Portal Sklep Bazar Tygodnik Ryby Domowe Klub Reklama Pomoc
Archiwum sklep 1
English pages

UWAGA! ZNAJDUJESZ SIĘ NA STRONACH ARCHIWALNYCH !!! NOWY ADRES => Wędkarstwo - Rybie Oko - http://www.fishing.pl

 
Artykuły
Forum
Foto
Baza
Co i kiedy
Linki
Brania
Hyde Park
Humor
Znad wody
Filmy i pliki
Kartki
Encyklopedia
Ryby i prawo
Ściąga
 
 
 
 
mniej ostatnich wiadomości 82114
To był fragmnet większej całości, niżej więcej :)
pytanie o połów
pomocy!
pomocy!
Odp: odp:Kłusownicy na śląsku
Odp: dorsz
.......................
Odp: Zapora na Wisłoce
Odp: Oj Panie Bogusz .....
Odp: Żyłka
pytanie o połów
pomocy!
pomocy!
leszczyńskie
"okonek"
Wróżka
W obronie jazgarza
Zawody? Również! Bo dlaczego nie?
Wisiel :/
Łowic bez nęcenia ?
Opowieśc znad wody..
Zanęty produkcji polskiej a zagranicznej
Konińskie kanały
Kupię szpulę do Okumy Avenger AV 30!!!!!!!!!!!!
POŻEGNANIE :) - godz 14!!!
Fajna rybka
Szkoda tytułować
 
 
więcej
Zawody wędkarskie
 4/145
Ten okropny żarłok - JAZGARZ
 
Opowieści znad wody.... cz.1
 6.9/85
Leszczowisko
 7.1/202
 8.8/115 hit
Łakomiec
 7.9/66
Oszuści na Bazarze Rybiego Oka.
 7.3/64
KOMUNIKAT
 
Stało się...
 5.6/30
Kłusownik ukarany! Lepiej późno niż wcale.
 4.9/71
 
 
więcej
Petycja!!!!!!!!!!!!!
Pstrąg Roztocza
Uroczyste otwarcie
 
 
Inne ankiety
Żyłka
Co robisz z niepotrzebnym kawałkiem żyłki?
wyrzucasz gdziekolwiek
rzucasz do wody, bo tam jej nie widać i ptak się nie zaplącze
tniesz na mniejsze kawałki i wyrzucasz
zabierasz ze sobą, by spalić w ognisku
zabierasz ze sobą, by wyrzucić do śmietnika
to inaczej, jak podaj w komentarzu

Wyniki Wyniki wszystkich

Komentuj
 


Wszystkie Rybim Okiem

Hit  Nowy rodzaj kłusownictwa?

Autor: Maciek
Data:14.5.04 11:06
Ocena:5.56  (36)
Czytano:5082

Łowienie pod wodą przy pomocy kuszy


Jak donosi Głos Szczeciński "Łowienie pod wodą przy pomocy kuszy zdobywa coraz więcej zwolenników. Mimo, że sport to nad wyraz drogi, chętnych nie brakuje. Szacuje się, że na Pomorzu Zachodnim łowi w ten sposób ponad czterystu płetwonurków-wędkarzy. Polowanie pod wodą usankcjonowano dopiero w roku 1985. Ustawa zrównuje połowy wędką i kuszą, określając je jako amatorskie zdobywanie ryb. Obwarowana jest jednak wieloma warunkami. Powoduje to, że ten sposób wędkowania stał się elitarny, niczym myślistwo (???). Miłośnik łowienia kuszą musi posiadać stopień płetwonurka, mieć kartę łowiectwa podwodnego i zgodę właściciela akwenu. Pierwszym krokiem jest zdobycie stopnia płetwonurka.
- Można to uczynić w każdej organizacji nurkowej - tłumaczy Zbigniew Michalski, członek Klubu Płetwonurków „Murena” w Szczecinku.
Drugi etap to zdobycie karty.
- Trzeba przejść kurs łowcy podwodnego, zakończony egzaminem przed komisją zarządu głównego PTTK - dodaje Michalak. - Taki egzamin można złożyć podczas Mistrzostw Polski, które od kilkunastu lat odbywają się na jeziorze Kaleńsko koło Czaplinka.
Na podstawie tych dokumentów - ukończenia kursu i egzaminu - starostwo wydaje kartę łowcy podwodnego.
Ps. Mam kolegę, który w ten sposób złapał już nie jednego szczupaka, który w galerii największych okazów zajmował by miejsce w pierwszej dyszce, jak myślicie czy sport ten można porównywać do myśliwstwa, czy też nad wodą przybyła nam kolejna "nieuczciwa" konkurencja?


