Portal Sklep Bazar Tygodnik Ryby Domowe Klub Reklama Pomoc
ARchiwum sklep
English pages

UWAGA! ZNAJDUJESZ SIĘ NA STRONACH ARCHIWALNYCH !!! NOWY ADRES => Wędkarstwo - Rybie Oko - http://www.fishing.pl

 
Artykuły
Forum
Foto
Baza
Co i kiedy
Linki
Brania
Hyde Park
Humor
Znad wody
Filmy i pliki
Kartki
Encyklopedia
Ryby i prawo
Ściąga
 
 
 
 
mniej ostatnich wiadomości 82114
To był fragmnet większej całości, niżej więcej :)
pytanie o połów
pomocy!
pomocy!
Odp: odp:Kłusownicy na śląsku
Odp: dorsz
.......................
Odp: Zapora na Wisłoce
Odp: Oj Panie Bogusz .....
Odp: Żyłka
pytanie o połów
pomocy!
pomocy!
leszczyńskie
"okonek"
Wróżka
W obronie jazgarza
Zawody? Również! Bo dlaczego nie?
Wisiel :/
Łowic bez nęcenia ?
Opowieśc znad wody..
Zanęty produkcji polskiej a zagranicznej
Konińskie kanały
Kupię szpulę do Okumy Avenger AV 30!!!!!!!!!!!!
POŻEGNANIE :) - godz 14!!!
Fajna rybka
Szkoda tytułować
 
 
więcej
Zawody wędkarskie
 4/145
Ten okropny żarłok - JAZGARZ
 
Opowieści znad wody.... cz.1
 6.9/85
Leszczowisko
 7.1/202
 8.8/115 hit
Łakomiec
 7.9/66
Oszuści na Bazarze Rybiego Oka.
 7.3/64
KOMUNIKAT
 
Stało się...
 5.6/30
Kłusownik ukarany! Lepiej późno niż wcale.
 4.9/71
 
 
więcej
Petycja!!!!!!!!!!!!!
Pstrąg Roztocza
Uroczyste otwarcie
 
 
Inne ankiety
Żyłka
Co robisz z niepotrzebnym kawałkiem żyłki?
wyrzucasz gdziekolwiek
rzucasz do wody, bo tam jej nie widać i ptak się nie zaplącze
tniesz na mniejsze kawałki i wyrzucasz
zabierasz ze sobą, by spalić w ognisku
zabierasz ze sobą, by wyrzucić do śmietnika
to inaczej, jak podaj w komentarzu

Wyniki Wyniki wszystkich

Komentuj
 


Wszystkie Rybim Okiem

Hit  Mięsiarze a dręczyciele.

Autor: Roman Ostrowski
Data:05.8.04 15:02
Ocena:8.69 hit (65)
Czytano:4289


Zasada "no kill" - nie zabijaj(jakże wyróżniająca), pozwala niektórym wędkarzom na lepsze samopoczucie oraz w ich mniemaniu, na przynależność do wyższej klasy, wśród braci wędkarskiej. Uzurpują sobie prawo do krytyki mięsiarzy(czytaj:pospólstwa), uważając ich za nieetycznych, trujących swoimi zdobyczami rodziny. Twierdzą bowiem, że ryby z naszych wód, to ampułki z arszenikiem. Kochani- każdy wie jaki jest stan środowiska naturalnego, oczywiście - zły. Wiadomo, a to woda, a to gleba, a to powietrze. Czy któryś z Panów nie jedzących ryb, z uwagi na ich toksyczność, na co dzień chodzi w masce przeciwgazowej? Nie zauważyłem. Dla mnie chore jest stosowanie zasady "nie zabijaj lecz męcz ile się da!". Najlepiej byłoby gdyby każde zarzucenie kończyło się braniem lub pobiciem, a następnie fotka, buziak i do wody. A jeżeliby tak, tą zasadę zaczęli stosować myśliwi? Poranna zasiadka, strzał, fotka, buziak i ... . Zostawiają ranną zwierzynę. A może przeżyje? Zrozumiałbym ideę "no kill" gdyby jej zagorzali zwolennicy zamiast wędek nad wodę zabierali laptopa z zainstalowanym symulatorem wędkarskim. Wówczas pojąłbym ich zacietrzewienie w okręśleniu "mięsiarze". A tak.....?
Dla mnie tradycyjny wędkarz, wracający do domu, czasami z rybami, jedzący je, to nic zdrożnego.
Nie podoba mi się nazwa mięsiarz. Proponuję wyznawcę "no kill" określić mianem dręczyciel.
Co Wy na to???????


Skorzystaj z przyznanego Ci prawa i oceń ten artykuł
« « « « || » » » »  
5  10 

drukuj drukuj wyślij wyślij

Lista komentarzy


Temat: Autor:
Czas:
mięsiarze a dręczyciele
Krzysztof Kwiatek 10.8.04 21:07
Drogi panie...wydaje mi się, że zbytnio pan uogólnia zarówno zasadę "no kill" jak i mięsiarstwa. Przecież to jest indywidualna sprawa każdego wędkarza, zczy zabiera złowione przez siebie ryby (oczywiście zgodnie z obowiązującymi limitami) czy też nie. Po co roztrząsać ten temat, skoro i tak zawsze będą podzialy w tym temacie. Ja osobiście bardzo rzadko zabieram ryby....ale nie nazywam nikogo mięsiarzem kto postępuje inaczej. No chyba że spotykam pseudowędkarza u którego widuje się niewymiarki albo przyłów ponad stan. Taki osobnik to jest mięsiarz....a nie ten który zabierzę złowioną rybkę bo lubi ją zjeść.
     Odp: mięsiarze a dręczyciele
Roman Ostrowski 11.8.04 13:34
    
I oto mi chodzi.
Tylko ta nazwa dalej mi sie nie podoba.
Proszę przeczytać cz.2.

