Portal Sklep Bazar Tygodnik Ryby Domowe Klub Reklama Pomoc
Archiwum 1
English pages

UWAGA! ZNAJDUJESZ SIĘ NA STRONACH ARCHIWALNYCH !!! NOWY ADRES => Wędkarstwo - Rybie Oko - http://www.fishing.pl

 
Artykuły
Forum
Foto
Baza
Co i kiedy
Linki
Brania
Hyde Park
Humor
Znad wody
Filmy i pliki
Kartki
Encyklopedia
Ryby i prawo
Ściąga
 
 
 
 
mniej ostatnich wiadomości 82114
To był fragmnet większej całości, niżej więcej :)
pytanie o połów
pomocy!
pomocy!
Odp: odp:Kłusownicy na śląsku
Odp: dorsz
.......................
Odp: Zapora na Wisłoce
Odp: Oj Panie Bogusz .....
Odp: Żyłka
pytanie o połów
pomocy!
pomocy!
leszczyńskie
"okonek"
Wróżka
W obronie jazgarza
Zawody? Również! Bo dlaczego nie?
Wisiel :/
Łowic bez nęcenia ?
Opowieśc znad wody..
Zanęty produkcji polskiej a zagranicznej
Konińskie kanały
Kupię szpulę do Okumy Avenger AV 30!!!!!!!!!!!!
POŻEGNANIE :) - godz 14!!!
Fajna rybka
Szkoda tytułować
 
 
więcej
Zawody wędkarskie
 4/145
Ten okropny żarłok - JAZGARZ
 
Opowieści znad wody.... cz.1
 6.9/85
Leszczowisko
 7.1/202
 8.8/115 hit
Łakomiec
 7.9/66
Oszuści na Bazarze Rybiego Oka.
 7.3/64
KOMUNIKAT
 
Stało się...
 5.6/30
Kłusownik ukarany! Lepiej późno niż wcale.
 4.9/71
 
 
więcej
Petycja!!!!!!!!!!!!!
Pstrąg Roztocza
Uroczyste otwarcie
 
 
Inne ankiety
Żyłka
Co robisz z niepotrzebnym kawałkiem żyłki?
wyrzucasz gdziekolwiek
rzucasz do wody, bo tam jej nie widać i ptak się nie zaplącze
tniesz na mniejsze kawałki i wyrzucasz
zabierasz ze sobą, by spalić w ognisku
zabierasz ze sobą, by wyrzucić do śmietnika
to inaczej, jak podaj w komentarzu

Wyniki Wyniki wszystkich

Komentuj
 


Wszystkie Rybim Okiem Wspomnienia i relacje

Hit  POCZĄTEK

Autor: Krzysztof Ostasz
Data:17.4.04 23:57
Ocena:8.43 hit (35)
Czytano:2700

Zaczynałem dawno, jakieś 25 lat etmu.