Skorzystaj z przyznanego Ci prawa i oceń ten artykuł
« « « « || » » » »  
5  10 

drukuj drukuj wyślij wyślij

Lista komentarzy


Temat: Autor:
Czas:
łowiectwo podwodne - źródło problemu
Krzysztof Cybulski 10.4.05 01:19
Witam serdecznie wszystkich uczestników niniejszej dyskusji. Jako wieloletni wędkarz i łowca podwodny chciałbym przedstawić swoją opinię na temat "łowca podwodny - kłusownik". Powinna ona przynajmniej po części dać ostateczną odpowiedź na poruszaną tutaj kwestię. Może zacznę od samej istoty amatorskiego połowu ryb obiema metodami. A mianowicie: amatorski połów ryb wędką i kuszą na wodach należących do Skarbu Państwa jest dozwolony, co gwarantuje Prawo Wodne i określa Ustawa O Rybactwie Śródlądowym. Oprócz w/w form sportu i rekreacji, do których niewątpliwie należą obie metody połowu, każdy obywatel ma prawo do dostępu do wody należącej do Skarbu Państwa wg przepisów określających dany sposób jej użytkowania. Pytanie: dlaczego wędkarstwo jest powszechnie akceptowaną formą połowu ryb, a polowanie z kuszą postrzegane jest jako 100% metoda na trzebienie i tak już ubogiego rybostanu? Odpowiadam: Wędkarstwo jest mniej krwawą formą pozyskiwania ryb - czy to do celów konsumpcyjnych, czy też jedynie do sfotografowania trofeum i jego wypuszczenia (łowcy podwodnemu często wystarczy zobaczyć rybę - nie zawsze strzela - strzela głównie okazy, mniejsze zaczyna z czasem fotografować - fotografia to drugi etap łowiectwa podwodnego). Przez to nie wzbudza tyle emocji i przez wieloletnią tradycję ugruntowało się jako hobby uprawiane przez wszystkie klasy społeczne. I dlatego też, ta grupa łowiących, uważa się za jedynych mających prawo do odławiania ryb, dyskryminując łowców podwodnych jako nieetyczną i niebezpieczną konkurencję (a co z myśliwymi biegającymi po lesie z bronią ostrą, co z rzeźniami w których sposoby przechowywania i uboju niegodne są człowieka? gdzie etyka?) Przypominam jednocześnie - łowiectwo podwodne jest traktowane niemal na równi z wędkarstwem i obwarowane jest dodatkowymi ograniczeniami! Nie wolno podwodnemu myśliwemu strzelać w ryby łososiowate i od maja 2004 r. także w węgorza. Kwestia węgorza została poruszona w Ustawie O Ochronie Środowiska w 2004 r. i w tym miejscu szanowni Koledzy pragnę obiektywnie ją rozstrzygnąć. Po pierwsze - węgorz w Polsce prawie w 100% pochodzi z zarybień. Pytam więc - co ma do tego ochrona środowiska? Ponadto łowca podwodny płaci za zezwolenie na połów i to zawsze więcej niż wędkarz (PZW powinno za te pieniądze głównie zarybiać). Dlaczego kolejne ograniczenie? Odpowiadam: winę za to ponoszą nasi starsi bracia płetwonurkowie - nurkujący z akwalungami. Szanowni wędkarze - nie mylcie ich z łowcami podwodnymi - to zwyczajni kłusownicy, których tak jak i Wy potępiamy. Potrafią