Portal Sklep Bazar Tygodnik Ryby Domowe Klub Reklama Pomoc
ARchiwum sklep
English pages

UWAGA! ZNAJDUJESZ SIĘ NA STRONACH ARCHIWALNYCH !!! NOWY ADRES => Wędkarstwo - Rybie Oko - http://www.fishing.pl

 
Artykuły
Forum
Foto
Baza
Co i kiedy
Linki
Brania
Hyde Park
Humor
Znad wody
Filmy i pliki
Kartki
Encyklopedia
Ryby i prawo
Ściąga
 
 
 
 
mniej ostatnich wiadomości 82114
To był fragmnet większej całości, niżej więcej :)
pytanie o połów
pomocy!
pomocy!
Odp: odp:Kłusownicy na śląsku
Odp: dorsz
.......................
Odp: Zapora na Wisłoce
Odp: Oj Panie Bogusz .....
Odp: Żyłka
pytanie o połów
pomocy!
pomocy!
leszczyńskie
"okonek"
Wróżka
W obronie jazgarza
Zawody? Również! Bo dlaczego nie?
Wisiel :/
Łowic bez nęcenia ?
Opowieśc znad wody..
Zanęty produkcji polskiej a zagranicznej
Konińskie kanały
Kupię szpulę do Okumy Avenger AV 30!!!!!!!!!!!!
POŻEGNANIE :) - godz 14!!!
Fajna rybka
Szkoda tytułować
 
 
więcej
Zawody wędkarskie
 4/145
Ten okropny żarłok - JAZGARZ
 
Opowieści znad wody.... cz.1
 6.9/85
Leszczowisko
 7.1/202
 8.8/115 hit
Łakomiec
 7.9/66
Oszuści na Bazarze Rybiego Oka.
 7.3/64
KOMUNIKAT
 
Stało się...
 5.6/30
Kłusownik ukarany! Lepiej późno niż wcale.
 4.9/71
 
 
więcej
Petycja!!!!!!!!!!!!!
Pstrąg Roztocza
Uroczyste otwarcie
 
 
Inne ankiety
Żyłka
Co robisz z niepotrzebnym kawałkiem żyłki?
wyrzucasz gdziekolwiek
rzucasz do wody, bo tam jej nie widać i ptak się nie zaplącze
tniesz na mniejsze kawałki i wyrzucasz
zabierasz ze sobą, by spalić w ognisku
zabierasz ze sobą, by wyrzucić do śmietnika
to inaczej, jak podaj w komentarzu

Wyniki Wyniki wszystkich

Komentuj
 


Wszystkie Rodzaje Wędkarstwo Muchowe

Hit  Urlopowa muchówka

Autor: Kazimierz Żertka
Temat: Muszkarstwo
Data:28.7.03 11:05
Ocena:8.49 hit (37)
Czytano:5130

Uff... gorąco! Na kłosach zbóż pęcznieją ziarna przyginając je ku ziemi. Tak soczysta dotychczas zieleń wiosny, blednie, szarzeje od wakacyjnego słońca. Zjawiska fenologiczne gdzieś nam umykają, poprostu nie są już tak spektakularne jak wczesną wiosną. mimo tego nie sposób niezauważyć kwitnącego słonecznika. Ten piękny, wyniosły kwiat jest niczym słońce w pastelach lata, pośród szarozieleni przetkanej nitkami złota falujacych pachnących chlebem przestrzeni. Podobnie nad wodą, grążel żółty i grzybień biały od zawsze kojarzą się z wakacjami. Przepięknie są wczesne poranki, kiedy wszystko skąpane, wręcz ociekające orzeźwiajaca rosą jest takie ciche i świeże. W porannym słońcu jakże majestatycznie i dumnie rozchylają swe płatki te wodne klejnoty i tylko szmer skrzydeł ważki zakłócić potrafi ten poranny szept kwiatów.



