Pod ochroną


Wszystkie KWI Spis Nieregularników KWI Spinning

Hit  Rzeka

Autor: Grzegorz Lacki
Temat: Pstrąg i Lipień
Data:04.3.04 13:10
Ocena:8.13 hit (45)
Czytano:5142

Który to już raz siedział na tej skarpie. Który to już rok tu przyjeżdżał. Kochał to miejsce, tak jak kochał tę rzekę.


Gdy pierwszy raz, śledząc palcem po mapie, trafił na jej nazwę wiedział, że będzie wyjątkowa. Od tamtego dnia do pierwszej wizyty, minęło kilka tygodni. Przygotowania, układanie planu dojazdu godzina po godzinie. Jeden pociąg, potem drugi… na końcu autobus albo autostop. Nie miał wtedy samochodu. Kiedy nadeszły upragnione wakacje z plecakiem na plecach i wędką w ręku stanął po raz pierwszy nad jej brzegiem. Był zaskoczony. Zaskoczony a jednocześnie tak oczarowany, ze nawet gdyby miał do kogo, słowa by nie powiedział. Wtedy jednak towarzyszył mu tylko świergot ptaków i szmer płynącej wody. Tamte wyjazdy nie były owocne. Nie potrafił łowić pstrągów a one wcale nie ułatwiały mu życia.
Pierwszego wymiarowego złowił w przedziwnych okolicznościach. Nad rzekę przyjechał w pewne deszczowe, lipcowe popołudnie. Było ciepło, ale mało przyjemnie. Wilgotno. Zastanawiał się nawet, czy na noc nie wracać do domu, ale przełamał się i rozbił namiot w ulubionym miejscu przy skarpie. Z wędką i jednym pudełkiem przynęt poszedł w dół rzeki. Miał przed sobą perspektywę kilku godzin łowienia i jak zwykle starał się to w pełni wykorzystać. Nie znał jeszcze wtedy dobrze rzeki, ale na wcześniejszych wyjazdach widział już zerujące z powierzchni pstrągi. Jeden z nich wydawał mu się nad wyraz interesujący, więc swoje kroki skierował w pierwszej kolejności w tamto miejsce. Rzeka rozlewała się tutaj dość szeroko. Na środku była mała wysepka. Główny nurt mijał ją z prawej strony i wpadał pod wiszące gałęzie nadbrzeżnych drzew. Lewą stroną woda leniwie płynęła płytka odnogą. Pstrąg swą siedzib miał w głębszej rynnie, właśnie pod zwisającymi gałęziami. Te gałęzie niestety były dość wrogie jego przynętom. Już dwa razy udało mu się wypłoszyć rybę próbując odczepić blachę, która ugrzęzła na nich. Tym razem na końcu zestawu miał woblerka. Nieduży, pięciocentymetrowy pływający kawałek drewna, pomalowany srebrną farba z czarnym grzbietem. Sam go wykonał specjalnie na ta okazje. Stanął na prawym brzegu i w kuckach odczekał kilka minut, wsłuchując się w krople padającego deszczu. Pstrąg nie pokazał się. Pierwszy rzut wylądował na wysepce. Co za pech. Na szczęście delikatnym szarpnięciem, udało mu się strącić woblera z trawy. Przytrzymał go chwile i już nurt wepchnął go pod gałęzie. Otworzył kabłąk i pozwolił spływać woblerowi z prądem. Jednak nie dane było mu daleko spływać. Sporej wielkości wir wody spowodował, że serce jego na moment się zatrzymało. Nie myśląc o kabłąku, chwycił kij nad rękojeścią i przyciskając żyłkę do wędki, zaciął. Ryba siedziała. Szybkim ruchem zamknął kabłąk i zeskoczył do wody. W tym miejscu nie było głębiej niż po kolana. Pstrąg kręcił potężne młynki na powierzchni a on w żaden sposób nie potrafił spowodować, aby przestał. Jedyne co mógł, to skracając dystans dostać się jak najszybciej na wyspę. Niestety, wystający z dna konar pokrzyżował jego plany. Wyłożył się jak długi, robiąc hałas jak stado słoni. Pstrąg zmęczony albo wystraszony chlapnięciem, przestał młynkować i przez chwile nic nie robił. Chwile na tyle długą, że pozwoliła mu podnieść się z wody i ponownie uzyskać kontakt z ryba. Dalej wszystko poszło już jak należy. Sprowadził rybę poniżej wyspy na spokojniejszą i płytszą wodę. Uklęknął i dwoma rękami podebrał go. Cieszył się jak dziecko… nie przeszkadzała mu woda w woderach, mokra koszula, kapelusz. Miał go w rękach. Pierwszego pstrąga z jego rzeki. Nie myślał wtedy o tym, aby go wypuścić. On nie, ale matka natura się o to postarała. Kiedy delikatnie odpinał kotwice woblera, ryba resztką sił, być może ostatni raz, wygięła ciało w konwulsyjnym skręcie. To go przestraszyło. Choć chciał ja zabić, póki żyła bał się ją skrzywdzić. Nie zacisnął odpowiednio uchwytu i pstrąg pozbawiony kotwiczki z powrotem był już w wodzie. Dwa machnięcia ogona i ryba majestatycznie zatrzymała się na granicy nurtu. Wstał z kolan i długo przyglądał się swemu przeciwnikowi. Nie było mu żal. Patrzył z radością, ponieważ jego instynkt łowcy podpowiadał mu, że jeszcze się spotkają. Spotkali się jeszcze w tym samym roku.

