masz jakieś awaryjne wyjście na wypadek gdyby logika i kalkulacja zawiodła :) Pozdrawiam.
                             Odp: my i Przyroda
Jurek Kowalski 25.10.04 17:03
                            
Gdy rozum śpi budzą się upiory.

Nie ma awaryjnego wyjścia. Pozostaje pogrążenie się w entropii i apokalipsa.

To sa alternatywy dla władzy rozumu i rozsądku.

Jedynym ratunkiem jest to, co cytowałeś o
"ludziach dobrej woli". Trzeba ich rozpoznawać i umacniać w przekonaniu o słuszności tego co robią. I stawiać za przykład innym z przekonaniem, że znajdą coraz więcej naśladowców. W końcu człowiek ma instynkt samozachowawczy i wybiera to, co najbardziej korzystne dla niego. Czasem tylko trzeba mu pomóc i pokazać drogę.

Pozdrawiam

Jurek Kowalski
                                 Odp: my i Przyroda
Robert Hamer 25.10.04 17:19
                                
Nie mam tak wiele wiary jak Ty Jurku. To zapewne skutek zbyt częstego przebywania nad wodą. Co gorsze, każdy kolejny wyjazd pozbawia mnie je coraz więcej. Nie pozostaje mi nic innego jak przyjąć Twoją wiarę i optymizm. Ludzi dobrej woli wesprę, jeśli ich spotkam – OBIECUJĘ :) Pozdrawiam, Robert.
                                     Odp: my i Przyroda
Jurek Kowalski 25.10.04 17:27
                                    
Dziękuję.

Myślę, że takich ludzi masz wielu wokół siebie. Trzeba ich tylko (aż) zauważać i wciągać do środowiska. I zachęcać do wciągania następnych. Ludzie lubią myśleć dobrze o sobie samych. Trzeba im to ułatwiać :-)).

Efekt murowany.

Chyba nie spotkałeś takiego, który by publicznie mówił, że jest złodziejem, oszustem, świnią itp. Tacy są "inni". Skoro takie jest przekonanie powszechne to trzeba nadać mu treść. Powiedzieć i pokazać co to znaczy być przywoitym. A jak to zrobić lepiej niż przez wpływ środowiska, w którym obowiązują spójne normy przyzwoitego zachowania?

Pozdrawiam i życzę sukcesów

Jurek Kowalski
                 Odp: my i Przyroda
Jurek Kowalski 25.10.04 15:26
                
Panie Witku,

Pozwolę sobie zaprotestować też. Wypuszczenie ryby to żadna "fanaberia" czy przejaw "dobrego humory" czy litości albo jeszcze sczegoś innego.

Zabranie lub wypuszczenie ryby to rozumna decyzja człowieka. Etyczna pod tymi warunkami, o których pisałem wyżej.

Również korzystanie z prawa do zabierania ryb w ramach obowiązujących przepisów może być nieetyczne. I w obecnych warunkach bardzo często jest nieetyczne. O takie właśnie etyczne podejcie do siebie wzajemnie chodzi. Nie o zabicie lub nie ryby. Szanujmmy się nawzajem. Pozwalajmy sobie wzajemnie cieszyć się wędkarstwem. O to chodzi kiedy czytam o możliwości spotkania się z boleniami Roberta i o niemożności spotkania z tymi, które są pokazywane na zdjęciach w łazience. Regulacje są niedostosowane do liczebności ryb w wodzie. Musimy te regulacje zastępować presją środowiskową. A sensowne wyniki działania tej presji zapisywać w nowych, szczegółowych regulacjach. Możliwych wtedy do wyegzekwowania, bo wynikających z przekonania środowiskowego o ich słuszności.

Prawa, co do którego słuszności nie są przekonani ci, którzy je stosują, nie da się skutecznie zaprowadzić ani prośbą ani groźbą.

Pozdrawiam

Jurek Kowalski
             Odp: my i Przyroda
Jurek Kowalski 25.10.04 14:56
            
Andrzeju,

Zgadzam się z tym co napisałeś dodnośnie "no kill". Natomiast presję na ograniczanie eksploatacji trzeba wywierać. Nie ze względu na ryby ale ze względu na nas samych. Zobacz wyżej.

