Portal Sklep Bazar Tygodnik Ryby Domowe Klub Reklama Pomoc
Archiwum 2
English pages

UWAGA! ZNAJDUJESZ SIĘ NA STRONACH ARCHIWALNYCH !!! NOWY ADRES => Wędkarstwo - Rybie Oko - http://www.fishing.pl

 
Artykuły
Forum
Foto
Baza
Co i kiedy
Linki
Brania
Hyde Park
Humor
Znad wody
Filmy i pliki
Kartki
Encyklopedia
Ryby i prawo
Ściąga
 
 
 
 
mniej ostatnich wiadomości 82114
To był fragmnet większej całości, niżej więcej :)
pytanie o połów
pomocy!
pomocy!
Odp: odp:Kłusownicy na śląsku
Odp: dorsz
.......................
Odp: Zapora na Wisłoce
Odp: Oj Panie Bogusz .....
Odp: Żyłka
pytanie o połów
pomocy!
pomocy!
leszczyńskie
"okonek"
Wróżka
W obronie jazgarza
Zawody? Również! Bo dlaczego nie?
Wisiel :/
Łowic bez nęcenia ?
Opowieśc znad wody..
Zanęty produkcji polskiej a zagranicznej
Konińskie kanały
Kupię szpulę do Okumy Avenger AV 30!!!!!!!!!!!!
POŻEGNANIE :) - godz 14!!!
Fajna rybka
Szkoda tytułować
 
 
więcej
Zawody wędkarskie
 4/145
Ten okropny żarłok - JAZGARZ
 
Opowieści znad wody.... cz.1
 6.9/85
Leszczowisko
 7.1/202
 8.8/115 hit
Łakomiec
 7.9/66
Oszuści na Bazarze Rybiego Oka.
 7.3/64
KOMUNIKAT
 
Stało się...
 5.6/30
Kłusownik ukarany! Lepiej późno niż wcale.
 4.9/71
 
 
więcej
Petycja!!!!!!!!!!!!!
Pstrąg Roztocza
Uroczyste otwarcie
 
 
Inne ankiety
Żyłka
Co robisz z niepotrzebnym kawałkiem żyłki?
wyrzucasz gdziekolwiek
rzucasz do wody, bo tam jej nie widać i ptak się nie zaplącze
tniesz na mniejsze kawałki i wyrzucasz
zabierasz ze sobą, by spalić w ognisku
zabierasz ze sobą, by wyrzucić do śmietnika
to inaczej, jak podaj w komentarzu

Wyniki Wyniki wszystkich

Komentuj
 


Wszystkie Rybim Okiem

Hit  "... Ja tu sypię..."

Autor: Rafał Kos
Temat: Przygody
Data:08.5.03 19:25
Ocena:8.19 hit (52)
Czytano:5711

Pewna swego rodzaju przygoda tak dla ogólnej informacji. Ja sobie mozna zepsuc pierwszy wypad na ryby :))


