Portal Sklep Bazar Tygodnik Ryby Domowe Klub Reklama Pomoc
Archiwum 2
English pages

UWAGA! ZNAJDUJESZ SIĘ NA STRONACH ARCHIWALNYCH !!! NOWY ADRES => Wędkarstwo - Rybie Oko - http://www.fishing.pl

 
Artykuły
Forum
Foto
Baza
Co i kiedy
Linki
Brania
Hyde Park
Humor
Znad wody
Filmy i pliki
Kartki
Encyklopedia
Ryby i prawo
Ściąga
 
 
 
 
mniej ostatnich wiadomości 82114
To był fragmnet większej całości, niżej więcej :)
pytanie o połów
pomocy!
pomocy!
Odp: odp:Kłusownicy na śląsku
Odp: dorsz
.......................
Odp: Zapora na Wisłoce
Odp: Oj Panie Bogusz .....
Odp: Żyłka
pytanie o połów
pomocy!
pomocy!
leszczyńskie
"okonek"
Wróżka
W obronie jazgarza
Zawody? Również! Bo dlaczego nie?
Wisiel :/
Łowic bez nęcenia ?
Opowieśc znad wody..
Zanęty produkcji polskiej a zagranicznej
Konińskie kanały
Kupię szpulę do Okumy Avenger AV 30!!!!!!!!!!!!
POŻEGNANIE :) - godz 14!!!
Fajna rybka
Szkoda tytułować
 
 
więcej
Zawody wędkarskie
 4/145
Ten okropny żarłok - JAZGARZ
 
Opowieści znad wody.... cz.1
 6.9/85
Leszczowisko
 7.1/202
 8.8/115 hit
Łakomiec
 7.9/66
Oszuści na Bazarze Rybiego Oka.
 7.3/64
KOMUNIKAT
 
Stało się...
 5.6/30
Kłusownik ukarany! Lepiej późno niż wcale.
 4.9/71
 
 
więcej
Petycja!!!!!!!!!!!!!
Pstrąg Roztocza
Uroczyste otwarcie
 
 
Inne ankiety
Żyłka
Co robisz z niepotrzebnym kawałkiem żyłki?
wyrzucasz gdziekolwiek
rzucasz do wody, bo tam jej nie widać i ptak się nie zaplącze
tniesz na mniejsze kawałki i wyrzucasz
zabierasz ze sobą, by spalić w ognisku
zabierasz ze sobą, by wyrzucić do śmietnika
to inaczej, jak podaj w komentarzu

Wyniki Wyniki wszystkich

Komentuj
 


Wszystkie Poradnik Sprzęt

Hit  W sprawie łowienia multiplikatorem

Autor: Sławek Baj
Temat: Kołowrotki
Data:17.10.03 11:41
Ocena:8.86 hit (22)
Czytano:7966

Multiplikator i łowienie nim jako temat w literaturze wędkarskiej co jakiś czas pojawia się na łamach prasy, również na stronach WWW. Pierwszym, który szerzej ujął temat był Tadeusz Andrzejczyk w swojej książce o łowieniu w jeziorach. Potem pojawiły się teksty Aleksandra Gzowskiego, Zbigniewa Zalewskiego, Piotra Sierputowskiego, Roberta Simoni.



