Portal Sklep Bazar Tygodnik Ryby Domowe Klub Reklama Pomoc
Archiwum 1
English pages

UWAGA! ZNAJDUJESZ SIĘ NA STRONACH ARCHIWALNYCH !!! NOWY ADRES => Wędkarstwo - Rybie Oko - http://www.fishing.pl

 
Artykuły
Forum
Foto
Baza
Co i kiedy
Linki
Brania
Hyde Park
Humor
Znad wody
Filmy i pliki
Kartki
Encyklopedia
Ryby i prawo
Ściąga
 
 
 
 
mniej ostatnich wiadomości 82114
To był fragmnet większej całości, niżej więcej :)
pytanie o połów
pomocy!
pomocy!
Odp: odp:Kłusownicy na śląsku
Odp: dorsz
.......................
Odp: Zapora na Wisłoce
Odp: Oj Panie Bogusz .....
Odp: Żyłka
pytanie o połów
pomocy!
pomocy!
leszczyńskie
"okonek"
Wróżka
W obronie jazgarza
Zawody? Również! Bo dlaczego nie?
Wisiel :/
Łowic bez nęcenia ?
Opowieśc znad wody..
Zanęty produkcji polskiej a zagranicznej
Konińskie kanały
Kupię szpulę do Okumy Avenger AV 30!!!!!!!!!!!!
POŻEGNANIE :) - godz 14!!!
Fajna rybka
Szkoda tytułować
 
 
więcej
Zawody wędkarskie
 4/145
Ten okropny żarłok - JAZGARZ
 
Opowieści znad wody.... cz.1
 6.9/85
Leszczowisko
 7.1/202
 8.8/115 hit
Łakomiec
 7.9/66
Oszuści na Bazarze Rybiego Oka.
 7.3/64
KOMUNIKAT
 
Stało się...
 5.6/30
Kłusownik ukarany! Lepiej późno niż wcale.
 4.9/71
 
 
więcej
Petycja!!!!!!!!!!!!!
Pstrąg Roztocza
Uroczyste otwarcie
 
 
Inne ankiety
Żyłka
Co robisz z niepotrzebnym kawałkiem żyłki?
wyrzucasz gdziekolwiek
rzucasz do wody, bo tam jej nie widać i ptak się nie zaplącze
tniesz na mniejsze kawałki i wyrzucasz
zabierasz ze sobą, by spalić w ognisku
zabierasz ze sobą, by wyrzucić do śmietnika
to inaczej, jak podaj w komentarzu

Wyniki Wyniki wszystkich

Komentuj
 


Wszystkie Rybim Okiem Wspomnienia i relacje

Hit  Nocne klimaty

Autor: Roman Ostrowski
Data:16.9.04 12:21
Ocena:8.95 hit (94)
Czytano:3749

Słońce schowało swój złoty kapelusz za horyzontem marzeń. W miejscu, gdzie przed chwilą powiedziało dobranoc, widoczna była tylko ciemnogranatowa kołdra przestworzy, z przepięknie haftowanymi, srebrnymi gwiazdkami. Zefirek delikatnie muskał trzciny, a robaczek świętojański zawisł bez ruchu blisko powierzchni wody.