A więc tak.
Zaczne od początku, jaiś miesiąc temu postanowiłem wreszcie opłacic kartę, późnym wieczorem wybrałem się z olega do skarbnika by uszczuplic wswój portwel.
W miedzy czasie, kiedy skarbnik wklejał znaczki kolega zauważył w misce było ok 40 płoci (sporych), więc my z grubej rury czy to tak wypada łowić tak płocie kiedy mają tarło (zczególnie, że u nas płotki trą się właśnie w tym okresie), skarbik nic nie dopowiada więc i my dajemy sobie spokój.
No dobra koniec koncem wreszcie kartę opłaciłem i poszliśmy.
Następnego dnia była sobota wię myśle sobie, że warto by było zacząć wreszcie ten sezon. Wziąłem matcha, pudełko białych a szczególnie aparat, myśle sobie jak nic nie weźmie to sobie popstrykam.
Nad wodą pięknie i cicho nic nie przeszkadza, a że ze mnie spławikowiec jak z Millera premier:)) to też wyników żadnych. Nie chciało mi się machac spinnerem wiec postanowiłem twardo jeszcze posiedzieć. O i dobrze zrobiłem bo włansie mam branko i piękna płotka ląduje na brzegu, za chwile następna i następna, he myślę dobrze jest:). Złapałem w sumie 9 popatrzyłem, fotka i do wody.
Po jakimś czasie nad rzekę przyjeżdża pan skarbik z kolegą, siadają na drugim brzegu, trochę zły bo myślałem, że posiedzę sobie sam, ale nic to w końcu każdy ma prawo. Jednak po jakiś 20 min owi panowie przechodzą po moście na drugą stronę rzeki. 2min i stają obok mnie. Nagle pada stwierdzenie: " to my tutaj sobie siądziemy", lekka konsternacja jak to "sobie siądziemy". Szybko odpowiadam: "Panowie nie siądziecie, regulamin wyraźnie mówi o odległościach miedy wędkarzami, a poza tym chce sobie sam posiedzieć". Już myślałem, że sprawa załatwiona, a tu: " To moje miejsce, Ja tu sypię i będę tu siedział..." Zdziwko mnie wzięło, nie sądziłem, że kiedykolwiek usłyszę taki tekst, ale spoko, kulturka pełna gębą:" Panowie przecież o ile mi wiadomo to regulamin nic nie mówi o moim czy twoim miejscu, a poza tym to skąd mam wiedzieć kto tu sypie" skończyłem. Ale koleś uarty "jak nie wiem co" i dalej do mnie: " a co Ty pieprzysz moje miejsce i już...@#$%^" .
Ciągle spokojnie zwracam mu uwagę, że nie jesteśmy na Ty i nie zostanie na tym miejscu. Myśle sobie, a może odpuścić i iść dalej, ale nie, nic złego nie zrobiłem i nie będę ulegał raz to zrbię i będe to robił już zawsze, poza tym koleś jest już hamski i chyba dlatego zostane.
W tem koleś rozkłada krzesełko i siada mówiąc: "Ja i tak tutaj siądę..", to ja mu znowu:" nie siądzie Pan". Widocznie postanowił zastosować inny manewr bo nagle słyszę pod swoim adresem dość a nawet bardzo niecenzuralne słowa. Jeszcze spokojny odpowiadam, że "ak to może zwracać się do swego syna a nie do mnie.". Chyba to troche go zirytowało bo powtórzył i dołożył do swojej wypowiedzi jeszcze kilka "słodkich kwiatków". No cóż tego już za dużo, wstałem i wprost zapytałem czy czasem nie chciałby dostać w pysk. Być może i przesadziłem ale nikt nie będzie po mnie jeźdźił jak po łysej kobyle.
W tem odezwał się pan skarbnik: "Jesteś niegrzeczny, a poza tym to oprócz regulaminu istnieje coś takiego jak etyka wędkarska" aż mnie zwaliło z nóg, Ja niegrzeczny, ja nie wiem co to etyka, przecież to nie ja naciąłem dziesiątki płoci w okresie tarła. Ale już sie nie odezwałem, zatkało mnie poprostu. Koniec końców był taki, ze panowie sobie poszli a ja mając już zepsuty dzień po jakiś 30min też się zwinąłem.
Nie wiem jak to ocenicie czy dobrz postąpiłem, być może powinienem zejść dla świetego spokoju, być moze.... ale dlaczego mamy ciągle ulegać hamstwu. Zresztą sam też nie błysnąłem swoją propozycją. Ale tak już postąpiłem sami oceńcie czy dobrze, a może macie jakąś inną propozycję jak należałoby postąpić w tkim przypadku.
pozdro kosu :))


