Portal Sklep Bazar Tygodnik Ryby Domowe Klub Reklama Pomoc
ARchiwum sklep
English pages

UWAGA! ZNAJDUJESZ SIĘ NA STRONACH ARCHIWALNYCH !!! NOWY ADRES => Wędkarstwo - Rybie Oko - http://www.fishing.pl

 
Artykuły
Forum
Foto
Baza
Co i kiedy
Linki
Brania
Hyde Park
Humor
Znad wody
Filmy i pliki
Kartki
Encyklopedia
Ryby i prawo
Ściąga
 
 
 
 
mniej ostatnich wiadomości 82114
To był fragmnet większej całości, niżej więcej :)
pytanie o połów
pomocy!
pomocy!
Odp: odp:Kłusownicy na śląsku
Odp: dorsz
.......................
Odp: Zapora na Wisłoce
Odp: Oj Panie Bogusz .....
Odp: Żyłka
pytanie o połów
pomocy!
pomocy!
leszczyńskie
"okonek"
Wróżka
W obronie jazgarza
Zawody? Również! Bo dlaczego nie?
Wisiel :/
Łowic bez nęcenia ?
Opowieśc znad wody..
Zanęty produkcji polskiej a zagranicznej
Konińskie kanały
Kupię szpulę do Okumy Avenger AV 30!!!!!!!!!!!!
POŻEGNANIE :) - godz 14!!!
Fajna rybka
Szkoda tytułować
 
 
więcej
Zawody wędkarskie
 4/145
Ten okropny żarłok - JAZGARZ
 
Opowieści znad wody.... cz.1
 6.9/85
Leszczowisko
 7.1/202
 8.8/115 hit
Łakomiec
 7.9/66
Oszuści na Bazarze Rybiego Oka.
 7.3/64
KOMUNIKAT
 
Stało się...
 5.6/30
Kłusownik ukarany! Lepiej późno niż wcale.
 4.9/71
 
 
więcej
Petycja!!!!!!!!!!!!!
Pstrąg Roztocza
Uroczyste otwarcie
 
 
Inne ankiety
Żyłka
Co robisz z niepotrzebnym kawałkiem żyłki?
wyrzucasz gdziekolwiek
rzucasz do wody, bo tam jej nie widać i ptak się nie zaplącze
tniesz na mniejsze kawałki i wyrzucasz
zabierasz ze sobą, by spalić w ognisku
zabierasz ze sobą, by wyrzucić do śmietnika
to inaczej, jak podaj w komentarzu

Wyniki Wyniki wszystkich

Komentuj
 


Wszystkie Poradnik Encyklopedia

Hit  Wękarskie trofeum

Autor: Andrzej Trembaczowski
Temat: Wędkarskie prace
Data:18.12.02 11:15
Ocena:7.84  (43)
Czytano:11489

Czasem spełniają się skryte marzenia i oto masz wielką rybę na wędce! Hol, ta esencja wędkarskich doznań, zawsze jest czymś niezapomnianym. W końcu wielka ryba jest twoja. Nic nie może dorównać szczęściu tych kilku sekund. Chciałoby się zachować je w pamięci długo, jak najdłużej. Zdjęcia, ważenie, mierzenie, gratulacje. Szczęśliwe chwile przemijają. Zacierają się w pamięci. Pozostają fotografie, czasem kilka łusek. Niewiele...