Jeszcze kilka przymrużeń oczu i romantyczny nastrój odejdzie w ciemność. Powieki robią się coraz cięższe. Zbliżam się do nieuchwytnej, ale jakże przyjemnej granicy, między jawą a snem. Jeszcze raz unoszę powieki. Leniwy, świecący robaczek leciutko wznosi się, to znów opada. Teraz powtarza te same ruchy z większą energią. Zaczyna się szamotać, to w górę, to w dół, niczym jaskółka uwięziona.
Przecieram oczy. Moment zastanowienia. To nie robaczek świętojański, ale świetlik na końcu mojego swing-tipa tak podryguje. Szybko, choć ślamazarnie podnoszę się. Rękę kładę na dolnik i wykonuję płynne zacięcie. Kołowrotek oddając żyłkę, śpiewa mój ulubiony szlagier.
Senność minęła. Błyskawiczna analiza sprzętu uspakaja mnie, ale nie do końca. Czy plecionka 0,10 wytrzyma??? Siła z jaką przeciwnik męczy moją rękę musi wzbudzać szacunek. Delikatna wędka wspaniale współpracuje z kołowrotkiem. Czuję to. Ryba nie odchodzi od dna. Porusza się na odcinku dziesięci metrów, w tą i z powrotem, jakby sprawdzała swojego przeciwnika.Też nie popuszcza. Zastanawiam się "kto" mógł przyjąć zaproszenie na wieczorny posiłek. Haczyk nr 8, a na nim dwanaście białych robaków, takie moje przyzwyczajenie na nocnego leszcza. To jednak nie on jest moim gościem, a więc kto???
Majestatycznie zmienia kierunek i odchodzi pięć, siedem, piętnaście metrów w głąb jeziora. Przesuwam drag w prawą stronę. Przystaje. Teraz moja kolej. Kręcę korbką opuszczając kij w dół. Klasyczne pompowanie. Uzyskuję psychiczną i fizyczną przewagę. Ryba zatrzymuje się, a po chwili tylko momentami, stawia coraz słabszy opór. Lewą ręką chwytam latarkę, włączam ją i odstawiam. Pompuję dalej i w końcu go widzę. Wspaniały sandacz. Chwytam podbierak i już jest mój.
Sięgam po latarkę i kieruję światło na paszczę. Zębiska jak u wampira. Wspaniałe uczucie sukcesu trwa, chociaż nie zasłużyłem na taki dar, za tak marną przynętę.
W domu podczas ważenia ryby, jeszcze raz musiałem przetrzeć oczy, gdy waga wskazała 6,85 kg.
Często przed zaśnięciem będę nad brzegiem tego jeziora, mam co wspominać.



Skorzystaj z przyznanego Ci prawa i oceń ten artykuł
« « « « || » » » »  
5  10 

drukuj drukuj wyślij wyślij

Lista komentarzy


Temat: Autor:
Czas:
rzadko się to zdarza:)
Piotr Głowacki 09.10.04 09:38
Czytam większość artykułów na rybim oczku:).Powiem szczerze ,że rzadko zdaża mi się żeby podczas czytania przeszły mi ciarki po plecach.Wprowadziłeś mnie w senny nastrój, a potem bum!! Branie,hol, ryba i jeszcze taaaaaaka ryba.Wiele razy miałem podobne przebudzenia nad bugiem ,wisłą,wieprzem.To jest to! ODE MNIE DYCHA!!
Pozdrawiam i życzę dalszych sukcesów.
Przepraszam za małe kłamstewko
Roman Ostrowski 18.9.04 14:38
Opisana historia jest prawdziwa, tylko zakończenie trochę dla Was, a bardzo dla sandacza zmieniłem.

Prawda jest taka. Mam małą zaczepową elektroniczną wagę i po odkręceniu rękojeści podbieraka, ważę większe ryby razem z siatką. Po odjęciu od łącznej wagi, ciężaru mokrej siatki otrzymuję faktyczną wagę ryby.
Sandacz bez buziaka szybko wrócił do wody. Jedynym powodem amnestii było to, że nie lubię smaku takich starców. Jeżeli zamiast okazu, na brzegu pojawiłby się mniejszy, tak od jednego do trzech kilogramów to nic nie powsrzymałoby mnie od zabrania.
Zdecydowałem przyznać się do kłamstewka, ponieważ brak krytyki konsumcji z Waszej strony jest dowodem na to, że odzyskujemy "normalność". Za normalność dziękuję i jesze raz przepraszam.
     Odp: Przepraszam za małe kłamstewko
Marek Kaczmarczyk 18.9.04 21:24
    
toś nas Roman zwiódł okrutnie :-)))))))
dla mnie, czyś go pozarł, czyś uwolnił znaczenia wielkiego nie ma. Istotna jest zasada: nie bierz więcej niż trzeba, czasem weź mniej niż mozesz...
Dałem "tylko osiem" za, moim zdaniem, nadmierną ekspresję. Zdarzenie same w sobie było natyle ciekawe, że barokowe rokokowanie było kwitkiem do kożucha... Niezależnie od tego wszystkiego: GRTULUJĘ :-)))
i pozdrawiam MArek
Dziękuję.
Stanisław Opaliński 18.9.04 10:56
Leżę w łóżku po poważnej operacji. Czytałem i emocje rosły, a mi nie wolno się denerwować. Potrafisz się znaleźć w każdej formie i bronić swego.
Podziwiam i gratuluję.
10-tka to formalność.