faktycznie odłowić spore ilości tej cennej ryby, a za powstałe w ten sposób szkody dla uproszczenia moralnie odpowiadają wszyscy pływający z kuszą. Tak oceniać nie wolno! Należy rozgraniczyć te dwie kwestie i dokonać podziału pomiędzy prawdziwymi łowcami podwodnymi, a kłusownikami. I nie ważne, czy ten kłusownik będzie miał butlę na plecach, kuszę w ręku i pełną nizałkę węgorzy (nic innego z butlami w takiej ilości nie upoluje), czy będzie to ktoś z wędką lowiący z mostu na szarpaka, czy też niewinnie łowiący drobnicę pan z agregatem gotowym do użycia, czy żakiem w wodzie. Zacznijmy w końcu rozgraniczać, bo nigdy nie dojdziemy do porozumienia. Kolejną niczym nieuzasadnioną obawą wędkarzy, jest łowca podwodny zawsze osiągający znakomite rezultaty. No to odpowiadam. Ile zbiorników w Polsce nadaje się do łwiectwa podwodnego, a ile do wędkowania? Pytanie oczywiście retoryczne i nie pokuszę się o odpowiedź. Pomijam ryby w nich bytujące - tych coraz mniej. Przewaga na stronę wędkarzy jest druzgocąca. Łowca podwodny w czasach opadających stanów wód i ich degradacji jest z góry na przegranej pozycji. To co jest faktycznie dostępne nie stanowi dla wędkarzy nawet najmniejszego zagrożenia. Kolejna kwestia. Ilu w Polsce jest wędkarzy, a ilu jest prawdziwych łowców podwodnych - zaręczam, że jest ich garstka w porównaniu z wędkarzami. Gdzie tu więc zagrożenie ze strony łowców podwodnych? Teraz odpowiem gdzie moim skromnym zdaniem leży odpowiedź. A mianowicie: łowcy podwodni od kiedy stali się prawnymi współużytkownikami wód (w teorii - w praktyce muszą w większości polować nielegalnie na wodach PZW, bo PZW najzwyczajniej się ich boi, nie wydając zezwoleń na polowania w swoich wodach (jest 1 wyjątek) - czyżby strach przed ujawnieniem niewłaściwie prowadzonej gospodarki wodnej? nurek widzi, wędkarz nie - zrzuci winę na kłusownika-kusznika, a ryb w wodzie i tak coraz mniej), stali się idealnym powodem ubywającego rybostanu. Dlaczego ? Odpowiedź jest prosta. Bo to co robią podwodni myśliwi i w jaki sposób, kojarzy się jednoznacznie z rzezią. Natomiast kłusownictwo za pomocą sieci, wontonów, prądu, wideł i innych narzędzi istniało zawsze i byłą częścią folkloru osób zamieszkujących tereny w pobliżu wód. Oni jednak zostali w tej statystyce zepchnięci na margines, choć to właśnie oni stanowią rzeczywiste zagrożenie (kłusownik z kuszą także). Powstaje tutaj pytanie - dlaczego kłusownictwo istnieje na tak wielką skalę? Bieda, bezrobocie, chęć łatwego (?) wzbogacenia się, tradycja rodzinna ... powodów jest wiele. Ale dlaczego administratorzy wód, a mam tu na myśli głównie PZW, nie potrafią dbać o wody, którymi administrują? Nawet wędkarze, którzy są podmiotem tej organizacji, skarżą się na coraz gorsze warunki do połowu ryb na zbiornikach administrowanych