Portal Sklep Bazar Tygodnik Ryby Domowe Klub Reklama Pomoc
Archiwum 2
English pages

UWAGA! ZNAJDUJESZ SIĘ NA STRONACH ARCHIWALNYCH !!! NOWY ADRES => Wędkarstwo - Rybie Oko - http://www.fishing.pl

 
Artykuły
Forum
Foto
Baza
Co i kiedy
Linki
Brania
Hyde Park
Humor
Znad wody
Filmy i pliki
Kartki
Encyklopedia
Ryby i prawo
Ściąga
 
 
 
 
mniej ostatnich wiadomości 82114
To był fragmnet większej całości, niżej więcej :)
pytanie o połów
pomocy!
pomocy!
Odp: odp:Kłusownicy na śląsku
Odp: dorsz
.......................
Odp: Zapora na Wisłoce
Odp: Oj Panie Bogusz .....
Odp: Żyłka
pytanie o połów
pomocy!
pomocy!
leszczyńskie
"okonek"
Wróżka
W obronie jazgarza
Zawody? Również! Bo dlaczego nie?
Wisiel :/
Łowic bez nęcenia ?
Opowieśc znad wody..
Zanęty produkcji polskiej a zagranicznej
Konińskie kanały
Kupię szpulę do Okumy Avenger AV 30!!!!!!!!!!!!
POŻEGNANIE :) - godz 14!!!
Fajna rybka
Szkoda tytułować
 
 
więcej
Zawody wędkarskie
 4/145
Ten okropny żarłok - JAZGARZ
 
Opowieści znad wody.... cz.1
 6.9/85
Leszczowisko
 7.1/202
 8.8/115 hit
Łakomiec
 7.9/66
Oszuści na Bazarze Rybiego Oka.
 7.3/64
KOMUNIKAT
 
Stało się...
 5.6/30
Kłusownik ukarany! Lepiej późno niż wcale.
 4.9/71
 
 
więcej
Petycja!!!!!!!!!!!!!
Pstrąg Roztocza
Uroczyste otwarcie
 
 
Inne ankiety
Żyłka
Co robisz z niepotrzebnym kawałkiem żyłki?
wyrzucasz gdziekolwiek
rzucasz do wody, bo tam jej nie widać i ptak się nie zaplącze
tniesz na mniejsze kawałki i wyrzucasz
zabierasz ze sobą, by spalić w ognisku
zabierasz ze sobą, by wyrzucić do śmietnika
to inaczej, jak podaj w komentarzu

Wyniki Wyniki wszystkich

Komentuj
 


Wszystkie Pory roku Jesień

Hit  Ołów i złoto

Autor: Marek Pedyński
Temat: Szczupak
Data:14.10.03 14:20
Ocena:8.19 hit (32)
Czytano:6396

Zanurzam koniuszki palców w wartkiej wodzie. Brrrr... ale zimna! A przecież to dopiero październik. Spoglądam nad siebie - niebo sine, ołowiane, ponure chmury suną szybko, groźnie marszcząc nastroszone brwi. Ostrzegają przed jesienną ulewą. Rzeka pod nimi też sina, pofalowana i zła, że ktokolwiek próbuje zakłócić spokój jej mieszkańców. Wznoszę modły, aby tym razem okazała się łaskawa dla zbłąkanego wędkarza. Czy pomogą? Nie wiem...


