Portal Sklep Bazar Tygodnik Ryby Domowe Klub Reklama Pomoc
ARchiwum sklep
English pages

UWAGA! ZNAJDUJESZ SIĘ NA STRONACH ARCHIWALNYCH !!! NOWY ADRES => Wędkarstwo - Rybie Oko - http://www.fishing.pl

 
Artykuły
Forum
Foto
Baza
Co i kiedy
Linki
Brania
Hyde Park
Humor
Znad wody
Filmy i pliki
Kartki
Encyklopedia
Ryby i prawo
Ściąga
 
 
 
 
mniej ostatnich wiadomości 82114
To był fragmnet większej całości, niżej więcej :)
pytanie o połów
pomocy!
pomocy!
Odp: odp:Kłusownicy na śląsku
Odp: dorsz
.......................
Odp: Zapora na Wisłoce
Odp: Oj Panie Bogusz .....
Odp: Żyłka
pytanie o połów
pomocy!
pomocy!
leszczyńskie
"okonek"
Wróżka
W obronie jazgarza
Zawody? Również! Bo dlaczego nie?
Wisiel :/
Łowic bez nęcenia ?
Opowieśc znad wody..
Zanęty produkcji polskiej a zagranicznej
Konińskie kanały
Kupię szpulę do Okumy Avenger AV 30!!!!!!!!!!!!
POŻEGNANIE :) - godz 14!!!
Fajna rybka
Szkoda tytułować
 
 
więcej
Zawody wędkarskie
 4/145
Ten okropny żarłok - JAZGARZ
 
Opowieści znad wody.... cz.1
 6.9/85
Leszczowisko
 7.1/202
 8.8/115 hit
Łakomiec
 7.9/66
Oszuści na Bazarze Rybiego Oka.
 7.3/64
KOMUNIKAT
 
Stało się...
 5.6/30
Kłusownik ukarany! Lepiej późno niż wcale.
 4.9/71
 
 
więcej
Petycja!!!!!!!!!!!!!
Pstrąg Roztocza
Uroczyste otwarcie
 
 
Inne ankiety
Żyłka
Co robisz z niepotrzebnym kawałkiem żyłki?
wyrzucasz gdziekolwiek
rzucasz do wody, bo tam jej nie widać i ptak się nie zaplącze
tniesz na mniejsze kawałki i wyrzucasz
zabierasz ze sobą, by spalić w ognisku
zabierasz ze sobą, by wyrzucić do śmietnika
to inaczej, jak podaj w komentarzu

Wyniki Wyniki wszystkich

Komentuj
 


Wszystkie Rybim Okiem

Hit  A może założyć FZW III RP

Autor: Ryszard Siejakowski
Data:22.3.04 16:44
Czytano:2519

Wędkarstwo w Polsce jest takie, jakie jest. Siermiężne, postkomunistyczne i nieprzystające do współczesności. Nie oznacza to bynajmniej, że brak jest głosów rozsądnych, nawołujących do zastanowienia się, co dalej z tą żabą zrobić. Póki, co są to głosy wołającego na puszczy. Zasadniczo, tylko na portalach czy wortalach internetowych, zdarzają się mniej lub bardziej wyważone polemiki. Chociaż i one, czasami zbaczają z głównego nurtu dyskusji, prowadząc w moim odczuciu do swoistych wynaturzeń, niemających nic wspólnego z tym, co zwykło się rozumieć pod pojęciem, wędkarstwa etycznego.