Pozdrawiam.
R.O.
licencja na za....
Krzysztof Komoszka 10.8.04 13:13
Pewne tematy na forum powracają jak bumerang.
No kill to jeden z tematów bumerangowej konstrukcji. Polemika na temat tego kto ma w tym przypadku rację nie ma za bardzo sensu. Jest tylko dowodem na to, że coś się dzieje w głowach wędkarzy. No kill to sposób na wędkowanie i koniec. To jaką etykietkę przypina się do tego zjawiska zależy od jego dowolnej interpretacji.
Przywołam tu końcową scenę z filmu "Łowca jeleni".
Mam nadzieję, że da ona Panu powód do refleksji, a na marginesie dodam, że film wart jest obejrzenia.
.
Paweł Wakarecy 10.8.04 06:54
No to co lepiej: być mordercą czy dręczycielem...
Ja-Dręczyciel
Cezary Ostrzycki 09.8.04 16:43
Panie i Panowie
Niezależnie od tego jak dużo forumowiczów wypowie sie w sprawie zasady NO KILL nie przekonamy jedni drugich do swoich racji. Można przytaczać najróżniejsze argumenty.
Zaryzykuję stwierdzenie, że do zasady NO KILL i jej stowania każdy musi dojrzeć. Niestety zastraszająca większość wędkary zabiera złowione przez siebie ryby(wszystkie).
Łapanie ryb jest ich dręczeniem - na pewno tak.
Jednak ja po złapaniu ryby układam ją na matę i wuhaczam.
Potem przechowuję ją w worku o naprawdę dużych rozmiarach.
Wyjmuję ją tylko po to by zrobić fotki, zważyć i wypuścić do wody.
Wy zabierając ryby po połowie do domu trzymacie je wszystkie w siatkach przez kilka godzin wędkowania. Które ryby są bardziej dręczone? Moje czy Wasze?
Kto je bardziej dręczy ja czy Wy?
Jak będą wyglądały nasze wyprawy na ryby za kilka lat gdy każdy będzie teraz zabierał złowione ryby? Wietrzenie sprzętu nad wodą?
Dajcie szansę okazom. Jeżeli dorosły już do rekordowych rozmiarów i udało sie im unikać do tego czasu złapania i zabrania to niech rosną dalej.
Niech sprawią kolejnym wędkarzom tyle samo frajdy
kiedy znajdą sie na haku.
Tyle mam do powiedzenia ja - wg. Was dręczyciel
Pytanie do "dręczycieli"
Tomek Sutow 07.8.04 01:42
Proszę o praktyczne wskazówki czym sprawnie pozbyć się zadziorów.
     Z cyklu "Narzędzia tortur"
Robert Hamer 07.8.04 08:59
    
Wystarczy przygnieść.
Woda na młyn
Tomek Płonka 06.8.04 18:54
To co napisałeś to woda na młyn dla "zielonych" itp przeciwników wędkarstwa. Idąc tokiem twojego rozumowania jesteśmy albo rzeźnikami albo dręczymy zwierzęta, więc stąd już tylko krok do zakazu wędkowania. Czasem jadam ryby, które złowię. Na ortodoksyjne teorie w jedną czy drugą stronę nie zwracam uwagi. Jeżeli uważam, że mogę zbyt zubożyć łowisko albo ktoś mi wskazał miejscówkę to zwykle wypuszczam wszystko. Mylisz się już w samych założeniech - mięsiarz to osoba, która nastawia się na pozyskanie mięsa rybiego i zabiera wszystko albo prawie wszystko, albo przynajmniej zbyt dużo jak na swoje potrzeby. A nie te kilka rybek w roku, które średnio przypadają na wędkującego internautę.
Pyrsk-T.P.
     Odp: Woda na młyn
Roman Ostrowski 07.8.04 14:58
    
Kolego Tomku.

Taka jest goła prawda. Każdy z nas, wędkarzy świadomie wykupił w PZW "licencję na zabijanie" braci mniejszych. Ostro ale to fakt. Nie jestem fanatykiem. Mam krew(rybią) na rękach. Czy mi z tym dobrze?
Odpowiem w ten sposób. Nie jest mi na tyle źle, abym chciał z tym skończyć. Więc łowię.
Bądźmy tolerancyjni, szanujmy się.

Pozdrawiam.
R.O.
         Odp: Licencja na zabijanie???
Tomek Płonka 08.8.04 11:02
        
Drogi kolego. Mamy prawo do różnych zdań i nie myśl ze ktokolwiek zabroni ci zabierać ryby. Wykupiłeś licencję na wędkowanie ( a nie zabijanie!!!) w wodach należących do PZW. Złowić możesz wiele ryb i za to jest ok 200zł rocznie. Tylko od ciebie zależy, czy skorzystasz z prawa zabrania złowionych ryb zawartego w REGULAMINIE, który jest dla nas prawem a reszta to rozważania o etyce. Od twojego rozsądku i umiaru zależy jak szybko wyczyścisz NASZE wody z ryb. Dobry wędkarz mający dużo czasu potrafi sam wyczyścić z ryb np. kilka kilometrów rzeki pstrągowej w rok albo dwa. Mnie w ogóle nie chodzi o przekonywanie ciebie czy kogoś I PROSZENIE O UMIAR. Ja postaram się stworzyć lobby, które spowoduje drastyczne zmiany RAPR, ograniczenia w ilości zabieranych ryb i wymiarach ochronnych w celu ukrócenia procederu pozyskiwania setek kilogramów mięsa rybiego za 200 zł rocznie przez ludzi, którym jeszcze "historyczne myslienie do głowy nie zaswitało". Leży to w interesie tych wszystkich wędkarzy, którzy wolą złowić niż zjeść. Sam jadam złowione ryby, lecz bardzo mało. Większość wędkarzy skarmia rodziny, sąsiadów NASZYMI rybami, nieraz niewymiarowymi i zabieranymi w ogromnych ilościach. I z tym tylko chcę abyśmy walczyli RAZEM wszyscy. Jestem pewien, że niedługo na wszystkich dobrych łowiskach będą obowiązywały licencje i obostrzone zasady łowienia. Wy sobie kupujcie licencje na zabijanie na pustych - przełowionych wodach, do której to sytuacji doprowadza 99% moich szanownych " kolegów po kiju " schodządzych z wody z kilogramami ryb w siatce. Problem braku ryb nie leży tylko w kłusownictwie, ale i w braku rozsądku i umiaru u wędkarzy. Jest po prostu przykre, że małe grupy ludzi starają się ratować łowiska, zarybiają, chronią przed kłusolami nieraz z narażeniem życia, tworzą jakieś perspektywy poprawy zasobności wód w ryby po to, aby koledzy po kiju z jednego związku zeżarli wszystko, co z takim trudem daje się uratować. I ty tych ludzi, którzy wypuszczają rybę zebyś ty mógł ją kiedyś złowić i zjeść nazywasz dręczycielami. Nie robię wycieczek osobistych do ciebie, ale proszę zastanów się nad kondycją naszych wód, ilością pozyskanego mięsa przez większość wędkarzy i napisz raczej artykuł pt. "Dziękuję no-killowcom". Bo ja im w myślach dziękuję zawsze, gdy złowię dużą rybę. I czasami ją zjem. CZASEM a nie zawsze. Pozdrawiam
Pyrsk-T.P.
             Odp: Licencja na zabijanie???
Roman Ostrowski 12.8.04 12:08
            
Odsyłam do części drugiej.
Pozdrawiam.
R.O.
             Odp: Licencja na zabijanie???
Martika 10.8.04 12:18
            