A nad wodami ... gwar, plusk. Nasze rzeki i jeziora to jedno wielkie kąpielisko. Część z nas rodzinnie ewakuuje się wprost na łono przyrody. Jednak jest to trudny dla nas muszkarzy okres. Niezawsze rodzinny kompromis pozwala nam wypoczywać nad jedną z pstrągowo-lipieniowo-trociowych rzek. Raczej dla większości będzie to morze lub ostatecznie jezioro. Warto jednak poznać tę część naszego hobby. Dołączmy do naszego bagażu podręcznego jakiś trójskład w klasie 5-6 AFTMA, najlepiej jak najdłuższy nawet 3m, sznur pływający, może przystosowany do długich rzutów?. Co do pudełek z muchami, to po pierwsze, polecam puchowce - są niezastąpione do połowów okoni, szczupaka. Wielkości od typowych 8 do 1/0 - 2/0, dobrze gdy mają złote główki, w kolorach od czerni do ... końca wyobraźni. Po drugie nimfy - tu polecam imitacje ochotek, komarów a zwłaszcza ważek, raczej nie za ciężkie, ot lekka artyleria! Po trzecie należy zabrać pudełko z suszem najlepiej z rodzaju chruścikowatości i sieczki, ot takie tam CDC ( na hakach 10 - 18).
Napewno nie musimy targać ze sobą neoprenów, napewno za to należy polecić jakieś lekkie wodery z tkaniny wodoszczelnej. Nie zabierajmy też żadnych koszyków itp. bo całe nasze ościste bogactwo powinno dożywać sędziwego wieku w swoim żywiole.

Teraz NAJWAŻNIEJSZE !! Na nasze połowy przeznaczmy wąski wycinek pomiędzy wczesnym świtem a porą ośrodkowego śniadania. Następnie niech nasza rola jednoznacznie się kojarzy z troskliwym mężem i ojcem a ... nawet synem!! Zapewniam że rodzina będzie nam wdzięczna. A my ... poznamy kolejna cząstkę naszego cudownego szaleństwa.
Więc! Ruszamy!

Przykładowo urlopujemy nad jakimś jeziorem, to oprócz obowiązków prawnopołowowych skupmy się na takich miejscach jak np. granice kąpieliska. Wzruszone i "przekopane" dno przez kąpiące się towarzystwo, jest z reguły doskonale zanęcone i idealnie nadaje się na nasze wczesnoporanne łowisko. Można w akcie desperacji pokusić się o zanęcanie jakiegoś płytkiego obrzeża trzcin w nadziei połowu uklei, płoci, wzdręg, okoni a może i szczupaka. W jeziorach przepływowych rewelacyjne są wszelkie wpływy i odpływy. Przeważnie wystarczy nam głębokość do 1 - 1.5m. Z głębszej wody raczej nie osiągniemy dobrych wyników bez specjalistycznego sprzętu.
Pamiętam pewien swój wyjaz do Niemiec, gdzie swój "muchowy głód"zaspokajałem na wyrobisku pożwirowym koło Coesfeld. Tam właśnie na suchą jęteczkę z cdc wiązanej na 18-tce "strasznie ćwiczyłem" wzdręgi - budząc zdziwienie miejscowych.

Niezapomniany pozostanie dla mnie pobyt nad jednym z jezior przepływowych na szlaku Cieszynki ( m. Człopa) To tam właśnie na wpływie rzeczki z ośrodkowego kajaka, rzucałem codziennie rano parę garści parzonej pszenicy. W większości odbywało się to w ostatnich mrokach nocy, gdy czekałem na pierwsze promienie słońca, przeglądające się w kropelkach rosy, rozwieszonych niczym brylanty na pajęczynach. Wtedy też mogłem kłaść sieczkę cdc na natłuszczonym przyponie. Oj! Warto było! Wzdręgi i płocie co prawda rzadko przekraczały 20 - 25cm ale na końcówce 0.10 - 0.08mm były wspaniałą szkołą trudnej sztuki holu walecznej w końcu ryby. Pewnego jednak ranka "moje rybki" wymiotło i w czystej wodzie niczym w akwarium nastała złowroga cisza. Opadająca w toni pszenica nie znikała już, jak dotychczas wśród błysków złota i srebra. Tamtego poranka nie złowiłem żadnej ryby! Następnego dnia ruszyłem jeszcze nocą, wędka miała na końcówkę przyponu dowiazane ok 50 cm "żyły" 0.35 (a może nawet 0.40) z dyndającym największym puchowcem z kolekcji ( był białozielony z krystal fleszem). Pierwsze rzuty nie zrobiły żadnego wrażenia. Wykombinowałem połów łączony rzucając naprzemian mojego puchowca i pszenice. Po którymś kolejnym rzucie ... potężne szarpnięcie wyrwało mi korbkę kołowrotka z palców... ała! to naprawdę bolało! w dodatku - ryba - obracając kajak - parła w trzciny. Moja nitkowata i w ogólnej sytuacji śmieszna muchówka wydawała tak dziwne dźwięki... że raczej bardziej chyba uważałem by nie przekroczyć wytrzymałości sprzętu, niż zapanować nad poczynaniami ryby. Skończyło się na łomocie w trzcinach. Ryba zaległa pośród zieleniny. No i tu kajak był moim asem z rękawa! Wiosło pozwoliło skutecznie wygonić "amatora" mojego puchowca na otwarta wodę. Muszę przyznać, że tak wspaniałego widowiska jak walcząca w przejrzystej toni ryba, nie miałem jeszcze szczęścia oglądać na żywo. Upłynęło jeszcze sporo minut zanim szczupak skapitulował ciężko dysząc przy burcie kajaka.

