Portal Sklep Bazar Tygodnik Ryby Domowe Klub Reklama Pomoc
Archiwum 2
English pages

UWAGA! ZNAJDUJESZ SIĘ NA STRONACH ARCHIWALNYCH !!! NOWY ADRES => Wędkarstwo - Rybie Oko - http://www.fishing.pl

 
Artykuły
Forum
Foto
Baza
Co i kiedy
Linki
Brania
Hyde Park
Humor
Znad wody
Filmy i pliki
Kartki
Encyklopedia
Ryby i prawo
Ściąga
 
 
 
 
mniej ostatnich wiadomości 82114
To był fragmnet większej całości, niżej więcej :)
pytanie o połów
pomocy!
pomocy!
Odp: odp:Kłusownicy na śląsku
Odp: dorsz
.......................
Odp: Zapora na Wisłoce
Odp: Oj Panie Bogusz .....
Odp: Żyłka
pytanie o połów
pomocy!
pomocy!
leszczyńskie
"okonek"
Wróżka
W obronie jazgarza
Zawody? Również! Bo dlaczego nie?
Wisiel :/
Łowic bez nęcenia ?
Opowieśc znad wody..
Zanęty produkcji polskiej a zagranicznej
Konińskie kanały
Kupię szpulę do Okumy Avenger AV 30!!!!!!!!!!!!
POŻEGNANIE :) - godz 14!!!
Fajna rybka
Szkoda tytułować
 
 
więcej
Zawody wędkarskie
 4/145
Ten okropny żarłok - JAZGARZ
 
Opowieści znad wody.... cz.1
 6.9/85
Leszczowisko
 7.1/202
 8.8/115 hit
Łakomiec
 7.9/66
Oszuści na Bazarze Rybiego Oka.
 7.3/64
KOMUNIKAT
 
Stało się...
 5.6/30
Kłusownik ukarany! Lepiej późno niż wcale.
 4.9/71
 
 
więcej
Petycja!!!!!!!!!!!!!
Pstrąg Roztocza
Uroczyste otwarcie
 
 
Inne ankiety
Żyłka
Co robisz z niepotrzebnym kawałkiem żyłki?
wyrzucasz gdziekolwiek
rzucasz do wody, bo tam jej nie widać i ptak się nie zaplącze
tniesz na mniejsze kawałki i wyrzucasz
zabierasz ze sobą, by spalić w ognisku
zabierasz ze sobą, by wyrzucić do śmietnika
to inaczej, jak podaj w komentarzu

Wyniki Wyniki wszystkich

Komentuj
 


Wszystkie Rybim Okiem Z przymrużeniem oka

Hit  Z puszki rodem

Autor: Marek Pedyński
Temat: Porady i sugestie
Data:01.3.04 17:21
Ocena:7.16  (31)
Czytano:2691

Mściwy Boreasz pokazywał na co go stać. Wzburzone fale wespół z zimnym wiatrem gnały ją coraz dalej i dalej od brzegu. Gdzieś pośród kipieli błysnęła raz i drugi, aż wreszcie zatonęła, kończąc swój szaleńczy rajd. Człowiek, który przed chwilą cisnął ją do wody, palił teraz spokojnie papierosa, nie zaprzątając sobie głowy tragicznym losem puszki. A ona biedna utkwiła gdzieś w zimnym, obrzydliwie śliskim mule, czekając na początek nierównej walki z rdzą. Jedyne, co jej pozostało, to wspomnienia dawnych, lepszych czasów. Przecież kiedyś była konserwą...