przez PZW?. Odpowiedź jest prosta. Stare dobre czasy się skończyły. Teraz trzeba dłużej pomyśleć, by coś dobrze zaplanować i trzeba mieć kompetentną kadrę, by plan ten konsekwentnie realizować. PZW po prostu przerosła obecnie panująca sytuacja. Brak pieniędzy i skostniałość tej struktury daje nam obraz ostateczny - mało ryb, brud nad wodą (i nie obwiniejcie za niego łowców podwodnych, to ostatnie co możecie im zarzucić) panoszący się kusownicy, narzekający wędkarze, a obwiniani za malejące pogłowie rybostanu są cały czas podwodni myśliwi (to jakiś absurd). To im się broni wchodzić do wody, podczas gdy kłusownicy robią co chcą. Proszę też tutaj nie podpierać się bezpieczeństwem współużytkowników wody. Jeszcze żaden kąpiący się nie został postrzelony. Zasady bezpieczeństwa regulują przepisy, których należy przestrzegać. Poza tym linka na której jest strzała z reguły nie przekracza 3 metrów. Strzała szybko wytraca prędkość i energię kinetyczną. O posterzeleniu kogokolwiek prócz siebie samego nie ma w ogóle mowy. Krótko mówiąc - błędne koło. A czy nie zastanowił się nikt, że tak właśnie jest najlepiej? Znaleźć kozła ofiarnego i doprowadzić do sytuacji, gdzie jedna grupa stanie przeciwko drugiej? Jak na ironię piszę te słowa dzień po pogrzebie Ojca Świętego, gdzie stała się rzecz niespotykana. Ludzie całego świata stali się sobie bliscy, a świadectwa tego widoczne były i są na każdym kroku (pytanie jak długo). Czy nie może być pokoju pomiędzy wędkarzami i łowcami podwodnymi? Czy nie można podjąć wspólnych kroków przeciwko powodom obecnego stanu rzeczy - kłusownictwu, rabunkowej gospodarce wodnej, degradacji wód? Przecież to jest możliwe. Jest jednak warunek. Trzeba skończyć ze wzajemnym obwinianiem się i konsekwentnie zabrać się za najbardziej palące problemy. Na końcu mojej wypowiedzi chciałbym podkreślić. Powodem tej całej wrzawy nie jest łowca podwodny, który w rzeczywistości jest jedynie niewielkim ogniwkiem z ogromnymi ograniczeniami w długim łańcuchu amatorów ryb. Na dzień dzisiejszy jest on niestety "wygodną" ofiarą. Dopóki ten fakt nie stanie się oczywisty, dopóty wojna będzie trwała, a ryb nadal będzie ubywać.
Z nadzieją na lepsze jutro, ale i w trakcie prac nad poprawą takiego stanu rzeczy, pozdrawiam wszystkich Wędkarzy i Łowców Podwodnych.
to są jaja
Rafał Gajda 09.6.04 21:12
No bez przesady tego nawt nie można porównywać do wędkarstwa to jeszcze nie jest aż tak modne ale gdy to sie stanie popularne to bedzie masakra. nasz rybostan i tak jest juz wyniszczony a okazów juz brakuje. Wędkarz nie wie co złapie a kuszownik tylko największe ryby nie wiadomo czy nie na masową skale.Powinni zabronić tej rzezi tym bardziej jeżeli oni poluja na kapielskach to jest w dodatku zagrożenie dla nas!
Niebezpieczny zakręt