Serdeczne pozdrowienia
Klimaty
Jurek Kowalski 17.9.04 13:15
Romanie,

Baaaardzo nastrojowa i jak zwykle w Twoim wydaniu poetycka opowieść.

Nie sądzę żeby ktokolwiek się "przyczepiał" do zakończenia, jak sugerował Marek. Nie ma co propagować "ideologicznego" no-kill i no-killowego ekstremizmu. Popierajmy świadome, gospodarne, racjonalne, dobrze wykonywane C&R.

Serdecznie pozdrawiam

Juek Kowalski

PS A miało być o czymś innym ;-))).
Romku!
Waldemar Kantyka 17.9.04 12:51
Praszczaj za lekkie nadużycie i nieautoryzowane wykorzystanie pomysłu :-)
Mój podziw dla Twego tekstu wyraziłem trochę przewrotnie, co myślę, przyjmiesz ze zrozumieniem? Po prostu pękłem z zazdrości i...już!Oczywista: diszka.
Serdeczności
>>>---> Waldek
Nocne lowy
Rafal Kos 16.9.04 21:04
Gratuluje rybki (rybska :) ) laizlem troche po nockach w tym roku ale takiej przygody nie mialem przyjemnosci. Jeszcze raz gratuluje
Nocka
Jan Przybalka 16.9.04 20:16
Znam to uczucie, ladnie to przekazales.
Zycze dalszych sukcesow i przygod.
Pozdrawiam
Jan
Gratuluje
Dominico Bomboni 16.9.04 17:42
Gratuluje i zazdroszcze;) ale chociarz dzieki temu ze to opisales przynajmniej przez chwile sie poczulem jak bym tam był zamiast Ciebie ,
NOCKA
Grzegorz Janocha 16.9.04 16:02
Adrenalina mi rosła w trakcie czytania, czułem jakbym ja podbierał tę sztukę.
MOJE GRATULACJE !!!!!!!!!!!!
Ja niestety w tym sezonie nie miałem jeszcze szczęścia do nocnych połowów, i dlatego tym milej się czyta że nie wszyscy schodzą z nocki o kiju.
daję "10" mimo że nie ma zdjęcia.
POZDRAWIAM -GRZEGORZ
nocą
Paweł Deska 16.9.04 15:29
Rzeczywiście zapachniało ta nocką nad wodą :-) Gratuluję połowu i ciekawego opisu. Szkoda, że bez zdjecia. Pozdrowienia
Nocne klimaty
Andrzej Trembaczowski 16.9.04 14:33
Piękna nocka, fajna przygoda, ładny sandacz. Gratuluję. I ładnie to opisałeś. Zatęskniłem za nocnym łowieniem...
Andrzej
trochę zbyt... "barokowe"
Marek Kaczmarczyk 16.9.04 14:22
zgodnie... z rozmiarem haczyka :-)

Marek
PS. swoją drogą dostanie Ci się od Niektórych za konsumpcję :-)
     Konsumpcja
Stanisław Opaliński 17.9.04 08:39
    
W innych krajach wędkarz musi postępować zgodnie z regulaminem i na tym kończy się cała dyskusja. Cała reszta to sprawa osobista. Koledzy proszę Was niech i u nas tak będzie.
Pozdrawiam
         Odp: Konsumpcja
Marek Kaczmarczyk 17.9.04 11:34
        
W innych krajach wędkarz musi postępować zgodnie z regulaminem i na tym kończy się cała dyskusja. Cała reszta to sprawa osobista. Koledzy proszę Was niech i u nas tak będzie.