Zasadnicze pytanie, jakie należałoby zadać, to pytanie czy wędkarz przestrzegający zasad określonych przez RAPR, jest wędkarzem etycznym czy nie? Wbrew pozorom, odpowiedź nie jest jednoznaczna. Może jest to stwierdzenie kuriozalne, ale tak można to postrzegać. Mamy, więc do czynienia ze swoistym paradoksem. Możemy być zgodni z zasadami prawnymi a jednocześnie w odczuciu moralnym innych, możemy być postrzegani jako wędkarze nieetyczni. Jako klasyczny przykład takiej dwoistości, to wędkarz, który złowił przykładowo w dniu dzisiejszym 5 kg białej ryby czy suma 15 kg i zabrał. Na razie jest wszystko o’kay. Ale jeśli jutro powtórzy swój wyczyn, to już zaczynamy mieć wątpliwości czy nadal jest to wędkarz etyczny, mimo pełnej zgodności jego postępowania z obowiązującymi przepisami. W odruchu protestu, przypisujemy mu mało chwalebny tytuł „mięsiarza”. Jedni powiedzą, że słusznie, inni się oburzą na to, artykułując zapisy regulaminowe. Paradoksalnie, jedni i drudzy będą mieli rację. Pojawia się, więc pewien sposób postępowania, wynikający z racjonalizmu, aby traktując z cała powagą Regulamin Sportowego Połowu Ryb, wnieść do wędkarstwa coś więcej, niż suchy zapis regulaminowy. To zjawisko określa się anglojęzycznym zwrotem ‘No kill”, czyli złów lecz nie zabijaj. Taki sposób postępowania wynika z wielu uwarunkowań, lecz zasadniczo jego genezy należy się doszukiwać w zmniejszającym się pogłowiu ryb. To dobrze świadczy o realizmie osób, które dostrzegają zagrożenia lub przewartościowały sposób patrzenia na współczesne wędkarstwo. Mimo początkowego sceptycyzmu wśród wędkarzy, metoda „no kill” znajduje coraz podatniejszy grunt. Można mieć tylko nadzieję, że wędkarzy, którzy dobrowolnie zaostrzyli normy ilościowe i wielkościowe, będzie przybywać. Jednocześnie z tym pozytywnym trendem, pojawiają się zjawiska ekstremalne, dążące do całkowitego zakazu zabierania ryb. Uważam ten kierunek za niebezpieczny i wręcz szkodliwy. Zapewne wielu kolegów wędkarzy, żachnie się na takie stwierdzenie i zostanę obdarzony mianem „mięsiarza”. Chciałbym jednak, aby przed obdarzeniem mnie takim mianem, zastanowić się, jakie założenia legły u podstaw, gdy tworzono zręby nowoczesnego wędkarstwa. Warto wrócić do historii przedwojennych stowarzyszeń wędkarsko-rybackich, do zadań, jakie sobie stawiały oraz sposobów osiągnięcia założonych celów. Wczytać się z uwagą w to, co jest napisane między wierszami a dopiero później szafować wyzwiskami i inwektywami. Rozsądek i realizm, to główne elementy, jakimi powinniśmy się kierować. Wędkarstwo, ograniczone tylko i wyłącznie do metody „no kill”, to wędkarstwo, które umrze śmiercią naturalną, prędzej czy później. I nie są to wcale bajki. To realne zagrożenie. To już tylko jeden krok do powołania Filantropijnego Związku Wędkarzy III Rzeczpospolitej /FZW III RP/. Generalne założenia takiego stowarzyszenia, to płać składki na zarybianie i opłatę członkowską, zabrania się zabierania jakichkolwiek ryb i naprawiaj szkody poczynione przez innych. Tylko, kto będzie tak głupi, aby zapisać się do takiego stowarzyszenia? Ja, na pewno nie! Może jakaś grupa filantropów się znajdzie. Tylko czy za chwilę się nie okaże, ze takie wędkarstwo jest nieetyczne. Zapewne znajdzie się wielu nawiedzonych ekologów, którzy dopatrzą się nieuzasadnionego kłucia ryb, haczykami i kotwiczkami. Ciekawe, jaki będzie następny krok w kierunku wędkarstwa etycznego. Może łowienie bez haczyka? A może zamiast wędki, "etyczny wędkarz XXI wieku", będzie mógł sobie poogladać za wpłacone składki, ryby przez podwodne kamery tv, zakupione oczywiście na swój koszt? Kto wie?