Szczupak złowiony multiplikatorem

Aleksander Gzowski pisze w ten sposób (cytuję): „ Jeśli ktoś dziś z konieczności dyktowanej zasobnością portfela musi ograniczyć swoje wędkarskie (spinningowe) hobby do posiadania li tylko jednego wędziska i jednego kołowrotka, to tym jedynym na pewno nie powinien być multiplikator, lecz kołowrotek bardziej uniwersalny o szpuli stałej. Natomiast u tych bardziej zasobnych i zarażonych bakcylem spinningowania – nie mówiąc o kolekcjonerach – ten typ kołowrotka powinien się znaleźć na drugim czy trzecim miejscu”. Przyznam, że w czasie 19 lat „praktyki wędkarskiej” spotkałem nad wodą tylko jednego kolegę łowiącego, który używał tego rodzaju sprzętu, zastosowanego akurat z krótkim wędziskiem w charakterze ciężkiej wędki gruntowej. Wędkarz ten gładko zarzucał kilkadziesiąt gram ołowiu pod drugi, lepszy brzeg rzeki, zachwalając przy tym ten rodzaj kołowrotka do takiego łowienia.
Pierwszy multiplikator, który miałem w ręku to jakiś wyrób rosyjski, na który natknąłem się na bazarze. Wzorowany pewnie na którymś z zachodnich modeli. Wykonany chyba w całości ze stali, ważył z kilogram, chodził tak jak wyglądał - ciężko. Potem było długo, długo nic, mimo, że w sklepach pojawił się sprzęt DAM, Balzer, Cormoran, trochę Daiwy i Shimano. Będąc na studiach poważniej zainteresowałem się spinningiem. Temat multiplikatora frapował mnie od zawsze. Jego zakup był kwestią czasu. Czas jednak płynął, zawsze było coś nie tak - brak gotówki, brak oferty sklepowej albo coś jeszcze. Kupiłem multiplikator przez Internet. Szybko, prawdziwie okazyjnie - niedrogo i z dobrych rąk (tu ukłony w stronę Pana Piotra Sierputowskiego). Piękny, niskoprofilowy model Daiwy, na lewą rękę. Złocona szpulka, magnetyczny hamulec, „kosmiczny” wygląd.
Nie powiem, że łowię multiplikatorem długo, bo tak nie jest. Jednak już to doświadczenie, które zdobyłem pozwala mi, myślę, sformułować kilka uwag odnośnie łowienia tym sposobem – na temat samego kołowrotka jak i stosowanego do niego wędziska.
Kwestia obsługi technicznej takiego kołowrotka. Wyrzut przynęty musi być bardziej płynny i odbywać się na nieco dłuższej drodze niż w klasycznym zestawie spinningowym. Nie jest to trudne, i każdy kto chce poradzi sobie z tym. Kiedyś do łowienia ciężkim zestawem gruntowym używałem radzieckiego kołowrotka o ruchomej szpuli (mam go do dziś) marki „Kijewskaja” o bardzo małych oporach toczenia się szpuli i było dobrze. Tu dopiero trzeba było uważać, bo jeśli powstała „broda” to była gigantyczna. Multiplikator posiada hamulec dociskowy i magnetyczny (lub odśrodkowy). Splątania zestawu przy wyrzucie są spowodowane zbyt dużą prędkością obracającej się szpuli i zdarzają się oczywiście, ale wtedy gdy przez pośpiech lub nieuwagę nie ustawimy dobrze obu hamulców i nie aż tak często jak by się mogło wydawać. Generalnie, uważam, że nie jest to problem i nie może to stanowić argumentu przeciwko stosowaniu takiego rodzaju kołowrotka. Multiplikatorem rzuca się znad głowy lub z boku (z prawej strony dla osób praworęcznych). W trudnych warunkach terenowych („okoliczne krzaki liczne”) można też wykonać rzut boczny ze strony lewej, jest jednak trudniejszy, mniej precyzyjny i znacznie krótszy. Typowy rzut „spod kija” – odpada. Rzuty multiplikatorem w trudnych miejscach są najczęściej niemożliwe do prawidłowego wykonania i jest to argument przeciwko stosowaniu tego rodzaju sprzętu. W tym miejscu mała uwaga – w takim łowisku, gdzie nad głową i z boku pełno jest gałęzi – łatwiej łowi się wędziskiem krótszym – łatwiej się takim rzuca i bezpieczniej zacina. Zacięcie przy braniu ryby (lub zaczepie) jest odruchowe i przeważnie mocne – w przypadku długiego kija trzeba bardzo uważać, aby nie uszkodzić go o np. wiszącą nad głową grubą gałąź wiekowej wierzby.