Dokładnie tak jak piszesz. Jest to sprawa osobista... Umówmy się więc, że:

"MOŻESZ zabrać wszystko co jest zgodne z przepisami, ale... NIE MUSISZ"

i niech to będzie mój komentarz.

Pozdrawiam Marek
         Odp: Konsumpcja
Jurek Kowalski 17.9.04 10:04
        
W tych krajach, o których piszesz regulaminy na poszczególnych wodach są dostosowane do warunków panujących w nich.

W naszym kraju jest Rozporządzenie do Ustawy, na które wszyscy sie powołują, wielu wręcz zdaje się odmawiać gospodarzom wody prawa do ustalania sensownych dla racjonalnej gospodarki regulacji, zaostrzających (bo tylko w tym kierunku zmiany mogą być dokonywane bez specjalnych zezwoleń) oraz prawa do egzekwowania tychże, zmienionych regulacji. W opiniach dominuje postawa "wara od naszych praw do konsumpcji" stąd w większości posługujemy się jednym regulaminem dla wszystkich wód, skonstruowanym w dodatku liberalnie, w efekcie pozwalającym na nadmierną eksploatację wód przez wedkarzy. O innych chętnych do eksploatowania wód, których wpływ też nie jest pomijalny nie wspomnę.

Po drugie - w innych krajach gospodarze wód, obojętne - indywidualni czy stowarzyszeni, komercyjni czy "non profit", troszczą się o swoje wody. Nasze wody otwarte (publiczne) są w większości w użytkowaniu stowarzyszenia wedkarzy, którzy się nimi nie interesują, natomiast zainteresowani są ich eksploatacją, często nawet stają otwarcie do "wyścigu" z kłusownikami lub do nich dołączają (postawa, wcakle nie tak rzadka jak się wydaje - "jak ja nie zabiorę to zabierze kłusol" albo "obniżmy wymiar bo to 'nasze' ryby, a takie mniejsze to już kłusole biorą - lepiej żeby je wzięli wędkarze").

Dlatego też świadomi sytuacji i dróg do poprawy starają się rozpowszechniać postawy prowadzące do większej troski o użytkowane wody. W tym ograniczenia limitów i podwyższania wymiarów (Vide: regulamin KWI).

Kiedy te postawy będą dominujące i regulaminy dostosowane do możliwości eksploatowania wód i powszechnie respektowane to można będzie powiedzieć, że to co zgodne z regulaminem jest zarazem przyzwoite i że stosowanie sie do zapisów regulaminowych jest wystarczające. Będzie tak i u nas. Ja mam nadzieję i staram się nią zarażać innych, nawet wbrew opinii wielu.

W tej chwili tak nie jest, chociaż krytykowanie każdego kto zabiera jakąkolwiek rybę czyli ortodoksyjne "no kill", jak każdą ortodoksję ideologiczną uważam za niesłuszną i wręcz szkodliwą.

"No kill" może jest ideologiczne i jest sprawą osobistą każdego. Natomiast wypuszczanie niektórych złowionych ryb, wynikające z racjonalnych przesłanek i służace racjonalnemu zarządzaniu łowiskiem wędkarskim - C&R będące metodą gospodarowania a nie wyznacznikiem etycznym - jest niezbędne dla utrzymania ciągłości wędkarstwa. W końcu ostrożne wypuszczanie złowionych ryb niewymiarowych w celu zapewnienia im dorośnięcia do rozmiarów reprodukcyjnych to C&R w najczystszej postaci!!!

O tym napisałem kilka artykułów na NaMuche.pl. Serdecznie zapraszam.