W zimne dni października nad wodą bywa niewielu ludzi. Główki, ostrogi i kamienne trawersy puste, czasami tylko gdzieś zamajaczy niewyraźna sylwetka, by po chwili zniknąć, pozostawiając obserwatora w niepewności, czy nie uległ złudzeniu stęsknionych towarzysza oczu. Tak, stęsknionych, bo o ile latem ucieka się przed tłumem wędkujących, o tyle po wielogodzinnych jesiennych łowach wygląda się kogoś, z kim można by zamienić parę słów. Jesień to czas samotników, mój czas.
Jeszcze ciemno. Przez gumowe buty czuję przejmujący chłód rosy. Miękkie trawy stopniowo ustępują twardym, kanciastym kamieniom. To znak, że zbliżam się do ulubionego łowiska. Ciszę przerywa delikatny szelest, pierwsze krople zimnego deszczu rozbijają się o twarde podłoże. Mokro, nieprzyjemnie. Żyłka klei się do montowanego pospiesznie spinningu. Po chwili przestaje padać, zrywa się natomiast niewielki wiatr, przenikający swoim oddechem aż do szpiku kości. Po kwadransie łowów dostrzegam rozmyte kontury otaczającej mnie rzeczywistości. Dnieje niespiesznie, ociężale. Obławiam kolejne dołki. Powoli, sumiennie, dokładnie. Doświadczenie nauczyło, że tak trzeba, pośpiech zupełnie niewskazany. Jesienne wędkowanie można porównać do grzybobrania - najwspanialsze okazy trafiają się flegmatykom.
W południe robię przerwę na śniadanie i kawę. Po chwili słyszę niewielki plusk. Spoglądam na wodę i dostrzegam kilka maleńkich rybek, pryskających na boki po ataku drapieżnika. Okoń? Kleń? Sandacz? Kto wie... Posyłam małą obrotówkę w miejsce zaobserwowanego zdarzenia. Wędkarski szósty zmysł mówi mi, że za chwilę poczuję upragniony opór. Tak! Atak nastąpił tuż po kolejnym rzucie, gdy błystka opadała spokojnie na dno, wirując powoli skrzydełkiem. Dziękuję Bogu, iż nie przegapiłem brania. Ryba po zacięciu nie zaczęła jakiejś szaleńczej walki, tylko prze uporczywie do dna, od czasu do czasu wyciągając kilka metrów linki. Mija dobrych parę minut i wreszcie podciągam holowany okaz bliżej brzegu. Mimo wielkiej ostrożności popełniam błąd. Zbyt wysoko unoszę szczytówkę wędziska, co prowokuje drapieżnika do gwałtownego wyskoku nad powierzchnię.
Popełniłem błąd...
Moim oczom ukazuje się wspaniały, kilkukilogramowy okaz szczupaka, który potrząsa zębatym pyskiem, próbując oswobodzić się ze zdradzieckiej kotwiczki. Dopiero teraz odczuwam napływające emocje. Nogi i ręce drżą, serce wali jak po długim biegu. Obły kształt młynkuje tuż pod moimi nogami i waląc wściekle ogonem, rozbryzguje fontanny wody zmieszanej z wiślanym mułem. Przypominają mi się opowieści kolegi z łososiowej wyprawy na norweskie fiordy. Toż to prawdziwa torpeda! Na szczęście zębacz po chwili się uspokaja i odpływa w głębinę. Po kwadransie chwytam zmęczoną rybę w okolicach mięsistego karku i wyciągam na brzeg. Boże! Jaki piękny! Jeszcze nigdy nie widziałem tak wspaniale ubarwionego szczupaka! Ciemnozielony, w złote i oliwkowe cętki. Spoglądam na wielkie, zakrzywione kły i uświadamiam sobie, że książkowe porównania dużego esoxa do bengalskiego tygrysa wcale nie są takie banalne, jakby się mogło wydawać. Maleńka obrotówka utkwiła w twardym pysku tak mocno, że muszę niemało się napocić, aby ją odhaczyć. Prawdziwy dramat przeżywam po chwili, gdy zastanawiam się, co począć ze wspaniałym okazem. Ryb w zasadzie do domu nie zabieram, ale ten sezon miałem wyjątkowo kruchy i wypadałoby podsumować go choć jedną godną konsumpcji zdobyczą, nieporównywalną smakowo z supermarketowymi pstrągami. Uniesiona ręka zastyga przez moment w bezruchu i opada powoli. Nie mogę! Zbyt piękny, aby go uśmiercać. Trzymam zdobycz przez chwilę w spokojnej wodzie blisko brzegu i uśmiecham się do swoich myśli. Ten prawdziwie może opowiadać pobratymcom, że uciekł katowi spod topora!
W ferworze walki nawet nie zauważyłem, iż zmieniła się pogoda. Wiatr przegonił chmury i pokazało się słońce. Nagle wszystko pojaśniało i nabrało nowych, fascynujących kolorów. Wiekowe topole wyglądają niczym rajskie drzewa oblane złotem i purpurą. A może to Matka Natura barwnie dziękuje mi za to, że nie skradłem jednego z jej skarbów? Cholera, ci Grecy to jednak mądrzy ludzie - pomyślałem, przypominając sobie mityczną opowieść o Demeter i Korze. Wtem usłyszałem szelest w pobliskich krzakach. Odwróciłem się i moim oczom ukazał się siwy staruszek z leszczynowym wędziskiem w rękach. Wyglądał jak człowiek z innej, dawno minionej epoki. Stary, pomarszczony, w niespotykanym już stroju. Dziękuję! - powiedział i spokojnie się oddalił. Zatkało mnie.
Koledzy po kiju zwykle podśmiewają się ze mnie, gdy podczas zimowych spotkań przy piwku i kominku opowiadam im tę przygodę. Nie wierzą w wielkość szczupaka ani w istnienie tajemniczego staruszka. A ja mógłbym przysiąc, że spotkałem nad Wisłą strażnika natury.