Skorzystaj z przyznanego Ci prawa i oceń ten artykuł
« « « « || » » » »  
5  10 

drukuj drukuj wyślij wyślij

Lista komentarzy


Temat: Autor:
Czas:
No panowie
Wojciech Baran 10.5.03 17:53
Ja dopiero proboje zaczac przygode z "kijem" ale cos mi sie widzi ze to dosc "kontaktowe" hobby
Miejscówka?
Paweł Spychalski 10.5.03 00:27
Brawo.
Niech „pierniki” wiedzą, że „miejscówki” obowiązują w pociągach lub autobusach, a nie na rybach, zgodnie z tym co z Regulaminem przytoczył Ryszard.
Sam miałem podobny przypadek w ubiegłym sezonie. Na małym akwenie, gdzie byłem jako przyjezdny próbowano mnie przegonić z zajętego stanowiska, ponieważ „piernik”, który przyjechał (jak się wyspał) twierdził, że to „jego miejsce”.
Jak nadmieniłem, akwen niewielki zaobserwowałem zachowanie miejscowych. Otóż po skończonym wędkowaniu objeżdżali po kilku stanowiskach i wysypywali pozostałą zanętę. Strach pomyśleć co by było, gdyby usiąść na którymś z tych miejsc, przecież to „jego” i on tu sypał....- czyli wszędzie.
Czy można kogoś nazwać amatorem „kwaśnych jabłek”, gdy przyjeżdża się na nowe łowisko, nie znając upodobań i zwyczajów stałych bywalców i próbując przechytrzyć rybę a zarazem odpocząć jest się traktowanym jak intruz?
Brawo Kosu, pozdrawiam Paweł.
Agresja vs agresja i co dalej ????
Sławek Rybicki 09.5.03 14:47
Tak sobie czytam te posty i szczerze mówiąc robi się "zimno". Patenty typu "w pysk dziada" to chyba nieporozumienie. Co będzie jak "dziad" poleci po kolegów i wrócą w 15-nastu ?. Granaty wyciągniecie czy kałachy ?. Do tej pory takie zachowania widziałem chyba tylko na drodze. Ktoś komuś zajechał drogę, ten ktoś wyskoczył z autka i przywalił "z glana", ten drugi ktoś wyskoczył też i "w pysk". Wojna na całego a wystarczyłoby zwyczajne przepraszam. Osobiście jeżdżę na ryby po spokój i unikam zatłoczonych miejscówek jednak kiedy trafiam na takie negocjuje. Czasem to się udaje.
Polecam wszystkim artykuł http://kiosk.onet.pl/art.asp?DB=162&ITEM=1119452&KAT=239. :))) i odrobinę tolerancji. Przede wszystkim w swoim interesie.
     Odp: Agresja vs agresja i co dalej ????
Rafal Kos 09.5.03 15:27
    
Sławku masz rację ageresja nigdy lub prawie nigdy nie jest dobrym rozwiązaniem. Jednakże z drugiej strony w tym przypadku sam widziałes nie było innego wyjśca, zeby człowiek ów zrozumiał. A przecierz za każdym razem nie możemy schylić głowy i pokornie powiedzieć "przepraszam" , co nie oznacza wszakże, że musimy za każdym razem walić w przysłowiowy "pysk". Poprostu są sytuacje, które wymagają czasami takiego działania a nie innego. Owszem jednak najpierw powinniśmy wykorzystac wszystkie dostepne środki a w ostateczności.....
pozdro kosu :))
         Odp: Agresja vs agresja i co dalej ????
Sławek Rybicki 09.5.03 15:50
        
Pogadać to ja sobie mogę a tak naprawdę nie wiem jakbym się sam zachował. Suma sumarum - uważam że miałeś duuuużo szczęscia, że tylko na pyskowaniu się skończyło. Mój kolega po scysji z "małolatami" pijącymi piwo pod trzepakiem dostał 3 lata w zawiasach.
PS. Generalnie nie czepiam się Twojej reakcji ino przestrzegam :))))
             Odp: Agresja vs agresja i co dalej ????
Rafal Kos 12.5.03 15:37
            
Kwintesencja esencji
To właśnie nasz kraj.
pozdro kosu:)
Kultura
Rafal Kos 09.5.03 14:29
Ryszardzie masz całkowitą rację, jeśli człowiek sypie to sprawa jest jasn, że nie powinno sie wchodzić na bezczela, pod warunkiem, że się o tym wie. Ale w moim przypadku było to zupełnie nieświadome działanie. Pewnie zszedłbym im z miejsca gdyby to było załatwione powiedzmy tak: "Przepraszam Pana, sypiemy tutaj od dawna i czy mógłby pan mam zejść, wiem że nie powinnyśmy o to prośić ale bylibyśmy bardzo wdzięczni..." Ja przynajmniej bym to tak załatwił. Teraz to musztarda po obiedzie ale może następnym razem podpowiem takim ludziom jak powinni się zachować:)))
pozdro kosu :)
     Odp: Kultura
Marcin Gałka 09.5.03 16:57
    