Ja to wszystko rozumiem, tylko teraz proszę mi wytłumaczyć dlaczego związek PZW zezwala RYBAKOM odławiać NADMIAR ryby. Skoro obrzucacie się błotem mięsiarze i dręczyciele, to gdzie są RYBACY.
Chyba każdy ma wyobrażenie ile można złowić w taką siateczkę. I żeby było śmieszniej to wędkarz nigdy w życiu nie złowi tyle ryb nawet żeby chciał, dlatego PZW zezwala na odławianie, aby ryba nie skarłowaciała (tyle że nikt nie przestrzega norm i łowi się co się da - ale to już inna bajka)
Śmieszy mnie określanie mięsiarz, bo większość zabiera ryby do domu.
Mięsiarza można nazwać tylko takiego u którego ryba się zmarnuje i wyrzuci ją do kosza, lub takiego który łowi niewymiarowe sztuki - ale to też raczej złodziej a nie mięsiarz.
Jeśli chodzi o OLBRZYMIE RYBY to takiej szkoda zabierać bo to to do jedzenia się nie nadaje.
Tu zostają tylko fotki.
Bądźmy kolegami.
Roman Ostrowski 06.8.04 08:07
Dziękuję wszystkim za energiczne "zacięcie" i "hol" tematu.
Nie może tak być, że inne spojrzenie na wspólne hobby będzie nas dzielić. Stosowanie się do regulaminu PZW to sprawa honoru każdego z nas. Wędkarz sam może sobie podnieść poprzeczkę np. wmiar ochronny lub "no kill", jego sprawa. Natomiast ubliżające określenia jednych i drugich w stosunku do "wędkujących inaczej" są nie na miejscu. Tak nie wolno. Serdeczność, uśmiech, wymiana poglądów, nie tylko nad wodą - tego nam trzeba. Wrogów mamy dosyć na zewnątrz - choćby kłusownicy.
Jednak frustracja tych, co nad wodą, widząc "kłusoli" gęby nie otworzą, znajduje upust w atakowaniu najsłabszych. Wyżywają się w domu na dzieciach, w pracy na podwładnych i dalej na tradycyjnym wędkarzu choćby poprzez uszczypliwe nazwanie go mięsiarzem(czytaj:ktoś gorszy). Fuj! Brzydko!
Spróbujmy spojrzeć na siebie bez zagryzania wargi, życzliwie. Nie przypinajmy innym łatek.
"niech ten, który jest bez winy pierwszy podniesie kamień "

Pozdrawiam Wszystkich.
Roman Ostrowski
     Odp: Bądźmy kolegami.
Ela Kątna 07.8.04 10:24
    
Romku.
Podpinam tu kilka moich zdań. Jak pomogą Ci troszeczkę w misji pojednania będę zadowolona.

Od 17 lat mieszkam w Belgii. Po odbyciu praktyki w firmie agroturystycznej, tam zostałam. Firma to około 350 ha terenu. Jest hotel, korty tenisowe, konie, pływalnia i 15 ha staw i basenik dla ryb. I tylko na stawie się zatrzymam. 52 stanowiska, dużo ładnych ryb i 0 działaczy. Miasteczko oddalone od firmy 7 km ma pod opieką 9 małych stawów. Na nich można łowić zawsze, jak się zapłaci albo raz na rok albo na krócej. Urzednik w miasteczku to ichtiolog. On decyduje co i ile ma w każdej wodzie pływać. Raz na tydzień bierze próbki wody i daje badać.Firma ma umowę i z miasteczkiem i udostępnia staw na zawody 5-10 razy w roku. W 9 stawikach jest trochę znaczonych ryb.Kto taką złowi wygra 1 dzień na firmowym stawie.To z miasteczka są pieniądze na ryby do 10 stawów.Firma zaś dba o czystość też na 10 stawach. A ichtiolog jest jeden dla kilku gmin. Złowioną rybę można zabrać za darmo, ale nie wolno wpuścić z powrotem!!!! Do tego jest jest basenik. Ten basenik jest taką izolatką.Z niego ryby można kupić albo idą do kuchni. Kiedyś zpytałam czemu nie można ryb dać z powrotem. Oto co usłyszałam. Okaleczona ryba to ryba chora. Walka z wędkarzem to dla niej wielki stres i nie tylko. Ryby to na jakiej pływają głębokości reguluja pęcherzem pławnym.A w nim zmiany ciśnienia, które są niezależne od ryby podczas walki to już też choroba. Krótko mówiąc nie wpuszcza się ryb chorych to złudna oszczędność a nawet pazerność.I jeszcze jedno, jeżeli byśmy pominęli zdrowie całego stawu i wpuszczali ryby z powrotem , to z uwagi na estetykę łowiący do tej pory u nas, by się wynieśli. O estetykę. Tak , bo jak może wyglądać po x razy wyrywaniu haczyka.Inaczj to wygląda na wodzie pyłnącej.Tam wpuszczając ryby z powrotem ptakom, wydrom pomaga się w ich posiłku.
A więc kilać czy nie kilać? Wiem kolego Romanie, że Ty nie o tym pisałeś.Stanąłeś w obronie jednych by drudzy się opamiętali.Piszesz o szacunku, uśmiechu, koleżeństwie a tylko kilku to załapało.Może obniż level.

Masz 100% racji.Tak trzymaj.
Pozdrawiam.
PS
Za godzinę ruszam do Belgii.
Odezwę się na prywatny adres.
         Odp: Bądźmy kolegami.
Waldemar Kantyka 09.8.04 08:39
        
Elu!
Mniemam, że albo jetseś sporadycznym gościem na RO lub nie trafilaś na mój wcześniejszy apel w artykule pt"Zanim się zacznie...". Aliboż też nie miałaś ochoty się wychylać...jak wielu innych "biernych konsumentów" RO.
Jesteś pierwszą osobą (a o takie mi chodziło!), która znając temat z autopsji, podała przykład sensownej gospodarki wodnej za granicą. Jestem pod wrażeniem! Takie proste patenty i wszystko hula! Jak to przełożyć na nasz grunt??? Może zechcesz coś podpowiedzieć :-))
Mój art. "spadł" juz z Forum i jak Ci starczy cierpliwosci - zaglądnij.
"Produkowli" się głównie Jurek z Andrzejem. Uparcie chcą poprawiać nienaprawialne PZW i dobrymi przykładami jednostkowymi nauczyć innych wędkarzy jak etycznie postępować nad wodą. Chwała Im za tę wiarę! Jednak pozwalam sobie inaczej widzieć temat i dla mnie to demagogia!
Gdybyż jeszcze parę takich osób jak Ty podzieliło się z nami swoim zagrnicznym doświadczeniem - może obralibyśmy jakiś normalniejszy kurs na EFEKTYWNE I SZYBKIE zmiany.
Żyję już trochę na tym świecie i znam mentalność statystycznego Polaka. Jak nie będzie trzymany za mordę, wiecznie będzie wywijał i ...narzekał.
Za więcej szczegółów ze swojego "miejsca na Ziemi" z góry wielkie dzięki!!! :-)))
Pozdrawiam serdecznie!
Waldek
             Odp: Bądźmy kolegami.
Roman Ostrowski 09.8.04 12:41
            
Kolego Waldku.