Z pozdrowieniami

Jerzy Kowalski

PS.
Przepraszam Marka za powrót do tak już nużących tematów. Ale cel jest szczytny, a konieczność widoczna. Pozdrawiam. Jurek
             Odp: Konsumpcja
Robert Hamer 17.9.04 18:46
            
Panowie, napisze to delikatnie, nie róbcie problemu z No Kill, bo taki problem nie istnieje a jeśli, to tylko w sferze werbalnej. Chciałbym aby wszystkie nasze problemy ograniczały się jedynie to tej sfery. Naszym problemem jest wszechobecne mięsiarstwo. Ja, jak na razie, deklarujących przestrzeganie przepisów, lub umiar w zabijaniu ryb, spotykam jedynie na RO. Jakoś nad wodą nie mam szczęścia. Uważam, że większość członków PZW jest kompletnie zdemoralizowana, za co w dużym stopniu winię sam związek i jego statut oraz przepisy. Jeśli regulamin zezwala na zabieranie tak dużych ilości ryb, to związek powinien te straty uzupełniać. Jeśli tego nie robi, to nie wywiązuje się z obowiązku który przyjął na siebie i jako organizacja powinien być pozbawiony prawa do użytkowania i dzierżawienia większości
wód. Niestety nie ma go kto tego prawa pozbawić, bo właściciel tych wód jest również niewydolny i nieudolny jak PZW. Dlatego mamy to co mamy. Maiłem cicha nadzieję, że ktoś z zewnątrz przerwie to błędne koło - niestety UE ma na do zaproponowania jedynie prostowanie i foliowanie rzek za które będzie płacić następne pokolenia, jak my płacimy za długo Gierka. Amen.
             Odp: Konsumpcja
Stanisław Opaliński 17.9.04 12:05
            
Przystąpienie do jakiejś organizacji powinno być poprzedzone zapoznaniem się z jej regulaminem. Odpowiada mi to zapisuję się, nie odpowiada mi to nie zawracam sobie głowy. Regulamin to zbiór praw i obowiązków członka organizacji. Organizacja tworząc prawo dla swoich członków powinna się oprzeć na opiniach fachowców tj prawników oraz specjalistów z danej dziedziny, ale to już nie problem członka. Jeżeli mam ochotę wstąpić do organizacji, w której regulamin określa, że kolorystyka ubioru jest dowolna to wstępuję. Aprobuję to i po przysąpieniu do organizacji chcę aby w tym temacie nikt się do mnie nie czepiał lub mi ubliżał. Nie będą mi przeszkadzały też stowarzyszenia , które chcą się odróżniać i noszą np stroje białe, zielone, lub jakieś znaczki w klapie. Takie stowarzyszenia jeżeli uzyskają odpowiednie poparcie, mogą się starać o zmiany w regulaminie, a nawet go tworzyć. Wtedy decyzja o przystąpieniu ponownie należy do mnie. Jednak w czasie kiedy jestem członkiem danej organizacji, postępuję zgodnie z regulaminem, to do różnych wewnętrznych regulaminów stowarzyszeń, mogę mieć swój prywatny stosunek i na tym koniec. Mogę ale nie muszę, to powinno być jasne i dla mnie jest jasne.
Regulamin wędkarski daje prawo wędkarzowi do ZABIERANIA ryb zgodnie z limitami i wymiarami ochronnymi. Więc nie należy czepiać się członka jeżeli przesrztrzega przepisy a zgłaszać propozycje zmian we właściwe miejsca.

Pozdrawiam.
                 Odp: Konsumpcja
Jurek Kowalski 17.9.04 12:43
                
Twoje stwierdzenia odbieram jako sugestie, że organizacje istnieją, są bytami samoistnymi, są stworzone przez kogoś innego, obce wstępującemu członkowi, posiadają swoje regulaminy, a członkowie mają ich przestrzegać, natomiast zmieniać je powinni ci, którzy są obdarzeni jakąś wiedzą i mocą sprawczą. Że członek wstępuje do organizacji w celu korzystania z oferowanych dóbr, wpadając "na chwilę' jak mu to odpowiada i keidy jest korzystne, a odchodząc kiedy przestaje się "opłacać".
Tak to rozumiem bo na takich podstawach były zorganizowane stowarzyszenia w czasach kiedy nie było wolności stowarzyszania się. Były agendą totalitarnego systemu.