Ludzie zapomnieli już że żyją w czasach cywilizowanych, jakby jakiś burak na beszczela naruszył moją strefę bezpieczeństwa zareagowałbym tak samo jak Ty. Nie można pozwolić na takie zachowanie ludzi (tym bardziej działaczy kół PZW!!!) ponieważ dzięki temu czują się bezkarnie, mało tego, przez odpuszczanie takim łochom umacniamy ich w przekonaniu że to oni "rządzą". Gratuluję Kosu wielkiej ,ale to WIELKIEJ cierpliwości bo ja jestem słaby psychicznie i napewno gościu musiałby poszukać siebie i krzesełka w mokrym środowisku!
Pozdrawiam i nie daj się.
Wielki przypadkowy OKOŃ!!!
Rafał Kij 09.5.03 14:26
Witam i pozdrawiam wszystkich wędkarzy z okolic Przemyśla i nie tylko!!! Chciałbym opowiedzieć wam niewiarygodną Historię jaka przydarzyła mi się wczoraj (Czwartek jakby ktoś nie wiedział)!!! . Jestem bardzo młody wędkarzem wiekiem i stażem a więc przygoda jaka przydarzyła mi się była dla mnie niesamowita !!!
A więc bardzo wcześnie rano wsiadłem na rower i pojechałem na łowisko (Żwirownia)płatne (lecz nie prywatne) w Torkach koło Przemyśla . Odległość jaka dzieli te dwa miejsca wynosi 12km . Na łowisko dojechałem w 40 min . Łapałem na spławik moją przynętą na haczyku był pęczek białych robaków . Po 1 godzinie spędzonej nad wodą złapałem malutkiego leszczyka!!! Nagle zauważyłem jak coś mi go zjada !!! Przestraszyłem się i wy ciągnąłem go z wody !!! Leszczyk został uratowany i wypuszczony znowu do wody . Chłopaki ale to nie wszystko najważniejsze dopiero teraz !!! W krótkim odstępie czasu znowu branie i znowu ciągnę malutkiego leczsza mało tego znowu zaczęło go coś zjadać !!! Zauważyłem stado żerujących okoni . Nie wiem ile ich było ale z pewnością było to bardzo duże stado . Postanowiłem leszczyka zabrać z wody ale w jednej chwili przyszedł mi na myśl pomysł iż posłużę się nim jako żywcem . Wrzuciłem bo do wody i natychmiast pojawiło się owe stado . Jeden z okoni chwycił tak silno za moją rybkę że nie chciał puścić . Byłem bardzo ucieszony gdyż na mojej wędce wisiał ogromny okoń . Przepraszam nie na mojej wędce lecz na mojej rybie . Tak Trzymał ją mocno że ja go na brzeg i był już mój .Hol nie trwał zbyt długo jakieś 2-3 sekundy , akcja rozgrywała się 1.5-2 m od brzegu . Panowie Jak się później okazał9o moja ryba ważyła ponad 1kg . To był mój największy okoń jakiego do tej pory złamałem ba jakiego widziałem !!! Mam nadzieję , że i wam się przydarzy kiedyś taka fajna Historia jak mi , a może już się przydarzyła piszcie na Forum o waszych niesamowitych Historiach . POZDROWIENIA Cassano
Ja też sypię ...
Jurek Gągolewski 09.5.03 13:44
W pełni zgadzam się z wypowiedzią Ryszarda na temat kompromisu.