Jestem w kontakcie z Elą. Wiem trochę więcej niż napisała na forum. Pominę część aby, ktoś się nie obraził. A było tego, oj było.

Napisała:
"na 9 stawach są robione zawody-takie eliminacje. Jak chcesz wziąć udział to płacisz do miasteczka i się zapisujesz.
Zawody na firmowym stawie to finał. Można wygrać tylko 3 nagrody.
1.Duże pieniądze za największą wagę ryb. 2.Za największą rybę 0.25 nagrody pierwszej. 3.Za złapanie znaczonej ryby/ 5 dni gratis na całym obiekcie dla 2 ludzi ze spaniem. ".

Dalej cytuję:
"Turystyczna wartość regionu wzrasta. Ludzie ciągną tu bo im dobrze.Zostawiają pieniążki w miasteczku za zezwolenie na łowienie i kupowanie innych rzeczy. Wracają i przywożą nowych gości . Tu wszyscy wiedzą , że byle jaka uwaga do gości to zaszywanie własnej kieszeni.".

Z innego wątku:
"Zanęta/receptura ichtiologa/, którą wolno wrzucać ,do 10 stawów, produkujemy na miejscu. Surowce pochodzą tylko z tych 10 stawów. Są to wszystkie robale i ich larwy, oraz zielsko ze zbiorników wysuszone i pomielone. Nie idzie tu o eliminację konkurencji/ tych co robią zanęty/ ale żeby woda się nie zmieniła. Możesz kupić w proszku albo chrupki jak dla psa.".

I jeszcze:
"w tym kraju już wszystko jest ok. Jeden chce pomagać Szwedom, inny neguje sprawdzone metody. Dlaczego nie można dla próby zrobić jeden staw tak jak opisałam, a drugi jak chce ten pan. Ale nie szkoda czasu? Mamy ryb dużo i są piękne i zdrowe. Jak to jest źle to ja nic nie kapuję a TY?".

Pozdrawiam.
R.O.
P.s.
Ela zgodziła się na wykorzytanie przeze mnie treści zawartej w korespondencji. Więc proszę, może Ci się przyda.
                 Odp: Bądźmy kolegami.
Waldemar Kantyka 09.8.04 13:31
                
Romku!
Dzięki za szybką reakcję "w imieniu"!
Jeśli dostałeś wyłączność na reprezentowanie Eli na Polskę to potwierdź. Gdy nie - spróbuję więcej od Niej wyciągnąć, bo widzę, że sprawa jest "rozwojowa". Paru "niezłomnych w swych przekonaniach" może się jeszcze nieźle zdziwić :-)) Pozdrawiam serdecznie.
PS. Gdy uznasz za wskazane proszę o kontakt na priv. >>--> Waldek
                     Odp: Bądźmy kolegami.
Roman Ostrowski 09.8.04 16:40
                    
Odpisałem na priv.
     Odp: Bądźmy kolegami.
Ela Kątna 06.8.04 09:46
    
Gratuluję kolego Romanie.

Wspaniale zanęciłeś temat.
Zrozumiałam wszystko. Propozycja oddania policzka, a nie sam policzek, to majstersztyk. Mam lepszy wzrok od kolegi Marka Pedyńskiego. Widzę ten obraz i ramka prościutka.
Tak trzymaj........
Pozdrawiam.
     Odp: Bądźmy kolegami.
Marek Pedyński 06.8.04 08:20
    
. Proponuję wyznawcę "no kill" określić mianem dręczyciel.
Czy to nie jest łatka???? Narozrabiałeś, a teraz wytykasz błędy innym. Fe, nieładnie. Pozdrawiam.
         Odp: Bądźmy kolegami.
Roman Ostrowski 08.8.04 07:35
        
Kolego Marku.

Nie to nie jest łatka. Zdanie cytuję "Proponuję wyznawcę "no kill" określić mianem dręczyciel.", zaczyna się od wyrazu proponuję. "Proponuję" to proponuję a nie nazywam.


Pozdrawiam.
Kill, no kill.
Robert Hamer 05.8.04 19:33
Według Kolegi Ostrowskiego jestem dręczycielem ponieważ nie mam siatki. Przecież to jedyna rzecz która nas różni Kolego Ostrowski. Zabieranie złowionych ryb jest bardzo głęboko zakorzenione w tradycji naszego wędkarstwa. Powód tego był jeden – bieda. Czasy się jednak zmieniają, więcej wędkarzy, skuteczniejsze metody, ilość wód zwiększyła się minimalnie, a ludzka pazerność wielokrotnie. Nawyki pozostały, dla większości jest niewyobrażalne, że można wypuścić złowioną rybę, to sytuacja dla nich nienormalna. Od dwudziestu lat słyszę całą gamę epitetów pod moim adresem kiedy uwalniam rybę. Prawie za każdym razem kiedy spotykam wędkarzy jestem świadkiem łamania prawa. Na świecie jesteśmy znani z braku poszanowania prawa i braku szacunku dla instytucji państwowych. To nasz garb i rak który nas toczy od pokoleń. To co schizofreniczne w naszych dyskusjach to fakt, iż prawie wszyscy zgodnym chórem narzekają na kondycje naszych wód, ale jak ktoś zacznie wzywać do opamiętania i rozsądku, to wielu czuje się osobiście zaatakowanymi na zasadzie, uderz w stół ... Spędziłem nad woda kawał życia i według mnie aktualna sytuacja wygląda mniej wicej tak: na 1000 wędkarzy 3 wypuszcza złowione ryby. Góra kilkunastu stara się postępować rozsądnie. 100 przestrzega bardzo liberalne przepisy PZW a reszta zabiera wszystko co złowi. Z tego co mi wiadomo nie łowię w okręgu gdzie demoralizacja jest na najwyższym poziomie, są dużo gorsze. Wczoraj widziałem film wędkarski z cywilizowanego kraju. Piękna duża pstrągowa rzeka pełną dorodnych ryb. Przez jeden miesiąc kiedy ryby są trudne w łowieniu wolno zabrać 1 pstrąga. Teraz pomyślcie co by się stało gdyby oddać tą wodę na 1 sezon naszym wędkarzom i PZW. Tylko 3 na 1000 wędkarzy ma świadomość co jest grane i wypuszcza wszystko co złowi wiedząc, że nie zatrzyma tej fali destrukcji. Robimy to aby zamanifestować, że jesteśmy zatroskani o przyszłością wędkarstwa, daleko nam do dobrego samopoczucia Kolego Ostrowski Jest faktem, że nokillowcy są dręczycielami – dręczycielami sumień. Na koniec mam prośbę do internetowych nokillowców, aby roztropnoś pisząc swoje komentarze. Najsłuszniejszą ideę można ośmieszyć - nie pomagajcie w tym.
     Odp: Kill, no kill.
Roman Ostrowski 06.8.04 14:31
    
Drogi Kolego Robercie.
Poczułem mocny uścisk dłoni działacza(mylę się).
Nie wiedziałem, do tej pory, że "no kill' to najsłuszniejsza idea. Chciałbyś Kolego Robercie aby wyjęcie siatki, przez wędkarza wywoływało rumieniec wstydu na jego twarzy? A epitety pod jego adresem, odebrały mu "resztki" przyjemności. Jeżeli tak, to życzę powodzenia.