GRAND PRIX


Skorzystaj z przyznanego Ci prawa i oceń ten artykuł
« « « « || » » » »  
5  10 

drukuj drukuj wyślij wyślij

Lista komentarzy


Temat: Autor:
Czas:
brrrr....
Leszek Lubas 27.10.03 12:25
Zmarzłem... A może to z przejęcia ta "gęsia skórka"? Tak czy owak w gardle coś ściska. Umysł nie dowierza, a wędkarskie serce stuka radośnie "tak-tak, tak-tak"... Każdy z nas chciałby przeżyć coś takiego. Gratuluję i spotkania z rybą i z rodzimym Hernem. Gratuluję też, a może przede wszystkim, ubrania w słowa tych wydarzeń.
Harmonia współistnienia
Wiesław` Krawiecki 25.10.03 17:48
Dzięki za ciepły opis tak prawdziwej natury. Niemal czułem ten chłód i wilgoć a pod koniec artykułu było mi wręcz błogo. Cieszę się, że nie jestem sam w swoich wędkarskich poglądach. Często udaje mi się złowić sporo rybek przy całkowitym zastoju u współwędkujących a na koniec delikatnie siatkę do wody i oczywiście otworem na wolność dla wziętych do niewoli rybek. Słyszę przy tym często co ten ch... robi więc odpowiadam niezmiennie, że ja je tylko chciałem na krótki czas zniewolić i potem przyjdą do mnie jako większe dadzą mi więcej emocji i ponownie pójdą na wolność. Wiem, że są to dziecinne poglądy ale kto z nas wędkarzy nie jest dziecinnym marzycielem o coraz większych rybach. Jeszcze raz wielkie dzięki za artykuł będę miał dobry dzień. Z wędkarskim pozdrowieniem Wiejo.
Złoto
Radosław Bójko 17.10.03 14:11
Super!!!!
dałem 10
Michał Mieczyński 17.10.03 10:57
dałem 10 i zaczynam czekać, że ktoś do mnie powie dziekuję, a nie co ch..u robisz czemu go wypuszczasz i to nie przy okazie ale ledwo wymiarku
     Odp: dałem 10
Sławek Rybicki 17.10.03 11:10
    
Nic z tego nie rozumiem (oprócz oceny) :((
         Odp: dałem 10
Michał Mieczyński 17.10.03 11:29
        
Sławku może nie napisałem tego tak jak pomyślałem, ale zazdroszczę człowiekowi przygody i tego że po tym jak wypuścił rybę usłyszał od osoby na brzegu coś innego niż to co napisałem w swoim poście, nawet jeżeli to "dziękuję" kontekst trochę metafizyczny :-)) . Ja bardzo często słyszę po wypuszczeniu ryby,że jak nie zabieram to po co przychodzę, płoszę ryby i zajmuję miejsce na brzegu, albo że zamiast wypuszczać mógłbym je komuś dać. Dziękuje nigdy :-((((
Jeśli się wypisałem jaśniej to mi miło.
A tekst sam w sobie sympatycznie wzruszający.
             Odp: dałem 10
Sławek Rybicki 17.10.03 11:40
            
:))) teraz kumam :))
Ołów, nie to złoto
Paweł Biliński 16.10.03 13:13
Świetnie.
Klasa!
Darek Zieba 15.10.03 20:07
Klasa sama w sobie, bardzo lady opis. Gratuluje!



Valid XHTML 1.0!
Wszelkie prawa zastrzeżone - All Rights Reserved - ©1999-2004 Krokus Sp. z o.o. - powered by eZ publish
Za publikowane treści odpowiedzialność ponoszą ich autorzy, jednocześnie wyrażając tym samym zgodę na ich bezterminową publikację.
Reklamy Krokus: Urlop: wy-Wczasy.pl