Portal Sklep Bazar Tygodnik Ryby Domowe Klub Reklama Pomoc
Archiwum 2
English pages

UWAGA! ZNAJDUJESZ SIĘ NA STRONACH ARCHIWALNYCH !!! NOWY ADRES => Wędkarstwo - Rybie Oko - http://www.fishing.pl

 
Artykuły
Forum
Foto
Baza
Co i kiedy
Linki
Brania
Hyde Park
Humor
Znad wody
Filmy i pliki
Kartki
Encyklopedia
Ryby i prawo
Ściąga
 
 
 
 
mniej ostatnich wiadomości 82114
To był fragmnet większej całości, niżej więcej :)
pytanie o połów
pomocy!
pomocy!
Odp: odp:Kłusownicy na śląsku
Odp: dorsz
.......................
Odp: Zapora na Wisłoce
Odp: Oj Panie Bogusz .....
Odp: Żyłka
pytanie o połów
pomocy!
pomocy!
leszczyńskie
"okonek"
Wróżka
W obronie jazgarza
Zawody? Również! Bo dlaczego nie?
Wisiel :/
Łowic bez nęcenia ?
Opowieśc znad wody..
Zanęty produkcji polskiej a zagranicznej
Konińskie kanały
Kupię szpulę do Okumy Avenger AV 30!!!!!!!!!!!!
POŻEGNANIE :) - godz 14!!!
Fajna rybka
Szkoda tytułować
 
 
więcej
Zawody wędkarskie
 4/145
Ten okropny żarłok - JAZGARZ
 
Opowieści znad wody.... cz.1
 6.9/85
Leszczowisko
 7.1/202
 8.8/115 hit
Łakomiec
 7.9/66
Oszuści na Bazarze Rybiego Oka.
 7.3/64
KOMUNIKAT
 
Stało się...
 5.6/30
Kłusownik ukarany! Lepiej późno niż wcale.
 4.9/71
 
 
więcej
Petycja!!!!!!!!!!!!!
Pstrąg Roztocza
Uroczyste otwarcie
 
 
Inne ankiety
Żyłka
Co robisz z niepotrzebnym kawałkiem żyłki?
wyrzucasz gdziekolwiek
rzucasz do wody, bo tam jej nie widać i ptak się nie zaplącze
tniesz na mniejsze kawałki i wyrzucasz
zabierasz ze sobą, by spalić w ognisku
zabierasz ze sobą, by wyrzucić do śmietnika
to inaczej, jak podaj w komentarzu

Wyniki Wyniki wszystkich

Komentuj
 


Wszystkie Rybim Okiem Z przymrużeniem oka

Hit  Upadki i wpadki.

Autor: Maciej Bortkiewicz
Data:24.8.04 14:25
Ocena:7.83  (23)
Czytano:3216

Każdy z nas będąc na rybach, czy to spinningując, czy to łowiąc z zasiadki, miał na pewno jakieś powiedzmy: śmieszne "wypadki", tudzież "wpadki" i "upadki". Zazwyczaj nie ma się czym chwalić (bo to że np. wdepniemy w g..no nie jest powodem do dumy) i tak jakoś się przyjęło, że w braci wędkarskiej raczej mówimy o chwalebnych rzeczach aniżeli o wszelakiej maści wpadkach...


Opowiem o moich "wpadkach". Raz śmiesznych, innym razem tak śmiesznych, że aż głupich a jeszcze innym razem tak fatalnie pechowych, że aż szlag mnie trafia jak je wspominam.
W opisywanych poniżej przypadkach nie ma chronologii, działo się to na przestrzeni 20 lat tak więc trudno mi jakąkolwiek chronologię utrzymać.

1. W czasach kiedy podrywka nie była zakazana wujek mój (zacny wędkarz) który to zawsze brał mnie na swoje wypady, poprosił abym "pobawił" sie podrywką i zrobił zapas żywców na noc. Wziąłem więc podrywkę i mocnego drąga i oddalając się nieznacznie od stanowiska wuja poszukałem miejsca dogodnego, co by podrywkę zatopić. Miejsce zanalazłem dogodne i wygodne. Usiadłem okrakiem na pniu drzewa zwalonego w wodę i zatopiłem podrywkę. Usiedziałem może z 10 min. Po prostu, nieświadomy niczego usiadłem (okrakiem!) na mrowisku. Dobrze że było lato, i mogłem wskoczyć do wody... Cholerne mrówki...