Opowiem pokrótce swoją przygodę z amatorami "na drapane". Nęciłem w zeszłym roku karpie na Odrze, aby mieć "święty spokój" pływałem pontonem na drugi brzeg, który niebył dostępny dla "niedzielnych". Nęciłem przez kilka dni pływając pod drugi brzeg. W sobotę raniutko jadę na ryby. Nad wodą jest już sporo wędkarzy z nocki. Pompuję ponton, pakuję klamoty i płynę na "swoje" miejsce, po drodze nęcę łowisko. Zarzucam wędki, czekam kilka minut i mam pierwsze branie. Wyjmuję karpia, krótkie spojrzenie rybie w oczy i wypuszczam z powrotem do wody. W sumie do godziny 11 złowiłem sześć karpi, które wypuściłem i jednego amura tego wziąłem do domu.
W czasie tych kilku godzin łowienia nasłuchałem się cichych komentarzy z drugiego typu "patrz ten znowu ciągnie ...".
W niedzielę przebieg zdarzeń jest podobny, z tym że wszystkie ryby powędrowały z powrotem do wody.
Cały następny tydzień popołudniami po pracy jeżdżę karmić karpie. Jak mam więcej czasu to wezmę spinning i przy okazji trochę porzucam.
Nadchodzi w końcu upragniona sobota. Przyjeżdżam nad wodę i co stanowisko zajętę i jeszcze dwa sąsiednie przez przyjezdnych, którzy są już po nocce. Mówię sobie w duchu trudno siądem obok. Przypływam na drugi brzeg po drodze zanęciłem nowe łowisko. Dzień dobry do moich "rywali" nawet grzecznie odpowiedzieli. Pytam czy bierze, mówią o leszczach i drobnicy, choć dobrze wiedzą o co pytam. Mówię panowie ja tu nęcę a wy tak mi siedliście. Oni na to, że nic o tym nie wiedzieli. Poszedłem na nowe stanowisko, które wymagało trochę przygotowania (Ci co łowią karpie wiedzą jak to jest). Zarzuciłem wędki, nie trwało godziny mam pierwsze branie i karp na brzegu. Później do południa złowiłem jeszcze dwa. Ciche komentarze sąsiadów cały czas do mnie docierały.
Przyjeżdżam w niedzielę a tu i wczorajsze miejsce zajęte. Już nawet nie płynąłem na drugi brzeg. Siadłem na pierwszym lepszym miejscu i czekałem na "intruzów" z drugiego brzegu. Jeden z nich przypłynął na mój brzeg po coś do samochodu. Przyfilowałem, który to. Zwinąłem sprzęt, spakowałem do auta. Wziąłem igłę do kule i poszedłem zrobić kuj w czterech sztukach.
I wiecie, że od tamtej pory miałem już spokój. "Moje" piersze miejsce było już wolne do końca sezonu.
Ciekawe jak będzie w tym roku. Nęcę od wtorku to samo miejce i w jutro się wybieram na pierwszą zasiadkę w tym roku.
Zdaję sobie sprawę, że to co zrobiłem jest naganne, ale byłem wów czas tak wkurzony, że chyba mi nerwy póściły. Z drugiej strony mam teraz spokój.
Mówię wszystkim, Odra jest długa i jak ktoś chce to może sobie znaleść miejsce dla siebie. A nie żerować na pracy innych.
     Odp: Ja też sypię ...
Stanisław Pawłowicz 09.5.03 18:54
    
