Pod ochroną


Wszystkie KWI Spis Nieregularników KWI Relacje

Hit  Niedziela nad komercjuszem

Autor: Bogdan Ziółkowski KWI
Temat: Spotkania
Data:17.10.03 22:23
Ocena:4.95  (20)
Czytano:5785

Wiedziałem gdzie jadę, dałem jednak się wyciągnąć Michałowi na łowisko specjalne znajdujące się na terenie ośrodka wypoczynkowego w pobliżu Łodzi. Wśród bywalców krążą legendy o dużych okoniach, karpiach itd.


Namawiać się zaczęliśmy w sobotę wieczorem. Spotkaliśmy się przy żeliwniaku pieczonym na prawdziwym choć niewielkim ognisku u mnie na podwórku oczywiście wraz z naszymi dziewczynami Adą i Mariolą. Ciepłe ciuchy, super smaczna zawartość 5-cio litrowego gara (zniknęła w całości), do tego płyn rozgrzewający marki żubrówka, mimo chłodu posiedzieliśmy aż do północy. Ustaliliśmy, że skontaktujemy się jak się wyśpimy.
Już o pół do dziesiątej zadzwonił Michał, szybka decyzja i jedziemy.
Pół godziny jesteśmy na miejscu. Łowisko jak łowisko, kawałek tn. ok 2 ha wody ogrodzone, z jednej strony las, z drugiej droga z hałasującymi na szczęście rzadko samochodami. Na wstępie wita nas swoim krakaniem kruk, niewidoczny siedzi na czubku wysokiego modrzewia. Rozpoczynamy biczowanie wody szukając jakiejś trafionej przynęty, długo długo nic. Pojedyńcze szturgnięcia i tak, aż do czasu, gdy obeszliśmy zbiornik z drugiej strony. Zastanawia mnie dlaczego głębokość wody właściwie się nie zmenia. Zaczęliśmy obławianie w końcowej części, dalej jest kilkumetrowa obniżenie terenu. Wydaje się, że w tym rejonie powinno być najgłębiej a tu, na całości jest w miarę jednakowo, od 1-go do 1,5 metra. Przesuwamy się do początku, zauważam ciekawą rzecz w budowie tego mini zalewu. Przelewy usytuowane są niedaleko wlewu, ciek wykorzystany do napełnienia płynie sobie obok na całej długości zatrzymanej wody sztucznie wykonanym korytem. Oznacza to, że budowniczy ciekawie wykorzystał mało sprzyjające budowie zalewu ukształtowanie terenu obok płynącej rzeczki i nie musiał na końcu zalewu budować wysokiej tamy, za to niewiele podniósł jeden jeden z długich brzegów. Wróćmy do połowów.
Już namachaliśmy się sporo, ja nawet po drodze odbiłem do lasu na grzyby, efekt nadszedł, gdy znaleźliśmy się po drugiej stronie wody. Zaczęło od kilku niewielkich okonków, kóre rozbudził naszą nadzieję. W pewnej chwili słyszę głos Michała, potrzebuje pomocy.
Myślę: -Chwila, już idę tylko ściągnę wędkę.
W tym momencie branie, Michał dalej mnie przywołuje, jesteśmy oddaleni od siebie o jakieś 120 m.
Wykrzykuję więc:
-Moment, tylko wyciągnę rybę. Wyjąłem po krótkim holu, był to okoń 32 cm, fajny garbusek. Nie odpinając go z błystki powędrowałem w stronę Michała. W chwili, gdy dochodziłem już prawie z ręki wywiał mu identyczny. Okazało się, że w tym samym momencie mieliśmy brania ryb jednego rocznika. Fotografia, buzi i do wody.
Kilkanaście metrów dalej siedział przybyły na łowisko przez dziurę w płocie tubylec - rowerzysta. Na ziarna kukurydzy podane na gunt zachaczył i z pomocą Michała wyjął karpia, tak na oko koło 4 kg. Niestety ta ryba nie dość, że nie dostała buzi, natychmiast poszła do jutowego wora robiącego za sadzyk.
Słońce już chowające się za ścianę lasu pięknie oświetlało przeciwny brzeg z drzewami pokrytymi różnokolorowymi liśćmi, zbliżaliśmy się do końca łowiska. Spotkaliśmy jeszcze jednego wędkarza szykującego sprzęt do połowów na spławik. Nad naszymi głowami kołował kolejny potężny kruk, w pierwszej chwili wziąłem go za drapieżnika. Koniec, cała woda obrzucona, przed nami trudna decyzja - co dalej. Mamy do wyboru wracać, ale w aucie mamy kawałek kiełbaski, gdyby tak zrobić sobie ją na ciepło?
Już po chwili płonęło niewielkie ognisko, my zaś z kijkami w rękach grzaliśmy siebie i jedzonko. Michał nie wytrzymywał, gdy ja dorzucałem drewno do ognia, biczował wodę z nadzieją na jeszcze jedną rybę. W trakcie zajadania się obserwujemy ciekawy obrazek:
Wzdłuż brzegu konno jedzie facet, (za chwilę okazało się, że to szef ośrodka), tempo spcerowe, przy nim wędują dwie kózki, biała i czarna. Zachowują się zupełnie jak psy, nie odstępują swojego pana, reagują na zawołanie po imieniu, takie dwa miłe zwierzątka, piękny widok.
Dokładnie zatarłem ślady po ogniu, idąc brzegiem udaliśmy się w kierunku parkingu. Ja przezornie zwinąłem wędkę, Michał ?dalej rzucał.
Za niecałe pół godziny byliśmy w Łodzi. Dzień oceniliśmy jako udany mimo, że spędzony nad komercjuszem.

Bogdan Ziółkowski KWI


Skorzystaj z przyznanego Ci prawa i oceń ten artykuł
« « « « || » » » »  
5  10 

drukuj drukuj wyślij wyślij

Lista komentarzy


Brak komentarzy.

Valid XHTML 1.0!
Wszelkie prawa zastrzeżone - All Rights Reserved - ©2004 Stowarzyszenie KWI

Klub gości na Rybim Oku
Reklamy Krokus: Systemy zarządzania zawartością informacyjną serwisów WWW. CMS eZ Publish już od kliku lat skutecznie wdrażamy różne wersje tego systemu.