2. Nocna, kilkudniowa eskapada. 3 dni nieprzerwanego łowienia z przerwami na posiłek i siku. Drugiego dnia po nieprzespanej nocy kucnełem zaraz przy wodzie i wpatrywałem sie w nią. Byłem śpiący, bardzo śpiący... Z relacji świadków wyglądało to tak: chłopina kucnął, po minucie zaczął się kiwać, raz do przodu raz do tyłu, głowa złożył na zapleconych ramionach, "wiatr powiał" i przeważyło go w stronę wody. Chlusneło, kije pospadały z podpórek bo zahaczyłem o żyłkę. Obudziłem się w wodzie, dobrze że płytkiej... Na wskroś głupie uczucie...

3. Nocka na rybach. Około 2 godziny przyszedł kryzys. Oczy się skleiły i popadłem w letarg. Niby sen a nie sen. Takie odrętwienie wędkarskie. w pewnym momencie otwieram oczy i momentalnie się budze. W stronę wędek płynie wielka kępa ziemi. 2x2 metry. Z trawą, z trzciną i masą ziemi. Ogromna. Potiomkin. Za późno by zwijać sprzęt. Biorę podbierak, co by ją odepchać i przekierować w inną stronę. Kępa ciężka, bezwładna jak tankowiec. Podbierak trzasnął. Zostały mi tylko teleskopowe rurki na których był umocowany. Ale udało się, kępa odpłyneła. Wujek (z którym się wybrałem) śmiał się, aż wpadł w krzaki. Pochwili syszę jak klnie na czym świat stoi i walczy z kępą swoim podbierakiem. Podbierak jego wytrzymał, ale kępa pourywala mu zestawy.

4. Mieszam zanętę, pozostało dodac wody żeby ją rozrobić. Brzeg w miejscu w którym łowiłem był trochę stromy, a jako że woda w Odrze opadła nie mogłem jej swobodnie zaczerpnąć. Trzeba było zejść ze skarpy aby dostać się do wody. Niżej miejsca w którym stałem zopaczyłem odrobinę żółtego piasku a przy nim wodę. Cóż, wiaderko w jednej ręcę w drugiej pudełko po robakach którym czerpię wodę i niewiele się namyślając skoczyłem z wys. około. 70cm na ten piaseczek. Piaseczek okazał się słabo wyschnięty z wierzchu a pod nim było błoto i szlam. Władowałem się w "mój piaseczek" obiema nogami po kolana. Ledwo wylazłem...

5. Wybrałem się ze spinningiem na jazie i klenie. Nie byłem na tym łowisku już dawno i zapomniałem jak ukształtowany jest brzeg. A był dość stromy i porośnięty gęstą wysoką trawą i chaszczami i pokrzywami. Patrze, gość w "śpiochach" czesze wodę opodal miejsca gdzie stoje. Zapatrzyłem się na niego dałem kroka i wylądowałem prosto twarzą w pokrzywach.Wędki nie połamałem, bo instynkt wędkarski zadziałał bezbłędnie. Leciałem może z 1.5 metra w dół na twarz w pokrzywy ale wędkę trzymałem cały czas w górze. Była nienaruszana w przeciwieństwie do mnie...

6. Noc godz. 23 idę na rosówki. Po deszczu, tej nocy ładnie obrodziły. Zbieram, kucam, klęcze... wszystko jak najciszej bo te kluseczki mają dobry słuch... W pewnym momencie widzę jedną nad wyraz "urodziwą" grubą i długą. Wspaniałą... Wyszła ale częściowo przykryta była liściem. Szybkim ruchem ją chwyciłem palcami przebijając listka. Palce chwyciły rosówę i zagłebiły się w coś miękkiego i nieprzyjemnego. Tak, tak... nie ma co owijać... to było g..no. Eh... Ale rosówy pomimo obrzydzenia nie puściłem.