Kwestia długości rzutu - rzeczywiście wydaje się, że rzuty takim kołowrotkiem są krótsze - w przypadku przynęt stosunkowo lekkich na pewno, ale im cięższa przynęta tym mniej zauważalna jest różnica. Pływającym modelem Rapali Original daleko się nie rzuci – tu bez porównania lepszym jest zestaw z kołowrotkiem o szpuli stałej. Ale 5 – cm ripper na standardowej główce (5 – 7 g) leci już na całkiem przyzwoitą odległość. Odległość rzutu Algą nr 1 lub 2 całkowicie mnie satysfakcjonuje. Generalnie myślę, że łowienie multiplikatorem już w przypadku przynęt 5 – 7 gramowych o zwartej budowie będzie miało jak najbardziej sens, zwłaszcza jeżeli preferujemy precyzyjne łowienie na niezbyt odległych dystansach.
Ktoś może zarzucać, że kołowrotek umocowany nad wędką źle ją wyważa. Może jest to jakiś problem przy łowieniu klasyczną konstrukcją multiplikatora – model niskoprofilowy przymocowany do krótkiego wędziska trzyma się całkiem wygodnie (prawa ręka obejmuje część korpusu kołowrotka). Co ważne – jeśli do tej pory używaliśmy kołowrotka z korbką „na lewą rękę” tak powinno pozostać w momencie przejścia na łowienie multiplikatorem – czyli, że nasza maszynka również powinna być „na lewą rękę” (niestety jest to model rzadziej spotykany). Przekładanie wędki do lewej ręki po wykonanym rzucie i kręcenie prawą ręką uważam za niepotrzebne samoudręczanie się z dużą szkodą dla precyzji, wygody i skuteczności łowienia.
Wędzisko. Początkowo łowiłem normalnym wędziskiem tyle, że w nienormalnej pozycji wędki - „kołami do góry”. Dało się tak łowić, ale brak typowego kija castingowego sprawiał, że częściej używałem zestawu klasycznego z kołowrotkiem o szpuli stałej. Ale teraz już nie muszę. Zamówiłem wędkę castingową - wybrałem Premiera St. Croix o długości 2,13 m i ciężarze wyrzutu 5,3 – 17,7 g. Wiem, że raczej nie powinno się zamawiać rzeczy, której nie miało się w ręku, ale w zasadzie nie miałem innego wyjścia - w sklepach, które odwiedziłem wybór był żaden. Zaryzykowałem i jestem zadowolony.
Tak jak w przypadku poprzedniego zakupu w sklepie RO - zdecydowałem się na wędkę jednoczęściową. Taka konstrukcja jest lekka i mocna, dobrze wyważona, bardzo poręczna. Wędka ta ma stosukowo dużą zbieżność blanku. Przy wzrastającym obciążeniu ugina się szczytówka i stopniowo coraz niższe części wędki, część dolna pozostaje sztywna. Taki rodzaj pracy bardzo mi się podoba. Tak właśnie wyobrażałem sobie wcześniej wędkę castingową. Premier ma akcję wolniejszą niż Legend Elite, jest od niej mniej czuły, ale i kosztuje 2 i ½ razy mniej.
Konstrukcja jednoczęściowa ma same zalety i tylko jedną wadę - transport wędki. Jadąc na ryby samochodem składam tylne siedzenie i po włożeniu tuby z wędką przez bagażnik jej koniec sterczy między dwoma przednimi siedzeniami. Jadąc rowerem trzymam wędkę w pokrowcu w ręku, już bez tuby (trzeba uważać). Myślę, że sprawa transportu nie jest problemem (do wszystkiego można się przyzwyczaić). Jasne jest też, że wybierając się na ryby „w pięciu” muszę wziąć inną wędkę, która po złożeniu zmieści się w bagażniku samochodu.