Z puchowca pozostały szczątki a hak Mustada błyszczał, właściwie lśnił na tle złowrogiej paszczy wodnego rozbójnika. Doholowałem "potwora" (jakieś 70 - 80 cm) do ośrodka, gdzie powoli zaczął odzyskiwać chęć życia. Ryba wzbudziła ogólny podziw i ... to było moje "pięć minut" tamtego pobytu. Ryba ... odzyskała oczywiście wolność! Majestatycznie odpływając do królestwa trzcin i grążeli. Do końca pobytu znów łowiłem płotki i krasnopiórki, tęskniąc za tym potężnym królem kwitnących nenufarów. Zapytacie napewno gdzie ten słonecznik.
Kiedyś przebywając w okolicach Łeby, na tych jałowych piaszczystych ziemiach częstym ozdobnikiem krajobrazu był właśnie słonecznik. Do legendarnej "wybrukowanej" pstrągiem i lipieniem górnej Leby było jednak parę kilometrów. Rodzina tolerująca tylko morze, jednoznacznie odcięła mnie od łazikowania po chaszczach, na szczęście zostawiając mi ten wąski wycinek wczesnego poranka, pomiędzy świtem a śniadaniem. Na morze raczej wymagany jest inny sprzęt. Ujście Łeby zastawione siatami nie wzbudzało mojego zainteresowania. Była za to "o rzut beretem" plątanina mniej lub bardziej zarośniętych kanałów i rowów nawadniająco-odwadniających. Poruszanie się wśród trzcinowisk było same w sobie duużą przygodą (z kategorii topografii ). Rozumiecie słońce,azymuty - te sprawy. Fakt faktem po paru dniach zlokalizowałem najszybciej płynący kanał o całkowicie zarośniętym dnie ( z obiecującymi zacienieniami na łukach).
Zamieszkujące "kapustę" towarzystwo było wspaniałe!

Piękne jazie, krasnopióry, cudnie wybarwione nawet 30 cm okonie, były wspaniałym uzupełnieniem wstającego wsród falujących trzcin, otulonego woalem mgły, lipcowego słońca. To było niczym szmaragdowe z odcieniem sepii falujące morze! I ten niepowtarzalny szum! Czy można smakować szum? Spróbujcie!

Z przynęt dużą skuteczność przejawiały pijawki czarne i brązowe raczej smukłe ( do dziś niewiem dlaczego) oraz klasyczne mokre muszki ze srebrnym brzuszkiem ( taki np. March Brown Silver) Trafił mi się nawet potokowiec (maluch) ale "uściskałem"go jak brata! Za ubranie służyły mi krótkie spodenki i tenisówki. Wtedy też jeszcze kleszcze były kleszczami a nie monstrum czyhającym na nasze życie. Przypadkowa pokrzywa też nie powodowała uczuleń. Dziś realia się zmieniły, polecam dla własnego dobra wyroby chroniące nas przed wynaturzoną naturą. Wciąż jednak namawiam na łowiska urlopowe, poświęćmy ten okres do dyspozycji naszych rodzin, inaczej popatrzą na nasze "szaleństwo", a my - no cóż - przy odrobinie pomysłowości zaliczymy urlop do tych wspaniałych niezapomnianych przygód.


Skorzystaj z przyznanego Ci prawa i oceń ten artykuł
« « « « || » » » »  
5  10 

drukuj drukuj wyślij wyślij

Lista komentarzy


Temat: Autor:
Czas:
to jest to......
hornetpsr 31.7.03 18:35
.......bardzo mi się podoba twój sposób pisania ; pisz więcej , będzie co czytać ........;)
Wakacyjna bomba
Sławek Rybicki 30.7.03 10:20
przynajmniej dla mnie :)))



Valid XHTML 1.0!
Wszelkie prawa zastrzeżone - All Rights Reserved - ©1999-2004 Krokus Sp. z o.o. - powered by eZ publish
Za publikowane treści odpowiedzialność ponoszą ich autorzy, jednocześnie wyrażając tym samym zgodę na ich bezterminową publikację.
Reklamy Krokus: OpenERP