Jak się sprawdzają, jedyne słuszne drogi już wiemy.

"trzeba brnąć pod prąd by dotrzeć do źródła"
Pozdrawiam.
         Odp: Kill, no kill.
Robert Hamer 06.8.04 18:37
        
Widzę, że moja uwaga o braku szacunku dla prawa i instytucji, wywołała u Ciebie klasyczną reakcję. Trochę dalej sięga moja myśl niż Ci się to wydaje. Nacje które mają rządy działający dla ogółu są przez ten ogół szanowane i respektują prawa i obowiązki na nich nakładane. Wyobraź sobie, że bardzo dobrze na tym wychodzą w odróżnieniu o nas, gdzie słowo, poszanowanie prawa, instytucje rządowe, wywołuje proste skojarzenie o korycie i świniach. Najśmieszniejsze jest to, że próbujesz protestować przeciwko wrzucaniu wszystkich do jednego worka a sam masz skłonności do robienia tego samego :) Jestem działaczem o czym wielokrotnie pisałem na tym forum. Dzięki mojemu działaniu i kilu innych osób nasi wędkarze maja gdzie i co łowić. Wystarcza nawet dla przyjezdnych mięsiarzy. Próbują oczywiście ustanowić tu swoje bezprawie, ale na razie radzimy sobie z nimi. Nasi wędkarze zrozumieli to czego Ty nie jesteś w stanie pojąc, że z 7 ha wody nie wykarmimy 270 wędkarzy i ich rodzin. Mając do wyboru, łowić i przyjąć poważne ograniczenia w limitach lub łowić dowoli, albo zgodnie z regulaminem PZW i mieć po czasie padnięta wodę, wybrali to pierwsze. Sami przegłosowali sobie ostatnio górny wymiar ochronny. Wiedzą już co to martwa woda i nie chcą przerabiać tego raz jeszcze. Ta sytuacja daje mi o wiele więcej samozadowolenia niż wypuszczanie złowionych ryb za które zbieram od mięsiarzy „wiązanki ludowe”.

Połamania kija przy tym źródle :)
             Odp: Kill, no kill.
Roman Ostrowski 07.8.04 13:47
            
Szanowny Kolelego Robercie.

Piszesz "o braku szacunku dla prawa i instytucji", a co z szacunkiem do człowieka?
Przeoczyłeś?

Cytuję dalej "Wystarczy nawet dla przyjezdnych mięsiarzy", oraz "Ty tego nie jesteś w stanie pojąć", i co... ?

Proponuję zgodę i wyciągam rękę.
Ty przestań przygryzać wargę,
a ja kupię siatkę o dużo większych oczkach.

Zgoda??????

Pozdrawiam.
Ps.
Proszę przeczytaj co napisała Koleżanka Ela Kątna.
Sam stosuję selekcję tego co zabieram z wody, a teraz... ?
                 Odp: Kill, no kill.
Robert Hamer 07.8.04 18:21
                
Kolego Romanie.

Nic nie kupuj, nie chcę abyś się wykosztować z mojego powodu :) Ja wiele lat temu wyleczyłem się ze złudzeń widząc jak nasi wędkarze zabili wiosłami karpia którego złowił, sfotografował i wypuścił holenderski wędkarz. Od tego czasu przygryzanie warg i palenie się ze wstyd przeszło mi kompletnie :) Kiedy ktoś „podejrzany” chce umówić się na wspólne łowienie z uśmiechem na ustach odpowiadam, „skontaktuję się z tobą”. Najchętniej łowię sam lub w towarzystwie innych dręczycieli. Robię po prostu swoje i nie obrzucam nikogo epitetami jak zabiera ryby zgodnie z obowiązującym prawem. Ciężkie przypadki odsyłam do Sądu Grockiego, (zgodnie z prawem). Faktem jest, że zaraziłem sporą grupę wędkarzy dręczycielstwem, ale odbyło się to bez kazań i gróźb. Na RO też nie organizuję nagonek. Polecam Ci moje teksty gdzie wyłuszczyłem swoje zdanie na temat racjonalnej gospodarki wędkarskiej w której przewiduję zabieranie ryb. Ja też odwołuje się do źródła, ale nieco innego. Dla mnie początkiem wędkarstwa był moment kiedy ktoś postanowił oddzielić wędkarstwo od rybactwa i założył pierwszą organizację wędkarską. Jak myśli, dlaczego to zrobił?

Pozdrawiam,
Robert Hamer
PS. Co do tekstu Pani Eli to częściowo już odpisałem a co do opisanego jeziora to jest to tzw. „niemiecka teoria” będącą w sprzeczności z badaniami na ten temat. Polecam film w Discowery poświęcony dręczonym rybom. Temat jest dużo bardziej złożony, ale generalnie znakomita większość ryb przeżywa po wypuszczeniu. Niemcy od wieków znani są z tego, że lubią zabijać na wszelki wypadek :)
                     Odp: Kill, no kill.
Roman Ostrowski 08.8.04 11:31
                    
Kolego Robercie.

Dla mnie początkiem wędkarstwa jest zdarzenie w neolicie, kiedy to pierwszy raz człowiek rozumny połączył kij, sznurek, haczyk i przy pomocy tego wynalazku złowił rybę.

Myślę , że pierwsza organizacja wędkarska została założona przez snobów.
Grupce lepiej urodzonych chodziło o wyodrębnienie, nazwanie i nobilitację części rybactwa. Aby zajęcie, któremu się oddają mogło się wydawać bardziej szlachetnym.