7. Tereny wodonośne we Wrocławiu. Miałem może z 14 lat. Wypad (a jakże) z wujkiem. Wtedy, miałem zamiłowanie do "spławika". Feralnie jakoś tak zarzucilem że spławik wylądował na drzewie. Ale było to nie byle jakie drzewo. Rosło przy samej Oławie i pewnie tylko czekało no młokosów nieumiejących zarzucać, bo oprucz mojego spławika wisiały jeszcze dwa. Jeden z konarów tego drzewa (grubszy) rósł tuż nad wodą (i w stronę wody) a inna gałąź rosła wysoko na dnim. Jej można było się złapać uniosienymi rękami a nogami stąpać po tym grubym konarze. Z pomocą przyszedł mi wujek(a jakże). Stałem na brzegu z wędką w ręku i patrzyłem jak wujaszek odpalił papierosa i idzie po mój spławik. Wszedł na niższy grubszy konar i złapał się tego wyższego. Kiedy był juz może z 2,5 metra od brzegu coś chlusneło mu się pod samymi nogami ochlapując konar po którym stąpał. Wujasze poślizgnął się, stracił równowagę i majestatycznie wślizgął sie w wodę. Warto zaznaczyć, że przez cały czas trzymał się obiema rękami tej wyższej gałęzi, która okazała się na tyle elastyczna, że kiedy wujaszek zamajtal nogami, ugieła się tak, że wystawały mu tylko łokcie z wody. Zamortyzowała następnie, także wujaszek bujał się jakąś chwilę, to raz głębiej lub płycej się zanużając (jak spławik). Przestal się bujać i wtedy zanużony był po pas. I teraz gwóźdź programu. Przez cały czas wujaszek ani na chwilę nie wypiścił papierosa z ust, który to poapieros, (po skończonym bujaniu) był już tylko mokrym kiepem...
Oczywiście spławika nie odzyskałem.



















Skorzystaj z przyznanego Ci prawa i oceń ten artykuł
« « « « || » » » »  
5  10 

drukuj drukuj wyślij wyślij

Lista komentarzy


Temat: Autor:
Czas:
Czasami tak bywa ...
Janusz Waczyński 02.9.04 10:11
Dziękuję za kilka wybranych scenek życiowych , które skłoniły mnie do sięgnięcia myślami wstecz i tak myślę, że każdy by coś ciekawego w swoim życiu znalazł.
Tak na gorąco mogę przytoczyć moją ostatnia wyprawę na ryby : jesteśmy z synem Kamilem (9 lat) nad Odrą , łowimy z gruntu na DS. Złowiłem dwa leszcze a on właśnie wyciągnął ładnego jaźa , ok. 35 cm i oczywiście wsadził do siatki. Zarzucił ponownie wędkę i podszedł popatrzeć na nasze zdobycze i ... nagle ten skubany jaź wyskoczył z siatki przez nie zasunięty otwór na brzeg (pierwszy raz coś takiego widziałem, jakieś 50 cm do góry !!!). Kamil złapał go przy samej wodzie ... ale mu się wyśliznął L . Nasza reakcja: stanęliśmy razem jak wmurowani, patrzyliśmy na siebie a mój syn prawie się popłakał. Ale na otarcie łez, za kilka minut miał następne branie i ... jaź 40 cm !!! chyba nie musze opisywać twarzy mojego chłopaka , promieniała jakby słoneczko wstało. Tym razem siatkę zasunął i kilka razy sprawdził czy ryby nie uciekną. Pozdrawiam ...
Upadki i wpadki
Dariusz Krystosiak 01.9.04 23:24
Wieki temu odbywałem zaszczytny obowiązek w Modlinie-Twierdzy.Szef kompanii w stopniu sierżanta meldował w domu że idzie na ryby,mnie przynosił wędki a sam jechał motorem marki WSK
chyba Dudek do swojej przyjaciółki do Nowego Dworu.Pewnego dnia stwierdził jednak że jedziemy na ryby na jakieś jeziorka w łąkach za Kazuniem.
Po zjechaniu z drogi okazało się że łąki są odrobine podmokłe kazał mi zejść z motoru i zabrać sprzęt a on pojedzie przodem.Jechał sobie i jechał tak ze 30m i nagle wśród tych wysokich traw po prostu zniknął.Gdy dobiegłem do miejsca
gdzie go"wcieło"przewróciło mnie ze śmiechu na grzbiet i tarzałem się równocześnie płacząc ze śmiechu.Facet siedział w wodzie,ręce miał zanurzone trochę poniżej łokci a z motoru wystawały tylko dwa lusterka.Tam był rów melioracyjny w który mój sierżant był łaskaw wjechać.Jego joby na mnie i moją rodzinę jak również rozkazy które próbował mi wydać w żadnym stopniu nie mogły pohamować moich spazmów.Niestety wypady na rybki się skoniczyły szczególnie że cała jednostka się dowiedziała.

