Portal Sklep Bazar Tygodnik Ryby Domowe Klub Reklama Pomoc
Archiwum 2
English pages

UWAGA! ZNAJDUJESZ SIĘ NA STRONACH ARCHIWALNYCH !!! NOWY ADRES => Wędkarstwo - Rybie Oko - http://www.fishing.pl

 
Artykuły
Forum
Foto
Baza
Co i kiedy
Linki
Brania
Hyde Park
Humor
Znad wody
Filmy i pliki
Kartki
Encyklopedia
Ryby i prawo
Ściąga
 
 
 
 
mniej ostatnich wiadomości 82114
To był fragmnet większej całości, niżej więcej :)
pytanie o połów
pomocy!
pomocy!
Odp: odp:Kłusownicy na śląsku
Odp: dorsz
.......................
Odp: Zapora na Wisłoce
Odp: Oj Panie Bogusz .....
Odp: Żyłka
pytanie o połów
pomocy!
pomocy!
leszczyńskie
"okonek"
Wróżka
W obronie jazgarza
Zawody? Również! Bo dlaczego nie?
Wisiel :/
Łowic bez nęcenia ?
Opowieśc znad wody..
Zanęty produkcji polskiej a zagranicznej
Konińskie kanały
Kupię szpulę do Okumy Avenger AV 30!!!!!!!!!!!!
POŻEGNANIE :) - godz 14!!!
Fajna rybka
Szkoda tytułować
 
 
więcej
Zawody wędkarskie
 4/145
Ten okropny żarłok - JAZGARZ
 
Opowieści znad wody.... cz.1
 6.9/85
Leszczowisko
 7.1/202
 8.8/115 hit
Łakomiec
 7.9/66
Oszuści na Bazarze Rybiego Oka.
 7.3/64
KOMUNIKAT
 
Stało się...
 5.6/30
Kłusownik ukarany! Lepiej późno niż wcale.
 4.9/71
 
 
więcej
Petycja!!!!!!!!!!!!!
Pstrąg Roztocza
Uroczyste otwarcie
 
 
Inne ankiety
Żyłka
Co robisz z niepotrzebnym kawałkiem żyłki?
wyrzucasz gdziekolwiek
rzucasz do wody, bo tam jej nie widać i ptak się nie zaplącze
tniesz na mniejsze kawałki i wyrzucasz
zabierasz ze sobą, by spalić w ognisku
zabierasz ze sobą, by wyrzucić do śmietnika
to inaczej, jak podaj w komentarzu

Wyniki Wyniki wszystkich

Komentuj
 


Wszystkie Łowiska Rzeki

Hit  Klenie z małej rzeki

Autor: Marcin Halicki
Temat: Rzeka
Data:04.5.04 10:06
Ocena:8.07 hit (27)
Czytano:3281

Wędkarz, który wybiera się nad Rospudę lub Czarną Hańczę nastawia się na połów głównie pstrąga potokowego lub lipienia. W obydwu rzekach Pojezierza Suwalskiego bytują medalowe okazy szlachetnych "kropkowańców" i prawie kilogramowych "kardynałów". Późną wiosną i latem wędkarz "połykający" kilometry rzeki z pewnością zauważy także niezliczoną ilość białorybu- będą to płocie, ukleje i jelce. Nie sposób nie zauważyć także klenia, którego przede wszystkim w Rospudzie jest mnóstwo.