drukuj drukuj wyślij wyślij

Lista komentarzy


Temat: Autor:
Czas:
nie do końca
Paweł Popek 23.3.04 12:16
tak szczerze to się zgodze z zasadą "no kill" kazdy powinien być uczciwy i trzymac się tej zasady ,moge tylko naprawde takich biedachuw usprawiedliwic niemają co zjeść niech łapią ale my wedkarze przestrzegajmy tej waznej zasady i naprawde nie odgrywajmy się za tą opłatę całościową za kartę zawsze było zdzierstwo i będzie może i gdziestam zarybiają ale napewno nie tutaj gdzie ja mieszkam:( .Uwarzam że ceny całościowe karty wedkarskiej powinny byc mniejsze ,uczciwośc ludzi większa dzięki tej zasadzie stworzone by zostało zasada w której zrostała by liczba wedkarzy młodych któzy by przyjeli zasadę na tym głupim świecie nie zabijaj (jak niema wymiaru nalezy z naszą uczciwością rtybkę wypuścić ,nawet jesli by powstało wiecej wedkarzy podnieść wymiary ryb do góry ) jeśli chodzi o płocie i okonie to trzymajmy się do wymiarów jak w tym roku jest bez wymiaru to jednak nalezy go przestrzegac nie męczcie takich młodych ruybek a zobaczysz ze kiedys bedziesz miał wieklie szczescie i sumienie wolne więc zastanów się!!!
FZW
Dariusz Krystosiak 22.3.04 23:38
I zaczyna się kolejna dyskusja,żeby jeszcze coś dobrego z tego wynikło.Przyznaję się bez bicia
-nokillowcem nie byłem,nie jestem i nie będę.
Faktem jest że nie wiele łowię ale jeśli jest to obiekt pozostający w granicach zainteresowania moich kubków smakowych,zabieram.Oczywiście
są wyjątki do których należą bolenie,klenie czy
ryby mizernej postury z białorybu.Bywa też i tak że jadąc nad Narew na sandacze czy szczupaki
udaje mi się złowić 2 czy 3 okonie(całkiem niebrzydkie)ale też wracają do wody bo nie chce mi się ich skrobać i wyjazd był zaplanowany na coś innego.Kolejny przykład(i proszę nie pisać że niezgodny z RAPR,sam wiem,ale jak głupi
to czuję się zwolniony z przestrzegania).Łowię w Narwi szczupaka 50 parę cm,mam go utłuc???
Nie,zakładam go na agrafkę i wiążę do gałęzi.Nie powiniennem ale trudno.Godzinę później łowię sandacza miedzy 65 a 70cm,szczupaka zdejmuję z agrafki i zwracam chyba w niezłej kondycji rzece
a zabieram do domu sandacza(większy i smakowo lepszy),bo po cholery mi 2 ryby w domu???a mrożona jest zupełnie inna(czyt.niesmaczna).
W/g mnie trzeba znać granice a nie pieklić się na każdego kto lubi rybie mięcho podparte jakimś białym wytrawnym.
     Odp: FZW
Sławek Rybicki 23.3.04 09:02
    
Bez złośliwości (bo sam lubię jeść ryby) zapytam: Co daje Ci podstawę do twierdzenia, że znasz granicę ???
         Odp: FZW
Dariusz Krystosiak 24.3.04 19:43
        
Kurcze!!!Nigdy się nad tym nie zastanawiałem.
Ale odpowiedzieć wypada.Granicą w takim razie jest ilość wystarczająca na 2 osobową kolację
+ew.kawałek na śniadanie na zimno z majonezem lub chrzanem.Z bólem serca przyznaję że w roku 2003 takiej kolacji nie było.
Mam też swoje wymiary ochronne(powiększone)
i założenie że gdybym złowił jakiś okaz(na razie brak na rozkładzie)to wypuszczam.A uzasadnienie jest bardzo prozaiczne,szczupak np.powyżej
80cm jest już mniej smaczny niż 50-60cm
(tak sobie myślę).Nie sądzę też by sum np.powyżej 130-150cm był smaczny a na dodatek co zrobić z górą mięcha???
             Odp: FZW
Sławek Rybicki 25.3.04 09:26
            
OK ale jest tu pewien niuans - kiedy pod koniec miesiąca portfel zaczyna wykazywać pustki zamiast bułek kupujesz chlebek, zamiast szynki - pasztet. Oczywiście jeśli znasz zasobność portfela. Dlatego pytam - czy znasz zasobność tego portfela? Może czasem trzeba pojść spać bez kolacji? :)))
Czy z "grubej rury" zaczynać?
Dariusz Żbikowski 22.3.04 23:04
Dla mnie, osobiście, takim zaczynem "nowego" jest nadal SKWI (nazwę zawsze można zmienić)


