Portal Sklep Bazar Tygodnik Ryby Domowe Klub Reklama Pomoc
Archiwum 2
English pages

UWAGA! ZNAJDUJESZ SIĘ NA STRONACH ARCHIWALNYCH !!! NOWY ADRES => Wędkarstwo - Rybie Oko - http://www.fishing.pl

 
Artykuły
Forum
Foto
Baza
Co i kiedy
Linki
Brania
Hyde Park
Humor
Znad wody
Filmy i pliki
Kartki
Encyklopedia
Ryby i prawo
Ściąga
 
 
 
 
mniej ostatnich wiadomości 82114
To był fragmnet większej całości, niżej więcej :)
pytanie o połów
pomocy!
pomocy!
Odp: odp:Kłusownicy na śląsku
Odp: dorsz
.......................
Odp: Zapora na Wisłoce
Odp: Oj Panie Bogusz .....
Odp: Żyłka
pytanie o połów
pomocy!
pomocy!
leszczyńskie
"okonek"
Wróżka
W obronie jazgarza
Zawody? Również! Bo dlaczego nie?
Wisiel :/
Łowic bez nęcenia ?
Opowieśc znad wody..
Zanęty produkcji polskiej a zagranicznej
Konińskie kanały
Kupię szpulę do Okumy Avenger AV 30!!!!!!!!!!!!
POŻEGNANIE :) - godz 14!!!
Fajna rybka
Szkoda tytułować
 
 
więcej
Zawody wędkarskie
 4/145
Ten okropny żarłok - JAZGARZ
 
Opowieści znad wody.... cz.1
 6.9/85
Leszczowisko
 7.1/202
 8.8/115 hit
Łakomiec
 7.9/66
Oszuści na Bazarze Rybiego Oka.
 7.3/64
KOMUNIKAT
 
Stało się...
 5.6/30
Kłusownik ukarany! Lepiej późno niż wcale.
 4.9/71
 
 
więcej
Petycja!!!!!!!!!!!!!
Pstrąg Roztocza
Uroczyste otwarcie
 
 
Inne ankiety
Żyłka
Co robisz z niepotrzebnym kawałkiem żyłki?
wyrzucasz gdziekolwiek
rzucasz do wody, bo tam jej nie widać i ptak się nie zaplącze
tniesz na mniejsze kawałki i wyrzucasz
zabierasz ze sobą, by spalić w ognisku
zabierasz ze sobą, by wyrzucić do śmietnika
to inaczej, jak podaj w komentarzu

Wyniki Wyniki wszystkich

Komentuj
 


Wszystkie Rybim Okiem Opowiadania

Hit  Wigilijna opowiastka

Autor: Sławek Rybicki
Temat: Kłusownictwo
Data:23.12.03 10:25
Ocena:7.06  (16)
Czytano:2584

W połowie grudnia wreszcie chwycił mróz. Jezioro pokryło się w nocy warstewką lodu, który z dnia na dzień grubiał coraz bardziej. Na przybrzeżnych zatoczkach zaczęły się ślizgać dzieciaki, ale mało, kto próbował zapuszczać się dalej. Kilka dni później posypało śniegiem. Widoczne jeszcze poprzedniego w lodzie spękania i zamrożone bąbelki powietrza zostały przykryte kilkucentymetrową warstwą puchu. I tak na tydzień przed Wigilią jednolita biała tafla przykryła jezioro jakby przygotowując je do snu zimowego.


Zwany przez jednych Dziwakiem przez innych Starym przychodził codziennie żeby zerknąć na uśpione jezioro Z pierwszym lodem kończył swoje wędkowanie by jak mawiał dać odpocząć wodzie, ale i tak nie mógł się obejść bez jej widoku. Wędki schowane w szafie czekały na wiosnę a on spacerował obserwując pilnie „swoje” jezioro. Widok przygarbionej postaci denerwował niektórych, bo Stary jak tylko zobaczył kłusujących małolatów zaraz pędził na miejscową komendę i psuł „interes”. Denerwował tak bardzo, że 2 lata temu „trochę” mu przyłożyli i od tego czasu Stary kulał na prawą nogę. Sprawców pobicia nigdy nie wykryto, do czego przyczynił się wydatnie odmawiając jakiejkolwiek współpracy z policją, ale „kablować” nie przestał. Przychodziło mu to tym łatwiej, że jego chałupa stała tylko 200 m od brzegu na wysokiej skarpie skąd można było zobaczyć całe jezioro. Mieszkał samotnie od lat utrzymując się z niewielkiej renty. Zresztą niewiele potrzebował. Jadł niewiele wspomagając czasem dietę własnoręcznie złowioną rybą, ale nie pierwszą lepszą tylko taką, która mieściła się w jego prywatnych „widełkach”. Mała niech rośnie a duża jest… za duża burczał pod nosem wypuszczając większość z nich na wolność. Tak naprawdę zabierał, co roku tylko parę ryb w tym obowiązkowego sandacza, którym zwykł uświetniać wigilijną kolację. Co roku też siadał po wigilijnej kolacji przed oknem by paląc sfatygowaną fajkę patrzeć na jezioro. Gdyby go wtedy ktoś zapytał, na co się tak patrzy pewnie zburczałby ciekawskiego i odwrócił się plecami. Bo, o czym tu gadać? Nieużytek i Dziwak – wiadomo.