Myśliwi w swej kilkusetletniej tradycji wypracowali przeróżne formy zbierania łowieckich pamiątek: oręż dzików, wieńce jeleni, czaszki i skóry drapieżców... To nie tylko pamiątki, lecz także muzealne eksponaty, podziwiane na niejednej wystawie. Wędkarze nie gorsi, też mają swoje trofea. Płetwy, zębate paszcze, czasem całe spreparowane ryby. Szczególnie efektownie prezentują się rybie głowy, i to nie tylko drapieżników, i niekoniecznie medalowych okazów.
Preparowanie może wydawać się kłopotliwe, zwłaszcza z dala od domu, na kilkudniowej wyprawie. Brak doświadczenia oraz niechęć do każdego dodatkowego trudu powodują, że często niedoszłe trofeum ląduje na śmietniku. Żałujemy później zmarnowanej okazji... A przecież każdy z nas może sprawić sobie pamiątkę udanych łowów nawet bez pomocy specjalisty. To naprawdę nic trudnego!
Istnieją różne sposoby preparowania rybich okazów. Przedstawię prostą, możliwą do stosowania nawet w prymitywnych warunkach. Jedyne, co będzie potrzebne, to 100 ml - 200 ml stężonej formaliny, strzykawka, igły i kilka spinaczy do bielizny. Resztę niezbędnych akcesoriów zwykle znajdziemy pod ręką. Metoda polega na wysuszeniu rybiej głowy. Formalina jest potrzebna tylko do tego, aby powstrzymać procesy gnilne, zanim łeb wyschnie.
Na

zachowanie rybiego łba

najlepiej zdecydować się, zanim jeszcze rozpoczniemy skrobanie i patroszenie. Trzeba zaznaczyć na skórze linię cięcia. Nie warto być skąpym. Ciąć trzeba z zapasem. Ładniej prezentują się głowy razem z płetwami piersiowymi. Linia cięcia powinna więc przebiegać za płetwami i dalej lekko skosem ku grzbietowi. Uciętą głowę trzeba posolić obficie i odłożyć na kilka godzin w chłodne miejsce (w domu do lodówki). Z solą nie przesadzajmy - niszczy. (Uwaga, jeżeli nie ma czasu, by zająć się dalszą preparatyką, można głowę zamrozić). Po kilku godzinach trzeba spłukać sól i umyć dokładnie rybi łeb, uważając, żeby nie uszkodzić płetw i łusek.
Nie usuwam płatków skrzelowych ani oczu, wolę naturalny wygląd. Pozostawiam też w rybiej paszczy haczyk, błystkę, wobler. Jeżeli głowa jest uszkodzona, zszywam rozdarcia białą nicią.
Teraz najważniejsza czynność - modelowanie. Od tego zależeć będzie ostateczny wygląd naszego trofeum. Odpowiedni kształt trzeba uformować, zanim nastrzykamy rybi łeb formaliną. Formalina powoduje stwardnienie mięśni i już się takiej głowy nie ukształtuje. Od naszej wyobraźni zależeć będzie

kształt rybiej głowy.

Paszczę można otworzyć maksymalnie - można zostawić ją półotwartą. Pokrywy skrzelowe można mocno odchylić na boki. Zwłaszcza łeb pstrąga wygląda wtedy efektownie i dziko (postawa grożąca). Można też odchylić pokrywy skrzelowe częściowo. Płetwy możemy skierować w bok, w dół, skosem. Wszystko zależy od estetycznego wyczucia. Pożądany kształt uzyskamy za pomocą drewienek, papieru, pianki, tektury i podobnych materiałów. Pamiętajmy, po potraktowaniu głowy formaliną, a także po jej wyschnięciu, nie da się już zmienić kształtu.
Modelowanie nie jest trudne. Zwykle zaczynam od rozchylenia szczęk. Szczupakowi wkładam np. jakiś patyczek, chodzi tylko o otwarcie paszczy. Następne patyczki powinny być jednak starannie dobrane. Muszą być sztywne, więc nie za cienkie, ale takie, by można je było potem łatwo przeciąć. Poza tym patyczki pozostawiają po sobie wgłębienia.
W domu zamiast patyczków najchętniej używam pienistego tworzywa, podobnego do styropianu, pociętego na klocki. Pierwszy klocek (patyczek, zwitek tektury) umieszczam pionowo w tyle paszczy. Drugi poziomo, w kącie szczęk, trzeci znów pionowo z przodu. Następny, malutki umieszczam pod językiem i opieram o ten przedni. Głowę ryb karpiowatych, o małym pysku, napycham zwitkami papieru.
Modelowanie to najtrudniejsza część całej preparatyki. Wymaga staranności i fantazji. Trzeba przy tym uważać, by nie uszkodzić trofeum i aby nie pokaleczyć sobie rąk o rybie zęby. Tył głowy wypycham papierem, wkładam jakieś usztywnienie (tektura, styropian, zwitki papieru) pod pokrywy skrzelowe. Rozpinam płetwy. Właśnie, to także delikatna czynność... Płetwy rozpinam pomiędzy tekturkami i spinam spinaczami od bielizny.
Teraz należy