Marcin Halicki 19.5.04 10:09
Mam być szczery? Na papierze wszystko wygląda cacy, ale rzeczywistość to istne piekło! Na palcach jednej dłoni zliczyłbym płetwonurków- "myśliwych" (sic!) przestrzegających przepisów zgodnie z prawem. Np. na wspanaiałym jeziorze Hańcza sam doświadczyłem estetyki takiej, jakby to ująć- krwawej zabawy. Pod wodę schowało głowy kilku amatorów połowu z kuszą i każdy (tak!) mógł się pochwalić rybą na grilla. I to jaką rybą! Niby nic, prawda? Jest jednak sporo niebezpiecznych zakrętów- nie radzę w czasie takiej rzezi wpływać na "teren obcowania z przyrodą" kolegów płetwonurków. Jeśli wam życie miłe- trzymajcie się z daleka! Pogubienie zębów to tylko pierwszy aspekt spotkania się pięść w pięść z kolegami "po hobbystycznym fachu"...Wędkarze nie są lepsi- w niektórych regionach Polski mówi się już o wojnach między bracią wędkarską i klanem płetwonurków. Kto ją wygra???
Kusza i sportowy połów ryb
Ryszard Ptasiński 18.5.04 15:14
No cóż. Powiem bardzo krótko. W teorii jest wszystko OK. Pozwolenia, egzaminy i takie tam. Tylko niech mi ktoś powie jak tego kuszownika skontrolować co on tam ustrzelił pod wodą.
Wędkarza łatwiej. Siata z wody i weryfikacja.
A kuszownik? co?zaczekać na brzegu jak wypłynie?
Leb wystawi, zobaczy kto na nim jest i wszystko na dno. I powie, że on tylko sobie ponurkował.
Następna sprawa. Jak kuszownik ustrzeli np karpia 10 kg. to go juz nie wypuści bo martwy daleko nie odpłynie. Wędkarz - co innego. fotka i do wody (no oczywiście nie wszyscy ale część napewno).
W moim mieście jest zbiornik nazywany PIACHY.Woda tam czysta, raki i takie tam. Tam była sakramencka ryba. Jakoś od kilku lat pojawiają się sporadyczne przypadki złowienia dużych ryb. Oczywiście płetwonurkowie trenują. Ciekaw jestem czy to tylko zbieg okoliczności czy robota kuszowników - kłusowników. Wg mnie taki sposób połowu powinien być zabroniony czyba że ktoś ma prywatny zbiornik to niech sobie i dynamitem łowi. Jego zbiornik - jego prawo. tylko skąd on weźmie legalnie dynamit? :-)
elitarny sport ....
Wyatt Earp 17.5.04 12:58
Jezioro XXX, gebokość łowiska 6-8 metrów, więcej nie powiem bo nie jestem drogowskazem dla elit. Własnie wynurzył sie nurek, jedna butla na plecach więc pewnie był maksymalnie 1 godzinę pod wodą (nie jestem ekspertem w tych sprawach), kusza uzbrojona w "pięcioząb" co najmniej, kolega po fachu odbiera agrafkę z rybami, to duża agrafka w kształcie koła a na niej przewleczone jak koraliki węgorze, dwadzieścia lub więcej. "A gdzież to tak ładnie węgorze biorą ?" - zapytuję ironicznie. "Nie bądź taki ciekawski" uprzejmie odpowiedział dając do zrozumienia, że bezpieczniej nie drążyć tematu. Czy to już koniec opowieści - nie. Obecnie ten szlachetny człowiek z kuszą w ręku pełni zaszczytną funkcję strażnika rybackiego.