Sprawa długości wędki castingowej (ale i klasycznego spinningu). Nasz obecny standard to 2,7-3,0 m z brzegu i 2,4 m z łodzi z różnymi, raczej niewielkimi odchyleniami od „normy”. Kiedy po kilku miesiącach posługiwania się kijem 2,1 m (Legend Elite St. Croix) wziąłem do ręki wędkę 2,7 m (Mitchell Prestige), którą łowiłem wcześniej przez kilka ładnych lat, wrażenie było wstrząsające. Mitchell, choć przecież węglowy (wg napisu na blanku 97 % węgla) wydał mi się długą, ciężką, potwornie źle wyważoną luśnią. Do tego stopnia byłem zaskoczony, że odruchowo sprawdziłem napisy na kiju czy aby na pewno wziąłem ze stojaka odpowiednią wędkę.
Powodów użycia długiego kija widzę kilka - łatwiejsze prowadzenie przynęty w górnych warstwach wody lub w wodzie płytkiej - jeżeli ktoś łowi w takich miejscach i w taki sposób. Dalej - kij dłuższy umożliwia prowadzenie przynęty w rzece pod prąd, równolegle do brzegu, poza pasem trzcin, zarośli i innych zaczepów. Ja rzadko łowię w ten sposób. Prowadzenie tak zarzuconej przynęty, chociażby szczupakowego woblera czy Algi dwójki musi być bardzo wolne. Po kilku metrach staje się to po prostu nudne (to oczywiście mój pogląd). Wolę rzuty w poprzek nurtu i prowadzenie przynęty łukiem lub rzuty nieco pod prąd i sprowadzanie przynęty „na siebie”. Do tego wędka nie musi być długa. Trzeci powód - wydaje się, że rzuty kijem dłuższym też są dłuższe. Na przynętę na dłuższej drodze działa siła nadająca odpowiednio większe przyspieszenie. Choć to też dyskusyjne, bo bardzo dużo zależy od konstrukcji wędki, a jak wiemy są kije lepiej i gorzej skonstruowane. Nawet gdyby, to czy rzut daleki znaczy rzut lepszy? Moim zdaniem - nie. Zdecydowanie większość ryb łowię na co najwyżej średnich dystansach, pewnie dlatego, że bardziej wiem, co się z przynętą dzieje. Prowadzenie błystki wyrzuconej bardzo daleko to prawdziwa „randka w ciemno”. Wędka dłuższa ważyć może niewiele więcej niż krótka, lecz dźwignia jaka działa na rękę trzymającą wędzisko powoduje dużo większe jej obciążenie i w miarę upływu czasu (ot, chociażby 6 godzin łowienia) - zwyczajne zmęczenie. Jeżeli mam zamiar łowić swoim trociowym kijem (RST Impuls) plus kołowrotek Daiwa Emblem-S 3500iA (też „solidny” młynek) muszę być przygotowany na naprawdę duży wysiłek fizyczny. Zestaw baitcastingowy (kij 2,1 m + mały multiplikator) jest idealnie wyważony, mogę się nim posługiwać cały dzień i jest OK.
Czy wędkarz łowiący multiplikatorem jest bardziej skuteczny od swojego kolegi łowiącego obok zestawem klasycznym? Chyba nie. Jednak dostaje do ręki maszynkę bardzo precyzyjnie skonstruowaną i wykonaną, urządzenie bardzo mocne i trwałe.
Co ma zrobić wędkarz potencjalnie zainteresowany łowieniem multiplikatorem? Sytuacją optymalną jest taka – wędkarz ma kolegę posiadającego tego rodzaju sprzęt. Kilka wspólnych wypraw nad wodę i już wie, czy warto inwestować w sprzęt czy nie. Jeśli takiego kolegi się nie ma - pozostaje wariant drugi – zakup zestawu (wędzisko + kołowrotek) i dopiero decyzja – tak lub nie.
Na koniec zastrzeżenie- nie uważam się na za specjalistę w sprawach spinningu. To, co napisałem to moje prywatne przemyślenia wypracowane w ciągu kilku lat łowienia spinningiem, a i to łowienia ryb, które trudno nazwać okazowymi.
Chcę tylko powiedzieć, że łowienie multiplikatorem z użyciem krótkiej wędki bardzo mi odpowiada i jest bardzo przyjemne. Po prostu przyjemne. Każdy dobrze oddany rzut daje satysfakcję. Tak jak łowienie na muchę - wystarczy świst sznura, dobre położenie przynęty na wodzie. Słowem – poezja. Bo, jak mawiał jeden, wszystko jest poezja.