Zresztą – nie ma co rozpaczać, przecież Sztywny często powtarzał, że puszki zazwyczaj kończą marnie. Chłopisko miało rację... A swoją drogą, ciekawe, co by powiedział, gdyby mnie teraz zobaczył. He he, on zawsze marzył o wodzie i klął na czym świat stoi, że przyszło mu tkwić na półce w supermarkecie. Cóż, w życiu już tak bywa, że nie zawsze dostajemy to, o czym marzyliśmy. Ja tam na supermarket nie narzekałam – ciepło, sucho, a i kumpli od cholery; nie było czasu na nudę! Najfajniejszą zabawę miałam, jak wyślizgnęłam się któremuś z tych frajerów od robienia porządków na półkach i potoczyłam po posadzce. Ale była jazda! Cały świat zawirował! Tylko że Sztywnemu się to nie spodobało. Powiedział, że ma awersję w stosunku do wszystkiego, co związane dotykiem ludzkich rąk. Szczerze powiedziawszy, wcale mu się nie dziwię, bo zanim Sztywnego upchali we mnie jako czerwoną miazgę, był wspaniałym łososiem. Chwalił mi się, że wielu towarzyszy zazdrościło mu muskulatury. Pływał sobie, łapał śledzie, aż któregoś dnia zachciało mu się amorów i wpłynął do rzeki. Płynął spokojnie pod prąd, podziwiając piękno słodkowodnych okolic, gdy nagle poczuł straszliwe pieczenie w pysku. Po sekundzie wszystkie mięśnie mu znieruchomiały, a we łbie zakołatało coś straszliwie. Sztywny spamiętał tylko tyle, że wyrzuciło go na powierzchnię, gdzie już czekały nań wielkie, zaczerwienione łapska. Wylądował w ogromnym worze, wśród wielu pobratymców. Gdy nieco oprzytomniał, dowiedział się, że miał pecha trafić na prądotwórczy agregat. To, co najbardziej utkwiło mu w głowie po tej całej historii, to przemożne uczucie sztywności, które już nigdy nie ustąpiło. Teraz już wiecie, skąd jego ksywa... No, dość już tych sentymentów. Przecież to nie jedyna historia, którą mi Sztywny opowiedział. Gaduła był straszny, a że siłą rzeczy byliśmy bardzo blisko, to musiałam go słuchać całymi godzinami. Pamiętam, jak chwalił się swoimi sukcesami w połowach śledzi. Potrafił pożerać je kilogramami. Wpadał między ławicę i siał popłoch wśród srebrnych rybek. Zawsze gdy opowiadał o swoich śledziowych ucztach, podnosił głos, tak aby dało się go usłyszeć kilka półek dalej. Mogłabym przysiąc, że dobiegały wtedy stamtąd ciche przekleństwa. Pewnie w leżących tam konserwach poupychano śledzie, które teraz bezkarnie mogły lżyć Sztywnego. Smutny los zrównał je z łososiem, chociaż może nie całkiem, bo z tego, co się orientuję, to na mnie przylepiono papierek za sporo wyższą ceną. Najbardziej lubiłam, gdy Sztywny opowiadał o babach. Unosił się wtedy strasznie i prężył niesamowicie. Szczególnie miło wspominał pannę poznaną w Parsęcie, mówił, że drugiej takiej płetwy tłuszczowej jak u niej, można by ze świecą szukać. Z tą płetwą związana jest ciekawa historia. Pewnego razu, gdy Sztywny jak zwykle chwalił się wśród kolegów wspaniałą płetwą swej wybranki, jeden z nich stwierdził, że nie widzi w niej niczego niezwykłego. Sztywny wściekł się, wyzwał krytykującego na pojedynek, ale walka się nie odbyła, bo wyzwany nie stawił się na umówione miejsce. Sztywny zapewniał, że jego przeciwnik zrejterował, ale z innych źródeł dowiedziałam się, iż tak naprawdę to nie mógł wziąć udziału w boju, bo na godzinę przed nim został złowiony przez jakiegoś wędkarza. Sztywny zresztą też był kiedyś na wędce, ale nie zrobiło to na nim większego wrażenia. Mówił, że w chwilę po tym jak połknął zdradziecką przynętę, szarpnął łbem raz i drugi tak mocno, że z linki, na której był holowany, zostały strzępy. Innym razem Sztywny opowiadał...