Pozdrawiam

Jurek Kowalski
Święta prawda...Autor nie jest hipisem
Piotr Pałka 25.10.04 13:21
Kiedy byłem mały, mój tato nie raz i nie dwa dostarczał do domu ze swoich wypraw, dwie, czasem i cztery sztuki okazałych szczupaków czy sandaczy. Atmosferę naszego domu wypełniałem szczerym podziwem i dumą dla mojego ojca, który też i tą synowską dumę chłoną całym swoim jestestwem. Było wspaniale. Nawet wtedy, gdy spora część zdobyczy lądowała na wiele tygodni w zamrażalniku...
Minęło kilka lat. Rodzice już nie zapisują się w kolejkach w masarniach, sklepach meblowych czy AGD.
W sierpniu br dostałem od mojego ojca telefon, że właśnie złapał szczupaczka o wzroście 70 cm i się starsznie cieszy i "że go ma". Nie chcąc polemizować z seniorem, nie wdawałem się w dyskusje, czy wypuścić czy nie. Co się jednak okazało...Ów "szczupi" pływał przez 24h w łódce wypełnionej wodą, po czym, moja mama wykonała drugi tel do mnie w tajemnicy przed mężem, że tata go wypuścił, bo (tu cytuje) "Tak strasznie żałośnie na niego patrzył..."
Obraz człowieka, który blisko ma do emerytury i tak radykalnie zmienia swoje upodobania do pobrania wszelkiej zdobyczy, wzruszył mnie. Doskonale wiedziałem, że tego dnia kilka płotek i leszczy wylądowało na patelni u rodziców, ale te w miejscu, gdzie były złowione było pod dostatkiem, a ilość smażenia była proporcjonalna do dwóch osób. I dobrze.
Wracając do Autora ww tekstu, gwarantuję, że Witold hipisem nie jest. Wędkujemy od 2 lat razem i tu wyliczam: Pobraliśmy przez ten czas 2 szt. sandacza (ok 50 cm) i jednego pstrąga (ok 42 cm). Reszta pływa (mam nadzieję). Nie dalej jak 2 tygodnie temu zerwałem szczupaka, który kilka minut później został wyciągnięty właśnie przez Witolda. Szczupaczydło zostało zmierzone, obfotografowane i wypuszczone. Szczera, sportowa niechęć do przyjaciela była tak samo ważna, jak to, że doznania z przyszych polowań zagwarantowaliśmy sobie właśnie takim zachowaniem...
Dla mnie to ważne, nawet bardzo.
Zdaję sobie sprawę, że mógłbym bezwzględnie egzekwować 500 PLN, które zapłaciłem za pozwolenia na wędkowanie przez odtatnie dwa lata, ale po co? Jak kiedyś nad Dunajcem, czy Wisłokiem rozbijemy namiot, może walniemy po pstrągu na kolację, ale tylko wtedy jak będzię na pstrąga smak i ... no właśnie, ryby!
     Odp: Święta prawda...Autor nie jest hipisem
Piotr Pałka 25.10.04 17:18
    
A ja sam sobie coś odpiszę, bo mam nieodparte wrażenie, że w całą dyskusję powyżej wkradł się rak swady, erudycji, krasomówstwa, który toczy ciało oczywiste. Łe, jak nawet patrzę na to co sam napisałem i czasami co czytam.
Nad wodę jadę, bo tam spokój, samotność (nawet we dwóch), cisza (dlatego uciekam, jak mogę od tam, wiaduktów i dróg). Czuję się wtedy po troszę myśliwym, po trosze miłośnikiem przyrody, i po trosze duchowym i mentalnym emerytem po kilku, czy kilkunastu dniach w pracy non-stop. Cierpną paluchy, czerwienieje twarz, czy pocą się stópki w woderach, ale jadę, bo tam gdzieś mój azyl.
W tej dyskusji brak mi komentarzy krótkich, zdeklarowanych wprost.
Pragnąłbym przeczytać :
Jan Nowak, biorę wszystko bo...
Piotr Pałka, prawie wszystkie ryby w życiu wypuściłem, bo uważam, że jeść mogę hodowlane, jak mam ochotę. Zacznę zabierać i zabijać ryby, też i jak leci, jak moja rodzina do pyska nie będzie miała co włożyć. A wolę, żeby drapieżniki, które są moją miłością prawdziwą, pływały na wolności...
O czym tu mówić! Widok polujących ryb, jak i widok tych co mięsa nie jedzą jest wspaniały.
Jak nasze wody będą przepełnione rybami, też będę wnioskował o to, by odławianiem zajmowały się służby do tego przeznaczone, a nie chmara gości z tysiącem wędek na brzegu, siatami przytroczonymi do łódek itp.
A tak z innej beczki. Czy któryś z Panów podniósł raban w sklepie wędkarskim, gdzie w małym zbiorniku pływa masa żywca?! Ależ. Sam się nigdy nie odezwałem...A przecież te żywce to często przyszłe trupki... Że niby jestem taki fantastyczny? Nie! NIgdy nie wyplaciłem plaskacza w twarz sprzedawcy, ale z dumą wydaję kasę na przynęty. Coś tu nie gra...Muszę się w tym wszystkim odnaleźć i poszukać własnej konsekwencji. Intencje mam dobre.



Valid XHTML 1.0!
Wszelkie prawa zastrzeżone - All Rights Reserved - ©1999-2004 Krokus Sp. z o.o. - powered by eZ publish
Za publikowane treści odpowiedzialność ponoszą ich autorzy, jednocześnie wyrażając tym samym zgodę na ich bezterminową publikację.
Reklamy Krokus: Producent wszywek, metek, etykiet. Zobacz: Metki Firma "Wszywka" zaprasza!