Lat temu 5 lub 6 łowiłem sobie pod koniec września na jeziorze Majcz Wielki okonie.Cumowałem od strony nadleśnictwa Strzałowo jakieś 8-10m od brzegu i rzucałem w stronę wąskiego pasa trzcin.Efekty nie rewelacyjne ale kilka okoni 25-30cm miałem.
Zapadał zmrok,na jeziorze cisza i nagle ryk z samego brzegu taki że się wykopyrtłem do tyłu.
Było czuć jak drży powietrze,coś niesamowitego.
Trafiłem akurat na rykowisko jeleni.Gdybym stał na rufie to bym się skąpał a tak to tylko sobie d....
zbiłem o ławkę.Siedziałem z tą bolącą d.... w łódce
i przez chyba ok.15min. słuchałem jak inne mu odpowiadają.Teraz co roku staram się pojechać na Mazury lub w Bieszczady posłuchać rykowiska.

Pierwsza połowa lat 90,Trout Lake w prow.Ontario.
Pojechałem na tydzień z założeniem że wykupię licencję na misia,licencję wykupiłem,ale jakoś chyba niekoniecznie bym do niedźwiedzia mógł
strzelić.Nie polowałem tak jak to się robi z zasiadki
ale łaziłem ze sztucerem po lesie,wyjdzie to może mu palnę.Zdawałem sobie sprawę z tego że szanse są minimalne bo miśki zdecydowanie szybciej wyczują i usłyszą człowieka niż człowiek je zobaczy(dlatego poluje się z zasiadki z przynętą).Po 3 dniach stwierdziłem że koniec polowania,czas zabrać się za bassy i muskie.
Łowiłem bassy w niewielkiej zatoczce cumując może 10m od brzegu ale przy wysepce a właściwie b.dużym kamieniu wystającym z wody.Brzegi jak wszędzie w tych rejonach:skały i osówiska kamienne.
Kątem oka widzę jakiś ruch na lewo od siebie,
patrzę i co widzę!!!Misiek wode pije!!!Bardzo powoli sięgam,no po co?nie,nie,nie po sztucer,po
aparat,powolutku wyjmuję z futerału,misiek podnosi łeb i patrzy w moją stronę,widocznie dopiero załapał że coś nie tak.Naciskam guzik-nie idzie,drugi raz-też nic,klnę,misiek w przeciągu
kilku sekund pokonuje kilkunastometrowe osówisko
i znika.Q.....a obiektywu nie odsłoniłem.
Do dzisiaj żałuję,generalnie nie robię zdjęć i nie umiem,używam aparaten-idiot,cyfrowy jest dla mnie tylko odrobine mniej skomplikowany od promu kosmicznego ale chyba czasami taka umiejętność by się przydała.
Jeszcze jedno mnie intryguje do tej pory.Jak misiek
ważący 100-150kg może zejść po kilkunastometrowym osówisku usłanym małymi,średnimi i dużymi kamieniami i żadnego z nich nie strącić do wody???Przecież bym słyszał.
Bugowa porażka
Marcin Szwapczyński 30.8.04 00:10
Ostatnio z dziewczyną pojechałem nad Bug nidaleko Warszawy. Ty się kotku poopalasz a ja połowię ryby. Po drodze szybkie zakupy w wędkarskim tzn robaczki i zanęta. Dotarliśmy na miejsce. Zadowolony otwieram bagażnik w którym od miesiąca wożę sprzęt i zaczynam rozładowywać wędki przbory koce itp. Oczywiście jak pudełko z przyborami natychmiast się otwiera i rozsypuje całą zawartość po trawie wkurzony ale nic to, zbieram spławiki ciężarki dzielnie i nagle zdaję sobie sprawę, że czegoś mi brakuje. Plecak z kołowrotkami został w domu wypakowałem go z samochodu by wyjąć jeden kołowrotek który miał trafić do serwisu. No to sobie połapałem.
Wękarzowi zawsze wiatr w oczy i .....
Sebastian Wawrzyszak 26.8.04 13:58
Moja przygoda odbyła sie nad rzeką Bug w Woli Uhruskiej. Ja wraz z moim siostrzeńcem wybralismy sie ze spiningiem. Tylko ja mogłem spiningować ponieważ miałem juz 18 lat a siostrzeniec 8. Założyłem wahadłóweczkę Algę 1 i zacząłem ćwiczyć wode. PO godzinie czasu małemu sie znudziło łażenie za mną i poprosił mnie żebym dał mu raz, tylko raz rzucić. Okej, pomyślałem i dałem. Mały wziął zamach i jak mnie walnie w plecy aż zachuczało. Potem musiałem jechać aż do Hełma i wyjmować z pleców dwa groty. Siostrzeniec zacią rybę życia- własnego wujka (70 Kg). Wędkarzowi zawsze wiatr w oczy i kotwica w plecy :-))))))))))
     Odp: Wękarzowi zawsze wiatr w oczy i .....
Bartosz Kwiatkowski 07.9.04 16:25
    