Kinga wyciągnęła rękę i sięgnęła po konserwę z czerwoną etykietą. „Łosoś norweski” - przeczytała. Tak, to powinno być dobre na tę jego wyprawę, ryb nie nałapie, to chociaż sobie z puszki poje – pomyślała, śmiejąc się w duszy ze zwariowanego hobby męża. Po chwili stała przy kasie, płacąc za konserwę i tysiąc innych drobiazgów składających się na sobotnie zakupy.
Karol wpatrywał się w spławiki, jakby chciał je zahipnotyzować, ale te od wielu godzin nie wykonywały żadnego ruchu, który by mógł usatysfakcjonować zaklinacza. Postanowił sobie poprawić humor śniadaniem. Sięgnął do plecaka i wydobył prowiant. Gdy odczytał napis informujący o zawartości konserwy, zazgrzytał ze złości zębami. Nawet tu, z dala od domu, doścignęła go ironia żony. „Łosoś norweski” – pomyślał, złowię i ja swojego łososia! Groźba ta była niedorzeczna, bo Karol wędkował na małym jeziorze, które z łososiami nigdy nie miało nic wspólnego, a dodatkowo za przynętę służyła mu kukurydza, czyli coś, czego z pewnością nie można uznać za przysmak salmonidów. Z wściekłością przebił puszkę ostrym nożem, rozpłatał wieko i machinalnie spożywał czerwonawą zawartość. Ani na moment jednak nie przestawał obserwować spławików i dzięki temu spostrzegł, że jeden z nich zniknął nagle pod wodą...
Spojrzał z radością na leżące w trawie trofeum. Piękny sazan. Walczył jak szatan, ale udało się. Zapalił papierosa i wpatrywał się w oddalającą się puszkę. Mam więc swojego łososia – powiedział cicho. W ustach czuł jeszcze smak spożytej przed chwilą konserwy. Nagle zerwał się na równe nogi, podbiegł do swojej zdobyczy i ujął ją delikatnie w obie dłonie. Na szczęście karp żył jeszcze. Po wpuszczeniu do wody długo nie odpływał, jakby nie chciał uwierzyć w swoją wolność.
No i co złowiłeś? – zapytała go żona. Ech, szkoda gadać – odpowiedział. Wiesz co, Kingo, nie kupuj mi więcej tych konserw z łososiem, strasznie mi się po nich odbija.
Po pięciu latach... Puszka przerdzewiała, a łososi norweskich już nie sprzedają, jest za to promocja na wędzone pstrągi z hodowli. Karol przestał jeździć na ryby, odkąd do jego ulubionego jeziora ktoś wylał środek chemiczny do ochrony roślin. A Kinga? Kinga żyje teraz z Władkiem, który pasjonuje się myślistwem. W supermarkecie kupiła mu ostatnio pasztet z zająca.
Zastanawiasz się zapewne, drogi Czytelniku, jakie przesłanie płynie z tej chaotycznej opowiastki. Nie zastanawiaj się dłużej. Nie ma tu żadnego przesłania. Myślę jednak, że gdy kiedyś będziesz wyrzucał rozdartą nożem puszkę, to pomyślisz przez chwilę o wielkiej przyjaźni łososia i konserwy, którą brutalnie przerwała Kinga. Ty również bywasz bezwiednym sprawcą tragedii. To nic, że nie jesz konserw z łososia. Jadasz zapewne tyrolską czy inne specjały. I za każdym razem, gdy wydzierasz z bezdusznej, wydawałoby się, puszki czerwonawą masę, zabijasz czyjąś przyjaźń, ranisz uczucia, łamiesz odwieczne prawa natury. Pamiętaj, że nie czynisz tego bezkarnie. Puszki kiedyś się zemszczą!
GRAND PRIX... miało być, ale przez te śniegi nie miałem netu... :-(


Skorzystaj z przyznanego Ci prawa i oceń ten artykuł
« « « « || » » » »  
5  10 

drukuj drukuj wyślij wyślij

Lista komentarzy


Temat: Autor:
Czas:
;-)))
Arkadiusz Chałupczak 04.3.04 15:55
dyszka za pomysł ;-))
pozdrawiam
ACh



Valid XHTML 1.0!
Wszelkie prawa zastrzeżone - All Rights Reserved - ©1999-2004 Krokus Sp. z o.o. - powered by eZ publish
Za publikowane treści odpowiedzialność ponoszą ich autorzy, jednocześnie wyrażając tym samym zgodę na ich bezterminową publikację.
Reklamy Krokus: Nazwiska Żbikowski i Żbikowska przewijają się często na naszych stronach i są ściśle związane z naszymi firmami. Najlepiej odwiedzić tę stronę: Żbikowska aby zrozumieć dlaczego.