nasączyć rybi łeb

formaliną. W domu zanurzam ukształtowaną głowę do wiadra i zalewam roztworem kilkuprocentowej formaliny. Dokładna znajomość stężenia nie jest ważna.
Formalina jest trująca! Silnie drażni drogi oddechowe, niszczy ręce. Zalanie oczu może być groźne. Ostrożność jest zatem konieczna. Radzę stosować okulary, gumowe rękawiczki i pracować w przewiewnym miejscu. I mieć obok wodę do szybkiego opłukania np. oczu!
Moczenie rybiego łba nie musi trwać długo. Dwie doby powinny wystarczyć. Po tym czasie rybie mięso stanie się gumowate. Poza domem, gdy nie mam ani dużego wiadra, ani dużej ilości formaliny, korzystam ze strzykawki. Strzykawkę stosuję także wtedy, kiedy rozmiary rybiego łba przekroczą pojemność wiadra. Nakłuwam wszystkie umięśnione części rybiej głowy raz koło razu. Ślady po igle nie będą widoczne. Zastrzyki robię formaliną stężoną, uważam więc, by nie trysnęła spod igły w oczy.
Po nastrzykaniu głowę lekko płuczę, przeciągam wewnątrz linkę i zawieszam do obeschnięcia. Tak samo postępuję z wyjętym z kąpieli łebkiem - płuczę, wymieniam zmoczone zwitki papieru oraz tekturki na suche i wieszam łeb do obeschnięcia w przewiewnym lecz ocienionym miejscu. Unikam miejsc gorących i słońca. Wysoka temperatura przyśpiesza obsychanie, ale może powodować deformacje.
Ważna jest pozycja, najlepiej zawiesić łeb poziomo. Wówczas płetwy przyjmą pozycję naturalną. Czasem trzeba poprawić ich ustawienie. W tym celu owijam spinacze nicią i jej napięciem reguluję ustawienie płetw. Wąsy suma odciągam w bok też przy za pomocą spinaczy, dolne obciążam spinaczami.
To wszystko trzeba zrobić, zanim

głowa zacznie obsychać.

Schnięcie trwa kilka - kilkanaście dni. W tym czasie głowę trzeba codziennie doglądać i w razie potrzeby korygować jej kształt. Szczególnie płetwy i pokrywy skrzelowe mogą podczas obsychania zmienić położenie.
Rybie mięso szybko traci wodę. Czasem już następnego dnia skóra marszczy się, a oczy zapadają. Według niektórych metod zaleca się w tym czasie zastrzyki z rzadkiego gipsu albo żywicy akrylowej. Zastępują one ubytki wody i pozwalają na zachowanie kształtu. Niektórzy wyjmują oczy i zastępują je szklanymi.
Po dwóch dniach, kiedy skóra stanie się twardsza, usuwam z tylnej części głowy mięso. Delikatnie oddzielam je od skóry na karku i wyskubuję tak, by pozostała sama skóra.
Na czas dalszego obsychania zastępuję ten ubytek papierem toaletowym - inaczej skóra karku pozwija się i pomarszczy. Głowę wieszam do dalszego schnięcia. Trwa to kilka - kilkanaście dni. Po tym czasie usuwam papier i patyczki: przecinam je w połowie sekatorem lub małą piłką. Jeżeli preparuję poza domem, pozostawiam całe to usztywnienie na czas transportu. I to już prawie wszystko.
Teraz trzeba jeszcze poczekać cierpliwie przez kilkanaście dni, czasem kilka miesięcy, aż przestanie wydzielać się tłuszcz. Potem należy