Darek
a może założyć...
Wacław Santarius 22.3.04 20:45
flyfishing.pl
Jako dopełnienie , zainteresowanym polecam stronę j.w., gdzie odbyła się dyskusja na podobny temat, pod tyt. nakręcanie koniunktury
Pozdrawiam, Wacek.
Mięcho
Robert Hamer 22.3.04 19:01
Bardzo ubawiły mnie Twoje dywagacje. Nie pamiętam już kiedy widziałem po raz ostatni wędkarza wypuszczającego rybę. Pomijam osoby, które czasem zabieram na ryby, bo to warunek wspólnego łowienia.
Jeżdżę sobie ostatnio rowerkiem nad Wisłę w poszukiwaniu nowych ciekawych miejsc. Już na pierwszym wyjeździe widziałem wędkarzy taszczących wór leszczy, które weszły w kanał uciekając przed wysoką wodą. Na kolejnym wyjeździe spinningista na wyspie okładał kijem bolenia nieco ponad 20 cm. Jeśli myślisz, że polscy mięsiarze zostawia Ci coś abyś mógł sobie przez kamerę popatrzeć, to jesteś WIELKIM optymistą:)) ”Chłop żywemu nie przepuści...”, śpiewał Grześkowiak wiele lat temu. Masz wrażenie, że coś się zmieniło od tych czasów? Ja nie, i garstka głośnych „nokilowców” tego nie zmieni.
     Odp: Mięcho
Ryszard Siejakowski 22.3.04 21:51
    
Może Cię to zdziwi ale jest sporo chłopaków na tym FORUM, którzy wypuszczają ryby i to spore. Nie róbmy jednak z tego powodu ołtarzyka. Niech każdy na swój sposób "przerobi" "no kill". Na to też potrzeba trochę czasu. A tekst, to typowa prowokacja. W odpowiedziach znajdziesz całe spectrum postaw.
Pozdr, Ryszard
         Odp: Mięcho
Robert Hamer 23.3.04 05:51
        
Niestety masz błędne pojęcie o proporcjach a prowokacą jest raczej to co robią nasi wędkarze. Ja oceniam sytuację na podstawie tego co widzę nad wodą a nie na podstawie wypowiedzi na forum. Spędziłem nad woda kawał życia i wiele widziałem. Być może dlatego, że dużo pływam ciągle nadziewam się na nieprzyjemne widoki. W Internecie jestem obecny od 1998 r. Wiem, że portale skupiały początkowo wędkarzy wrażliwych na problemy, głównie spinningistów, nie brakowało nokilowców. Ale to się zmienia. Coraz więcej mięsiarzy zagląda do Internetu. Jest to nadal niewielki odsetek. Jeszcze są nieśmiali, czasem nieświadomi sytuacji pokazują fotki z góra mięcha. Gdyby nie presja starych bywalców pewnie takich fotek oglądalibyśmy zdecydowanie więcej. Prawda jest taka, że polskie wędkarstwo w przeważającej części to sposób na pozyskiwanie mięsa. To oczywiście nie wyklucza, że taki mięsiarz ma też przyjemność z przebywania na łonie natury. O stosunku do ryb świadczą doskonale określenia jakich wielu wędkarzy używa. A jest to całe spektrum wyzwisk ciężkiego kalibru. Nie będę ich cytował bo zapewne wszyscy je słyszeli nad woda po każdym nie zaciętym braniu, lub spiętej rybie. Używanie określenia sport w stosunku do polskiego wędkarstwa taż jest nieporozumieniem. To kolejny margines. Niestety prawda jest smutna. Kiedy widzę na brzegu odcięte głowy sumów mniejsze od mojej dłoni, lub palanta kopiącego złowionego w kwietniu suma, dociera do mnie skala problemu. To co stało się z zakazem łowienia na żywca upewnia mnie, że jeszcze przez wiele lat nic się nie zmieni. Prawdopodobnie musimy sięgnąć dna aby się od niego odbić. Mam nadzieję, że to stanie się szybko. Niestety nie można zrzucić całej winy na statut, związkowy beton czy regulamin. To tylko elementy większej całości pasujące do niej jak ulał.
I tak może się zdarzyć...
Andrzej Trembaczowski 22.3.04 18:53
Może się zdarzyć, że wędkarstwo zostanie zabronione i kto wie, czy nie jesteśmy "Ostatnimi Mohikaninami". To już było parę razy wałkowane na tym forum...
U podstaw naszej pasji leży silna potrzeba bliskiej więzi z naturą, ale też i odczuwania silnych emocji. I nie wstydźmy się tych atawistycznych korzeni. Nic w tym zdrożnego, że lubimy polować, że tkwi w nas żyłka łowiecka.