Parę słów do wątpiacych w skuteczności kuszy. Zastosowana w nieregulaminowy sposób (nie znam przepisów, ale jestem pewien, że tego zabraniają) da rezultaty nieporównywalnie większe niż w przypadku polowania na bezdechu gdzieś tam na jakichś zawodach. Jaki to sposób ? - jest bardzo prosty, ale zachowam go dla siebie rzecz jasna.

Już widzę jak mnie atakują internauci-kusznicy sugerujący porównanie do jakiegoś tam kłusola za zbytnie uproszczenie. Ja też jestem przeciwnikiem uogólnień. Niestety przykład, który opisałem, nie jest marginalny i wiem, że większość polujących przy użyciu kuszy to zwyczajni kłusole bez żadnych uprawnień. To bardzo bezpieczny sposób pozyskania rybiego mięsa bo trudno złapać delikwenta na gorącym uczynku a bez tego w rozumieniu naszego prawa wiele się nie zdziała.

Ja znam możliwości kuszy i mentalność niektórych jego posiadaczy. Dlatego proponuję wprowadzić następujące zasady.

1. Zakaz pobierania opłat od wędkarzy na zbiorniku, w którym jego właściciel wyraził zgodę na polowanie przy użyciu kuszy.

2. Zakaz połowu kuszą na zbiornikach o powierzchni mniejszej niż ... bez wzgledu na decyzje właściciela.

3. Kara za polowanie z kuszą bez uprawnień powinna być bardzo wysoka ze wzgledu na wysokę szkodliwość, trudność w udowodnieniu winy i zagrożenie dla życia.

Acha i jeszcze jedno. Używany sprzęt do nurkowania warty jest tyle co dobrej klasy wyposażenie wędkarskie tak więc kłusowników będzie przybywać.
Połowy kuszą
Dariusz Krystosiak 14.5.04 22:12
Zdarzyło mi się kilkakrotnie w życiu polować z kuszą w morzu Czarnym i Śródziemnym.Było to ładnych kilka lat temu i nie jest to tak że podpływa się do ryby i baaaach-mamy rybę.
Tubylcy uświadomili mnie że skuteczny strzał to jest max.2 metry a i tak nie zawsze się trafi a podpłynięcie do ryby bliżej nie zawsze jest możliwe.Pewny strzał jest wtedy gdy grot od ryby jest mniej jak metr!Myślałem wtedy że tamtejsze ryby są obeznane z widokiem kuszy i dlatego uciekają.Kilka lat temu poznałem człowieka z Mazur
który ma piankę i kuszę(nie ma żadnych uprawnień więc jest kłusownikiem)i w/g niego polskie ryby pomimo że widok kuszy jest im obcy
też spieprzają na widok nurka.Potwierdził odległości i z tego co wiem przez ten okres trafił
szczupaka 7,6kg,5,0kg i 6 węgorzy.Pływa przeciętnie od maja do września co 2-3tygodnie
jak na 5 czy 6 lat to chyba nie dużo?Najczęściej kłusuje na jeziorze gdzie jest najwięcej linów
(i to takich pod rekord Polski)widział ich mnóstwo
jednak lina nie da się podejść z kuszą,co mnie bardzo cieszy.
połowy kuszą
Sławomir Januszewski 14.5.04 15:19
W zeszłym roku na j. Głuche Duże odbyły się 2 krotnie ciekawe zawody wędkarze , kontra kusznicy. J. Głuche ca 50 ha położone w Borach Tucholskich koło miejscowości Swornegacie. jezioro głęboke położone w lesie bez zabudowań z czystą przejrzystą wodą. Było tyle samo wędkarzy co kuszników. Wędkarze łowili z brzegu metodą spiningową , kusznicy bez aparatów do oddychania w wodzie. raz wygrali kusznicy ,ale drugi raz górą byli wędkarze. Sam jestem wędkarzem , ale uważam ,że kusznictwo przy przestrzeganiu przepisów wcale nie musi się przyczynić do dewastacji rybostanu
Łowiectwo podwodne
Robert Hamer 14.5.04 11:50
Znając naszych rodaków, przymiotnik „nieuczciwa”, jest na miejscu. Moje skromne doświadczenia z nurkami są takie, że walą co popadnie i do wora. Jedyną obrona przed nurkami polującymi jest nie wydawanie zgody na „kłuszowanie”, oraz mętna woda. To drugie jest pewniejsze :)



Valid XHTML 1.0!
Wszelkie prawa zastrzeżone - All Rights Reserved - ©1999-2004 Krokus Sp. z o.o. - powered by eZ publish
Za publikowane treści odpowiedzialność ponoszą ich autorzy, jednocześnie wyrażając tym samym zgodę na ich bezterminową publikację.
Reklamy Krokus: Wędkarskie stowarzyszenie o ideach nieco odmiennych od promowanych przez PZW. Szczególnie uważnie przeczytaj zatem nagłówek tej strony: Stowarzyszenie Wędkarzy Internautów . Szybko zrozumiesz różnicę i kto wie, może się do niego przyłączysz.