Teraz siedząc na skarpie wspominał tamto spotkanie. Po raz setny, może tysięczny. Lubił to. Siadać w tym miejscu, patrzeć na wodę i wspominać. A było co. Od czasu swojego pierwszego miał ich na rozkładzie całe mnóstwo. Z roku na rok coraz lepiej rozumiał pstrągi ze swojej rzeki. Znał ich przyzwyczajenia, stanowiska. Wiedział, których odcinków nie lubią, a gdzie, po wyjęciu jednego na jego miejsce, prawie natychmiast zjawiał się konkurent. Wspominał smak pieczonego pstrąga z ogniska jak i radość z wypuszczenia złowionej ryby. Przemoczone ubrania po przymusowych kąpielach, i długie zimne majowe noce w namiocie. Wszystko to powodowało, że była to jego rzeka. Spotykał oczywiście innych wędkarzy. Niektórzy z nich byli mu nawet bliscy, ale zawsze lubił wędkować samotnie. Ta rzeka miała urok, który powodował, że dla niego wszystko inne przestawało się liczyć.
Kiedy tak siedział pogrążony we wspomnieniach zapominał o tym, co dziś zobaczył. Zapominał o wyciętych krzakach. O kikutach wystających z brzegu po ściętych drzewach. Zapominał o polnej drodze rozjeżdżonej potężnymi kołami jakiegoś gigantycznego ciągnika. O setkach gałęzi porozrzucanych w około. Wyciągniętych z nurtu pniach, które leżały tam być może od dziesiątków lat. Zapominał ? Nie ! Starał się tylko zapomnieć. A serce jego pękało z żalu.


Skorzystaj z przyznanego Ci prawa i oceń ten artykuł
« « « « || » » » »  
5  10 

drukuj drukuj wyślij wyślij

Lista komentarzy


Temat: Autor:
Czas:
Wspomnienia
Waldemar Kalita 19.2.04 09:10
Jedyne co może cieszyć że poprawiacze rzek wspomnień nam nie odbiorą ale to chyba za mało widząć zniszczone widoki ze wspomnień.

Waldek
     Odp: Wspomnienia
Na pamiątkę potomnym 05.3.04 20:49
    
Na różnych wybudowanych obiektach umieszcza się pamiątkowe tablice z naziskami twórców.
Może idąc tym wzorem warto ustawiać tablice nad brzegami dawnych rzek z napisem:

"Dawna rzeka (tu jej nazwa), zamordowana w roku (data) przez inż. (nazwisko) z (nazwa instytucji). Zniszczenie rzeki wsparto z funduszu (koniecznie podać). Zezwolenie na zniszczenie wydał (nazwisko i nazwa instytucji) przy pozytywnej opinii (nazwisko i instytucja).
A pod spodem można jeszcze dopisać motto naszych meliorantów:
"Rzeka musi być prosta"

Trzeba już zacząć szykować takie tablice i... złożyć wniosek o sfinasowanie ich z Funduszu Ochrony Środowiska...
Andrzej
         Odp: Wspomnienia
Na pamiątkę potomnym 06.3.04 11:42
        
Jednak tablice nie są tu najlepsze, bardziej pasowałby obelisk z betonu.
Andrzej
             Odp: Wspomnienia
Sławomir Kurzyński 07.3.04 10:12
            
Opowiadam się za obeliskiem, najlepiej z odpowiedzialnym za to w środku.


Valid XHTML 1.0!
Wszelkie prawa zastrzeżone - All Rights Reserved - ©2004 Stowarzyszenie KWI

Klub gości na Rybim Oku
Reklamy Krokus: Wdrożenia OpenERP