ojej to jest to
     Odp: Wękarzowi zawsze wiatr w oczy i .....
Janusz Waczyński 02.9.04 09:38
    
W czasie czytania prawie się popłakałem ... dzięki za trochę humoru :-)))

Pozdrawiam
JW
Przygoda zimowa
Waldemar Kantyka 26.8.04 10:53
Ostatniej zimy wybrałem się na pierwszy lód (co to najlepiej darzy okoniem), na pobliskie stawy pozwirowe. Niedziela - ludzi brak - dziewicza tafla, lekko przypruszona śniegiem. Sprawdzam przy brzegu pierzchnią - 8-10cm lodu. Jest ok. Brak brań przy brzegu, zasuwam więc do stałych "bankówek" z ubiegłej zimy. Robię kilka dziur - O!! Nie ma ryb!
W tamtym sezonie trafiały się ładne garbusy, a tu nawet młodzieży niet! Ostatni sprawdzian. Kierunek wyspa. Cisnę dziarskim krokiem w jej kierunku. Jest ok. 100m od brzegu i coś mi zaczyna lód "grać" po nogami! Staję. Pukam laską: 3-4cm lodu!!! ODPARZELICHO! Musiało się przesunąć o dobre 30m w stosunku do ubiegłego roku. Grunt murowany: 3-4m, na plecach zimny pot i blyskawiczna decyzja:WIEJĘ! W miarę żwawym krokiem, nie myśląc co będzie po następnym: DO PRZODU! Spod nóg dźwięki jak by ktoś stukał w kryształowy dzwon! Ale ton ten sam, więc nie zatrzymuje się. Zwłaszcza, że przy tym wszystkim całość lekko sprężynuje. Nigdy czegoś takiego nie przeżyłem i...nie chciał bym.
Mam ok 10m do wyspy i dopadam konarów zatopionego drzewa, wystającego ponad lód i...PLUM! Wpadam!...Zatapiam gumofilce...20cm.
Drzewo tkwi na żwirowej wyspie! Siadam na konarze i dygotam z emocji...Po chwili opukuję lód dookoła. Metr dalej i bliżej jest 10cm lodu. Sprawdzam grunt: 4-5m! Ściana pod wodą! Kilka dziur - "O" brań. Czas pomysleć o brzegu. Przy wyspie lód ok. Nadal bez kontaktu z okoniem. Krok po kroczku - na ląd.
Dotarłem!!!
Nie ma ludzi! Słoneczko! -10st., bezwietrznie! Ideał! A że nawet nie pykło? W cholerę z nimi!...
Ale się fajnie idzie po śniegu, gdy grunt pod spodem :-))))))
Przygody.
Robert Hamer 25.8.04 11:22
Zacumowałem na chwile łódź i poszedłem za potrzebą. Wracam a łódź dobre kilkadziesiąt metrów od brzegu. Co za naród, nawet na chwile łodzi nie można zostawić ;) A tak serio, to ostatnio woda zabrała mi wiosło. 2 x zapomniałem wędek i za każdym razem musiałem wrócić, bo ryby szalały niemożliwe. 3 x załamał się pode mną lód. Kiedyś przedzierając się przez krzaki zostawiłem na gałęzi szczytówkę. Zorientowałem się dopiero po 2 km. Raz przedzierając się na przykosę porwał mnie nurt. Na szczęście nie straciłem głowy, zacisnąłem pas na butospodniach i uwięzione powietrze zadziałało jak gacie ratunkowe. Miesiąc temu mewa zwinęła mi 2 woblety pozostawione na kamieniu. O zaczepach które nagle ożywały nie wspomnę. Kiedyś łowiąc z lodu zacięliśmy z kolegą równocześnie 2 okonie. Otwory było od siebie jakieś 30 cm. Kiedy ja podciągałem swojego okonia, koledze wciągało wędkę do dziury . Po chwili sytuacja się odwróciła. Zacząłem mieć jakieś podejrzenia. Kiedy ten numer powtórzył się 2 x powiedziałem, „szczepiliśmy się przynętami pod drzewem”. Aby mu to udowodnić szarpnąłem szybko kilka razy i przynęta się uwolniła. Wówczas kolega miał długi odjazd. Wyjął okonia którego prezentuje w mojej galerii. Ja miałem o czym myśleć :)
Wędkarstwo - ekstremalny sport
Grzegorz Laskowski 24.8.04 19:25
He, he he a ja właśnie wróciłem z spinningowej wyprawy:
Idę sobie brzegiem i widzę całkiem ciekawe miejsce tylko, że nad wodą zwisały gałęzie i żeby móc spokojnie łowić trzeba było wejść na łódkę, która była w tym miejscu zacumowana....no, więc ja jako zapalony spinningowiec postanowiłem do niej wskoczyć. Wchodząc złapałem się gałęzi żeby nie stracić równowagi. I kiedy miałem jedną nogę już w łódce, a drugą jeszcze w powietrzu łódeczka chamsko zaczęła sobie odpływać, no i tak sobie wisiałem na gałęzi zastanawiając się, co teraz..... Gałąź się złamała....co było dalej nie muszę już chyba pisać? Dobrze, że nie była to jesień :]
     Odp: Wędkarstwo - ekstremalny sport
Darek Z 25.8.04 14:34
    