Cel towarzyski był na pierwszym miejscu. I to w czasie spotkań rodziły się pomysły, które dziś po ewolucji są kanonami wędkarstwa.
Pozdrawiam.
P.s.
Jutro idę po siatkę.
Poważnie.
                         Odp: Kill, no kill.
Robert Hamer 09.8.04 04:42
                        
Ja wyglądało „wędkarstwo” w neolicie możemy się tylko domyślać. Na moim ulubionym filmie wędkarskim możesz zobaczyć jak prawdopodobnie to wyglądało. Umieściłem go na stronie http://www.kolookon.com/icefishing.mpe Mam nadzieję, że po jego obejrzeniu dojdziesz do wniosku, że to właśnie nokillowcy wypuszczając złowione ryby przybliżają nas do pierwowzoru. Pozdrawiam :)
                             Odp: Kill, no kill.
Roman Ostrowski 09.8.04 08:02
                            
To mój ulubiony klip, ale nie widzę jego związku z dyskusją. Mam jedynie żartobliwe skojarzenie.
Filmik należy do serii " Fanatycy muszą odejść", a tytuł odcinka "Jak ty zawsze no kill, to kill kiedyś ciebie".

Pozdrawiam.
R.O.
                                 Odp: Kill, no kill.
Robert Hamer 09.8.04 08:29
                                
Rozumiem, że myślisz o fanatykach zabijających co popadnie :)))
                                     Odp: Kill, no kill.
Roman Ostrowski 09.8.04 09:28
                                    
"Fanatycy muszą odejść", to serial dotyczący wszystkich odcieni fanatyzmu. My musimy tylko w porę zareagować.
                                         Dręczyciel fanatyków.
Robert Hamer 10.8.04 06:12
                                        
Przy przemożnym wpływie TV przekonanie ludzi z po za wędkarstwa, że ci co nie chcą zabijać są fanatykami, nie będzie proste:) Mięsiarzy wszak przekonywać nie musisz, bo oni od powstania zasady C&R uważają jej wyznawców za „pojebów”. No cóż, powodzenia nie życzę, co by nie zapeszyć ;)))
Pora na jakieś podsumowanie. Twój tekst pierwotny nie miał dla mnie charakteru pojednawczego, ten wątek pojawił się w komentarzach. Zaiste, dziwna ewolucja i co niektóry nie nadarzali za zmianą levelu :) Jeśli coś osiągnąłeś to raczej pogłębienie różnic. Cała sytuacja jest dosyć prosta. Nokillowcy oburzają się na mięsiarzy ponieważ najzwyczajniej zaczyna brakować ryb, co zagraża naszemu hobby. Wbrew Twoim twierdzeniom nie ma to nic wspólnego z wywyższaniem się. My chcemy łowić, nawet jeśli nie będzie wolno zabierać żadnych ryb. Niesprawiedliwie przypisujesz większości z nas chęć robienia dymu z powodu dzielących nas różnic. Nokillowcy to z natury ludzie trzymający się w cieniu swoich miejscówek, które chcą ocalić za wszelką cenę. Samobójstwem byłoby atakowanie mięsiarzy nad woda za ich podejście do wędkarstwa, (zwłaszcza jak nic nie bierze:) Co do uszczypliwych komentarzy w sieci, to widzę to tak. Początki portali wędkarskich to miejsca skupiające nokillowców. Ta sytuacja się zmienia ze wzrostem dostępu do sieci. Struktura użytkowników zaczyna odpowiadać strukturze naszego wędkarstwa i robi się jak nad wodą. Niektórzy traktują to jak zajęcie ukochanej miejscówki. Niestety koledzy, miejscówka im lepsza, tym wcześniej zostaje zdemaskowana i zarżnięta. Może pora na nową? Wszak to „fanatycy MUSZĄ odejść” :) www.dreczyciel.pl? :)
                                             Odp: Dręczyciel fanatyków.
Roman Ostrowski 10.8.04 13:04
                                            
Kolego Robercie.

Fanatyzm- to postawa charakteryzująca się ślepą wiarą w słuszność danej idei i realizowanie jej bez względu na reakcję otoczenia; wiąże się z nietolerancją wobec odmniennych postaw oraz bezkompromisowym zwalczaniu ich.

Skoro aprobujesz tytuł serii "Fanatycy muszą odejść", to porównaj nasze postawy.
No i co widzisz?
Prowadzisz w castingu na kolejny odcinek ...

Pozdrawiam.
                     Odp: Kill, no kill.
Tomek Płonka 08.8.04 11:24
                    
Trafiłeś w sedno. Rozmawiałem z ludźmy łowiącymi w Skandynawii i szczęka mi spadła jak się dowiedziałem, że niemiaszki wywożą po 2 tygodniach wakacji kilkaset (!!!) kg ryb w zamrażarkach. Całe szczęście, że ja po niemiecku ni w ząb nie rozumiem, kumam język angielski i wzorcem wędkarskim są dla mnie raczej Anglicy:)
Wzorcem jest również mój pradziadek, któremu kucharka przyrządzała pieczonego sandacza w piątki, i szanowny pradziadunio cały tydzień czekał na to święto. Jedzenie innych mniej smacznych ryb miał w pogardzie mawiając "Od dorsze tylko gówno gorsze", które to hasło zadedykujmy pożeraczom boleni.
Pyrsk-T.P.
                         Odp: Kill, no kill.
Roman Ostrowski 08.8.04 13:04
                        
Jeżeli wędkarze z Niemiec nie dostali "czerwonej kartki" od gospodarzy łowiska to co innym do tego?
Myślę, że braki rybne szybko zostaną uzupełnione, a zachęcające foldery wysłane do Niemiec.

Pozdrawiam.
R.O.
         Odp: Kill, no kill.
Chruszcz Janusz 06.8.04 17:11
        
Twój problem polega na tym, że nie widzisz problemu. Napisz wprost, że ryb nie brakuje i z czystym sumieniem i w zgodzie z regulaminem można zabrać np. 3 symy jednego dnia. Przecież jak wiadomo jest tego od pierona. Ważne aby nikt sie nie obraził i targał górę mięsa z czystym sumieniem do samochodu. Jeśli taka jest Twoja świadomośc to nie dziwie się, że tak mało masz do powiedzenia o istocie problemu jakim niewątpliwie jest mięsiarstwo.
     Odp: Kill, no kill.
Sebastian Kipczak 06.8.04 14:31
    
Ech chyba przesadzasz troche, ja biore ryby do domu wszystkie, ktore złapie i ktore maja wymiar lubie poprostu ryby a te ze sklepu sa ochydne wiec jezeli uda mi sie cos od czasu do czasu zlapac to oprostu to zjadam niemam z tego powodu wyrzutow sumienia. I napewno nierobie tego z biedy na zanety, przynety, drobny sprzet, dojazd wydaje duzo wiecej niz za kawal dobrego miecha.
         Odp: Kill, no kill.
Edmund Janeczko 06.8.04 16:45
        