odtłuścić łeb acetonem

albo benzyną i polakierować lakierem bezbarwnym (stosuję wodoodporny lakier do drewna). Lakier nie tylko nadaje połysk, lecz także zabezpiecza wysuszony preparat przed szkodnikami.
Oczywiście kolor wysuszonej rybiej głowy się zmieni. Barwy przyszarzeją, zbrązowieją. Trudno. Nie lubię malowania. Raczej nie umiałbym podrobić natury i łeb wyglądałby kiczowato. Czasem retuszuję tylko miejsca uszkodzone. Można delikatnie zakleić niewielkie rozdarcie skóry i zamalować to miejsce ciemną farbką. To wszystko trzeba zrobić jeszcze przed polakierowaniem!
Głowę można przymocować do drewnianej deseczki wkrętem do drewna, drutem albo zawiesić ją wprost na ścianie. Na deseczce (można kupić w sklepie myśliwskim tzw. tarczę) warto umieścić datę, wymiary i inne godne upamiętnienia fakty. I już. Wszystko. Rybia paszcza będzie cieszyć nasze oczy w smutne zimowe wieczory, a za ileś tam lat nabierze nawet wartości muzealnej.


















Od redakcji Rybiego Oka: pierwotnie tekst opublikowano na naszym serwerze w Tygodniku Wędkarskim NR 31 - 24 grudnia 1999.


Skorzystaj z przyznanego Ci prawa i oceń ten artykuł
« « « « || » » » »  
5  10 

drukuj drukuj wyślij wyślij

Lista komentarzy


Temat: Autor:
Czas:
moda
Marek Kaczmarczyk 25.2.05 09:53
myślę, że już raczej wyczhodzi preparowanie łbów z mody. Teraz raczej dominują fotki... I dobrze....
     Odp: moda
Ryszard Siejakowski 25.2.05 11:37
    
A szkoda. Jeden łeb to bym z chęcią zamarynował, nie mówiąc o powieszeniu.
Rysz@rd
MAKABRA!!!
Maciej Janeczko 24.2.05 15:30
Szkoda tych ryb!Jak sobie wyobraże odwrotną sytuacje,to troche makabryczna wizja!?Mam nadzieje że nie wiszą w pokoju dziecinnym!Zresztą nie tylko ryb mi szkoda, z dzikimi zwierzętami jest podobnie.Troche szacunku by sie przydało okazać.Gdy zlowie duzy okaz ryby i pomysle sobie jaka musiala byc cwana,ile razy nie dała sie przerobic na mięcho to daruje jej wolność.Ale rózni ludzie,róznie okazują szacunek przyrodzie.Kiedys,podobny zabieg zrobilem na szczupaku ale na szczęscie zmądrzałem i już tego nigdy nie zrobie!Dziś wole oglądac fotki ze swoich wypraw i zdecydowanie,mam milsze wspomnienia. Pozdrawiam........
     Rzecz gustu...
Piotr Łopaciński 24.2.05 16:30
    
Każdy ma prawo postąpić według własnego uznania. O tym, że spreparowany łeb szczupaka wisi na ścianie decyduje jego łowca. Według mnie nie ma to żadnego związku z brakiem szacunku do przyrody.
Ten szacunek przejawia się nad wodą, jest to etyka wędkarza, jego zachowanie się nad wodą, troska o zachowanie równowagi w przyrodzie. Złowienie dużego szczupaka i zabicie go nie jest złem.
Znam wielu myśliwych, którzy mają na rozkładzie dziesiątki, jak nie setki ubitych zwierząt. Spreparowane poroża jeleni wiszą na ścianach ich mieszkań. Ale znam stosunek tych ludzi do przyrody. To autentyczni miłośnicy przyrody.
Łowiectwo niestety ma swoje prawa. Wędkarstwo jest także rodzajem łowiectwa /mówię tu o łowieniu okazów/. Obłudą jest zarzucanie komuś braku szacunku dla przyrody, nie znając tej osoby.
Takie trofeum może komuś nie odpowiadać, ale to sprawa indywidualna.
Ja też od dłuższego już czasu nie zabieram ryb z łowiska, ale nigdy nie byłem zwolennikiem jakże modnego teraz NO KILL...
Powodem tego jest to, że przyjemność sprawia mi sam fakt umiejscowienia i przechytrzenia dużej ryby. Tak więc nie narzucajmy komuś swoich subiektywnych często odczuć.
Pozdr...Piotr
         Odp: Rzecz gustu...
Maciej Janeczko 24.2.05 23:31
        