Sławek Baj
Dla zainteresowanych podaję numery czasopism z artykułami na wzmiankowany wyżej temat:
Wiadomości Wędkarskie - 10’87, 9’90, 7’94, 8’94, 10’94, 11’94, 5’97
Świat Spinningu - 7’97, 3’98, 4’98
Wędkarski Świat - 7’96, 10’96, 6’98, 8’98, 11’99

DEBIUT





Skorzystaj z przyznanego Ci prawa i oceń ten artykuł
« « « « || » » » »  
5  10 

drukuj drukuj wyślij wyślij

Lista komentarzy


Temat: Autor:
Czas:
Pierwszym, który szerzej ujął temat ...
Adam Kotarbiński 31.12.03 03:09
Super artykuł !!! Jedna informacja, właśnie ukazało się nowe wydanie Andrzejczyka ! Zapraszam na strone.
www.wedkarstwojeziorowe.pl

MULTIPLIKATOR
Bartek Janiszewski 02.11.03 12:13
Bardzo fajny artykuł. Moim następnym kołowrotkiem na pewno będzie multiplikator !!!
Multiplikator
Andrzej Gawor 20.10.03 18:11
Witaj
To najlepszy artykół, jaki został opublikowany na łamach naszej stronki. Dzięki. Jesteś ok!!!
Multiplikator mnie nie przekonał
Sławek Rybicki 19.10.03 13:50
Dostałem kiedyś w prezencie kij castingowy więc musiałem spróbować. Pierwsze rzuty były 2, 3 metry za buty ale potem poszło lepiej. Nawet się brody wystrzegłem. Po 3 miesiącach dałem sobie spokój i wróciłem grzecznie do stałej szpuli. Multiplikator jest super narzędziem do połowów morskich i na ciężki grunt. Ciężki zestaw sumowy też. Jak każdego snuja można też wykorzystać do przepływanki jednak do spinningu w polskich realiach mi się nie zdał. Uważam, że wymusza używanie ciężkich przynęt bo dopiero takimi można daleko i celnie rzucić. Technika rzutu wymaga też dużo miejsca więc (moim zdaniem) zakrzaczone i zadrzewione akweny odpadają.
PS: Rex Hunt używa multiplikatorów podczas połowów w morzu ale na rzekach i jeziorach wraca też do stałej szpuli. A dlaczego piszę o Rex`ie ? Bo australijczycy i amerykanie lubią multi i dużo ich się na tamtych rynkach sprzedaje. U nas pozostaje ciągle narzędziem mało popularnym i chyba tak zostanie.
     Odp: Multiplikator mnie nie przekonał
Paweł Wypiórkiewicz 20.10.03 13:52
    
Multi dobry jest tez do jerkowania oraz trolingu duzymi przynetami (przewaznie woblerami)
Gumo
         Odp: Multiplikator mnie nie przekonał
Sławek Rybicki 20.10.03 14:33
        
:)) czyli do wszystkiego co duże i ciężkie. Możliwe, że gdybu ktoś mi pokazał dobre rzuty małymi 2-3 cm wobkami i góra 2 gr obrotówkam to bym zmienił zdanie.
             Odp: Multiplikator mnie nie przekonał
Paweł Wypiórkiewicz 20.10.03 15:03
            
Jesli nie duze i ciezkie to chociaz o zwartej budowie np.karlinka, aglia 5-ka.
A juz do srednich woblerow, ot , taki siek z 7-8cm nie za bardzo sie nadaje choc to nie paproch.....

Dlatego dziwuje sie czemu rozni ludkowie napieraja do stosowania multiego skoro tradycyjny jest o.k. i naprawde ciezko bedzie wymyslic cos lepszego...?

Reklama dzwignia handlu!
Gumo
                 Odp: Multiplikator mnie nie przekonał
Sławek Rybicki 20.10.03 15:11
                
Może nie od razu handlu. Wszystko pewnie przez ciekawość lub oryginalność. Stała szpula ma swoje wady ale jest uniwersalna czego o multinie można powiedzieć.
Bardzo dobry artykul.
Zdzislaw Dyrman 17.10.03 22:33
Wreszcie ktos zajal sie tym tematem z punktu widzenia amatora i w sposob zrozumialy dla przecietnego wedkarza, a nawet poczatkujacego. Od dluzszego czasu nosilem sie z zakupem multiplikatora ale nie mialem sie kogo poradzic. W okolo sami zagorzali konserwatysci (niektorzy tzw."wielcy" w swoim mniemaniu wedkarze na slowo multiplikator robili wielkie oczy mruczac pod nosem "multi co???").
Tak wiec decyzja zapadla, zaczynam uczyc sie nowej techniki lowienia z multiplikatorem. Mam nadzieje, ze trudne poczatki mnie nie zniecheca.

Pozdrawiam, Zdzislaw
     Odp: Bardzo dobry artykul.
Sławek Rybicki 18.10.03 17:00
    
Zanim podejmiesz decyzję wpisz w wyszukiwarkę RO słowo multiplikator i ..... poczytaj więcej.

PS. Potem zrób to samo na www.wcwi.net.pl
Brawo
Przemysław Bobrowski 17.10.03 19:26
Cieszę się, że wreszcie ktoś porusza temat multiplikatora.Wielu ludzi jest uaprych i odpornych na wszelkie odchylenia od krajowych norm. Spostrzeżenia mamy podobne, tyle że ja typuje wędzisko 1,8 metra również Premier.
Z pozdrowieniami
Przemysław Bobrowski
Zdjęcia
Dariusz Żbikowski 17.10.03 11:50
Podaj Sławku numery zdjęć, które chciałeś załączyć (lub wyslij je do nas pocztą).