Co ty łaske robisz, że przestrzegasz tylko wynmiary ochronne? To o takich jak ty są te dyskusje.
Ze skrajności w skrajność
Dariusz Cylich 05.8.04 16:29
Po części się z tym zgadzam. ALE: nic nie jest czarne lub białe.
1. Chyba nie należy uogólniać - nie każdy wędkarz biorący złowione ryby do domu zasługuje na miano "mięsiarza" ! Według mnie na takie miano zasługują ci "wędkarze", którzy nie patrząc na limity a i również wymiary ochronne zwyczajnie kłusują. A wcale takich nie brakuje. Zdarzało mi się widzieć jak do "wędkarza" koczującego już kilka dobrych dni nad wodą przyjeżdża kolega samochodem (nie jeden raz), pakują zdobycz do samochodu - i co ? Limity odnowione ? przecież w siatce pusto to i kontrolujący nie ma się czego czepić. Co tacy wędkarze robią - zaopatrują całą liczną rodzinę ? Tacy są dla mnie "mięsiarzami" - dla których wypuszczenie ryby to gest nie do pomyślenia.
2. Nie każdy wędkarz, który czasem i wymiarowe ryby wypuszcza do wody jest "dręczycielem" ! Dręczycielem może być np. taki ktoś, kto łowi i wypuszcza rybeczki robiąc sobie zawody w stylu: "ile drobnicy na robaczka, na malutkim grunciku, przy brzegu można złowić na godzinę". Ale chyba nie wędkarz, który poluje na naprawdę duże medalowe okazy i większość złowionych ryb średniej wielkości wypuszcza.
Owszem, mnie też żal jest pechowo zaciętej ryby, która ma małe szanse na przeżycie - takie przypadki zdażają się - żal mi szczerze mówiąc każdej krzywdy zrobionej zwierzęciu, ale nie dajmy się też zwariować - jeszcze nikt nie wymyślił niczego co mogłoby zastąpić hak na końcu wędki i nie robiłoby szkody rybom. Jak ktoś jakowąś taką przyssawkę opatentuje, chętnie z niej wzamian haka skorzystam.
Ostatnio byłem na rybach i miałem w siatce leszcza i płoć - tak po 5 cm ponad wymiar. Niestety nic więcej się nie trafiło. Ryby trafiły spowrotem do wody. I co - mam się uważać za dręczyciela ? A gdybym je wziął na obiad to za mięsiarza ?
Autentyczni "mięsiarze" i "dręczyciele" to skrajne przypadki i nie można każdemu kto ryby zabiera w ramach przepisów lub wypuszcza mimo, że mógłby je zabrać przypinać takich "łatek".

Niestety jednak "mięsiarze" i "dręczyciele" zdarzają się na prawdę - i myslę, że tych pierwszych jest zdecydowanie więcej.
Nie wszczynajmy niepotrzebnych waśni
Andrzej Trembaczowski 05.8.04 16:22
Wsadziłeś kij w mrowisko :))))))))
Na ten temat przetoczyła się przez to forum już niejedna dyskusja...

Piętnowanie mięsiarstwa jest stare jak PZW a może i starsze. Moda na no kill jest nowsza, choć i dawno temu ludzie zwracali wolność złowionym rybom i nie było to czymś nadzwyczajnym. Prawdziwe wędkarstwo nie wynika z chęci zdobycia pożywienia i zapełnienia spiżarni darmowym lub tanim żarciem .

Wędkarstwo jest przyjemnością, każdy z nas szuka w nim czegoś troszkę innego, ale bardzo ważnym elementem jest poczucie wolności, tej bliższej natury, takiej, jaka mogła być kiedyś. Wędkując chcemy choć trochę cofnąć się w czasie, zbliżyć do tego prapradawnego łowcy. Tak, wędkując zaspokajamy tkwiące w nas atawizmy.

Oczywiście, nasze uwarunkowania narzucają konieczność ograniczeń, norm, przepisów, limitów itd., chociaż to psuje smak wolności. Zbyt wielu nas jest i dobrami przyrody musimy się jakoś mądrze dzielić – nie ma wyjścia. Obecnie te przepisy nie nadążają za sytuacją i muszą być zmienione, zaostrzone - dyskutowaliśmy o tym niedawno.

Przepisy i stosowanie się do ustalonych reguł jest dla łowiącego czymś bezdyskusyjnym, ale to, co zrobi ze złowioną w sposób zgodny z przepisami rybą, niech już pozostanie jego wyborem. Niczego tu nie narzucajmy.

Najważniejszy we wszystkim jest umiar. I w ZABIERANIU złowionych ryb, i w ŁOWIENIU. Na pewno ktoś, kto zabiera z łowiska ryby ponad możliwości wody, i ponad potrzebę, zasługuje na naganę. Na naganę zasługuje i ten, który zapycha zamrażarkę, jak ten, który dopuszcza do zmarnowania złowionych ryb. Obaj zabrali je niepotrzebnie. Na pewno ktoś, kto łowi celowo ryby niemiarowe, lub w okresie ochronnym zasługuje na potępienie – nawet jeżeli tych ryb nie zabiera. Nie jest także wart pochwały i naśladowania ktoś, kto łowi „do bólu” jak to się mówi „katuje wodę”. Tego wszystkiego jednak nie da się określić sztywnym przepisem, tu jest potrzebne własne wyczucie.

Wyczucie potrzebne jest także kiedy chcemy zwrócić komuś uwagę. Nie zasługuje na ciężkie epitety ktoś, kto zgodnie z regulaminem zabrał rybę, nie zasługuje także na epitet dręczyciela ktoś, kto tę rybę wypuścił. Wolno im i to uszanujmy. Czasem jednak warto zwrócić uwagę, czasem nawet trzeba zareagować – ale starajmy się robić to także z wyczuciem.

Nie mam uprzedzeń do rybiego białka. Jem mięso i nie zamierzam z tego zrezygnować. A już na pewno nie pod presją jakiejkolwiek nowej mody :)))))))))))). Złowione ryby zabieram i zjadam – to jest dla mnie dopełnienie łowienia, razem tworzy całość. Nie znaczy to, że zabieram każdą złowioną wymiarową rybę. Stosuję wyższe wymiary i skromniejsze limity. Nie zabieram też ryb wtedy, kiedy wiem, że nie wykorzystałbym ich. Albo, kiedy mam taki kaprys :)))))) I cenię sobie wolność. I nie lubię żadnego fanatyzmu.
Andrzej
p.s.
Całkiem realna jest groźba, że zgodnie z nowymi obyczajami tzw. „obrońcy zwierząt” (cudzysłów dla odróżnienia ich od prawdziwych przyrodników) zabronią wędkowania, polowania, a potem także hodowli zwierząt (nawet w akwariach)...
     Odp: Nie wszczynajmy niepotrzebnych waśni
Roman Ostrowski 06.8.04 16:35
    