Drogi kol.Piotrze!!!Nie próbuje nikomu ustalac zasad etycznych.Ja nie jestem 100% no killowcem.Na dziesięć złowionych ryb zabieram jedną,góra dwie. Ale jak złowie rasowego reproduktora i pomyśle ile z niego może być narybku myśle o przyszlości.Zamiast muzeów ,pełnych trofeów zostawmy naszym dzieciom rzeki pełne ryb.Nie chce wypowiadac sie w sprawie" łowców jeleni "ale byłem świadkiem ,niejednokrotnie ,jak w okresie ochronnym kura bazanta,czy kaczka przeleciała postrzelona, nad moją glową.A co powiesz na glowę 54 kilowego suma!myślisz że to fajne trofeum!?A może fotka bylaby lepsza?
             Odp: Rzecz gustu...
Andrzej Trembaczowski 25.2.05 10:42
            
Piotr napisał tak wyczerpująco, że nic właściwie nie mam do dodania. Ale skoro ta dyskusja rozwinęła się pod moim tekstem, więc czuję się w obowiązku napisać jeszcze parę zdań, by nie było niedomówień.

Zgadzam się z oszczędzaniem ryb-pomników. Winniśmy to robić. Ale co jest taką rybą-pomnikiem, to już jak na razie decyzja łowcy. Nasza decyzja. Owszem, powinno być to dziś lepiej określone przez godpodarza łowiska, może się tego kiedyś doczekamy. Gospodarz łowiska powinien określić zasady jakie ryby i w jakiej ilości wolno zabrać. Mogą być przedziały widełkowe, mogą być określone górne granice (ryba pomnik nie musi być dobrym reproduktorem, to dwie różne sprawy). Na razie to przyszłość i na razie to rzeczywiście nasza decyzja. Ale dobrowolna decyzja.

Nie odpowiada mi natomiast wielokrotne wykorzystywanie tej samej ryby - ale to moje zdanie i nie chcę rozwijać tego tematu.

Zdjęcia są dziś rzeczywiście dobrą pamiątką, ale tu znowu pamiętajmy, że wymęczona sesją zdjęciową ryba może tego nie przeżyć. Więc jeżeli zależy nam na jej uwolnieniu, darujmy sobie zdjęcia. Jeżeli chcemy rzeczywiście oszczędzić rybę, bądźmy konsekwentni! Czasem jest sytuacja albo - albo. Albo złowiona ryba, satysfakcja ze zwycięstwa i dalej wykorzystanie zdobyczy (zdjęcia, konsumpcja, trofea) - albo żywa ryba w wodzie. Tego się często nie da pogodzić, choć możemy się oszukiwać - to jednak będzie tylko unik, chowanie głowy w piasek. Zdechłej ryb nie zobaczymy, więc jej trup nie będzie dla nas wyrzutem. Sporo napisano na temat uwalniania ryb nie ma co tego tu rozwijać. Najlepiej zrobić to w wodzie, bez wyjmowania, fotografowania, ważenia, podnoszenia za pokrywy skrzelowe itd. Tylko... ilu szczęśliwych łowców zechce zrezygnować z takiej okazji? Znów, wybór, byle wybór świadomy.

Czy wyholowany po kilku godzinach wielki sum przeżyje, to też sprawa dyskusyjna i nie ma na to prostej odpowiedzi. Stres, zakwaszenie mięśni itd. - to nie jest dla ryby obojętne. Co ma zrobić wędkarz, który go zatnie? Od razu odciąć żyłkę? Cóż złego, że go wyholuje, skoro mu przyszło się z nim zmierzyć? Pewnie, może potem go wypuścić i udawać, że wszystko jest O.K.
Pozdrawiam
Andrzej