Piękna była tegoroczna noc wigilijna. Co prawda parę dni temu była odwilż ale dziś lekki mrozek pozwalał księżycowi rozświetlić milionem gwiazdeczek posypaną śniegiem ziemię. Stary odsapnął wypukując z fajki resztki tytoniu. Czas się zbierać na pasterkę - pomyślał wyciągając z szafy swoje odświętne ubranie. Do kościoła było raptem półtora kilometra przez wieś, ale on zawsze nadkładał drogi brnąc wzdłuż jeziora. Potem ośnieżony i milczący stawał pod nawą i po mszy wracał tą samą drogą. Dopiero tu, nad jeziorem pozwalał sobie zanucić swoją ulubioną kolędę:
Bóg się rodzi, moc truchleje,
Pan niebiosów obnażony!
Ogień krzepnie, blask ciemnieje,
ma granice Nieskończony!
Wzgardzony, okryty chwałą,
śmiertelny, Król nad wiekami!
A Słowo Ciałem się stało
i mieszkało między nami.

W nędznej szopie urodzony,
żłób Mu za kolebkę dano;
cóż jest, czym był otoczony?
Bydło, pasterze i siano.

Cichutko, ledwo słyszalnie tylko dla siebie i jeziora. Nieużytek i Dziwak – wiadomo.

Podnieś rękę, Boże Dziecię,
błogosław ojczyznę miłą,
w dobrych radach, w dobrym bycie
wspieraj jej siłę swą siłą,

dom nasz i majętność całą
i wszystkie wioski z miastami!
A Słowo...

Brnął nucąc słowa, które zapadły mu w pamięć jeszcze w kolebce. Słowa, które kołatały się po głowie nawet wtedy, kiedy siedział za drutami obozu. Słowa, które oprócz wątłej chałupiny i paru mórg ziemi były jedynym majątkiem, jaki mu pozostał, gdy wrócił do siebie. Ziemię sprzedał zostawiając sobie tylko mały spłachetek, na którym stał dom i kupił łódkę. Wtedy właśnie przylgnął do niego przydomek Dziwak. Jak zresztą mogło być inaczej skoro pozostał samotny bez przyjaciół i rodziny. Każdą wolną chwilę spędzał na wodzie z wędką w ręku, bo dopiero tu w ciszy i samotności czuł się dobrze.
Niespodziewany hałas przerwał mu rozmyślania. Jakieś 30 metrów od brzegu zobaczył kilku ludzi i wielkie terenowe auto buksujące na lodzie. Znał ten samochód doskonale, bo, na co dzień parkowało przed miejscową restauracją. Stojąc za rozłożystym dębem zrozumiał dokładnie, co się dzieje. Amatorzy darmowego mięsa nie uszanowali nawet tej nocy licząc na całkowitą bezkarność. Terenowa Toyota wyszarpywała właśnie z wielkiego przerębla kolejne metry sieci z trzepoczącymi się w niej rybami. Chyba jeszcze nigdy nie poczuł się tak bezsilny. Gdyby, choć miał ten obrzyn, co go zdał 50 lat temu. Czterech młodych mężczyzn, wielkie auto a nawet na komendzie świętują. Boże, co robić?. Przecież to jego przyjaciół mordują ci bandyci. Zabijają jego jedyną namiętność.
Seria głuchych trzasków odwróciła na chwilę jego uwagę od kłusowników. Dopiero po chwili dotarło do niego, że to pęka lód. Maltretowana ciężarem auta, sieci i ludzi powierzchnia jeziora znalazła wreszcie sposób by się obronić. Kolejny trzask potem następny i nagle w jednej sekundzie tylne koła samochodu znalazły się w wodzie. Kierowca gwałtownie dodał gazu, ale nawet to nie pomogło. Samochód zaczął gwałtownie się przechylać do tyłu i po chwili uniosły się w górę przednie koła. Spękania lodu zmieniły się w małe jeziorka a hałas pękającego lodu ustąpił miejsca chlupotowi. Jeszcze jeden trzask i samochód powoli jak tonący okręt zaczął pogrążać się w wodzie. Z satysfakcją patrzył na czołgających się na brzuchach kłusowników i ich szefa wyciskającego się w panice przez otwarte okno samochodu. W pięć minut na powierzchni jeziora została tylko wielka dziura w lodzie i słabo widoczny dach auta. Zerknął jeszcze na przemoczonych i przemarzniętych, ale żywych kłusowi. Dobrze im tak będzie dobre miejsce na okonia – pomyślał obserwując znikające w 12 metrowej głębinie światła samochodu i odszedł nucąc pod nosem: Bóg się rodzi, moc truchleje.

GrandPrix i Konkurs




















Skorzystaj z przyznanego Ci prawa i oceń ten artykuł
« « « « || » » » »  
5  10 

drukuj drukuj wyślij wyślij

Lista komentarzy


Temat: Autor:
Czas:
haha
hornetpsr 25.12.03 19:43
szkoda tych rybek w sieci , tym bardziej , że poszły pływać zaplątane w sieci .... :)



Valid XHTML 1.0!
Wszelkie prawa zastrzeżone - All Rights Reserved - ©1999-2004 Krokus Sp. z o.o. - powered by eZ publish
Za publikowane treści odpowiedzialność ponoszą ich autorzy, jednocześnie wyrażając tym samym zgodę na ich bezterminową publikację.
Reklamy Krokus: Przygotowanie druku