Już dawno przed nami prekursorzy wędkarstwa zwracali uwagę i na konieczność szacunku dla przyrody, dla ryb i innych stworzeń, a także na to, że nie są to zasoby niewyczerpalne. Zwracali uwagę w czasach, kiedy w naszych czystych, naturalnie płynących rzekach, pełno było łososi i troci, kiedy były jesiotry, że o pospolitszych gatunkach nie wspomnę.
Jak jest dziś - każdy widzi. Jest nas chętnych bardzo wielu. Nasze apetyty na łowienie wzrosły, doskonały sprzęt pozwala dziś wygrać z prawie każdą rybą. Do tego stan środowiska naturalnego mimo ochrony daleki jest od takiego, jak był kiedyś.
"Naturalną dzikość" trzeba dziś podtrzymywać sztucznie. Konieczne są ograniczenia. Wprowadzamy bilety wstępu do parków narodowych (!) Musimy też opracować nowe zasady ograniczeń w wędkowaniu. Nie tylko w zabieraniu ryb. W wędkowaniu. Musimy zrozumieć konieczność takich ograniczeń, zaakceptować je.
Ale muszą być one rozsądne, by można było je przyjąć bez sprzeciwu. Nawet najbardziej zatroskany o środowisko wędkarz nie zastąpi tu ichtiologa, dlatego szczegółowe rozwiązania musimy pozostawić ludziom, którzy się na tym naprawdę znają. Miejmy jednak świadomość, że są one nieuchronne i nasze wędkowanie będzie musiało być inne niż dotąd. Jakie? Na pewno musi być dostosowane do warunków jakie stwarza przyroda - tego nie przeskoczymy. Nie da się naturalnej wody zamienić w łowisko pełne ryb do wyławiania, bo to już nie będzie naturalna woda. Nie da się też utrzymać modelu ryb do wielokrotnego użytku. Naturalna woda ma swoje określone warunki, z nich wynika określona ilość ryb różnych gatunków i różnej wielkości. Dalej wynika z tego określony procent ryb, które można odławiać, a także tych, które trzeba odławiać, a na niektórych wodach także określona ograniczona ilość łowiących w danym dniu, miesiącu, roku. To się daje wyliczyć i przełożyć na regulamin korzystania z łowiska (i nie będzie on dla każdego łowiska taki sam). Powinny być różne - i takie, zbliżone do rezerwatu, gdzie ilośćwędkujących będzie bardzo ograniczona i takie bardziej dostosowane do silnej presji.
Pozostaje jeszcze jedno - kto przypilnuje, aby taki regulamin łowiska był przestrzegany?

Dla nas, zarażonych wędkarskim bakcylem niby to wszystko jedno, kto to będzie i jak się będzie nazywał ten organizator. Dla nas ważne, by był to dobry gospodarz i by pozwalał na realizowanie naszej pasji. Ale mało realne, by raptem powstała druga silna organizacja, która sprawnie zagospodaruje nasze wody. Mamy PZW, czy potrafimy stworzyć coś w zamian? Może gdzieś lokalnie, w mikroskali, ale nie w całej Polsce. Czy potrafimy być rzeczywiście organizacją wędkarską? Czy jeżeli nie potrafimy być aktywnymi członkami PZW będziemy potrafili sami stworzyć cokolwiek innego? Bardzo wątpię.

Jak to już nie raz pisaliśmy podczas dyskusji - chcemy łowić i to nas głównie zajmuje. Czasem trochę ponarzekamy. Mamy różne, nieraz bardzo rozbieżne zdania, choćby w sprawie "ochrony szczupaka". A przeciw jakimkolwiek nowym pomysłom całą wielką rzeszę, która chce, by było jak dotąd, by można było łowić wszystko, wszędzie, bez ograniczeń! I najlepiej za darmo. I może być tak, że się wkrótce ockniemy z wędką w nocniku. Inni sprawę rostrzygną, zgodnie z nowymi już widocznymi trendami. Zabronią nam wędkowania, polowania, wprowadzą syntetyczną żywność zamiast flaków i schabowego :))))). Zabronią używania ostrch narzędzi i metalowych sztućców, o broni jakiejkolwiek już nie wspominając. Zakażą uprawiania sportów ekstremalnych, a może wszystkich sportów? Pozostanie nam... bezpieczny świat wirtualny :))))))))))))))))))))))))))))))
Zresztą, młodsi już dziś wolą gry komputerowe...
Pozdrówka!
Andrzej



Valid XHTML 1.0!
Wszelkie prawa zastrzeżone - All Rights Reserved - ©1999-2004 Krokus Sp. z o.o. - powered by eZ publish
Za publikowane treści odpowiedzialność ponoszą ich autorzy, jednocześnie wyrażając tym samym zgodę na ich bezterminową publikację.
Reklamy Krokus: Polski Drukarz