p.s.
I jeszcze dla uzupełnienia. Ani nie łowię dla kilogramów, ani dla trofeów, ani dla udowodnienia komukolwiek czegokolwiek. Łowię dla siebie, dla własnej satysfakcji. Nie lubię jakiejkolwiek rywalizacji. Nie poluję na okazy i trofea nie są dla mnie celem. Cieszę się wędkowaniem, ryby duże czy małe i ich upolowanie dostarcza mi znanej nam wszystkim radości. Satysfakcji udanych łowów. Jeżeli chcę sobie zachować pamiątkę - oprócz zdjęć - zachowuję głowę. Kolega wystawił mi kiedyś dużego suma (ocenianego na jakieś 60 kg). Sum dalej tam jest. Uznałem, że najlepiej będzie zostawić go w spokoju i nawet nie próbowałem go łowić. Być może kiedyś, 20 - 30 lat temu, zasadziłbym się na niego i pewnie poświęciłbym nawet cały miesiąc. Odpuściłem. Ten sum nie był mi do niczego potrzebny. I to jest mój sposób na okazanie szacunku dla ryby-pomnika. Ale to znowu tylko mój wybór.
                 Odp: Rzecz gustu...
Robert Hamer 25.2.05 11:41
                
Musze się przyznać, że też spreparowałem kilka głów, dokładnie 4. Było to bardzo dawno i pomimo bardzo udanego efektu, szybko z tego zrezygnowałem. Po kilku latach zacząłem wypuszczać ryby, (początkowo jak nikt nie widział :) Muszę jednak bronić fotografowania. Wszystko zawiera się w słowie JAK. Jeśli się do tego starannie przygotujemy, to nawet najdelikatniejsza ryba przeżyje. Takie mam doświadczenia. Oczywiście jak ktoś będzie robił to bez troski o rybę, to ma one marne szanse. Jest takie coś jak pazerność na fotografie w której to ludzie zachowują się bezmyślnie, uważając, że można wszystko, ponieważ oni ją zaraz wypuszczą. Ja jestem tak zorganizowany, że rybę wyjmuje na nie dłużej niż 15 sec z wody. Można tak spokojnie zrobić kilka zdjęć bez szwanku dla niej. Mniejsze ryby powinno się odhaczać bez wyjmowania z wody. Wszystko zależy od nas, trzeba tylko chcieć. Myślę, że o fotografowaniu jak i wypuszczaniu, trzeba rozmawiać i edukować, aby słuszna idea nie zamieniła się w farsę. A co do łowienia jednej ryby po kilka razy, to uniknąć się tego nie da. Tylko czy to nie jest dowód na to, że ryby po wypuszczeniu przeżywają? Dla mnie tak, bo zdarzyło mi się złowić tylko w jednym roku ponad 30 ryb po raz drugi. Ryb od tego nie ubywało, dramat zaczął się jak inni wędkarze zaczęli łowić w moim łowisku. I jeszcze zdanie o preparowaniu. Jeśli ktoś zabiera złowioną rybę, to nie ma znaczenia czy ją spreparuje. Moda na preparowanie nam nie grozi, bo nie za bardzo jest co preparować a ponad to jest to koszmarne zajęcie. ODRADZAM!
                     Odp: Rzecz gustu...
Andrzej Trembaczowski 25.2.05 12:52
                    
Masz rację, rzecz w tym JAK.

Świadomy wędkarz może tak się obchodzić ze złowioną rybą, by jej oszczędzić zbędnych cierpień i by ją zwrócić wodzie w dobrej kondycji, jeżeli tak zechce lub jeżeli ryba jest chroniona i wypuszczenie jej jest poza dyskusją.
Dobrze, że wspomniałeś o tej "pazerności na fotografię". Może ktoś być pazerny na mięso, na poklask innych, na medale, na fotografię i na samo łowienie. Tu jest ta cienka linia - łowiąc nie zapominajmy, że ryba to żywe stworzenie, a nie przemiot, jak sobie to uświadomimy, to nasze postępownie na pewno będzie właściwe, niezależnie od wyboru: zabrać czy wypuścić.
Pozdrawiam
Andrzej
                         Odp: Rzecz gustu...
Jurek Kowalski 25.2.05 13:37
                        
Panowie,

Cieszę się, że o tym "JAK" piszecie. Wielu ludzi Was czyta więc skorzystam z okazji do zaproszenia jeszcze raz do przypomnienia sobie "JAK" w artykule tutaj:

Zasady C&R

Na końcu artykułu jest też łącze do kolejnego, podającego uzasadnienie tegoż "JAK".