Mieszkam w woj.Łódzkim i do najbliższego zbiornika naturalnego muszę przejechać 60-80km.w jedną stronę. Więc Twoje zachowanie dla mnie to zwykłe s.........two. Dlatego też kiedy jadę nad wodę ,to: 1)- wyszukuję trzy miejsca o różnej skali atrakcyjności, i nęcę (umiarkowanie) wszystkie ,bo nie wiem czy nazajutrz nie będą wszystkie zajęte. 2)- staram się być długo przed świtem na łowisku i zająć najlepsze według mojego uznania. 3)-Gdy przychodzi miejscowy "dupek i wstawia drętwą mowę o nęceniu", zbywam go ironicznym uśmiechem. 4)- nazajutrz , znowu staram się być pierwszym na łowisku, lub siadam na stanowisku zastępczym, które sukcesywnie podnęcam.
Ps. Mój dziadek mawiał ,że swoje miejsce ma krowa i nie potrafi z niego zrezygnować. Walczy o nie, przepych się i bodzie z innymi krowami. Więc zachowałeś się jak krasula a nie jak wędkarz, ale to jest moje zdanie.
         Odp: Ja też sypię ...
Jurek Gągolewski 12.5.03 08:50
        
Z Twojego pisania wnioskuję, że nigdy nie nęciłeś łowiska, bo masz za daleko do wody. I dlatego nie możesz zrozumieć tego "bólu", gdy jeżdżąc co dzień przez dwa tygodnie po kilkanaście km, wrzucając do wody po kilka litrów zanęty. W końcu nadchodzi ten upragniony weekend na wędkowanie, na sprawdzenie efektów swojej pracy. Przyjeżdżasz nad wodę a miejsce jest zajęte. Mówi się trudno. Tak zrobiłem za pierwszym razem, ale jak sytuacja się powtórzyła ...
Przyjeżdżanie wcześniej na łowisko w moim przypadku nie miało sensu, gdyż amatorzy cudzej pracy siedzieli od piątkowego popołudnia do niedzielnego wieczora.
Jestem jak najbardziej za przestrzeganiem regulaminu choćby niektóre jego zapisy w/g nas były mało logiczne. Nie wszystkie jednak sytuacje można spisać w regulaminie. Czasami potrzebny jest także zdrowy rozsądek.
Moja opowieść nie miała na celu potępiania ludzi, którzy nieświadomie siadają w miejscu przez kogoś nęconym, może i sam kiedyś tak postąpiłem nieświadomy. Jest to normalne nie sposób wiedzieć kto, gdzie, kiedy i czym nęci. Inna jest też sytuacja na małych zbiornikach, gdzie jeśli powiedzmy z dziesięć osób zacznie nęcić to cały akwen byłby nęcony. Moja opowieść dotyczyła Odry, gdzie są kilometry do wędkowania. Chodziło mi tylko o to, że jak ktoś o tym wie to nie powinien tego wykorzystywać. Według mnie jest to delikatnie mówiąc mało eleganckie. Amatorzy "moich jabłek" zrobili to w pełni świadomi wręcz z premedytacją, przesiadając się na drugi dzień w następne nęcone miejsce.
Twój dziadek to musiał być bardzo mądry człowiek, szkoda że już go nie ma.
             Odp: Ja też sypię ...
Marek Kaczmarczyk 12.5.03 15:50
            
Niestety nie zgodzę się z Tobą. Niezależnie od "nieeleganckiej" postawy "amatorów Twoich jabłek" (na marginesie: czy w jakikolwiek sposób przekazałeś im o tym, że tu nęcisz informację?) to jednak oni nie złamali tym ŻADNEGO przepisu, Ty natomiast zniszczyłeś cudze mienie... I nic tego nie usprawiedliwia.... Nic.... Sam umieściłeś się na drabinie ewolucji o wiele pokoleń przed "amatorami...". Resztę sobie dośpiewaj sam...
chamstwo
Stanisław Marcinkowski 09.5.03 09:37
czytałem,także komentarze - zgadzam się, że jak
chamsko to tylko w pysk - może dotrze do zakutej
pały - od siebie dodam, że postarałbym się złożyć
pisemny "raport" z tego zajścia do Zarządu Koła albo Sądu Koleżeńskiego jeśli w tym kole taki jest.
My tu gadu gadu a ten chamuś dalej będzie się
zaliczał do funkcyjnych działaczy PZW, sumując
zasługi do odznaczeń itd Już Pan Kobuszewski dał
nam przykład, że chamstwu trzeba się przeciwstawiać siłom.... i wężykiem, wężykiem....!
Nie sądzę aby PAN SKARBNIK z koła X czytał /?????/ zwłaszcza strony internetowe, więc
ta tu dyskusja do niczego naprawdę pożytecznego nie doprowadzi, trzeba by Jego kumple we władzach Koła dowiedzieli się co znaczy
etyka wędkarska w pojęciu PANA SKARBNIKA !
     Odp: chamstwo
Rafal Kos 09.5.03 09:57
    
Problem w tym, iż nasze koło to jedna wielka klika, która jest niereformowalna. Być może i powinienem zgłośic to do sądu koleżeńskiego (szczerze nawet do głowy mi to nie przyszło). A poza tym to ów pan jest również strażnikiem w naszym kole, ale tego to już dowiedziałem sie dużo po fakcie - i co Ty na to :)
pozdro kosu :)
kultura
Paweł Grzecznik 09.5.03 09:27
Pozdrawiam.
Temat na czasie. Często ostatnimi czasy można się spotkać z podobnymi przypadkami.Przeważnie trafiam na starych zramolonych (niewszystkich!)dziadków wędkarzy którym się wydaje że miejscówke mają na wieczność. Żadne tłumaczenia nie wchodzą w gre. Popieram autora , nie ustępować . Po to ktoś wymyślił rególamin ażeby go stosować.A jeżeli ktoś ma problemy z czytaniem to do szkoły!!!
     Odp: kultura
Paweł Grzecznik 09.5.03 13:27
    
