Portal Sklep Bazar Tygodnik Ryby Domowe Klub Reklama Pomoc
ARchiwum sklep
English pages

UWAGA! ZNAJDUJESZ SIĘ NA STRONACH ARCHIWALNYCH !!! NOWY ADRES => Wędkarstwo - Rybie Oko - http://www.fishing.pl

 
Artykuły
Forum
Foto
Baza
Co i kiedy
Linki
Brania
Hyde Park
Humor
Znad wody
Filmy i pliki
Kartki
Encyklopedia
Ryby i prawo
Ściąga
 
 
 
 
mniej ostatnich wiadomości 82114
To był fragmnet większej całości, niżej więcej :)
pytanie o połów
pomocy!
pomocy!
Odp: odp:Kłusownicy na śląsku
Odp: dorsz
.......................
Odp: Zapora na Wisłoce
Odp: Oj Panie Bogusz .....
Odp: Żyłka
pytanie o połów
pomocy!
pomocy!
leszczyńskie
"okonek"
Wróżka
W obronie jazgarza
Zawody? Również! Bo dlaczego nie?
Wisiel :/
Łowic bez nęcenia ?
Opowieśc znad wody..
Zanęty produkcji polskiej a zagranicznej
Konińskie kanały
Kupię szpulę do Okumy Avenger AV 30!!!!!!!!!!!!
POŻEGNANIE :) - godz 14!!!
Fajna rybka
Szkoda tytułować
 
 
więcej
Zawody wędkarskie
 4/145
Ten okropny żarłok - JAZGARZ
 
Opowieści znad wody.... cz.1
 6.9/85
Leszczowisko
 7.1/202
 8.8/115 hit
Łakomiec
 7.9/66
Oszuści na Bazarze Rybiego Oka.
 7.3/64
KOMUNIKAT
 
Stało się...
 5.6/30
Kłusownik ukarany! Lepiej późno niż wcale.
 4.9/71
 
 
więcej
Petycja!!!!!!!!!!!!!
Pstrąg Roztocza
Uroczyste otwarcie
 
 
Inne ankiety
Żyłka
Co robisz z niepotrzebnym kawałkiem żyłki?
wyrzucasz gdziekolwiek
rzucasz do wody, bo tam jej nie widać i ptak się nie zaplącze
tniesz na mniejsze kawałki i wyrzucasz
zabierasz ze sobą, by spalić w ognisku
zabierasz ze sobą, by wyrzucić do śmietnika
to inaczej, jak podaj w komentarzu

Wyniki Wyniki wszystkich

Komentuj
 


Wszystkie Rybim Okiem

Hit  Zwyczajne łowisko

Autor: Sławek Rybicki
Temat: Pstrąg i Lipień
Data:17.11.03 16:29
Ocena:6.31  (13)
Czytano:2794

Każdy z nas ma swój Wehikuł Czasu – wspomnienia kierują nas w przeszłość a marzenia w przyszłość i jak to marzenia zawsze są piękne. Pozostaje tylko mieć nadzieję, że kiedyś się ziszczą.