Stanowiska kleni w małej rzece są dosyć trudne do namierzenia. Zazwyczaj udaje się nam zaobserwować niewielkie, ledwo wymiarowe klonki. Żerują najczęściej w głównym nurcie, na rozległych płyciznach, tylko gdzieniegdzie poprzetykanych głazami, pod nawisami gałęzi, wśród podwodnej roślinności. Charakterystyczne jest to, że w pobliżu każdego z wymienionych miejsc klenie znajdą solidne schronienie przed niebezpieczeństwem. Mowa tu o głębokich jamach i wykrotach, powalonych do wody drzewach, podmytych burtach brzegowych. Właśnie w takich miejscach wędkarz ma szansę na złowienie kapitalnego okazu.
Im mniejsza rzeka tym ostrożniejsza ryba. To stwierdzenie dotyczy także Rospudy. Skradanie się, chowanie za drzewami a nawet czołganie nie może być obce wędkarzowi, który chce przechytrzyć wyrośniętego klenia. Mało tego- wędkując nad Rospudą musimy zachować szczególną ostrożność, aby nie wpaść w...bobrowe nory. Próby złowienia medalowego klenia niejednokrotnie możemy przypłacić niechcianą kąpielą. Dotyczy to wędkujących nocą, bo o tej porze najłatwiej podejść te ostrożne ryby.
Nad Rospudą możemy spotkać wielu spinningistów uganiających się za "potokowcem". Jednak niewielu łowi klenie. Zazwyczaj klenia traktują jako "niechciany przyłów". Te stwierdzenie jest błędne [chyba, że podchodzą do wędkowania tylko z "kulinarnych" pobudek(sic!)], bo z moich doświadczeń wynika, że klenie z małej rzeki potrafią swą walecznością dorównać nawet pstrągowi.
Duże klenie są wybredne. Niejednokrotnie ignorują podany "pod nos" miniaturowy woblerek, lub superłowną nieduża obrotówkę. Są takie dni, że nawet stary, wędkarski wyjadacz odejdzie ze swojej miejscówki "o kiju". Ja mam na złowienie przyzwoitego klenia-powiedzmy czterdziestaka i większego, dosyć prosty i znany wędkarzom sposób. Mianowicie jest to przystawka bez spławika. Łowiąc na spinning trafiały mi się nieduże sztuki- 35-40 cm. Wiąże się to z trudnością podania przynęty- czy to wirówki czy woblera. Sprowadzenie niewielkiej przynęty na głębokość około 1,5- 2 metrów, a nawet więcej, pod wpadające do wody korzenie, lub między ogromne bryły twardej i zbitej, torfowej ziemi wiąże się najczęściej ze stratą ulubionego "killera". Ale czym byłoby wędkarstwo bez ryzyka i dreszczu emocji?
Do połowu nadaje się prawie każde wędzisko z kołowrotkiem o szpuli stałej. Kołowrotki z ruchomą szpulą są przydatne jeśli łowimy na małych odległościach. Podejście do upatrzonego i domniemanego stanowiska ryb musi być ostrożne i jak najcichsze. Wszelkie tupanie, "rzucanie" cienia na wodę, wzmożony ruch, niekontrolowane wymachiwanie wędziskiem płoszy ryba na kilka, a nawet kilkanaście godzin. Niejednokrotnie spotykałem się z wędkarzami, którzy twierdzili, że duże klenie w Rospudzie to już przeszłość. Zgodzę się z tym połowicznie- kleni na pewno jest mniej, szczególnie tych dużych, ale w wartkim nurcie z pewnością pływa jeszcze "kilka" sztuk i to na złoty medal. Zmieniły się po prostu "wymagania" ryb w stosunku do wędkarzy. Żyłka "szesnastka" ma przecież teraz takie parametry wytrzymałościowe jak kiedyś "trzydziestka", tylko niektórzy wędkarze są "niereformowalni". Używają topornych zestawów i dziwią się, że ryb w siatce nie ma.