Stowarzyszenia natomiast są zgromadzeniami członków, którzy chcą realizować jakieś wspólnie podzielane cele. Są tworzone przez członków i ich aktywność, a nie "tworzą prawo dla swoich członków". To członkowie umawiają się co do kształtu swojej organizacji i zasady funkcjonowania organizacji to JEST problem członka. Każdego z osobna i wszystkich razem. Niezależnie od wielkości tej organizacji. Jest to problem i troska zwłaszcza tych świadomych, inteligentnych i dysponujących wiedzą członków.

W związku z tym wstępując do istniejącego stowarzyszenia członek musi zapoznać się z istniejącymi regulaminami ale staje się od razu jednym z wielu ludzi dążących do pewnych celów. Regulaminy, o których piszesz, są dynamiczne, mogą być zmieniane, ludzie podejmujący decyzje mogą się zmieniać też. To są też członkowie organizacji.
Istotą członkostwa jest aktywność i wywieranie wpływu. Po to zostaje się członkiem stowarzyszenia aby coś realizować, czegoś dokonać, a nie po to aby zostać obsłużonym. Członkowie stowarzyszenia mogą w jego ramach realizować się, mają natomiast obowiązek dbania o rozwój tego stowarzyszenia, o jego doskonalenie, o jego kondycję a także o środki, którymi stowarzyszenie dysponuje już to jako własnością już to użytkując je. Widząc, że interesy stowarzyszenia idą w złym kierunku członkowie powinni własną postawą, prezentującą właściwy ich zdaniem kierunek rozwoju stowarzyszenia zachęcać innych do wprowadzenia zmian, a także aktywnie działać na rzecz takich zmian. W zakres tego wchodzi np. ograniczenie eksploatacji zasobów, będących w dyspozycji stowarzyszenia, szczególnie jeżeli stowarzyszenie zarządza częścią majątku narodowego. Tak to rozumieją np. Koledzy z KWI, których wcześniej wspomniałem.

Postawa, o której piszesz, a która wyraża się w stwierdzeniu - "zapoznaję się z regulaminem, stosuję sie do niego i nie chcę aby ktoś się mnie "czepiał"" dotyczy osób korzystających z zasobów stowarzyszenia nie będąc jego członkami. Dotyczy "klientów" zewnętrznych stowarzyszenia czyli np. osób nie będących członkami PZW, które jako "niezrzeszeni" łowią w wodach użytkowanych przez PZW.

Do nich nie mam pretensji jeżeli przyjdą nad wodę, zapłacili za licencję, stosują się do regulaminu - są "w porządku". Do tego o klientów trzeba dbać, bo klient to ten, kto przychodzi drugi raz :-))). W tym przypadku ma zastosowanie zasada "płacę i wymagam".

Niektórzy, bardziej odpowiedzialni wędkarze, taki model realizują. Po prostu jeżeli nie interesuje ich stowarzyszenie, a tylko łowienie ryb - występują ze stowarzyszenia i korzystają z jego zasobów jako niezrzeszeni. Ale to rzadkie przypadki. Większość wykazuje postawę :klienta: ale należy do organizacji "bo taniej" "bo łatwiej" itp. Nie chcę używac epitetów ale same cisną się na usta.

ISTOTĄ PRZYNALEŻNOŚCI JEST UCZESTNICZENIE I AKTYWNOŚĆ.

Natomiast mam pretensje do tych członków stowarzyszenia, którzy, rozpoznając w miarę prawidłowo sytuację, widząc mizerię stowarzyszenia i zasobów, nie tylko nie czynią zgoła nic dla ich poprawy, jeszcze zniechęcają innych do działania, roztaczają katastroficzne wizje, a do tego przentują postawę "klienta" mówiąc "płacę i wymagam", dbając o to, żeby przy niemałych wymaganiach płacić jak najmniej, oczekując obsługi.

Mam nadzieję, że jasno wyraziłem mój punkt widzenia na sprawy dotyczące stowarzyszeń i postaw ich członków i że nikomu nie przyjdzie znów do głowy wkładać mi w usta zupełnie innych poglądów ani przypinać "etykietek" niczemu nie służacych ani nie mających znaczenia w dążeniu do poprawy sytuacji.