Wtedy też jako kilkuletni bajtel podpatrzyłem u sąsiada dziwne kije przymocowane do ramy "komarka".
Mój ojciec nie bardzo miał czas, a nikogo nie chciałem zbytnio fatygować swoimi zachciankami. koniec końców powoli poznałem co to takiego i z czym to się je.
Pamiętam mój kijek, 150 cm, leszczyna, przelotki z drutu, i krecioł ważący pół kilo z ruchomą szpulką. Przed wyrzutem trzeba było wyciągnąć odpowiednią ilość żyłki a potem sru....
Czasami czepiała się skubana za guziki przy kurtce, ale jej grubość była taka, że wieloryby mogłem holować. Mieszkałem na wsi, w leśniczówce, więc starałem się uczyć wędkarstwa tak często, jak tylko było to możliwe.
Łapało się więc okonie, płotki i ukleje. Pamiętam, jak kiedys zajechał nad jezioro zachodni wóz, wysiadło z niego dwóch facetów z synkami, wypakowali sprzęcior, sam pewex. Ja, jako zwykły wieśniaczek usunąłem się na brzeg pomostu tak, by latorośle mogły pomachać zachodnimi kijami. Widzialem ten wzrok wyrażający politowanie. Przykrość.....
Oni jednak mieli ten kawałek wody kilka godzin, ja się tam wychowałem.
Po godzinie jeden z nich wyholował leszcza. Wyholował zresztą to za dużo powiedziane, doholował do pomostu. Potem zobaczyłem tylko ogromną głowę, która wyłoniła się z wody. Potwór!!!! Pierwszy raz widziałem taką rybę, a z resztą oni chyba też, bo zamiast spokojnie prowadzić na podbierak o mało nie powpadali do wody. Żyłka zajęczała i pyk....
Ogromny lechol powrócił do wody. I dobrze.
Tego samego lata po drugiej stronie jeziora obóz rozbili harcerze. Pożytku z nich żadnego, bo tylko hałas w lesie, a na harcerki to byłem za młody.
Jednak kiedy się zwinęli, pozostał pomost. Duży, stabilny pomost. Postanowiłem go sprawdzić. Po dotarciu na miejsce, wyjąłem robaki, zagniotłem trochę ziemniaków z chlebem i rzut...
Po około dwóch godzinach walki wyniki mizerne, ot kilka płotek i krąpik.
Postanowiłem machnąć dalej zestaw. Po chwili spławik stanął jak harcerz na warcie.
Popatrzyłem na niebo, ciemniejące, ciężkie. Zaczęło mżyć, parno, gorąco i zaczyna naprawdę padać.
W tym momencie spławik podskoczył, położył lekko, a po chwili zaczął odjeżdzać. Scisnąłem moją leszczynę z całych sił, zamknąłem hamulec (mały palec lewej ręki w otworze szpuli), i zacinam.
Jak kłoda!!!
Ani rusz. Po chwili jednak poczułem,że ryba ruszyła. Powolutku doprowadziłem ją do powierzchni wody. Leszcz wyłożył się pięknie na boku. Poprowadziłem go wyślizgiem na brzeg. Był piękny. Ciemno złoty, szeroki jak pół pomostu.
Leżał tak a ja patrzyłem na niego ocierając deszcz i pot z czoła. Zabrałem go do domu. teraz bym go wypuścił, ale kiedyś takie ryby były normą a zasad "no kill" nikt nie znał, przynajmniej na wioskach.
Pamiętam ten sprint do domu, biegiem jakby mnie ktoś gonił. Ależ byłem dumny, taki smark i złapał taką rybę.
To były czasy.
Dziś mieszkam w mieście, ale wracam tam czasem. Ostatnio widziałem na jeziorze dwóch panow odpowiedzialnych za pilnowanie i ochronę przed kłusownikami, ściągali swoje sznury...........
Polska proszę panstwa....


Skorzystaj z przyznanego Ci prawa i oceń ten artykuł
« « « « || » » » »  
5  10 

drukuj drukuj wyślij wyślij

Lista komentarzy


Temat: Autor:
Czas:
Kij leszczynowy
Lesław Schauer 30.4.04 22:43
Dziękuję za napisanie tego artykułu. Przypomniał mi moje wędkarstwo w dzieciństwie. Pamiętam podniecenie jakie mnie ogarniało przed każdym kolejnym wyjściem na ryby. Choć sprzęt mój składał się z paru haczyków, dwóch lub trzech spławików, kołowrotka i wędki bambusowej (wyproszonej u rodziców po wielu miesiącach) to za każdym razem przygotowywałem go bardzo długo i z zacięciem. Potrafiłem przy nim siedzieć przez cały wieczór i marzyć o wspaniałych rybach jakie miałem złapać następnego dnia. Zazwyczaj tymi rybami były małe okonie, ukleje i płotki. Mimo, iz nie były to okazy wracałem z tych połowów cały szczęśliwy i zadowolony. Wszystko bym oddał za to, aby wrócić do tamtych czasów do bambusowej wędki i do moich dzieciecych ryb.
Pozdrawiam.
Kij leszczynowy.
Artur Pytlasiński 18.4.04 07:40
Niestety kiedyś było inaczej - woda o poranku pachniała inaczej, słońce nad jeziorem było jakieś cieplejsze. Chociaż być może to tylko wspomnienia z dzieciństwa i dlatego są takie kolorowe? Co do tego kija leszczynowego to kiedyś widziałem jako mały chłopak jak facet mało brakowało, a połamałby swoje sprzęty z pewexu kiedy mały chłopiec z pomostu na ten kij leszczynowy łapał, a on obok nic.
Pozdrowienia.
     Odp: Kij leszczynowy.
Marcin Cebula 23.4.04 10:02
    
A ja powiedziałbym: niestety teraz jest inaczej... Swoją drogą czy koledzy nie mają wrażenia, że ryby złowione w dzieciństwie były większe od tych łowionych obecnie? A może tak tylko mi się wydaje...



Valid XHTML 1.0!
Wszelkie prawa zastrzeżone - All Rights Reserved - ©1999-2004 Krokus Sp. z o.o. - powered by eZ publish
Za publikowane treści odpowiedzialność ponoszą ich autorzy, jednocześnie wyrażając tym samym zgodę na ich bezterminową publikację.
Reklamy Krokus: Archiwlane strony wędkarskie "Rybiego Oka": Wędkarstwo - archiwum Cały szereg informacji i artykułów o wędkarskim hobby. Jest co czytać!