Łowienie na przystawkę jest bardzo proste. Wędzisko jak już pisałem nie jest najbardziej istotnym elementem. Można łowić zarówno na "miękkie" jak i "twarde" kije-ważne aby długość wędki była odpowiednia do wybranego łowiska. Jeśli będziemy łowili wędziskiem bardzo długim, na "zakrzaczonym" terenie, operowanie kijem wśród drzew będzie dosyć uciążliwe i zanim zdążymy odpowiednio podać kleniom przynętę, pozrywamy kilka zestawów na pobliskich gałęziach, a takie niefortunne zachowanie wypędzi płochliwe ryby "tam gdzie pieprz rośnie". Na odcinkach łąkowych kij może być dosyć długi- tu nic nie powinno nam przeszkadzać, a i przynętę można podać rybom dokładnie. Optymalna długość wędziska to 3,20 m- 3,80 m. Takim kijem dostosujemy się do każdych warunków łowiska. Kołowrotek powinien posiadać dobrze pracujący hamulec. Żyłka główna- maksymalnie 0,18 mm, przypon-0,14-0,16 mm. Do tego dochodzi obciążenie i haczyk. Nurt Rospudy jest szybki, tworzą się liczne zawirowania i prądy wsteczne- ulubione miejsce wyrośniętych kleni. Tak więc i obciążenie powinno być spore(jak na małą rzekę). Lekko spłaszczona "oliwka", lub "gruszeczka" 6-14 gram powinna wystarczyć. Haczyk- najlepiej numeracji 6-8, kuty, kolor nie ma istotnego znaczenia. Jak sporządzić zestaw? Bardzo łatwo. Do żyłki głównej dowiązujemy nieduży krętlik, powyżej którego nakładamy obciążenie. Przypon(oczywiście wraz z haczykiem) 30-40 cm. A co zakładamy na haczyk? Musimy pamiętać, że Rospuda należy do krainy pstrąga i lipienia, tak więc zgodnie z przepisami wolno nam używać tylko przynęt roślinnych. Na klenie z Rospudy najlepsza jest skórka chleba. Kukurydza z puszki, ser żółty i topiony, przeróżne ciasta, czy "osławione" czereśnie i wiśnie nie zdadzą tu egzaminu. Znając powiedzenie sprzed lat- "Nieważne kto gra i tak wygrają Niemcy" ,tak skórka chleba bije wszelkie inne przynęty. Zanęta-zbędna, nurt miejscami jest tak szybki, że "specjały", którymi chcemy zwabić ryby, zniesie je z łowiska w oka mgnieniu. Cóż, takie uroki małej rzeczki.
Jak łowimy? Przede wszystkim spokój i cisza. To połowa sukcesu. Druga połowa to dokładne podanie przynęty. Zestaw zarzucamy "z prądem". Pozwalamy opaść mu na dno, poczym delikatnie napinamy żyłkę. Dużą rolę odgrywa skupienie wędkarza. Kleń przecież może "uderzyć" w każdej chwili. Zdarza się, że łapie przynętę "w locie", zanim ta opadnie na dno. Branie jest silne i zdecydowane. Jeśli łowimy "twardym" kijem, żyłkę trzymamy w palcach. Zacinamy jeśli poczujemy tzw. "kopnięcie". "Miękkie" kije są o tyle dobre, że brania widoczne są na szczytówce. Zacinamy energicznym uniesieniem wędziska, możemy również szarpnąć trzymaną w palcach żyłką. Jeżeli zaciętego klenia odholujemy dosyć szybko od żerującego stada, nie robiąc przy tym zbyt dużo hałasu, to zabawa może trwać dosyć długo. Z jednego miejsca możemy "wyjąć" nawet kilka wymiarowych sztuk. Zacięcie i hol dużej ryby najczęściej kończy się "spaleniem" łowiska na dobrych parę godzin. To samo tyczy się "zerwania" ryby, nieważne jakiej wielkości. Jeśli tak się stanie, przechodzimy do następnego, interesującego miejsca.
Łowiąc tą metodą staramy się łowić skutecznie ale i aktywnie. W jednym miejscu przebywamy nie dłużej jak 30-40 minut. Tyle czasu pozwala na dosyć dokładne spenetrowanie łowiska. Obławiając kleniowe miejscówki na Rospudzie poniżej mostu kolejowego w Raczkach jesteśmy w stanie złowić komplet dorodnych kleni w kilka przedpołudniowych godzin. Po południu, późnym wieczorem wędkarzy jest więcej. Starajmy się zatem łowić wczesnym rankiem, a w letni dzień nie opuścimy rzeki niezadowoleni. Jeśli czas(i małżonka) pozwoli nam łowić cały dzień, nie schodźmy z łowiska o zmroku, zostańmy jeszcze parę minut. Po zachodzie słońca woda w Rospudzie zaczyna "wrzeć"- dotąd nieufne ryby rozpoczynają głośny "taniec" w prześwietlonej księżycem toni Rospudy. Połamania kija!