Serdecznie pozdrawiam

Jurek Kowalski
                     Odp: Konsumpcja
Stanisław Opaliński 17.9.04 14:25
                    
Należę do kilku organizacji w innych krajach i nikt nigdy nie wymuszał na mnie presji do działania. Płacę składki i wszystko jest ok. Chcąc działać we wszystkich powinienem się rozwieźć i przestać pracować. Owszem, ci co robią mają ulgi lub jakieś profity i na to reszta się godzi. Dlaczego u nas jest inaczej nie mam pojęcia.
To są małe kroczki prowadzące do destrukcji PZW...
Pozdrawiam
                         Odp: Konsumpcja
Marek Kaczmarczyk - KWI, SFC 17.9.04 14:58
                        
wszystko prawda,
gdy jednak widzisz, że coś w niej nie tak to co robisz?
MOżna:
1. wystąpić
2. (jak Ojciec Rydzyk) TRWAĆ jak gdyby nigdy nic.
3. samoograniczyć się
4. walczyć o zmiany
5. przyłączyć się do ZŁYCH
wybór jak widzisz jest. I pewnie ewentualności jest więcej. Jeśli wychodzisz założenia, że działać nie musisz. Masz prawo. Nie każdy musi, nie każdy ma predyspozycje. Więc punkt 4 odpada. Wystepować nie chcesz, bo jednak wzrośnie koszt korzystania z wody. 1 - odpada. Poczucie przyzwoitości nie pozwala Ci na realizcję punktu 5. Punkt 2 w sposób logiczny wspira w jakiś sposób tych co to ich punkt 5 dotyczy (bierność).
Co pozostaje?

Myślę, że właśnie w sobie można coś uczynić by nie przykładać ręki do tego co się dzieje...

Jak widzisz, nic nie zmusza do działania, wystarczy jak większość z nas zrozumie, że warto czasem wziąć mniej aby zostało więcej na potem...
Szkoda tylko, że... nie wystarczy gdy tylko wedkarze to zrozumieją... Ale ktoś qrde! musi zacząć....
I nie barykady, blokady... Te zostawmy "nawiedzonym"... Przykład wystarczy. Znajdą się tacy co to nagłośnią...

Oczywiście znajdą sie też tacy co wybiorą inne punkty z wyliczanki...
Pozdrawiam Marek
                             Odp: Konsumpcja
Stanisław Opaliński 17.9.04 17:31
                            
Wszystkie działania, nawet te , które wywołują poklask nie mają sensu jeżeli nikt nie pilnuje wody.
Widać po ankiecie, że tak jest. Straż to podstawa. To jest temat nr 1. Nie zostawiamy naszych samochodów na parkingach bez opieki a ty mi radzisz zostawiać jeszcze uchylone okno.

Pozdrawiam
                         Odp: Konsumpcja
Jurek Kowalski 17.9.04 14:47
                        
Znam co nieco organizacje na całym świecie :-))). Oczywiście, że możesz należeć do organizacji i tylko opłacać składki. Jest to bowiem też jeden z wkładów w jego aktywność. Czy wystarczający?

Działanie w organizacji to stwarzanie możliwości i powinność, a nie przymus. Powinność zmienia się w przymus kiedy trzeba działać bo źle się dzieje.

W zasadzie człowiek stowarzysza się kiedy CHCE coś zrobić. Biorąc przykład wędkarzy na świecie - w Anglii wędkuje około trzech milionów ludzi - na muchę około 800 000 do miliona. Salmon & Trout Association zrzesza około 40 000 - tych, którzy właśnie prowadzą rzeki, wywieraja wpływ na legislację krajową. Poszostali po prostu "chodzą na ryby" i płacą za to licencje pozwalające na zagospodarowanie łowisk, z których korzystają. A to kosztuje. Podobnie w USA - 10 milionów wędkuje, kilka milionów na muchę. Do Trout Unlimited - największej organizacji - należy ok. 100 000 wędkarzy, którym kleży na sercu los pstrągów i w różny sposób przyczyniają się do poprawy warunków ich życia i rozwoju populacji. Wiele organizacji znam i wszystkie działają w ten sposób, że zrzeszają ludzi chętnych do działania. Masz rację - nikt nikogo nie zmusza, bo nie musi. Na tym polega wolność zrzeszania się, o którą kiedyś biliśmy sie z "reżimem". Teraz ją mamy tylko trzeba ją dobrze wykorzystać.