Wyłączam silnik. Warkot przez chwilę jeszcze kołacze się po głowie by po chwili ustąpić miejsca ciszy lasu. Siedzę bez ruchu kołysząc uszy poszumem liści a przez otwartą szybę sączy się zapach, za którym tęsknię codziennie. Jeszcze dwa powolne wdechy i wyjdę, ale ociągam się, bo trzask otwieranych drzwi to niemal świętokradztwo. Kilkanaście metrów dalej koło wiaty zbudowanej z surowych bali parkuje jakieś inne auto. Jak widać nie tylko mi chciało się opuścić domowe pielesze. Wychodzę powoli z samochodu starając się jak najmniej naruszyć spokój tego miejsca. Jeszcze wędka w rękę i idę znajomą ścieżką w stronę rzeki. Wiatrołomy trochę przeszkadzają w marszu, ale cóż... rezerwat ma swoje prawa. Kiedy przekraczam kolejny butwiejący pień widzę jak kilkanaście metrów dalej przez ścieżkę przebiega sarna by po chwili zniknąć we mgle poranka. Idę cichutko dalej. Jeszcze dwa zakręty i słychać już szum bystrza. Typowy leśny zapach zostaje zastąpiony rześkością wodnych drobinek. Rzeka nic się nie zmieniła od zeszłego roku. Tak samo wali po kamieniach i tak samo kręci w leśnym wąwozie. Schodzę ostrożnie po kamieniach na sam brzeg by tam usiąść chwilkę i popatrzeć na wodę. To już niemal rytuał. Kiedyś, dawno temu kij był gotów do rzutu w minutę po wyjęciu go z bagażnika, ale od lat zaczynam od wsłuchania się w wodę. Przypalam papierosa i siadam opierając plecy o wielki narzutowy głaz. Za godzinę wzejdzie słońce, ale noc już zmieniła się na miejsca z szarówką poranka. Woda przewala się po kamieniach z lekkim sykiem a gdzieniegdzie w uspokojeniach nurtu widać „oczka”. Rozglądam się szukając tego drugiego, ale lekka mgiełka skutecznie chroni go przed moim wzrokiem. Jeszcze kilka „dymków” i gaszę papierosa w metalowej tutce, która zawsze siedzi w kieszonce. Czas na wędkę. Bez pośpiechu montuję zestaw zastanawiając się chwilę nad wabikiem. Obrotówka czy wobler? Decyduję się na tonącego salmiaczka. Może dziś uderzy?. Schodzę po kamieniach w pobliże pierwszego szypotu. Tuż za największym z wystających głazów jest miejscówka „króla”. Siedzi tam już od kilku lat czerpiąc swoją mądrość z próżnych wysiłków dziesiątków takich jak ja. Podobno w zeszłym roku ktoś go miał przez chwilę na kiju, ale ja tylko widywałem potężną rybę odprowadzającą wabiki. Rzucam trochę poniżej i próbuję prowadzić wabik jak najbardziej naturalnie. To jedyna szansa, bo kamienie powyżej jego stanowiska uniemożliwiają podawanie przynęty z prądem. Ster stuka o kamienie i wtedy pozwalam przynęcie lekko się cofnąć by po chwili powtórzyć ruch. Zapamiętałem się w tej grze tak bardzo, że dopiero po chwili odpowiedziałem na ciche – dzień dobry, widzę, że króla pan chce złowić. Dzień dobry – odpowiadam – ano próbuję. Nie pan jeden, ale cwany z niego, pstrągal – mówi schodząc niespiesznie poniżej - Do zobaczenia. Zmieniam miejsce przechodząc na drugą stronę rzeki. Dziś znów wygrał a na razie poszukam innych, które pozwolą mi się włowić w tą wodę. Kolejne dwie godziny przynoszą pięć pstrągów, z których jeden wędruje do koszyka. To jedyny który nie przekroczył limitu rozmiaru. Wszystkie wypasione i w świetnej kondycji. Każdy stał w podręcznikowym miejscu, ale musiałem się trochę nabiedzić zanim dobrałem woblerek pasujący do ich dzisiejszego gustu. Wychodzę na brzeg by zjeść kanapkę i napić się kawy. Kiedy wyciągam termos pojawia się mój konkurent. I jak? – Pytam podając mu kawę – nieźle, dziękuję. Pociąga łyk i ciągnie dalej – dziś cztery mi wzięły. A mi pięć – chwalę się i pokazuję koszyk – jednego zabieram.
- Ładny, pewnie ponad kilogram.
- Diabli wiedzą, ale w sam raz na uroczystą kolację.
- Ale króla pan nie złowił?
- Co się odwlecze to.., Może innym razem – odpowiadam – zresztą ryb tu tyle, że można się pocieszyć. I tak za tydzień będę tu znowu i będę znów próbował.
Dopijamy kawę i rozchodzimy się.
Pół godziny później, kiedy oprawiam pstrąga na specjalnym miejscu pod wiatą zjawia się opiekun łowiska. Wypełnił pan rejestr – pyta rzucając okiem na mój identyfikator . Wyślę panu z domu – odpowiadam – może być e`mailem?. Czemu nie, będzie mniej pisania. Od razu zwrotną pocztą wyślę panu fotki z dzisiejszego dnia. Zwłaszcza ta z holu tego, co go pan zabrał jest śliczna. Tylko proszę nie zapomnieć- uprzedza - bo będę musiał zmniejszyć panu limit. Do widzenia – żegna się i znika jak duch między drzewami. Owijam pstrąga płótnem i wkładam do bagażnika. Nie używam lodówki, bo za pół godziny będę w domu. Na pewno będzie świeży. Zresztą, komu by się chciało w środku tygodnia jeździć gdzieś dalej. Takich łowisk jak to jest koło Warszawy kilkanaście.

GrandPrix i Konkurs


Skorzystaj z przyznanego Ci prawa i oceń ten artykuł
« « « « || » » » »  
5  10 

drukuj drukuj wyślij wyślij

Lista komentarzy


Temat: Autor:
Czas:
MARZYCIEL..
Bogusz Nowacki 18.11.03 07:58
Jak to dobrze, że są ludzie wyposażeni przez naturę w Wyobraźnię ! Przecież to ONA, wielokrotnie już, była i jest motorem postępu. Wystarczy wymienić;da Vinci,Verne'a, czy ostatnio tak docenionego Lema. Może do zmian w naszej wędkarskiej rzeczywistości, też kiedyś dojdziemy poprzez marzenia. Żal tylko, że spora ilość wody upłynie w nijednym strumieniu, niejeden "król" zachłyśnie się szambem... i niejedno pióro przestanie kreślić pochwałę marzeń.Wodom Cześć.



Valid XHTML 1.0!
Wszelkie prawa zastrzeżone - All Rights Reserved - ©1999-2004 Krokus Sp. z o.o. - powered by eZ publish
Za publikowane treści odpowiedzialność ponoszą ich autorzy, jednocześnie wyrażając tym samym zgodę na ich bezterminową publikację.
Reklamy Krokus: Pewne, hobbystyczne zainteresowania genealogiczne spowodowały, że zawartość domeny Nazwisko.pl zamierzamy w przyszłości rozwinąć i zbudować w oparciu o nią dość obszerny serwis.