Skorzystaj z przyznanego Ci prawa i oceń ten artykuł
« « « « || » » » »  
5  10 

drukuj drukuj wyślij wyślij

Lista komentarzy


Temat: Autor:
Czas:
Klenie
Andrzej Trembaczowski 04.5.04 13:06
Przypomniłeś mi bardzo dawne czasy. W latach 60. jeździliśmy podczas wakacji na Rospudę. Jakaż to była wspaniała rzeka! Pstrągów wtedy nie było, nikt ich tam jeszcze nie wpuścił, ale klenie królowały. I to jakie klenie!
Te mniejsze, tzn do półtora kilograma, łowiliśmy z powierzchni na pływające owady. Dziś na wodzie krainy pstrąga i lipienia to niemożliwe, ale bardzo podobnie łowi się dziś na pływające woblerki.
Ta metoda była skuteczna w dzień, od 8 - 9 rano do popołudnia. Klenie lubiły wygrzewać się na słońcu, wyłaziły spod wykrotów, wysuwały z falujących wodorostów i czatowały na płynącą nurtem zdobycz. Były bardzo ostrożne. Kleń, a zwłaszcza ten z małej rzeki jest rybą bardziej przebiegłą od pstrąga.
Te duże łowiliśmy o brzasku, właśnie na przystaweczkę. Wybieraliśmy kilka dołków i nęciliśmy je przed wieczorem pokrojonymi w kostkę ziemniakami - garsteczka na dołek. Nad wodę trzeba było przyjść w chwili, kiedy niebo z czarnego zmieniało barwę na granatowe. Do dołka - tak jak to napisałeś - trzeba się było podczołgać. Na branie czekało się kilka minut. Zawsze było bardzo gwałtowne. Kleń w pierwszych zrywach jest bardzo mocny. Z jednego miejsca można było złowić tylko jednego klenia, potem trzeba było przejść do następnego zanęconego dołka. Do świtu zwykle udało się odwiedzić 2 - 3 miejsca i złowić jednego - dwa klenie. Ale to były klenie po 2 - 3 kg!
Szkoda, że nie robiliśmy zdjęć.
Dziś nie ma takich kleni, a obie metody wykraczają poza regulamin obowiązujący na wodach górskich. Nęcenie odpada, łowienie przed świtem też. Zostają woblerki. No i Rospuda nie jest już tą dziką rzeką, choć nadal jest piękna.
Dzięki za przypomnienie.
Andrzej
p.s.
Kleń z małej bystrej rzeki, choć ościsty jest smaczny.
     Odp: Klenie
Rafał Borysewicz 04.5.04 19:01
    
A moim skromnym zdaniem kleń z małej bystrej rzeczki jest zbyt piekny by mógł jakkolwiek smakować... :-D :-P

Pozdrawiam i połamania kijów!!!!



Valid XHTML 1.0!
Wszelkie prawa zastrzeżone - All Rights Reserved - ©1999-2004 Krokus Sp. z o.o. - powered by eZ publish
Za publikowane treści odpowiedzialność ponoszą ich autorzy, jednocześnie wyrażając tym samym zgodę na ich bezterminową publikację.
Reklamy Krokus: Producent wszywek, metek, etykiet. Zobacz: Metki Firma "Wszywka" zaprasza!