Pozdrawiam,
Darek
     Odp: Zdjęcia
wojtek zmarzly 18.10.03 20:39
    
wszystko piekne tylko po co komplikowac sobie zycie skoro ktos wymyslil kolowrotki o szpuli stalej
         Odp: Zdjęcia
Przemysław Bobrowski 18.10.03 21:22
        
Jeden lubi swój teleskop z targu, ciepłe i wygodne gumofilce oraz coś mocniejszego na rybach a drugi czerpie przyjemność z samego łowienia, z kontaktu z rybą, z każdego jej "puknięcia" w przynętę. Lubi, kiedy wabik wpada do wody bezszelestnie tam gdzie dokładnie tego chciał. Lubi po dziesięciu godzinach łowienia nadal czuć swoje ramię. Czerpie przyjemność z każdego rzutu, od pierwszego aż po ostatni. Oczywiście wszystko to jest kwestią wyboru i indywidualnych preferencji, które oczywiście szanuję.
             Odp: Zdjęcia
wojtek zmarzly 19.10.03 21:05
            
nie no tym razem przegioles ,nie pije na rybach nie chodze w gumofilcach bo mam neopreny nie lapie na kije z targu,bo wierze wylacznie kijom amerykanskim,z kreciolow uzywam wylacznie shimano bo daiwa jest nie do kupienia.ponawiam pytanie po co sobie zycie utrudniac .chyba ze jest sie snobem.i jestem lepszy bo lapie na multiplikator.nie ma innego logicznego uzasadnienia.pozdrawiam.
                 Odp: Zdjęcia
Przemysław Bobrowski 19.10.03 23:33
                
Pisząc to nie sadziłem, że weźmiesz wszystko dosłownie. Gumofilce, teleskopy itp. to obrazki z nad wody, nie miało to tyczyć się Ciebie ani nikogo wypowiadającego się na tym forum. Zdaję sobie sprawę z tego, że jeśli ktoś potrafi posługiwać się komputerem to i w wędkarstwie reprezentuje jakiś poziom, zazwyczaj dąży do zwiększenia swoich umiejętności.
Nie wychwyciłeś jednak najważniejszego w tej wypowiedzi. Pisałem o przyjemności, jaka czerpię z łowienia i precyzji, indywidualności wyboru oraz o poszanowaniu zdania i wyboru drugiej strony, czyli w tym przypadku łowiących kołowrotkami o stałej szpuli. To dyskusja na temat gustów, a jak wiemy o gustach się nie dyskutuje. Można wyrazić swoje zdanie, ale nie negując zdania drugiej strony.
Z pozdrowieniami i szacunkiem
Przemysław Bobrowski
                     Odp: Zdjęcia
wojtek zmarzly 20.10.03 20:58
                    
ot taka prosta sprawa jak puszczenie plywajacego woblera pod krzaki .przy uzyciu multi.czy jest to mozliwe.ja poprostu kablak podnosze i tyle.nie spierajmy sie dluzej .szanuje twoj wybor.serdecznie cie pozdrawiam.do zobaczenia nad woda
                         Odp: Zdjęcia
Przemysław Bobrowski 21.10.03 00:39
                        
Oczywiście puszczanie woblerka pływającego pod krzaki wygląda tak samo przy jednym i drugim rodzaju kołowrotka. Ja naciskam klawisz zwalniania szpuli i żyłka oddawana jest bez oporu.
Jesli będziesz kiedyś w okolicach Poznania możemy spotkać się gdzieś nad wodą i połowić urzywając różnych kołowrotków.
Pozdrawiam
Przemysław Bobrowski
                             Odp: Zdjęcia
Przemysław Bobrowski 21.10.03 12:51
                            
p.s. przepraszam za błąd ortograficzny...



Valid XHTML 1.0!
Wszelkie prawa zastrzeżone - All Rights Reserved - ©1999-2004 Krokus Sp. z o.o. - powered by eZ publish
Za publikowane treści odpowiedzialność ponoszą ich autorzy, jednocześnie wyrażając tym samym zgodę na ich bezterminową publikację.
Reklamy Krokus: Staramy się wykonywać dobre pozycjonowanie stron. Przykładowo tę stronę, firmy zajmującej się nadrukiem etykiet tekstylnych, Wszywki odzieżowe pozycjonujemy od dłuższego już czasu z sukcesem, na słowa i frazy kluczowe: metki odzieżowe, wszywki odzieżowe, etykiety samoprzylepne.