Wspaniała technika, a ten finezyjny "sprzęt' ..........
Dziękuję.
Pozdrawiam.
     Arystoteles miał rację
Sławomir Kurzyński 06.8.04 07:48
    
Zasada złotego środka Arystotelesa jest nadal aktualna. Przecież nie polega ona na znalezieniu arytmetycznego środka pomiędzy dwoma skrajnościami, lecz na najlepszym ich wyważeniu. Rzeczywiście dzisiejszy rybostan wód zaczyna przypominać kolejną zasadę: gorszy pieniądz wypiera lepszy. Na czym ona polega? Otóż w naszych wodach jest coraz mniej ryby lepszej, większej i szlachetnej a coraz więcej drobiazgu. Wypuszczanie drobnicy na niektórych wodach (chodzi o białą rybę) - chodź czasami nakazane przez regulamin, jest zbrodnią (znam takie wody). Brak drapieżnika powoduje określone konsekwencje, które znamy. Dlatego moim zdaniem to zdrowy rozsądek powinien nami kierować w decyzji co zrobimy ze swoim połowem i miejscowi gospodarze wód a nie centralny przepis.
Od jakiegoś już czasu jestem w klubie pstrągowym. W ciągu roku zabieram kilka ryb i zwykle są one jedzone na szczególne uroczystości. Ci którzy je jedzą znają ich wartość. Ja również ją znam. Sami zarybiamy tą rzekę, pilnujemy itd. Jeśli sami zarybiamy wody i kosztuje nas to trochę wysiłku to automatycznie kilka razy zastanawiamy się zanim zabierzemy jakąś zdobycz do domu.
Pozdrawiam i czasami smacznego
     Odp: Nie wszczynajmy niepotrzebnych waśni
Marcin Gałka 05.8.04 17:01
    
Zgadzam się z Panem Andrzejem w całej rozciągłości. Gdyby każdy tak postępował to nie było by problemu z bezrybiem, jesteśmy naturalnym drapieżcą w przyrodzie i czasami musimy zażerować dla zachowania równowagi. Oczywiście jeżeli ktoś przesadza oczywiście zasługuje na słowa krytyki. Fanatycy są niebezpieczni co widać w Iraku. Jeszcze trochę, a będą wchodzić do sklepu rybnego i będą detonować ładynki wybuchowe! ;) Należę do osób, które cenią sobie smak rybiego mięsa (ponoć dobrze robi na głowe, i z opini niektórych widać, że to prawda!).Napewno nie zrezygnuję z przyjemności złowienia oraz zabrania jakiejś rybki na żarełko.
Pozdrawiam zrównoważonych
Marcin Gałka
Głupoty acan prawicie
Sławek Rybicki 05.8.04 15:53
Wrzucacie do jednego wora, mieszacie i w dowolny sposób łączycie twierdzenia, których jak się wydaje nie rozumiecie mosterdzieju.
Tak nie można...
Marek Pedyński 05.8.04 15:51
Nie wolno stosować takich uproszczeń. Jak możesz porównywać rybę z raną po haku do postrzelonej zwierzyny??? Wędkarze stosujący zasadę NO KILL to dręczyciele? Odważne stwierdzenie. Myślę, że nie są to dręczyciele, tylko ludzie świadomi; wiedzący, iż gdyby przy tak ogromnej presji wedkarzy każdy z nich chciał zjadać złowione ryby, za kilka lat nie mielibyśmy czego szukać w naszych rzekach i jeziorach. Myślisz, że nie lubię np. szczupaczego mięsa??? Lubię, ale szczupaki wypuszczam do wody już od kilku lat. Chodzi o to, aby każdy wybrał - czy chce jeść szczupaki, czy może chce je łowić. Co sprawia mu wiekszą przyjemność? Pierwsze czy drugie? Na dłuższą metę nie da sie stosować obu opcji, o czym pewnie od kilku lat przekonujesz się Ty i inni wedkarze. Dlatego uważam, że wędkarze wypuszczający złowione ryby postepują słusznie. Pewnie, iż nie wszystkie przeżyją. Ale z pewnością duża ich liczba będzie pływała w pokoju. Nasze wody to nie sklep mięsny, to coś, co sprawia nam radość. Trzeba więc o nie dbać, w przeciwnym razie bedziemy jeździli nie na ryby, tylko nad wodę. Zresztą, nie będę się produkował, pewnie i tak się ze mną nie zgodzisz. Ale czas pokaże, że NO-kilowcy mają rację...
     Odp: Tak nie można...
Roman Ostrowski 06.8.04 07:27
    
Pokazałem Ci obraz, a Ty mówisz, że ramka jest krzywa.
Przerwanie skrzeli rybce po manipulowaniu w jej pyszczku w celu wyjęcia haczyka, wrzucenie do wody i samozadowolenie sprawcy, że różni się od "prymitywnego mięsiarza" jest błędne. Nieprawdaż? Czyje cierpienie jest większe? Nie nam to oceniać. Nie o to chodzi.
Na tym obrazku widać w oddali inne antagonistyczne pary, jeszcze bez nazwy. Są to zwolennicy sztucznych i naturalnych przynęt, spiningiści i spławikowcy.
To nasi koledzy. Nie przypinajmy im łatek.
Pozdrawiam.
         Odp: Tak nie można...
Marek Pedyński 06.8.04 08:12
        
Nie ja przypiąłem NO-killowcom łatkę "dręczyciele". Przeczytaj jeszcze raz swój "obrazek" i zastanów się, kto tu przypina łatki. Piszesz teraz o jakimś tle, o przynętach sztucznych i naturalnych... Coś mi się zdaje, że pogubiłeś się w tym wszystkim Kolego. Ta ramka jest bardzo krzywa - na tyle, że wypacza cały obraz. Pozdrawiam.
             Odp: Tak nie można...
Roman Ostrowski 08.8.04 07:41
            
Odpowiedziałem wyżej.
czekalem...
Stanislaw Witulski 05.8.04 15:38
na te slowa.

Popieram Cie w calej rozciaglosci.
Chodzenie na ryby, aby tylko je pomeczyc mija sie z celem. Rozumiem, przyjemne z pozytecznym, ide na ryby i przynosze cos na posilek - naturalna kolej rzeczy.

pozdrawiam

Staszek
     Odp: czekalem...
Roman Ostrowski 08.8.04 06:54
    
Dziękuję.
Pozdrawiam.



Valid XHTML 1.0!
Wszelkie prawa zastrzeżone - All Rights Reserved - ©1999-2004 Krokus Sp. z o.o. - powered by eZ publish
Za publikowane treści odpowiedzialność ponoszą ich autorzy, jednocześnie wyrażając tym samym zgodę na ich bezterminową publikację.
Reklamy Krokus: Darmowy ERP i CRM - Odoo - dawny OpenERP