Osobiscie bylem swiatkiem kiedy to moj kolega w podobny sposob "wyrznal figure". Spinningowalismy na zaporowym jeziorze z lodki, dryfujac w strone brzegu kumpel machnal spinningiem zaczepiajac blystka o kilku metrowe drzewo. Jak zwykle kotwiczka nie chciala puscic wiec kolega zwinal luz i zaczal "popowac" zapierajc sie nogami na calego. Po chwili ( nie moge pisac bo lzy ze smiechu zakrywaja mi oczy na samo wspomnienie hihihihi) kiedy juz byl pod tym drzewem , odlozyl wedke i dwoma rekami chwycil za galaz na ktorej spoczywala bystka, odchylil sie do tylu a nogi z lodka do przodu i trrrrachh...i Marus lezy w lodce na plecach z 3 metrowa galezia na piersi. W pierwszej chwili myslalem ze sie zabil bo wyrznal z impetem i glowa na centymetry uniknal aluminowego siedzenia, pytam -Zyjesz? , -Zyje, odpowiedzial juz trzesocy sie ze smiechu Marek, ja ryczalem przez nastepna godzine hahahahahaahahaha
         Odp: Wędkarstwo - ekstremalny sport
Stanisław Mączka 26.8.04 15:18
        
Łowimy z wujkiem na "Starym Sanowisku". Mam z 10 lat i pilnuję żywcówki. Wujek jest kawałek odemnie. Mam branie zacinam, strasznie ciągnie więc ja się strasznie drę że mam! Wujek zasuwa do mnie przez szuwary, widzę tylko głowę i nagle nie widzę ... słyszę sttrasznny chlupot! Nie zauważył gałęzi w wodzie i wyciął takiego szczupaka że hey... Aha a mój szczupak miał ok. 3 kg a my byliśmy na rybach motocyklem a to była jesień ....



Valid XHTML 1.0!
Wszelkie prawa zastrzeżone - All Rights Reserved - ©1999-2004 Krokus Sp. z o.o. - powered by eZ publish
Za publikowane treści odpowiedzialność ponoszą ich autorzy, jednocześnie wyrażając tym samym zgodę na ich bezterminową publikację.
Reklamy Krokus: Jedno z pierwszych wdrożeń systemu CMS eZPublish w Polsce. Już niebawem pojawi się również w nowej wersji. Świat Druku - to miesięcznik naukowo-techniczny wydawany przez wydawcę: Polski Drukarz, adresowany do wszystkich związanych z branżą poligraficzną.