Też nie wiem dlaczego u nas jest inaczej - tylko chyba nieco odmiennie rozumiem pojęcie "normalności".

Wiem, że wielu widzi rozwiązania radykalne i rewolucyjne - destrukcje tego czy innego, personalnie czy organizacyjnie. Mój pragmatyzm podpowaida mi, że lepiej rozwijać i zmieniać na lepsze niż burzyć. Z tym burzeniem mamy nie najlepsze doświadczenia już od czasów Rewolucji Francuskiej. Wszyscy rewolucjoniści mają to do siebie, że nie za bardzo mają wyobrażenie "co potem". A przynajmniej w swojej rewolucyjności, idealizmie i ideologizacji nie bardzo mają rozeznanie co można realnie wprowadzić po okresie burzenia. Zazwyczaj też rewolucyjny zapał prowadzi ich do dyktatury, która też zazwyczaj niczego dobrego nie sprowadza, bo jak mawiali Rzymianie "Honores mutant mores" i najczęściej mając doświadczenie tylko z "byłego" doprowadzają w efekcie do zamiany ról. Jak u Orwella na Farmie Zwierzęcej. Wolę trzymac sie z daleka od rewolucjonistów i ideologów wszelkiej maści. Wolę zdrowy rozsądek i pragmatyczna ewolucję oparte na wypróbowanych od wieków zasadach.

Serdecznie pozdrawiam

Jurek Kowalski
                             Odp: Konsumpcja
Jurek Kowalski 17.9.04 15:00
                            
Owszem, ci co robią mają ulgi lub jakieś profity i na to reszta się godzi.


Nie wiem jakie organizacje masz na myśli ale to nie jest zasada dopuszczalna w normalnym świecie. Działalnośc nie wiąże się z "profitami" i nikt na to sie nie godzi. Dizłalność i funkcja wiąże się z kosztami i to wiem na pewno. Z kosztami finansowymi i osobistymi. Może nie aż tak żeby rozwodzić się i rzucać pracę, bo z czegoś trzeba tę działalność finansować :-))) ale jednak.

Prezes to "Primus inter pares" - pierwszy między równymi. Dlatego nie może sie wywyższać ani stać ponad prawem ani czerpać korzyści z funkcji w normalnie działającym stowarzyszeniu (korzyścią nie jest zwrot kosztów, które i tak zazwyczaj są wyższe niż udokumentowane). W razie wątpliwości zapytaj Andrzeja T. - prezesa KWI - stowarzyszenia, które zapewne jest normalne. Inne wymagają przywrócenia do normalności. Ale aby tego dokonać trzeba uzyskać na nie wpływ. O tym już było we wcześniejszej dyskusji.

Serdecznie pozdrawiam

Jurek Kowalski
Jak w bajce...
Krzysztof Komoszka 16.9.04 14:14
Miło się czytało 10pkt



Valid XHTML 1.0!
Wszelkie prawa zastrzeżone - All Rights Reserved - ©1999-2004 Krokus Sp. z o.o. - powered by eZ publish
Za publikowane treści odpowiedzialność ponoszą ich autorzy, jednocześnie wyrażając tym samym zgodę na ich bezterminową publikację.
Reklamy Krokus: Pozycjonowanie stron staramy się wykonać rzetelnie. Przykładowo tę stronę: Wszywki tekstylne firmy zajmującej się nadrukiem np. kodów kreskowych na metkach, pozycjonujemy od dłuższego już czasu z sukcesem, na słowa i frazy kluczowe: metki odzieżowe, wszywki odzieżowe, etykiety samoprzylepne.