Chciałbym tylko zwrócić uwagę, że odpłynięcie żywej ryby nie oznacza jeszcze, że przeżyje ona spotkanie z wedkarzem. Trzeba więc głęboko zastanowic się, jeżeli już chce się rybę wypuścić (albo musi się wypuścić bo np. niewymiarowa albo w okresie ochronnym) czy nasze "rękoczyny" przekraczające niezbędny zakres mogą przynieść więcej szkody i stosownie do tego postąpić. Dobrze stosowane C&R może dawać śmiertelność nie różniącą się od naturalnej ale źle stosowane może powodować śmierć znacznego odsetka wypuszczanych ryb, a nawet wszystkich, w zależności od tego jak skrupulatni jesteśmy w jego realizowaniu.

Serdecznie pozdrawiam

Jurek Kowalski
                 Odp: Rzecz gustu...
Marek Kaczmarczyk 25.2.05 11:04
                
i tu też masz rację...
Niejednokrotnie fotka jest zdjęciem z "ostatniego spotkania z denatem"... Na fotki możemy sobie pozwolić tylko wtedy kiedy mamy warunki by zrobić to szybko i bez zbędnych ceregieli. "Sesje"... zwiększaja tylko prawdopodobieństwo zejścia... Wymęczenie długo holowanej ryby tez jest problemem. Dlatego coraz częściej propagowane jest dostowywanie sprzętu do oczekiwanego połowu tak aby hol był jak najkrótszy. Owszem zdażają się fuksy i wtedy mamy problem. Jednak nie wszystko jesteśmy w stanie przewidzieć.
Mi osobiście nie podobają się łby na ścianach. Podobnie poroża (chyba, że głównego lokatora :-))... Jednak to jest kwestia mojej estetytki, a nie etyki...
C&R to nie jest wbrew pozorom "złów i wypuść" o czym od dłuższego czasu przekonuje w swojej publicystyce Jurek Kowalski. To cały zespół zachowań zmierzający do zwrócenia wodzie ryby w kondycji dającej szansę na przeżycie. O ile mamy zamiar taką szansę jej dać. Pamiętajmy, że wędkarstwo zawiera w swej definicji również prawo pożarcia zdobyczy. Byle zgodnie z prawem i... zdrowym rozdsądkiem. Ale to już inna bajka...

Pozdrawiam Marek
             Odp: Rzecz gustu...
Piotr Łopaciński 25.2.05 09:49
            
Zarówno w środowisku myśliwych, jak i wędkarzy można spotkać i etycznych i łobuzów. Tego nie wypleni się całkowicie nigdy.
Osobiście jestem zdania, że sprawę o której teraz rozmawiamy trzeba pozostawić sumieniu każdego z nas. O tym, czy nasze dzieci będą miały rzeki pełne ryb, czy ryby będą oglądać w muzeach lub na kartach książek nie zadecydują na pewno trofea wędkarskie wiszące na ścianach. Sam piszesz, że jedną na dziesięć złowionych ryb zabierasz - uważam, że prawidłowo i chwała Ci za to. To czy łeb od tego jednego zabranego z łowiska szczupaka wyrzucisz, czy spreparujesz i powiesisz na ścianie, zależy tylko od Ciebie i od Twojego gustu.
Z jednym napewno obaj się zgadzamy - z tym, że zabijanie naprawdę dużych okazów nie powinno mieć miejsca. 50 kilowy Sum, czy kilkunastokilowy Esox powinien żyć - to jest jakby pomnik przyrody.
Tego żaden z nas nie ma prawa niszczyć.
Etyka wędkarska to nie tylko przestrzeganie przepisów ochronnych - to coś więcej.
To miłość do przyrody, zwierząt, świata wodnego.
Łowiectwo ma jednak swoje prawa.
Czy uprawianie go musi być nieetyczne?
Co do "Trupiej galerii na ścianie" jak to określił któryś z kolegów:
Jeden podziwia i zachwyca się obrazami wielkich mistrzów Epoki Renesansu, inny uwielbia oglądać
zdjęcia z Playboy'a.
Który ma lepszy gust? Nie mnie to oceniać.
Pozdrawiam...Piotr