Kultura cd...
Zgadzam się z Ryszardem no ale...
Gdy zaczniemy patrzeć na to czy ktoś przygotował sobie łowisko , a i przy okazji wyciął pół drzewostanu wokół jak często można to zaobserwować. Widuję tego typu zdarzenia i nad jeziorami i nad rzekami.(Trzeba zaznaczyć że nie wszystkich kolegów wędkarzy to dotyczy.) Gdy zaczniemy zgłębiać czy aby napewno ktoś tu przychodzi , ktoś zanęca itp.,to wpadniemy w paranoje. Stosowanie się do zasad regulaminu wydaje sie prostrze.Zgadzam się że dobre stosunki między wędkarzami zależą od nich samych. W przeważających sytuacjach tzw. " kwaśne jabłka " to ten typ wędkarzy którzy nie przestrzegają żadnych zasad i w stosunku do nich najlepiej stosować ten regulamin.Być może ktoś napisał go dla takich ludzi. Ktoś koleżeński nie będzie szkodził a pomoże. Szanujmy się , a przyjemniej nam będzie przebywać obok siebie.
     Odp: kultura
Ryszard Siejakowski 09.5.03 10:55
    
No właśnie kultura i obyczaje. Regulamin nie jest w stanie uregulować wszystkich przypadłości jakie mogą mieć miejsce. Zgodnie z Regulaminem miejsce do wędkowania należy do tego wędkarza, który zajął je pierwszy. Niby wszystko jasne ale .... Nie trudno wyobrazić sobie sytuację odwrotną. Wędkarz przygotowywał sobie łowisko od dawna. Włożył wiele trudu w tą pracę, oczyścił łowisko, zanęcał przez wiele dni i miał nadzieję, że przyniesie to określony i spodziewany efekt. Przychodzi na "swoje" łowisko i zastaje delikatnie mówiąc "nieproszonego" gościa. Pół biedy gdy jest to wędkarz nieświadomy, że ktoś już to łowisko zanęcał ale często się zdarza niestety amator "kwaśnych jabłek". Czy wtedy suchy zapis regulaminowy jest nadrzędny. Warto się nad tym zastanowić. I teraz przydaje się to co określa się szerokim pojęciem KULTURA. Gdy obie zainteresowane strony identycznie rozumią pojęcie kultura wędkarska, może dojść do consensusu. Dobrze by było, by tak pojmować kulturę wędkarską.
Pozdr, Ryszard.
chamstwo vel hamstwo:))
Rafal Kos 08.5.03 22:53
Juz sam nie wiem jak pisać, ale tak poważnie to chyba dobrze, że nie dałem mu w pysk pewnie bym mu więcej krzywdy narobił niż bym miał z tego pożytku. Ale następnym razem nie wiem czy będę miał tyle cierpliwości
pozdro kosu :))
JA TU SYPIĘ
Kazimierz Stachowski 08.5.03 20:50
Wykazałeś się wyjątkową cierpliwością jak prawdziwy wędkarz spławikowiec. Normalnie powinieneś dać w pysk bo do takich buraków tylko takie argumenty trafiają. Gratuluję rozwagi
hamstwo trzeba tępić
Paweł P... 08.5.03 20:45
Dobrze postąpiłeś, trzeba było dziada w pysk szczelić to może by się kultury nauczył.


Pozdrawiam
Grunciarz
chamstwo
Stanislaw Szmigiel 08.5.03 20:42
Być może skarbnik z kolegą przynależą do Ligi Polskich Rodzin,a oni myślą że mają monopol na wszytko i żadne normy czy regulaminy ich nieobwiązują.W/g mnie potraktowałeś "talibów" prawidłowo.To był dla nich policzek.



Valid XHTML 1.0!
Wszelkie prawa zastrzeżone - All Rights Reserved - ©1999-2004 Krokus Sp. z o.o. - powered by eZ publish
Za publikowane treści odpowiedzialność ponoszą ich autorzy, jednocześnie wyrażając tym samym zgodę na ich bezterminową publikację.
Reklamy Krokus: Pozycjonowanie