Pozdr...Piotr
     Odp: MAKABRA?
Andrzej Trembaczowski 24.2.05 15:57
    
Mnie nie szkoda, byłbym hipokrytą. Jeżeli mam odwagę łowić, to także i zabić. Relacja myśliwy - ofiara i nic w tym złego. Rzecz w proporcjach. Jedne złowię, inne nie. Jedne wezmę innych nie.
Masz rację, szacunek przyrodzie można okazać różnie. Mnie bliższe są przemyślenia Hemingway'a (polecam np. "Zielone wzgórza Afryki", rozważania w opowiadaniu "Stary człowiek i morze" czy "Rzeka dwóch serc").
Nie ważyłbym się łowić tylko dla samej satysfakcji łowienia, gdybym tych ryb nie wykorzystywał. A skojarzenia może wywoływać już sam haczyk - przecież jest ostry!
Pozdrawiam
Andrzej
p.s.
Kiedyś wisiały w pokoiku dziecinnym i dzieciom to nie przeszkadzało :)))))
         Odp: MAKABRA?
Maciej Janeczko 24.2.05 23:04
        
Nie próbuje nikomu narzucać moich poglądów,kiedyś też zależało mi na udowodnieniu wszystkim w kolo że jestem wielkim łowcą.Teraz jednak łowie ryby dla przyjemności i nie próbuje nikogo dyskredytować.Uważam jednak że młodego pokolenia wędkarzy,wzorcami powinni być ludzie mniej bojowo nastawieni do życia.Powinni z nas brać przykład,a to co było modne 30 lat temu powinno iść w zapomnienie.Uczmy mlodych szacunku do życia."Stary Człowiek I Morze"no cóż, tak naprawde to nie on wygrał ,tylko rekiny które zeżarły całe mięcho,a czlowiek.....!? zostala po nim legenda i historia jakie to kiedyś ryby sobie pływaly. Mam nadzieje że zmienicie zdanie i nie zostawicie młodym tylko legendy!Mój syn który ma 13 lat, na pytanie czy? chciałby mieć takie łebki na ścianie ,odpowiedział - tata !a po co?Zadam Wam to samo pytanie -Po co?Pozdrawiam!!!ps. może wy mu odpowiecie?Byłbym wdzięczny!
preparowanie głów
Michał Mieczyński 19.12.02 12:30
może by jednak okazowe ryby puszczać wolno, a nie zamieniać swego domu w galerie trupich głów.
Wielkie ryby rzadko są smaczne, a mordować tylko dlatego żeby powiesić sobie takie coś na ścianie?
Dzięki ale nie

Na stronie www.carp.pl są zdjęcia karpia złowionego na zbiorniku rybnickim kilka razy o ile pamiętam to cztery poraz ostatni w 2000 roku co było potem ? Może wystawka na ścianie lub tylko patelnia i rozczarowanie, że śmierdzi i jest niesmaczny.....
A mógł poraz piąty przyprawić szczęśliwca o zastrzyk adrenaliny i cały wrócić do wody... szkoda
mieczynski@firma.hoga.pl
     Odp: preparowanie głów
Sławek Rybicki 19.12.02 12:43
    
Masz rację ale zostawmy każdemu wybór. Ja też nie lubię mieć truposzy czy rogów nad głową. Motylków na szpilkach zresztą też :)))



Valid XHTML 1.0!
Wszelkie prawa zastrzeżone - All Rights Reserved - ©1999-2004 Krokus Sp. z o.o. - powered by eZ publish
Za publikowane treści odpowiedzialność ponoszą ich autorzy, jednocześnie wyrażając tym samym zgodę na ich bezterminową publikację.
Reklamy Krokus: Systemy zarządzania zawartością informacyjną serwisów WWW. CMS eZ Publish już od kliku lat skutecznie wdrażamy różne wersje tego systemu.